Przydatność 25%

"Kamizelka" Bolesława Prusa jako historia o miłości.

Autor: _Agnieszka_

  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image

Przedmioty martwe stają się całkiem żywe jeśli związane są z nimi nasze emocje. Wtedy nawet zniszczona lampa kuchenna nie będzie brzydka, a stara i wytarta kamizelka stanie się cenniejsza niż najkosztowniejsze dzieło sztuki. Bo jest coś czego nie można kupić i co nie ginie. Miłość.

Pewnego dnia strach, ból i smutek zmęczyły się chodzeniem po świecie. Miejsce na spoczynek znalazły w domu dwojga młodych ludzi. Wysypały ze swojego worka Chorobę i chyba już na dobre zagościły w małym, skromnym mieszkaniu.... „Jakoś w lipcu Pan zaziębił się, zresztą nie bardzo. Dziwnym jednak zbiegiem okoliczności dostał jednocześnie tak silnego krwotoku, że aż stracił przytomność”. Ale wszędobylska miłość, w porę zorientowała się kto jest sprawcą nieszczęścia. Wystraszone odwetem strach,, ból i smutek schowały się w szafie, w pasku i sprzączce szerokiej kamizelki .Ich spokój nie trwał jednak długo... „pan co dzień posuwał sprzączkę, ażeby uspokoić żonę, a pani co dzień- skracała pasek, aby mężowi dodać otuchy”

Po pewnym czasie nie zostało już wiele miejsca dla złych uczuć. Strach został, zupełnie niespodziewanie, skrócony któregoś dnia z resztą paska. Ból odszedł sam, zniechęcony mało komfortowymi warunkami w sprzączce. Ale smutek. siedział sobie spokojnie na ściągaczu i ani myślał go opuścić.
Wieczorami tylko nudził się nieco. Pan i pani zwykli wtedy nie zwracać na niego najmniejszej uwagi, tak zajęci sobą. Smutek lekceważenia nie lubił, wiec pewnej nocy zeskoczył z gracją na ziemię i podążył za swoimi towarzyszami.

I pozostała tylko miłość, ogarniająca pokój ciepłym powiewem...A księżyc zajrzał przez okno i uśmiechnął się do siebie... Następnego dnia wszystko wydało się państwu jakieś nowe, wspaniałe, cieszyli się odtąd każdą najmniejszą chwilą i małym słowem .

W październiku, tym zimnym i niepokojącym październiku- najważniejsza w ich życiu jesień skończyła się nagle...jak za zdmuchnięciem świeczki. Mały płomień zgasł... odszedł ku temu co nieuniknione....

Pani westchnęła, zamknęła opustoszałe mieszkanko, a klucz schowała do kieszeni ciemnego płaszcza żałobnego. Na ulicy nie było nikogo, wiatr rozwiewał liście, tak pracowicie zagrabione przez dozorcę...Białe płatki stawały się coraz większe i większe...Pani ruszyła przed siebie.....

„Nieba już prawie nie było nad ziemią. Padał tylko śnieg taki gęsty i zimny, że nawet w grobach marzły ludzkie popioły. Któż jednak powie, że za tymi chmurami nie ma słońca”

Przydatna praca?
Przydatna praca? tak nie 33
głosów
Poleć znajomym

Serwis Sciaga.pl nie odpowiada za treści umieszczanych tekstów, grafik oraz komentarzy pochodzących od użytkowników serwisu.

Zgłoś naruszenie