Przydatność 80%

Człowiek wobec doświadczenia II wojny światowej.

Autor:

Świat od zawsze pełen był wojen, konfliktów. Od zawsze ludzie ginęli w walkach- za lepsze warunki życia, za religię, za ojczyznę, za „słuszne” idee. Zawsze był jakiś powód, dla którego możni tego świata wysyłali swoich rodaków na pewną śmierć. Wojna, jak żadne inne wydarzenie wywiera na człowieka ogromny wpływ- może w niej nie uczestniczyć, może być bezpieczny w domu, jednak gdzieś tam na froncie mogą właśnie umierać ludzie mu bliscy, gdzieś tam mogą ginąć całkiem niewinne istoty, gdzieś tam jakiś kawałek świata cierpi. W imię czego? Religii? Religia, Bóg to miłość, dobro. Ojczyzny? Ojczyzna ma być naszą przystanią, miejscem gdzie możemy być bezpieczni. Życia? Życie to przecież nie śmierć. I tak, człowiek, który z pozoru nie uczestniczy w wojnie, czuje się zagrożony, zaczyna wątpić w wartości, które dotąd uznawał za najważniejsze, najpiękniejsze. I jeśli kataklizm ten dotyka go bezpośrednio ma przed sobą tylko dwie drogi- albo zgodzić się na strach, ból, cierpienie, albo z nimi walczyć. Przed takimi wyborami stawali ludzie, w których życie wtargnęła II wojna światowa- najokrutniejsze, najtragiczniejsze wydarzenie w dziejach ludzkości. Sprawiła, że cały system wartości, jaki do tej pory wypracował człowiek, cały bagaż doświadczeń, jaki do tej pory zdążył zebrać- wszystko to legło w gruzach, przyszłość świata stanęła pod znakiem zapytania. Dobro-zło, radość-cierpienie, życie-śmierć przestały być odróżniane, stały się tylko pustymi słowami. I jedyne, co człowiek mógł zrobić, to albo zatrzeć granicę pomiędzy nimi całkowicie, zgadzając się na warunki dyktowane przez wojnę, albo starać się ocalić najmniejszą nawet cząstkę swojej duszy, człowieczeństwa. Ludzie wybierali obie te drogi. Która była właściwa?

Poddanie się wojnie, pełna akceptacja reguł przez nią narzuconych, utrata tego, co stanowi o nas- ludziach- tak przedstawił zachowanie człowieka Tadeusz Borowski w „Opowiadaniach”. Główny bohater- Tadek, jest tym, który wybrał tę drogę. Zgodził się na strach, ból, cierpienie, na wszystkie niegodziwości, które za tym szły. Dlaczego? By przeżyć, by przetrwać wojnę. Ale za jaką cenę? Stał się nieczuły na cierpienie, które otaczało go z każdej strony- przywykł do niego. Zaczął współpracować z Niemcami, oszukiwać swojego pracodawcę. Utracił wszystkie wartości, które kiedyś, w normalnym świecie, świecie bez walk, ciągłej śmierci, były tym, co stanowiło o nim jako o człowieku, tym, co wytyczało mu drogę i podpowiadało jak iść. Ale teraz- teraz wszystko uległo przewartościowaniu. Już nie miłość, nie ojczyzna, nie uczciwość były najważniejsze. Ich miejsce zastąpiło pragnienie zdobycia jedzenia, pragnienie przeżycia. To, co kiedyś było rzeczą oczywistą, co wydawało się należne każdemu człowiekowi, teraz stało się czymś, o co trzeba walczyć, a walcząc, tracić honor, wszelkie uczucia. Tadek stał się kolejną rzeczą, kolejną maszyną wyprodukowaną przez Niemców- uległ dehumanizacji. Został pozbawiony wszystkiego, co dawało mu poczucie godności, indywidualności. Mógł się na to nie zgodzić, mógł przeciwstawić się okrucieństwom wojny, zachować siebie. Nie zrobił tego. Dlaczego? Bo chciał żyć. Czy zrobił źle? Czy postąpił niegodnie? Przecież chodziło o życie, o ocalenie człowieka, o wartość najwyższą.

Tak jak Tadek, który uległ zlagrowaniu, tak bohaterowie „Medalionów” Zofii Nałkowskiej stracili wszelką nadzieję, przestali walczyć i poddali się realiom wojny. Nagromadzone cierpienie, ból i śmierć pozbawiły ich wszelkich uczuć. W swoich sprawozdaniach, których wysłuchała Nałkowska będąc w komisji badającej zbrodnie hitlerowskie, wydawali się być nieczuli na wszystko, co ich spotkało, wydawali się być pustymi maszynami, nie wierzyli już w nic. Także to, co wydarzyło się podczas wojny, zdawało się być kolejnym przykładem na utracenie wszelkich wartości, zmianę ich postrzegania. Słowa asystenta doktora Spannera- „Niemcy potrafią zrobić coś z niczego…”. Gdzie czymś było mydło, a niczym ludzie, dowodzą tego, dowodzą całkowitego odczłowieczenia. Ale czy to odczłowieczenie dotyczyło tylko ofiar? Tylko tych, których okupanci traktowali gorzej niż rzeczy? Czy Niemców można było nazwać ludźmi? Czy takie zachowanie, utrata wszelkich uczuć wobec drugiego człowieka, to coś, co nas charakteryzuje? To coś, z czego możemy być dumni? Na pewno nie. Jednak ludzie padali ofiarą tej bezwzględnej gry, przyjmowali jej reguły. Tak stało się z ludźmi z wioski, niedaleko której z pociągu wyskoczyła dziewczyna. Mogli jej pomóc, mogli ukryć ją w domu, mogli przywrócić ją do życia. Jednak nie uczynili tego. Przyglądali się jej i dyskutowali bez żadnych uczuć. Nie pomogli, bo dziewczyna była Żydówką, a za pomoc Żydom groziła śmierć. Nie pomogli, bo chcieli żyć. W końcu ktoś dziewczynę zabił. Czy dobrze? Przecież mogła żyć, mogła przetrwać. Jednak czy ważne jest życie jednej osoby, w porównaniu z życiem kilkudziesięciu? Dla nich nie było. Wojna wygrała- zmusiła ich do poddania się i gry zgodnie z jej regułami.

Nie ulegli jej jednak bohaterowie „Innego świata” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Mimo iż mogli stracić wszystko, mimo iż nie mieli żadnej nadziei na uwolnienie, na życie poza obozem, nie poddali się, zachowali siebie, zachowali człowieka. Kostylew- zdecydował się na cierpienie, ból, tylko po to, by nie pracować dla Rosjan, by nie stać się jednym z milionów stojących w lesie, by pokazać, że jest człowiekiem, że może decydować sam o sobie, że tego mu nie odebrano. Opalał codziennie rękę nad ogniem, tak by się nigdy nie zagoiła, w końcu też odebrał sobie życie- sam o tym zadecydował, jak człowiek. Sam autor Gustaw Herling-Grudziński i kilku jego towarzyszy rozpoczęli strajk głodowy. Strajk głodowy w obozie, w którym ludzie puchli z braku jedzenia. Dlaczego? Domagali się swoich praw, domagali się uwolnienia. I udało im się. Podjęli walkę i wygrali. Nie poddali się wojnie, nie poddali się regułom obozu, nie stracili siebie, swojej duszy. Bardzo dobrze wiedzieli, że jedynym wyborem, jakiego mogą dokonać, jest albo utrata wszystkich wartości, uczuć, albo walka- mimo że z góry skazana na przegraną, ale walka o siebie- nie o życie, lecz o siebie, o człowieka.

Walkę taką podjęli też bohaterowie „Dżumy” Alberta Camusa. Powieść ta może być odczytywana na kilka sposobów, może być powieścią o wojnie, o postawach człowieka wobec niej. Tak rozumiana daje nam obraz ludzi, którzy walczą, nie pozwalają się pokonać, mimo że wróg jest silniejszy, mimo że szanse na wygraną są znikome, mimo że ich nie ma. Doktor Rieux i Tarrou- osoby, które doskonale wiedzą, że nie mają najmniejszych szans, jednak nie poddają się. Stają do walki o siebie, o innych ludzi, stają do walki o człowieczeństwo. To, że nie widać końca, to że wszystko jest przeciw nim nie zniechęca ich, nie osłabia. Z czasem także Rambert, który z początku pragnie uciec, który włącza się do okrutnej gry, zaczyna rozumieć, że ucieczka niczego nie zmieni, że trzeba walczyć, przeciwstawić się wrogowi, nie dać się uwięzić. Bo chodzi tu o człowieka, o jego duszę, o jego uczucia. Chodzi o to, co jest najważniejszego, czego nie można stracić. Bo bez tego nie ma nas, bez tego jesteśmy rzeczami. Bohaterowie „Dżumy” podejmują walkę, nie poddają się, robią wszystko, by zostać sobą, zostać ludźmi. Nie chodzi tu wcale o przeżycie, chodzi tu o pokazanie, że jest się człowiekiem, nie rzeczą.

II wojna światowa była najokrutniejszym wydarzeniem w dziejach ludzkości. Była eksperymentem, który się powiódł. Ludzie zostali wciągnięci w straszną grę- grę o życie. Zostali pozbawieni wszystkiego- domu, rodziny, uczuć, duszy. Zostali pozbawieni człowieczeństwa. Traktowani w nieludzki sposób zapominali o tym, kim są- jedynym celem było zdobycie jedzenia i przeżycie. Przeżycie nawet za cenę życia innych. Nieważny stał się drugi człowiek, nieważne stało się wszystko. Byle żyć. Z dnia na dzień- walczyć o to, tracąc to, co właśnie w życiu najważniejsze- miłość, przyjaźń, poczucie godności. Ludzie przestawali być ludźmi. Ale nie zawsze. Niektórzy walczyli, niektórzy nie pozwalali na zniszczenie siebie, na utratę wszelkich wartości. Walczyli, choć walka była nierówna, walczyli, choć skazana była z góry na przegraną. Jednak właśnie dzięki temu wciąż mogli powiedzieć- jestem człowiekiem. Niektórzy manifestowali swoje człowieczeństwo, odbierając sobie życie, zadając sobie ból. Ale to jedyne, co mogli zrobić, jedyne, czego wróg, wojna nie mogli im odebrać. Oni są warci miana człowieka. Ale czy naprawdę „człowiek- to brzmi dumnie”?

Przydatna praca?
Przydatna praca? tak nie 41
głosów
Poleć znajomym

Serwis Sciaga.pl nie odpowiada za treści umieszczanych tekstów, grafik oraz komentarzy pochodzących od użytkowników serwisu.

Zgłoś naruszenie