Przydatność 55%

Polska w Unii Europejskiej (pozytywne i negatywne aspekty zmian)

Autor: Ola Pirzańska

II wojna światowa przyniosła Europie i światu niewyobrażalne zniszczenia. Aby utrzymać pokój i równowagę próbowano stosować metodę polegającą na równowadze sił. Jednak aby nie doprowadzić do kolejnej katastrofy, trzeba było znaleźć inny sposób, dający większą gwarancję zachowania pokoju. Tylko równowaga interesów, nie sił mogła spełniać to zadanie. Gdyby państwa mogły osiągnąć sukces ekonomiczny tylko w drodze dobrowolnej współpracy, opartej na wspólnie uzgodnionych zasadach, zanikłaby groźba wybuchu wojny.
Takie rozumowanie ówczesnych przywódców politycznych zachodnich Niemiec, Francji i Włoch dały początek integracji europejskiej. Chcieli oni ściśle powiązać ze sobą gospodarki i społeczeństwa, tak by nie musiały one rywalizować, ale współpracować. Takie były początki. Dziś – w XXI wieku do Unii Europejskiej, która powstała na takich właśnie założeniach, należy już 15 państw. Polska jest obecnie krajem kandydującym. Powoli zamykamy kolejne rozdziały negocjacji, ale Polacy nie są przekonani czy wejście do Unii będzie dla nich rzeczywiście takim dobrodziejstwem.
Czym jest Unia i jakie są jej zadania dowiadujemy się przede wszystkim z mediów. Ciąży na nich wielka odpowiedzialność – powinny kształtować nasze wyobrażenie o krajach wspólnoty, o naszej roli w Europie. Tymczasem do głosu dochodzą zarówno wielcy entuzjaści jak i zagorzali przeciwnicy naszego wstąpienia do sojuszu. Ważni i wpływowi ludzie – politycy, ekonomiści, dziennikarze często wypowiadają się na ten temat. Przystąpić czy nie przystąpić? – oto jest pytanie. Próbują sobie na nie odpowiedzieć także zwykli, szarzy ludzie, których ojczyzna stoi przed takim dylematem.
Nawet najwięksi euroentuzjaści wiedzą, że przystąpienie do unii Europejskiej nie przyniesie Polsce samych korzyści. Będą także wyrzeczenia i trzeba się z tym liczyć. Co przeważy? Wstąpienie do Wspólnoty pociągnie za sobą wiele zmian – a tego przecież statystyczny Polak boi się najbardziej. Wiadomo, może zmienić się na gorsze… Wszyscy maja jednak w sercu cicha nadzieję, że „wejście do Europy” odmieni ich los, a Polacy, to, co sobą prezentują i mają do zaoferowania będzie się bardziej liczyć w krajach Zachodu. Prounijny program, prowadzony przez polski rząd ma za zadanie rozbudzić te nadzieje, pamiętając przy tym, że nie ma nic za darmo i Polacy także będą musieli dać z siebie wiele.
Znaczna większość polskich polityków opowiada się za przystąpieniem do Unii. Jako jedną z największych korzyści takiej decyzji pokazują możliwość udziału Polski w rynku wewnętrznym Unii - handel między Polską, a krajami Unii będzie wolny, dzięki czemu zostaną zniesione cła, a to z kolei spowoduje obniżkę cen towarów. Po przystąpieniu do unii walutowej będziemy się posługiwać jedną wspólną walutą - euro. Jako członek Wspólnoty, bylibyśmy krajem otwartym na napływ inwestycji i nowych technologii. Tutaj zaczynają się obawy co do wykupu polskich ziem przez cudzoziemców. Pochodzą one jeszcze z czasów, kiedy Polska była krajem rolniczym, a walka o polskość toczyła się równocześnie z walką o własność ziemi. Dziś Polska jest krajem wolnym. Zasady nabywania ziemi w Polsce reguluje specjalna ustawa. Aby nabyć ziemię, obcokrajowiec musi uzyskać zezwolenie. Poza tym statystyki mówią o ogromnych ilościach ziem leżących odłogiem.
Drzwi do unijnego rynku pracy zostałyby dla Polaków otwarte. Ale i tu istnieje zagrożenie. Jak twierdzą eurosceptycy, możemy stać się przecież tanią siłą roboczą, pracować więcej i ciężej niż inni, za mniejsze pieniądze. Propozycje pracy za granicą nie są z reguły tak kuszące, na jakie wyglądają na pierwszy rzut oka. Jeżeli jednak nasz kraj zadba o dobre wykształcenie młodych Polaków, przede wszystkim na naukę języków, sami będą mogli wtedy decydować gdzie i za jakie pieniądze zgodzą się pracować. Tylko od nas zależy czy nasi fachowcy będą pożądani w innych państwach europejskich.
Niewątpliwym atutem naszego przystąpienia do Unii jest możliwość swobodnego podróżowania. Bardzo ułatwi je wspólna waluta i brak kontroli granicznej. Jest to szczególnie ważne dla młodych ludzi, a to przecież oni będą potem w tej wspólnej Europie żyli.
Nie można wszystkiego widzieć w różowych kolorach. Gdyby wejście do Unii Europejskiej miało uczynić z Polski krainę mlekiem i miodem płynącą, nie byłoby przeciwników dołączenia do „Krajów Piętnastki”. Tymczasem takich ludzi jest wielu, a ich obawy są często uzasadnione. Jedną z nich jest to, czy polskie produkty będą mogły konkurować z unijnymi. W naszym kraju kładzie się nacisk na rolnictwo ekstensywne (przy małym nakładzie pracy uzyskuje się małe plony), podczas, gdy w krajach piętnastki odwrotnie – intensywne. Nasze wyroby są co prawda naturalne, ale droższe, gorszej jakości (często nie potrafimy dostosować się do standardów Unii) i produkowane w mniejszych ilościach.
Wiele osób wpada w panikę na myśl o utracie przez Polskę suwerenności i tożsamości narodowej. Trzeba zgodzić się z tym, że członkostwo w Unii ogranicza suwerenność naszego kraju – przekazujemy część uprawnień na rzecz organizacji międzynarodowych, nie oznacza to jednak utraty suwerenności. Jest to na pewno duże wyrzeczenie i politycy powinni szczególnie delikatnie i z wielką rozwagą podchodzić do podejmowania każdej decyzji dotyczącej ograniczenia lub zatarcia polskiej odrębności. Nie uważam jednak żeby ten argument miał zadecydować o rezygnacji ze starań przystąpienia do Unii. Myślę, że Polska nie utraci tożsamości narodowej, tak jak nie utraciło jej żadne z państw członkowskich. Dziś kraje te w imię wspólnego dobra, jakim jest bezpieczeństwo i postęp cywilizacji, zgadzają się na ograniczenia wynikające z konieczności współpracy międzynarodowej. Unia Europejska jest opartym na zasadzie wzajemności i solidarności porozumieniem państw, które zdecydowały się na przekazanie Unii części kompetencji. Jednocześnie zachowały własne, odrębne władze ustawodawcze, wykonawcze i sądownicze. Decydują o kształcie i kompetencjach organów Unii i uczestniczą w nich. Takim krajem może stać się także Polska. Powinniśmy z tej szansy skorzystać.
Wstąpienie do Unii da nam wiele korzyści społecznych. Na pewno podniesie się jakość życia, uzyskamy szansę na zbliżenie się Polski do standardów europejskich w dziedzinie bezpieczeństwa wewnętrznego, pracy, zdrowia i edukacji. Jednak nawet w tej kwestii słychać wyraźne głosy sprzeciwu. Istnieje obawa, że koszty, jakie trzeba podejmować, aby dostosować się do unijnych standardów są za duże, a dotacje z Unii Europejskiej za małe. Moim zdaniem pieniądze wydawane na poprawę życia obywateli nigdy nie są zbyt duże a tym bardziej zmarnowane. To jest po prostu dobra inwestycja, która w swoim czasie będzie procentować.
Wątpliwości w wielu sprawach pozostaną, ale mimo to Polska powinna przystąpić
do Unii Europejskiej, oczywiście na jak najlepiej wynegocjowanych warunkach. Nie można oczekiwać, że po wejściu do Wspólnoty życie w Polsce diametralnie zmieni się, a jej mieszkańcy pławić się będą w luksusach. Należy wszystkie aspekty głęboko rozważyć, dobrze przemyśleć i przystępować do negocjacji z chęcią współpracy, otwartością na propozycje, ale i z poczuciem własnej wartości – to nie tylko Unia daje coś nam, my także dajemy z siebie wiele.

Przydatna praca?
Przydatna praca? tak nie 39
głosów
Poleć znajomym

Serwis Sciaga.pl nie odpowiada za treści umieszczanych tekstów, grafik oraz komentarzy pochodzących od użytkowników serwisu.

Zgłoś naruszenie