Przydatność 50%

Reportaż - Wielkanoc w moim domu

Autor:

Czwartek, 13 kwietnia 2006 – pierwszy dzień wolny od szkoły. Wolny od szkoły ale nie od obowiązków. Trwają wielkie przygotowania, świąteczne porządki w całym domu. Słychać tu monotonny dźwięk odkurzacza, energiczny trzask wytrzepywania ciężkich od kurzu dywanów...
Gorączka pieczenia, gotowania, pucowania i wszelkiego rodzaju sprzątania trwa. Dobrze, że
w naszym domu rąk do pracy nie brakuje. Tata cicho pogwizduje pod nosem, szorując podłogę, mama przygotowuje polewę na stojącą obok babkę.
Brat z najmłodszą siostrą przygotowuje wielkanocne ozdoby, młodsza siostra pucuje łazienkę a ja … oparta o futrynę trwam w zadumie i nie mogę się nadziwić że co roku odprawiane są te same przedziwne rytuały – gorączka Wielkanocy.
Mama potrząsając nerwowo głowo, wyrywa mnie z zadumy.
- Marika, Marika – woła – proszę, idź po proszek do pieczenia.
Ubieram się i szczęśliwa wybiegam na ulicę. Spoglądam w okna innych ludzi. Wszędzie to samo. Zabiegane panie w fartuchach, krzątające się po kuchni, panowie przy trzepakach. Cały dzień wszyscy walczą z brudem.


Piątek, 14 kwietnia 2006. Święto kościelne, dzień męki Pańskiej. Nasz kościół jest pełen ludzi. Począwszy na brzdącach, przez młodzież a skończywszy na starszych ludziach. Odprawiane jest nabożeństwo.
I nasza rodzina przyszła. Jak co roku – odwiedzamy Grób Pański, śpiewamy pieśni, słuchamy fragmentów Pisma Świętego i modlimy się.
Cały też dzień pościmy.
Wieczorem przyjechała babcia. Usiedliśmy przy wspólnym stole, żeby robić pisanki. Ale frajda, ile uciechy przy tym było. Po dwóch godzinach pojawił się na stole koszyk pełen kolorowych jajek.


Sobota, 15 kwietnia 2007 – Wielka Sobota. W kuchni było słychać podśpiewującą babcię, lukrującą mazurka. Tata i mama gdzieś wyjechali- pewnie na ostatnie zakupy, a młodsze rodzeństwo jeszcze spało. Leniwie podniosłam się z łóżka i spojrzałam przez okno. Wiosna w pełni a na ulicach panował spokój. Moja rzeżucha urosła jak na drożdżach.

- Wstawać. Czas na śniadanie i święconkę – tata od progu nawoływał młodszych do pobudki.
- Koszyki przygotować – wtórowała mu mama.
Zaraz po późnym śniadaniu, zaczęliśmy przygotowywać koszyk do święconki. Włożyliśmy do koszyka wszystkie tradycyjne potrawy – chleb, kawałek kiełbasy, baranka wyrzeźbionego z masła przez babcię, sól, pieprz, chrzan i oczywiście jajko.
- Ja, ja poniosę koszyk – rozległ się krzyk najmłodszej siostry.
- Nie, ja – tupnął nogą brat.
- Przestańcie się kłócić – próbował zrobić porządek tata.
- Ale nie ma problemu, przygotujemy drugi – uśmiechnęła się babcia.
I tak z dwoma koszykami powędrowaliśmy w siódemkę do Kościoła.

Po święconce zabrałam rodzeństwo na plac zabaw – dosyć mam tych świątecznych przygotowań!
A wieczorem przygotowaliśmy koszyczki, żeby zając miał gdzie włożyć niespodziankę.
Prześcigaliśmy się , kto zrobi większy – oczywiście najstarsze wygrało – czyli ja!

Niedziela, 16 kwietnia 2004 – pierwszy dzień świąt. Musiałam wstać rano i razem z babcią iść do kościoła. Rezurekcja. W tym dniu Pan Jezus zmartwychwstał.
Przynajmniej ominęło mnie przygotowanie stołu do uroczystego sniadania.
Na stole paliły się świece, w wazonie stały żonkile, między talerzykami były ułożone zielone gałązki.
Mama potrafi – jest mistrzem w dekorowaniu stołu czy domu na rózne okazje.
Potem już tylko wnosiliśmy talerze.
Głównym daniem były jajka – jajka faszerowane, jajka w sosie ale i najzwyklejsze jajka
w kieliszku. Zajadaliśmy się także sałatkami, białą kiełbasą, galartem, pasztetem i barszczem. Na deser był babciny mazurek, lukrowana babka w wykonaniu mamy a także sernik i jabłecznik.
Ale byliśmy syci. Nikt nie miał siły odejść od stołu. Nikt, prócz najmłodszych.
- Co masz – zaciekawiony Kajtek, spoglądał w koszyk siostry.
- A nic.To nie jest dla chłopców – słychać było odpowiedź.
Wszystkie dzieci siedziały z głową w koszykach w których zając zostawił niespodzianki.
Radości nie było końca.
Właściwie cały dzień jedliśmy. Poza przerwą na spacer.

Poniedziałek, 17 kwietnia 2004 – śmigus dyngus.
- Chciałaś wojnę ? Będziesz ją mieć – krzyknęłam do siostry, kiedy poczułam mokrą koszulę.
No i się zaczęło. Wodne pistolety poszły w ruch. Tata na mamę , mama na nas. Wszyscy oblewaliśmy się nawzajem. Nasz dom, szczególnie kuchnia, był zalany wodą. Wszędzie było słychać piski i okrzyki. A kiedy zaczęło robić się niebezpiecznie- wkroczyła babcia. Skończyło się na tym, ze zabrała nam pistolety i kazała siadać do śniadania.
Potem wybrałam się z koleżankami na spacer po okolicy. Ale to nie był spacer. Była to raczej ucieczka przed bandą chłopców, biegnących za nami z wiadrami wody. Na szczęście udało nam się wrócić w suchych ubraniach do domu.
Resztę dnia spędziłam przy komputerze.


Święta Wielkanocne to najpierw wielkie sprzątanie a później łakomstwo.
Ale lubię je, bo są miłe, radosne, pogodne.
No a przede wszystkim dzięki nim – mam wolne od szkoły !

Przydatna praca?
Przydatna praca? tak nie 57
głosów
Poleć znajomym

Serwis Sciaga.pl nie odpowiada za treści umieszczanych tekstów, grafik oraz komentarzy pochodzących od użytkowników serwisu.

Zgłoś naruszenie