Tego dnia wstałam bladym świtem. Jak zwykle ruszyłam z kopyta do łazienki. Po czym nie mając czasu nie zjadłam śniadania i wyszłam do szkoły.
Na pierwszej lekcji miałam klasówkę. Ze strachu dostałam gęsiej skórki i rozbolał mnie brzuch. Ach, no tak brzuch, paluszek i główka to szkolna wymówka. Ale to nie były żarty. Obawiałam się,że nie dostanę pozytywnej oceny i nie otrzymam promocji do następnej klany. Sprawdzian poszedł mi jak z płatka. Wszystkie moje obawy były nie potrzebne. Kolejną lekcją była plastyka, na której było cicho, jak makiem zasiał. A każdy pracował nad swoją pracą. Każdy na inny sposób odczytywał swoją pracę. Każda praca uznana była za arcydzieło. Na przerwie, jak zwykle głośno jak w ulu. Po pauzie czas na geografię, na której siedziałam w ławce pod oknem i patrząc w okno bujałam w obłokach. Od razu powiem otwarcie ,iż na dzisiejsza lekcji nudziłam się jak mops, po co mam łżeć jak pies. Na następnej godzinie mieliśmy w-f. Na lekcjach tego przedmiotu czuję się jak ryba w wodzie. Gdyby inne były takie łatwe... Do końca dnia szkolnego zostały się tylko jeszcze dwie godziny lekcyjne: historia i i j. polski. Historia, pomimo mojego zapału, raczej słomianego zapału, upływała w żółwim tempie, w którym dostałam uwagę i jeszcze niedostateczny, uwagę za myślenie o niebieskich migdałach, a uwagę za to,iż nie wiedziałam co jest grane. Na polskim mieliśmy dzisiaj jak zwykle w poniedziałki gramatykę. Powoli, powoli zleciała i ta godzina lekcyjna, która była ostatnią.
Po powrocie do domu najpierw posprzątałam, a później zajęłam się nauką, bo przecież bez pracy nie ma kołaczy. I tak zleciał mi kolejny, nudny dzień.

Przydatna praca?
Przydatna praca? tak nie 67
głosów
Poleć znajomym

Serwis Sciaga.pl nie odpowiada za treści umieszczanych tekstów, grafik oraz komentarzy pochodzących od użytkowników serwisu.

Zgłoś naruszenie