Przydatność 30%

Analiza i interpretacja sonetu Adama Mickiewicza.

Autor: Elfka

„Ale widziałem Krym! Przetrzymałem tęgą burzę i byłem jednym z kilku zdrowych, którzy zachowali dosyć siły i przytomności, aby napatrzyć się do woli temu ciekawemu widowisku.”
Adam Mickiewicz w liście do Joachima Lelewela z 7/19 stycznia 1827 roku


Jeszcze w XVIII wieku słowo „romantyczny” mogło zostać użyte w odniesieniu do malowniczego pejzażu lub średniowiecznego utworu rycerskiego. Stopniowo ów termin - wywodzący się od słowa „romanus” a, pośrednio także, „lingua romana” (tj. język łaciński) – wbrew wszelkiej logice pojęcia definiującego właśnie język nierzymski, tzn. taki, w jakim pisane były romanse i romance – zaczął obowiązywać także w stosunku do uczuć, niektórych cech charakteru oraz specyficznych postaw artystycznych i ideowych, które wykształciły się w dziewiętnastowiecznej Europie w opozycji do oświeceniowego klasycyzmu. Jako nurt literacki romantyzm (właściwie: preromantyzm) po raz pierwszy zaistniał w niemieckiej poezji okresu „burzy i naporu”, nazwanej tak od tytułu dramatu Friedricha Klingera „Sturm und Drangperiode”. Wraz z jego nadejściem dotychczas poważane rozum, intelekt i wzorowana na kanonach sztuki starożytnej „harmonia literacka” zastąpione zostały przez uczucie, wiarę, mistycyzm i fantastykę. W miejscu świadomego swej misji na świecie racjonalisty, pisarza-moralizatora, poddającego szerokiej krytyce społeczeństwo i życie polityczne, pojawił się twórca natchniony, obdarzony darem obserwacji i, co ważniejsze, czucia natury, wrażliwy na wszystkie rodzaje piękna, na równi zafascynowany kulturą Orientu jak i baśniami ludowymi. Nie bez znaczenia jest fakt, iż w Polsce za początek romantyzmu przyjęło się właśnie uznawać rok wydania I tomu „Poezji” (1882) Mickiewicza – a więc dzieła artysty bezsprzecznie posiadającego wymienione wyżej cechy charakteru, poety, który nawet przez współczesnych postrzegany był jako człowiek wyjątkowy, niezwykły i, rzec można, swoisty symbol nowej epoki.

Urodzony w 1798 roku w Zaosiu Adam Mickiewicz, działacz polityczny, założyciel Towarzystwa Filomatów i Filaretów, przebywający na zesłaniu w Rosji, podróżujący po Niemczech, Francji i Włoszech, zapisał się bowiem na kartach historii sztuki polskiej jako autor szeregu ballad, wierszy (w tym również sonetów) oraz uważanych za klasykę literatury utworów takich jak, m.in., „Konrad Wallenrod”, „Dziady”, „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” oraz wydany w roku 1834 „Pan Tadeusz”, epopeja narodu polskiego. Jako jedyny wśród twórców romantycznych, Mickiewicz już za życia postrzegany był jako wieszcz, a więc człowiek wybrany, wybitny, obdarzony duchową mocą, geniusz, przez którego przemawiać mógł sam Stwórca, objawiając swoją wolę (wieszczyć znaczy tyle, co przepowiadać przyszłość). Nawiązując do słynnego sporu między romantykami i klasykami, w balladzie „Romantyczność” sam o sobie powiadał Mickiewicz: „Czucie i wiara silniej mówi do mnie / Niż mędrca szkiełko i oko” (tzn. silniej niż oświeceniowy racjonalizm). Postawę tę starał się następnie popierać poeta poprzez walkę ze sztywnymi regułami - klasycznymi kanonami wartościującymi piękno, próbującymi zamknąć sztukę w ścisłych ramach - której przykładem może być choćby wydany w 1826 roku w Moskwie cykl „Sonetów krymskich”.

Owych osiemnaście utworów, stanowiących liryczny pamiętnik Mickiewicza z podróży po południowej Rosji (z Odessy na Krym), odbytej latem 1825 roku, wywołało z jednej strony falę admiracji, naśladownictwa, z drugiej zaś niekłamane oburzenie pośród członków bardziej konserwatywnego obozu literackiego. Oto bowiem gatunek znany od czasów Petrarki i Dante Alighieri, w poezji polskiej uprawiany z powodzeniem przez M. Sępa Szarzyńskiego i J.A. Morsztyna, forma bardzo trudna, bo wymagająca od poety kunsztu rymotwórczego i słownego (14 wersów zamkniętych w czterech zwrotkach, z których dwie są czterowersowe, zawierające rym abba abba oraz dwie trzywersowe, opatrzone którąś z kombinacji rymów możliwych) wykorzystana została nie – jak dotąd – do opisania przeżyć miłosnych lub rozważań czysto filozoficznych, lecz zrelacjonowania przebiegu podróży, z zaznaczeniem piękna krajobrazów i wyraźną kreacją turysty lub raczej: pielgrzyma, bystrego obserwatora wyczulonego na niezwykłe piękno natury. Nic dziwnego, że ta, skądinąd jawna prowokacja literacka, nie mogła przejść bez echa na tle prowadzonego w Polsce w latach 1818-30 sporu między przedstawicielami dwóch nurtów – klasycznego i romantycznego. Zaledwie rok po wydaniu „Sonety krymskie” określone zostały zarazem jako „paskudztwo” („Sonety Mickiewicza najlepiej oznaczył Mostowski jednym słowem: paskudztwo. Nie wiem, co tam mogłeś wynaleźć dobrego, wszystko bezecne, podłe, brudne, ciemne, wszystko może krymskie [...] ale nie polskie” ) jak i „nowy wynalazek poetycki” . I rzeczywiście, podążając za drugą z przytoczonych przeze mnie opinii, zastosowane przez Mickiewicza innowacje oraz zabiegi stylistyczne zasługują na szczególną uwagę. W sonetach wyraźnie zaznaczają się bowiem typowe dla romantyzmu: synkretyzm rodzajowy (pojawiają się elementy epickie – opisy, liryczne – refleksje bohatera oraz dramatyczne – dialog Mirzy z człowiekiem Zachodu), orientalizm, pewna tajemniczość, świadomość egzystencji wyższej istoty, a także – co bardzo istotne - położenie wielkiego nacisku na rolę samej przyrody. Owa niezbadana, pełna żywiołowości natura, widziana przez romantyków „jako byt pierwotny, jako twór tajemniczy, uduchowiony, wiecznie żywy” szczególnie dokładnie przedstawiona została również w omawianym przeze mnie utworze, czwartym spośród „Sonetów krymskich”:

„Burza”

„Zdarto żagle, ster prysnął, ryk wód, szum zawiei,
Głosy trwożnej gromady, pomp złowieszcze jęki,
Ostatnie liny majtkom wyrwały się ręki,
Słońce krwawo zachodzi, z nim reszta nadziei.

Wicher z tryumfem zawył, a na mokre góry,
Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu,
Wstąpił jenijusz śmierci i szedł do okrętu,
Jak żołnierz szturmujący w połamane mury.

Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie,
Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada,
Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać.

Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie
I pomyślił: szczęśliwy, kto siły postrada,
Albo modlić się umie, lub ma z kim się żegnać.”

W całym cyklu sonetów jest to jeden z trzech, następujących w kolejności utworów, opowiadających o morskiej podróży podmiotu lirycznego. Po okresie ciszy, opisanej w sonecie drugim („Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie, / Cichymi gra piersiami rozjaśniona woda”) oraz spokojnej żegludze okrętem, niesionym przez wiatr (Wiatr! – wiatr! – dąsa się okręt, zrywa się z wędzidła”), beztroska, niemalże sielankowa podróż przerwana zostaje nadejściem niepogody. Pierwsza – opisowa – strofa wiersza ukazuje stan okrętu i ludzi, zaskoczonych nagłą burzą. W jednej chwili wicher, niczym wypuszczona z klatki bestia, wściekle atakuje samotny okręt, zdziera żagle, rozszalałe fale zaczynają rzucać statkiem na wszystkie strony, sprawiając, że liny wyślizgują się majtkom z rąk, wszystkiemu towarzyszy zaś „ryk wód”, „szum zawiei”, „pomp złowieszcze jęki” i „głosy trwożnej gromady”. W ostatnim blasku „krwawo” zachodzącego, ginącego w morzu słońca, wśród całkowitego chaosu i larum na malutkiej łupinie łodzi toczy się śmiertelna walka między tracącymi nadzieję ludźmi a niezniszczalną siłą natury. Dalsze zdania każą czytelnikowi błyskawicznie przenosić uwagę, „wzrok” – od jednego zniszczenia do następnego, aż w końcu przedstawiony zostaje w ostatnim wersie pierwszej zwrotki stan podróżnych: świadomi grożącego im niebezpieczeństwa, może przekonani już o rychłej śmierci, zgromadzeni na pokładzie ludzie są bezradni wobec nieobliczalnej siły morza. Przyroda, kolejny raz tryumfująca nad człowiekiem, ukazuje swoje mroczne oblicze – gwałtowne fale są niby „mokre góry, wznoszące się piętrami z morskiego odmętu”; nawiązując do mitologii rzymskiej, podmiot liryczny za pomocą personifikacji porównuje moc żywiołu do „jenijusza śmierci” (geniusza), który niczym bezlitosny żołnierz szturmuje okręt. W chaosie tych dramatycznych wydarzeń ludzie „leżą na pół martwi”, załamują ręce, przeświadczeni o nieubłaganej śmierci żegnają się z przyjaciółmi i tylko co poniektórzy modlą się jeszcze, prosząc o nadejście cudu. Zdaje się, że obraz ów, nieodzownie przywodzący na myśl biblijną Apokalipsę, osiągnął już apogeum możliwego tragizmu i napięcia. W ostatniej tercynie niespodziewanie pojawia się jednak wątek, który skutecznie odciąga uwagę czytelnika od zamętu wywołanego przez burzę na rozkołysanym falami okręcie.

Oto, w samym centrum kataklizmu, pośród przerażonych pasażerów statku pojawia się samotny człowiek, wyraźnie nieporuszony rozgrywającymi się przed jego oczyma scenami. Siedząc „w milczeniu na stronie” ów tajemniczy mężczyzna niczym doskonały obserwator, nawet w chwili zagrożenia życia wnikliwie przyglądający się otoczeniu, przez pryzmat własnego cierpienia patrzy na wysiłki towarzyszy. Żaden z podróżnych nie wydaje mu się bliskim, toteż nie ma się z kim żegnać, całkowicie zrezygnowany nie umie się już modlić, zazdrości nawet tym, którzy nie mają siły na dalszą walkę, nie muszą dłużej odczuwać na wskroś przenikającego go bólu. Obraz rozszalałych żywiołów wydaje się być jedynie słabą reminiscencją burzy uczuć, która musiała kiedyś rozegrać się w jego duszy. Z apatycznego, pełnego rezygnacji zachowania bohatera lirycznego wnioskować można, że owe dotychczas męczące go emocje, obecnie wygasły, pozostawiając po sobie jedynie gorzkie poczucie całkowitej bezcelowości, beznadziei oraz duszę, która – wykończona długotrwałą wewnętrzną walką – nie reaguje już na niebezpieczeństwa grożące ciału. Zwątpienie tułacza - cierpiącego tęsknotę pielgrzyma, poznanego przez czytelnika na podstawie lektury pozostałych sonetów – oraz jego „bezruch”, nieporuszenie wobec grozy sztormu sprawia, że w chwilowe zapomnienie odchodzą zdarzenia opisane w pierwszych trzech strofach „Burzy”. Zauważyć można, iż prawdziwa tragedia rozgrywa się bowiem nie na pokładzie, lecz w umyśle opuszczonego człowieka, nie mającego już sił, aby podjąć walkę o samego siebie; największa groźba nie wiąże się z niszczącym działaniem żywiołów, ale drzemie w ludzkiej psychice, torturowanej przez tęsknotę, otępionej, pełnej smutku.

Ów charakterystyczny dla romantyzmu motyw wyalienowanego ze świata, odczuwającego ból istnienia samotnika jest właściwie najbardziej istotną częścią kompozycyjną, dominantą całego utworu. Przedstawiony w „Burzy” tułacz-obserwator posiada wszystkie znamiona niezwykle popularnego w dziewiętnastym wieku bohatera bajronicznego, indywidualisty żyjącego z poczuciem wiecznego wyobcowania ze społeczeństwa, tajemniczego, zdającego się przebywać w swojej własnej rzeczywistości, borykającego się z problemem niezrozumienia oraz nadmiernej wrażliwości, stanowiącej przyczynę jego (przymusowego) odcięcia się od reszty świata. Tak oto naturalny chaos natury zetknięty zostaje z dużo mroczniejszym zamętem ludzkiej duszy. W tej perspektywie tytułowa burza staje się tylko zgrabnym tłem służącym do spotęgowania wrażenia nierealności, oderwania bohatera lirycznego od otoczenia, odgrodzenia się swego rodzaju „ścianą ciszy”. Mimo to zastosowany przez Mickiewicza opis żywiołu tworzy wciąż niezapomniany, wyjątkowy obraz, w odczuciu czytelnika niosący ze sobą dużą wartość poetycką i estetyczną. Wszechobecne w pierwszych czterowersach wrażenie ruchu, dynamiki, spowodowane nagromadzeniem czasowników i równoważników zdań, wiernie oddaje tempo dramatycznych wydarzeń. Dzięki temu z łatwością można odtworzyć kolejne obrazy składające się na gwałtowne zmiany sytuacji na statku, co więcej, morski sztorm możemy również „usłyszeć” poprzez liczne onomatopeje i foniczne środki poetyckiego obrazowania, np.: „zdarto żagle”, „ryk wód”, „szum zawiei”, „pomp złowieszcze jęki”, „wicher z tryumfem zawył” itp.. Wiążący się z nakładającą zasadnicze ograniczenia formą sonetu, błyskawiczny przekaz dokonany w części opisowej utworu daje również wyraz zachwytu „ja” lirycznego nieposkromioną potęgą burzy. W patetycznych słowach, w wymyślnym porównaniu ogromnych fal do mitologicznej istoty lub też do żołnierza siejącego zniszczenie wśród nieprzyjaciela, objawia podmiot liryczny swoją, typową dla romantyków, fascynacje wielkością, „duchem” przyrody.

Sam sonet jest zresztą przesycony różnorodnymi, starannie dobranymi środkami stylistycznymi. Oprócz wymienionych wyżej, uwiarygodniających przebieg zdarzeń onomatopei, nastrój niepokoju, niebezpieczeństwa tworzą też liczne epitety („słońce krwawo zachodzi”, „złowieszcze jęki”) oraz porównania, urastające czasem do miana hiperboli (fale niczym „mokre góry, / Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu”). Na uwagę zasługują też w nowy sposób wykorzystujące barokowe bogactwo środków artystycznych personifikacje, barwnie obrazujące sytuację na pokładzie (pompy jęczą, woda ryczy, złośliwy wicher wyje tryumfalnie). Dzięki kumulacji krótkich, urywanych zdań, tworzących szybką, wartką akcję – wiersz nabiera rytmicznego charakteru, z kolei czternaście trzynastozgłoskowych wersów z zachowaną interpunkcją nadaje mu regularną, miarową budowę. W dwóch pierwszych, pełniących funkcje opisowe zwrotkach, powtarzają się rymy okalające (abba), w refleksyjnych tercynach występuje układ: cde cde, rymy są dokładne, gramatyczne (rymują się te same części mowy), zarówno męskie jak i żeńskie, np. zawiei-nadziei, pada-postrada, odegnać-żegnać itp. Utwór jest także jednym z nielicznych w całym krymskim cyklu, który stanowi przykład liryki pośredniej – podmiot, „ja”, liryczne nie występuje w pierwszej osobie, dzięki czemu na przedstawione zdarzenia spoglądać można z punktu widzenia wszechwiedzącego obserwatora.

Mistrzowska konstrukcja „Burzy” – nowatorstwo poetyckie przy jednoczesnym nawiązaniu do ściśle określonej formy sonetu – tworzy obraz Mickiewicza jako wyrafinowanego artysty, zaskakującego czytelnika nie tylko interesującym konceptem, lecz również głęboką, na wskroś romantyczną problematyką. Rozległa tematyka „Burzy” pozwala na wyciąganie daleko idących wniosków (np. porównania całego życia ludzkiego do opisanej w wierszach żeglugi), mimo jednak owej mnogości możliwych interpretacji, większość literatury, traktującej o twórczości Adama Mickiewicza, zgadza się z opinią, iż określone przez Kajetana Koźmiana jako bezwartościowe, „Sonety krymskie” stanowią cenne studium psychiki człowieka rozdartego wewnętrznie, poszukującego bliskości stworzonej z absolutu natury, spokoju ducha – i co najważniejsze ważniejsze – swojej, dawno już zagubionej, drogi do domu.

Przydatna praca?
Przydatna praca? tak nie 62
głosów
Poleć znajomym

Serwis Sciaga.pl nie odpowiada za treści umieszczanych tekstów, grafik oraz komentarzy pochodzących od użytkowników serwisu.

Zgłoś naruszenie