Antek – tytułowy bohater noweli Bolesława Prusa. A. urodził się w pewnej wsi położonej nad Wisłą, w ubogiej chłopskiej rodzinie. Różni się od innych dzieci, wcześnie też zyskuje miano „odmieńca”, gdyż nie wykazuje zainteresowań typowych dla wiejskich dzieci w jego wieku, ani też nie ma z niego wielkiego pożytku w zajęciach gospodarskich. Wielką namiętnością A. jest młyn, który – zaniedbując powierzone mu pasienie świń i zbierając razy od rodziców – obserwuje po drugiej stronie Wisły. Jako 10-letni chłopiec zaczyna sam strugać z drewna różne przedmioty, najpierw proste, później bardziej misterne, które kupuje od niego szynkarz. Oddany na naukę do szkoły, jest karany przez nauczyciela za zbytnią ambicję i zdrowy rozsądek, nie chce go też zatrudnić jako terminatora kowal, bojąc się, że zdolny chłopiec w krótkim czasie mógłby prześcignąć go umiejętnościami. Gdy wyrasta na przystojnego młodego mężczyznę, zwraca na niego uwagę młoda żona wójta, którą A. adoruje i która – choć rychło kieruje swe zainteresowania w inną stronę – budzi w nim pierwsze, nieuświadomione w pełni uczucie miłości. Ostatecznie chłopiec opuszcza rodzinną wieś, w której nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, i decyduje się szukać szczęścia w mieście. A. to typ marzyciela, w którym rodzą się wyższe uczucia, niezrozumiane przez otoczenie i niemogące się zrealizować w trudnych warunkach życiowych, na które jest skazany.

(...) Położyli go w nie malowanej kołysce, co została po zmarłym bracie, i sypiał w niej przez dwa lata. Potem przyszła mu na świat siostra, Rozalia, więc musiał jej miejsca ustąpić, a sam, jako osoba dorosła, przenieść się na ławę.
Przez ten rok kołysał siostrę, a przez cały następny – rozglądał się po świecie. Raz wpadł w rzekę, drugi raz dostał batem od przejezdnego furmana za to, że go o mało konie nie stratowały, a trzeci raz psy tak go pogryzły, że dwa tygodnie leżał na piecu. Doświadczył więc niemało. Za to w czwartym roku życia ojciec podarował mu swoją sukienną kamizelkę z mosiężnym guzikiem, a matka – kazała mu siostrę nosić.
Gdy miał pięć lat, użyto go już – do pasania świń. Ale Antek nie bardzo się za nimi oglądał. Wolał patrzeć na drugą stronę Wisły, gdzie za wapiennym wzgórzem raz za razem pokazywało się coś wysokiego i czarnego. Wyłaziło to z lewej strony jakby spod ziemi, szło w górę i opadało na prawo. Za tym pierwszym szło zaraz drugie i trzecie, takie samo czarne i wysokie.
(B. Prus, Antek)

Andrzej Zawadzki

Przydatna praca?
Przydatna praca? tak nie 73
głosów
Poleć znajomym

Serwis Sciaga.pl nie odpowiada za treści umieszczanych tekstów, grafik oraz komentarzy pochodzących od użytkowników serwisu.

Zgłoś naruszenie