Przydatność 40%

Charakterystyka porównawcza Kordiana i Konrada z "Dziadów" cz. III.

Autor: Doris

  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image

„Kordian”, ”Spisek koronacyjny” - pierwsza część trylogii Juliusza Słowackiego, powstał w Genewie w 1833 roku jako wyzwanie dla Mickiewicza, uwydatnienie współzawodnictwa obu twórców na polu poezji, a także głos w dyskusji o sprawach narodu polskiego. Jawnie odwołuje się do „Dziadów części III”, lecz świat i idee przedstawia w diametralnie różny sposób, niż ten mickiewiczowski, więc i kreacja głównego bohatera jest również w pewnym sensie polemiką z Konradem.
Mimo jasno zarysowujących się różnic w programach głoszonych przez pisarzy, dostrzec można liczne wspólne cechy wiążące bohaterów – nie są oni zupełnie różni. Czytelnik wyraźnie widzi, że, mimo rozbieżności zdań, byliby w stanie się wzajemnie zrozumieć i dogadać, gdyby tylko mieli okazję – ich koleje losu posiadają punkty zwrotne o podobnym dla każdego z nich znaczeniu.
Kordiana poznajemy jako młodego, piętnastoletniego chłopca nad wyraz dojrzałego, jak na swój wiek. Jest wrażliwy, targają nim emocje - sam mówi o sobie:

"Otom ja sam, jak drzewo zwarzone od kiści,
Sto we mnie żądz, sto uczuć, sto uwiędłych liści;”

Ta wypowiedź sygnalizuje, że Kordian jest wewnętrznie rozdarty, szuka celu w życiu, a o pomoc w tym poszukiwaniu zwraca się do Boga:

"Boże! zdejm z mego serca jaskółczy niepokój,
Daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj..."

Wpis do sztambucha ukochanej ujawnia, że młodzieniec jest poetą. O jego szczególnych zdolnościach dowiadujemy się też słuchając jego rozmowy z Laurą, analizując sposób postrzegania i opisywania świata.
Bohater "Dziadów" ukazuje nam się już jako dorosły mężczyzna, znajduje się w więzieniu - mówi o sobie, że jest żywy, ale dla ojczyzny zostaje umarły. Odradza się jednak jako Konrad - genialny poeta, samotny indywidualista nie rozumiany przez współbraci. Jest żądny zemsty na ciemiężycielach narodu, lecz jego poezja wydaje się towarzyszom zbyt okrutna, nie potrafią jej docenić, więc wieszczowi nie zależy na tym, by ludzie jego słuchali:

"Samotność - cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi? (...)
Wam, pieśni, ludzkie oczy, uszy niepotrzebne; -
Płyńcie w duszy mej wnętrznościach"

Tylko on sam jest w stanie docenić głębię własnych przeżyć.
Podróżując po świecie Kordian zaczyna poznawać prawdę o życiu. Dochodzi do wniosku, że światem rządzi pieniądz - to, czego się dowiedział o rzeczywistości z literatury okazało się fałszywą idealizacją. O Szekspirze mówi:

"Próżno myśl genijuszu świat cały pozłaca,
Na każdym szczeblu życia rzeczywistość czeka."

Miłość do Wioletty odsłania mu kolejną prawidłowość - uczucia też można kupić. Wizyta u papieża odbiera mu ostatnie oparcie, dowiaduje się, że i w religii nie ma sprawiedliwości - papież wyraźnie stara się przypodobać carowi:

"Bo cesarz jako anioł z gałązką oliwy
Dla katolickiej wiary chęci chowa szczere;"

Na szczycie Mont-Blanc, w ostatnim miejscu, które odwiedza, uświadamia sobie, że to, w co wierzył, okazało się fraszką, dziecinną naiwnością:

"Uczucia po światowych opadały drogach...
Gorzkie pocałowania kobiety - kupiłem...
Wiara dziecinna padła na papieskich progach..."

Lecz porażka zdaje się dodawać Kordianowi sił - doznaje cudownej przemiany. Zaczyna odczuwać przypływ potęgi ukazującej mu cel życia - poświęcenie się dla Polski, uczynienie jej "Winkelriedem narodów", co gwarantowałoby jej ostatecznie odrodzenie.
W Konradzie natomiast podobna przemiana dokonuje się podczas "Wielkiej Improwizacji" - tu zrównuje się z Bogiem, uważa się za twórcę o ogromnej mocy:

"Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?"

Wieszcz, przez swą twórczość, osiąga tak wielką potęgę myśli, iż jest przez nią w stanie władać światem:

”Wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie
Na gwiazdach jak na szklannych harmoiniki kręgach
To nagłym, to wolnym ruchem,
Kręcę gwiazdy moim duchem."

W akcie ostatnim dramatu Słowackiego Kordian ukazuje się czytelnikowi, jako spiskowiec zwracający się przeciw Bogu zamierzając popełnić królobójstwo. Przed sypialnią cara jednak targają nim sprzeczności - opadają go Strach i Imaginacja. Rozpoczyna się bój ducha poety z duchem żołnierza w Kordianie - bohater okazuje się zbyt wrażliwy i słaby, aby dokonać morderstwa.
Konrad z kolei w swej rozprawie z Bogiem posuwa się za daleko - kiedy Bóg nie odpowiada na jego żądania otrzymania „rządu dusz” i możliwości uszczęśliwiania ludzi, zaczyna bluźnić m.in.:

"Kłamca, kto Ciebie nazwał miłością,
Ty jesteś tylko mądrością."

Na szczęście zbyt wcześnie przerywa wypowiedź, która mogłaby go ostatecznie pogrążyć, mówi:

"Krzyknę, żeś ty nie ojcem świata, ale..."

"(...)carem" - kończą zań diabły wyjmując mu z ust najgorsze bluźnierstwo, którego dzięki temu w rezultacie nie popełnia.
Kordian po nieudanej próbie zabicia cara zostaje zamknięty w szpitalu dla wariatów, gdzie dowiaduje się, że jego przekonanie, że jest w stanie sam jeden wyzwolić Ojczyznę, jest porównywalne do myślenia wariata wierzącego, że jest krzyżem Zbawiciela, lub drugiego, który uważa się za Atlasa. Bohater nie daje jednak Szatanowi się opętać i unika wyzbycia się własnej duszy – odgaduje zamiary diabła:

"Przyszedłeś tu zabijać duszy mojej duszę;
Ostatni skarb wydzierasz, własne przekonanie;"

W rozmowie z księdzem i Grzegorzem wyrzeka się jakiegokolwiek związku z ludem, który nie odróżnia Ojczyzny od cara, nie cechuje się patriotyzmem:

"Nie będę z nimi! - Niech słowo o j c z y z n a
Zmaleje dźwiękiem do trzech liter c a r a;"

Konrad, ocalony przez księdza Piotra, przekonuje się o swoim błędzie, zaczyna ufać Bogu i ludziom, bo wie, że to właśnie człowiek go uratował przed siłami piekielnymi. Uświadamia sobie swój błąd - chciał władać ludźmi, gardząc nimi:

„Skądże litość, wam do mnie schodzić do tych dołów?
Ludzie? – Ludźmi gardziłem, nie znałem aniołów”

Teraz już widzi, że przez pychę, wywyższanie się i domaganie się tego, do czego nie zawsze ma się prawo, nie osiągnie się upragnionego celu.

Obie postacie obdarowane są znacznymi podobieństwami jak i różnicami, są jednak typowymi bohaterami romantycznymi – samotnymi, cierpiącymi indywidualistami, utalentowanymi poetami „rozdwojonymi w sobie”, tragicznymi bojownikami w wojnie o wolność swego ukochanego narodu, w której ponoszą druzgocącą klęskę.
Te dwa żywota komentuje Słowacki w prologu „Kordiana” – poezja nie powinna uczyć szukania nadziei w mesjanizmie czy samotnej, bezsensownej walki o niepodległość, lecz zagrzewać do boju, ukazywać błędy poprzedniego zrywu i pomóc ich uniknąć w przyszłości.

Przydatna praca?
Przydatna praca? tak nie 36
głosów
Poleć znajomym

Serwis Sciaga.pl nie odpowiada za treści umieszczanych tekstów, grafik oraz komentarzy pochodzących od użytkowników serwisu.

Zgłoś naruszenie