Przydatność 35%

Analiza i interpretacja fragmentu utworu Józefa Czechowicza pt. „Poemat o mieście Lublinie”

Autor:

„(…) Wędrowcze, masz towarzysza. Księżyc w pełni, srebrny
daleki pójdzie odtąd za twoimi krokami. Powiedzie cię
do miasta umarłych, gdzie twoi bliscy leżą pod głazami
i darnią. Osrebrzy ci stare kamienice rynku, widma
ukaże w kościele na Zamku, wreszcie znowu cię w pola
wywiedzie przez ulicę Szeroką, przez Kalinowszczyznę
i Czwartek.
To jest księżyc, towarzysz. Niech sobie poeci mówią: tarcza,
gołąb srebrny, korab nadziemski. Dla ciebie to jest po
prostu księżyc. Może nawet księżyc z Twardowskim,
może ze świętym Jerzym. Bo przecież świecił taki sam
nad ulicą, gdy matka opowiadała ośmioletniemu: swięty
Jerzy tam ze smokiem walczy. Bo przecież to u było
w tym mieście, do którego wracasz, jak syn marnotrawny.
Wiatr, znowu wiatr podrywa. Obaj, on i księżyc, ku
cmentarzowi idą. Do ojców. A wiatr głosy jakieś przynosi
od wieżyc miasta. (…)”


Jednym z najbardziej znanych, a zarazem najbardziej osobistych utworów Józefa Czechowicza – lubelskiego poety okresu międzywojennego, jest utwór zatytułowany „Poemat o mieście Lublinie”. Powstał on w 1934 roku, a złożyły się na niego wiersze, które można odnaleźć w tomiku „Stare kamienie”. Czechowicz umiejętnie połączył je ze sobą prozą poetycką. Jak można się domyślać po zapiskach jakie poczynił na marginesach tekstu, utwór przygotował jako słuchowisko radiowe. Całość „Poematu o mieście Lublinie” jest swoistą podróżą poetycką po miejscach, które Czechowicz doskonale znał – tutaj się bowiem urodził i dorastał, tutaj chodził do szkoły i tutaj wreszcie zginął podczas jednego z pierwszych nalotów na Lublin we wrześniu 1939 roku.
Jednym z tych miejsc, które Czechowicz opisuje w swoim poemacie, jest droga, która wiedzie od rynku, przez ulicę Szeroką, aż na Kalinowszczyznę i Czwartek, gdzie znajdował się cmentarz grzebalny. Fragment napisany prozą rozpoczyna się od zwrotu do adresata – wędrowca, który nocą, w świetle księżyca, samotnie przemierza ulice Lublina, aby dotrzeć na miejsce pochówku swoich ojców. Jedynym jego towarzyszem podróży jest księżyc w nowiu, który odtąd będzie podążał jego śladami. Choć wysoko w górze - daleki, jest tak naprawdę bardzo blisko, jako współwędrowiec. Jego srebrna poświata oświetla drogę prowadzącą do „miasta umarłych”, gdzie pochowane są prochy bliskich wędrowcowi osób. To właśnie księżyc oświetli blaskiem kamienie na rynku, pokaże duchy, które według legendy straszą w kaplicy na Zamku, a następnie „poprowadzi” w stronę wzgórza Czwartek, aż na Kalinowszczyznę.
Podmiot mówiący podkreśla dalej rolę, jaką pełni księżyc podczas tej wędrówki – jest jej towarzyszem. Wymienia poetyckie określenia jego dotyczące, takie jak „tarcza”, „gołąb srebrny”, „korab nadziemski”, czyli łódź, która płynie nad ziemią, po niebie. Wylicza je, a następnie stwierdza, że wędrowca one nie obchodzą, gdyż dla niego jest to tylko zwyczajny księżyc – ciało niebieskie, w którym nie odnajduje nic poetyckiego. Może z wyjątkiem historii-legendy o Mistrzu Twardowskim, który zaprzedał swoją duszę diabłu w zamian za wielką władzę i znajomość magii.
Wedle legendy Twardowski był szlachcicem, mieszkającym w Krakowie w XVI wieku. Chciał zdobyć sławę, dlatego postanowił podpisać pakt z diabłem. Postanowił jednakże go przechytrzyć i do podpisanego z nim cyrografu dodał paragraf mówiący o tym, że diabeł może zabrać jego duszę do piekła jedynie w Rzymie, do którego Mistrz wcale się nie wybierał. Z pomocą czarta Twardowski zyskał bogactwo i sławę, stając się w końcu dworzaninem króla Zygmunta Augusta, który po śmierci swej żony otoczył się astrologami i magami. Jak głoszą legendy, to właśnie Twardowskiemu udało się wywołać ducha zmarłej żony Barbary, czego dokonał dzięki zastosowaniu magicznego „Lustra Twardowskiego”. Po wielu latach w karczmie pod nazwą Rzym, bies dopadł Twardowskiego. W czasie uprowadzenia tenże miał modlić się do Maryi (lub wg innej wersji śpiewać pieśń kościelną) przez co diabeł zgubił go w trakcie drogi. Twardowski wylądował na księżycu, gdzie podobno przebywa po dziś dzień.
Księżyc dla wędrowca jest również wspomnieniem lat dziecinnych, kiedy to matka opowiadała mu historię świętego Jerzego, który walczył ze smokiem. Ten sam księżyc, nad tym samym miastem, do którego, jak mówi osoba mówiąca, wędrowiec „wraca, jak syn marnotrawny”, świecił wtedy, kiedy matka snuła wieczorne opowieści o różnych legendach. W tym momencie ukazuje się autobiografizm „Poematu…”. Czechowicz opowiada bowiem o własnych przeżyciach, utożsamiając się z owym wędrowcem. Wychował się przecież w Lublinie, tutaj chodził do szkół, lecz później studiował i pracował poza miastem rodzinnym. Po studiach wrócił do Lublina, gdzie przez jakiś czas uczył w szkole dla dzieci niedorozwiniętych umysłowo. To właśnie z obcych miast wraca do domu niczym starotestamentalny „syn marnotrawny”, który po roztrwonieniu majątku ojca wraca skruszony do domu, aby u ojca szukać pomocy.
Kolejnym „towarzyszem wędrówki” staje się wiatr, który teraz razem z księżycem, „ku cmentarzowi idą”. Można odnieść wrażenie, że to oni zwiedzają to miasto, a wędrowiec jest tylko dodatkiem do tej podróży. Jednak jest zupełnie przeciwnie. To wędrowiec cofa się do przeszłości, odwiedza tych, którzy kiedyś znaczyli dla niego bardzo dużo – swoich przodków. I tylko jedynym odgłosem, jaki rozlega się wśród ciszy nocy, są głosy, które wiatr przynosi z lubelskich wieżyc.
Cały ten fragment przesycony jest melancholią, zadumą, w której ów wędrowiec przemierza miasto w poszukiwaniu swoich korzeni. Opis przesycają kolory srebrne – miasto oświetlone jest bowiem światłem księżyca i to jego poświata nadaje wszystkiemu wkoło taki srebrzysty blask. Autor nie opisuje szczegółowo żadnych elementów krajobrazu, wspomina tylko pewne charakterystyczne miejsca i budynki Lublina, jak ul. Szeroka, o której pisze w „Poemacie…”, że jest naprawdę szeroka, Zamek, i wzgórze Czwartek, na którym obecnie znajduje się kościół pw. Św. Mikołaja, a obok niego Zespół Szkół im. Św. Stanisława Kostki oraz Liceum im. Stefanii Sempołowskiej.
Dzisiaj, z tego dawnego Lublina, który opisuje Czechowicz, pozostało bardzo mało. Niewątpliwie księżyc świeci ten sam, co wtedy, jednak tej magii, którą wyczuwa się w prozie pisarza, jakoś nie można odnaleźć. Zamek – od wieków niezmienny, tylko on oparł się przemianom cywilizacji. Chociaż wokół niego prawie wszystko się zmieniło. Chcąc przemierzyć tą samą drogę, którą wędrował bohater, nie można się już wzorować na dokładnym opisie. Nie ma już ulicy Szerokiej, po „polach” Kalinowszczyznę zostały tylko wspomnienia – teraz stoją tam bloki, szkoły, sklepy. Dzielnica Czwartek nie zachęca do spacerów – jest podobno jedną z najniebezpieczniejszych dzielnic Lublina. Tylko na cmentarzu jakby czas się zatrzymał. I wiatr pozostaje niezmienny.

Przydatna praca?
Przydatna praca? tak nie 14
głosów
Poleć znajomym

Serwis Sciaga.pl nie odpowiada za treści umieszczanych tekstów, grafik oraz komentarzy pochodzących od użytkowników serwisu.

Zgłoś naruszenie