Matura / Wątek

 
userphoto

# Autor: Konto usunięte Wysłano: 13.1.2007 (10:39) Odpowiedzi: 11

krotkie opracowania lektur. moze sie wam przyda

www.darmowegadzety.pl/?x=register&poleca=39790 SPIS UTWORÓW: 1. MITOLOGIA 2. ANTYGONA 3. BIBLIJNY OPIS STWORZENIA 4. PIEŚŃ O ROLANDZIE (fragmenty) 5. "Hamlet" W. Shakespeare 6. "Makbet" - W. Shakespeare 7. "Odprawa posłów greckich" - Jan Kochanowski 8. "Treny" - Jan Kochanowski 9. "Pamiętniki" - Jan Chryzostom Pasek 10. "Świętoszek" – Molier 11. "Monachomachia" - Ignacy Krasicki 12. Satyry - Ignacy Krasicki 13. "Cierpienia młodego Wertera" - J. W. Goethe 14. DziAdy" cz III - Adam Mickiewicz 15. "Grób Agamemnona" - Juliusz Słowacki 16. "Konrad Wallenrod" - Adam Mickiewicz 17. "Kordian" - Juliusz Słowacki 18. "Nie - Boska komedia" - Zygmunt Krasiński 19. "Oda do młodości" - A. Mickiewicz 20. "Pan Tadeusz" - Adam Mickiewicz 21. "Romantyczność" - A. Mickiewicz 22. "Testament mój" - Juliusz Słowacki 23. "Lalka" - Bolesław Prus 24. Gloria victis" - Eliza Orzeszkowa 25. "Mendel Gdański" - Maria Konopnicka 26. "Zbrodnia i kara" - Fiodor Dostojewski 27. "Nad Niemnem" - Eliza Orzeszkowa 28. "Chłopi" - W. Stanisław Reymont 29. Sonety" - Jan Kasprowicz 30. "Wierna rzeka" - Stefan Żeromski 31. Wiersze - Kazimierz Przerwa - Tetmajer 32. "Wesele" - Stanisław Wyspiański 33. "Ludzie bezdomni" Stefan Żeromski 34. Granica - Zofia Nałkowska 35. "Proces" - Franc Kafka 36. Szewcy - Stanisław Ignacy Witkiewicz 37. "Przedwiośnie" - Stefan Żeromski 38. Opowidania - Tadeusz Borowski 39. "Inny świat" - G. Herling - Grudziński 40. "Kartoteka" - Tadeusz Różewicz 41. "Medaliony" - Zofia Nałkowska 42. "Pamiętniki z powstania warszawskiego" - M. Białoszewski 43. "Zdążyć przed Panem Bogiem" - Hanna Krall www.darmowegadzety.pl/?x=register&poleca=39790 MITOLOGIA Narodziny świata Na początku był Chaos. Któż zdoła powiedzieć dokładnie, co to był Chaos? Niejedni widzieli w nim jakąś istotę boską, ale bez określonego kształtu. Inni - a takich było więcej - mówili, że to wielka otchłań, pełna siły twórczej i boskich nasieni, jakby jedna masa nieuporządkowana, ciężka i ciemna, mieszanina ziemi, wody, ognia i powietrza. Z tej napełnionej otchłani, kryjącej w sobie wszystkie zarodki przyszłego świata, wyłoniły się dwa potężne bóstwa, pierwsza królewska para bogów: Uranos - Niebo i Gaja - Ziemia. Oni dali początek wielu pokoleniom bogów. Z ich małżeńskiego związku wyszedł wielki ród tytanów, wśród których najstarszy był Okeanos, bóg potężnej rzeki, co szerokim, błękitnym kręgiem opływała całą ziemię dokoła. Młodszym rodzeństwem tytanów byli kiklopowie (cyklopi) i hekatonchejrowie - sturęcy. Cyklopi, potwornego wzrostu, o dzikim wyglądzie, mieli jedno oko w środku czoła, a hekatonchejrowie o stu rękach przerażali swą siłą niezłomną. Uranos nie był zadowolony z tego potomstwa, które było szkaradne lub okrutne. Wszyscy oni napełniali go strachem i odrazą. Nie spodziewając się po nich ani wdzięczności, ani poszanowania swej władzy ojcowskiej, strącił ich w bezdenne czeluści Tartaru. Stamtąd nie było już powrotu. Tartar rozciągał się tak głęboko pod ziemią, jak wysoko ponad nią roztacza się niebo. Kowadło z brązu, rzucone z wysokości nieba, leciałoby dziewięć dni i dziewięć nocy, zanim dosięgłoby powierzchni ziemi1. Podobnie długo, a może jeszcze dłużej wędrowałoby owo kowadło do głębin Tartaru; gdzie panuje noc potrójne. Ktoś, kto by tam wszedł, nie zdołałby przez rok cały dojść do ostatecznych granic tego bezmiaru ciemności. Ów zabłąkany podróżny pielgrzymowałby bez przerwy, unoszony gwałtownym wichrem podziemnych huraganów. Wieść niesie, że gdzieś pośrodku tych straszliwych mroków stoi smutne dworzyszcze Nocy, otoczone nieprzeniknionymi chmurami. Gaja słyszała jęk potępionych tytanów dobywających się z przepastnych wnętrzności ziemi. Znienawidziła wyrodnego ojca i zaczęła knuć spisek przeciw jego władzy bezwzględnej. Namowom matki uległ najmłodszy z tytanów - Kronos, dotychczas nie pozbawiony wolności. Uzbrojony w stalowy sierp, zaczaił się na Uranosa, okaleczył go haniebnie i strącił ze świetlistego tronu niebios. Z krwi, która wyciekła z rany powalonego boga, zrodziły się trzy straszne boginie zemsty, Erynie, o włosach wężowych. Uranos, ukryty w głębinach nieba, zeszedł z widowni dziejów boskich. Razem z bogami rodził się świat. Nad ziemią, która jako ląd stały wydobywała się z chaosu, świeciło młode słońce, a z chmur spadały deszcze obfite. Podniosły się pierwsze lasy i ziemię przykryła wielka, szumiąca puszcza. Po nieznanych wzgórzach błądziły rzadkie zwierzęta. Zwolna rzeczy zaczęły przybierać znajome kształty. Źródła znalazły swe groty, a jeziora wygodne kotliny; góry śnieżnym grzebieniem zarysowały się na jasnym niebie. Gwiazdy lśniły w ciemnych przestworzach nocy, a kiedy one bladły, ptaki wydzwaniały jutrzence swą pierwszą pieśń powitalną. [...]

www.darmowegadzety.pl/?x=register&poleca=39790

SPIS UTWORÓW:


1. MITOLOGIA
2. ANTYGONA
3. BIBLIJNY OPIS STWORZENIA
4. PIEŚŃ O ROLANDZIE
(fragmenty)
5. "Hamlet" W. Shakespeare
6. "Makbet" - W. Shakespeare
7. "Odprawa posłów greckich" - Jan Kochanowski
8. "Treny" - Jan Kochanowski
9. "Pamiętniki" - Jan Chryzostom Pasek
10. "Świętoszek" – Molier
11. "Monachomachia" - Ignacy Krasicki
12. Satyry - Ignacy Krasicki
13. "Cierpienia młodego Wertera" - J. W. Goethe
14. DziAdy" cz III - Adam Mickiewicz
15. "Grób Agamemnona" - Juliusz Słowacki
16. "Konrad Wallenrod" - Adam Mickiewicz
17. "Kordian" - Juliusz Słowacki
18. "Nie - Boska komedia" - Zygmunt Krasiński
19. "Oda do młodości" - A. Mickiewicz
20. "Pan Tadeusz" - Adam Mickiewicz
21. "Romantyczność" - A. Mickiewicz
22. "Testament mój" - Juliusz Słowacki
23. "Lalka" - Bolesław Prus
24. Gloria victis" - Eliza Orzeszkowa
25. "Mendel Gdański" - Maria Konopnicka
26. "Zbrodnia i kara" - Fiodor Dostojewski
27. "Nad Niemnem" - Eliza Orzeszkowa
28. "Chłopi" - W. Stanisław Reymont
29. Sonety" - Jan Kasprowicz
30. "Wierna rzeka" - Stefan Żeromski
31. Wiersze - Kazimierz Przerwa - Tetmajer
32. "Wesele" - Stanisław Wyspiański
33. "Ludzie bezdomni" Stefan Żeromski
34. Granica - Zofia Nałkowska
35. "Proces" - Franc Kafka
36. Szewcy - Stanisław Ignacy Witkiewicz
37. "Przedwiośnie" - Stefan Żeromski
38. Opowidania - Tadeusz Borowski
39. "Inny świat" - G. Herling - Grudziński
40. "Kartoteka" - Tadeusz Różewicz
41. "Medaliony" - Zofia Nałkowska
42. "Pamiętniki z powstania warszawskiego" - M. Białoszewski
43. "Zdążyć przed Panem Bogiem" - Hanna Krall
www.darmowegadzety.pl/?x=register&poleca=39790
MITOLOGIA

Narodziny świata

Na początku był Chaos. Któż zdoła powiedzieć dokładnie, co to był Chaos? Niejedni widzieli w nim jakąś istotę boską, ale bez określonego kształtu. Inni - a takich było więcej - mówili, że to wielka otchłań, pełna siły twórczej i boskich nasieni, jakby jedna masa nieuporządkowana, ciężka i ciemna, mieszanina ziemi, wody, ognia i powietrza. Z tej napełnionej otchłani, kryjącej w sobie wszystkie zarodki przyszłego świata, wyłoniły się dwa potężne bóstwa, pierwsza królewska para bogów: Uranos - Niebo i Gaja - Ziemia. Oni dali początek wielu pokoleniom bogów.
Z ich małżeńskiego związku wyszedł wielki ród tytanów, wśród których najstarszy był Okeanos, bóg potężnej rzeki, co szerokim, błękitnym kręgiem opływała całą ziemię dokoła. Młodszym rodzeństwem tytanów byli kiklopowie (cyklopi) i hekatonchejrowie - sturęcy. Cyklopi, potwornego wzrostu, o dzikim wyglądzie, mieli jedno oko w środku czoła, a hekatonchejrowie o stu rękach przerażali swą siłą niezłomną. Uranos nie był zadowolony z tego potomstwa, które było szkaradne lub okrutne. Wszyscy oni napełniali go strachem i odrazą. Nie spodziewając się po nich ani wdzięczności, ani poszanowania swej władzy ojcowskiej, strącił ich w bezdenne czeluści Tartaru.
Stamtąd nie było już powrotu. Tartar rozciągał się tak głęboko pod ziemią, jak wysoko ponad nią roztacza się niebo. Kowadło z brązu, rzucone z wysokości nieba, leciałoby dziewięć dni i dziewięć nocy, zanim dosięgłoby powierzchni ziemi1. Podobnie długo, a może jeszcze dłużej wędrowałoby owo kowadło do głębin Tartaru; gdzie panuje noc potrójne. Ktoś, kto by tam wszedł, nie zdołałby przez rok cały dojść do ostatecznych granic tego bezmiaru ciemności. Ów zabłąkany podróżny pielgrzymowałby bez przerwy, unoszony gwałtownym wichrem podziemnych huraganów. Wieść niesie, że gdzieś pośrodku tych straszliwych mroków stoi smutne dworzyszcze Nocy, otoczone nieprzeniknionymi chmurami.
Gaja słyszała jęk potępionych tytanów dobywających się z przepastnych wnętrzności ziemi. Znienawidziła wyrodnego ojca i zaczęła knuć spisek przeciw jego władzy bezwzględnej. Namowom matki uległ najmłodszy z tytanów - Kronos, dotychczas nie pozbawiony wolności. Uzbrojony w stalowy sierp, zaczaił się na Uranosa, okaleczył go haniebnie i strącił ze świetlistego tronu niebios. Z krwi, która wyciekła z rany powalonego boga, zrodziły się trzy straszne boginie zemsty, Erynie, o włosach wężowych. Uranos, ukryty w głębinach nieba, zeszedł z widowni dziejów boskich.
Razem z bogami rodził się świat. Nad ziemią, która jako ląd stały wydobywała się z chaosu, świeciło młode słońce, a z chmur spadały deszcze obfite. Podniosły się pierwsze lasy i ziemię przykryła wielka, szumiąca puszcza. Po nieznanych wzgórzach błądziły rzadkie zwierzęta. Zwolna rzeczy zaczęły przybierać znajome kształty. Źródła znalazły swe groty, a jeziora wygodne kotliny; góry śnieżnym grzebieniem zarysowały się na jasnym niebie. Gwiazdy lśniły w ciemnych przestworzach nocy, a kiedy one bladły, ptaki wydzwaniały jutrzence swą pierwszą pieśń powitalną. [...]

  • userphoto
    Cztery wieki ludzkości Kiedy Dzeus osiadł tron niebieski, ludzie już byli na ziemi i przed ich zatrwożonymi oczyma rozgrywały się walki bogów o panowanie nad światem. O powstaniu rodu ludzkiego różne były podania: że wyszedł wprost z ziemi, wspólnej macierzy wszystkiego, co żyje: że lasy i góry wydały ludzi na podobieństwo drzew i skał: że ludzie pochodzą od bogów - tego mniemania byli zwłaszcza królowie i szlachta. Najchętniej jednak przyjmowano baśń o czterech wiekach ludzkości. Najpierw był, oczywiście, wiek złoty. Panował wtedy Kronos. Rzeki płynęły mlekiem, z drzew sączył się miód najprzedniejszy, a ziemia rodziła wszystko w obfitości, nie przymuszona pracą rolnika. Ludzie żyli jak niebianie, bez trosk, bez trudów, bez smutków. Ciało ich nie starzało się nigdy i żywot swój trwali na nieustannych biesiadach i zabawach. Z upadkiem Kronosa skończył się wiek złoty, a ówcześni ludzie zmienili się w dobroczynne demony. Następne pokolenie było srebrne, a więc znacznie lichsze. Ludzie rozwijali się bardzo powoli. Okres dzieciństwa trwał u nich sto lat, a kiedy dochodzili do wieku dojrzałego, życie ich było krótkie i pełne zgryzot. Byli źli i dumni, bogom nie chcieli składać ofiar ani czcić ich, jak należy. Dzeus wytępił ich do ostatniego, lecz w pamięci ludzkiej pozostali oni jako dusze błogosławione. W wieku brązowym żyło plemię gwałtowne, miłujące wojnę. Ludzie mieli siłę olbrzymów i serce twarde jak kamień. Żelaza nie znali. Wszystko sporządzali z brązu: i mury miasta, i domy, i sprzęty, i oręż. Był to okres heroiczny. Wówczas żył wielki Herakles i dzielny Tezeusz, i bohaterowie spod Teb i spod Troi. Dokonywano czynów tak niezwykłych, jakie już nie powtórzyły się w wieku następnym, żelaznym, który trwa do dzisiaj. Prometeusz Inne podania głosiły, że człowiek jest tworem jednego z tytanów - Prometeusza, który ulepił go z gliny pomieszanej ze łzami. Duszę zaś dał mu z ognia niebieskiego, którego parę iskier ukradł z rydwanu słońca. Niedaleko miasta Panopeus pokazywano chatę z cegieł, gdzie Prometeusz ongi dokonywał swej pracy. Dokoła leżały odłamki gliniastej ziemi, a szedł z nich zapach jakby ciała ludzkiego. Były to bowiem resztki nie zużytego materiału. Dziś jeszcze czerwona ziemia beocka przypomina baśń o stworzycielu rodu ludzkiego. Człowiek Prometeusza był słaby i nagi. Palce miał zakończone zbyt kruchymi paznokciami, by mu były obroną przed pazurami dzikich zwierząt. Jedynie jego postać, niepodobna do otaczających stworzeń, była widocznym obrazem bogów. Brakowało mu tylko ich siły. Niby młode zjawy senne błądzili ludzie, bezradni wobec potęg przyrody, której nie rozumieli. Wszystkie ich czyny były nieświadome i bezładne. Widząc to Prometeusz ponownie zakradł się do wielkiego spichlerza ognia w niebiesiech i przyniósł na ziemię pierwsze zarzewie. W siedzibach ludzkich zapłonęły jasne ogniska ogrzewając mieszkańców i płosząc drapieżne bestie. Mądry tytan uczył ludzi umiejętnego używania ognia, sztuk i rzemiosł. Nie podobało się to Dzeusowi. Mając w pamięci niedawną walkę z gigantami, obawiał się wszystkiego, co pochodzi z ziemi. Kazał tedy Hefajstosowi, z bogów najbieglejszemu we wszelkich kunsztach, stworzyć kobietę cudnej urody, na wzór bogiń nieśmiertelnych. Gdy misterne to dzieło już było gotowe, Atena nauczyła pierwszą niewiastę pięknych robót kobiecych; Afrodyta otoczyła jej oblicze wdziękiem i w oczy wlała urok uwodzicielski; Hermes dał je skryty i pochlebczy charakter wraz z darem kuszącej wymowy; w końcu ubrano ją w złoto i uwieńczono kwiatami. I nazwano ją Pandorą, albowiem była ona darem dla ludzi od wszystkich bogów i każdy z bogów obdarzył ją jakąś szczególną właściwością. W posagu otrzymała glinianą beczułkę szczelnie zamkniętą, której zawartości nikt nie znał. Tak wyposażoną Pandorę zaprowadził Hermes, posłaniec bogów, na ziemię i zostawił ją przed chatą Prometeusza. Mądry tytan wyszedł przed dom przyjrzeć się pięknej nieznajomej i od razu zwietrzył jakiś podstęp. Nie przyjął jej więc, ale odprawił i innym doradzał tak samo postąpić. Lecz Prometeusz miał brata nie bardzo rozumnego, imieniem Epimeteusz, co się wykłada: "wstecz myślący". Ten nie tylko nie wygnał Pandory, lecz natychmiast z nią się ożenił. Pandora ciekawa była zajrzeć do owej beczułki, którą bogowie dali jej we wianie. Ale przyszedł Prometeusz, odwiódł brata na stronę i przestrzegał: "Niemądry Epimeteuszu - rzekł - zrobiłeś już jedno głupstwo, żeś tę niewiastę, na zło chyba stworzoną przez bogów, przyjął do domu. Nie czyń przynajmniej drugiego głupstwa i nie otwieraj beczki ani żonie nie pozwalaj, bo tak mi się zdaje, że w niej jakieś wielkie licho siedzi". Epimeteusz przyrzekł, że się nad tym zastanowi. Miał zwyczaj myśleć bardzo długo i powoli, tak że zanim zdążył rozważyć słowa brata, szybkomówna Pandora nakłoniła go do otwarcia beczki. I oczywiście stało się nieszczęście. Ledwo podniesiono wieko, wyleciały na świat wszystkie smutki, troski, nędze i choroby i jak kruki obsiadły biedną ludzkość. Prometeusz chciał teraz bogom podstępem za podstęp odpłacić. Zabił wołu i podzielił go na dwie części: osobno złożył mięso, które owinął skórą, oddzielnie zaś kości, i nakrył je tłuszczem. Zaczem poprosił Dzeusa: "Którą część weźmiesz, będzie odtąd bogom poświęcona". Dzeus wybrał tę, gdzie było więcej tłuszczu, domyślając się pod jego grubą warstwą najdelikatniejszego mięsa. Natychmiast przekonał się, że to same kości, okryte najgorszym tłuszczem. Ale wyrok był niecofniony: te właśnie części zwierząt składano w ofierze bogom niebieskim. Dzeus zemścił się okrutnie. Na jego rozkaz przykuto Prometeusza do skały Kaukazu. Co dzień zgłodniały orzeł zalatywał, by mu wyjadać wątrobę, która wciąż odrastała. Wokoło było pusto i głucho. Skazaniec nie słyszał głosu ludzkiego ani nie ukazywała mu się twarz przyjazna. Palony gorącymi promieniami słońca, bez ruchu i spoczynku, trwał Prometeusz, niby wieczny wartownik, dla którego zawsze późno przychodzi noc w płaszczu gwiaździstym i za późno zorza poranku roztapia się w ciepłocie dnia. Jego próżne jęki spadały w przepaść gór jak martwe kamienie. Prometeusz jest jedną z najwznioślejszych postaci w mitologii - bóg, który cierpiał przez miłość dla ludzi. Zanim do nich przemówił, byli jak ślepcy i brodzili w mroku, nie wiedząc ani o sobie nic, ani o świecie otaczającym, były im obce budowy kamienne, strzelające ku słońcu, nie znali sztuki ciesielskiej. Nie umieli powiedzieć, kiedy następuje kres zimy lub kwietnej wiosny, albo jesieni bogatej w plony. Żyli jak mrówki w ciemnych jaskiniach, aż on im pokazał, gdzie wschodzą gwiazdy i kędy zachodzą. Dał im naukę o liczbach, najprzedniejszą wiedzę i objawił kunszt pisania, ten skarbiec pamięci i źródło poezji. Oswoił zwierzęta, konie zaprzągł do wozu i na słone morze spuścił płóciennoskrzydłe statki. Dał chorym lekarstwa kojące i wynalazł zioła, które ból usuwają. W głębi ziemi wyśledził cenne metale i objawił, jak ze snu, lotu ptaków i głosów w przyrodzie odgadywać przyszłość. Prometeusz w człowieku rozbudził ducha i dał mu moc panowania nad światem. [...] Apollo i Muzy Jako bóg muzyki i poezji, kapelmistrz orkiestry olimpijskiej, był Apollo zwierzchnikiem muz, dziewięciu cór Dzeusa i Mnemosyne (Pamięć). Mieszkały one na szczytach gór, na beockim Helikonie i Parnasie, gdzie bije święte źródło kastalskie, lecz ulubioną ich siedzibą były wyniosłości Pierii pod Olimpem. Tam kwitły łąki rozkoszne, których nigdy nie tknęła kosa, i na nich wypasały się trzody będące własnością bogów. Grecy dzisiejsi opowiadają, że w górach Pierii gnieżdżą się złe duchy, które zbłąkanych oślepiają szaleństwem i strącają w przepaść. Lecz w starożytności przynosiły one inne szaleństwo, urocze szaleństwo poezji. Oto jaką wizją otwiera się poemat Teogonia Hezjoda, którego muzy same wybrały na swego kapłana: "Wdzięczne ciała obmywszy w rzeźwiących nurtach Permesu, muzy, Olimpu dziewice, korowód piękny zawiodły na Helikonu wyżynach, stąpając pieśniom do wtóru. Stamtąd, ruszywszy gromadą, w całuny mgielne spowite, szły pośród nocy w dolinę, śpiewając głosem przecudnym. One to niegdyś Hezjoda uczyły pięknego śpiewania u Helikonu podnóża, gdzie owce pasł białorune. Kostur dały mi potem do rąk, ułamawszy laurową gałąź pięknie rozkwitłą - i boską natchnęły mnie pieśnią." W późniejszych czasach powierzono każdej z muz jakąś sztukę, którą się szczególnie miała opiekować, i przedstawiano je w rzeźbach i malowidłach ze stałymi atrybutami, aby je łatwiej rozróżnić. Kalliope (Pięknolica), muza pieśni bohaterskiej, trzyma rylec i tabliczkę do pisania; Klio (Głosząca sławę) zajmuje się historią i ma zwój pergaminu; Euterpe (Radosna), patronka liryki, gra na flecie; Taleja (Rozkoszna) pokazuje maskę komiczną jako muza komedii; Melpomene (Śpiewająca) jest muzą tragedii i poznać ją można po smutnej masce, którą jej dają za godło; Terpsychora (Kochająca taniec) z wielką lirą w ręku uczy ludzi tańca; Erato (Umiłowana) na małej cytrze wygrywa pieśni miłosne; Polihymnia chodzi w głębokiej zasłonie, jakiej używało się przy obrzędach religijnych, albowiem zsyła natchnienie tym, którzy piszą hymny i pieśni pobożne; Urania (Niebiańska) dźwiga globus astralny, bo jej działem jest gwiaździarstwo. Apollo był jedną z najjaśniejszych postaci greckiego Olimpu. Nazywano go Zbawcą, gdyż wspierał ludzi w cierpieniu, ratował z nieszczęścia, śmierć odwracał, zbrodniarzy oczyszczał z grzechów. Był lekarzem duszy i ciała - ten bóg światła i pociechy, łaskawy i dobroczynny. Takiego właśnie pokazał Wyspiański w Akropolis, gdzie bóstwo pogańskie zlewa się w jedno z Chrystusem. Orfeusz i Eurydyka Orfeusz był królem-śpiewakiem Tracji, jak król Wenedów u Słowackiego. Tylko że nie był stary. Był młody i bardzo piękny. Śpiewał i grał na lutni tak pięknie, że wszystko, co żyło, zbierało się dokoła niego, aby słuchać jego pieśni i grania. Drzewa nachylały nad nim gałęzie, rzeki zatrzymywały się w biegu, dzikie zwierzęta kładły się u jego stóp - i wśród powszechnego milczenia on grał. Był po prostu czarodziejem i za takiego uważały go następne pokolenia, przypisując mu wiele rozmaitych dzieł, w których wykładał zasady sztuki czarnoksięskiej. Żoną jego była Eurydyka, nimfa drzewna, hamadriada. Kochali się oboje bezprzykładnie. Ale jej piękność budziła miłość nie tylko w Orfeuszu. Kto ją ujrzał, musiał ją pokochać. Tak właśnie stało się z Aristajosem. Był to syn Apollina i nimfy Kyreny, tej co lwy jedną ręką dusiła - bartnik zawołany, a przy tym dobry lekarz i właściciel rozległych winnic. Zobaczył raz Eurydykę w dolinie Tempe. Cudniejszej doliny nie ma w całym świecie, a Eurydyka wśród łąk zielonych, haftowanych kwieciem rozmaitym, wydawała się jeszcze bardziej uroczą. Aristajos nie wiedział, że ona jest żoną Orfeusza. Inaczej byłby, oczywiście, został w domu i starał się zapomnieć o pięknej nimfie. Tymczasem zaczął ją gonić. Eurydyka uciekała. Stało się nieszczęście: ukąsiła ją żmija i nimfa umarła. Biedny był wówczas Orfeusz, bardzo biedny. Nie grał, nie śpiewał, chodził po łąkach i gajach i wołał: "Eurydyko! Eurydyko!" Ale odpowiadało mu tylko echo. Wtedy ważył się na rzecz, na którą nie każdy by się ważył: postanowił pójść do podziemia. Wziął ze sobą tylko swoją lutnię czarodziejską. Nie wiedział, czy to wystarczy, ale nie miał żadnej broni. Jakoż wystarczyło. Charon tak się zasłuchał w słodkie tony jego muzyki, że przewiózł go na darmo i bez oporu na drugi brzeg Styksu; Cerber, nawet sam Cerber nie szczekał! A kiedy stanął Orfeusz przed władcą podziemia, nie przestał grać, lecz potrącając z lekka struny harfy, skarżyć się zaczął, a skargi układały się w pieśni. Zdawało się, że w królestwie milczenia zaległa cisza większa i głębsza niż zwykle. I stał się dziw nad dziwy: Erynie, nieubłagane, okrutne, bezlitosne Erynie płakały! Hades oddał Orfeuszowi Eurydykę i kazał ją Hermesowi wyprowadzić na świat z powrotem. I jedno jeszcze powiedział: Eurydyka iść będzie za Orfeuszem, za nią niech kroczy Hermes, a Orfeusz niech pamięta, że nie wolno mu oglądać się poza siebie. Poszli. Droga wiodła przez długie, ciemne ścieżki. Już byli prawie na górze, gdy Orfeusza zdjęło nieprzezwyciężone pragnienie: spojrzeć na żonę, bodaj raz jeden. I w tej chwili utracił ją na zawsze. Hermes zatrzymał Eurydykę w podziemiu. Orfeusz sam wyszedł na świat. Próżno się wszędzie rozglądał: nigdzie jej nie było. Nadaremnie dobijał się do bram piekieł: nie wpuszczono go po raz wtóry. Orfeusz wrócił do Tracji. Skargami swymi napełniał góry i doliny. Pewnej nocy trafił na dziki, rozszalały orszak bakchiczny i obłąkane menady rozerwały jego ciało na sztuki. Głowa spadła do rzeki i mimo że była już zimna i bez życia, jeszcze zmartwiałymi ustami powtarzała imię Eurydyki. Popłynęła aż do morza i zatrzymała się na wyspie Lesbos. Tu ją pochowano i na jej grobie powstała wyrocznia. Muzy, którym Orfeusz wiernie służył przez całe życie, pozbierały rozrzucone jego członki i pogrzebały je u stóp Olimpu. Syzyf Król Syzyf panował w Koryncie. U szczytu skalistej góry, zwanej Akrokoryntem, stał jego pałac, otoczony czarnym i zielonym kręgiem starodrzewu. Z rana, po kąpieli, wychodził król na terasę zamkową i rozglądał się po swoim państwie. Słońce wilgotne i czyste przydawało słodyczy fali pagórków biegnących nad wybrzeżem sarońskim. W dole, na obszernej piaszczystej równinie, rysowały się proste i białe ulice Koryntu, lekko nachylonego ku morzu. W błękitnej zatoce czerniły się pękate kadłuby okrętów, które porastał las masztów. Pomimo wczesnej pory roje ludzi, na podobieństwo mrówek, krzątały się dokoła magazynów portowych. Z drugiej strony słychać było metalowy zgiełk kuźni i warsztatów, a z dzielnicy farbiarzy płynęły rynsztokami strumienie barwionej wody. Wszystko to było dziełem króla Syzyfa, który założył miasto i uczynił je bogatym, wybrawszy miejsce na port tak dogodny, że można w nim było pobierać daninę od wszystkich statków jadących ze wschodu i zachodu. Król Syzyf był ulubieńcem bogów, Dzeus zapraszał go na uczty olimpijskie. Pomimo lat był wciąż rześki i silny, albowiem nektarem i ambrozją odświeżał swoje ziemskie ciało. Lecz miał jedną wadę: lubił plotki. Ilekroć wracał z Olimpu, zawsze coś niecoś przebąknął o tym, co się tam mówiło. Bogowie puszczali to płazem, gdyż były to sprawy dość błahe. Raz jednak wygadał się Syzyf przed ludźmi z jakiegoś sekretu Dzeusa. Rzecz była naprawdę poufna i władca bogów miał z tego powodu przykrości. Rozgniewał się i posłał plotkarzowi bożka śmierci, Tanatosa, aby go sprzątnął ze świata. Snadź chytry królik spodziewał się tego, bo urządził zasadzkę na Tanatosa, uwiązał go i mocno zakuwszy w kajdany zamknął w piwnicy. Ludzie przestali umierać, jak w Sabałowej bajce. Hades poszedł ze skargą do Dzeusa. Wysłano Aresa, by uwolnił boga śmierci. Pierwszy umarł Syzyf. Ale konając nakazał żonie, aby zostawiła jego zwłoki nie pochowane. Tak się stało. Ponieważ dusza, której ciała nie pogrzebano, nie mogła wejść do państwa cieniów, Syzyf błąkał się nad brzegami Styksu jęcząc i narzekając. Tak długo się użalał, aż go zaprowadzono przed Plutona. Z głośnym płaczem opowiadał Syzyf, że ma niegodziwą żonę, która jego trupa wyrzuciła na śmietnik i nie chce mu sprawić pogrzebu. Pluton pozwolił mu raz jeszcze wrócić na ziemię, aby ukarać niedbałą i zarządzić, co potrzeba. Król Koryntu poszedł, ale nie wrócił. Bogowie, którzy rządzą całym wielkim światem, zapomnieli o nim, a on sam zachowywał się teraz tak cicho i ostrożnie, żeby jak najmniej o nim mówiono. Żył bardzo długo, lecz na koniec przypomniano sobie w piekle o przebiegłym uciekinierze. Znienacka zaskoczył go Tanatos, uciął mu pukiel włosów i krnąbrną duszę zabrał do podziemi. W Hadesie wymierzono mu ciężką karę: miał wynieść wielki kamień na bardzo wysoką i stromą górę. Syzyf natychmiast zabrał się do roboty, sądząc, że z łatwością to uczyni, a potem już będzie miał spokój. Wydźwignął ów głaz prawie pod sam szczyt, gdy wtem skała wyślizgnęła mu się z rąk i spadła z powrotem na dół. Z drugim razem to samo, i za trzecim, i za dziesiątym. Tak zawsze. Już jest Syzyf bliski celu i zawsze coś mu kamień z rąk wyrywa, i musi biedak pracę zaczynać na nowo. Być może, iż podanie o "pracy Syzyfowej" powstało stąd, że w odległej starożytności zbiegłych zbrodniarzy i niewolników przywiązywano do ciężkiego kamienia lub belki, którą zawsze ze sobą wlec musieli. [...] 1Łatwo obliczyć tę przestrzeń. Okazuje się, że w naszym pojęciu niebo greckie nie było zbyt wysokie. Droga owego kowadła wynosiłaby zaledwie półtorej odległości Księżyca od Ziemi. ANTYGONA [...] Wojna się skończyła. Z potomstwa Edypowego przetrwały dwie dziewczyny. Troska o miasto spoczywa teraz na barkach Kreona. Przechowały się rozmaite, dość różniące się od siebie wersje następnych dziejów. Ale w późniejszych wiekach żyły, i do dziś żyją, takie zdarzenia, jakie wypatrzył i jakie w Antygonie, wystawionej w teatrze Dionizosa najprawdopodobniej w roku 441 przed Chr., o wiele wcześniej od Króla Edypa, a zwłaszcza od Edypa w Kolonos, odsłonił przed ludźmi Sofokles. Od razu w prologu tragedii, wypełnionym rozmową Antygony z siostrą, Ismeną, dowiadujemy się, że Kreon nakazał Eteoklesa, tego, który bronił miasta, "pogrzebać tak, by umarli przyjęli go pod ziemią z szacunkiem" (w. 24-25), ciało Polinejkesa, który chciał miasto zdobyć, rzucić nie pogrzebane na pożarcie ptakom i psom. Potwornie tym przekroczył prawa obowiązujące Greków w sumieniu. Ich zdaniem bowiem duch człowieka nie pogrzebanego nie mógł wejść do dziedziny Hadesa. Pogrzeb w ówczesnej Grecji pojmowano jako oddanie człowieka siłom podziemnym, niepogrzebanie więc umarłego albo pogrzebanie żywego to było umieszczenie go na pograniczu, w regionie niebezpiecznym, wielce niebezpiecznym. Na pewno więc Kreon ciężko zgrzeszył. Ale w "twardym świetle sofoklejskim" wszystko staje się i bardziej zawiłe, i głębsze. Antygona mówi Ismenie, że postanowiła odprawić nad porzuconym ciałem brata rytuał pogrzebu, chociaż Kreon przestępcom zakazu zagroził ukamienowaniem. Ismena cofa się przed taką śmiałością. Jak wyczuwamy, powstrzymuje ją nie tylko trwoga. Ledwie odchodzą, każda w inną stronę, wkracza na scenę chór sędziwych Tebańczyków, którzy cieszą się, że miasto ocalało. Witają nowy promień, słoneczny promień. Wnet za nim przychodzi Kreon. Przemawia spokojnie i poważnie, uwydatnia trwałość państwa. Podeszli wiekiem mężowie byli podporami tronu już za rządów Lajosa i Edypa, potem służyli radą młodzieńcom, a odkąd ci nieszczęśnie polegli, on, Kreon, dźwiga ciężar władzy. Obowiązek ten, powiada (w. 207-210), zmusza go do wyznaczenia różnicy między obrońcą miasta a napastnikiem. Tak tę rzecz rozstrzygnąłem. Nigdy się nie zgodzę, Żeby źli doznawali takiej czci, jak prawi. Ktokolwiek jest oddany szczerze temu miastu, Zmarły czy żywy, będzie tak samo uczczony. I oto przybiega Strażnik, który strzegł porzuconego drapieżnym bestiom trupa. Z lękiem oznajmia władcy, że ktoś dokonał, wbrew zakazowi, obrzędu żałobnego, rzucając na ciało proch ziemi. Jak się domyślamy: co najmniej trzy rytualnie nakazane garście ziemi. Przewodnik chóru tłumaczy Kreonowi, że nie mogło się to dokonać bez woli bogów, na co władca oburza się. Coraz bardziej przekraczając ludzką miarę, przemawia jakby w bogów imieniu. Każe ująć i przyprowadzić przestępcę zakazu. Zaiste prowadzą przestępczynię, to dzieweczka Antygona. Ona jeszcze raz przyszła na żałobne miejsce, a widząc trupa pohańbionego, znów odprawiała obrzędy. Wtedy Strażnik ją pochwycił. Gdy teraz władca pyta, czy wiedziała o zakazie, Antygona odpowiada pochwałą prawa wyższego od wszelkich praw państwa; jej mowa (w. 450-470) na zawsze pozostanie w dziedzictwie ludzkości. Przecież nie Zeus mi to wszystko obwieścił Ni współmieszkanka bóstw podziemnych, Dike, Takie dla ludzi wyznacza prawa, A nie sądziłam, bo twoje zakazy Mogły śmiertelnych skłaniać do łamania Praw niepisanych, niewzruszonych, boskich. One nie z dzisiaj ni z wczoraj, lecz zawsze Żyją, nikt nie wie, kiedy się zjawiły. Czy miałam, z lęku przed kimkolwiek z ludzi, Za przekroczenie tych praw odpowiadać Na sądzie bogów? Wiedziałam, że umrę, Choćbyś nie groził mi. Jeśli przed czasem Umrę, to nawet za zysk poczytuję. Kto, jak ja, żyje wśród takiej niedoli, Mógł żeby w śmierci nie widzieć korzyści? Więc to niestraszne, że mam umrzeć. Straszne Byłoby, gdyby syn tej samej matki Umarły leżał bez pogrzebu, tego Znieść bym nie mogła. Tamto mnie nie boli. Jeśli zaś mniemasz, że jestem szalona, Może szalony jest ten, kto tak sądzi. Nie wiemy, czy sędziwi Tebańczycy rozumieją istotę tej mowy, ich komentarz bowiem wyraża tylko zamyślenie nad trwającymi od Lajosa poprzez Edypa i jego dzieci cechami owej rodziny (w. 471-472): Krnąbrnego ojca iście krnąbrna córka, Co przed ciosami cofać się nie umie. Co się tyczy Kreona, jest on teraz tylko władcą broniącym powagi swego urzędu. Wymierzy najsurowszą karę i Antygonie, i Ismenie, która podejrzewa o pomaganie siostrze. Antygona oświadcza, że gotowa jest na śmierć, i z pogardą mówi o Tebańczykach, uważając, iż z lęku milczą. Nie godzi się na rozróżnianie braci, bo Hades, powiada, domaga się praw równych (w. 520-525). KREON: Złemu nie można z dobrym dać równości. ANTYGONA: Któż to wie, jak jest tam, w podziemnym cieniu... KREON: Wróg, choć zmarł, nie jest miły. ANTYGONA: Lecz w miłości Szukam wspólnoty, nie w nienawidzeniu. KREON: Więc zejdź, gdy trzeba kochać, w dół, tych w dole Kochaj. Ja głosu mężów słuchać wolę. Ta wymiana zdań wydaje się czymś wielkim i nieśmiertelnym, jak wcześniejsza mowa Antygony o wiecznych prawach. Nieśmiertelnym na miarę doczesnego świata. Bo dopóki tu się żyje, kontrowersja ta będzie dotyczyć ludzi chyba zawsze. Będzie zawsze trwało oświadczenie Antygony o łączeniu się z innymi nie w nienawiści, lecz w miłości: u toi synechthein, alla symphilein. Ale Kreon sprawuje władzę - musi rządzić państwem, można by rzec: pracuje w biurze. Zdaje się, że go nieco drażni swoboda entuzjastycznej dziewczyny. W jego odpowiedzi dźwięczy chyba, między innymi rzeczami, też ironia, bo gdy wzywa Antygonę do zstąpienia "w dół", kato, myśli on, być może, nie tylko o dziedzinie Hadesa, lecz o strefie wszystkich, którzy są w dole, niżej - zawsze tacy ludzie są. Idź i broń ich, tych w dole! Może właśnie to mówi Kreon. Może chce powiedzieć: nie mów o miłości, bo mnie rozpada się państwo. A jednak Antygona ma rację. I także Kreon w głębi duszy to wie. To starcie dwóch racji trwa, na ziemi ono nie przemija. Jak ciągle na nowo w tradycji greckiej, słyszymy tu głuche stuknięcie w twardy mur nierozwiązalności. Słyszeliśmy je w starciu Prometeusza z Zeusem. I to przybywa Ismena, chce teraz zjednoczyć się ze skazaną siostrą, lecz ta odrzuca spóźnioną, jej zdaniem, ofiarę. Ismena prosi Kreona o darowanie kary Antygonie. O to samo błagać przychodzi narzeczony skazanej, syn Kreona, Hajmon. Kreon głuchnie na wszystkie błagania, staje się coraz bardziej nieczuły, jakby pęta, które sobie z obowiązku nałożył, coraz bardziej się zacieśniły. Antygona, prowadzona przez Strażników, idzie na śmierć, a chór Tebańczyków płacze nad tym, co uważa za jej nieszczęsną zuchwałość (w. 872-875): Cześć do umarłych, zaiste godna czci, Lecz nie należy tak się sprzeciwiać Tym, którzy rządzą. Zgubił cię Twój poryw, posłuszny tylko tobie. Kreon teraz już nie zna litości. Każe stłumić skargi dziewczyny, śpieszniej zamknąć ją w ciemnym grobowcu. Znowu, jak we wszystkich kluczowych momentach dziejów tebańskich, przychodzi Tejrezjasz. Wzywa Kreona, żeby się opamiętał. Mówi mu, że bogowie nie przyjmują ofiar. Miasto chorzeje z winy władcy, wszystkie ołtarze pokalano ptactwem, które się karmiło ciałem Polinejkesa. Lecz Kreon, zamiast usłuchać, podejrzewa, że knują się spiski przeciw władcy. Jego pęta zacieśniają się i zacieśniają. Gdy wreszcie świta opamiętanie, jest już za późno. Przybiegając do grobowca, Kreon widzi, że dziewczyna zadała sobie śmierć, powiesiła się na pętli, w którą związała swoją delikatną chustę. Martwą Hajmon chwycił wpół i przyciska do piersi, zamierza się mieczem na ojca, potem sam w siebie wbija ostrze. To jeszcze nie ostatnia śmierć. Kończy życie żelazem także żona Kreona, Eurydike, w pałacu, przeklinając męża i płacząc nad zgonem dwu swoich synów, przedtem Megareusa, o którym niemal nic nie wiemy, a teraz Hajmona (o Menojkeusie nie wspomina się tu). Kreona otacza tylko rozpacz (w. 1339-1346): Zabierzcie mnie stąd, szaleńca! Zabiłem ciebie, synu, nie chcąc tego, I tamtą też. Nieszczęsny, nie wiem, Na kogo z dwojga patrzeć, wszystko się chwieje, Łamie się w rękach, zwaliła się na głowę Dola, której nie udźwignę. [...] BIBLIJNY OPIS STWORZENIA Stworzenie świata a ewolucja "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (Rdz 1,1). Tak rozpoczyna się Biblia, a zarazem opis stworzenia świata i człowieka. Pierwsza księga należąca do Pięcioksięgu Mojżesza nazywa się Księgą Rodzaju (grec. genesis = rodowód, początek, źródło) i mówi o początkach świata i o pochodzeniu człowieka. Dzisiejszy jej kształt pochodzi z VI/V wieku przed Chr., z okresu niewoli babilońskiej lub po jej zakończeniu. Opis stworzenia świata nazywa się kosmogonią biblijną (grec. kosmos = świat, gignomai = staje się, powstaje). Jak należy ów opis biblijny rozumieć: jako naukową relację o stworzeniu świata? Czy też jako poemat o stworzeniu, w którym zawarte są określone treści religijne? Ilekroć rozumiano biblijny opis stworzenia dosłownie, tylekroć natrafiono na trudności w pogodzeniu Biblii ze współczesnym nam stanem nauk przyrodniczych. Nie pomagało nawet ujmowanie dni stworzenia jako wielkich okresów geologicznych. Dopiero współczesna hermeneutyka biblijna, czyli nauka interpretacji Biblii, zwróciła uwagę na fundamentalną sprawę: gatunki literackie. Okazało się, że biblijny opis stworzenia świata jest poematem i trzeba go zatem traktować jako poemat, nie kronikę historycznych wydarzeń, bowiem autor biblijny nie był obecny przy stworzeniu świata. Sześć dni stworzenia to jakby sześć strof swoistej pieśni o stworzeniu. "I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy, drugi trzeci... A widział Bóg, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" - oto powracający refren tej pieśni. W początkowych trzech strofach jest mowa o oddzieleniu światłości od ciemności, wód górskich od wód dolnych (zgodnie ze starożytnym obrazem świata), mórz od lądów i o pojawieniu się pierwszej roślinności. Kolejne trzy zwrotki pieśni stworzenia wymieniają: na sklepieniu niebieskim - słońce, księżyc i gwiazdy, w wodzie i powietrzu - ryby i ptaki, na ziemi - zwierzęta i człowiek. W taki poetycki sposób autor biblijny wyraża religijną prawdę, że wszystko, co istnieje, jest stworzone przez Boga. Warto dodać, że przedstawione następstwo dzieł stworzonych odpowiada stanowi wiedzy ludzi starożytnych, natomiast ich ujęcie w sześciu obrazach-strofach jest z jednej strony zamysłem literackim, a z drugiej pragnie pouczyć ludzi, że nakaz świętowania co siódmy dzień ma charakter religijny, pochodzi od Boga. Starożytne kosmogonie Czy założenia artystyczne i cel dydaktyczny nie zniekształciły istotnej treści opisu stworzenia? Aby się o tym przekonać, warto jeszcze zbadać inne dokumenty starożytnego Wschodu. Do najbardziej znanych, oprócz Biblii, opowiadań o początkach świata należy babiloński poemat Enuma elisz, pochodzący najprawdopodobniej z czasów Hammurabiego, władcy babilońskiego z XVIII wieku przed Chr. Poemat ów zaczyna się tak (J. Archutowski: Kosmogonia biblijna 1934): Gdy u góry niebo nie było nazwane, na dole ziemia nie była wymieniona z imienia, a Apsu, znakomity ich twórca, Mummu i Tiamat, rodzicielka wszystkiego, swe wody razem toczyli - i nie powiązały się korzenie trzcinowe ni były widziane kępy - gdy nie istniał żaden bóg, ni jego imię było wymienione i losy nie były wyznaczone, stworzeni zostali wśród nich bogowie... Dalej następuje opowieść o walce bogów. Skutkiem jej jest powstanie świata i człowieka. Widać od razu, że babilońscy bogowie są personifikacjami sił przyrody, np. Apsu - bóg wód słodkich, Tiamat - bóg wód morskich, Szamasz - bóg Słońca, Sin, Nannaru - bóg Księżyca. Utworzenie człowieka poprzedza narada bogów. Wreszcie Marduk, bóg stworzyciel, formuje człowieka, posługując się krwią zabitego bóstwa. Autor biblijny prostuje to nazbyt materialne ujęcie i mówi tylko o tajemniczym, duchowym podobieństwie człowieka do Boga. Otóż porównanie biblijnego opisu stworzenia z innymi opowieściami starożytnymi, mimo pewnych podobieństw, wskazuje na oryginalność biblijnego przekazu. Przede wszystkim biblijny Bóg Stwórca jest różny od świata, a wszystko jest od Niego zależne. Jakże niepodobny jest On do politeistycznych wyobrażeń starożytnego Wschodu, Grecji, Rzymu! Podania babilońskie czy mitologie greckie mówią o wielu bogach, którzy jednak nie mają żadnych cech absolutnych, boskich, są oni podobni raczej do skłóconych ze sobą ludzi. Ponadto utożsamiają się z różnymi siłami przyrody. Już pierwsze stwierdzenie Biblii: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię", wyraźnie przeciwstawia się emanacjonizmowi i panteizmowi. (Emanacjonizm, od łac. słowa emanare = wypływać, utrzymuje, że świat niejako wypływa z łona bóstwa i jest jego częścią; panteizm, od grec. pan = wszystko i theos =bóg, odrzuca Boga pozaświatowego i utożsamia Go z całością przyrody.) Tymczasem świat nie jest Bogiem, lecz dziełem przez Niego uczynionym - głosi Biblia. Bóg zaplanował go i pragnie jego istnienia. Podtrzymuje On świat w istnieniu i kieruje nim ustanowionymi prawami przyrody oraz swoją Opatrznością. Stworzenie bowiem jest aktem ciągłym: dokonało się kiedyś u początku czasu, a jednocześnie wciąż jest kontynuowane. W Bożym planie stwarzania świata uczestniczy w szczególności człowiek - przez swoją pracę i przekazywanie życia. Autor natchniony mówi o Bogu, który patrzy na swoje dzieło stworzone jako na dobre, bardzo dobre. Dla wielu greckich myślicieli, dla buddyzmu i chińskiego taoizmu wielość istniejących dzieł przyrody jest rozproszeniem się Jedności, upadkiem, a więc złem. Takiemu pesymizmowi przeciwstawia się Biblia. Biblijne pojęcie stworzenia zakłada ciągły rozwój, dojrzewanie, wznoszenie się z nicości ku Absolutowi. Ewangeliczne metafory i przypowieści o drzewie, które się rozrasta, o kwasie pobudzającym ciasto, by rosło, przenoszą do duchowej łączności człowieka z Bogiem to, o czym mówi Księga Rodzaju, opisując widzialne dzieło stworzenia. Biblia głosi więc, że świat jest procesem stawania się - historią To, co Bóg stworzył, jest zawsze dobre, bardzo dobre. Zło zostało zawinione przez nadużycie wolności człowieka. Nauka Biblii różni się od późniejszego manicheizmu, systemu religijnego, który dopatrzył się zła w samym świecie stworzonym jako takim. (Manicheizm, od imienia Manesa żyjącego w III wieku po Chr. W Persji i głoszącego istnienie dwu równorzędnych potęg: dobra i zła.) Prawdy religijne z opisu stworzenia Jakie są najważniejsze prawdy religijne zawarte w poetyckim opisie biblijnym stworzenia świata i człowieka? Jest tylko jeden Bóg. Istnieje On poza czasem, świat został przezeń stworzony w czasie: "Na początku Bóg stworzył..." Bóg powołuje wszystko do istnienia swą wszechmocą: "I rzekł Bóg: niech powstanie..." Bóg stwarza za pomocą słowa - antropomorfizm, czyli ludzki sposób przedstawiania działania Bożego. Praktycznie Biblia i religia nie mają innego sposobu dla wyrażenia działania życia Bożego niż posługiwanie się antropomorfizmami. Autor biblijny podziela poglądy ludzi starożytnych Wschodu na kolejność dzieł stworzenia. Jest to odbicie ówczesnej wizji świata, obrazowo uwydatniające tę prawdę, że wszystko, co nas otacza, pochodzi od Boga i od Niego nieustannie zależy. Opis biblijny nie jest naukowym traktatem. Autor nie chce wykładać astronomii. Stwierdza tylko, iż wszystkie ciała niebieskie są zależne od Boga, a nie są bóstwami - jak to mniemał ówczesny politeizm, czyli wielobóstwo. Na Wschodzie nadanie imienia oznacza akt posiadania władzy. Bóg nadający nazwy dniowi i nocy, niebu , morzu i ziemi - to wyraźnie podkreślenie tego, iż Bóg jest Stwórcą i Panem wszystkich rzeczy. Z kolei, w drugim opisie stworzenia, człowiek nadaje nazwy zwierzętom, co oznacza, że posiada on nad nimi władzę, podobnie jak i nad roślinami. Człowiek został stworzony jako ostatni. Jest on koroną stworzenia, wszystko inne został uczynione dla niego. Człowiek ma w sobie coś boskiego ("obraz i podobieństwo Boże"). Różnicę płci ustanowił sam Bóg. Rodzenie potomstwa jest uczestnictwem w Bożym planie stwarzania świata. Dzieła Boże nie zawierają niczego złego - są dobre.

    Cztery wieki ludzkości

    Kiedy Dzeus osiadł tron niebieski, ludzie już byli na ziemi i przed ich zatrwożonymi oczyma rozgrywały się walki bogów o panowanie nad światem. O powstaniu rodu ludzkiego różne były podania: że wyszedł wprost z ziemi, wspólnej macierzy wszystkiego, co żyje: że lasy i góry wydały ludzi na podobieństwo drzew i skał: że ludzie pochodzą od bogów - tego mniemania byli zwłaszcza królowie i szlachta. Najchętniej jednak przyjmowano baśń o czterech wiekach ludzkości.
    Najpierw był, oczywiście, wiek złoty. Panował wtedy Kronos. Rzeki płynęły mlekiem, z drzew sączył się miód najprzedniejszy, a ziemia rodziła wszystko w obfitości, nie przymuszona pracą rolnika. Ludzie żyli jak niebianie, bez trosk, bez trudów, bez smutków. Ciało ich nie starzało się nigdy i żywot swój trwali na nieustannych biesiadach i zabawach. Z upadkiem Kronosa skończył się wiek złoty, a ówcześni ludzie zmienili się w dobroczynne demony.
    Następne pokolenie było srebrne, a więc znacznie lichsze. Ludzie rozwijali się bardzo powoli. Okres dzieciństwa trwał u nich sto lat, a kiedy dochodzili do wieku dojrzałego, życie ich było krótkie i pełne zgryzot. Byli źli i dumni, bogom nie chcieli składać ofiar ani czcić ich, jak należy. Dzeus wytępił ich do ostatniego, lecz w pamięci ludzkiej pozostali oni jako dusze błogosławione.
    W wieku brązowym żyło plemię gwałtowne, miłujące wojnę. Ludzie mieli siłę olbrzymów i serce twarde jak kamień. Żelaza nie znali. Wszystko sporządzali z brązu: i mury miasta, i domy, i sprzęty, i oręż. Był to okres heroiczny. Wówczas żył wielki Herakles i dzielny Tezeusz, i bohaterowie spod Teb i spod Troi. Dokonywano czynów tak niezwykłych, jakie już nie powtórzyły się w wieku następnym, żelaznym, który trwa do dzisiaj.


    Prometeusz
    Inne podania głosiły, że człowiek jest tworem jednego z tytanów - Prometeusza, który ulepił go z gliny pomieszanej ze łzami. Duszę zaś dał mu z ognia niebieskiego, którego parę iskier ukradł z rydwanu słońca. Niedaleko miasta Panopeus pokazywano chatę z cegieł, gdzie Prometeusz ongi dokonywał swej pracy. Dokoła leżały odłamki gliniastej ziemi, a szedł z nich zapach jakby ciała ludzkiego. Były to bowiem resztki nie zużytego materiału. Dziś jeszcze czerwona ziemia beocka przypomina baśń o stworzycielu rodu ludzkiego.
    Człowiek Prometeusza był słaby i nagi. Palce miał zakończone zbyt kruchymi paznokciami, by mu były obroną przed pazurami dzikich zwierząt. Jedynie jego postać, niepodobna do otaczających stworzeń, była widocznym obrazem bogów. Brakowało mu tylko ich siły. Niby młode zjawy senne błądzili ludzie, bezradni wobec potęg przyrody, której nie rozumieli. Wszystkie ich czyny były nieświadome i bezładne. Widząc to Prometeusz ponownie zakradł się do wielkiego spichlerza ognia w niebiesiech i przyniósł na ziemię pierwsze zarzewie. W siedzibach ludzkich zapłonęły jasne ogniska ogrzewając mieszkańców i płosząc drapieżne bestie. Mądry tytan uczył ludzi umiejętnego używania ognia, sztuk i rzemiosł.
    Nie podobało się to Dzeusowi. Mając w pamięci niedawną walkę z gigantami, obawiał się wszystkiego, co pochodzi z ziemi. Kazał tedy Hefajstosowi, z bogów najbieglejszemu we wszelkich kunsztach, stworzyć kobietę cudnej urody, na wzór bogiń nieśmiertelnych. Gdy misterne to dzieło już było gotowe, Atena nauczyła pierwszą niewiastę pięknych robót kobiecych; Afrodyta otoczyła jej oblicze wdziękiem i w oczy wlała urok uwodzicielski; Hermes dał je skryty i pochlebczy charakter wraz z darem kuszącej wymowy; w końcu ubrano ją w złoto i uwieńczono kwiatami. I nazwano ją Pandorą, albowiem była ona darem dla ludzi od wszystkich bogów i każdy z bogów obdarzył ją jakąś szczególną właściwością. W posagu otrzymała glinianą beczułkę szczelnie zamkniętą, której zawartości nikt nie znał.
    Tak wyposażoną Pandorę zaprowadził Hermes, posłaniec bogów, na ziemię i zostawił ją przed chatą Prometeusza. Mądry tytan wyszedł przed dom przyjrzeć się pięknej nieznajomej i od razu zwietrzył jakiś podstęp. Nie przyjął jej więc, ale odprawił i innym doradzał tak samo postąpić. Lecz Prometeusz miał brata nie bardzo rozumnego, imieniem Epimeteusz, co się wykłada: "wstecz myślący". Ten nie tylko nie wygnał Pandory, lecz natychmiast z nią się ożenił. Pandora ciekawa była zajrzeć do owej beczułki, którą bogowie dali jej we wianie. Ale przyszedł Prometeusz, odwiódł brata na stronę i przestrzegał: "Niemądry Epimeteuszu - rzekł - zrobiłeś już jedno głupstwo, żeś tę niewiastę, na zło chyba stworzoną przez bogów, przyjął do domu. Nie czyń przynajmniej drugiego głupstwa i nie otwieraj beczki ani żonie nie pozwalaj, bo tak mi się zdaje, że w niej jakieś wielkie licho siedzi". Epimeteusz przyrzekł, że się nad tym zastanowi. Miał zwyczaj myśleć bardzo długo i powoli, tak że zanim zdążył rozważyć słowa brata, szybkomówna Pandora nakłoniła go do otwarcia beczki. I oczywiście stało się nieszczęście. Ledwo podniesiono wieko, wyleciały na świat wszystkie smutki, troski, nędze i choroby i jak kruki obsiadły biedną ludzkość.
    Prometeusz chciał teraz bogom podstępem za podstęp odpłacić. Zabił wołu i podzielił go na dwie części: osobno złożył mięso, które owinął skórą, oddzielnie zaś kości, i nakrył je tłuszczem. Zaczem poprosił Dzeusa: "Którą część weźmiesz, będzie odtąd bogom poświęcona". Dzeus wybrał tę, gdzie było więcej tłuszczu, domyślając się pod jego grubą warstwą najdelikatniejszego mięsa. Natychmiast przekonał się, że to same kości, okryte najgorszym tłuszczem. Ale wyrok był niecofniony: te właśnie części zwierząt składano w ofierze bogom niebieskim.
    Dzeus zemścił się okrutnie. Na jego rozkaz przykuto Prometeusza do skały Kaukazu. Co dzień zgłodniały orzeł zalatywał, by mu wyjadać wątrobę, która wciąż odrastała. Wokoło było pusto i głucho. Skazaniec nie słyszał głosu ludzkiego ani nie ukazywała mu się twarz przyjazna. Palony gorącymi promieniami słońca, bez ruchu i spoczynku, trwał Prometeusz, niby wieczny wartownik, dla którego zawsze późno przychodzi noc w płaszczu gwiaździstym i za późno zorza poranku roztapia się w ciepłocie dnia. Jego próżne jęki spadały w przepaść gór jak martwe kamienie.
    Prometeusz jest jedną z najwznioślejszych postaci w mitologii - bóg, który cierpiał przez miłość dla ludzi. Zanim do nich przemówił, byli jak ślepcy i brodzili w mroku, nie wiedząc ani o sobie nic, ani o świecie otaczającym, były im obce budowy kamienne, strzelające ku słońcu, nie znali sztuki ciesielskiej. Nie umieli powiedzieć, kiedy następuje kres zimy lub kwietnej wiosny, albo jesieni bogatej w plony. Żyli jak mrówki w ciemnych jaskiniach, aż on im pokazał, gdzie wschodzą gwiazdy i kędy zachodzą. Dał im naukę o liczbach, najprzedniejszą wiedzę i objawił kunszt pisania, ten skarbiec pamięci i źródło poezji. Oswoił zwierzęta, konie zaprzągł do wozu i na słone morze spuścił płóciennoskrzydłe statki. Dał chorym lekarstwa kojące i wynalazł zioła, które ból usuwają. W głębi ziemi wyśledził cenne metale i objawił, jak ze snu, lotu ptaków i głosów w przyrodzie odgadywać przyszłość. Prometeusz w człowieku rozbudził ducha i dał mu moc panowania nad światem. [...]


    Apollo i Muzy


    Jako bóg muzyki i poezji, kapelmistrz orkiestry olimpijskiej, był Apollo zwierzchnikiem muz, dziewięciu cór Dzeusa i Mnemosyne (Pamięć). Mieszkały one na szczytach gór, na beockim Helikonie i Parnasie, gdzie bije święte źródło kastalskie, lecz ulubioną ich siedzibą były wyniosłości Pierii pod Olimpem. Tam kwitły łąki rozkoszne, których nigdy nie tknęła kosa, i na nich wypasały się trzody będące własnością bogów. Grecy dzisiejsi opowiadają, że w górach Pierii gnieżdżą się złe duchy, które zbłąkanych oślepiają szaleństwem i strącają w przepaść.
    Lecz w starożytności przynosiły one inne szaleństwo, urocze szaleństwo poezji. Oto jaką wizją otwiera się poemat Teogonia Hezjoda, którego muzy same wybrały na swego kapłana:
    "Wdzięczne ciała obmywszy w rzeźwiących nurtach Permesu, muzy, Olimpu dziewice, korowód piękny zawiodły na Helikonu wyżynach, stąpając pieśniom do wtóru. Stamtąd, ruszywszy gromadą, w całuny mgielne spowite, szły pośród nocy w dolinę, śpiewając głosem przecudnym. One to niegdyś Hezjoda uczyły pięknego śpiewania u Helikonu podnóża, gdzie owce pasł białorune. Kostur dały mi potem do rąk, ułamawszy laurową gałąź pięknie rozkwitłą - i boską natchnęły mnie pieśnią."
    W późniejszych czasach powierzono każdej z muz jakąś sztukę, którą się szczególnie miała opiekować, i przedstawiano je w rzeźbach i malowidłach ze stałymi atrybutami, aby je łatwiej rozróżnić.
    Kalliope (Pięknolica), muza pieśni bohaterskiej, trzyma rylec i tabliczkę do pisania; Klio (Głosząca sławę) zajmuje się historią i ma zwój pergaminu; Euterpe (Radosna), patronka liryki, gra na flecie; Taleja (Rozkoszna) pokazuje maskę komiczną jako muza komedii; Melpomene (Śpiewająca) jest muzą tragedii i poznać ją można po smutnej masce, którą jej dają za godło; Terpsychora (Kochająca taniec) z wielką lirą w ręku uczy ludzi tańca; Erato (Umiłowana) na małej cytrze wygrywa pieśni miłosne; Polihymnia chodzi w głębokiej zasłonie, jakiej używało się przy obrzędach religijnych, albowiem zsyła natchnienie tym, którzy piszą hymny i pieśni pobożne; Urania (Niebiańska) dźwiga globus astralny, bo jej działem jest gwiaździarstwo.
    Apollo był jedną z najjaśniejszych postaci greckiego Olimpu. Nazywano go Zbawcą, gdyż wspierał ludzi w cierpieniu, ratował z nieszczęścia, śmierć odwracał, zbrodniarzy oczyszczał z grzechów. Był lekarzem duszy i ciała - ten bóg światła i pociechy, łaskawy i dobroczynny. Takiego właśnie pokazał Wyspiański w Akropolis, gdzie bóstwo pogańskie zlewa się w jedno z Chrystusem.
    Orfeusz i Eurydyka


    Orfeusz był królem-śpiewakiem Tracji, jak król Wenedów u Słowackiego. Tylko że nie był stary. Był młody i bardzo piękny. Śpiewał i grał na lutni tak pięknie, że wszystko, co żyło, zbierało się dokoła niego, aby słuchać jego pieśni i grania. Drzewa nachylały nad nim gałęzie, rzeki zatrzymywały się w biegu, dzikie zwierzęta kładły się u jego stóp - i wśród powszechnego milczenia on grał. Był po prostu czarodziejem i za takiego uważały go następne pokolenia, przypisując mu wiele rozmaitych dzieł, w których wykładał zasady sztuki czarnoksięskiej.
    Żoną jego była Eurydyka, nimfa drzewna, hamadriada. Kochali się oboje bezprzykładnie. Ale jej piękność budziła miłość nie tylko w Orfeuszu. Kto ją ujrzał, musiał ją pokochać. Tak właśnie stało się z Aristajosem. Był to syn Apollina i nimfy Kyreny, tej co lwy jedną ręką dusiła - bartnik zawołany, a przy tym dobry lekarz i właściciel rozległych winnic. Zobaczył raz Eurydykę w dolinie Tempe. Cudniejszej doliny nie ma w całym świecie, a Eurydyka wśród łąk zielonych, haftowanych kwieciem rozmaitym, wydawała się jeszcze bardziej uroczą. Aristajos nie wiedział, że ona jest żoną Orfeusza. Inaczej byłby, oczywiście, został w domu i starał się zapomnieć o pięknej nimfie. Tymczasem zaczął ją gonić. Eurydyka uciekała. Stało się nieszczęście: ukąsiła ją żmija i nimfa umarła.
    Biedny był wówczas Orfeusz, bardzo biedny. Nie grał, nie śpiewał, chodził po łąkach i gajach i wołał: "Eurydyko! Eurydyko!" Ale odpowiadało mu tylko echo. Wtedy ważył się na rzecz, na którą nie każdy by się ważył: postanowił pójść do podziemia. Wziął ze sobą tylko swoją lutnię czarodziejską. Nie wiedział, czy to wystarczy, ale nie miał żadnej broni. Jakoż wystarczyło. Charon tak się zasłuchał w słodkie tony jego muzyki, że przewiózł go na darmo i bez oporu na drugi brzeg Styksu; Cerber, nawet sam Cerber nie szczekał! A kiedy stanął Orfeusz przed władcą podziemia, nie przestał grać, lecz potrącając z lekka struny harfy, skarżyć się zaczął, a skargi układały się w pieśni. Zdawało się, że w królestwie milczenia zaległa cisza większa i głębsza niż zwykle. I stał się dziw nad dziwy: Erynie, nieubłagane, okrutne, bezlitosne Erynie płakały!
    Hades oddał Orfeuszowi Eurydykę i kazał ją Hermesowi wyprowadzić na świat z powrotem. I jedno jeszcze powiedział: Eurydyka iść będzie za Orfeuszem, za nią niech kroczy Hermes, a Orfeusz niech pamięta, że nie wolno mu oglądać się poza siebie. Poszli. Droga wiodła przez długie, ciemne ścieżki. Już byli prawie na górze, gdy Orfeusza zdjęło nieprzezwyciężone pragnienie: spojrzeć na żonę, bodaj raz jeden. I w tej chwili utracił ją na zawsze. Hermes zatrzymał Eurydykę w podziemiu. Orfeusz sam wyszedł na świat. Próżno się wszędzie rozglądał: nigdzie jej nie było. Nadaremnie dobijał się do bram piekieł: nie wpuszczono go po raz wtóry.
    Orfeusz wrócił do Tracji. Skargami swymi napełniał góry i doliny. Pewnej nocy trafił na dziki, rozszalały orszak bakchiczny i obłąkane menady rozerwały jego ciało na sztuki. Głowa spadła do rzeki i mimo że była już zimna i bez życia, jeszcze zmartwiałymi ustami powtarzała imię Eurydyki. Popłynęła aż do morza i zatrzymała się na wyspie Lesbos. Tu ją pochowano i na jej grobie powstała wyrocznia. Muzy, którym Orfeusz wiernie służył przez całe życie, pozbierały rozrzucone jego członki i pogrzebały je u stóp Olimpu.


    Syzyf


    Król Syzyf panował w Koryncie. U szczytu skalistej góry, zwanej Akrokoryntem, stał jego pałac, otoczony czarnym i zielonym kręgiem starodrzewu. Z rana, po kąpieli, wychodził król na terasę zamkową i rozglądał się po swoim państwie. Słońce wilgotne i czyste przydawało słodyczy fali pagórków biegnących nad wybrzeżem sarońskim. W dole, na obszernej piaszczystej równinie, rysowały się proste i białe ulice Koryntu, lekko nachylonego ku morzu. W błękitnej zatoce czerniły się pękate kadłuby okrętów, które porastał las masztów. Pomimo wczesnej pory roje ludzi, na podobieństwo mrówek, krzątały się dokoła magazynów portowych. Z drugiej strony słychać było metalowy zgiełk kuźni i warsztatów, a z dzielnicy farbiarzy płynęły rynsztokami strumienie barwionej wody. Wszystko to było dziełem króla Syzyfa, który założył miasto i uczynił je bogatym, wybrawszy miejsce na port tak dogodny, że można w nim było pobierać daninę od wszystkich statków jadących ze wschodu i zachodu.
    Król Syzyf był ulubieńcem bogów, Dzeus zapraszał go na uczty olimpijskie. Pomimo lat był wciąż rześki i silny, albowiem nektarem i ambrozją odświeżał swoje ziemskie ciało. Lecz miał jedną wadę: lubił plotki. Ilekroć wracał z Olimpu, zawsze coś niecoś przebąknął o tym, co się tam mówiło. Bogowie puszczali to płazem, gdyż były to sprawy dość błahe. Raz jednak wygadał się Syzyf przed ludźmi z jakiegoś sekretu Dzeusa. Rzecz była naprawdę poufna i władca bogów miał z tego powodu przykrości. Rozgniewał się i posłał plotkarzowi bożka śmierci, Tanatosa, aby go sprzątnął ze świata. Snadź chytry królik spodziewał się tego, bo urządził zasadzkę na Tanatosa, uwiązał go i mocno zakuwszy w kajdany zamknął w piwnicy.
    Ludzie przestali umierać, jak w Sabałowej bajce. Hades poszedł ze skargą do Dzeusa. Wysłano Aresa, by uwolnił boga śmierci. Pierwszy umarł Syzyf. Ale konając nakazał żonie, aby zostawiła jego zwłoki nie pochowane. Tak się stało. Ponieważ dusza, której ciała nie pogrzebano, nie mogła wejść do państwa cieniów, Syzyf błąkał się nad brzegami Styksu jęcząc i narzekając. Tak długo się użalał, aż go zaprowadzono przed Plutona. Z głośnym płaczem opowiadał Syzyf, że ma niegodziwą żonę, która jego trupa wyrzuciła na śmietnik i nie chce mu sprawić pogrzebu. Pluton pozwolił mu raz jeszcze wrócić na ziemię, aby ukarać niedbałą i zarządzić, co potrzeba.
    Król Koryntu poszedł, ale nie wrócił. Bogowie, którzy rządzą całym wielkim światem, zapomnieli o nim, a on sam zachowywał się teraz tak cicho i ostrożnie, żeby jak najmniej o nim mówiono. Żył bardzo długo, lecz na koniec przypomniano sobie w piekle o przebiegłym uciekinierze. Znienacka zaskoczył go Tanatos, uciął mu pukiel włosów i krnąbrną duszę zabrał do podziemi. W Hadesie wymierzono mu ciężką karę: miał wynieść wielki kamień na bardzo wysoką i stromą górę. Syzyf natychmiast zabrał się do roboty, sądząc, że z łatwością to uczyni, a potem już będzie miał spokój. Wydźwignął ów głaz prawie pod sam szczyt, gdy wtem skała wyślizgnęła mu się z rąk i spadła z powrotem na dół. Z drugim razem to samo, i za trzecim, i za dziesiątym. Tak zawsze. Już jest Syzyf bliski celu i zawsze coś mu kamień z rąk wyrywa, i musi biedak pracę zaczynać na nowo. Być może, iż podanie o "pracy Syzyfowej" powstało stąd, że w odległej starożytności zbiegłych zbrodniarzy i niewolników przywiązywano do ciężkiego kamienia lub belki, którą zawsze ze sobą wlec musieli. [...]


    1Łatwo obliczyć tę przestrzeń. Okazuje się, że w naszym pojęciu niebo greckie nie było zbyt wysokie. Droga owego kowadła wynosiłaby zaledwie półtorej odległości Księżyca od Ziemi.


    ANTYGONA

    [...] Wojna się skończyła. Z potomstwa Edypowego przetrwały dwie dziewczyny. Troska o miasto spoczywa teraz na barkach Kreona. Przechowały się rozmaite, dość różniące się od siebie wersje następnych dziejów. Ale w późniejszych wiekach żyły, i do dziś żyją, takie zdarzenia, jakie wypatrzył i jakie w Antygonie, wystawionej w teatrze Dionizosa najprawdopodobniej w roku 441 przed Chr., o wiele wcześniej od Króla Edypa, a zwłaszcza od Edypa w Kolonos, odsłonił przed ludźmi Sofokles.
    Od razu w prologu tragedii, wypełnionym rozmową Antygony z siostrą, Ismeną, dowiadujemy się, że Kreon nakazał Eteoklesa, tego, który bronił miasta, "pogrzebać tak, by umarli przyjęli go pod ziemią z szacunkiem" (w. 24-25), ciało Polinejkesa, który chciał miasto zdobyć, rzucić nie pogrzebane na pożarcie ptakom i psom. Potwornie tym przekroczył prawa obowiązujące Greków w sumieniu. Ich zdaniem bowiem duch człowieka nie pogrzebanego nie mógł wejść do dziedziny Hadesa. Pogrzeb w ówczesnej Grecji pojmowano jako oddanie człowieka siłom podziemnym, niepogrzebanie więc umarłego albo pogrzebanie żywego to było umieszczenie go na pograniczu, w regionie niebezpiecznym, wielce niebezpiecznym. Na pewno więc Kreon ciężko zgrzeszył. Ale w "twardym świetle sofoklejskim" wszystko staje się i bardziej zawiłe, i głębsze.
    Antygona mówi Ismenie, że postanowiła odprawić nad porzuconym ciałem brata rytuał pogrzebu, chociaż Kreon przestępcom zakazu zagroził ukamienowaniem. Ismena cofa się przed taką śmiałością. Jak wyczuwamy, powstrzymuje ją nie tylko trwoga. Ledwie odchodzą, każda w inną stronę, wkracza na scenę chór sędziwych Tebańczyków, którzy cieszą się, że miasto ocalało. Witają nowy promień, słoneczny promień. Wnet za nim przychodzi Kreon. Przemawia spokojnie i poważnie, uwydatnia trwałość państwa. Podeszli wiekiem mężowie byli podporami tronu już za rządów Lajosa i Edypa, potem służyli radą młodzieńcom, a odkąd ci nieszczęśnie polegli, on, Kreon, dźwiga ciężar władzy. Obowiązek ten, powiada (w. 207-210), zmusza go do wyznaczenia różnicy między obrońcą miasta a napastnikiem.


    Tak tę rzecz rozstrzygnąłem. Nigdy się nie zgodzę,
    Żeby źli doznawali takiej czci, jak prawi.
    Ktokolwiek jest oddany szczerze temu miastu,
    Zmarły czy żywy, będzie tak samo uczczony.


    I oto przybiega Strażnik, który strzegł porzuconego drapieżnym bestiom trupa. Z lękiem oznajmia władcy, że ktoś dokonał, wbrew zakazowi, obrzędu żałobnego, rzucając na ciało proch ziemi. Jak się domyślamy: co najmniej trzy rytualnie nakazane garście ziemi. Przewodnik chóru tłumaczy Kreonowi, że nie mogło się to dokonać bez woli bogów, na co władca oburza się. Coraz bardziej przekraczając ludzką miarę, przemawia jakby w bogów imieniu. Każe ująć i przyprowadzić przestępcę zakazu.
    Zaiste prowadzą przestępczynię, to dzieweczka Antygona. Ona jeszcze raz przyszła na żałobne miejsce, a widząc trupa pohańbionego, znów odprawiała obrzędy. Wtedy Strażnik ją pochwycił. Gdy teraz władca pyta, czy wiedziała o zakazie, Antygona odpowiada pochwałą prawa wyższego od wszelkich praw państwa; jej mowa (w. 450-470) na zawsze pozostanie w dziedzictwie ludzkości.


    Przecież nie Zeus mi to wszystko obwieścił
    Ni współmieszkanka bóstw podziemnych, Dike,
    Takie dla ludzi wyznacza prawa,
    A nie sądziłam, bo twoje zakazy
    Mogły śmiertelnych skłaniać do łamania
    Praw niepisanych, niewzruszonych, boskich.
    One nie z dzisiaj ni z wczoraj, lecz zawsze
    Żyją, nikt nie wie, kiedy się zjawiły.
    Czy miałam, z lęku przed kimkolwiek z ludzi,
    Za przekroczenie tych praw odpowiadać
    Na sądzie bogów? Wiedziałam, że umrę,
    Choćbyś nie groził mi. Jeśli przed czasem
    Umrę, to nawet za zysk poczytuję.
    Kto, jak ja, żyje wśród takiej niedoli,
    Mógł żeby w śmierci nie widzieć korzyści?
    Więc to niestraszne, że mam umrzeć. Straszne
    Byłoby, gdyby syn tej samej matki
    Umarły leżał bez pogrzebu, tego
    Znieść bym nie mogła. Tamto mnie nie boli.
    Jeśli zaś mniemasz, że jestem szalona,
    Może szalony jest ten, kto tak sądzi.


    Nie wiemy, czy sędziwi Tebańczycy rozumieją istotę tej mowy, ich komentarz bowiem wyraża tylko zamyślenie nad trwającymi od Lajosa poprzez Edypa i jego dzieci cechami owej rodziny (w. 471-472):


    Krnąbrnego ojca iście krnąbrna córka,
    Co przed ciosami cofać się nie umie.


    Co się tyczy Kreona, jest on teraz tylko władcą broniącym powagi swego urzędu. Wymierzy najsurowszą karę i Antygonie, i Ismenie, która podejrzewa o pomaganie siostrze. Antygona oświadcza, że gotowa jest na śmierć, i z pogardą mówi o Tebańczykach, uważając, iż z lęku milczą. Nie godzi się na rozróżnianie braci, bo Hades, powiada, domaga się praw równych (w. 520-525).


    KREON:
    Złemu nie można z dobrym dać równości.
    ANTYGONA:
    Któż to wie, jak jest tam, w podziemnym cieniu...
    KREON:
    Wróg, choć zmarł, nie jest miły.
    ANTYGONA:
    Lecz w miłości
    Szukam wspólnoty, nie w nienawidzeniu.
    KREON:
    Więc zejdź, gdy trzeba kochać, w dół, tych w dole
    Kochaj. Ja głosu mężów słuchać wolę.


    Ta wymiana zdań wydaje się czymś wielkim i nieśmiertelnym, jak wcześniejsza mowa Antygony o wiecznych prawach. Nieśmiertelnym na miarę doczesnego świata. Bo dopóki tu się żyje, kontrowersja ta będzie dotyczyć ludzi chyba zawsze. Będzie zawsze trwało oświadczenie Antygony o łączeniu się z innymi nie w nienawiści, lecz w miłości: u toi synechthein, alla symphilein. Ale Kreon sprawuje władzę - musi rządzić państwem, można by rzec: pracuje w biurze. Zdaje się, że go nieco drażni swoboda entuzjastycznej dziewczyny. W jego odpowiedzi dźwięczy chyba, między innymi rzeczami, też ironia, bo gdy wzywa Antygonę do zstąpienia "w dół", kato, myśli on, być może, nie tylko o dziedzinie Hadesa, lecz o strefie wszystkich, którzy są w dole, niżej - zawsze tacy ludzie są. Idź i broń ich, tych w dole! Może właśnie to mówi Kreon. Może chce powiedzieć: nie mów o miłości, bo mnie rozpada się państwo. A jednak Antygona ma rację. I także Kreon w głębi duszy to wie.
    To starcie dwóch racji trwa, na ziemi ono nie przemija. Jak ciągle na nowo w tradycji greckiej, słyszymy tu głuche stuknięcie w twardy mur nierozwiązalności. Słyszeliśmy je w starciu Prometeusza z Zeusem.
    I to przybywa Ismena, chce teraz zjednoczyć się ze skazaną siostrą, lecz ta odrzuca spóźnioną, jej zdaniem, ofiarę. Ismena prosi Kreona o darowanie kary Antygonie. O to samo błagać przychodzi narzeczony skazanej, syn Kreona, Hajmon. Kreon głuchnie na wszystkie błagania, staje się coraz bardziej nieczuły, jakby pęta, które sobie z obowiązku nałożył, coraz bardziej się zacieśniły. Antygona, prowadzona przez Strażników, idzie na śmierć, a chór Tebańczyków płacze nad tym, co uważa za jej nieszczęsną zuchwałość (w. 872-875):


    Cześć do umarłych, zaiste godna czci,
    Lecz nie należy tak się sprzeciwiać
    Tym, którzy rządzą. Zgubił cię
    Twój poryw, posłuszny tylko tobie.


    Kreon teraz już nie zna litości. Każe stłumić skargi dziewczyny, śpieszniej zamknąć ją w ciemnym grobowcu. Znowu, jak we wszystkich kluczowych momentach dziejów tebańskich, przychodzi Tejrezjasz. Wzywa Kreona, żeby się opamiętał. Mówi mu, że bogowie nie przyjmują ofiar. Miasto chorzeje z winy władcy, wszystkie ołtarze pokalano ptactwem, które się karmiło ciałem Polinejkesa. Lecz Kreon, zamiast usłuchać, podejrzewa, że knują się spiski przeciw władcy. Jego pęta zacieśniają się i zacieśniają. Gdy wreszcie świta opamiętanie, jest już za późno. Przybiegając do grobowca, Kreon widzi, że dziewczyna zadała sobie śmierć, powiesiła się na pętli, w którą związała swoją delikatną chustę. Martwą Hajmon chwycił wpół i przyciska do piersi, zamierza się mieczem na ojca, potem sam w siebie wbija ostrze. To jeszcze nie ostatnia śmierć. Kończy życie żelazem także żona Kreona, Eurydike, w pałacu, przeklinając męża i płacząc nad zgonem dwu swoich synów, przedtem Megareusa, o którym niemal nic nie wiemy, a teraz Hajmona (o Menojkeusie nie wspomina się tu). Kreona otacza tylko rozpacz (w. 1339-1346):


    Zabierzcie mnie stąd, szaleńca!
    Zabiłem ciebie, synu, nie chcąc tego,
    I tamtą też. Nieszczęsny, nie wiem,
    Na kogo z dwojga patrzeć, wszystko się chwieje,
    Łamie się w rękach, zwaliła się na głowę
    Dola, której nie udźwignę.

    [...]

    BIBLIJNY OPIS STWORZENIA

    Stworzenie świata a ewolucja

    "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (Rdz 1,1). Tak rozpoczyna się Biblia, a zarazem opis stworzenia świata i człowieka. Pierwsza księga należąca do Pięcioksięgu Mojżesza nazywa się Księgą Rodzaju (grec. genesis = rodowód, początek, źródło) i mówi o początkach świata i o pochodzeniu człowieka. Dzisiejszy jej kształt pochodzi z VI/V wieku przed Chr., z okresu niewoli babilońskiej lub po jej zakończeniu.
    Opis stworzenia świata nazywa się kosmogonią biblijną (grec. kosmos = świat, gignomai = staje się, powstaje). Jak należy ów opis biblijny rozumieć: jako naukową relację o stworzeniu świata? Czy też jako poemat o stworzeniu, w którym zawarte są określone treści religijne? Ilekroć rozumiano biblijny opis stworzenia dosłownie, tylekroć natrafiono na trudności w pogodzeniu Biblii ze współczesnym nam stanem nauk przyrodniczych. Nie pomagało nawet ujmowanie dni stworzenia jako wielkich okresów geologicznych.
    Dopiero współczesna hermeneutyka biblijna, czyli nauka interpretacji Biblii, zwróciła uwagę na fundamentalną sprawę: gatunki literackie. Okazało się, że biblijny opis stworzenia świata jest poematem i trzeba go zatem traktować jako poemat, nie kronikę historycznych wydarzeń, bowiem autor biblijny nie był obecny przy stworzeniu świata. Sześć dni stworzenia to jakby sześć strof swoistej pieśni o stworzeniu. "I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy, drugi trzeci... A widział Bóg, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" - oto powracający refren tej pieśni.
    W początkowych trzech strofach jest mowa o oddzieleniu światłości od ciemności, wód górskich od wód dolnych (zgodnie ze starożytnym obrazem świata), mórz od lądów i o pojawieniu się pierwszej roślinności. Kolejne trzy zwrotki pieśni stworzenia wymieniają: na sklepieniu niebieskim - słońce, księżyc i gwiazdy, w wodzie i powietrzu - ryby i ptaki, na ziemi - zwierzęta i człowiek. W taki poetycki sposób autor biblijny wyraża religijną prawdę, że wszystko, co istnieje, jest stworzone przez Boga. Warto dodać, że przedstawione następstwo dzieł stworzonych odpowiada stanowi wiedzy ludzi starożytnych, natomiast ich ujęcie w sześciu obrazach-strofach jest z jednej strony zamysłem literackim, a z drugiej pragnie pouczyć ludzi, że nakaz świętowania co siódmy dzień ma charakter religijny, pochodzi od Boga.


    Starożytne kosmogonie

    Czy założenia artystyczne i cel dydaktyczny nie zniekształciły istotnej treści opisu stworzenia? Aby się o tym przekonać, warto jeszcze zbadać inne dokumenty starożytnego Wschodu. Do najbardziej znanych, oprócz Biblii, opowiadań o początkach świata należy babiloński poemat Enuma elisz, pochodzący najprawdopodobniej z czasów Hammurabiego, władcy babilońskiego z XVIII wieku przed Chr. Poemat ów zaczyna się tak (J. Archutowski: Kosmogonia biblijna 1934):


    Gdy u góry niebo nie było nazwane,
    na dole ziemia nie była wymieniona z imienia,
    a Apsu, znakomity ich twórca,
    Mummu i Tiamat, rodzicielka wszystkiego,
    swe wody razem toczyli -
    i nie powiązały się korzenie trzcinowe ni były widziane kępy -
    gdy nie istniał żaden bóg,
    ni jego imię było wymienione i losy nie były wyznaczone,
    stworzeni zostali wśród nich bogowie...


    Dalej następuje opowieść o walce bogów. Skutkiem jej jest powstanie świata i człowieka. Widać od razu, że babilońscy bogowie są personifikacjami sił przyrody, np. Apsu - bóg wód słodkich, Tiamat - bóg wód morskich, Szamasz - bóg Słońca, Sin, Nannaru - bóg Księżyca. Utworzenie człowieka poprzedza narada bogów. Wreszcie Marduk, bóg stworzyciel, formuje człowieka, posługując się krwią zabitego bóstwa. Autor biblijny prostuje to nazbyt materialne ujęcie i mówi tylko o tajemniczym, duchowym podobieństwie człowieka do Boga. Otóż porównanie biblijnego opisu stworzenia z innymi opowieściami starożytnymi, mimo pewnych podobieństw, wskazuje na oryginalność biblijnego przekazu. Przede wszystkim biblijny Bóg Stwórca jest różny od świata, a wszystko jest od Niego zależne. Jakże niepodobny jest On do politeistycznych wyobrażeń starożytnego Wschodu, Grecji, Rzymu! Podania babilońskie czy mitologie greckie mówią o wielu bogach, którzy jednak nie mają żadnych cech absolutnych, boskich, są oni podobni raczej do skłóconych ze sobą ludzi. Ponadto utożsamiają się z różnymi siłami przyrody.
    Już pierwsze stwierdzenie Biblii: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię", wyraźnie przeciwstawia się emanacjonizmowi i panteizmowi. (Emanacjonizm, od łac. słowa emanare = wypływać, utrzymuje, że świat niejako wypływa z łona bóstwa i jest jego częścią; panteizm, od grec. pan = wszystko i theos =bóg, odrzuca Boga pozaświatowego i utożsamia Go z całością przyrody.) Tymczasem świat nie jest Bogiem, lecz dziełem przez Niego uczynionym - głosi Biblia. Bóg zaplanował go i pragnie jego istnienia. Podtrzymuje On świat w istnieniu i kieruje nim ustanowionymi prawami przyrody oraz swoją Opatrznością. Stworzenie bowiem jest aktem ciągłym: dokonało się kiedyś u początku czasu, a jednocześnie wciąż jest kontynuowane. W Bożym planie stwarzania świata uczestniczy w szczególności człowiek - przez swoją pracę i przekazywanie życia.
    Autor natchniony mówi o Bogu, który patrzy na swoje dzieło stworzone jako na dobre, bardzo dobre. Dla wielu greckich myślicieli, dla buddyzmu i chińskiego taoizmu wielość istniejących dzieł przyrody jest rozproszeniem się Jedności, upadkiem, a więc złem. Takiemu pesymizmowi przeciwstawia się Biblia. Biblijne pojęcie stworzenia zakłada ciągły rozwój, dojrzewanie, wznoszenie się z nicości ku Absolutowi. Ewangeliczne metafory i przypowieści o drzewie, które się rozrasta, o kwasie pobudzającym ciasto, by rosło, przenoszą do duchowej łączności człowieka z Bogiem to, o czym mówi Księga Rodzaju, opisując widzialne dzieło stworzenia.
    Biblia głosi więc, że świat jest procesem stawania się - historią To, co Bóg stworzył, jest zawsze dobre, bardzo dobre. Zło zostało zawinione przez nadużycie wolności człowieka. Nauka Biblii różni się od późniejszego manicheizmu, systemu religijnego, który dopatrzył się zła w samym świecie stworzonym jako takim. (Manicheizm, od imienia Manesa żyjącego w III wieku po Chr. W Persji i głoszącego istnienie dwu równorzędnych potęg: dobra i zła.)


    Prawdy religijne z opisu stworzenia

    Jakie są najważniejsze prawdy religijne zawarte w poetyckim opisie biblijnym stworzenia świata i człowieka?
    Jest tylko jeden Bóg. Istnieje On poza czasem, świat został przezeń stworzony w czasie: "Na początku Bóg stworzył..."
    Bóg powołuje wszystko do istnienia swą wszechmocą: "I rzekł Bóg: niech powstanie..." Bóg stwarza za pomocą słowa - antropomorfizm, czyli ludzki sposób przedstawiania działania Bożego. Praktycznie Biblia i religia nie mają innego sposobu dla wyrażenia działania życia Bożego niż posługiwanie się antropomorfizmami.
    Autor biblijny podziela poglądy ludzi starożytnych Wschodu na kolejność dzieł stworzenia. Jest to odbicie ówczesnej wizji świata, obrazowo uwydatniające tę prawdę, że wszystko, co nas otacza, pochodzi od Boga i od Niego nieustannie zależy.
    Opis biblijny nie jest naukowym traktatem. Autor nie chce wykładać astronomii. Stwierdza tylko, iż wszystkie ciała niebieskie są zależne od Boga, a nie są bóstwami - jak to mniemał ówczesny politeizm, czyli wielobóstwo.
    Na Wschodzie nadanie imienia oznacza akt posiadania władzy. Bóg nadający nazwy dniowi i nocy, niebu , morzu i ziemi - to wyraźnie podkreślenie tego, iż Bóg jest Stwórcą i Panem wszystkich rzeczy. Z kolei, w drugim opisie stworzenia, człowiek nadaje nazwy zwierzętom, co oznacza, że posiada on nad nimi władzę, podobnie jak i nad roślinami.
    Człowiek został stworzony jako ostatni. Jest on koroną stworzenia, wszystko inne został uczynione dla niego.
    Człowiek ma w sobie coś boskiego ("obraz i podobieństwo Boże").
    Różnicę płci ustanowił sam Bóg.
    Rodzenie potomstwa jest uczestnictwem w Bożym planie stwarzania świata.
    Dzieła Boże nie zawierają niczego złego - są dobre.

  • userphoto
    DZIEJE TRISTANA I IZOLDY (fragmenty) Stary mit celtycki spisał ok. 1170 roku Tomasz z Anglii. Zachowało się kilka redakcji opowieści o Tristanie i Izoldzie z XII-XIII wieku; na ich podstawie znakomity filolog-romanista Józef B

    DZIEJE TRISTANA I IZOLDY
    (fragmenty)

    Stary mit celtycki spisał ok. 1170 roku Tomasz z Anglii. Zachowało się kilka redakcji opowieści o Tristanie i Izoldzie z XII-XIII wieku; na ich podstawie znakomity filolog-romanista Józef Bdier zrekonstruował pierwotny tekst poematu o losach tragicznych kochanków owładniętych fatalną namiętnością.
    Król Kornwalii Marek wysyła do Irlandii swego siostrzeńca Tristana po złotowłosą Izoldę, którą chce pojąć za żonę. Podczas podróży morskiej służebnica odnajduje przypadkowo napój miłosny przygotowany przez matkę Izoldy dla niej i króla Marka. Nieświadoma fatalnych skutków podaje go spragnionym Izoldzie i Tristanowi. Przemożne uczucie wiąże odtąd na wieki królową i młodego wasala, stając się przyczyną ich dramatycznych losów. Rycerskiego Tristana gnębi poczucie zdrady wobec monarchy, Izolda cierpi jako niewierna żona. Moc namiętności łamie jednak wszelkie przeszkody i zobowiązania. Tristan usiłuje wprawdzie walczyć z samym sobą - opuszcza ukochaną, żeni się z inną - lecz w końcu powraca do miłości swego życia. Jest bohaterem niezwykle skomplikowanym psychicznie, obdarzonym inteligencją i wrażliwością, szamotającym się pomiędzy poczuciem honoru i obowiązku moralnego a ślepą namiętnością. Dzieje Tristana i Izoldy są opowieścią o nierozerwalnym splocie miłości i śmierci, radości i żałoby, wolności i przeznaczenia (fatum). Liryczne sceny miłosne i tragizm dwojga młodych kochanków związanych uczuciem sięgającym poza grób czynią z poematu o Tristanie i Izoldzie jeden z najbardziej przejmujących utworów literatury powszechnej.


    Dziecięctwo Tristana


    Panowie miłościwi, czy wola wasza usłyszeć piękną opowieść o miłości i śmierci? To rzecz o Tristanie i Izoldzie królowej. Słuchajcie, w jaki sposób w wielkiej radości, w wielkiej żałobie miłowali się, później zasię pomarli w tym samym dniu, on przez nią, ona przez niego. [...]


    Napój miłosny


    Kiedy nadszedł czas oddania Izoldy rycerzom Kornwalii2, matka jej nazbierała ziół, kwiatów i korzeni, rozmieszała je w winie i uwarzyła silny napój. Dokończywszy go wedle przepisów sztuki czarnoksięskiej, zlała do bukłaczka i rzekła tajemnie do Brangien3:
    - Słuchaj, dziewko, masz udać się z Izoldą do kraju króla Marka. Miłujesz ją wierną miłością; weź tedy ten bukłaczek z winem i zapamiętaj te słowa. Ukryj go w taki sposób, aby go żadne oko nie ujrzało i żadne wargi się doń nie zbliżyły. A kiedy przyjdzie noc weselna i chwila, w której zostawia się małżonków samowtór4 ze sobą, wlejesz to wino nasycone ziołami do czaszy i podasz, aby wypróżnili ją wspólnie król Marek i królowa Izolda. Bacz jeno dobrze, dziewczyno, aby oni sami tylko mogli skosztować napoju. Taka jest bowiem jego moc: ci, którzy wypiją go razem, będą się miłowali wszystkimi zmysłami i wszystką myślą na zawsze, przez życie i po śmierci. Brangien przyrzekła królowej, iż uczyni wedle jej woli.
    Prując glębokie fale statek unosił Izoldę. Ale im bardziej oddalał się od ziemi irlandzkiej, tym bardziej młoda dziewczyna czuła w sercu żałość. Siedząc w namiocie, w którym zamknęła się z Brangien, służebnicą wierną, płakała wspominając swój kraj. Dokąd ją wiozą ci cudzoziemcy? Do kogo? Na jaki los? Kiedy Tristan zbliżał się i chciał ją uspokajać łagodnymi słowy, gniewała się, odtrącała go i nienawiść wzdymała jej serce. Przybył on, rabuśnik, on, morderz Morhołtowy5, wydarł ją podstępem matce i ziemi rodzinnej; nie raczył zachować jej dla samego siebie i oto uwozi ją jako łup ku nieprzyjacielskiej ziemi! "Nieszczęsna! - myślała sobie. - Przeklęte niech będzie morze, które mnie nosi! Radziej wolałabym umrzeć w ziemi, gdzie się zrodziłam, niż żyć tam..."
    Jednego dnia wiatry uciszyły się i żagle opadły, zwisłe u masztu. Tristan kazał przybić do wyspy; znużeni morzem rycerze kornwalijscy oraz majtkowie wysiedli na ląd. Jedna Izolda została na statku wraz z młodą służebniczką. Tristan zbliżył się do królowej i starał się ukoić jej serce. Ponieważ słońce piekło i czuli pragnienie, zażądali pić. Dziewczynka poszła szukać jakiegoś napoju, aż znalazła bukłaczek oddany w ręce Brangien przez matkę Izoldy.
    - Znalazłam wino! - zawołała. Nie, nie, to nie było wino - to była chuć, to była rozkosz straszliwa i męka bez końca, i śmierć! Dziecię napełniło puchar i podało swej pani. Piła dużymi łykami, po czym dała Tristanowi, który wypił do dna.
    W tej chwili weszła Brangien i ujrzała ich, jak spoglądali na się w milczeniu, jakby oszołomieni i zachwyceni razem. Ujrzała przed nimi naczynie prawie puste i puchar. Wzięła naczynie, pobiegła na tył okrętu, rzuciła je w fale i jękła:
    - Nieszczęśliwa! Przeklęty niech będzie dzień, w którym się zrodziłam, i przeklęty dzień, w którym wstąpiłam na ten statek! Izoldo, przyjaciółko moja, i ty, Tristanie, otoście wypili śmierć własną.
    I znowuż statek pomykał w stronę Tyntagielu6. Zdawało się Tristanowi, że żywy krzew o ostrych cierniach, o pachnących kwiatach zapuszcza korzenie w krew jego serca i silnymi więzami wiąże do pięknego ciała Izoldy jego ciało i wszystką myśl, i wszystkie pragnienia. Myślał: "Andrecie, Denoalenie, Gwenelonie i ty, Gondoinie7, zdrajcy, którzyście mnie oskarżali, iż pożądam ziemi króla Marka, ach, jestem jeszcze nikczemniejszy i nie ziemi jego oto pożądam! Ty, miły wuju, który pokochałeś mnie, sierotę, nim nawet poznałeś krew siostry swojej Blancheflor8, który mnie opłakiwałeś tkliwie, gdy ramiona twoje niosły mnie do barki bez żagla i wioseł, ty, miły wuju, czemuż od pierwszego dnia nie wygnałeś precz zbłąkanego dziecka9, przybyłego, aby cię zdradzić? Ha, cóżem pomyślał? Izold jest twoją żoną, a ja twym lennikiem. Izold jest twoją żoną, a ja twoim synem. Izold jest twoją żoną i nie może mnie kochać."
    Izold kochała go. Chciała nienawidzić - zali nią haniebnie nie wzgardził? Chciała nienawidzić i nie mogła, dręczona w sercu czułością dotkliwiej piekącą niż nienawiść.
    Brangien patrzała na nich z bólem, okrutniej jeszcze udręczona. Ona jedna znała nieszczęście, które sprawiła. Dwa dni śledziła ich i widziała, jak odtrącają wszelkie jadło, wszelki napój i wszelkie pokrzepienie, jak się szukają niby ślepi posuwający się po omacku ku sobie, nieszczęśliwi, kiedy usychali rozdzieleni, bardziej nieszczęśliwi jeszcze, kiedy będąc przy sobie drżeli przed grozą pierwszego wyznania.
    Trzeciego dnia, kiedy Tristan zbliżał się do namiotu rozpiętego na pokładzie, gdzie Izolda szukała schronienia, Izold ujrzała go nadchodzącego i rzekła pokornie:
    - Wejdźcie, panie!
    - Królowo - rzekł Tristan - czemu nazywasz mnie panem? Czy nie jestem, przeciwnie, twym lennikiem, wasalem, powinnym cię czcić, służyć ci i kochać ciebie jak swoją królową i panią?
    Izold odparła:
    - Nie, ty wiesz o tym, że jesteś moim panem i władcą! Ty wiesz, że twoja moc włada nade mną i że jestem twą niewolnicą! Ach, czemuż nie rozjątrzyłam niegdyś ran schorzałego lutnisty? Czemu nie dałam zginąć pogromcy smoka w trawach bagniska10? Czemu, kiedy spoczywał w kąpieli, nie spuściłam nań miecza wzniesione-go już nad głową? Niestety, nie wiedziałam wówczas tego, co wiem dzisiaj!
    - Izoldo, co wiesz dzisiaj? Co ciebie dręczy?
    - Ach, wszystko to, co wiem, dręczy mnie, i wszystko, co widzę! To niebo mnie dręczy i to morze, i ciało moje, i życie moje!
    Położyła rękę na ramieniu Tristana, łzy przygasiły promienie jej ócz, wargi zadrżały. Zapytał:
    - Miła, co ciebie dręczy?
    Odpowiedziała:
    - Iż cię miłuję.
    Wówczas położył usta na jej ustach.
    Ale gdy po raz pierwszy oboje kosztowali rozkoszy miłości, Brangien, która śledziła ich, wydała krzyk i z wyciągniętymi ramionami, z twarzą zalaną łzami, rzuciła im się do nóg:
    - Nieszczęśliwi, wstrzymajcie się i jeśli możecie jeszcze, zawróćcie z drogi! Ale nie, droga jest bez powrotu; już siła miłości was ciągnie i nigdy już nie zaznacie słodyczy bez boleści. To wino napojone ziołami ogarnęło was, napój miłosny, który matka twoja, Izoldo, powierzyła mi. Jeden król Marek miał wypić go z tobą; ale Nieprzyja-ciel zadrwił sobie z nas trojga i oto wy oboje wysączyliście puchar. Miły Tristanie, Izoldo miła, za karę złej pieczy, którą miałam o nim, oddaję wam swoje ciało, życie; przez moją to zbrodnię wypiliście w przeklętym pucharze miłość i śmierć!
    Kochankowie obłapili się: w ich pięknych ciałach drgało pragnienie i życie. Tristan rzekł:
    - Niech tedy przyjdzie śmierć.
    I kiedy wieczór zapadł, na statku, który coraz chyżej pomykał ku ziemi króla Marka, związani na zawsze, pogrążyli się w miłości.


    Śmierć


    Ledwie powrócił do Małej Bretanii, do Karhenia11, Tristan, spiesząc z pomocą ukochanemu druhowi Kaherdynowi, wdał się w bitwę z baronem imieniem Bedalis. Wpadł w zasadzkę zastawioną przez Bedalisa i jego braci. Tristan zabił siedmiu braci, ale sam otrzymał ranę od lancy, a lanca była zatruta.
    Wrócił z wielkim trudem do karheńskiego zamku i dał sobie opatrzyć rany. Lekarze zbiegli się w wielkiej ciżbie, ale żaden nie umiał wyleczyć trucizny: zgoła jej nawet nie odkryli. Nie umieli sporządzać żadnego plastra, aby wywabić jad na zewnątrz; próżno ubijają i mielą korzenie, zbierają zioła, warzą napoje; Tristan miewa się coraz gorzej, jad rozchodzi się po ciele, on sam blednie i coraz bardziej świeci kośćmi pod skórą.
    Uczuł, że życie zeń ucieka. Zrozumiał, że trzeba umrzeć. Wówczas zapragnął ujrzeć Izold Jasnowłosą. Ale jak iść ku niej? Jest tak słaby, że morze by go zabiło; a gdyby nawet dostał się do Kornwalii, jak umknąć nieprzyjaciołom? Tak lamentuje, trucizna go pożera, czeka śmierci. [...]
    [Izold] obróciła się ku wschodowi i pomodliła Bogu. Potem odkryła nieco zwłoki, ułożyła się przy nich wzdłuż swego przyjaciela, ucałowała mu usta i twarz i obłapiła go ciasno: ciało przy ciele, usta przy ustach. I tak oddała duszę, umarła przy nim, z boleści po miłym przyjacielu.
    Kiedy król Marek dowiedział się o śmierci kochanków, przebył morze i przybywszy do Bretanii kazał uczynić dwie trumny: jedną z chalcedonu dla Izoldy, drugą z berylu dla Tristana12. Uwiózł na statku do Tyntagielu umiłowane ciała. Wpodle kaplicy, po lewej i prawej stronie absydy13, pochował ich w dwóch grobach. Ale w nocy z grobu Tristana wybujał zielony i liściasty głóg o silnych gałęziach, pachnących kwiatach, który wznosząc się ponad kaplicę, zanurzył się w grobie Izoldy. Ludzie miejscowi ucięli głóg; nazajutrz odrósł na nowo, równie zielony, równie kwitnący, równie żywy, i znowuż utopił się w łożu Izoldy Jasnowłosej. Po trzykroć chcieli go zniszczyć, na próżno. Wreszcie donieśli o cudzie królowi Markowi. Król zabronił odtąd ucinać głóg.
    Panowie miłościwi, dobrzy rybałtowie dawnych czasów, Broul, Thomas i przewielebny Eilhart, i mistrz Gotfryd14 opowiedzieli tę opowieść dla tych, którzy miłują, nie dla innych. Przekazują wam przeze mnie pozdrowienie. Pozdrawiają tych, którzy tkwią w zadumie, i tych, którzy są szczęśliwi, nienasyconych i pragnących, tych, co są radośni, i tych, co są stroskani, słowem - wszystkich miłośników. Oby mogli znaleźć tu pociechę przeciw odmienności, przeciw niesprawiedliwości, przeciw urazie, przeciw cierpieniu, przeciw wszystkim niedolom miłowania!...


    Objaśnienia


    1Tristan to imię wywiedzione z łacińskiego słowa tristis - smutny; tu oznacza "urodzony w smutku"; 2Kornwalia to półwysep w południowo-zachodniej części Anglii; 3zaufana służebna Izoldy; 4samych we dwoje; 5Tristan zabił krewnego Izoldy Morhołta, co stało się przyczyną nienawiści królewny; 6port w Kornwalii, zamek króla Marka; 7baronowie kornwalijscy na dworze króla Marka, wrogowie Tristana; 8siostra króla Marka, żona Riwalena, matka Tristana, która umarła zaraz po urodzeniu syna; 9chorego Tristana król Marek zaniósł na jego życzenie do barki bez żagla i wioseł, która przez siedem dni błądziła po morzu; po wielu przygodach Tristan powrócił na dwór swego opiekuna; 10odnalezionego przez rybaków w łodzi chorego Tristana ratuje Izold Jasnowłosa, ona także ocala mu życie po zwycięskiej walce ze smokiem w Irlandii; 11do zamku przyjaciela Tristana, Kaherdyna, znajdującego się w Bretanii; 12minerały, z których powstają szlachetne kamienie - agat i szmaragd; 13półkoliste zamknięcie prezbiterium i nawy kościelnej; 14średniowieczni autorzy opowieści o Tristanie i Izoldzie

    PIEŚŃ O ROLANDZIE
    (fragmenty)

    Najstarsze arcydzieło epopei starofrancuskiej z gatunku chansons de geste (pieśni o czynach, o dziejach) spisane zostało na przełomie XI i XII wieku, a zatem trzysta lat po przedstawionej w poemacie wyprawie Karola Wielkiego (768-814) do Hiszpanii przeciw Saracenom. Z ówczesnych kronik wiadomo, że wiosną 778 roku Karol przeprawił się ze swymi wojskami przez Pireneje, zdobył miasto Pampeluna, nie zdołał jednak odbić zajętej przez Arabów Saragossy; po kilkutygodniowym oblężeniu wycofał się i powrócił do Francji. Podczas odwrotu tylna straż królewska została zaatakowana przez Basków (lub Gaskończyków) w wąskim wąwozie pirenejskim. Frankowie ponieśli wówczas całkowitą klęskę, zginęło wielu dostojników i przywódców, m.in. hrabia Roland, zwierzchnik Marchii Bretońskiej.
    Nieco inaczej przedstawia te zdarzenia późniejszy o trzy stulecia epos. Oto władca Maurów, Marsyl, zepchnięty do Saragossy, postanawia zdradą pozbyć się Karola z Hiszpanii: wysyła posłów z prośbą o pokój i obietnicą złożenia hołdu lenniczego, w zamian za co Karol ma opuścić Półwysep Iberyjski. Król przyjmuje warunki i wojska frankońskie zmierzają ku granicy. Za radą zdradzieckiego Ganelona na dowódcę tylnej straży zostaje wyznaczony Roland, kuzyn Karola. W wąwozie Ronceavaux wojska saraceńskie atakują jego oddział. Kulminacyjnym punktem bitwy jest walka i śmierć Rolanda, który składa swe życie w ofierze królowi i "słodkiej Francji". Sama bitwa przedstawiona została w konwencji antycznego eposu, zaś postać tytułowego bohatera na długie stulecia stała się uosobieniem ideału średniowiecznego rycerza, kierującego się poczuciem obowiązku wobec Boga, króla i ojczyzny oraz rycerskim honorem i dumą. W ten oto sposób w opowieści o zdarzeniu sprzed kilku wieków znalazły swe odbicie idee i nastroje epoki wypraw krzyżowych.


    LV


    Karol Wielki spustoszył Hiszpanię, wziął zamki, pogwałcił miasta. Wojna jego (rzecze) skończona. Ku słodkiej Francji koń niesie cesarza. Hrabia Roland przywiązał do swej włóczni chorągiew, z wysokiego kopca podnosi ją ku niebu: na ten znak Frankowie wznoszą namioty w całej okolicy. Tymczasem przez szerokie doliny jadą poganie w pancerzach na grzbiecie, w hełmach zawiązanych na rzemyki, z mieczem przy boku, a tarczą na szyi, z nastawioną włócznią. W lesie, na szczycie gór, przystanęli. Jest ich czterysta tysięcy czekających świtu. Boże, czemuż Francuzi nie wiedzą o tym!


    LVIII


    Minęła cała noc, wstaje jasny dzień. Przez szeregi wojsk cesarz jedzie dumnie. "Panowie baronowie - rzecze cesarz Karol - widzicie wąwóz i ciasne przesmyki, wybierzcie mi kogoś, kto będzie pełnił tylną straż". Ganelon odpowiada: "Roland, mój pasierb; nie masz równie dzielnego barona!" Król słyszy, patrzy nań twardo; po czym mówi: "Czart z ciebie. W ciało ci weszła śmiertelna wściekłość. A kto będzie przede mną sprawował przednią straż?" Ganelon odpowiada: "Ogier duński; nie masz barona, który by lepiej to spełnił od niego!"


    LXIII


    Cesarz rzekł do swego siostrzeńca Rolanda: "Miły siostrzanie, wiedz to dobrze, daję ci i zostawiam połowę mego wojska. Zatrzymaj je, to twoje zbawienie!" Hrabia rzekł: "Nie uczynię tego! Niech mnie Bóg pohańbi, jeśli zadam kłam memu rodowi. Zatrzymam dwadzieścia tysięcy dzielnych Francuzów. Całkiem bezpiecznie przechodź, królu, wąwozy. Nie potrzebujesz lękać się nikogo, póki ja żyję!"


    LXXIX


    Zbroją się poganie w saraceńskie pancerze1, wszystkie prawie z potrójnej plecionki, wiążą na głowie wyborne hełmy saragoskie2, przypasują miecze z wieńskiej stali3. Mają bogate tarcze, walenckie włócznie4 i sztandary białe, niebieskie i czerwone. Zostawili muły i wierzchowce, siadają na rumaki i jadą w zwartym szeregu. Dzień jest jasny, słońce piękne, nie masz zbroi, która by się nie lśniła. Tysiąc trąb gra, iżby było piękniej. Hałas jest wielki: Francuzi usłyszeli go. Oliwier5 mówi: "Panie towarzyszu, bardzo to być może, jak mniemam, iż będziemy mieli sprawę z Saracenami." Odpowie Roland: "Ach, dałby to Bóg! Trzeba nam tu wytrwać dla naszego króla. Dla swego pana trzeba ścierpieć wszelką niedolę i znosić wielkie gorąco i wielkie zimno, i oddać skórę, i nałożyć głową. Niech każdy się gotuje młócić dobrze, iżby nas nie pohańbiono w pieśni! Hańba dla pogan, prawo dla chrześcijan. Nie ode mnie spodziewajcie się złego przykładu!"


    LXXXIII


    Oliwier powiada: "Poganie są bardzo silni, a naszych Francuzów (tak mi się zda) jest bardzo skąpo. Rolandzie, towarzyszu mój, zadmijże w róg; Karol usłyszy i wojsko wróci." Roland odpowiada: "Chybabym oszalał! Postradałbym w słodkiej Francji moje imię. Wnet zacznę walić Durendalem6 co wlezie. Brzeszczot zakrwawi się po złotą rękojeść. Zdrajcy poganie przyszli w ten wąwóz na swoje nieszczęście. Przysięgam ci, wszyscy naznaczeni są przez śmierć!"


    CXXVI


    Bitwa jest cudowna i wielka. Francuzi walą ciemnymi kopiami. Gdybyście widzieli tyle cierpień, tyle ludzi nieżywych, rannych, okrwawionych! Leżą kupami, twarzą ku niebu, twarzą ku ziemi. Saraceni nie mogą strzymać dłużej; po woli czy po niewoli opuszczają pole. Frankowie pilnie gonią za nimi.


    CXXXV


    Hrabia Roland ma zakrwawione usta. Skroń mu pękła. Dzwoni w róg boleśnie, z lękiem. Karol słyszy i Francuzi słyszą. Król powiada: "Ten róg ma długi dech." Książę Naim7 odrzecze: "To dlatego, że dzielny rycerz weń dmie. Wydaje bitwę, jestem tego pewien. Ten sam, który go zdradził, namawia cię teraz, abyś chybił swej powinności. Uzbrój się, krzyknij swój okrzyk wojenny i wspomóż swych wiernych. Słyszysz wyraźnie: to Roland jest w rozpaczy!"


    CLXVIII


    Roland czuje, że śmierć jest blisko. Uszami mózg mu się wylewa. Modli się do Boga za swoich parów8, aby ich przyjął do nieba; następnie prosi anioła Gabriela za samego siebie. Bierze róg, iżby mu nikt nie robił wyrzutu, i drugą ręką swój miecz zwany Durendalem. Nieco dalej niż na strzelanie z kuszy idzie ku Hiszpanii przez pole9. Wstępuje na wzgórek. Tam, pod pięknym drzewem, są cztery głazy z marmuru. Na zielonej trawie upada na wznak. Omdlewa, śmierć jego się zbliża.


    CLXXIII


    Roland uderzył mieczem o krzemień! Walił nim więcej, niżbym zdołał powiedzieć. Miecz zgrzyta, nie pryska ani się nie łamie. Odskakuje ku niebu. Kiedy hrabia widzi, że go nie złamie, żałuje go w duszy bardzo łagodnie: "Ha! Durendalu, jakiś ty piękny i święty! Twoja złota gałka pełna jest relikwij: ząb świętego Piotra, krew świętego Bazylego i włosy wielebnego świętego Dionizego, strzęp szaty Najświętszej Panny10. Nie godzi się, by poganie cię posiedli; chrześcijanie powinni pełnić twoją służbę. Obyś nigdy nie dostał się w ręce tchórza! Tobą zdobyłem tyle szerokich ziem, które dzierży Karol, cesarz siwobrody; przez ciebie jest potężny i bogaty."


    CLXXIV


    Roland czuje, że śmierć go bierze całego: z głowy zstępuje do serca. Biegnie rycerz pędem pod sosnę11, położył się na zielonej murawie, twarzą do ziemi12. Pod siebie kładzie swój miecz i róg13. Obrócił głowę ku zgrai pogan; tak czyni chcąc, aby Karol powiedział i wszyscy jego ludzie, że umarł jako zwycięzca i jako zacny hrabia. Raz po raz słabnącą ręką uderza się w piersi. Za grzechy swoje wyciąga ku Bogu swoją rękawicę14.


    CLXXV


    Roland czuje, że dobiegł już kresu. Leży na stromym pagórku twarzą ku Hiszpanii. Jedną ręką bije się w pierś: "Boże, przez twoją łaskę, mea culpa15; za moje grzechy, wielkie i małe, jakie popełniłem od godziny urodzenia się aż do dnia, w którym oto poległem!" Wyciągnął do Boga prawą rękawicę16. Aniołowie z nieba zstępują ku niemu.


    Objaśnienia


    1Saracenami zwano w średniowieczu Arabów, wyznawców Mahometa, którzy w latach 711-713 zajęli Hiszpanię; 2Saragossa - miasto w Hiszpanii nad rzeką Ebro; 3z Vienne nad Rodanem we Francji; 4z Walencji w Katalonii (Hiszpania) lub z Valence nad Rodanem (Francja); 5postać fikcyjna; rycerz frankoński druh Rolanda, uosobienie rozwagi i przezorności, w czym przeciwstawia się Rolandowi, kierującemu się rycerską dumą i honorem; 6miecz Rolanda, który otrzymał z rąk Karola Wielkiego podczas ceremonii pasowania na rycerza; 7postać fikcyjna; książę Bawarii, nestor rycerstwa, doradca Karola Wielkiego; 8za podległych sobie wasali (par - łac. "równy" - członek feudalnej grupy, na czele której stoi senior; wszyscy parowie są równi wobec siebie; 9w ten sposób Roland pragnie umrzeć na ziemi wroga jako zwycięzca; 10relikwie te symbolizują poświęcenie i wierność ojczyźnie oraz przypominają o rycerskich ślubach czystości; 11drzewo na szczycie wzgórza przypomina krzyż na Golgocie lub też drabinę Jakubową łączącą ziemię z niebiosami (zob. Rdz 28, 12-13); 12na znak pokuty i pokory (w ten sam sposób wyraża skruchę Bolesław Krzywousty w Kronice Anonima tzw. Galla); 13Roland chroni w ten sposób przed niewiernymi symbole rycerskiego stanu: miecz - atrybut każdego rycerza i róg - symbol wodzowskiej władzy; 14podanie rękawicy jest feudalnym znakiem hołdu; 15"moja wina" (łac.); 16w tradycji europejskiej strona prawa nacechowana jest dodatnio, lewa zaś ujemnie.

    www.darmowegadzety.pl/?x=register&poleca=39790
    "Hamlet" W. Shakespeare

    Osoby

    Klaudiusz - król duński

    Hamlet - syn poprzedniego władcy

    Poloniusz - szambelan

    Horacy - przyjaciel Hamleta

    Laertes - syn Poloniusza

    Rajnold - sługa Poloniusza

    Poseł

    Woltymand, Ozryk, Korneliusz, Rozenkranc, Gildenstern - dworzanie

    Ksiądz

    Marcellus, Bernardo - oficerowie

    Francisko - żołnierz

    Duch ojca Hamleta

    Fortynbras - książę norweski

    Gertruda - królowa duńska, matka Hamleta

    Ofelia - córka Poloniusza

    Panowie, damy, oficerowie, żołnierze, aktorzy, grabarze, majtkowie, posłowie

    Akcja ma miejsce w Elzynorze.

    Treść utworu

    AKT PIERWSZY

    SCENA PIERWSZA

    Francisko trzyma wartę przed zamkiem królewskim. Nadchodzą wartownicy Bernardo, Marcellus, a także Horacy. Wartownicy mówią o ukazującym się duchu nieżyjącego władcy, co Horacy lekceważąco nazywa przewidzeniami.

    W trakcie trwania opowieści ów duch ukazuje się raz jeszcze obecnym, ci zaś proszą Horacego, by przemówił do zjawy. Horacy czyni to, jednak duch nie odpowiada i wkrótce znika. Świadkowie tego wydarzenia zastanawiają się nad tym co zobaczyli. Horacy jest zdania, że to zapowiedź wydarzeń szczególnych, jakie wkrótce będą miały miejsce.

    Horacy mówi również, że duch poprzedniego władcy zwyciężył wojska władcy Norwegii - Fortynbrasa zmuszonego tym samym do oddania części swoich ziem, ale jego syn, noszący to samo imię, próbował, przy pomocy wojska, odzyskać utracone terytorium. Na skutek zaistniałej sytuacji Dania powinna być przygotowana na ewentualność wojny. Niespodziewanie dla obecnych duch powraca, chce coś powiedzieć, jednak kiedy słychać pierwsze pianie koguta, znika. Świadkowie zajścia postanawiają poinformować o wszystkim Hamleta. Sądzą bowiem, że zjawa może przemówić właśnie do niego.

    SCENA DRUGA

    Król jest zdania, że Fortynbras, książe norweski, czeka na osłabienie Danii, ażeby odebrać ziemie wcześniej dane. Król postanawia więc wysłać poselstwo do władcy Norwegii a zarazem stryja Fortynbrasa.

    Następnie Laertes prosi króla, aby pozwolił mu jechać do Francji. Król zwraca się z kolei do Hamleta, aby powiedzieć mu, żeby porzucił smutki i żale, gdyż śmierć ojca to rzecz naturalna, to wyrok nieba, a stan, w jakim trwa Hamlet, nazywa grzechem przeciw naturze, niebu i zmarłemu. Następnie mówi Hamletowi, aby zgodnie z wolą króla oraz królowej nie wracał już do Wittenbergi, lecz pozostał w ojczyźnie. Książe Hamlet nie sprzeciwia się.

    Kiedy Hamlet zostaje sam, wyraża swe ubolewanie nad tym, iż matka w tak krótkim czasie od śmierci męża ponownie wyszła za mąż i to za swojego szwagra.

    "...W jeden miesiąc,

    Nim jeszcze słony osad łez nieszczerych

    Z zaczerwienionych powiek jej ustąpił,

    Została żoną innego! Tak prędko,

    Tak lekko skoczyć w kazirodne łoże!

    Nie jest to dobrym ani wyjść nie może

    Na dobre..."

    Wchodzą Bernardo, Marcellus i Horacy. Hamlet z radością wita Horacego, który z kolei opowiada księciu o niedawnym spotkaniu z duchem. Syn nieżyjącego władcy postanawia osobiście towarzyszyć żołnierzom podczs następnej nocnej warty. Twierdzi także, że:

    "...Zbrodnie i spod ziemi

    Wychodzą, aby stać się widomemi"

    SCENA TRZECIA

    Laertes żegna się ze swoją siostrą Ofelią, której radzi, ażeby nie angażowała się w uczucie wobec Hamleta, bowiem on jako przyszły władca winien mieć na uwadze państwo, nie zaś sprawy natury osobistej. Mówi o nim:

    "...On sam jest rodu swego niewolnikiem;

    Nie może, jako podrzędni, wybierać

    Dla siebie tylko"

    Ofelia natomiast winna, twierdzi brat, strzec się ludzkiej złośliwości i dbać o honor, nie dowierzać samej sobie, co jego zdaniem, jest jej najlepszą bronią. Nadchodzi Poloniusz. Daje synowi błogosławieństwo oraz rady odnośnie postępowania w obcym kraju. Kiedy Ofelia i ojciec zostają sami, dziewczyna mówi o tym, że Hamlet wyznał jej uczucie. Poloniusz nie jest przychylny temu związkowi, ostrzega:

    "Nie ufaj jego przysięgom, bo one

    Są jak kuglarze, czym innym, niż szaty

    Ich pokazują: orędownicami

    Bezbożnych chuci, biorącymi pozór

    Świętości, aby tym łacniej usidlić

    Naiwne serca."

    Następnie nakazuje córce, aby ta nie zadawała się z Hamletem. Ofelia bez sprzeciwu poddaje się woli ojca.

    SCENA CZWARTA

    Noc. Na tarasie Hamlet w towarzystwie Horacego i Marcellusa czeka na pojawienie się ducha. Z oddali dochodzą okrzyki nietrzeźwych, którzy ucztując w ten sposób, budzą wstręt Hamleta i ośmieszają Danię przed cudzoziemcami.

    Przybywa duch. Daje znaki Hamletowi, którego towarzysze nie chcą puścić, spodziewając się niebezpieczeństwa. Książę, nie zważając na to, oddala się, podążając za duchem.

    SCENA PIĄTA

    Zjawa mówi do Hamleta, że jest duchem jego ojca. Odkrywa tajemnicę swojej śmierci. Wówczas okazuje się, że nieprawdziwa jest rozpowszechniana informacja o śmierci spowodowanej ukąszeniem węża. W rzeczywistości bowiem ojciec Hamleta został zabity przez swego brata, który gdy ten spał, wlał mu do ucha truciznę wywołującą bardzo szybki zgon.

    Duch prosi o pomszczenie swojej śmierci, a jednocześnie o to, ażeby Hamlet nie karał matki, dla której wystarczającą formą kary będą wyrzuty sumienia. Duch znika, Hamlet zaś przysięga pomścić ojca. Kiedy nadchodzą towarzysze, nakazuje im zachować milczenie. Podobny nakaz wypowiada słyszany przez wszystkich tajemniczy głos, który wydobywa się spod ziemi.

    AKT DRUGI

    SCENA PIERWSZA

    Poloniusz wysyła Rajnolda do Francji, aby przekazał list oraz pieniądze Laertesowi, ale i skontrolował, jak on się zachowuje. Daje słudze wskazówki, w jaki sposób powinien zebrać owe informacje. Po wyjściu Rajnolda przybywa Ofelia. Opowiada ojcu o dziwnym zachowaniu Hamleta, co Poloniusz uznaje za reakcję wywołaną odtrąceniem przez Ofelię, która nie przyjmowała ani listów, ani wizyt księcia, kierując się nakazem ojca. Poloniusz postanawia poinformować o tym nienaturalnym zachowaniu króla.

    SCENA DRUGA

    Król wezwał dwóch dawnych przyjaciół Hamleta - Rozenkranca i Gildensterna, aby wpłynęli na jego ponury nastrój i doszli do przyczyny takiego stanu rzeczy.

    Przybywa Poloniusz a wraz z nim posłowie, którzy powrócili z Norwegii z pomyślnymi wieściami. Oto bowiem stryj Fortynbrasa zakazał księciu zbrojnych przygotowań, prosząc jednocześnie króla Klaudiusza o pozwolenie na przemarsz wojsk norweskich idących przez Danię na podbój Polski.

    Następnie Poloniusz opowiada o dziwnym zachowaniu Hamleta, określając je jako szaleństwo, którego przyczyny należy upatrywać w niespełnionej miłości do Ofelii, czego świadectwem ma być z kolei list księcia do córki Poloniusza. Poloniusz proponuje przyjrzeć się z ukrycia spotkaniu młodych, aby utwierdzić się w przekonaniu co do stanu psychiki Hamleta, który właśnie nadchodzi.

    Poloniusz, chcąc z nim sam porozmawiać, radzi królewskiej parze, aby odeszła. Tak też się dzieje, jednak rozmowa nie ma żadnego sensu, bowiem Hamlet zachowuje się tak, jakby nie poznawał ojca Ofelii, jakby mówił od rzeczy. Poloniusz odchodzi, a przybywają Rozenkranc i Gildenstern. Pod wpływem dociekań Hamleta przyznają, że zostali wezwani przez króla i królową. Oni też mówią Hamletowi o aktorach, którzy dotrą niebawem do zamku. Z tą samą wiadomością przychodzi po chwili Poloniusz. Wkrótce przed Hamletem stają znani księciu aktorzy. Na jego prośbę recytują fragmenty "Eneidy", następnie książę zwraca się z prośbą, aby nazajutrz zagrali "Zabójstwo Gonzagi", do której to sztuki on dołączy napisany przez siebie tekst.

    Po odejściu przyjaciół i aktorów Hamlet wygłasza w samotności monolog, z którego wynika, że każe odegrać sztukę bliską temu, co wydarzyło się naprawdę, a co dotyczy okoliczności zgonu jego ojca. Obserwując zachowanie króla Klaudiusza, zorientuje się, czy słowa ducha były prawdą. Twierdzi, że:

    "(...)Zamierzona sztuka

    Będzie probierzem, którym jak na wędę,

    Sumienie króla na wierzch wydobędę".

    AKT TRZECI

    SCENA PIERWSZA

    Rozenkranc i Gildenstern mówią królowi o tym, że nie zdołali odkryć przyczyny dziwnego zachowania Hamleta, choć książę sam im powiedział, że czuje się "rozstrojony". Informują także o przybyciu aktorów i o tym, że spotkanie z nimi nieco ożywiło Hamleta.

    Następnie Poloniusz zaprasza w imieniu księcia królewską parę na przedstawienie, po czym razem z królem kryją się, ażeby nie zauważeni być świadkami spotkania Hamleta i Ofelii. Zbliża się Hamlet, wygłaszając monolog, w którym rozważa kwestię życia i śmierci, a spostrzegłszy Ofelię, zaczyna rozmowę. Z jego wypowiedzi jasno wynika, że nigdy nie kochał dziewczyny, że uważa, iż kobiety są obłudne, że zachowują tylko pozory niewinności. Kilkakrotnie powtarza, aby Ofelia poszła do klasztoru. Król i Poloniusz wychodzą z ukrycia. Król wyraża przekonanie, że zachowanie Hamleta nie wynika z obłędu, że:

    "Ponura jego smętność wysiaduje

    Coś złowrogiego, co wylęgłe z jajka

    Mogłoby stać się zgubne"

    Postanawia czym prędzej pozbyć się bratanka, wysyłając go do Anglii. Poloniusz radzi, aby królowa szczerze pomówiła z synem o przyczynach jego zachowania, on tymczasem będzie po raz kolejny przysłuchiwał mu się z ukrycia, by potem o wszystkim opowiedzieć władcy. Ten pomysł podoba się królowi.

    SCENA DRUGA

    Hamlet daje aktorom wskazówki, jak mają grać. Kiedy zostaje tylko z Horacym, mówi mu o tym, że w przedstawieniu jest scena przypominająca okoliczności, w jakich zginął poprzedni władca. Prosi przyjaciela, aby podczas tej sceny szczególnie przyglądał się obecnemu królowi.

    Przybywają goście. Hamlet, zachowując pozory obłąkania, siada obok Ofelii. Przedstawienie rozpoczyna pantomima, po której następuje właściwa sztuka. Hamlet, ku zaskoczeniu Ofelii, komentuje akcję dziejącą się na scenie. W trakcie przedstawienia król opuszcza salę, a za nim inni. Pozostaje jedynie Hamlet w towarzystwie Horacego. Niebawem przychodzą Rozenkranc i Gildenstern, przynosząc wieść o złym samopoczuciu władcy i rozżaleniu królowej pragnącej czym prędzej mówić z synem. To samo życzenie powtarza Poloniusz, który niebawem nadchodzi. Hamlet przygotowując się do spotkania z matką, ma na uwadze słowa ducha, dlatego wie, że musi panować nad emocjami.

    SCENA TRZECIA

    Król, powołując się na dobro państwa, postanowił wysłać Hamleta do Anglii, chce jednocześnie, aby towarzyszyli mu Rozenkranc i Gildenstern. Po chwili przychodzi Poloniusz gotów, by ukryć się w komnacie królowej i podsłuchiwać jej rozmowę z synem. Następnie w monologu na osobności władca Danii przyznaje się do popełnionego mordu. Mówi:

    "O, kał mej zbrodni cuchnie aż w niebiosa!

    Najstarsza klątwa na niej ciąży, stygmat

    Bratniego mordu!"

    Jest świadomy, że prośba o przebaczenie nie zostanie wysłuchana, gdyż posiada nadal to, co stanowi konsekwencję owej zbrodni, czyli władzę, koronę oraz żonę brata. A z tego przecież nie chce zrezygnować. Po chwili klęka i w tej pozycji zastaje go Hamlet, który rezygnuje z zabicia stryja, jest bowiem przekonany, że jeśli zabije modlącego się - ten pójdzie do nieba.

    SCENA CZWARTA

    Poloniusz radzi królowej ostro rozprawić się z synem, co matka Hamleta obiecuje uczynić. Poloniusz tymczasem chowa się. Hamlet rozmawia z matką nieprzyjemnie i dosyć niegrzecznie, czym wywołuje jej strach. W pewnym momencie wzywa ona pomocy, a Poloniusz powtarza za nią słowo "Ratunku". Wówczas Hamlet przebija ukrytego Poloniusza szpadą, nie wiedząc, kogo ugodził. Poloniusz umiera. Następnie Hamlet stawia swej matce określone zarzuty. Mówi o tym, że jest pozbawiona czci oraz honoru, bowiem w tak krótkim czasie po zgonie męża poślubiła jego brata, że nie potrafiła zapanować nad zmysłami, że działa w zaślepieniu, nie dostrzegając tak ogromnej różnicy pomiędzy braćmi, że pozwoliła na to, aby żądza zapanowała nad rozumem.

    Królowa jest przerażona zachowaniem syna oraz kierowanymi pod jej adresem zarzutami. Coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że Hamlet popadł w szaleństwo. Tym bardziej, że mówi on o duchu, którego widzi, a którego nie dostrzega matka. Na koniec tej rozmowy Hamlet mówi, iż zna plany Klaudiusza, wie, w jakim celu wyprawiony został przez króla do Anglii i jakie jest zadanie jego towarzyszy. Po tym wychodzi, wlokąc ciało Poloniusza.

    AKT CZWARTY

    SCENA PIERWSZA

    Królowa informuje męża, o okolicznościach, w jakich Poloniusz rozstał się z życiem. To budzi w królu jeszcze większy strach, więc postanawia przyspieszyć wyjazd Hamleta. Rozenkrancowi i jego towarzyszowi nakazuje wziąć jeszcze kogoś ze sobą, a następnie iść do Hamleta, by nakłonić go do zaniesienia ciała zabitego do kaplicy. Klaudiusz postanawia też, jak sam mówi, ubarwić i uniewinnić ten niecny czyn bratanka.

    SCENA DRUGA

    Hamlet nie chce wskazać, gdzie znajduje się ciało zamordowanego Poloniusza. Czyni aluzje do przekupstwa niektórych poddanych, po czym pozwala prowadzić się Rozenkrancowi i Gildensternowi przed oblicze władcy.

    SCENA TRZECIA

    Król tłumaczy kilku panom swoją decyzję, dotyczącą wyjazdu Hamleta. Podkreśla, że cieszy się on szacunkiem ludu, trzeba więc mieć to na uwadze, podejmując jakiekolwiek postanowienia.

    Wchodzi Rozenkranc i informuje władcę o bezskutecznych próbach dojścia, gdzie znajduje się ciało Poloniusza. Następnie Klaudiusz rozmawia z Hamletem. Rozmowa jest nieprzyjemna. W jej trakcie Hamlet wyjawia, że ciało pozostawił na schodach do galerii. Król informuje swego rozmówcę o tym, że niezwłocznie powinien on wyjechać do Anglii. Hamlet przystaje na wszystko bez sprzeciwu, żegna matkę i króla, potem wychodzi.

    Klaudiusz w monologu wygłoszonym na osobności wyraża przekonanie, że Anglia, która niedawno poznała potęgę Danii, wykona zlecenie zawarte w przesłanych listach a dotyczące pozbawienia życia Hamleta. Zabicie Hamleta staje się dla Klaudiusza kwestią najistotniejszą. Mówi on:

    "(...)Póki

    To się nie stanie, póty w żadnej doli

    Nic mnie nie znęci i nie zadowoli".

    SCENA CZWARTA

    Hamlet spotyka na równinie duńskiej Fortynbrasa zmierzającego na wojnę z Polską o "marny kęs ziemi". To spotkanie wywołuje refleksję bohatera na temat własnej opieszałości i braku konsekwencji.

    SCENA PIĄTA

    Ofelia domaga się spotkania z królem i królową. Kiedy dochodzi do tego, zachowuje się nienaturalnie - mówi od rzeczy, śpiewa, a następnie wychodzi. Król nakazuje Horacemu czuwać nad obłąkaną, sam natomiast mówi o niepokoju, jakim napełniły go liczne niepomyślne zdarzenia mające miejsce w ostatnim czasie.

    Przybywa dworzanin informujący o powrocie Laertesa, którego tłum okrzyknąć chce królem. Na to wchodzi Laertes i jego ludzie. Rozgniewany, pałający żądzą zemsty pyta o okoliczności śmierci ojca, przyczynę szybkiego i cichego pogrzebu. Jego gniew wzrasta na widok obłąkanej siostry. Król nie stara się załagodzić wzburzenia, wręcz sugeruje konieczność ukarania sprawcy owego mordu.

    SCENA SZÓSTA

    Tymczasem Horacy otrzymuje list od Hamleta. Z listu wynika, że statek, na którym był Hamlet, został zaatakowany przez korsarzy. Wówczas wśród ogólnego zamieszania Hamlet wskoczył na statek przeciwnika, a ponieważ piraci oddalili się, został ich jeńcem.

    Następnie prosi przyjaciela, aby pospieszył do niego, gdyż ma mu wiele do powiedzenia. Prosi także o przekazanie drugiego listu królowi.

    SCENA SIÓDMA

    Laertes dowiedział się od władcy, kto zabił Poloniusza. Król tłumaczy również, dlaczego postępuje tak łagodnie wobec Hamleta, twierdzi, że jest przywiązany niezmiernie do matki bratanka, a także mówi raz jeszcze o miłości ludu wobec zabójcy Poloniusza. Jednocześnie w pełni akceptuje i popiera zamiar zemsty Laertesa.

    Rozmowę ich przerywa służący, przekazując list od Hamleta. W treści pisma jest mowa o tym, że Hamlet powrócił do kraju i nazajutrz zda relację z tego nagłego i osobliwego przybycia. Klaudiusz radzi, aby doszło do pojedynku pomiędzy Laertesem i Hamletem, który ugodzony zostanie zatrutym mieczem. A jeśli ten plan nie powiedzie się, Hamletowi podane będzie zatrute wino. Rozmowę ich przerywa nadejście królowej, która mówi o utonięciu Ofelii (siostra Laertesa, wijąc wianki nad rzeką, wpadła i utonęła).

    AKT PIĄTY

    SCENA PIERWSZA

    Grabarze, kopiąc grób dla Ofelii, rozmawiają o tym, czy można urządzić pochówek chrześcijański samobójczyni. Tę kwestię rozstrzyga stwierdzenie jednego z grabarzy, iż Ofelia była "dygnitarską córką", jej zgon to sprawa do końca niejasna, zatem możliwy jest obrzęd pogrzebowy.

    Nadchodzi Hamlet i Horacy. Widząc grabarzy poniewierających bez czci wykopane czaszki i przy tym śpiewających, Hamlet jest oburzony. Zastanawia się nad ludzkim życiem, jego ulotnością. Następnie Hamlet pyta, dla kogo przeznaczony jest kopany przez grabarzy grób. Zamiast odpowiedzi słyszy szereg wykrętów, grabarze bowiem nie rozpoznali w nim przedstawiciela królewskiego rodu i z tego względu mówią w jego obecności o tym, że młody Hamlet zwariował i został wysłany do Anglii. Potem wskazując jedną z czaszek, grabarz mówi, iż jest ona czaszką błazna królewskiego Yoryka. Ta wiadomość poruszyła księcia, gdyż ów człowiek niejednokrotnie opiekował się Hamletem, kiedy ten był jeszcze dzieckiem.

    Nadciąga żałobny orszak, w którym znajduje się królewska para, cały dwór, Laertes. Hamlet, widząc rozpacz tego ostatniego, domyśla się, że jest to pogrzeb Ofelii. Wychodzi z ukrycia, zbliża się do brata zmarłej, twierdząc, że jego rozpacz jest przesadzona. Dochodzi między nimi do bójki, lecz rozdzielają ich dworzanie. Po chwili Hamlet mówi o swojej wielkiej miłości do Ofelii. Zachowanie syna królowa nazywa szałem, który minie. Król zaś radzi Laertesowi zachować cierpliwość i przypomina o planach, jakie obaj nakreślili . Uważa że zaistniała sytuacja sprzyja owym zamierzeniom.

    SCENA DRUGA

    Hamlet opowiada Horacemu o tym, jak wykradłszy Rozenkrancowi i Gildensternowi listy króla do władcy Anglii, dowiedział się, że miał zostać zabity. Napisał inne listy, z których z kolei wynikało, że śmierć mają ponieść przybywający z nimi dworzanie, zapieczętował je i podłożył Rozenkrancowi.

    Przybywa Ozryk z informacją, iż król wszedł w zakład o to, że Hamlet zwycięży w pojedynku brata Ofelii. Hamlet zgadza się. Po chwili przychodzi dworzanin, aby w imieniu króla upewnić się, czy Hamlet rzeczywiście jest gotów wziąć udział w pojedynku. Niebawem nadejść ma też król z żoną, dworzanie i Laertes. Matka Hamleta życzy sobie, aby syn przed walką przemówił do swojego przeciwnika.

    Horacy niepokoi się o życie Hamleta, on sam także ma złe przeczucie. Horacy chce wszystko odwołać, lecz Hamlet powstrzymuje go, mówiąc z pewną obojętnością:

    "Jeżeli się to stanie teraz, nie stanie się później".

    Nadchodzą zapowiedziani świadkowie tego pojedynku. Król łączy dłonie przeciwników. Hamlet przemawia do brata Ofelii, prosząc o przebaczenie. Uzasadnia swoje zachowanie szaleństwem, o którym powszechnie było wiadomo. Następnie wybierają broń - florety, król każe wnieść puchary z winem.

    Rozpoczyna się pojedynek. Władca wznosi puchar za Hamleta, a widząc jego przewagę, podaje mu zatruty napój, który jednak za powodzenie syna wypija królowa wbrew zakazowi Klaudiusza. Laertes rani Hamleta, ale w ferworze walki dochodzi do zamiany broni, po czym Hamlet rani przeciwnika. W tym momencie umiera królowa. Hamlet, widząc jej zgon, jest świadom podstępu, szuka sprawcy. Laertes pada, lecz przed śmiercią wyjawia Hamletowi prawdę i wskazuje króla jako winnego. Wówczas Hamlet zatrutym ostrzem miecza przebija Klaudiusza. Laertes tuż przed śmiercią proponuje Hamletowi wzajemne przebaczenie win. Następnie umiera.

    Zbliża się także kres życia głównego bohatera. Hamlet, żegnając w ostatnich słowach Horacego, matkę, świadków zajścia, prosi przyjaciela, aby rzecz całą wytłumaczył ludziom. Horacy chce wypić zatrute wino, Hamlet stara się go odwieść od tego, chce, by Horacy opowiedział całą prawdę o Hamlecie, rozświetlił jego tajemnicę. Hamlet, słysząc głosy wojsk Fortynbrasa powracających z Polski, mówi jeszcze, że teraz Fortynbras zostanie wybrany królem, po czym umiera.

    Nadchodzi książę Norwegii oraz poseł, który informuje o zgładzeniu Rozenkranca i Gildensterna. Horacy zapowiada, że wyjawi prawdę o śmierci członków rodziny królewskiej. W dowód uznania dla Hamleta Fortynbras każe pochować duńskiego księcia z honorami należnymi bohaterowi. Mówi:

    "Niech czterech dowódców

    Złoży Hamleta, jako bohatera,

    Na wywyższeniu(...)

    a gdy orszak ciało

    Jego niosący postępować będzie,

    Niechaj muzyka i salwy rozgłośnie,

    Czym był, zaświadczą. Podnieście te zwłoki,

    Bo nie to miejsce, lecz pobojowisko

    Godne oglądać takie widowisko.

    Każcie dać ognia z dział".

    Komentarz

    CZAS POWSTANIA UTWORU

    "Hamlet" należy do najczęściej wystawianych tragedii Szekspira. Utwór powstał prawdopodobnie w roku 1602, wydany zaś został rok później.

    CZAS I MIEJSCE AKCJI

    Akcja dramatu rozgrywa się w czasie trudnym do określenia z uwagi na obecne w utworze anachronizmy. Miejscem akcji jest Dania.

    "Makbet" - W. Shakespeare

    Treść utworu

    AKT PIERWSZY

    Trzy wiedźmy przysłuchują się odgłosom bitwy. Po zmierzchu zamierzają oznajmić Makbetowi jego przyszły los. W obozie pod Forres król Dunkan dowiaduje się o walecznych czynach Makbeta w walce z buntownikiem Makdonwaldem i królem norweskim Sweno. Tan Rosse, przybyły do obozu, potwierdza wiadomość o zwycięstwie: obaj wodzowie - Banko i Makbet - walczyli bohatersko, pokonali najeźdźców, a król Sweno poprosił o pokój. Powracający z pola bitwy Makbet i Banko spotykają czarownice. Każda z czarownic pozdrawia Makbeta: pierwsza nazywa go tanem Glamis (ten tytuł przysługuje rodzinie Makbeta), druga -tanem Kawdoru (tą godnością chce obdarzyć go król), trzecia wita w nim przyszłego władcę Szkocji. Makbet wzdryga się na te słowa, Banko go uspokaja. Trzecia czarownica mówi do Banka: "Nie będąc królem, królów płodzić będziesz".

    Czarownice znikają a obaj wodzowie zastanawiają się nad znaczeniem ich przepowiedni. W dalszej drodze do obozu królewskiego spotykają Rosse'a i Angusa. Rosse wita Makbeta i oznajmia mu, że król obdarzył go godnością tana Kawdoru.

    Banko i Makbet przypominają sobie przepowiednię: Banko ostrzega Makbeta, by dziwna wróżba nie obudziła w nim żądzy korony.

    Makbet zaczyna się zastanawiać nad zamordowaniem Dunkana. W obozie pod Forres król wychwala zasługi Banka i Makbeta, wyraża też chęć odwiedzenia zamku nowego tana Kawdoru. Ogłasza też, że wybrał już swego następcę, jest nim najstarszy syn królewski Malkolm, odtąd książę Kumberlandu. Dla Makbeta jest on kolejną przeszkodą na drodze do tronu.

    W Inverness, zamku Makbeta, Lady Makbet namawia męża, by zamordował króla. Makbet waha się: pragnie korony, ale boi się popełnić królobójstwo. Lady Makbet jest zdecydowana i przekonuje go do zbrodni, tan Kawdoru ulega żonie, lęka się jedynie, by zbrodnia nie została wykryta.

    AKT DRUGI

    Banko i Makbet spotykają się na dziedzińcu zamku Inverness. Banko martwi się przepowiednią czarownic, przesuwa, że Makbet chce zabić króla. Makbet udaje, że już zapomniał o spotkaniu z wiedźmami.

    Tymczasem Lady Makbet podaje strażnikom królewskim napój nasenny, sama byłaby gotowa zabić króla, gdyby nie wydał jej się uderzająco podobny do jej ojca. Makbet morduje Dunkana. Zbrodnia, której dokonał, przeraża go, zaczyna odczuwać wyrzuty sumienia, inaczej niż jego żona, która stwierdza: "kilka kropel wody oczyści nas wnet z plamy tego czynu".

    Rankiem Makduf odkrywa zwłoki króla. Wszyscy zastanawiają się, kto jest mordercą, Lady Makbet próbuje odwrócić podejrzenia od siebie i męża. Synowie Dunkana postanawiają opuścić Szkocję: Malkolm chce jechać do Anglii, Donalbein zaś do Irlandii. Obaj boją się o swe życie. Makduf i Rosse próbują odkryć, kto jest mordercą: podejrzenie pada na synów króla, którzy tak szybko opuścili ojczyznę. Przypuszcza się, że wciągnęli oni do spisku dwóch strażników Dunkana, którzy zamordowali na ich polecenie. Niestety, od strażników nie można się niczego dowiedzieć, bo zabił ich Makbet. Bohater twierdzi, że zrobił to z gniewu, gdy usłyszał o śmierci króla. Zdaniem Rosse'ego, królem powinien zostać Makbet. Tak się też staje.

    AKT TRZECI

    Banko podejrzewa Makbeta. Nowy król zauważa to i postanawia pozbyć się podejrzliwego wodza. Wynajmuje więc trzech morderców, by zgładzili Banka i jego syna Fleance'a.

    Lady Makbet próbuje pocieszyć męża i zbliżyć się do niego; nadaremnie - małżonkowie są już sobie obcy - zbrodnia ich rozdzieliła.

    Tymczasem zbójcy napadają na Banka na gościńcu. Wódz ginie, ale jego synowi udaje się uciec. W zamku królewskim odbywa się uczta, zbójca przynosi królowi wiadomość o zgładzeniu jego wroga i ucieczce Fleance'a. Na krześle, które zwykle zajmował Makbet, pojawia się duch Banka, widoczny jedynie dla króla. Lady Makbet jest bardzo opanowana. Robi wszystko, by zbrodnia nie wyszła na jaw. Makbet, zdenerwowany, kończy ucztę, panowie wychodzą. Król w rozmowie z żoną postanawia poprosić o radę Czarownice, prosić, by wsparły go czarami.

    AKT CZWARTY

    Czarownice zwracają Makbetowi uwagę na Makdufa, który wyjechał do Anglii, do Malkolma. Mówią, że właśnie Makdufa powinien obawiać się najbardziej. Zaraz potem oznajmiają jednak, że król nie zginie z ręki człowieka urodzonego przez kobietę. Symbolicznie pokazują bohaterowi jego przyszłość i śmierć. Przepowiadają też, że "Nie tknie Makbeta żaden cios morderczy, póki Las Birnam ku Dunzynańskiemu Wzgórzu nie pójdzie walczyć przeciw niemu". To uspokaja Makbeta któż mógłby poruszyć z posad las? Król pyta jeszcze o potomstwo Banka: czy jego synowie będą rządzić Szkocją? Czarownice pokazują mu ośmiu królów, za którymi postępuje Banko, niosący zwierciadło. Makbet jest przerażony tym widokiem. Czarownice znikają.

    Tymczasem w zamku Fajf zostają zabici Lady Makduf i jej maty synek.

    W Anglii Malkolm i Makduf rozpasają nad losem ojczyzny, chcą śmierci tyrana Makbeta. Rosse przybywa z wiadomością o śmierci Lady Makduf i zburzeniu Fajf. Malkolm postanawia wyruszyć przeciwko Makbetowi z Siwardem i dziesięcioma tysiącami żołnierzy angielskich.

    AKT PIĄTY

    W zamku Dunzynan leży bardzo chora Lady Makbet. Lekarz i dama dworu zauważają, że królowa bez przerwy pociera ręce, tak, jakby chciała coś z nich zmyć.

    Lady Makbet wciąż widzi na swych dłoniach ślady krwi pomordowanych, czuje ciągle jej zapach. Tymczasem wojska angielskie nadciągają w okolice lasu Birnam.

    Makbet nie poddaje się strachowi, wierzy w przepowiednię, nie boi się angielskiego wojska. Lady Makbet jest już ostatecznie udręczona swoimi wizjami, nawet lekarz nie może jej pomóc.

    U stóp zamku Malkolm nakazuje każdemu z żołnierzy uciąć sobie gałąź z drzew birnamskiego lasu i nieść ją przed sobą. Ma to wprowadzić szpiegów w błąd, co do liczebności wojska.

    W zamku dunzynańskim umiera królowa. Wartownik przynosi Makbetowi dziwną wieść: kiedy obserwował okolicę z blanków, wydało mu się, że las birnamski idzie ku zamkowi. Makbet wie już, że musi umrzeć, ale chce umrzeć w walce, z mieczem w dłoni.

    Pod zamkiem Makbet spotyka się w pojedynku z Makdufem. Walczy odważnie aż do chwili, w której przeciwnik informuje go, że matka nie urodziła go w sposób naturalny. Wtedy Makbet rozumie, że musi zginąć. Makduf zwycięża króla i przynosi jego głowę, zatkniętą na włóczni, Malkolmowi. Teraz on jest nowym i prawowitym władcą Szkocji.

    "Odprawa posłów greckich" - Jan Kochanowski

    Podana na teatrum przed Królem jego Mścią i Królową jej Mścią w Jazdowie
    nad Warszawą. Dnia 12 stycznia roku pańskiego 1578, na feście u Jego Mści Pana Podkanclerzego Koronnego.
    "Odprawa" - jako dzieło sztuki dramatyczno - teatralnej - jest pierwszą po polsku napisaną oryginalną tragedią.
    Temat utworu został zaczerpnięty z legend o wojnie trojańskiej, ale autor nadał wydarzeniom koloryt polski, dlatego też już współcześni treść dramatu odczytali jako bezkompromisowe potępienie samowoli i braku patriotyzmu szlachty, a jej zakończenie jako motywację wojenną mającą zachęcić szlachtę do wyprawy na Moskwę.
    Treść:
    Tekst tragedii poprzedza list Kochanowskiego do Jana Zamojskiego, który jest odpowiedzią na prośby magnata, który - jak z odpowiedzi poety wynika - zwrócił się doń z propozycją zaprezentowania gotowego już dzieła w Ujazdowie, dla uświetnienia uroczystości jego zaślubin z

    Protasis
    Prolog (w. 1-29): monolog Antenora informuje o preakcji: wylądowali greccy posłowie domagający się zwrotu Heleny. Aleksander podjął knowania mające na celu przekonanie dostojników o pozostawieniu porwanej w Troi.
    Epitasis
    Epeisodion pierwsze (w. 30-67): Aleksander próbuje skłonić Antenora, by i on głosował przeciwko wydaniu Heleny Grekom. Obaj rozmówcy posługują się przysłowiami, osłaniając w ten sposób wzajemną niechęć. Rozmowa toczy się w krótkich, jednowierszowych zdaniach (tj. stichomytia), dowodzących wzburzenia przeciwników. Wreszcie Aleksander oskarża Antenora, iż ten został przekupiony przez posłów.
    Stasimon I (w. 68-87): "By rozum był przy młodości", refleksja na temat młodzieńczego ulegania żądzom prowadzącym do utraty zdrowia, majętności i sławy.
    Epeisodion II (w. 88-160): lament Heleny wyrzekającej na los; kobieta obawia się powrotu do domu w niesławie. Nadchodzi Stara Pani, pociesza nieszczęśliwą.
    Stasimon II (w. 161-180): "Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie", dramatyczny i bardzo surowy w wymowie apel do sprawujących władzę.
    Katastasis
    Epeisodion III (w. 181-378): Poseł opowiada Helenie przebieg rady panów trojańskich, która poparła Aleksandra.
    Cytuje słowa króla zagajającego obrady (w. 197-208); następnie przytacza wywód Aleksandra (w. 210-257) optującego za pozostawieniem w Troi Heleny. Ogarnięty żądzą młodzian tłumaczy swój występek wolę bogów (Wenus wdzięczna za przyznanie jej palmy pierwszeństwa w konkursie piękności, obiecała mu rękę Heleny), przytacza historię Medei i Jazona, by w ten sposób zasugerować słuchaczom, że prawo odwetu usprawiedliwia jego czyn. Na koniec przypomina dawne krzywdy uczynione Trojanom przez Greków. Skrupulatny poseł oddaje wiernie również przemowę Antenora (w.266-302). Rozważny patriota apeluje: "Niechże się Aleksander tak drogo nie żeni,/ Żeby małżeństwem swoje upadkiem ojczyzny/ I krwią naszą miał płacić! ..." . Niestety późniejsze wypowiedzi, zwłaszcza porywczego Iketaona (w.307-348) podburzają do walki. Wreszcie głosując poprzez rozstąpienie się zadecydowano o pozostawieniu Heleny w Troi.

    Katastrophe
    Stasimon III (379-382): krótki czterowiersz o charakterze informacyjnym (odejście niezadowolonych posłów).
    Epeisodion IV (383-423): monolog Ulisesa rozpoczynający się słowami "O nierządne królestwo o zginienia bliskie" oraz pełna bólu i zawziętości skarga skrzywdzonego Menelaosa.
    Stasimon IV (424-464):pełna patosu, wspaniała pieśń "O białoskrzydła, morska pławaczko...", pełna przenośni i mówień, napisana wierszem białym.
    Epeisodion V (465-556): rozmowa rozważnego Antenora z Priamem w której apeluje o przygotowanie miasta do obrony; proroctwo córki królewskiej, Kasandry nasycone straszliwymi obrazami upadku Troi.
    Stasimon V (557-558): zalecenie wyprowadzenia oszalałej panny
    Epilog (559-605): apel Antenora, by król wysłuchał proroctwa córki; przybycie Rotmistrza z wiadomością o zbliżających się oddziałach greckich. Utwór kończy znamienne wezwanie Antenora: "Na każdy rok nam każą radzić o obronie;/ Ba, radźmy też o wojnie, nie wszystko się brońmy:/ Radźmy, jako kogo bić; lepiej, niż go czekać!"

    Dramat tragedia klasyczną

    Zachowana zasada trzech jedności:
    - akcji (jednowątkowość),
    - miejsca (wydarzenia toczą się przed pałacem królewskim),
    - czasu (jest dłuższy niż czas spektaklu, ale mieści się w granicach jednej doby i biegnie bez luk, choć ulega przyspieszeniu w przerwach wypełnionych stasimonami).
    fabuła zaczerpnięta z mitologii (mitu o wojnie trojańskiej)

    tematem jest konflikt między jednostką a państwem (Kochanowski staje po stronie państwa),

    dramat racji moralnych i politycznych reprezentowanych przez poszczególne postacie (Aleksander - Antenor).

    "Treny" - Jan Kochanowski

    "Orszuli Kochanowskiej, wdzięcznej, ucieszonej, niepospolitej dziecinie, która cnót wszelkich i dzielności panieńskich początki wielkie pokazawszy, nagle, nieodpowiednie, w niedoszłym wieku swoim, z wielkim a nieznośnym rodziców swych żalem zgasła - Jan Kochanowski, niefortunny ojciec, swojej najmilszej dziewce z łzami napisał. Nie masz Cię, Orszulko moja!"
    "Treny" to poemat epicedialny, czyli żale pośmiertne. Wśród gatunków funeralnych ("funus" - pogrzeb) poetyka antyczna zdecydowanie odróżniała epitafium od epicedium. Pierwsze określała jako krótki utwór żałobny w typie poważnego epigramatu, na tyle jednak zwięzły, by zmieścić się na kamiennym nagrobku. Epicedium zaś miało charakter bardziej indywidualny zarówno w sferze autorski-podmiotowej jak i przedmiotowo-tematycznej. Winno jednak stanowić całość, na którą składają się: pochwała, okazanie straty, żal, pocieszenie, napomnienie.
    W tej konwencji tworzył Kochanowski, ale i polemizował z nią. Owa polemika jest uczynienie bohaterką gatunku pisanego stylem wysokim nie postaci stojącej wysoko w hierarchii społecznej, lecz małego dziecka.
    "Treny" są dramatyczną relacją o duchowych i filozoficznych perypetiach człowieka i artysty renesansowego i w ten sposób stają się poetyckim traktatem moralno-filozoficznym.
    Równie ważnym, jak Orszulka, bohaterem "Trenów" jest sam poeta. Występuje on tu w dwóch rolach: bolejącego ojca i przeżywającego kryzys światopoglądowy filozofa, który dostrzegł, że dotychczasowe zasady (stoicyzm, epikureizm) rozsypują się w bezpośrednim zetknięciu z osobistą tragedią.

    Treść:
    Na całość składa się 19 utworów, które poprzedza motto, dwuwiersz z "Odysei" Homera: "Takie są umysły ludzkie, jakim światłem sam ojciec Jowisz oświęcił urodzajne ziemie" (postawienie pod znakiem zapytania stoickiej zasady, że trzeba pozostać niewzruszonym zarówno w obliczu szczęścia jak i klęski).
    I - tren inwokacyjny. Przedstawienie sytuacji: śmierć córki, jej okrucieństwo (słowiczek pożarty przez smoka), żal ("wszytki płacze, wszytki łzy Heraklitowe/ I lamenty..."). Dylemat ojca: "Nie wiem co lżej: czy w smutku jawnie żałować/ Czyli się z przyrodzeniem gwałtem mocować?".
    II - tren wstępny. Poeta wyjaśnia okoliczności powstania cyklu: narodził się z głębokiego uczucia; zapowiada temat - żal za Orszulką i skargi na okrucieństwo śmierci.
    III - otwiera dzieło, rozwija wątek "Płakania nad grobem wdzięcznej dziewczyny".
    IV - otwiera wątek śmierci. Skarga na "srogość ciężkiej Prozerpiny"; przywołanie mitu o Niobe, która "patrząc na martwe ciało swoich najmilejszych dziatek - skamieniała".
    V - wątek liryczny; homeryckie porównanie: śmierć Urszulki przyrównana do uschnięcia drzewka oliwnego, przypadkiem podciętego przez ogrodnika. Podkreślenie delikatności, wątłości dziecka. Apostrofa końcowa do "złej Persefony".
    VI - żal nad utratą "dziedziczki lutni", małą poetką ( apostrofa "Ucieszna moja śpiewaczko! Safo słowieńska!"); zdrobnienia i epitety ("ucieszne gardziołko", "wdzięczna szczebiotka") skontrastowane ze srogością śmierci. Przypomnienie ostatnich chwil życia i ostatnich, poetyckich, słów przed zgonem.
    VII - arcydzieło poetyckie. Pozostałe po córeczce ubiory przywodzą poecie właściwe ich przeznaczenie w zestawieniu z ich obecna bezużytecznością. Potęguje to uczucie żalu. Szczególnie mocno uwydatnia się rozbieżność między żywionym przez rodziców nadziejami co do przyszłości córki a rzeczywistością. Rysy obyczajowe (wyprawa, szczegóły stroju), zdrobnienia, spieszczenia, wykrzykniki, peryfraza ("sen żelazny, twardy, nieprzespany"). Tren bardzo bezpośredni i szczery.
    VIII - kontrast pomiędzy dawną żywością domu a obecną pustką: "Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim", "Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:/ Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.
    IX - tren refleksyjny poddaje w wątpliwość wartość Mądrości, która winna uzbroić człowieka na wszystkie przeciwności losu. Stanowi polemikę z tezami filozofii stoickiej.
    X - uczucie żalu dochodzi do szczytu i zmienia się w rozpacz. Poecie brak siły do rozpamiętywania przymiotów dziecka, pozostaje rozpaczliwa świadomość, że Urszulki nie ma i nie wiadomo, nawet, co się z nią dzieje. Cały wiersz składa się z szeregu zdań pytających, właściwie retorycznych. Pytania te oddają rozterkę duchową poety, załamanie jego dotychczasowych przekonań i wierzeń. Poszukuje córki w niebie chrześcijańskim i pogańskim, mitologicznym, a nawet w baśniowych krainach. Rozpacz doprowadza go nawet do zwątpienia w nieśmiertelność ludzkiej duszy.
    XI - kiedy runęła wiara w skuteczność cnoty, dobroci, a nawet pobożności. Zbliżenie do granic bluźnierstwa: "Kogo kiedy pobożność jego ratowała?". Zwątpienie w sprawiedliwość boską, rozpad filozoficznych i religijnych ideałów.
    XII - bolesne rozpamiętywanie zmarłej jako ideału dziecka: "Ochędożne, posłuszne, karne, nie pieszczone, / Śpiewać, mówić rymować jako co uczone". Informacja o wieku ("więcej nad trzydzieści miesięcy nie miała"), porównanie dziecka do kłosu, który upadł "żniw nie doczekawszy" (symbolika).
    XIII - kolejny wybuch boleści: "Moja wdzięczna Orszulo, bodaj ty mnie była/ Albo nie umierała lub się nie rodziła!". Przywołanie sytuacji położenia kamienia nagrobnego, tekst inskrypcji nagrobnej.
    XIV - motyw mitologicznej wędrówki Orfeusza do Hadesu (cierpiący ojciec idący do podziemi, by uprosić Plutona o oddanie zmarłej).
    XV - apostrofa do lutni (symbol natchnienia poetyckiego) i do Erato (muzy poezji lirycznej); odwołanie d

  • userphoto
    "Pamiętniki" - Jan Chryzostom Pasek Pamiętniki i diariusze (dzienniki) zajmowały niemało miejsca w literaturze XVII wieku. Dzięki bezpośredniemu stosunkowi autorów do przedstawianych faktów, dzięki żywości i barwności wysławiania się, pamiętniki są doskonałym źródłem poznawania ludzi i obyczajowości tamtego okresu. Tę role spełniają "Pamiętniki" Paska. Zostały wydane drukiem w 1836 roku i od razu zdobyły szerokie rzesze czytelników. Ze względu na zawartość są ważnym źródłem historycznym, którego wiarygodność potwierdzają relacje ludzi biorących udział w wydarzeniach. Swoje "Pamiętniki" Pasek (1636-1701) najprawdopodobniej spisywał pod koniec życia w latach 1690-1695. Stanowią one najwybitniejszy zabytek pamiętnikarstwa staropolskiego i obejmują lata 1656-1688; w pamiętniku można wyodrębnić dwie części: pierwszą poświęconą wojennym losom autora (1656-1666), drugą natomiast opisującą Paska jako gospodarza i obywatela (1667-1688). Walory historyczno-dokumentacyjne utworu są bezsporne, ale przedstawione wydarzenia zostały zarazem poddane poetyce gawędy: autor swobodnie dokonuje wyboru tematów, gromadzi tylko te fakty, których wymagają prezentowane wspomnienia oraz podporządkowuje materiał historyczny przemyślanym konstrukcyjnie i stylistycznie opowieściom autobiograficznym. Historia w "Pamiętnikach" Jana Chryzostoma Paska wynika z doświadczeń autora. Wraz z jego dziejami czytelnik poznaje walki Czarnieckiego ze Szwedami w Polsce, wojnę Danii, wojny z Moskwą, konfederacje wojskowe Związku Święconego i rokosz Lubomirskiego. W kronikarskim zapisie "Pamiętników" pojawiają się także wypadki historyczne z czasów Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana III Sobieskiego, między innymi walki z Tatarami w 1672 roku. Pasek powołując się na relacje z drugiej ręki, opisuje również odsiecz wiedeńską. Niektórym wydarzeniom poświęca rozbudowane opisy. Odtwarza batalistyczne epizody wyprawy duńskiej, oblężenia i bitwy morskie, ocenia z głębokim przygnębieniem rokosz Lubomirskiego (1666), wydarzenia pogłębiające nędzę wśród szlachty i chłopów. Druga część "Pamiętników" opisuje ziemiański żywot Polaka. Polityka niewiele już autora interesuje, a główną treścią wspomnień stają się osobiste i gospodarskie wydarzenia. Przedstawia więc organizowane przez siebie, słynne w okolicy, polowania, opisuje hodowlę ptaków i tresowaną wydrę, którą podarował królowi Janowi III Sobieskiemu. Część pierwsza "Pamiętników" dotyczy wojennych doświadczeń Paska. Opowiada o walce Czarnieckiego ze Szwedami w Polsce i Danii, o wojnie z Moskwą, o rokoszu Lubomirskiego i o odsieczy Wiednia, którą przedstawił w oparciu o relację jej uczestnika. Ciekawie wypadł tu obraz szlachcica - żołnierza. Walczy on na ogół dzielnie, ale można podejrzewać, że zapału do walki dostarcza mu nie tyle miłość do ojczyzny, ile ambicja osobista i chęć zdobycia łupów. Ciekawość i żądza przygód są też prawdopodobnie przyczyną udziału Paska w wyprawie do Danii. W opisach ważnych wydarzeń historycznych autor skupia uwagę na własnych przygodach, wyolbrzymiając niekiedy swą rolę świadka i uczestnika tych wydarzeń. Zaskakuje też współczesnego czytelnika religijna postawa szlachcica tamtych czasów. Posłuszny nakazanym przez Kościół postom, jałmużnom i odpustom nie brał ich sobie głęboko do serca, skoro nie zmieniały jego obyczajów i nie łagodziły stosunku do człowieka, nad którym był górą. Głośny opis mszy świętej, do której służył Pasek mając ręce zbroczone krwią wrogów, jest tego dowodem. Ksiądz-celebrant uświęca to barbarzyństwo słowami: "nie wadzi to nic, nie brzydzi się Bóg krwią rozlaną dla imienia swego". "Pamiętniki" zawierają również szeroki obraz pokojowego życia ziemiańskiego i obyczajów szlacheckich. Autor myśli kategoriami przeciętnego szlachcica, toteż ucisk i niewolę chłopów uważa za naturalny stan rzeczy. Z typowo sarmacką mentalnością odnosi się do własnej klasy i tylko szlachtę uważa za godną przedstawicielkę narodu. życie prywatne szlachty nacechowane jest troską o dobrobyt i korzyści materialne. Wystarczy przypomnieć znakomity fragment "Pamiętników", w których Pasek opisuje swe zaloty do Anny Łąckiej. Bardziej przypominają one układy handlowe niż wyznania miłosne. Utwór pisany jest stylem barwnym, potocznym, dosadnym, wskazującym na gawędziarskie talenty autora, nasycony jest anegdotami i przysłowiami. Szczególnymi wartościami wyróżniają się opisy batalistyczne. "Pamiętniki" Paska, to także wiarygodny dokument mentalności przeciętnego szlachcica polskiego drugiej połowy XVII wieku. W sposób poniekąd mimowolny, poprzez sam temat i charakter wspomnień, kronikarz ujawnia obyczaje, stan świadomości i poziom etyczny braci szlacheckiej. Wizerunek autora-szlachcica, jak wynika z "Pamiętników", wydaje się szczególnie bogaty i zarazem adekwatny do zjawisk życia społecznego późnej fazy kultury barokowej. Będzie to więc wizerunek osoby fanatycznie przywiązanej do swobód politycznych i herbowych przywilejów, pełnej niechęci wobec cudzoziemszczyzny i pozasarmackich obyczajów, ale zarazem tolerancyjnej i szanującej zwyczaj lokalny. Z wyprawy duńskiej Pasek przywiózł wiele obyczajowych obserwacji; daleki od potępień "pozamorskich" zwyczajów był jednak zdecydowanie przekonany o wyższości rodzimego, sarmackiego sposobu bycia i życia. "Pamiętniki" prezentują także świadomość religijną szlachty; na ogół płytką, skłonną do dewocji i zabobonną, adekwatną do późnobarokowych, kontrreformacyjnych zjawisk życia duchowego epoki. Pasek zasadniczo pomija te zagadnienia, które mogłyby przedstawić szlachtę w złym, negatywnym świetle. Czasem jednak, opisując rozmaite militarne zwłaszcza wydarzenia, nieświadomie kreśli obrazy pieniactwa, przemocy, czy nawet okrucieństwa (np. opis sporu o to, kto osobiście zetnie pojmanego oficera). Z historyczno-dokumentacyjnego punktu widzenia ważny okazuje się również krytycyzm oceny niektórych zjawisk życia społeczno-politycznego Rzeczypospolitej, zwłaszcza zaś realizm w charakterystyce prywaty i kosmopolityzmu magnaterii. "Pamiętniki" Paska posiadają także istotne cechy dzieła literackiego. Sama już gatunkowa konwencja utworu sprzyja jego artystycznemu brzmieniu. Zasadniczo dzieło Paska łączy cechy gatunkowe wspomnienia i autobiografii, jednakże w jego strukturze można odnaleźć także i inne cechy gatunkowe: syntetyczne informacje raptularza, diariuszowy dokumentaryzm oraz właściwy dla itineriuszy opis egzotycznych krajów i ludów. Zespolenie tych różnych odmian gatunkowych i podporządkowanie ich poetyce swobodnej gawędy tworzy niezwykle silny artystycznie wyraz "Pamiętników" Paska. Elementem wzmagającym literacki sens dzieła staje się również dążność do fabularyzacji prezentowanych epizodów. Beletryzacja "Pamiętników" kształtuje powieściowy typ narracji oraz sprzyja kreowaniu narratora jako bohatera literackiego. Osobną artystyczną wartością dzieła Jana Chryzostoma Paska jest język i stylistyka. Rozliczne epizody, w tym przeżycia, bądź zdarzenia opisywane są językiem barwnym i potocznym, Pasek z dużą literacką umiejętnością odtwarza między innymi sceny batalistyczne. Talentowi narracyjnemu i gawędziarskiemu towarzyszy również ożywienie akcji licznymi anegdotami i przysłowiami, często o charakterze humorystycznym i ironicznym. Wymienione właściwości "Pamiętników" Paska sytuują dzieło kronikarza na pograniczu prozy narracyjnej, autobiograficznej i historyczno-dokumentacyjnej. [url]www.darmowegadzety.pl/?x=register&poleca=39790[url] "Świętoszek" - Molier "Świętoszek" to jeden z najważniejszych utworów barokowych. W XVII wiecznej Francji ingerencja religii we wszystkie sfery życia była olbrzymia. Katolicyzm, zagrożony świecką ideologię renesansu, bronił zaciekle swoich pozycji. Powstało szereg stowarzyszeń (złożonych z duchownych i świeckich), otoczonych tajemnicą, które rozciągały cenzurę na życie prywatne. Sprawy religijne obchodziły wszystkich bez wyjątku. Obawa przed represjami ze strony Kościoła budzi obłudę religijną, bigoterię, fałszywą pobożność. Często pod płaszczykiem świętych haseł spryciarze dorabiali się niemałych majątków i wysokich zaszczytów. Widział to Molier oczami badacza wszystkich wypaczeń ludzkiej natury. Sam znał wielu tych "świątobliwych ludzi" i wiedział, co naprawdę kryje ich troska o "dobro nieba". Stąd też taki ostry na nich atak w "Świętoszku". Wyszydzając sprytnych obłudników, których Tartuffe był symbolem, Molier ściągnął na siebie ostre protesty wszelkich cenzorów moralności. Już po drugim spektaklu zakazano wystawiania sztuki. Autor szukał pomocy u wielu znakomitości Paryża, nawet u samego Ludwika XIV, ale i ten, choć życzliwy Molierowi, nie miał odwagi wystąpić w obronie "Świętoszka". Dopiero po dwóch latach (w 1669 roku) sztuka uzyskała trwałe prawo do obecności na scenie, ale jeszcze długi czas po śmierci autora ta znakomita komedia była przedmiotem zaciekłych ataków. Treść: Główny bohater utworu Tartuffe, niemałej klasy spryciarz, a jak się w końcu okaże, złoczyńca ścigany przez prawo, zdobywa zaufanie poczciwego i naiwnego Ordona, który zafascynowany jego "pobożnością" przyjmuje Tartuffla pod swój dach. Tak opowiada rodzinie o jego zachowaniu w kościele: "A zapał, z jakim wznosił do nieba swe modły, Oczy wszystkich obecnych wciąż ku niemu wiodły: To wzdychał, to się krzyżem rozkładał na ziemi, Aby dotknąć posadzki usty pokornemi". W niedługim czasie Ordon znajduje się pod całkowitym wpływem Tartuffa, czego dowodzą słowa: "Kto z nim żyje, błogiego zażywa spokoju, Na cały świat spogląda jak na kupkę gnoju; ...Mógłbym na zgon dziś patrzeć matki, dzieci, żony I nie uczułbym w sercu, ot, nawet ukłucia". Służąca Doryna tak oto uzupełnia ten stan zauroczenia: "Nazywa go swym bratem, miłuje go bardziej Niż własną matkę, przy nim żoną, dziećmi gardzi; ...Jego zdaniem kieruje się każdej godziny, Jego wciąż ściska, pieści; ...Słowem szaleje za nim, świat w nim widzi cały". Rodzina patrzy na to z niepokojem tym większym, że Orgon postanawia oddać Tartuffowi rękę swej córki nie bacząc na to, że ta kocha innego. Znienawidzony przez domowników świętoszek nie czuje się zagrożony, gdyż żadne argumenty nie są w stanie zmienić o nim opinii Orgona. Gdy Damis usiłuje przekonać ojca, że Tartuffe uwodzi żonę Orgona, spotyka się z ostrą odprawą, zostaje wyrzucony z domu, a nawet wydziedziczony z przynależnej mu części majątku, którym Orgon obdarzył Tartuffa. Powierza mu również na przechowanie tajne papiery, na podstawie których można by go oskarżyć o zdradę stanu. Przygotowana przez domowników scena miłosna między Elmirą i Tartuffem, której świadkiem jest pan domu ukryty pod stołem, przekonuje wreszcie Orgona, kim naprawdę jest ukochany przez niego świętoszek. Zdemaskowany obłudnik nie liczy się już z niczym. Dzięki zapisowi czuje się panem domu i domaga się natychmiastowego opuszczenia go przez Orgona i jego rodzinę. Ujawnia też powierzone mu w zaufaniu papiery. Gdy sytuacja nieszczęsnego Orgona wydaje się zupełnie beznadziejna, oficer armii aresztuje długo poszukiwanego szalbierza, dom pozostaje w rękach prawowitych właścicieli, a król darowuje Orgonowi jego dawne pomyłki ze względu na późniejsze zasługi dla ojczyzny. Oszukany Orgon niewątpliwie nabierze rozumu i pewno w końcu pojmie słowa Kleanta, którymi ten chciał otworzyć mu oczy: "Są udane świętoszki, jak zuchy udane; Tak jak na polu walki nie tego człowieka Mam za najdzielniejszego, co najgłośniej szczeka, Tak samo i pobożność szczerą w sercu kryje Nie ten, co leżąc krzyżem, skręca sobie szyję". "Monachomachia" - Ignacy Krasicki Ignacy Krasicki był arcybiskupem gnieźnieńskim i biskupem warmińskim, posiadał wykształcenie teologiczne, zawsze kierował się rozumem. Był świadomy, że szkolnictwo w rękach kleru nie ma ie. najlepiej. Ten utwór był ważnym atutem walki o szkolnictwo w czasach powstania Komisji Edukacji Narodowej, o czym świadczą słowa: "Trzeba się uczyć, upłynął złoty wiek". Nazwa miejscowości, w której rozgrywa się akcja utworu nie jest znana, gdyż takich miejscowości było dużo. Przedmiotem sporu jest zawartość klasztornej spiżarki dominikanów, która została okradziona. Dysputa teologiczna, na którą dominikanie wyzywają karmelitów przeradza się w bójkę na trep, pięści, kufle, a nawet święte księgi (brak poszanowania dla dewocjonaliów). Bitwa była bardzo ostra: "Stracił Kleofas ostatnie trzy zęby". Walkę szczęśliwie zażegnało uniesienie ogromnego pucharu pełnego piwa. Wygląd mnichów i ich tryb życia nie budzą wątpliwości, że nikt w zakonie nie słyszał o ascetyzmie: "mięsiste jagody" księdza doktora, "poruszywszy się z puchu, pierwszy raz w życiu Jutrzenkę obaczył" sam ksiądz przeor. Patos stylu: parafrazy "wielebni głupcy (...) rycerze bosi", oksymorony. Parodia eposu bohaterskiego ("Batrachomiomachia" - parodia "Iliady', V w. p.n.e.). Jest połączeniem komedii i eposu, wyraziste sylwetki mnichów, urastające do rangi bohaterów, mogą przypominać postacie z "Iliady". Styl patetyczny, jak mowa Chodkiewicza z "Wojny chocimskiej". Podział na pieśni, inwokacja, która rozpoczyna pieśń V. Strofa pisana oktawą, typowa dla poematu bohaterskiego. Wiersz mocno zrytmizowany, rymy: ab, ab, ab, cc. Celowe parafrazy, oksymorony, anafory, pytania retoryczne, plastyka opisu, komizm słowny, postaci i sytuacji. Po ujawnieniu, kto jest autorem, Krasicki wydał "Antymonachomachie" Satyry - Ignacy Krasicki Rodowód satyr - rzymski poeta I w. p.n.e. - Horacy; w średniowieczu "Satyra na leniwych chłopów"; w renesansie Mikołaj Rej "Krótka rozprawa między trzema osobami panem, wójtem i plebanem". Gatunek synkretyczny (łączy elementy: liryczne, epickie i dramatyczne). Utwór wyrazem krytycznego stosunku autora do rzeczywistości, ośmieszający przestawione zjawiska, wady ludzkie, stosunki społeczne itp. Satyryczny może być utwór dramatyczny, epicki lub liryczny, w całości lub we fragmencie. "Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka Wielbi urząd czci króla, lecz sadzi człowieka." "Do króla" Zarzuty wobec króla: szlacheckie pochodzenie, a nie królewskie: "Jesteś królem, czemu nie królewskim synem", młody wiek: "zbyt młodyś jeszcze", Polskie pochodzenie: "źle to więc, żeś jest Polak" , łagodność, dobroć, życzliwość wobec poddanych: "Chcesz, aby cię kochali? Niech się raczej boją. Cożeś zyskał dobrocią, łagodnością twoja?", wszechstronne wykształcenie, otaczanie się uczonymi: "Księgi lubisz i w ludziach kochasz się uczonych" Szlachta jest zazdrosna, pewna siebie, dumna ze swego pochodzenia, pragnąca władzy. Powierzchownie oceniają ludzi, po wieku, wyglądzie, uznawali, że wiek jest gwarancja mądrości, brak zaufania do młodych. Uważali, że obcy władca byłby lepszy. Krytykują wykształcenie. Pamflet - rodzaj satyry, krytykujący grupę ludzi, stał się eleganckim panegirykiem (pochwałą), na cześć króla. Satyra wymierzona jest wymierzona przeciwko królowi, które w utworze prezentuje narrator. Wykorzystanie ironii jako metody krytyki rzeczywistości. Zwrot do adresata. Zarzuty szlachty są właściwie pochwałą króla, wszystkie oskarżenia, jakie wysuwa szlachta są sprawami pozytywnymi. Jednocześnie utwór staje się krytyką zacofanej i zadumanej w sobie szlachty. "Pijaństwo" Przykład satyry dramatycznej, występują dialogi. Jest to satyra na społeczeństwo polskie. Skutki nadużywania alkoholu: "zawstydza pijanice nierozumne zwierzę", "Brzydzi się nim człek prawy, jako rzeczą sprośną", "Z niego zwady, obmowy nieprzystojne rosną, Pamięć się przez nie traci, rozumu użycie Zdrowie się nad weręża i ukraca życie", zalety trzeźwości "Zdrowie czerstwe, myśl u nich wesoła i wolna". Zachowanie bohaterów mimo świadomości skutków. Pijaństwo beztroskie, szukanie okazji i pretekstu do wypicia wódki, źle pojmowana gościnność, brak głębszych zainteresowań, perspektyw, niskie horyzonty myślowe, słaba wola. Forma kompozycyjna: mały obrazek sceniczny. Charakter i wymowę satyryczną wprowadzają: ośmieszenie pijaństwa, porównywanie ludzi pijanych do zwierząt, docenienie stanu trzeźwości, osoby uczestniczące są niepoprawnymi alkoholikami. "Świat zepsuty" "Ty mów prawdę, mów śmiało satyro rzetelna". Objawy zepsucia: "nierząd, rozpusta, występki szkaradne", "pełno ksiąg bezbożnych", swoboda obyczajowa młodzieży, "wolno się na czas żenić" - rozwiązłość obyczajowa, brak hamulców moralnych: "dzieci się rodziców wstydzą", rozwolnione więzy rodzinne: "bracia się nienawidzą", "zdrożne obyczaje", "nierząd, rozpusta, zbytki gubią kraje", "Ten na nierząd o bracia pokonał i zgubił". Wymowne zakończenie utworu, wzburzenie poety, przekonanego, że upadek moralności to wielkie nieszczęście. Topos okrętu, ojczyzny (tak jak w "Kazaniach sejmowych" Piotra Skargi): "Bezpieczniej okręt opuścić i płyną/ poczciwie być w okręcie, ocaleć i zginąć". "Żona modna" Utwór ukazuje w "krzywym zwierciadle" postacie, które są reprezentatywne dla szlachty polskiej XVIII w. Pierwszą z nich jest pan Piotr - przedstawiciel konserwatywnej szlachty sarmackiej, stara się kultywować tradycje staropolskie, jest przywiązany do staropolskich obyczajów i tradycji oraz do religii katolickiej, ale z drugiej strony zdecydował się na małżeństwo tylko z powódek materialistycznych, licząc na posag swojej przyszłej żony. Jest to prawdziwa ironia tym bardziej, że nie potrafi przeciwstawić się z ekstrawagancją swojej żony. Druga osoba jest żona pana Piotra, która bezmyślnie naśladuje francuską modę, język, a potępia wszystko co polskie. W ten sposób, wprowadzając coraz to nowe innowacje w domu, doprowadza swojego męża do ruiny. Jest egoistyczna i arogancka. O ile autor współczuje szlachcicowi, to w stosunku do jego żony jest bezwzględny. Krasicki w opisie postaci posługuje się karykaturą, czyli pomija zalety, a wyolbrzymia wady. Krytykuje bezmyślne naśladownictwo i zapominanie o polskiej kulturze i tradycjach. Uświadamia też, że nie można poprzestawać na sarmackim konserwatyzmie, ale przystosować się do zmiennej i nowej rzeczywistości. Jest to satyra epicka, społeczno - obyczajowa. W zakończeniu pokazany jest obraz, gdy od fajerwerków podczas zabawy zaczęło palić się jedno z zabudowań. Wtedy pan Piotr oczywiście próbował je ocalić i ugasić pożar. Gdy niestety wszystko się spaliło jego żona całość podsumowała słowami: "No to, wrócim do miasta". W tych słowach zawarta jest cała prawda o "żonie modnej", która była rozrzutna, lekkomyślna i kapryśna. [url]www.darmowegadzety.pl/?x=register&poleca=39790[/url]

    "Pamiętniki" - Jan Chryzostom Pasek

    Pamiętniki i diariusze (dzienniki) zajmowały niemało miejsca w literaturze XVII wieku. Dzięki bezpośredniemu stosunkowi autorów do przedstawianych faktów, dzięki żywości i barwności wysławiania się, pamiętniki są doskonałym źródłem poznawania ludzi i obyczajowości tamtego okresu. Tę role spełniają "Pamiętniki" Paska. Zostały wydane drukiem w 1836 roku
    i od razu zdobyły szerokie rzesze czytelników. Ze względu na zawartość są ważnym źródłem historycznym, którego wiarygodność potwierdzają relacje ludzi biorących udział w wydarzeniach.

    Swoje "Pamiętniki" Pasek (1636-1701) najprawdopodobniej spisywał pod koniec życia w latach 1690-1695. Stanowią one najwybitniejszy zabytek pamiętnikarstwa staropolskiego i obejmują lata 1656-1688; w pamiętniku można wyodrębnić dwie części: pierwszą poświęconą wojennym losom autora (1656-1666), drugą natomiast opisującą Paska jako gospodarza i obywatela (1667-1688). Walory historyczno-dokumentacyjne utworu są bezsporne, ale przedstawione wydarzenia zostały zarazem poddane poetyce gawędy: autor swobodnie dokonuje wyboru tematów, gromadzi tylko te fakty, których wymagają prezentowane wspomnienia oraz podporządkowuje materiał historyczny przemyślanym konstrukcyjnie i stylistycznie opowieściom autobiograficznym. Historia w "Pamiętnikach" Jana Chryzostoma Paska wynika z doświadczeń autora. Wraz z jego dziejami czytelnik poznaje walki Czarnieckiego ze Szwedami w Polsce, wojnę Danii, wojny z Moskwą, konfederacje wojskowe Związku Święconego i rokosz Lubomirskiego. W kronikarskim zapisie "Pamiętników" pojawiają się także wypadki historyczne z czasów Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana III Sobieskiego, między innymi walki z Tatarami w 1672 roku. Pasek powołując się na relacje z drugiej ręki, opisuje również odsiecz wiedeńską.

    Niektórym wydarzeniom poświęca rozbudowane opisy. Odtwarza batalistyczne epizody wyprawy duńskiej, oblężenia i bitwy morskie, ocenia z głębokim przygnębieniem rokosz Lubomirskiego (1666), wydarzenia pogłębiające nędzę wśród szlachty i chłopów. Druga część "Pamiętników" opisuje ziemiański żywot Polaka. Polityka niewiele już autora interesuje, a główną treścią wspomnień stają się osobiste i gospodarskie wydarzenia. Przedstawia więc
    organizowane przez siebie, słynne w okolicy, polowania, opisuje hodowlę ptaków i tresowaną wydrę, którą podarował królowi Janowi III Sobieskiemu.

    Część pierwsza "Pamiętników" dotyczy wojennych doświadczeń Paska. Opowiada o walce Czarnieckiego ze Szwedami w Polsce i Danii, o wojnie z Moskwą, o rokoszu Lubomirskiego i o odsieczy Wiednia, którą przedstawił w oparciu o relację jej uczestnika. Ciekawie wypadł tu obraz szlachcica - żołnierza. Walczy on na ogół dzielnie, ale można podejrzewać, że zapału do walki
    dostarcza mu nie tyle miłość do ojczyzny, ile ambicja osobista i chęć zdobycia łupów. Ciekawość i żądza przygód są też prawdopodobnie przyczyną udziału Paska w wyprawie do Danii. W opisach ważnych wydarzeń historycznych autor skupia uwagę na własnych przygodach, wyolbrzymiając niekiedy swą rolę świadka i uczestnika tych wydarzeń. Zaskakuje też współczesnego czytelnika religijna postawa szlachcica tamtych czasów.
    Posłuszny nakazanym przez Kościół postom, jałmużnom i odpustom nie brał ich sobie głęboko do serca, skoro nie zmieniały jego obyczajów i nie łagodziły stosunku do człowieka, nad którym był górą. Głośny opis mszy świętej, do której służył Pasek mając ręce zbroczone krwią wrogów, jest tego dowodem. Ksiądz-celebrant uświęca to barbarzyństwo słowami: "nie wadzi to nic, nie brzydzi się Bóg krwią rozlaną dla imienia swego".

    "Pamiętniki" zawierają również szeroki obraz pokojowego życia ziemiańskiego i obyczajów szlacheckich. Autor myśli kategoriami przeciętnego szlachcica, toteż ucisk i niewolę chłopów uważa za naturalny stan rzeczy. Z typowo sarmacką mentalnością odnosi się do własnej klasy i tylko szlachtę uważa za godną przedstawicielkę narodu. życie prywatne szlachty nacechowane jest troską o dobrobyt i korzyści materialne. Wystarczy przypomnieć znakomity fragment "Pamiętników", w których Pasek opisuje swe zaloty do Anny Łąckiej. Bardziej przypominają one układy handlowe niż wyznania miłosne. Utwór pisany jest stylem barwnym, potocznym, dosadnym, wskazującym na gawędziarskie talenty autora, nasycony jest anegdotami i przysłowiami. Szczególnymi wartościami wyróżniają się opisy batalistyczne.

    "Pamiętniki" Paska, to także wiarygodny dokument mentalności przeciętnego szlachcica polskiego drugiej połowy XVII wieku. W sposób poniekąd mimowolny, poprzez sam temat i charakter wspomnień, kronikarz ujawnia obyczaje, stan świadomości i poziom etyczny braci szlacheckiej. Wizerunek autora-szlachcica, jak wynika z "Pamiętników", wydaje się szczególnie bogaty i zarazem adekwatny do zjawisk życia społecznego późnej
    fazy kultury barokowej. Będzie to więc wizerunek osoby fanatycznie przywiązanej do swobód politycznych i herbowych przywilejów, pełnej niechęci wobec cudzoziemszczyzny i pozasarmackich obyczajów, ale zarazem tolerancyjnej i szanującej zwyczaj lokalny.

    Z wyprawy duńskiej Pasek przywiózł wiele obyczajowych obserwacji; daleki od potępień "pozamorskich" zwyczajów był jednak zdecydowanie przekonany o wyższości rodzimego, sarmackiego sposobu bycia i życia. "Pamiętniki" prezentują także świadomość religijną szlachty; na ogół płytką, skłonną do dewocji i zabobonną, adekwatną do późnobarokowych, kontrreformacyjnych zjawisk życia duchowego epoki.

    Pasek zasadniczo pomija te zagadnienia, które mogłyby przedstawić szlachtę w złym, negatywnym świetle. Czasem jednak, opisując rozmaite militarne zwłaszcza wydarzenia, nieświadomie kreśli obrazy pieniactwa, przemocy, czy nawet okrucieństwa (np. opis sporu o to, kto osobiście zetnie pojmanego oficera). Z historyczno-dokumentacyjnego punktu widzenia ważny okazuje się również krytycyzm oceny niektórych zjawisk życia społeczno-politycznego Rzeczypospolitej, zwłaszcza zaś realizm w charakterystyce prywaty i kosmopolityzmu magnaterii.

    "Pamiętniki" Paska posiadają także istotne cechy dzieła literackiego. Sama już gatunkowa konwencja utworu sprzyja jego artystycznemu brzmieniu. Zasadniczo dzieło Paska łączy cechy gatunkowe wspomnienia i autobiografii, jednakże w jego strukturze można odnaleźć także i inne cechy gatunkowe: syntetyczne informacje raptularza, diariuszowy dokumentaryzm oraz właściwy
    dla itineriuszy opis egzotycznych krajów i ludów. Zespolenie tych różnych odmian gatunkowych i podporządkowanie ich poetyce swobodnej gawędy tworzy niezwykle silny artystycznie wyraz "Pamiętników" Paska. Elementem wzmagającym literacki sens dzieła staje się również dążność do fabularyzacji prezentowanych epizodów. Beletryzacja "Pamiętników" kształtuje powieściowy typ narracji oraz sprzyja kreowaniu narratora jako
    bohatera literackiego.

    Osobną artystyczną wartością dzieła Jana Chryzostoma Paska jest język i stylistyka. Rozliczne epizody, w tym przeżycia, bądź zdarzenia opisywane są językiem barwnym i potocznym, Pasek z dużą literacką umiejętnością odtwarza między innymi sceny batalistyczne. Talentowi narracyjnemu i gawędziarskiemu towarzyszy również ożywienie akcji licznymi anegdotami i przysłowiami, często o charakterze humorystycznym i ironicznym. Wymienione właściwości "Pamiętników" Paska sytuują dzieło kronikarza na pograniczu prozy narracyjnej, autobiograficznej i historyczno-dokumentacyjnej.

    www.darmowegadzety.pl/?x=register&amp;poleca=39790[url]<br /> &quot;Świętoszek&quot; - Molier <br /> <br /> &quot;Świętoszek&quot; to jeden z najważniejszych utworów barokowych. W XVII wiecznej Francji ingerencja religii we wszystkie sfery życia była olbrzymia. Katolicyzm, zagrożony świecką ideologię renesansu, bronił zaciekle swoich pozycji. Powstało szereg stowarzyszeń (złożonych z duchownych i świeckich), otoczonych tajemnicą, które rozciągały cenzurę na życie prywatne. Sprawy religijne obchodziły wszystkich bez wyjątku. Obawa przed represjami ze strony Kościoła budzi obłudę religijną, bigoterię, fałszywą pobożność. Często pod płaszczykiem świętych haseł spryciarze dorabiali się niemałych majątków i wysokich zaszczytów. Widział to Molier oczami badacza wszystkich wypaczeń ludzkiej natury. Sam znał wielu tych<br /> &quot;świątobliwych ludzi&quot; i wiedział, co naprawdę kryje ich troska o &quot;dobro nieba&quot;. Stąd też taki ostry na nich atak w &quot;Świętoszku&quot;. Wyszydzając sprytnych obłudników, których Tartuffe był symbolem, Molier ściągnął na siebie ostre protesty wszelkich cenzorów moralności. Już po drugim spektaklu zakazano wystawiania sztuki. Autor szukał pomocy u wielu znakomitości Paryża, nawet u samego Ludwika XIV, ale i ten, choć życzliwy Molierowi, nie miał odwagi wystąpić w obronie &quot;Świętoszka&quot;. Dopiero po dwóch latach (w 1669 roku) sztuka uzyskała trwałe prawo do obecności na scenie, ale jeszcze długi czas po śmierci autora ta znakomita komedia była przedmiotem zaciekłych ataków.<br /> <br /> Treść:<br /> Główny bohater utworu Tartuffe, niemałej klasy spryciarz, a jak się w końcu okaże, złoczyńca ścigany przez prawo, zdobywa zaufanie poczciwego i naiwnego Ordona, który zafascynowany jego &quot;pobożnością&quot; przyjmuje Tartuffla pod swój dach. Tak opowiada rodzinie o jego zachowaniu w kościele:<br /> &quot;A zapał, z jakim wznosił do nieba swe modły,<br /> Oczy wszystkich obecnych wciąż ku niemu wiodły:<br /> To wzdychał, to się krzyżem rozkładał na ziemi,<br /> Aby dotknąć posadzki usty pokornemi&quot;.<br /> W niedługim czasie Ordon znajduje się pod całkowitym wpływem Tartuffa, czego dowodzą słowa:<br /> &quot;Kto z nim żyje, błogiego zażywa spokoju,<br /> Na cały świat spogląda jak na kupkę gnoju;<br /> ...Mógłbym na zgon dziś patrzeć matki, dzieci, żony<br /> I nie uczułbym w sercu, ot, nawet ukłucia&quot;.<br /> Służąca Doryna tak oto uzupełnia ten stan zauroczenia:<br /> &quot;Nazywa go swym bratem, miłuje go bardziej<br /> Niż własną matkę, przy nim żoną, dziećmi gardzi;<br /> ...Jego zdaniem kieruje się każdej godziny,<br /> Jego wciąż ściska, pieści;<br /> ...Słowem szaleje za nim, świat w nim widzi cały&quot;.<br /> Rodzina patrzy na to z niepokojem tym większym, że Orgon postanawia oddać Tartuffowi rękę swej córki nie bacząc na to, że ta kocha innego. Znienawidzony przez domowników świętoszek nie czuje się zagrożony, gdyż żadne argumenty nie są w stanie zmienić o nim opinii Orgona. Gdy Damis usiłuje przekonać ojca, że Tartuffe uwodzi żonę Orgona, spotyka się z<br /> ostrą odprawą, zostaje wyrzucony z domu, a nawet wydziedziczony z przynależnej mu części majątku, którym Orgon obdarzył Tartuffa. Powierza mu również na przechowanie tajne papiery, na podstawie których można by go oskarżyć o zdradę stanu. Przygotowana przez domowników scena miłosna między Elmirą i Tartuffem, której świadkiem jest pan domu ukryty pod stołem, przekonuje wreszcie Orgona, kim naprawdę jest ukochany przez niego świętoszek. Zdemaskowany obłudnik nie liczy się już z niczym. Dzięki zapisowi czuje się panem domu i domaga się natychmiastowego opuszczenia go przez Orgona i jego rodzinę. Ujawnia też powierzone mu w zaufaniu papiery. Gdy sytuacja nieszczęsnego Orgona wydaje się zupełnie beznadziejna, oficer armii aresztuje długo poszukiwanego szalbierza, dom pozostaje w rękach<br /> prawowitych właścicieli, a król darowuje Orgonowi jego dawne pomyłki ze względu na późniejsze zasługi dla ojczyzny. Oszukany Orgon niewątpliwie nabierze rozumu i pewno w końcu pojmie słowa Kleanta, którymi ten chciał otworzyć mu oczy:<br /> &quot;Są udane świętoszki, jak zuchy udane;<br /> Tak jak na polu walki nie tego człowieka<br /> Mam za najdzielniejszego, co najgłośniej szczeka,<br /> Tak samo i pobożność szczerą w sercu kryje<br /> Nie ten, co leżąc krzyżem, skręca sobie szyję&quot;.<br /> <br /> &quot;Monachomachia&quot; - Ignacy Krasicki <br /> <br /> Ignacy Krasicki był arcybiskupem gnieźnieńskim i biskupem warmińskim, posiadał wykształcenie teologiczne, zawsze kierował się rozumem. Był świadomy, że szkolnictwo w rękach kleru nie ma ie. najlepiej. Ten utwór był ważnym atutem walki o szkolnictwo w czasach powstania Komisji Edukacji Narodowej, o czym świadczą słowa: &quot;Trzeba się uczyć, upłynął złoty wiek&quot;.<br /> Nazwa miejscowości, w której rozgrywa się akcja utworu nie jest znana, gdyż takich miejscowości było dużo. Przedmiotem sporu jest zawartość klasztornej spiżarki dominikanów, która została okradziona. Dysputa teologiczna, na którą dominikanie wyzywają karmelitów przeradza się w bójkę na trep, pięści, kufle, a nawet święte księgi (brak poszanowania dla dewocjonaliów). Bitwa była bardzo ostra: &quot;Stracił Kleofas ostatnie trzy zęby&quot;. Walkę szczęśliwie zażegnało uniesienie ogromnego pucharu pełnego piwa. Wygląd mnichów i ich tryb życia nie budzą wątpliwości, że nikt w zakonie nie słyszał o ascetyzmie: &quot;mięsiste jagody&quot; księdza doktora, &quot;poruszywszy się z puchu, pierwszy raz w życiu Jutrzenkę obaczył&quot; sam ksiądz przeor.<br /> Patos stylu: parafrazy &quot;wielebni głupcy (...) rycerze bosi&quot;, oksymorony. Parodia eposu bohaterskiego (&quot;Batrachomiomachia&quot; - parodia &quot;Iliady', V w. p.n.e.). Jest połączeniem komedii i eposu, wyraziste sylwetki mnichów, urastające do rangi bohaterów, mogą przypominać postacie z &quot;Iliady&quot;. Styl patetyczny, jak mowa Chodkiewicza z &quot;Wojny chocimskiej&quot;.<br /> Podział na pieśni, inwokacja, która rozpoczyna pieśń V. Strofa pisana oktawą, typowa dla poematu bohaterskiego. Wiersz mocno zrytmizowany, rymy: ab, ab, ab, cc. Celowe parafrazy, oksymorony, anafory, pytania retoryczne, plastyka opisu, komizm słowny, postaci i sytuacji. <br /> Po ujawnieniu, kto jest autorem, Krasicki wydał &quot;Antymonachomachie&quot;<br /> <br /> Satyry - Ignacy Krasicki <br /> <br /> Rodowód satyr - rzymski poeta I w. p.n.e. - Horacy; w średniowieczu &quot;Satyra na leniwych chłopów&quot;; w renesansie Mikołaj Rej &quot;Krótka rozprawa między trzema osobami panem, wójtem i plebanem&quot;. Gatunek synkretyczny (łączy elementy: liryczne, epickie i dramatyczne). Utwór wyrazem krytycznego stosunku autora do rzeczywistości, ośmieszający przestawione zjawiska, wady ludzkie, stosunki społeczne itp. Satyryczny może być utwór dramatyczny, epicki lub liryczny, w całości lub we fragmencie.<br /> &quot;Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka<br /> Wielbi urząd czci króla, lecz sadzi człowieka.&quot;<br /> <br /> &quot;Do króla&quot;<br /> <br /> Zarzuty wobec króla:<br /> <br /> szlacheckie pochodzenie, a nie królewskie: &quot;Jesteś królem, czemu nie królewskim synem&quot;, <br /> <br /> młody wiek: &quot;zbyt młodyś jeszcze&quot;, <br /> <br /> Polskie pochodzenie: &quot;źle to więc, żeś jest Polak&quot; , <br /> <br /> łagodność, dobroć, życzliwość wobec poddanych: &quot;Chcesz, aby cię kochali? Niech się raczej boją. Cożeś zyskał dobrocią, łagodnością twoja?&quot;, <br /> <br /> wszechstronne wykształcenie, otaczanie się uczonymi: &quot;Księgi lubisz i w ludziach kochasz się uczonych&quot; <br /> <br /> Szlachta jest zazdrosna, pewna siebie, dumna ze swego pochodzenia, pragnąca władzy. Powierzchownie oceniają ludzi, po wieku, wyglądzie, uznawali, że wiek jest gwarancja mądrości, brak zaufania do młodych. Uważali, że obcy władca byłby lepszy. Krytykują wykształcenie.<br /> <br /> Pamflet - rodzaj satyry, krytykujący grupę ludzi, stał się eleganckim panegirykiem (pochwałą), na cześć króla. Satyra wymierzona jest wymierzona przeciwko królowi, które w utworze prezentuje narrator. Wykorzystanie ironii jako metody krytyki rzeczywistości. Zwrot do adresata. Zarzuty szlachty są właściwie pochwałą króla, wszystkie oskarżenia, jakie wysuwa szlachta są sprawami pozytywnymi. Jednocześnie utwór staje się krytyką zacofanej i zadumanej w sobie szlachty.<br /> <br /> &quot;Pijaństwo&quot;<br /> <br /> Przykład satyry dramatycznej, występują dialogi. Jest to satyra na społeczeństwo polskie.<br /> <br /> Skutki nadużywania alkoholu:<br /> <br /> &quot;zawstydza pijanice nierozumne zwierzę&quot;, <br /> <br /> &quot;Brzydzi się nim człek prawy, jako rzeczą sprośną&quot;, <br /> <br /> &quot;Z niego zwady, obmowy nieprzystojne rosną, Pamięć się przez nie traci, rozumu użycie Zdrowie się nad weręża i ukraca życie&quot;, <br /> <br /> zalety trzeźwości &quot;Zdrowie czerstwe, myśl u nich wesoła i wolna&quot;. <br /> <br /> Zachowanie bohaterów mimo świadomości skutków. Pijaństwo beztroskie, szukanie okazji i pretekstu do wypicia wódki, źle pojmowana gościnność, brak głębszych zainteresowań, perspektyw, niskie horyzonty myślowe, słaba wola.<br /> <br /> Forma kompozycyjna: mały obrazek sceniczny.<br /> <br /> Charakter i wymowę satyryczną wprowadzają: ośmieszenie pijaństwa, porównywanie ludzi pijanych do zwierząt, docenienie stanu trzeźwości, osoby uczestniczące są niepoprawnymi alkoholikami.<br /> <br /> &quot;Świat zepsuty&quot;<br /> <br /> &quot;Ty mów prawdę, mów śmiało satyro rzetelna&quot;.<br /> <br /> Objawy zepsucia: &quot;nierząd, rozpusta, występki szkaradne&quot;, &quot;pełno ksiąg bezbożnych&quot;, swoboda obyczajowa młodzieży, &quot;wolno się na czas żenić&quot; - rozwiązłość obyczajowa, brak hamulców moralnych: &quot;dzieci się rodziców wstydzą&quot;, rozwolnione więzy rodzinne: &quot;bracia się nienawidzą&quot;, &quot;zdrożne obyczaje&quot;, &quot;nierząd, rozpusta, zbytki gubią kraje&quot;, &quot;Ten na nierząd o bracia pokonał i zgubił&quot;. Wymowne zakończenie utworu, wzburzenie poety, przekonanego, że upadek moralności to wielkie nieszczęście. Topos okrętu, ojczyzny (tak jak w &quot;Kazaniach sejmowych&quot; Piotra Skargi): &quot;Bezpieczniej okręt opuścić i płyną/ poczciwie być w okręcie, ocaleć i zginąć&quot;.<br /> <br /> &quot;Żona modna&quot;<br /> <br /> Utwór ukazuje w &quot;krzywym zwierciadle&quot; postacie, które są reprezentatywne dla szlachty polskiej XVIII w. Pierwszą z nich jest pan Piotr - przedstawiciel konserwatywnej szlachty sarmackiej, stara się kultywować tradycje staropolskie, jest przywiązany do staropolskich obyczajów i tradycji oraz do religii katolickiej, ale z drugiej strony zdecydował się na małżeństwo tylko z powódek materialistycznych, licząc na posag swojej przyszłej żony. Jest to prawdziwa ironia tym bardziej, że nie potrafi przeciwstawić się z ekstrawagancją swojej żony. Druga osoba jest żona pana Piotra, która bezmyślnie naśladuje francuską modę, język, a potępia wszystko co polskie. W ten sposób, wprowadzając coraz to nowe innowacje w domu, doprowadza swojego męża do ruiny. Jest egoistyczna i arogancka. O ile autor współczuje szlachcicowi, to w stosunku do jego żony jest bezwzględny. Krasicki w opisie postaci posługuje się karykaturą, czyli pomija zalety, a wyolbrzymia wady. Krytykuje bezmyślne naśladownictwo i zapominanie o polskiej kulturze i tradycjach. Uświadamia też, że nie można poprzestawać na sarmackim konserwatyzmie, ale przystosować się do zmiennej i nowej rzeczywistości. Jest to satyra epicka, społeczno - obyczajowa. W zakończeniu pokazany jest obraz, gdy od fajerwerków podczas zabawy zaczęło palić się jedno z zabudowań. Wtedy pan Piotr oczywiście próbował je ocalić i ugasić pożar. Gdy niestety wszystko się spaliło jego żona całość podsumowała słowami: &quot;No to, wrócim do miasta&quot;. W tych słowach zawarta jest cała prawda o &quot;żonie modnej&quot;, która była rozrzutna, lekkomyślna i kapryśna.<br /> <br /> [url]www.darmowegadzety.pl/?x=register&amp;poleca=39790

  • userphoto
    "Cierpienia młodego Wertera" - J. W. Goethe Przykład prozy epistolarnej (listy). utwór napisany w roku 1774, pod wpływem wewnętrznych uczuć Goethego "Każdy pisarz opisuje siebie (...) nawet wbrew swej woli", z powodu odrzuconej miłości przez kobietę i samobójstwa przyjaciela. Treść utworu stanowią listy Wilhelma i Lotty. Przeżycia tytułowego bohatera, siła uczuć Wertera, powiązane są z buntem społecznym. Idealizacja Lotty i własnego stosunku do niej, "nie potrafił on realistycznie ocenić szans, posługując się chłodnym rozsądkiem" - werteryzm, "ból duszy". Bardzo bliski kontakt człowieka z przyrodą. Po opowieści przyjaciela, który ma podobne kłopoty jak on, Werter umacnia się w postanowieniu popełnienia samobójstwa. Pistolety, którymi popełnia samobójstwo otrzymał od Lotty. Werter swoją miłość przezywał bardzo uczuciowo, tłumił ją niejako w sobie. Treść utworu Werter donosi swemu przyjacielowi Wilhelmowi, iż wyjechał do małego miasteczka, ażeby załatwić sprawy majątkowe matki i aby zaspokoić pragnienie samotności. Tam, skąd przybył, została matka (kobieta, o której bohater pisze "biedna Eleonora") oraz przyjaciel imieniem Wilhelm. Bohater zatrzymuje się w posiadłości, którą niegdyś zaprojektował pewien hrabia. Jest urzeczony pięknem natury, jej bliskość wpływa na niego kojąco. Potęga przyrody powoduje, że Werter zaprzestaje rysowania. Pisze: "Jestem tak szczęśliwy, o najdroższy, tak zatopiony w poczuciu spokojnego istnienia, że sztuka moja cierpi wskutek tego. Nie mógłbym teraz narysować nic, ani kreski". Jedyną lekturą, po którą bohater sięga z upodobaniem, jest Homer. Twierdzi: "potrzeba mi kołysanki, tę w pełni znalazłem w Homerze". Czyta zatem Homera, wiele spaceruje, przygląda się życiu tutejszych ludzi, nawiązuje znajomości. Zainteresowanie Wertera budzi pewien parobek zakochany w starszej od siebie wdowie, u której pracuje. Poznaje także książęcego komisarza, wdowca mającego dziewięcioro dzieci, który od chwili śmierci żony przeniósł się wraz z potomstwem do leśniczówki, dokąd Werter został zaproszony. Szczególne wrażenie zrobiła na bohaterze mała miejscowość nieopodal miasteczka o nazwie Wahlheim. Pod wpływem uroku przyrody Werter dochodzi do przekonania, że nieskończone bogactwo natury tworzy artystę. Tymczasem tutejsza młodzież organizuje bal, w którym ma wziąć udział także Werter. Jedzie on na bal w towarzystwie pań, te zaś uprzedziły bohatera, iż zabiorą po drodze pewną piękną kobietę. Ostrzegły też przed pochopnym ulokowaniem uczuć, bowiem kobieta ta jest już narzeczoną "pewnego bardzo dzielnego człowieka". Niebawem powóz zajeżdża pod leśniczówkę i Werter spostrzega piękną dziewczynę pośród dzieci, którym ona podaje chleb. Wywiera na nim tak silne wrażenie, że ani nie chce tego ukryć. "Jakżem się wśród rozmowy upajał czarnymi oczyma! Jak te żywe wargi i świeże, hoże policzki pociągały mą duszę! Jakżem zatopiony we wspaniałą treść jej mowy nie słyszał nawet słów, które wypowiadała!" Wspólny taniec i rozmowa podczas balu sprawiają, że Werterem zawładnęła silna namiętność. Nie zważając na fakt istnienia Alberta, z którym Lotta jest "prawie zaręczona", Werter staje się częstym gościem w leśniczówce. Zaprzyjaźnia się z młodszym rodzeństwem dziewczyny, czuje się niezwykle szczęśliwy, o czym informuje Wilhelma pisząc: "Przeżywam chwile tak szczęśliwe, jakie Bóg chowa dla swych świętych". Niebawem Werter dochodzi do przekonania, że Lotta go kocha. Tym odkryciem dzieli się z Wilhelmem w jednym z kolejnych listów. Żyje właściwie tylko nadzieją spotkania jej i jak mówi "wszystko, wszystko skupia się w tej nadziei". Pod wpływem takiego stanu ducha znów zaprzestaje rysunku. Niejednokrotnie postanawia nie widywać Lotty, a jednak nie potrafi być konsekwentnym. Po dłuższej nieobecności powraca Albert. Werter przyznaje, że nie można narzeczonemu Lotty odmówić szacunku. On też traktuje Wertera życzliwie. Niebawem Werter postanawia wyjechać, by zacząć pracę w poselstwie. Przedtem jednak dochodzi do rozmowy z Albertem na temat samobójstwa. Postawy obu mężczyzn zdecydowanie się różnią. Albert akt samobójstwa nazywa głupotą oraz dowodem słabości, gdyż jak mówi "łatwiej umrzeć niż znosić życie pełne udręki". Werter natomiast uważa, że określone są granice ludzkiego cierpienia, toteż jego zdaniem chodzi o to, czy natura ludzka "może przetrwać miarę swego cierpienia moralnego czy fizycznego". Bohater przekonany jest, że Lotta nie chce, aby wyjechał. W dniu swoich urodzin Werter otrzymuje paczkę od Alberta. Znajdują się tam: różowa kokarda Lotty oraz wydanie Homera. Coraz mocniej pogrążony w miłości Werter pisze: "W wyobraźni mej nie zjawia się żadna inna postać prócz niej i wszystkie wkoło widzę w związku z nią.(...) Gdy tak przy niej posiedzę dwie, trzy godziny i upajam się jej postacią, jej obejściem, niebiańskim urokiem jej słów i stopniowo rozpalają się wszystkie me zmysły, w oczach robi mi się ciemno, ledwo co słyszę i coś mnie chwyta za gardło jak skrytobójca (...) Nie widzę cierpieniu temu kresu prócz grobu". Werter postanawia wyjechać, nie informując Lotty i Alberta. Bohater podejmuje pracę w poselstwie z dala od ukochanej. Początkowo wydaje się, że owa praca pozwala mu zapomnieć, choć na krótko, o silnej namiętności. Jednak, jak pisze do Wilhelma, przyszło mu znosić przykrości ze strony posła, o którym mówi "jest to najbardziej rygorystyczny głupiec, jaki może istnieć". Werter pisuje również listy do Lotty. Jedyną miłą rzeczą, która spotyka go, jest zaufanie hrabiego C. Werter, obserwując otaczających go ludzi, przesyła owe spostrzeżenia przyjacielowi, pisząc w listach do niego między innymi o ludzkim dążeniu do awansów. Współpraca z posłem nadal układa się źle. To napawa Wertera niechęcią. Miłości do Lotty towarzyszy smutek wynikły z otrzymanej wiadomości, że Albert i Lotta są już małżeństwem. Niebawem spotyka bohatera kolejna przykrość - zostaje on (z uwagi na mieszczańskie pochodzenie) wyproszony z domu hrabiego von C., w którym ma prawo przebywać arystokracja. Ten incydent spowodował, że Werter podaje się do dymisji, a następnie wyjeżdża. Jedzie w rodzinne strony, a potem do myśliwskiego zamku zaprzyjaźnionego księcia. Ponieważ źle się tam czuje, niebawem wyjeżdża. Uświadamia sobie, że nie przestał kochać Lotty, a fakt, iż nie jest już wolna, budzi w nim żal pomieszany z zazdrością. Pisze: "Nie pojmuję czasem, jak ktoś inny może ją kochać, śmie ją kochać, gdy ja kocham ją tak wyłącznie, tak gorąco, tak pełnym uczuciem". Miłość przywiodła Wertera tam, gdzie poznał Lottę. Ona mieszka jednak już w domu Alberta. Werter spotyka przypadkiem parobka, którego poznał, będąc w tych stronach po raz pierwszy. Ów parobek opowiada mu o swojej sytuacji. Kochając się w gospodyni bezgranicznie, kierowany namiętnością chciał, jak mówi, "wziąć ją siłą". Na to nadszedł jej brat i wyrzucił parobka, nadawszy przy tym całej sprawie rozgłos (brat obawiał się bowiem, że jeśli siostra ponownie wyjdzie za mąż, jego dzieci utracą spodziewany spadek). Wyrzucony młody człowiek postanawia, że umrze, jeśli kochana przez niego kobieta, poślubi innego. Werter znów często odwiedza Lottę. Jej mąż wyjechał na wieś w interesach. Uczucie wybucha z jeszcze większą siłą. Lekturą, która towarzyszy teraz bohaterowi, są "Pieśni Osjana". Sytuacja, w jakiej się znalazł, staje się źródłem udręki, nasuwa różne myśli, o jednej z nich Werter pisze: "kładę się często do łóżka z życzeniem, ba czasem z nadzieją niezbudzenia się więcej". Jest przekonany, że Lotta wie o jego bólu. Zaistniała sytuacja staje się męcząca dla wszystkich. Niespodziewanie Werter spotyka młodego, obłąkanego człowieka, który w listopadzie szuka kwiatów dla wybranki swego serca. Przyglądając się mu, Werter kieruje swe słowa do Boga: "Boże w niebie! Czyś takim uczynił los ludzi, że są szczęśliwi zanim dojdą do rozumu i kiedy go znów stracą?" Zazdrości obłąkanemu nieświadomości, w jakiej ten żyje. (Nieco później dowiaduje się, że ów obłąkany był niegdyś pisarzem u ojca Lotty, a kiedy wyznał jej uczucie, został wyrzucony ze służby, po tych przeżyciach popadł w chorobę). Wszystko to sprawia, że Werter słowami pełnymi goryczy prosi Boga: "Ojcze, któryś dawniej przepełniał całe me serce, a teraz odwróciłeś ode mnie swe oblicze! Wezwij mnie do siebie. Nie milcz dłużej. Milczenie Twe nie powstrzyma tej spragnionej duszy". O tym, że stan Wertera bliski jest depresji, świadczyć może kolejny fragment listu do Wilhelma. "Widzisz, koniec ze mną, nie zniosę tego dłużej! Dziś siedziałem przy niej - siedziałem, ona grała na fortepianie różne melodie (...) Łzy stanęły mi w oczach, schyliłem się i wzrok mój padł na jej obrączkę - łzy moje płynęły". Z każdym dniem smutek i przygnębienie zapuszczają korzenie w duszy bohatera, który staje się posępny, zamyślony. W takim nastroju dochodzi do leśniczówki ojca ukochanej. Kiedy przekracza próg słyszy wieść o zabiciu chłopa, który był nowym parobkiem u pewnej wdowy. Bez trudu skojarzył ten fakt z historią parobka niegdyś poznanego. Człowiek ten został niebawem złapany. Wertera ogarnia ogromne współczucie dla młodego mężczyzny. Wygłasza nawet przed komisarzem obronną mowę, ale to na nic się nie zdaje. Werter coraz bardziej pogrąża się w złych nastrojach i bezczynności. Rozpamiętuje przykrości, jakie spotkały go w życiu. "czuł się odcięty od wszelkich perspektyw, niezdolny znaleźć jakiś sposób ujmowania spraw codziennego życia; i tak oddany zupełnie swym uczuciom, myślom i bezgranicznej namiętności, w wiecznej monotonii swego smutnego obcowania z miłą i ukochaną istotą, której spokój mącił, targając swe siły, niszcząc je bez celu i widoku, zbliżał się coraz bardziej do swego smutnego końca". O tym, że postanowienie śmierci stało się nieodwołalne, świadczy kolejny list do przyjaciela, w którym Werter dziękuje za przyjaźń i odwleka przyjazd Wilhelma. Prosi też, by przekazał matce słowa podziękowania oraz przeprosiny za wszystkie zmartwienia, jakie jej sprawił. Następnie odwiedza ukochaną, która mówi o niezręczności całej sytuacji i zakłopotaniu, w jakim wszyscy trwają. Radzi także poszukać innej kobiety godnej miłości. Dalszą rozmowę przerywa nadejście Alberta. Następnego dnia Werter pisze list do Lotty i pozostawia go na swoim biurku. Potem wydaje służącemu polecenia, informując go, że za kilka dni wyjedzie. Jedzie do komisarza, a nie zastawszy go w domu, przez pewien czas chodzi w towarzystwie rodzeństwa Lotty po znajomym mu ogrodzie. Po powrocie każe służącemu spakować swoje rzeczy. Odwiedzając ukochaną, czyta jej swój przekład "Pieśni Osjana", po czym bierze ją w ramiona. Ona jednak prosi, aby odszedł. Wychodząc mówi: "Żegnaj, Lotto! Żegnaj na wieki!". Pisze list do Lotty. Służącego wysyła, aby pożyczył od Alberta pistolety. Kiedy dowiaduje się, że podała je Lotta, uznaje, iż ona popiera jego decyzję. Potem niszczy wiele papierów, wychodzi uregulować długi, a następnie długo chodzi po okolicy. Powróciwszy pisze jeszcze. O północy realizuje swój zamiar. Nazajutrz znajduje go służący. Werter leży we krwi, ubrany w niebieski frak, żółtą kamizelkę. Żyje jeszcze, lecz jest to agonia. Umiera o dwunastej w południe. Nocą zostaje pogrzebany w miejscu, które Werter sam wybrał. Pochówkowi nie towarzyszy żaden duchowny, za trumną idzie komisarz z synami. Lotta nie przyszła, bowiem na wieść o śmierci Wertera popadła w chorobę, która wzbudzała obawy o życie bohaterki. Komentarz UTWÓR NA TLE EPOKI Utwór powstał w ciągu dwóch miesięcy - lutego i marca 1774 r. i w tym samym roku ukazał się drukiem. Był to okres, który zyskał nazwę "Sturm und Drangperiode", czyli "Okres burzy i naporu". Wtedy właśnie do głosu doszło młode pokolenie, a jego poglądy oparte były na buncie wobec zastanego porządku (chodzi przede wszystkim o feudalizm i rozbicie Niemiec na liczne państewka). Pisarze tego czasu w literackiej formie protestowali przeciwko owemu porządkowi. Dzieło Goethego, o którym tu mowa, należy do sztandarowych tekstów tej epoki i zarazem największych osiągnięć artystycznych autora. BIOGRAFIA AUTORA A FABUŁA POWIEŚCI W duchu epoki, w której powstał utwór, było czerpanie z przeżyć autora materiału literackiego. Dlatego historycy literatury wskazują na zbieżność pomiędzy elementami treści utworu a biografią pisarza, a w szczególności na okres, kiedy Goethe, będąc adeptem prawa, przybył do Wetzlaru, latem 1772 roku. Tutaj podczas balu poznał Charlottę Buff oraz jej narzeczonego Christiana Kestnera. O względy tej kobiety Goethe usilnie zabiegał, lecz bezskuteczność starań skłoniła go do wyjazdu. Przybył do Frankfurtu, gdzie zakochał się w szesnastoletniej Maksymilianie. Niebawem Goethe dowiedział się o śmierci przyjaciela z Wetzlaru - Carla Wilhelma Jerusalema, który popełnił samobójstwo - zastrzelił się pożyczonymi od Kestnera pistoletami. Powodem tego czynu była nieszczęśliwa miłość do zamężnej kobiety. Dzaidy" cz III - Adam Mickiewicz Na powstanie III części "Dziadów" złożyły się następujące przyczyny: doświadczenia wileńskie związane z działalnością poety w kołach Filomatów i Filaretów, chęć uogólnienia doświadczeń powstania listo padowego, chęć usprawiedliwienia się przed Polakami, z powodu nie wzięcia udziału w powstaniu, Trzecia część "Dziadów" odnosi się do rzeczywistości z lat 1820 - 1823, chociaż właściwa akcja dramatu rozgrywa się w roku 1823. Mickiewicz chciał połączyć swoje doświadczenia z tymi, jakie przyniosły wypadki z 1830 r.Budowa: Dedykacja "świętej pamięci (...) narodowej sprawy męczennikom". Przedmowa - pisana jest prozą, w której autor uzasadnia dlaczego napisał III część "Dziadów". Prolog - tu następuje przemiana Gustawa w Konrada (bohater siedzi w więzieniu, jest 1 listopada, o swym przeistoczeniu pisze, że umarł Gustaw, a narodził się Konrad. Kolejne sceny dramatu Sc.1 (scena więzienna): Wieczór wigilijny. Dzięki życzliwości kaprala-Polaka więźniowie (Jakub [Jagiełło] , Adolf [Januszkiewicz], Ks. Lwowicz, Frejend, Tomasz [Zan], Jacek [Onufry Pietraszkieicz], Feliks Kółakowski, Suzin), spotykają się w celi Konrada. Doświadczeńsi opowiadają nowo przybyłym o warunkach panujących w więzieniu. Jan Sobolewski opisuje odjazd kibitek wywożących zakutą w łańcuchy młodzież (również dziesięcioletnie dzieci ) na Syberię (w.188-295). Żegota [Ignacy Domeyko] cytuje bajkę o diable (w.330-349). Więźniowie m.in. śpiewają "pogańską pieść" Konrada z refrenem: "Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga/ Z Bogiem i choćby mimo Boga!". Konrad-poeta pragnie poznać przyszłość narodu, ale jego wysiłki spełzają na niczym (tzw. Mała Improwizacja) (w.485-511). Więźniowie powracają do swoich cel. Sc.2 Improwizacja (tzw. Wielka). Samotny Konrad, jako największy twórca na ziemi, prosi Boga o "rząd dusz". Uważa bowiem, że jest w stanie poprowadzić naród ku wolności i szczęściu. Stwórca jednak milczy. Rozgoryczony bohater, "duszą w ojczyznę wcielony" i "za milijony kochający i cierpiący katusze", zarzuca Panu, że jest jedynie zimnym rozumem, i wyzywa Go na pojedynek "na serca". Wątpi w dobroć i sprawiedliwość Opatrzności. Jego prometejski bunt ma jednak charakter szatański (pycha) - opętał go diabeł, który kończąc bluźniercze słowa Konrada nazywa Boga carem świata. Sc.3 Kapral sprowadza bernardyna, księdza Piotra, który odprawia egzorcyzmy (Ponieważ bunt Konrada zrodził się z miłości do umęczonego narodu i współczucia dla jego cierpień, bohater ma szanse na ocalenie duszy. Pełen chrześcijańskiej pokory i głębokiej wiary ksiądz Piotr wypędza diabła i ocala Rollisona (więzionego w klasztorze dominikańskim, doprowadzonego do rozpaczy okrutnym cierpieniem) przed wiecznym potępieniem. Sc.4 (Dom wiejski pode Lwowem). Panienka Ewa usypia, modląc się za niewinnie prześladowanych wileńskich uczniów, których car-Herod, chce zgładzić. Pojawiają się anioły, które splatają nad dzieckiem symboliczny kwietny wieniec niewinności. Ewa przezywa mistyczne widzenie, w trakcie którego jednoczy się z Bogiem. Dziewczynka symbolizuje anielska stronę polskiej duszy. Sc.5 (tzw. Widzenie Księdza Piotra). Bernardynowi modlącemu się w swojej celi, Stwórca przedstawia mistyczną wizję dziejów cierpień narodowych i objawia ich sens. Dzieje Polski są powtórzeniem losów Chrystusa. Naród musi zatem umrzeć na "krzyżu' zaborców, a by zmartwychwstać, zbawić narody od tyranii i obdarzyć je wolnością. Ksiądz Piotr widzi wywożona na Syberię młodzież, a wśród niej "dziecię", które "uszło - rośnie - to obrońca!" Przyszły zbawiciel, Mesjasz, "namiestnik wolności na ziemi widomy" nosi tajemnicze imię "Czterdzieści i cztery". Sc.6 (Widzenie Senatora). Diabły dręczą pijanego Nowosilcowa koszmarami. Śni o wielkich bogactwach i zaszczytach (100 tyś. rubli, order, książęcy tytuł), upaja się uniżonością dworaków zazdroszczących mu carskiej życzliwości. Niespodziewanie pojawia się car i okazuje mu swą nieprzychylność. Dworacy nie kryją już swej nienawiści, odwracają się odeń. Senator nie potrafi znieść utraty pańskiej łaski. Sc.7 (Salon warszawski). Dwie grupy osób. U drzwi kilku młodych ludzi (Zenon Niemojewski, Adolf i dwu starych Polaków) rozmawiają o prześladowaniach. Przy stoliku siedzą urzędnicy, literaci, damy i oficerowie. Żałują, że Nowosilcow wyjechał z Warszawy, ponieważ nikt tak jak on nie potrafi urządzać bali. Młoda dama z towarzystwa u drzwi prosi, by wysłuchano wstrząsającej historii Adolfa o Cichowskim (poddany długotrwałemu śledztwu, niczego nie powiedział, lecz wrócił z więzienia przerażająco zmieniony). Literaci - klasycy, uważają ją za zbyt aktualną i mało sentymentalną, by stała się tematem ich utworów. Młodzi opuszczają salon. Wysocki w odpowiedzi na pogardliwe komentarze kolegów wygłasza sławny czterowiersz: "... Nasz naród jak lawa, / Z wierchu zimna i twarda, sucha i plugawa, / Lecz wewnątrz ognia sto lat nie wyziębi; / Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi." Sc.8 (Pan Senator). Nowosilcow i Doktor (pierwowzorem postaci był ojczym Słowackiego) rozmawiają o odkrytym spisku wśród młodzieży uniwersytetu wileńskiego. Na wiadomość, że kupiec Kanissyn dopomina się o dług, Senator nakazuje aresztować jego syna. Pelikan (prof. uniwersytecki, donosiciel i szpieg) przypomina o sprawie Rollisona, który zachorował po ciężkim pobiciu w czasie przesłuchań (Senator jest zaskoczony, że przeżył karę 300 kijów), na to lokaj oznajmia przybycie matki chłopca z listem polecającym od księżnej. Niewidoma staruszka na kolanach błaga o widzenie z dzieckiem, w tej samej chwili wbiega z sali balowej panna zapraszając Senatora na "sercowy" koncert (gra słów: grać mają koncert niemieckiego kompozytora Henryka Hertza, którego nazwisko znaczy "serce", podobnie rzeczownik "chór" wymawiany z francuska), Senator jest zaskoczony, że młodzieniec już rok spędził w więzieniu, cieszy to opiekunkę staruszki, p. Kmitową, która chce widzieć w dostojniku "stworzenie boże" otoczone łotrami, Po odejściu kobiet Senator karze ukarać lokaja i przesłuchuje księdza Piotra, próbując oskarżyć go o udział w spisku. Doktor sugeruje, że pieczę nad spiskiem sprawuje książę Czartoryski. Ksiądz prorokuje obecnym rychłą śmierć. Sc. śpiewana (Bal). Obecni na balu przymilają się Senatorowi, flirtują, matki gotowe są dla kariery poświęcić dobre imię córek ("Lewa strona"- urzędnicy: Regestrator, Sowietnik, Pułkownik, Dama, Matka, Sowietnikowa). Starosta z trudem tłumaczy nieobecność żony i córki, pozostali ("Prawa strona") wyrażają opinie na temat służalców ("Te szelmy z rana piją krew, / A po obiedzie rom".) Tu: Justyn Pol rwie się do zabicia Senatora, uspakaja go i wreszcie wyprowadza Bestużew, Zabawę przerywa pojawienie się p. Rollison i Ks. Piotra. Kobieta dowiedziała się o realizacji podstępu Doktora i Pelikana (upozorowano samobójstwo i wyrzucono więźnia z okna), Uderzenie pioruna zabija Doktora liczącego srebrne dukaty, Goście w popłochu opuszczają bal, a Pelikanowi i Senatorowi Ks. Piotr przytacza ku przestrodze przypowieści biblijne, Prowadzony na przesłuchanie Konrad spotyka Ks. Piotra, który prorokuje: "Ty pojedziesz w daleką, nieznana drogę; / Będziesz w wielkich, bogatych i rozumnych tłumie," Sc. 9 ("Noc Dziadów") Guślarz i Kobieta w żałobie (postacie z II cz. "Dziadów") idą do kaplicy. Kobieta wspomina ducha z raną w piersi (cios "zadany w duszę"), który pojawił się na jej weselu. Pozostają na cmentarzu. Ukazują się Widma: -"Trup świeży" Doktora (cierpi niewysłowione męki, "goreje", skarży się "kruszec przelewać ja muszę"), - "obrzydłe trupisko" Bajkowa kuszonego przez dziewicę-czarta i rozrywanego przez potworne psy. Guślarz próbuje sprowadzić ducha dawnego kochanka, wreszcie ukazuje się jeździec (Kordian): "Pierś ma zbroczona posoką". To "Narodu nieprzyjaciele" "wrazili" weń miecze "aż w duszę" z tych ran uleczy go śmierć. Z rany na czole, którą sam sobie zadał (scena Wielkiej Improwizacji) uleczyć może go tylko Bóg. Ustęp (poemat podróżniczy - wspomnienia poety z pobytu w Rosji): Droga do Rosji. Opis "Krainy pustej, białej i otwartej" - Kaukazu; drogą spieszą kibitki wiozące polskich zesłańców i Konrada (" ...więzień, chociaż w słomie siedzi, / Jak dziko patrzy! jaki to wzrok dumy"). Przedmieścia stolicy. Opis przepychu letniej rezydencji cara w Carskim Siole pod Petersburgiem ("Ileż wymyślić trzeba było spisków; / Ilu niewinnych wygnać albo zabić, / Ile ziem naszych okraść i zagrabić, / Póki krwią Litwy, łzami Ukrainy / I złotem Polski hojnie zakupiono / Wszystko, co mają Paryże, Londyny,"). Petersburg. Dzieje budowy stolicy ("W głąb ciekłych piasków i błotnych zatopów / Rozkazał wpędzić sto tysięcy palów / I wdeptać ciała stu tysięcy chłopów..."; " ...kto widział Petersburg, ten powie: / Że budowały go chyba Szatany." - ukazanie potęgi caratu w wymiarze nieomal demonicznym), swoistej wieży Babel po której spacerują dworzanie ("Wszak Cesarz tędy zwykł chodzić piechoto,"). Pośród ciżby spacerują młodzi ludzie - zesłańcy. "Pielgrzym sam jeden" (Konrad - Mickiewicz) z nienawiścią obserwował dwór rosyjski. "drugi człowiek" (Józef Oleszkiewicz, Żmudzin) rozdawszy jałmużnę, próbował pocieszyć osamotnionego Pielgrzyma. Pomnik Piotra Wielkiego. "Dwaj młodzieńce" Pielgrzym i "wieszcz rosyjski" (Aleksander Puszkin lub Konrad Rylejew) przypatrują się pomnikowi - symbolowi despotyzmu i tyranii. Przegląd wojsk. Opis parady wojskowej i służalczego, pstrego tłumu dworzan. Pogardliwy komentarz na temat "ucywilizowania Rosji". Wstrząsający obraz pustego placu na którym spoczywają ofiary parady. "Biorą ich z ziemi policyjne sługi / I niosą chować; martwych, rannych społem" (tu tragiczny los rekruta Litwina oraz wiernego sługi, którego beztroski oficer pozostawił na mrozie). Całość kończy apostrofa: "Ach, żal mi ciebie, biedny Słowianinie!". "Do przyjaciół Moskali" - hołd pamięci dekabrystów m. in. Konrada Rylejewa, Aleksandra Bestużewa. Autor jasno przedstawia swoją postawę polityczną. Mickiewicz ukazuje tu ogromne zróżnicowanie między narodem rosyjskim, a despotycznym systemem w jakim tkwiła Rosja. W odpowiedzi na zarzuty, jakoby jego twórczość była antyrosyjska, przesyła braterskie pozdrowienie tym spośród Rosjan, którzy dążą do oswobodzenia swej ojczyzny z jarzma carskiej tyranii. Synkretyzm gatunkowy w dramacie: zerwanie z trzema jednościami, luźna kompozycja, fragmentaryczność, epizodyczność prowadzenia akcji, patos scen realistycznych i mistycznych, elementy groteskowe i komediowe w dramacie, sugestywność obrazów, zmienność tonacji i nastrojów oraz zróżnicowanie napięć dramatycznych. "Dziady część III" prezentują dramat romantyczny i cechują go: brak jedności czasu (trwa ponad rok, między poszczególnymi scenami są różne, nieraz kilkumiesięczne luki czasowe), - miejsca (Wilno: cela Konrada, cela księdza Piotra, apartamenty Nowosilcowa, cmentarz pod Wilnem; dworek pod Lwowem; Warszawa; Petersburg), - akcji (każda scena ma odrębną tematykę i własną dramaturgię); wieloprzestrzenność realistyczna (wiele autentycznych szczegółów, np. w opisie celi Konrada) obok symbolicznej (cmentarz jako magiczna przestrzeń obrzędu, cela Konrada jako grób-kolebka). Zbliża to tekst do średniowiecznego misterium: - pozioma organizacja: strona lewa to Zło, strona prawa to Dobro, - pionowa organizacja: Niebo, Ziemia i Piekło; wieloczasowość: - czas historyczny(konkretne daty:, np. 1 listopada 1823 r. i autentyczne wydarzenia w których uczestniczą postacie historyczne obok z czasem - mitu religijnego (cykliczny, mierzony świętami: cykl od Dziadów do Dziadów; Wielkanoc - Widzenie Księdza Piotra; Boże Narodzenie - Wielka Improwizacja, powtórzenie losów Chrystusa) i - mitu agrarnego( cykl wegetacji roślinnej - bajka Żegoty; zima, obumieranie - niewola; wiosna, zapowiedź wolności - zmartwychwstanie; ziarno - młodzież; utajone życie posianego ziarna przygotowującego się do kiełkowania - więzienie), bogata galeria postaci: - historycznych zarówno występujących pod własnymi imionami i nazwiskami (Jan Sobolewski, Wysocki, Bajkow, Pelikan) jak i wskazanych innym mianem (Generał - Wincenty Krasiński; Doktor - August B

    "Cierpienia młodego Wertera" - J. W. Goethe

    Przykład prozy epistolarnej (listy). utwór napisany w roku 1774, pod wpływem wewnętrznych uczuć Goethego "Każdy pisarz opisuje siebie (...) nawet wbrew swej woli", z powodu odrzuconej miłości przez kobietę i samobójstwa przyjaciela.
    Treść utworu stanowią listy Wilhelma i Lotty. Przeżycia tytułowego bohatera, siła uczuć Wertera, powiązane są z buntem społecznym. Idealizacja Lotty i własnego stosunku do niej, "nie potrafił on realistycznie ocenić szans, posługując się chłodnym rozsądkiem" - werteryzm, "ból duszy". Bardzo bliski kontakt człowieka z przyrodą. Po opowieści przyjaciela, który ma podobne kłopoty jak on, Werter umacnia się w postanowieniu popełnienia samobójstwa. Pistolety, którymi popełnia samobójstwo otrzymał od Lotty. Werter swoją miłość przezywał bardzo uczuciowo, tłumił ją niejako w sobie.


    Treść utworu

    Werter donosi swemu przyjacielowi Wilhelmowi, iż wyjechał do małego miasteczka, ażeby załatwić sprawy majątkowe matki i aby zaspokoić pragnienie samotności. Tam, skąd przybył, została matka (kobieta, o której bohater pisze "biedna Eleonora") oraz przyjaciel imieniem Wilhelm.

    Bohater zatrzymuje się w posiadłości, którą niegdyś zaprojektował pewien hrabia. Jest urzeczony pięknem natury, jej bliskość wpływa na niego kojąco. Potęga przyrody powoduje, że Werter zaprzestaje rysowania. Pisze:

    "Jestem tak szczęśliwy, o najdroższy, tak zatopiony w poczuciu spokojnego istnienia, że sztuka moja cierpi wskutek tego. Nie mógłbym teraz narysować nic, ani kreski".

    Jedyną lekturą, po którą bohater sięga z upodobaniem, jest Homer. Twierdzi:

    "potrzeba mi kołysanki, tę w pełni znalazłem w Homerze".

    Czyta zatem Homera, wiele spaceruje, przygląda się życiu tutejszych ludzi, nawiązuje znajomości. Zainteresowanie Wertera budzi pewien parobek zakochany w starszej od siebie wdowie, u której pracuje. Poznaje także książęcego komisarza, wdowca mającego dziewięcioro dzieci, który od chwili śmierci żony przeniósł się wraz z potomstwem do leśniczówki, dokąd Werter został zaproszony.

    Szczególne wrażenie zrobiła na bohaterze mała miejscowość nieopodal miasteczka o nazwie Wahlheim. Pod wpływem uroku przyrody Werter dochodzi do przekonania, że nieskończone bogactwo natury tworzy artystę.

    Tymczasem tutejsza młodzież organizuje bal, w którym ma wziąć udział także Werter. Jedzie on na bal w towarzystwie pań, te zaś uprzedziły bohatera, iż zabiorą po drodze pewną piękną kobietę. Ostrzegły też przed pochopnym ulokowaniem uczuć, bowiem kobieta ta jest już narzeczoną "pewnego bardzo dzielnego człowieka".

    Niebawem powóz zajeżdża pod leśniczówkę i Werter spostrzega piękną dziewczynę pośród dzieci, którym ona podaje chleb. Wywiera na nim tak silne wrażenie, że ani nie chce tego ukryć.

    "Jakżem się wśród rozmowy upajał czarnymi oczyma! Jak te żywe wargi i świeże, hoże policzki pociągały mą duszę! Jakżem zatopiony we wspaniałą treść jej mowy nie słyszał nawet słów, które wypowiadała!"

    Wspólny taniec i rozmowa podczas balu sprawiają, że Werterem zawładnęła silna namiętność. Nie zważając na fakt istnienia Alberta, z którym Lotta jest "prawie zaręczona", Werter staje się częstym gościem w leśniczówce. Zaprzyjaźnia się z młodszym rodzeństwem dziewczyny, czuje się niezwykle szczęśliwy, o czym informuje Wilhelma pisząc:

    "Przeżywam chwile tak szczęśliwe, jakie Bóg chowa dla swych świętych".

    Niebawem Werter dochodzi do przekonania, że Lotta go kocha. Tym odkryciem dzieli się z Wilhelmem w jednym z kolejnych listów. Żyje właściwie tylko nadzieją spotkania jej i jak mówi "wszystko, wszystko skupia się w tej nadziei". Pod wpływem takiego stanu ducha znów zaprzestaje rysunku. Niejednokrotnie postanawia nie widywać Lotty, a jednak nie potrafi być konsekwentnym.

    Po dłuższej nieobecności powraca Albert. Werter przyznaje, że nie można narzeczonemu Lotty odmówić szacunku. On też traktuje Wertera życzliwie. Niebawem Werter postanawia wyjechać, by zacząć pracę w poselstwie. Przedtem jednak dochodzi do rozmowy z Albertem na temat samobójstwa. Postawy obu mężczyzn zdecydowanie się różnią. Albert akt samobójstwa nazywa głupotą oraz dowodem słabości, gdyż jak mówi "łatwiej umrzeć niż znosić życie pełne udręki". Werter natomiast uważa, że określone są granice ludzkiego cierpienia, toteż jego zdaniem chodzi o to, czy natura ludzka "może przetrwać miarę swego cierpienia moralnego czy fizycznego".

    Bohater przekonany jest, że Lotta nie chce, aby wyjechał. W dniu swoich urodzin Werter otrzymuje paczkę od Alberta. Znajdują się tam: różowa kokarda Lotty oraz wydanie Homera.

    Coraz mocniej pogrążony w miłości Werter pisze:

    "W wyobraźni mej nie zjawia się żadna inna postać prócz niej i wszystkie wkoło widzę w związku z nią.(...) Gdy tak przy niej posiedzę dwie, trzy godziny i upajam się jej postacią, jej obejściem, niebiańskim urokiem jej słów i stopniowo rozpalają się wszystkie me zmysły, w oczach robi mi się ciemno, ledwo co słyszę i coś mnie chwyta za gardło jak skrytobójca (...) Nie widzę cierpieniu temu kresu prócz grobu".

    Werter postanawia wyjechać, nie informując Lotty i Alberta. Bohater podejmuje pracę w poselstwie z dala od ukochanej. Początkowo wydaje się, że owa praca pozwala mu zapomnieć, choć na krótko, o silnej namiętności. Jednak, jak pisze do Wilhelma, przyszło mu znosić przykrości ze strony posła, o którym mówi "jest to najbardziej rygorystyczny głupiec, jaki może istnieć". Werter pisuje również listy do Lotty. Jedyną miłą rzeczą, która spotyka go, jest zaufanie hrabiego C. Werter, obserwując otaczających go ludzi, przesyła owe spostrzeżenia przyjacielowi, pisząc w listach do niego między innymi o ludzkim dążeniu do awansów.

    Współpraca z posłem nadal układa się źle. To napawa Wertera niechęcią. Miłości do Lotty towarzyszy smutek wynikły z otrzymanej wiadomości, że Albert i Lotta są już małżeństwem. Niebawem spotyka bohatera kolejna przykrość - zostaje on (z uwagi na mieszczańskie pochodzenie) wyproszony z domu hrabiego von C., w którym ma prawo przebywać arystokracja. Ten incydent spowodował, że Werter podaje się do dymisji, a następnie wyjeżdża. Jedzie w rodzinne strony, a potem do myśliwskiego zamku zaprzyjaźnionego księcia. Ponieważ źle się tam czuje, niebawem wyjeżdża.

    Uświadamia sobie, że nie przestał kochać Lotty, a fakt, iż nie jest już wolna, budzi w nim żal pomieszany z zazdrością. Pisze:

    "Nie pojmuję czasem, jak ktoś inny może ją kochać, śmie ją kochać, gdy ja kocham ją tak wyłącznie, tak gorąco, tak pełnym uczuciem".

    Miłość przywiodła Wertera tam, gdzie poznał Lottę. Ona mieszka jednak już w domu Alberta.

    Werter spotyka przypadkiem parobka, którego poznał, będąc w tych stronach po raz pierwszy. Ów parobek opowiada mu o swojej sytuacji. Kochając się w gospodyni bezgranicznie, kierowany namiętnością chciał, jak mówi, "wziąć ją siłą". Na to nadszedł jej brat i wyrzucił parobka, nadawszy przy tym całej sprawie rozgłos (brat obawiał się bowiem, że jeśli siostra ponownie wyjdzie za mąż, jego dzieci utracą spodziewany spadek). Wyrzucony młody człowiek postanawia, że umrze, jeśli kochana przez niego kobieta, poślubi innego.

    Werter znów często odwiedza Lottę. Jej mąż wyjechał na wieś w interesach. Uczucie wybucha z jeszcze większą siłą. Lekturą, która towarzyszy teraz bohaterowi, są "Pieśni Osjana". Sytuacja, w jakiej się znalazł, staje się źródłem udręki, nasuwa różne myśli, o jednej z nich Werter pisze:

    "kładę się często do łóżka z życzeniem, ba czasem z nadzieją niezbudzenia się więcej".

    Jest przekonany, że Lotta wie o jego bólu. Zaistniała sytuacja staje się męcząca dla wszystkich. Niespodziewanie Werter spotyka młodego, obłąkanego człowieka, który w listopadzie szuka kwiatów dla wybranki swego serca. Przyglądając się mu, Werter kieruje swe słowa do Boga:

    "Boże w niebie! Czyś takim uczynił los ludzi, że są szczęśliwi zanim dojdą do rozumu i kiedy go znów stracą?"

    Zazdrości obłąkanemu nieświadomości, w jakiej ten żyje. (Nieco później dowiaduje się, że ów obłąkany był niegdyś pisarzem u ojca Lotty, a kiedy wyznał jej uczucie, został wyrzucony ze służby, po tych przeżyciach popadł w chorobę). Wszystko to sprawia, że Werter słowami pełnymi goryczy prosi Boga:

    "Ojcze, któryś dawniej przepełniał całe me serce, a teraz odwróciłeś ode mnie swe oblicze! Wezwij mnie do siebie. Nie milcz dłużej. Milczenie Twe nie powstrzyma tej spragnionej duszy".

    O tym, że stan Wertera bliski jest depresji, świadczyć może kolejny fragment listu do Wilhelma.

    "Widzisz, koniec ze mną, nie zniosę tego dłużej! Dziś siedziałem przy niej - siedziałem, ona grała na fortepianie różne melodie (...) Łzy stanęły mi w oczach, schyliłem się i wzrok mój padł na jej obrączkę - łzy moje płynęły".

    Z każdym dniem smutek i przygnębienie zapuszczają korzenie w duszy bohatera, który staje się posępny, zamyślony. W takim nastroju dochodzi do leśniczówki ojca ukochanej. Kiedy przekracza próg słyszy wieść o zabiciu chłopa, który był nowym parobkiem u pewnej wdowy. Bez trudu skojarzył ten fakt z historią parobka niegdyś poznanego. Człowiek ten został niebawem złapany. Wertera ogarnia ogromne współczucie dla młodego mężczyzny. Wygłasza nawet przed komisarzem obronną mowę, ale to na nic się nie zdaje. Werter coraz bardziej pogrąża się w złych nastrojach i bezczynności. Rozpamiętuje przykrości, jakie spotkały go w życiu.

    "czuł się odcięty od wszelkich perspektyw, niezdolny znaleźć jakiś sposób ujmowania spraw codziennego życia; i tak oddany zupełnie swym uczuciom, myślom i bezgranicznej namiętności, w wiecznej monotonii swego smutnego obcowania z miłą i ukochaną istotą, której spokój mącił, targając swe siły, niszcząc je bez celu i widoku, zbliżał się coraz bardziej do swego smutnego końca".

    O tym, że postanowienie śmierci stało się nieodwołalne, świadczy kolejny list do przyjaciela, w którym Werter dziękuje za przyjaźń i odwleka przyjazd Wilhelma. Prosi też, by przekazał matce słowa podziękowania oraz przeprosiny za wszystkie zmartwienia, jakie jej sprawił. Następnie odwiedza ukochaną, która mówi o niezręczności całej sytuacji i zakłopotaniu, w jakim wszyscy trwają. Radzi także poszukać innej kobiety godnej miłości. Dalszą rozmowę przerywa nadejście Alberta.

    Następnego dnia Werter pisze list do Lotty i pozostawia go na swoim biurku. Potem wydaje służącemu polecenia, informując go, że za kilka dni wyjedzie. Jedzie do komisarza, a nie zastawszy go w domu, przez pewien czas chodzi w towarzystwie rodzeństwa Lotty po znajomym mu ogrodzie. Po powrocie każe służącemu spakować swoje rzeczy. Odwiedzając ukochaną, czyta jej swój przekład "Pieśni Osjana", po czym bierze ją w ramiona. Ona jednak prosi, aby odszedł. Wychodząc mówi: "Żegnaj, Lotto! Żegnaj na wieki!". Pisze list do Lotty. Służącego wysyła, aby pożyczył od Alberta pistolety. Kiedy dowiaduje się, że podała je Lotta, uznaje, iż ona popiera jego decyzję. Potem niszczy wiele papierów, wychodzi uregulować długi, a następnie długo chodzi po okolicy. Powróciwszy pisze jeszcze. O północy realizuje swój zamiar. Nazajutrz znajduje go służący. Werter leży we krwi, ubrany w niebieski frak, żółtą kamizelkę. Żyje jeszcze, lecz jest to agonia. Umiera o dwunastej w południe. Nocą zostaje pogrzebany w miejscu, które Werter sam wybrał. Pochówkowi nie towarzyszy żaden duchowny, za trumną idzie komisarz z synami. Lotta nie przyszła, bowiem na wieść o śmierci Wertera popadła w chorobę, która wzbudzała obawy o życie bohaterki.

    Komentarz

    UTWÓR NA TLE EPOKI

    Utwór powstał w ciągu dwóch miesięcy - lutego i marca 1774 r. i w tym samym roku ukazał się drukiem. Był to okres, który zyskał nazwę "Sturm und Drangperiode", czyli "Okres burzy i naporu". Wtedy właśnie do głosu doszło młode pokolenie, a jego poglądy oparte były na buncie wobec zastanego porządku (chodzi przede wszystkim o feudalizm i rozbicie Niemiec na liczne państewka). Pisarze tego czasu w literackiej formie protestowali przeciwko owemu porządkowi. Dzieło Goethego, o którym tu mowa, należy do sztandarowych tekstów tej epoki i zarazem największych osiągnięć artystycznych autora.

    BIOGRAFIA AUTORA A FABUŁA POWIEŚCI

    W duchu epoki, w której powstał utwór, było czerpanie z przeżyć autora materiału literackiego. Dlatego historycy literatury wskazują na zbieżność pomiędzy elementami treści utworu a biografią pisarza, a w szczególności na okres, kiedy Goethe, będąc adeptem prawa, przybył do Wetzlaru, latem 1772 roku.

    Tutaj podczas balu poznał Charlottę Buff oraz jej narzeczonego Christiana Kestnera. O względy tej kobiety Goethe usilnie zabiegał, lecz bezskuteczność starań skłoniła go do wyjazdu. Przybył do Frankfurtu, gdzie zakochał się w szesnastoletniej Maksymilianie. Niebawem Goethe dowiedział się o śmierci przyjaciela z Wetzlaru - Carla Wilhelma Jerusalema, który popełnił samobójstwo - zastrzelił się pożyczonymi od Kestnera pistoletami. Powodem tego czynu była nieszczęśliwa miłość do zamężnej kobiety.

    Dzaidy" cz III - Adam Mickiewicz

    Na powstanie III części "Dziadów" złożyły się następujące przyczyny:

    doświadczenia wileńskie związane z działalnością poety w kołach Filomatów i Filaretów,
    chęć uogólnienia doświadczeń powstania listo
    padowego,
    chęć usprawiedliwienia się przed Polakami, z powodu nie wzięcia udziału w powstaniu,
    Trzecia część "Dziadów" odnosi się do rzeczywistości z lat 1820 - 1823, chociaż właściwa akcja dramatu rozgrywa się w roku 1823. Mickiewicz chciał połączyć swoje doświadczenia z tymi, jakie przyniosły wypadki z 1830 r.Budowa:
    Dedykacja "świętej pamięci (...) narodowej sprawy męczennikom".
    Przedmowa - pisana jest prozą, w której autor uzasadnia dlaczego napisał III część "Dziadów".
    Prolog - tu następuje przemiana Gustawa w Konrada (bohater siedzi w więzieniu, jest 1 listopada, o swym przeistoczeniu pisze, że umarł Gustaw, a narodził się Konrad.
    Kolejne sceny dramatu

    Sc.1 (scena więzienna):

    Wieczór wigilijny. Dzięki życzliwości kaprala-Polaka więźniowie (Jakub [Jagiełło] , Adolf [Januszkiewicz], Ks. Lwowicz, Frejend, Tomasz [Zan], Jacek [Onufry Pietraszkieicz], Feliks Kółakowski, Suzin), spotykają się w celi Konrada. Doświadczeńsi opowiadają nowo przybyłym o warunkach panujących w więzieniu. Jan Sobolewski opisuje odjazd kibitek wywożących zakutą w łańcuchy młodzież (również dziesięcioletnie dzieci ) na Syberię (w.188-295). Żegota [Ignacy Domeyko] cytuje bajkę o diable (w.330-349). Więźniowie m.in. śpiewają "pogańską pieść" Konrada z refrenem: "Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga/ Z Bogiem i choćby mimo Boga!". Konrad-poeta pragnie poznać przyszłość narodu, ale jego wysiłki spełzają na niczym (tzw. Mała Improwizacja) (w.485-511). Więźniowie powracają do swoich cel.
    Sc.2 Improwizacja (tzw. Wielka).

    Samotny Konrad, jako największy twórca na ziemi, prosi Boga o "rząd dusz". Uważa bowiem, że jest w stanie poprowadzić naród ku wolności i szczęściu. Stwórca jednak milczy. Rozgoryczony bohater, "duszą w ojczyznę wcielony" i "za milijony kochający i cierpiący katusze", zarzuca Panu, że jest jedynie zimnym rozumem, i wyzywa Go na pojedynek "na serca". Wątpi w dobroć i sprawiedliwość Opatrzności. Jego prometejski bunt ma jednak charakter szatański (pycha) - opętał go diabeł, który kończąc bluźniercze słowa Konrada nazywa Boga carem świata.
    Sc.3

    Kapral sprowadza bernardyna, księdza Piotra, który odprawia egzorcyzmy (Ponieważ bunt Konrada zrodził się z miłości do umęczonego narodu i współczucia dla jego cierpień, bohater ma szanse na ocalenie duszy. Pełen chrześcijańskiej pokory i głębokiej wiary ksiądz Piotr wypędza diabła i ocala Rollisona (więzionego w klasztorze dominikańskim, doprowadzonego do rozpaczy okrutnym cierpieniem) przed wiecznym potępieniem.
    Sc.4

    (Dom wiejski pode Lwowem). Panienka Ewa usypia, modląc się za niewinnie prześladowanych wileńskich uczniów, których car-Herod, chce zgładzić. Pojawiają się anioły, które splatają nad dzieckiem symboliczny kwietny wieniec niewinności. Ewa przezywa mistyczne widzenie, w trakcie którego jednoczy się z Bogiem. Dziewczynka symbolizuje anielska stronę polskiej duszy.
    Sc.5 (tzw. Widzenie Księdza Piotra).

    Bernardynowi modlącemu się w swojej celi, Stwórca przedstawia mistyczną wizję dziejów cierpień narodowych i objawia ich sens. Dzieje Polski są powtórzeniem losów Chrystusa. Naród musi zatem umrzeć na "krzyżu' zaborców, a by zmartwychwstać, zbawić narody od tyranii i obdarzyć je wolnością. Ksiądz Piotr widzi wywożona na Syberię młodzież, a wśród niej "dziecię", które "uszło - rośnie - to obrońca!" Przyszły zbawiciel, Mesjasz, "namiestnik wolności na ziemi widomy" nosi tajemnicze imię "Czterdzieści i cztery".
    Sc.6 (Widzenie Senatora).

    Diabły dręczą pijanego Nowosilcowa koszmarami. Śni o wielkich bogactwach i zaszczytach (100 tyś. rubli, order, książęcy tytuł), upaja się uniżonością dworaków zazdroszczących mu carskiej życzliwości. Niespodziewanie pojawia się car i okazuje mu swą nieprzychylność. Dworacy nie kryją już swej nienawiści, odwracają się odeń. Senator nie potrafi znieść utraty pańskiej łaski.
    Sc.7 (Salon warszawski).

    Dwie grupy osób. U drzwi kilku młodych ludzi (Zenon Niemojewski, Adolf i dwu starych Polaków) rozmawiają o prześladowaniach. Przy stoliku siedzą urzędnicy, literaci, damy i oficerowie. Żałują, że Nowosilcow wyjechał z Warszawy, ponieważ nikt tak jak on nie potrafi urządzać bali. Młoda dama z towarzystwa u drzwi prosi, by wysłuchano wstrząsającej historii Adolfa o Cichowskim (poddany długotrwałemu śledztwu, niczego nie powiedział, lecz wrócił z więzienia przerażająco zmieniony). Literaci - klasycy, uważają ją za zbyt aktualną i mało sentymentalną, by stała się tematem ich utworów. Młodzi opuszczają salon. Wysocki w odpowiedzi na pogardliwe komentarze kolegów wygłasza sławny czterowiersz: "... Nasz naród jak lawa, / Z wierchu zimna i twarda, sucha i plugawa, / Lecz wewnątrz ognia sto lat nie wyziębi; / Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi."
    Sc.8 (Pan Senator).

    Nowosilcow i Doktor (pierwowzorem postaci był ojczym Słowackiego) rozmawiają o odkrytym spisku wśród młodzieży uniwersytetu wileńskiego. Na wiadomość, że kupiec Kanissyn dopomina się o dług, Senator nakazuje aresztować jego syna. Pelikan (prof. uniwersytecki, donosiciel i szpieg) przypomina o sprawie Rollisona, który zachorował po ciężkim pobiciu w czasie przesłuchań (Senator jest zaskoczony, że przeżył karę 300 kijów), na to lokaj oznajmia przybycie matki chłopca z listem polecającym od księżnej. Niewidoma staruszka na kolanach błaga o widzenie z dzieckiem, w tej samej chwili wbiega z sali balowej panna zapraszając Senatora na "sercowy" koncert (gra słów: grać mają koncert niemieckiego kompozytora Henryka Hertza, którego nazwisko znaczy "serce", podobnie rzeczownik "chór" wymawiany z francuska), Senator jest zaskoczony, że młodzieniec już rok spędził w więzieniu, cieszy to opiekunkę staruszki, p. Kmitową, która chce widzieć w dostojniku "stworzenie boże" otoczone łotrami, Po odejściu kobiet Senator karze ukarać lokaja i przesłuchuje księdza Piotra, próbując oskarżyć go o udział w spisku. Doktor sugeruje, że pieczę nad spiskiem sprawuje książę Czartoryski. Ksiądz prorokuje obecnym rychłą śmierć.
    Sc. śpiewana (Bal).

    Obecni na balu przymilają się Senatorowi, flirtują, matki gotowe są dla kariery poświęcić dobre imię córek ("Lewa strona"- urzędnicy: Regestrator, Sowietnik, Pułkownik, Dama, Matka, Sowietnikowa). Starosta z trudem tłumaczy nieobecność żony i córki, pozostali ("Prawa strona") wyrażają opinie na temat służalców ("Te szelmy z rana piją krew, / A po obiedzie rom".) Tu: Justyn Pol rwie się do zabicia Senatora, uspakaja go i wreszcie wyprowadza Bestużew, Zabawę przerywa pojawienie się p. Rollison i Ks. Piotra. Kobieta dowiedziała się o realizacji podstępu Doktora i Pelikana (upozorowano samobójstwo i wyrzucono więźnia z okna), Uderzenie pioruna zabija Doktora liczącego srebrne dukaty, Goście w popłochu opuszczają bal, a Pelikanowi i Senatorowi Ks. Piotr przytacza ku przestrodze przypowieści biblijne, Prowadzony na przesłuchanie Konrad spotyka Ks. Piotra, który prorokuje: "Ty pojedziesz w daleką, nieznana drogę; / Będziesz w wielkich, bogatych i rozumnych tłumie,"
    Sc. 9 ("Noc Dziadów")

    Guślarz i Kobieta w żałobie (postacie z II cz. "Dziadów") idą do kaplicy. Kobieta wspomina ducha z raną w piersi (cios "zadany w duszę"), który pojawił się na jej weselu. Pozostają na cmentarzu. Ukazują się Widma: -"Trup świeży" Doktora (cierpi niewysłowione męki, "goreje", skarży się "kruszec przelewać ja muszę"), - "obrzydłe trupisko" Bajkowa kuszonego przez dziewicę-czarta i rozrywanego przez potworne psy. Guślarz próbuje sprowadzić ducha dawnego kochanka, wreszcie ukazuje się jeździec (Kordian): "Pierś ma zbroczona posoką". To "Narodu nieprzyjaciele" "wrazili" weń miecze "aż w duszę" z tych ran uleczy go śmierć. Z rany na czole, którą sam sobie zadał (scena Wielkiej Improwizacji) uleczyć może go tylko Bóg.
    Ustęp (poemat podróżniczy - wspomnienia poety z pobytu w Rosji):

    Droga do Rosji. Opis "Krainy pustej, białej i otwartej" - Kaukazu; drogą spieszą kibitki wiozące polskich zesłańców i Konrada (" ...więzień, chociaż w słomie siedzi, / Jak dziko patrzy! jaki to wzrok dumy").

    Przedmieścia stolicy. Opis przepychu letniej rezydencji cara w Carskim Siole pod Petersburgiem ("Ileż wymyślić trzeba było spisków; / Ilu niewinnych wygnać albo zabić, / Ile ziem naszych okraść i zagrabić, / Póki krwią Litwy, łzami Ukrainy / I złotem Polski hojnie zakupiono / Wszystko, co mają Paryże, Londyny,").

    Petersburg. Dzieje budowy stolicy ("W głąb ciekłych piasków i błotnych zatopów / Rozkazał wpędzić sto tysięcy palów / I wdeptać ciała stu tysięcy chłopów..."; " ...kto widział Petersburg, ten powie: / Że budowały go chyba Szatany." - ukazanie potęgi caratu w wymiarze nieomal demonicznym), swoistej wieży Babel po której spacerują dworzanie ("Wszak Cesarz tędy zwykł chodzić piechoto,"). Pośród ciżby spacerują młodzi ludzie - zesłańcy. "Pielgrzym sam jeden" (Konrad - Mickiewicz) z nienawiścią obserwował dwór rosyjski. "drugi człowiek" (Józef Oleszkiewicz, Żmudzin) rozdawszy jałmużnę, próbował pocieszyć osamotnionego Pielgrzyma.

    Pomnik Piotra Wielkiego. "Dwaj młodzieńce" Pielgrzym i "wieszcz rosyjski" (Aleksander Puszkin lub Konrad Rylejew) przypatrują się pomnikowi - symbolowi despotyzmu i tyranii.

    Przegląd wojsk. Opis parady wojskowej i służalczego, pstrego tłumu dworzan. Pogardliwy komentarz na temat "ucywilizowania Rosji". Wstrząsający obraz pustego placu na którym spoczywają ofiary parady. "Biorą ich z ziemi policyjne sługi / I niosą chować; martwych, rannych społem" (tu tragiczny los rekruta Litwina oraz wiernego sługi, którego beztroski oficer pozostawił na mrozie). Całość kończy apostrofa: "Ach, żal mi ciebie, biedny Słowianinie!".

    "Do przyjaciół Moskali" - hołd pamięci dekabrystów m. in. Konrada Rylejewa, Aleksandra Bestużewa. Autor jasno przedstawia swoją postawę polityczną. Mickiewicz ukazuje tu ogromne zróżnicowanie między narodem rosyjskim, a despotycznym systemem w jakim tkwiła Rosja. W odpowiedzi na zarzuty, jakoby jego twórczość była antyrosyjska, przesyła braterskie pozdrowienie tym spośród Rosjan, którzy dążą do oswobodzenia swej ojczyzny z jarzma carskiej tyranii.

    Synkretyzm gatunkowy w dramacie:

    zerwanie z trzema jednościami,

    luźna kompozycja, fragmentaryczność, epizodyczność prowadzenia akcji,

    patos scen realistycznych i mistycznych,

    elementy groteskowe i komediowe w dramacie,

    sugestywność obrazów, zmienność tonacji i nastrojów oraz zróżnicowanie napięć dramatycznych.

    "Dziady część III" prezentują dramat romantyczny i cechują go:

    brak jedności czasu (trwa ponad rok, między poszczególnymi scenami są różne, nieraz kilkumiesięczne luki czasowe), - miejsca (Wilno: cela Konrada, cela księdza Piotra, apartamenty Nowosilcowa, cmentarz pod Wilnem; dworek pod Lwowem; Warszawa; Petersburg), - akcji (każda scena ma odrębną tematykę i własną dramaturgię);

    wieloprzestrzenność realistyczna (wiele autentycznych szczegółów, np. w opisie celi Konrada) obok symbolicznej (cmentarz jako magiczna przestrzeń obrzędu, cela Konrada jako grób-kolebka). Zbliża to tekst do
    średniowiecznego misterium: - pozioma organizacja: strona lewa to Zło, strona prawa to Dobro, - pionowa organizacja: Niebo, Ziemia i Piekło;

    wieloczasowość: - czas historyczny(konkretne daty:, np. 1 listopada 1823 r. i autentyczne wydarzenia w których uczestniczą postacie historyczne obok z czasem - mitu religijnego (cykliczny, mierzony świętami: cykl od Dziadów do Dziadów; Wielkanoc - Widzenie Księdza Piotra; Boże Narodzenie - Wielka Improwizacja, powtórzenie losów Chrystusa) i - mitu agrarnego( cykl wegetacji roślinnej - bajka Żegoty; zima, obumieranie - niewola; wiosna, zapowiedź wolności - zmartwychwstanie; ziarno - młodzież; utajone życie posianego ziarna przygotowującego się do kiełkowania - więzienie),

    bogata galeria postaci: - historycznych zarówno występujących pod własnymi imionami i nazwiskami (Jan Sobolewski, Wysocki, Bajkow, Pelikan) jak i wskazanych innym mianem (Generał - Wincenty Krasiński; Doktor - August Bcu), - fikcyjnych, kreowanych zgodnie z konwencją realistyczną (prawdopodobieństwo psychologiczne) satyry (Literaci w "Salonie warszawskim") i karykatury (Senator), ale również nacechowanych
    symbolicznie, uwznioślonych (ksiądz Piotr, Ewa); - fantastycznych, tworzonych w konwencji średniowiecznej alegorii (dobre i złe duchy, widma zmarłych).

    nawiązania do Biblii w myśli moralno-religijnej i filozoficznej, wzorach osobowych, wątkach i motywach fabularnych, symbolice, stylu: - symbol krzyża (Wasilewski), - zestawienie Podniesienia w czasie mszy z wyjazdem więźniów na zesłanie (tożsamość znaczeń), - dzieje Polski jako powtórzenie biografii Chrystusa, - studenci jako niewiniątka, - car jako Herod, - Konrad jako Samson, - Petersburg jako wieża Babel i Babilon, - zapowiedź powodzi ("Oleszkiewicz"), - naśladowanie stylu Ewangelii i Apokalipsy św. Jana w Widzeniu księdza Piotra

    Kompozycja:

    otwarta, luźna, zacierająca związki przyczynowo-skutkowe pomiędzyposzczególnymi częściami, w której poszczególne sceny ukazują jakiś nowy aspekt świata;

    połączenie elementów cechujących różne rodzaje literackie: dramatu ("Pan Senator"), epicki ("Ustęp") i liryki ("Wielka Improwizacja");

    operowość (partie śpiewane);

    stylistyka misterium (usytuowanie człowieka pomiędzy dobrem a złem,alegoryczność);

    różnorodność konwencji i kategorii estetycznych: - fantastyki z realizmem, -języka potocznego (sc. I, VII i VIII) z symbolicznym językiem mistyki (sc. IV i V), - tragizmu z komizmem (wisielczy humor więźniów), - patosu (Wielka
    Improwizacja) z groteską (sceny z diabłami) i satyrą (sc. VII);

    Prawa rządzące światem:

    Ścisły związek świata widzialnego i nadprzyrodzonego, podwójna, realistyczna i metafizyczna motywacja wydarzeń: - Wielka Improwizacja jako efekt "wielkiej choroby"(epilepsji) i opętania przez diabła, - piorun zabijający Doktora jako zjawisko fizyczne i kara boża.
    W efekcie dramat kreśli wizję świata pełnego wielorakich znaczeń, spośródktórych wymienić należy:

    wątek patriotyczny - martyrologia młodzieży polskiej;

    romantyczny bunt Konrada przeciw Bogu - "Wielka Improwizacja";

    mesjanizm narodowy - realizacja hasła "Polska Chrystusem narodów",

    "Widzenie" księdza Piotra;

    ocena społeczeństwa polskiego - "Salon warszawski";

    ocena wrogów - sceny" "Sen Senatora", "Pan Senator", "Ustęp".


    III cz. "Dziadów" jest próbą odnalezienia optymistycznego sensu cierpień i klęsk Polaków. Uniwersalność sensów i szerokość uogólnień zawartych w dramacie stwarzają możliwość uaktualnienia utworu w świadomości kolejnych pokoleń.
    www.darmowegadzety.pl/?x=register&amp;poleca=39790

  • userphoto
    "Grób Agamemnona" - Juliusz Słowacki "Grób Agamemnona", opublikowany łącznie z "Lillią Wenadą" w roku 1840, jest fragmentem pieśni VIII "Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu", pisanej w roku 1839. W pieśni tej ujawniły się już wszystkie właściwości poematu dygresyjnego, którego wkrótce realizacją stał się "Beniowski". "Grób Agamemnona powstał w 1839 r. i nazwał go Słowacki "ułamkiem greckiej podróży". Liryk ten powstał ze smutnej zadumy nad grobowcem sławy. Przeniknięty jest wstydem, że Polacy okazali się słabi i nie do końca bronili narodowości. Oskarżycielski liryk, przechodzący w uniesiony głos bólu patriotycznego, zakończony emfatycznym pragnieniem ujrzenia Polski, nie rozdartej wewnętrzną walką "hartowane posągu z jednej bryły", nazywał Słowacki "ostatnim chórem Lilli Wenedy", śpiewanym przez poetę. "Grób Agamemnona" składa się z dwóch części: pierwsza ma charakter refleksyjny i zawarł w niej poeta rozmyślanie o własnej twórczości, o słabym oddźwięku utworów poety do współczesnych. Mamy tu też aluzję do wielkiej poezji Homera. Pobyt w grocie Agamemnona nasuwa poecie skojarzenia z "Iliadą" Homera, która jako epos o wojnie trojańskiej, jest utworem o wielkich ludziach i ich wielkich czynach. Poczucie własnej małości, narzucane przez zestawienie z wielkimi ludźmi epoki Homera, prowadzi do upokorzenia się poety przed historią. Pragnie być spadkobiercą homerowskiej poezji, czuje wobec niej respekt, nie jest pewien, czy podoła ona wyzwaniu: "Nad wielkim niczem grobów i milczą Garstka popiołów - ale w moim ręku Ta struna drgnęła i pękła bez jęku." Natomiast o swoim narodzie mówi, że jest "ludem głuchym", nie umiejącym słuchać. Rytm w tej części utworu jest powolny, senny; zapewne ciepły klimat, powoduje uczucie spokoju i harmonii. druga ma charakter polityczny. Poeta zestawia tu starożytną Grecję ze współczesną Polską. "Na Termopilach? - Nie na Cheronei Trzeba się memu załamać koniowi Bo jestem z kraju, gdzie widmo nadziei Dla małowiernych serc podobnie snowi. Więc jeśli koń mój w biegu się przestraszy, To tej mogiły co równa jest naszej" Z ostrej krytyki współczesnej, tj. pokolenia listopadowego i dawnej Polski, bo o niej mowa m. in. we wzmiance o pawiu i papudze narodów, której symbolem, której symbolem jest "posąg z jednej bryły". To myśl o przezwyciężeniu rozbicia i osiągnięciu pełnej jedności narodu. Według poety jedną z przyczyn dawnej słabości Polski, było rozbicie społeczne, które osłabiło siły narodu i ukształtowało ujemnie cechy psychiki narodowej, a w konsekwencji doprowadziło do upadku państwa. W drugiej części utworu Słowacki formułuje liczne zarzuty wobec narodu polskiego, obwinia go o: małą waleczność, brak poświęcenia "Wiele was było? - Zapomnij, że jest dług wieków przedział - Gdyby spytali tak - cóż bym powiedział?!" Jest to krytyka programu rewolucji szlacheckiej. zdaje sobie sprawę, że Polacy ślepo naśladują obce wzory i mody, a szlachcie zarzuca kosmopolityzm: "Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą; Pawiem narodów byłaś i papugą, A teraz jesteś służebnicą cudzą." Polskę, wobec tych wszystkich zarzutów, nazywa niewolnicą, która utracił swoją godność: "O! Polsko! póki ty dusze anielską Będziesz więziła w czerepie rubiesznym, Póki kat będzie rąbał twoje cielsko, Póty nie będzie twój miecz zemsty strasznym, póty mieć będziesz hyjenę na sobie I grób - i oczy otwarte w grobie!" to, że szlachta będzie gnębiła lud, nie wyzbędzie się swoich wad, to Polska nie osiągnie niepodległości: "Zrzuć do ostatka te płachty ohydne, Tę - Dejaniry palącą koszulę: A wstań jak wielkie posągi bezwstydne, Naga - w styksowym wykapana mule (...)" koszula ma symbolizować wady powodujące słabość Polski, uniemożliwiające odzyskanie niepodległości: "Boś ty (jesteś) jedyny syn Prometeusza - Sęp ci wyjada nie serce - lecz mózgi. Choć muzę moją w twojej krwi zaszargam. Sięgnę do wnętrza twych krew - i zatargam". "Konrad Wallenrod" - Adam Mickiewicz Powieść poetycka z dziejów litewskich i pruskich Konrad Wallenrod jest poematem, który zapoczątkował w historii literatury okres, w którym: problematyka narodowa i sprawy związane z walką o niepodległość wysunęły się na plan pierwszy, literatura stała się narzędziem kształtowania uczuć patriotycznych i utrzymywania świadomości narodowej. Utwór ukazał się w Petersburgu w r. 1828. Mickiewicz przebywał w tym czasie (od 1824 r.) w Rosji na przymusowym wygnaniu. Przeżył powstanie dekabrystów (wśród których miał przyjaciół: Konratijewa Rylejewa, Aleksandra Bestużowa), którego klęska uświadomiła mu potęgę carskiej Rosji i błędną ideologię szlachetnych rewolucjonistów, którzy tę potęgę próbowali złamać w samotnej, bo oderwanej od mas ludowych, walce. U źródeł genezy poematu tkwią trudne do rozstrzygnięcia problemy natury patriotycznej i moralnej: Jaka jest droga skutecznej walki z tyranem? Jak powinien się bronić niewielki naród zagrożony unicestwieniem? Jak się ma w takiej sytuacji zachować jednostka świadoma swoich obowiązków patriotycznych? Czy istnieje granica moralności, której nie wolno przekroczyć w imię najwyższych wartości patriotycznych? Utwór poprzedza motto z dzieła włoskiego pisarza politycznego okresu odrodzenia, Niccolo Machiavellego, zat. "Książę". W tłumaczeniu brzmi ono: "Musicie bowiem wiedzieć, że są dwa sposoby walki... trzeba być lisem... i lwem". Orientuje ono w tematyce poematu: dwu dostępnych taktykach walki: "lisiej" - podstępnej, chytrej (tajne spiski) i "lwiej" - otwartej, bezpośredniej. Obór orientacji "lisiej" ma charakter wyboru etycznego i związany jest z zasadniczymi rozterkami moralnymi (chodziło nie tylko o metody działania, podstęp i kłamstwo, ale przede wszystkim o konieczność złamania przysięgi składanej na wierność carowi, który koronował się na króla Polski). Dla ukrycia przed cenzurą carską politycznej aktualności utworu już "Przedmowie" autor zapewnia czytelnika o zamierzchłej przeszłości opisanych wydarzeń. Rzeczywiście akcja dotyczy dziejów dawnej Litwy i jest opowieścią o losach tajemniczego mistrza krzyżackiego, Konrada Wallenroda. Nie jest to jednak, sugerowana podtytułem, powieść historyczna, w osobie tytułowego bohatera poeta skupił rysy kilku postaci (głównie dzieje autentycznego mistrza, przygodę rycerza Waltera von Stadion, który uprowadził córkę Kiejstuta i osiadł w Moguncji, historię Litwina Alfa wychowanego na dworze krzyżackim). Najważniejsza kwestia podjęta w utworze to dylematy moralne i tragizm postaci reprezentującej układ zbieżny z konfliktem etycznym współczesnego autorowi społeczeństwa (zmagania moralne spiskowców polskich i rosyjskich lat dwudziestych). Wallenrod stanął przed zadaniem, które w imię miłości do ojczyzny wymagało od niego konieczności oboru nieetycznych dróg działania (- starcie racji władcy z racjami poddanego; - przysięga na wierność a konieczność jej złamania; - legalizm a nielegalność spisku). Utwór cechuje: bajronizm, poprzez: typ bohatera: postaci dumnej i namiętnej, tajemniczej i wyniesionej ponad przeciętność, wewnętrznie rozdartej (dramatyczny konflikt pomiędzy obowiązkiem wobec ojczyzny a szczęściem osobistym, a także konieczność sięgnięcia po środki nieetyczne, naganne moralnie, takie jak podstęp, zdrada, kłamstwo) formę poematu: utwór jest gatunkiem synkretycznym, w którym epickość fabuły (akcja, narrator, całkowicie epicka "Opowieść wajdeloty") łączy się z liryką (poetyckie opisy, rymowy układ utworu, uczuciowość i subiektywizm wypowiedzi, np. "Hymn", "Pieśń o Wilii") i scenami dramatycznymi, np. dialogi z Aldoną, scena uczty); walterskotyzm: tu jako metafora historyczna służąca wydobyciu głównych treści poematu. Gotycyzm: tendencja upatrująca w architekturze gotyckich zamków i w obyczajowości rycerskiej walorów estetycznych grozy i sentymentalnej melancholii (wątek miłosny); ludowość: koncepcja wajdeloty, pieśniarza-wieszcza Halbana, wyraziciela dążeń i uczuć ludu; funkcja pieśni ludowej, utożsamianej z poezją narodową, skarbniczką historii narodu będącego w niebezpieczeństwie albo w niewoli ("Powieść Wajdeloty"). Obszerne fragmenty utworu zapisane zostały tzw. polskim heksametrem (przekształcenie iloczasowego wzorca antycznego na akcentowy). Jest towiersz biały, składający się z sześciu rytmicznych stóp akcentowanych. Składają się nań: daktyle i trocheje, w związku z tym wersy mają od 13 do 17 sylab, a pierwsza sylaba każdego wersu jest akcentowana, z tym, że jest to akcent poboczny. W "Pieśni Wajdeloty": - najczęściej spotykamy wers piętnastozgłoskowy o sześciu akcentach (przypadających na 1, 3, 6, 11 i 14 sylabę), - występuje tendencja do wyrównania w poszczególnych wersach liczby zestrojów akcentowych. Zabieg udany, czego dowodem powtórzenie go przez Norwida w Bema pamięci żałobny rapsod. "Kordian" - Juliusz Słowacki Słowacki napisał "Kordiana" w Genewie w 1833 r., a wydał bezimiennie w Paryżu w 1834 r. Pisząc dramat pragnął przede wszystkim dokonać rozrachunek z powstaniem listopadowym i wyjaśnić przyczyny klęski tego zrywu narodowego. Poeta pisał "Kordiana" z chęci polemiki z Mickiewiczem, którego przedstawił w prologu. Budowa: Przygotowanie: (noc 31 grudnia 1799 r. nieopodal chaty Twardowskiego w Górach Karpackich). Szatan (dokonawszy swoistego podsumowania wieku XVIII) przygotowuje dla Polski wodzów i dygnitarzy na zbliżające się stulecie (wiek XIX, który "ucieszy szatana"). Z diabelskiego kotła wyłaniają się: Grzegorz Józef Chłopicki, Adam Jerzy Czartoryski, Jan Zygmunt Skrzynecki, Julian Ursyn Niemcewicz, Joahim Lelewel, Jan Stefan Krukowiecki i tłum "rycerzy- ospalców": korpus oficerski i posłowie na sejm. Prolog: trzy postacie prezentują różne koncepcje literatury narodowej. Pierwsza - poezję mesjanistyczną niosącą sen i pociechę (program mający odpowiednik w twórczości poetów emigracyjnych skupionych wokół Mickiewicza), druga - krytykuje ją (zgodnie z zasadami realizmu politycznego głoszonego po ukazaniu się Mickiewiczowskich "Ksiąg pielgrzymstwa.."), trzecia - przepędza zwaśnionych i zapowiada poezję, która "uśpionych" porwie do działania. Akt I: ok. r. 1825, wiejskie ustronie (sceneria Karpat), 15-letni Kordian rozmawia ze starym sługą Grzegorzem. Osierocony przez ojca potomek rodu szlacheckiego cierpi na "chorobę wieku" - poczucie bezsensu życia, pragnienie odnalezienia wielkiej idei, która wypełniłaby pustkę egzystencjonalną (obraz jesiennej przyrody odzwirciedla stan jego duszy i umysłu). Grzegorz opowiada mu bajkę o Janku, co psom szył buty (w. 52 - 151: wskazówki rozumnego, praktycznego działania), a później o własnych przeżyciach z czasów wojen napoleońskich (w. 167 - 220: gawęda wiarusa o przebiegu ekspedycji egipskiej) oraz o bohaterskim młodzieńcu, Kazimierzu (w. 239 - 298: wojenne losy żołnierza wziętego do niewoli przez Rosjan). Nie jest jednak w stanie obudzić zapału w chłopcu. W czasie konnego spaceru z Laurą, w której jest zakochany, okazuje się, że również miłość nie jest w stanie rozwiązać jego problemów (starsza dziewczyna nie traktuje jego uczuć poważnie, zarzuca chłopcu marzycielstwo). Kordian samotnie odchodzi do lasu, a nocą Grzegorz oznajmia Laurze (czytającej wiersze Kordiana i czyniącej sobie wyrzuty, że szyderczo-protekcjonalnym tonem dotknęłą chłopca), że panicz popełnił samobójstwo. Akt II - Kordian w Europie: Rok 1828, Kordian, który nie potrafił również odebrać sobie życia, podróżuje: w londyńskim parku otaczającym pałac Św. Jakuba rozmawiając z dozorcą przekonuje się, że światem rządzą pieniądze, a lektura Szekspira (scena w Dover - swoisty hołd złożony przez Słowackiego angielskiemu dramaturgowi) uświadamia mu przepaść pomiędzy literatura a rzeczywistością. we Włoszech nowa kochanka, powierzchowna i egoistyczna Wioletta, darzy bohatera swymi względami wyłącznie z uwagi na jego majątek, audiencja w Watykanie kompromituje w oczach Kordiana autorytet moralny Kościoła (papież radzi Polakom posłuszeństwo wobec Cara - nawiązanie do encykliki Grzegorza XVI skierowanej do biskupów polskich w 1832 r.). Wreszcie po tych doświadczeniach Kordian, na szczycie Mont Blanc, znajduje wielką ideę: wyzwolenie Europy spod monarchistycznej tyranii. Pragnie dokonać tego, niczym nowy Winkelried , stając na czele narodu wybranego - Polaków. Chmura unosi Kordiana do Polski. Akt III. - Spisek koronacyjny: maj 1829 r., na Placu Zamkowym w Warszawie wokół pokrytego czerwonym suknem rusztowania zbiera się elegancka publiczność pragnąca obejrzeć cesarski orszak. W katedrze Św. Jana bowiem odbywa się koronacja Mikołaja I na króla Polski - Car przysięga wierność konstytucji. Kiedy dwór opuszcza katedrę, Wielki książę Konstanty (brutalny satrapa) torując sobie drogę uderza starą kobietę z dzieckiem. Dziecko upada i zostaje stratowane. Po powrocie orszaku na zamek lud rozrywa na strzępy sukno pokrywające rusztowanie, a tajemniczy Nieznajomy śpiewem uspakaja zebranych. W podziemiach katedry odbywa się zebranie zamaskowanych spiskowców przygotowujących zamach na Cara i jego rodzinę. Prezes stara się ich powstrzymać ukazując moralną ohydę królobójstwa, sprzecznego z polską tradycja. Sprzeciwia mu się Podchorąży przypominając o zbrodniach zaborców. Do podziemi próbuje dostać się szpieg, ale zostaje zabity przez strażnika. W tajnym głosowaniu spiskowcy opowiadają się przeciwko zamachowi. Podchorąży odsłania twarz - okazuje się być nim Kordian. Wygłasza wspaniałą tyradę (w. 198 - 266; 318 - 382) i postanawia sam dokonać zabójstwa. Okazja nadarza się, gdy zostaje wyznaczony do nocnej warty w zamku królewskim. W drodze do sypialni Cara ulega jednak Strachowi i Imaginacji (projekcja duszy bohatera, w której odbywa się walka między obowiązkiem moralnym, nałożonym przez sumienie, i instynktem samozachowawczym), które nasuwają mu straszne obrazy wyrażające okropność krwawego czynu. Zemdlony pada pod drzwiami do sypialni władcy. Zostaje zamknięty w domu wariatów. Odwiedza go tam szatański Doktor (kolejna projekcja duszy i myśli Kordiana) i pokazuje dwu szaleńców przekonanych, że poświęcają się za ojczyznę: jeden twierdzi, że jest krzyżem na którym umarł Chrystus, drugi - że podtrzymuje niebo chroniąc ludzkość przed jego upadkiem. Doktor pragnie w ten sposób zasugerować Kordianowi, iż jego idea ma te samą wartość co urojenia chorych. Wielki książę rozkazuje prowadzić Kordiana na plac Saski, gdzie odbyć się ma egzekucja. Tam, wobec Cara i wojsk, grozi rozerwaniem końmi, a później proponuje niebezpieczny skok na koniu przez piramidę bagnetów. Kordian dokonuje tej sztuki. Konstanty, dumny ze zręczności swego żołnierza (książę wykazywał wielkie staranie o wzorowe wyćwiczenie podległego mu wojsk polskiego), obiecuje skazanemu ocalenie, ale Car, przekonany, że zamach był dziełem brata, po cichu każe postawić Kordiana przed sądem wojennym i rozstrzelać. W więziennej celi młodzieniec odbywa spowiedź (w. 941 - 984 - jeden z najpiękniejszych fragmentów dramatu), a stary Grzegorz modli się za jego duszę. Ksiądz obiecuje nazwać imieniem bohatera różę, a sługa - swego wnuka. Oficer prowadzi skazańca na egzekucje, ale wielki książę żąda od Cara ułaskawienia żołnierza (Zamek królewski). Między braćmi dochodzi do kłótni. Konstanty przypomina Mikołajowi jego drogę do tronu (ojcobójstwo), a Mikołaj - gwałt i morderstwo dokonane przez Konstantego na szesnastoletniej Angielce. Wielki książę grozi buntem, ale na koniec oddaje swą szpadę na znak przeprosin. Car decyduje podpisać akt ułaskawienia Kordiana. Adiutant pędzi konno na plac Marsowy, gdzie właśnie rozpoczyna się egzekucja. Nie wiadomo czy zdążył powstrzymać salwę. "Kordian" jako utwór polemiczny do III części "Dziadów" A. Mickiewicza. Nawiązując do III cz. "Dziadów", z odrażająco przedstawioną postacią doktora Becu, Słowacki pragnie obronić swym dziełem matkę przed rzucającą cień sylwetką jej drugiego męża. Patrząc na "Kordiana" z tej perspektywy można uznać ten utwór za polemikę ideową z postacią Mickiewicza. Akt I "Kordiana" to odwołanie do IV cz. "Dziadów". Przemiana Kordiana na szczycie Mont Blanc, odpowiada przemianie Gustawa w Konrada w "Prologu" III cz. "Dziadów". Podobieństwo cechuje również występujące postacie: Kordian jest tak samo poetą jak Konrad, stary Grzegorz - stary Kapral, w obydwu dramatach są postacie księży. Obydwa dramaty utrzymane są w konwencji dramatu romantycznego. Zawierają sceny fantastyczne, rozgrywające się w sferze pozaziemskiej, przy jednoczesnym realistycznym potraktowaniu scen w świecie realistycznym. W obu wprowadzone są też wszystkie rodzaje literackie. Spór dwóch poetów rozpoczyna się już w prologu, gdzie Pierwsza Osoba Prologu jest aluzyjnie przedstawiona postacią Mickiewicza. Początkowy apel o sen dla narodu to aluzja do mesjanizmu. Druga i Trzecia Osoba Prologu to sam Słowacki, przeciwnik Pierwszej, przy czym ostatni wyraża własne idee. Kierunki polemiki toczą się na płaszczyźnie politycznej i poetyckiej. W "Prologu" Mickiewicz uważa mesjanizm za sposób na odzyskanie niepodległości, natomiast Słowacki jest zwolennikiem walki. Drugim tematem polemiki jest sprawa pojmowania roli poezji narodowej, a w związku z tym znaczenie poety w życiu narodu. Słowacki uważał, że poezja powinna zagrzewać Polaków do walki. Słowacki korzysta z historycznego faktu klęski powstania. Sformułowanie na wzór Mickiewiczowskiego hasła "Polska Chrystusem narodów", różni się o idei autora III cz. "Dziadów", swą treścią republikańskiej i wezwaniem do czynnej walki. Nie zawierają mesjanistycznej myśli o odkupiającym cierpieniu. Walcząc pod tym hasłem Kordian poniósł klęskę, a więc hasło było nieskuteczne. W "Kordianie" Słowacki dokonał oceny przyczyn upadku powstania listopadowego: niewłaściwa postawa przywódców powstania i rządu: prowadzili ugodową politykę z caratem; mieli wsteczne poglądy; nie potrafili połączyć walki narodowej z walką o wyzwolenie społeczne; nie posiadali zdolności przywódczych, dużo troski poświęcali własnej karierze; nie mieli zdecydowanych poglądów politycznych, państwa ościenne ingerowały w sprawy polskie, zaś inne państwa europejskie i papież Grzegorz XVI mieli do powstania obojętny stosunek, wady samych powstańców, którzy byli niedojrzali ideologicznie Słowacki stwierdził, że powstanie upadło, gdyż społeczeństwo polskie nie pozbyło się swoich wad. Kordian jest dramatem politycznym i polemicznym. Główny bohater posiada cechy romantyczne: nieszczęśliwa miłość, skłócenie z otoczeniem, bunt przeciwko istniejącej rzeczywistości, podjęcie próby samobójczej, marzenia o dokonaniu wielkiego czynu, przemiana wewnętrzna, która dokonuje się w bohaterze na szczycie Mont Blanc, osamotnianie bohatera, który jest patriotą zdolnym do wielkich poświęceń. Cechy gatunkowe, jako dramatu romantycznego: brak jedności miejsca, czasu i akcji, pierwiastki autobiograficzne, wprowadzenie postaci ze świata fantastycznego, tajemnicze zakończenie dramatu, występowanie scen zbiorowych o wielkim zabarwieniu emocjonalnym. "Nie - Boska komedia" - Zygmunt Krasiński "Nie - Boską komedię" Krasiński zaczął pisać w Wiedniu na wiosnę 1833 r., a skończył w Wenecji na jesień tego samego roku. Opublikował swój dramat bezimiennie w Paryżu 1835 r. Przyczyną napisania utworu był osobisty i historyczny dramat poety. Nieustannie bowiem borykał się z dramatycznym dylematem wynikającym z świadomości, że jest polskim romantycznym poetą, a jednocześnie należy z ojcem do klasy, której groziła zagłada w rewolucji społecznej przedstawionej i zapowiedzianej przez poezje romantyczną. quot;Nie - Boska komedia" to zdumiewająco dojrzale dzieło 21 letniego poety, które jest fenomenalna pod względem artystycznym poetycką transpozycją bolesnych doświadczeń emocjonalnych, moralnych, jego wiedzy, a sytuacji Europy niepokojonej rozruchami, jego jego intuicji socjologicznej i jego historiozofii. Losy hrabiego Henryka, jako ilustracja romantycznej antynomii: poeta, a społeczeństwo. Hrabia Henryk jako poeta fałszywy, skażony egotyzmem, ulegające złudnym, romantycznym mitom (dziewica - symbol romantycznej miłości, sława - wybujały indywidualizm, Eden - utopijne marzenie o życiu szczęśliwym. Demaskacja romantycznych mitów w dramacie, ukazanie ich destrukcyjnego wpływu na jednostkę i społeczeństwo. Zgubne skutki poetyzacji życia: przykładem jest nieszczęśliwa historia hrabiego Henryka. Świat historyczny w "Nie - Boskiej komedii", starcie i zagłada dwóch racji cząstkowych: arystokracji (Hrabia) i ludu (Pankracy) wobec racji nadrzędnej: mistrzostwo polemiki politycznej przywódców, tragizm bohaterów i cząstkowość, niepełność, względność, względność ich racji Krasiński stwierdził, że jego dramat "dotyczy naszego wieku" i jest utworem o bezwzględnym starciu wewnątrz ówczesnej społeczności oraz o poecie, członku tej społeczności i o katastroficznych wizjach perspektyw ludzkości. Utwór dzieli się na dwie części - dramat osobisty (cz. I i II) i dramat socjalny (cz. III i IV) - spoił je Krasiński osobą grającego niejako różne role bohatera, poety - arystokraty. W prologu do cz. I dramatu inkrustowanej sentencjami zawarł generalny problem poezji i poety, wskazał na dylemat miedzy absolutnym ideałem jakim jest poezja, a oddalonym "przepaścią słowa" jej wyrazem w sztuce oraz na tragiczne poczucie niemożliwości dokonania wiernego przekazu poetyckiego tego, co poeta pragnie wyrazić. Bohatera utworu uczynił Krasiński człowiekiem żyjącym marami wyobraźni. Oddał go we władanie szatanów, mamiących go ponętną miłością romantyczną, sławą, pokazał go jako człowieka zbuntowanego przeciwko obrzydłej prozie małżeństwa. Dramat poety i "męża" potęguje jeszcze dramat ojca, ciążąca nad nim klątwa dziedziczności. Syn jego słaby fizycznie, zagrożony utratą wzroku, będzie poetą. Dramat osobisty bohatera zawiera się więc w wahaniach miedzy amoralnymi urokami życia, a życiem zgodnym z etyką, ale łamiącym poetę. Część III i IV dramatu pokazuje Hrabiego jako przywódcę arystokracji broniącego się przed siłami rewolucji. "Obóz demokratów", który wypowiedział nieubłaganą walkę "obozowi arystokratów", przedstawił poeta jako motłoch, tłum wędzarzy zgłodniałych, głosił bezlitosną zagładę świata wyzysku i poniżenia. Rewolucja jawił się jako piekło na ziemi, jako przerażająca anarchia. Władzą i trybunem rewolucji uczynił Krasiński oddanego idei walki bezwzględnej, racjonalistę - Pankracego. Pankracy ( z ang. oznacza wszechwładcę), mówi przede wszystkim o nieuchronnym końcu arystokracji. Widzi w niej klęskę, która się już historycznie zestarzała. Jako forma przestarzała musi odejść, by ustąpić miejsca nowym. Celem walki jest zniszczenie starego porządku i wprowadzenie nowego lądu oraz stworzenie warunków do rozwoju nowego pokolenia. Mąż natomiast broni wartości i zasług własnej klasy. Przytacza argumenty świadczące o jej ogromnej roli w rozwoju kraju. Henry zdaje sobie sprawę z nikłych szans na zwycięstwo. Oskarża rewolucjonistów o fałsz i "ubieranie starych zbrodni w świeże szaty". Idee Pankracego są utopijne. Marzenie o wolności i dobrobycie, niewiele ma wspólnego z tym co widzi. Bluźniercze obrzędy i orgie są wyrazem zemsty tłumu i nie mogą doprowadzić do równości. Co najwyżej zmienią się role, lud będzie rządził, a ci, co rządzili, będą uciskani. [url]www.darmowegadzety.pl/?x=register&poleca=39790[/url]

    "Grób Agamemnona" - Juliusz Słowacki

    "Grób Agamemnona", opublikowany łącznie z "Lillią Wenadą" w roku 1840, jest fragmentem pieśni VIII "Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu", pisanej w roku 1839. W pieśni tej ujawniły się już wszystkie właściwości poematu dygresyjnego, którego wkrótce realizacją stał się "Beniowski". "Grób Agamemnona powstał w 1839 r. i nazwał go Słowacki "ułamkiem greckiej podróży". Liryk ten powstał ze smutnej zadumy nad grobowcem sławy. Przeniknięty jest wstydem, że Polacy okazali się słabi i nie do końca bronili narodowości. Oskarżycielski liryk, przechodzący w uniesiony głos bólu patriotycznego, zakończony emfatycznym pragnieniem ujrzenia Polski, nie rozdartej wewnętrzną walką "hartowane posągu z jednej bryły", nazywał Słowacki "ostatnim chórem Lilli Wenedy", śpiewanym przez poetę.
    "Grób Agamemnona" składa się z dwóch części:

    pierwsza ma charakter refleksyjny i zawarł w niej poeta rozmyślanie o własnej twórczości, o słabym oddźwięku utworów poety do współczesnych. Mamy tu też aluzję do wielkiej poezji Homera. Pobyt w grocie Agamemnona nasuwa poecie skojarzenia z "Iliadą" Homera, która jako epos o wojnie trojańskiej, jest utworem o wielkich ludziach i ich wielkich czynach. Poczucie własnej małości, narzucane przez zestawienie z wielkimi ludźmi epoki Homera, prowadzi do upokorzenia się poety przed historią.
    Pragnie być spadkobiercą homerowskiej poezji, czuje wobec niej respekt, nie jest pewien, czy podoła ona wyzwaniu:

    "Nad wielkim niczem grobów i milczą
    Garstka popiołów - ale w moim ręku
    Ta struna drgnęła i pękła bez jęku."

    Natomiast o swoim narodzie mówi, że jest "ludem głuchym", nie umiejącym słuchać.
    Rytm w tej części utworu jest powolny, senny; zapewne ciepły klimat, powoduje uczucie spokoju i harmonii.

    druga ma charakter polityczny. Poeta zestawia tu starożytną Grecję ze współczesną Polską.

    "Na Termopilach? - Nie na Cheronei
    Trzeba się memu załamać koniowi
    Bo jestem z kraju, gdzie widmo nadziei
    Dla małowiernych serc podobnie snowi.
    Więc jeśli koń mój w biegu się przestraszy,
    To tej mogiły co równa jest naszej"

    Z ostrej krytyki współczesnej, tj. pokolenia listopadowego i dawnej Polski, bo o niej mowa m. in. we wzmiance o pawiu i papudze narodów, której symbolem, której symbolem jest "posąg z jednej bryły". To myśl o przezwyciężeniu rozbicia i osiągnięciu pełnej jedności narodu. Według poety jedną z przyczyn dawnej słabości Polski, było rozbicie społeczne, które osłabiło siły narodu i ukształtowało ujemnie cechy psychiki narodowej, a w konsekwencji doprowadziło do upadku państwa.

    W drugiej części utworu Słowacki formułuje liczne zarzuty wobec narodu polskiego, obwinia go o:

    małą waleczność,

    brak poświęcenia

    "Wiele was było? -
    Zapomnij, że jest dług wieków przedział -
    Gdyby spytali tak - cóż bym powiedział?!"

    Jest to krytyka programu rewolucji szlacheckiej.

    zdaje sobie sprawę, że Polacy ślepo naśladują obce wzory i mody, a szlachcie zarzuca kosmopolityzm:

    "Polsko! lecz ciebie błyskotkami łudzą;
    Pawiem narodów byłaś i papugą,
    A teraz jesteś służebnicą cudzą."

    Polskę, wobec tych wszystkich zarzutów, nazywa niewolnicą, która utracił swoją godność:

    "O! Polsko! póki ty dusze anielską
    Będziesz więziła w czerepie rubiesznym,
    Póki kat będzie rąbał twoje cielsko,
    Póty nie będzie twój miecz zemsty strasznym,
    póty mieć będziesz hyjenę na sobie
    I grób - i oczy otwarte w grobie!"

    to, że szlachta będzie gnębiła lud, nie wyzbędzie się swoich wad, to Polska nie osiągnie niepodległości:

    "Zrzuć do ostatka te płachty ohydne,
    Tę - Dejaniry palącą koszulę:
    A wstań jak wielkie posągi bezwstydne,
    Naga - w styksowym wykapana mule (...)"

    koszula ma symbolizować wady powodujące słabość Polski, uniemożliwiające odzyskanie niepodległości:

    "Boś ty (jesteś) jedyny syn Prometeusza -
    Sęp ci wyjada nie serce - lecz mózgi.
    Choć muzę moją w twojej krwi zaszargam.
    Sięgnę do wnętrza twych krew - i zatargam".

    "Konrad Wallenrod" - Adam Mickiewicz

    Powieść poetycka z dziejów litewskich i pruskich Konrad Wallenrod jest poematem, który zapoczątkował w historii literatury okres, w którym: problematyka narodowa i sprawy związane z walką o niepodległość wysunęły się na plan pierwszy, literatura stała się narzędziem kształtowania uczuć patriotycznych i utrzymywania świadomości narodowej.

    Utwór ukazał się w Petersburgu w r. 1828. Mickiewicz przebywał w tym czasie (od 1824 r.) w Rosji na przymusowym wygnaniu. Przeżył powstanie dekabrystów (wśród których miał przyjaciół: Konratijewa Rylejewa, Aleksandra Bestużowa), którego klęska uświadomiła mu potęgę carskiej Rosji i błędną ideologię szlachetnych rewolucjonistów, którzy tę potęgę próbowali złamać w samotnej, bo oderwanej od mas ludowych, walce.
    U źródeł genezy poematu tkwią trudne do rozstrzygnięcia problemy natury patriotycznej i moralnej:
    Jaka jest droga skutecznej walki z tyranem?
    Jak powinien się bronić niewielki naród zagrożony unicestwieniem?
    Jak się ma w takiej sytuacji zachować jednostka świadoma swoich obowiązków
    patriotycznych?
    Czy istnieje granica moralności, której nie wolno przekroczyć w imię
    najwyższych wartości patriotycznych?

    Utwór poprzedza motto z dzieła włoskiego pisarza politycznego okresu odrodzenia, Niccolo Machiavellego, zat. "Książę". W tłumaczeniu brzmi ono: "Musicie bowiem wiedzieć, że są dwa sposoby walki... trzeba być lisem... i lwem". Orientuje ono w tematyce poematu: dwu dostępnych taktykach walki: "lisiej" - podstępnej, chytrej (tajne spiski) i "lwiej" - otwartej, bezpośredniej. Obór orientacji "lisiej" ma charakter wyboru etycznego i związany jest z zasadniczymi rozterkami moralnymi (chodziło nie tylko o metody działania, podstęp i kłamstwo, ale przede wszystkim o konieczność złamania przysięgi składanej na wierność carowi, który koronował się na króla Polski).

    Dla ukrycia przed cenzurą carską politycznej aktualności utworu już "Przedmowie" autor zapewnia czytelnika o zamierzchłej przeszłości opisanych wydarzeń.

    Rzeczywiście akcja dotyczy dziejów dawnej Litwy i jest opowieścią o losach tajemniczego mistrza krzyżackiego, Konrada Wallenroda. Nie jest to jednak, sugerowana podtytułem, powieść historyczna, w osobie tytułowego bohatera poeta skupił rysy kilku postaci (głównie dzieje autentycznego mistrza, przygodę rycerza Waltera von Stadion, który uprowadził córkę Kiejstuta i
    osiadł w Moguncji, historię Litwina Alfa wychowanego na dworze krzyżackim).

    Najważniejsza kwestia podjęta w utworze to dylematy moralne i tragizm postaci reprezentującej układ zbieżny z konfliktem etycznym współczesnego autorowi społeczeństwa (zmagania moralne spiskowców polskich i rosyjskich lat dwudziestych). Wallenrod stanął przed zadaniem, które w imię miłości do ojczyzny wymagało od niego konieczności oboru nieetycznych dróg działania (-
    starcie racji władcy z racjami poddanego; - przysięga na wierność a konieczność jej złamania; - legalizm a nielegalność spisku).

    Utwór cechuje:


    bajronizm, poprzez: typ bohatera: postaci dumnej i namiętnej, tajemniczej i wyniesionej ponad
    przeciętność, wewnętrznie rozdartej (dramatyczny konflikt pomiędzy
    obowiązkiem wobec ojczyzny a szczęściem osobistym, a także konieczność
    sięgnięcia po środki nieetyczne, naganne moralnie, takie jak podstęp,
    zdrada, kłamstwo)
    formę poematu: utwór jest gatunkiem synkretycznym, w którym epickość fabuły
    (akcja, narrator, całkowicie epicka "Opowieść wajdeloty") łączy się z liryką
    (poetyckie opisy, rymowy układ utworu, uczuciowość i subiektywizm
    wypowiedzi, np. "Hymn", "Pieśń o Wilii") i scenami dramatycznymi, np.
    dialogi z Aldoną, scena uczty);
    walterskotyzm: tu jako metafora historyczna służąca wydobyciu głównych
    treści poematu.
    Gotycyzm: tendencja upatrująca w architekturze gotyckich zamków i w
    obyczajowości rycerskiej walorów estetycznych grozy i sentymentalnej
    melancholii (wątek miłosny);
    ludowość: koncepcja wajdeloty, pieśniarza-wieszcza Halbana, wyraziciela dążeń i uczuć
    ludu;
    funkcja pieśni ludowej, utożsamianej z poezją narodową, skarbniczką historii
    narodu będącego w niebezpieczeństwie albo w niewoli ("Powieść Wajdeloty").

    Obszerne fragmenty utworu zapisane zostały tzw. polskim heksametrem (przekształcenie iloczasowego wzorca antycznego na akcentowy). Jest towiersz biały, składający się z sześciu rytmicznych stóp akcentowanych. Składają się nań: daktyle i trocheje, w związku z tym wersy mają od 13 do 17 sylab, a pierwsza sylaba każdego wersu jest akcentowana, z tym, że jest to akcent poboczny. W "Pieśni Wajdeloty": - najczęściej spotykamy wers piętnastozgłoskowy o sześciu akcentach (przypadających na 1, 3, 6, 11 i 14 sylabę), - występuje tendencja do wyrównania w poszczególnych wersach liczby zestrojów akcentowych. Zabieg udany, czego dowodem powtórzenie go przez Norwida w Bema pamięci żałobny rapsod.

    "Kordian" - Juliusz Słowacki

    Słowacki napisał "Kordiana" w Genewie w 1833 r., a wydał bezimiennie w Paryżu w 1834 r. Pisząc dramat pragnął przede wszystkim dokonać rozrachunek z powstaniem listopadowym i wyjaśnić przyczyny klęski tego zrywu narodowego. Poeta pisał "Kordiana" z chęci polemiki z Mickiewiczem, którego przedstawił w prologu.

    Budowa:

    Przygotowanie: (noc 31 grudnia 1799 r. nieopodal chaty Twardowskiego w Górach Karpackich). Szatan (dokonawszy swoistego podsumowania wieku XVIII) przygotowuje dla Polski wodzów i dygnitarzy na zbliżające się stulecie (wiek XIX, który "ucieszy szatana"). Z diabelskiego kotła wyłaniają się: Grzegorz Józef Chłopicki, Adam Jerzy Czartoryski, Jan Zygmunt Skrzynecki, Julian Ursyn Niemcewicz, Joahim Lelewel, Jan Stefan Krukowiecki i tłum "rycerzy- ospalców": korpus oficerski i posłowie na sejm.

    Prolog: trzy postacie prezentują różne koncepcje literatury narodowej. Pierwsza - poezję mesjanistyczną niosącą sen i pociechę (program mający odpowiednik w twórczości poetów emigracyjnych skupionych wokół Mickiewicza), druga - krytykuje ją (zgodnie z zasadami realizmu politycznego głoszonego po ukazaniu się Mickiewiczowskich "Ksiąg pielgrzymstwa.."), trzecia - przepędza zwaśnionych i zapowiada poezję, która "uśpionych" porwie do działania.

    Akt I:

    ok. r. 1825, wiejskie ustronie (sceneria Karpat), 15-letni Kordian rozmawia ze starym sługą Grzegorzem. Osierocony przez ojca potomek rodu szlacheckiego cierpi na "chorobę wieku" - poczucie bezsensu życia, pragnienie odnalezienia wielkiej idei, która wypełniłaby pustkę egzystencjonalną (obraz jesiennej przyrody odzwirciedla stan jego duszy i umysłu). Grzegorz opowiada mu bajkę o Janku, co psom szył buty (w. 52 - 151: wskazówki rozumnego, praktycznego działania), a później o własnych przeżyciach z czasów wojen napoleońskich (w. 167 - 220: gawęda wiarusa o przebiegu ekspedycji egipskiej) oraz o bohaterskim młodzieńcu, Kazimierzu (w. 239 - 298: wojenne losy żołnierza wziętego do niewoli przez Rosjan). Nie jest jednak w stanie obudzić zapału w chłopcu.

    W czasie konnego spaceru z Laurą, w której jest zakochany, okazuje się, że również miłość nie jest w stanie rozwiązać jego problemów (starsza dziewczyna nie traktuje jego uczuć poważnie, zarzuca chłopcu marzycielstwo).

    Kordian samotnie odchodzi do lasu, a nocą Grzegorz oznajmia Laurze (czytającej wiersze Kordiana i czyniącej sobie wyrzuty, że szyderczo-protekcjonalnym tonem dotknęłą chłopca), że panicz popełnił samobójstwo.

    Akt II - Kordian w Europie: Rok 1828, Kordian, który nie potrafił również odebrać sobie życia, podróżuje:

    w londyńskim parku otaczającym pałac Św. Jakuba rozmawiając z dozorcą przekonuje się, że światem rządzą pieniądze, a lektura Szekspira (scena w Dover - swoisty hołd złożony przez Słowackiego angielskiemu dramaturgowi) uświadamia mu przepaść pomiędzy literatura a rzeczywistością.

    we Włoszech nowa kochanka, powierzchowna i egoistyczna Wioletta, darzy bohatera swymi względami wyłącznie z uwagi na jego majątek,

    audiencja w Watykanie kompromituje w oczach Kordiana autorytet moralny Kościoła (papież radzi Polakom posłuszeństwo wobec Cara - nawiązanie do encykliki Grzegorza XVI skierowanej do biskupów polskich w 1832 r.).

    Wreszcie po tych doświadczeniach Kordian, na szczycie Mont Blanc, znajduje wielką ideę: wyzwolenie Europy spod monarchistycznej tyranii. Pragnie dokonać tego, niczym nowy Winkelried , stając na czele narodu wybranego - Polaków. Chmura unosi Kordiana do Polski.

    Akt III. - Spisek koronacyjny: maj 1829 r., na Placu Zamkowym w Warszawie wokół pokrytego czerwonym suknem rusztowania zbiera się elegancka publiczność pragnąca obejrzeć cesarski orszak. W katedrze Św. Jana bowiem odbywa się koronacja Mikołaja I na króla Polski - Car przysięga wierność konstytucji. Kiedy dwór opuszcza katedrę, Wielki książę Konstanty (brutalny satrapa) torując sobie drogę uderza starą kobietę z dzieckiem. Dziecko upada i zostaje stratowane. Po powrocie orszaku na zamek lud rozrywa na strzępy sukno pokrywające rusztowanie, a tajemniczy Nieznajomy śpiewem uspakaja zebranych. W podziemiach katedry odbywa się zebranie zamaskowanych spiskowców przygotowujących zamach na Cara i jego rodzinę. Prezes stara się ich powstrzymać ukazując moralną ohydę królobójstwa, sprzecznego z polską tradycja. Sprzeciwia mu się Podchorąży przypominając o zbrodniach zaborców. Do podziemi próbuje dostać się szpieg, ale zostaje zabity przez strażnika. W tajnym głosowaniu spiskowcy opowiadają się przeciwko zamachowi. Podchorąży odsłania twarz - okazuje się być nim Kordian. Wygłasza wspaniałą tyradę (w. 198 - 266; 318 - 382) i postanawia sam dokonać zabójstwa. Okazja nadarza się, gdy zostaje wyznaczony do nocnej warty w zamku królewskim. W drodze do sypialni Cara ulega jednak Strachowi i Imaginacji (projekcja duszy bohatera, w której odbywa się walka między obowiązkiem moralnym, nałożonym przez sumienie, i instynktem samozachowawczym), które nasuwają mu straszne obrazy wyrażające okropność krwawego czynu. Zemdlony pada pod drzwiami do sypialni władcy. Zostaje zamknięty w domu wariatów. Odwiedza go tam szatański Doktor (kolejna projekcja duszy i myśli Kordiana) i pokazuje dwu szaleńców przekonanych, że poświęcają się za ojczyznę: jeden twierdzi, że jest krzyżem na którym umarł Chrystus, drugi - że podtrzymuje niebo chroniąc ludzkość przed jego upadkiem. Doktor pragnie w ten sposób zasugerować Kordianowi, iż jego idea ma te samą wartość co urojenia chorych. Wielki książę rozkazuje prowadzić Kordiana na plac Saski, gdzie odbyć się ma egzekucja. Tam, wobec Cara i wojsk, grozi rozerwaniem końmi, a później proponuje niebezpieczny skok na koniu przez piramidę bagnetów. Kordian dokonuje tej sztuki. Konstanty, dumny ze zręczności swego żołnierza (książę wykazywał wielkie staranie o wzorowe wyćwiczenie podległego mu wojsk polskiego), obiecuje skazanemu ocalenie, ale Car, przekonany, że zamach był dziełem brata, po cichu każe postawić Kordiana przed sądem wojennym i rozstrzelać. W więziennej celi młodzieniec odbywa spowiedź (w. 941 - 984 - jeden z najpiękniejszych fragmentów dramatu), a stary Grzegorz modli się za jego duszę. Ksiądz obiecuje nazwać imieniem bohatera różę, a sługa - swego wnuka. Oficer prowadzi skazańca na egzekucje, ale wielki książę żąda od Cara ułaskawienia żołnierza (Zamek królewski). Między braćmi dochodzi do kłótni. Konstanty przypomina Mikołajowi jego drogę do tronu (ojcobójstwo), a Mikołaj - gwałt i morderstwo dokonane przez Konstantego na szesnastoletniej Angielce. Wielki książę grozi buntem, ale na koniec oddaje swą szpadę na znak przeprosin. Car decyduje podpisać akt ułaskawienia Kordiana. Adiutant pędzi konno na plac Marsowy, gdzie właśnie rozpoczyna się egzekucja. Nie wiadomo czy zdążył powstrzymać salwę.

    "Kordian" jako utwór polemiczny do III części "Dziadów" A. Mickiewicza.

    Nawiązując do III cz. "Dziadów", z odrażająco przedstawioną postacią doktora Becu, Słowacki pragnie obronić swym dziełem matkę przed rzucającą cień sylwetką jej drugiego męża. Patrząc na "Kordiana" z tej perspektywy można uznać ten utwór za polemikę ideową z postacią Mickiewicza.

    Akt I "Kordiana" to odwołanie do IV cz. "Dziadów". Przemiana Kordiana na szczycie Mont Blanc, odpowiada przemianie Gustawa w Konrada w "Prologu" III cz. "Dziadów". Podobieństwo cechuje również występujące postacie: Kordian jest tak samo poetą jak Konrad, stary Grzegorz - stary Kapral, w obydwu dramatach są postacie księży.

    Obydwa dramaty utrzymane są w konwencji dramatu romantycznego. Zawierają sceny fantastyczne, rozgrywające się w sferze pozaziemskiej, przy jednoczesnym realistycznym potraktowaniu scen w świecie realistycznym. W obu wprowadzone są też wszystkie rodzaje literackie.

    Spór dwóch poetów rozpoczyna się już w prologu, gdzie Pierwsza Osoba Prologu jest aluzyjnie przedstawiona postacią Mickiewicza. Początkowy apel o sen dla narodu to aluzja do mesjanizmu. Druga i Trzecia Osoba Prologu to sam Słowacki, przeciwnik Pierwszej, przy czym ostatni wyraża własne idee.

    Kierunki polemiki toczą się na płaszczyźnie politycznej i poetyckiej. W "Prologu" Mickiewicz uważa mesjanizm za sposób na odzyskanie niepodległości, natomiast Słowacki jest zwolennikiem walki. Drugim tematem polemiki jest sprawa pojmowania roli poezji narodowej, a w związku z tym znaczenie poety w życiu narodu. Słowacki uważał, że poezja powinna zagrzewać Polaków do walki. Słowacki korzysta z historycznego faktu klęski powstania.

    Sformułowanie na wzór Mickiewiczowskiego hasła "Polska Chrystusem narodów", różni się o idei autora III cz. "Dziadów", swą treścią republikańskiej i wezwaniem do czynnej walki. Nie zawierają mesjanistycznej myśli o odkupiającym cierpieniu. Walcząc pod tym hasłem Kordian poniósł klęskę, a więc hasło było nieskuteczne.

    W "Kordianie" Słowacki dokonał oceny przyczyn upadku powstania listopadowego:

    niewłaściwa postawa przywódców powstania i rządu: prowadzili ugodową politykę z caratem; mieli wsteczne poglądy; nie potrafili połączyć walki narodowej z walką o wyzwolenie społeczne; nie posiadali zdolności przywódczych, dużo troski poświęcali własnej karierze; nie mieli zdecydowanych poglądów politycznych,

    państwa ościenne ingerowały w sprawy polskie, zaś inne państwa europejskie i papież Grzegorz XVI mieli do powstania obojętny stosunek,

    wady samych powstańców, którzy byli niedojrzali ideologicznie

    Słowacki stwierdził, że powstanie upadło, gdyż społeczeństwo polskie nie pozbyło się swoich wad.

    Kordian jest dramatem politycznym i polemicznym. Główny bohater posiada cechy romantyczne:

    nieszczęśliwa miłość,

    skłócenie z otoczeniem,

    bunt przeciwko istniejącej rzeczywistości,

    podjęcie próby samobójczej,

    marzenia o dokonaniu wielkiego czynu, przemiana wewnętrzna, która dokonuje się w bohaterze na szczycie Mont Blanc,

    osamotnianie bohatera, który jest patriotą zdolnym do wielkich poświęceń.

    Cechy gatunkowe, jako dramatu romantycznego:

    brak jedności miejsca, czasu i akcji,

    pierwiastki autobiograficzne,

    wprowadzenie postaci ze świata fantastycznego,

    tajemnicze zakończenie dramatu,

    występowanie scen zbiorowych o wielkim zabarwieniu emocjonalnym.

    "Nie - Boska komedia" - Zygmunt Krasiński

    "Nie - Boską komedię" Krasiński zaczął pisać w Wiedniu na wiosnę 1833 r., a skończył w Wenecji na jesień tego samego roku. Opublikował swój dramat bezimiennie w Paryżu 1835 r. Przyczyną napisania utworu był osobisty i historyczny dramat poety. Nieustannie bowiem borykał się z dramatycznym dylematem wynikającym z świadomości, że jest polskim romantycznym poetą, a jednocześnie należy z ojcem do klasy, której groziła zagłada w rewolucji społecznej przedstawionej i zapowiedzianej przez poezje romantyczną.
    quot;Nie - Boska komedia" to zdumiewająco dojrzale dzieło 21 letniego poety, które jest fenomenalna pod względem artystycznym poetycką transpozycją bolesnych doświadczeń emocjonalnych, moralnych, jego wiedzy, a sytuacji Europy niepokojonej rozruchami, jego jego intuicji socjologicznej i jego historiozofii.

    Losy hrabiego Henryka, jako ilustracja romantycznej antynomii: poeta, a społeczeństwo.

    Hrabia Henryk jako poeta fałszywy, skażony egotyzmem, ulegające złudnym, romantycznym mitom (dziewica - symbol romantycznej miłości, sława - wybujały indywidualizm, Eden - utopijne marzenie o życiu szczęśliwym.

    Demaskacja romantycznych mitów w dramacie, ukazanie ich destrukcyjnego wpływu na jednostkę i społeczeństwo. Zgubne skutki poetyzacji życia: przykładem jest nieszczęśliwa historia hrabiego Henryka.

    Świat historyczny w "Nie - Boskiej komedii", starcie i zagłada dwóch racji cząstkowych: arystokracji (Hrabia) i ludu (Pankracy) wobec racji nadrzędnej:

    mistrzostwo polemiki politycznej przywódców,

    tragizm bohaterów i cząstkowość, niepełność, względność, względność ich racji

    Krasiński stwierdził, że jego dramat "dotyczy naszego wieku" i jest utworem o bezwzględnym starciu wewnątrz ówczesnej społeczności oraz o poecie, członku tej społeczności i o katastroficznych wizjach perspektyw ludzkości. Utwór dzieli się na dwie części - dramat osobisty (cz. I i II) i dramat socjalny (cz. III i IV) - spoił je Krasiński osobą grającego niejako różne role bohatera, poety - arystokraty. W prologu do cz. I dramatu inkrustowanej sentencjami zawarł generalny problem poezji i poety, wskazał na dylemat miedzy absolutnym ideałem jakim jest poezja, a oddalonym "przepaścią słowa" jej wyrazem w sztuce oraz na tragiczne poczucie niemożliwości dokonania wiernego przekazu poetyckiego tego, co poeta pragnie wyrazić. Bohatera utworu uczynił Krasiński człowiekiem żyjącym marami wyobraźni. Oddał go we władanie szatanów, mamiących go ponętną miłością romantyczną, sławą, pokazał go jako człowieka zbuntowanego przeciwko obrzydłej prozie małżeństwa. Dramat poety i "męża" potęguje jeszcze dramat ojca, ciążąca nad nim klątwa dziedziczności. Syn jego słaby fizycznie, zagrożony utratą wzroku, będzie poetą. Dramat osobisty bohatera zawiera się więc w wahaniach miedzy amoralnymi urokami życia, a życiem zgodnym z etyką, ale łamiącym poetę.

    Część III i IV dramatu pokazuje Hrabiego jako przywódcę arystokracji broniącego się przed siłami rewolucji.

    "Obóz demokratów", który wypowiedział nieubłaganą walkę "obozowi arystokratów", przedstawił poeta jako motłoch, tłum wędzarzy zgłodniałych, głosił bezlitosną zagładę świata wyzysku i poniżenia. Rewolucja jawił się jako piekło na ziemi, jako przerażająca anarchia. Władzą i trybunem rewolucji uczynił Krasiński oddanego idei walki bezwzględnej, racjonalistę - Pankracego.

    Pankracy ( z ang. oznacza wszechwładcę), mówi przede wszystkim o nieuchronnym końcu arystokracji. Widzi w niej klęskę, która się już historycznie zestarzała. Jako forma przestarzała musi odejść, by ustąpić miejsca nowym. Celem walki jest zniszczenie starego porządku i wprowadzenie nowego lądu oraz stworzenie warunków do rozwoju nowego pokolenia.

    Mąż natomiast broni wartości i zasług własnej klasy. Przytacza argumenty świadczące o jej ogromnej roli w rozwoju kraju. Henry zdaje sobie sprawę z nikłych szans na zwycięstwo. Oskarża rewolucjonistów o fałsz i "ubieranie starych zbrodni w świeże szaty". Idee Pankracego są utopijne. Marzenie o wolności i dobrobycie, niewiele ma wspólnego z tym co widzi. Bluźniercze obrzędy i orgie są wyrazem zemsty tłumu i nie mogą doprowadzić do równości. Co najwyżej zmienią się role, lud będzie rządził, a ci, co rządzili, będą uciskani.

    www.darmowegadzety.pl/?x=register&amp;poleca=39790

  • userphoto
    "Oda do młodości" - A. Mickiewicz Utwór powstał w roku 1820, w okresie kowieńskim. W tekście ody dostrzec można zapowiedź przełomu romantycznego. Jednocześnie utwór ten łączy w sobie cechy oświeceniowe i romantyczne. Mickiewicz kreśli obraz dwóch przeciwstawnych światów. Świata starego, istniejącego dotychczas, który scharakteryzowany został niepochlebnie jako nacechowany gnuśnością, martwotą, egoizmem i tępotą. Ludzi należących do tego właśnie świata poeta nazywa "ludami bez serc bez ducha". O tym świecie mówi również: "Niechaj, kogo wiek zamroczy, Chyląc ku ziemi poradlone czoło, Takie widzi świata koło, Jakie tępymi zakreśla oczy" Ten dotychczas istniejący świat rozpada się wniwecz. ("Pryskają nieczułe lody i przesądy światło ćmiące".) Ale to napawa autora jednak optymizmem, ponieważ upadek starego murszejącego świata oznacza zwycięstwo nowych idei, jakie reprezentują młodzi. Ich świat, w którym istotną rolę odgrywają: przyjaźń, entuzjazm, cnota, jest zdecydowanie różny od świata poprzedniego pokolenia. Dlatego to im, młodym, wyznaczone zostały szczytne cele, do nich autor kieruje wezwanie: "Razem młodzi przyjaciele!... W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;" I dalej: "Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy Opaszmy ziemskie kolisko! Zestrzelmy myśli w jedno ognisko I w jedno ognisko duchy!... Dalej, bryło z posad świata! Nowymi cię pchniemy tory, Aż opleśniałej zbywszy się kory, Zielone przypomnisz lata." Trzeba powiedzieć, że utwór ten z uwagi na głoszone w nim hasła nie jest w pełni rewolucyjny, ale na pewno rewolucyjny jest zapał, patos i entuzjazm, jaki towarzyszy poecie witającemu "jutrzenkę swobody". Warto również zwrócić uwagę na wspomniane wcześniej cechy klasyczne i romantyczne obecne w wierszu. "Pan Tadeusz" - Adam Mickiewicz Dzieło było pisane od 1832 roku z pewnymi przerwami przez 15 miesięcy, drukiem utwór ukazał się w Paryżu w 1834 roku. Według pierwotnego zamiaru miała to być idylla w typie "Hermana i Doroty" Goethego, ale w toku pracy utwór rozrósł się w epicką epopeję z życia szlachty w XII księgach. Geneza utworu została wyjaśniona przez samego poetę w "Epilogu". Praca nad utworem była dla poety ucieczką od intryg i waśni paryskiej, polskiej emigracji. Dźwięczą tu jeszcze słowa szczerego żalu poety, że nie wziął udziału w powstaniu: "Biada nam zbiegi, żeśmy w czas morowy Lękliwe nieśli za granicę głowy". Najlepszym od swarów i emigracyjnych kłótni był dla poety kraj lat dziecinnych. Poeta wyjaśnia również dlaczego nie podjął się pisania o dziejach najnowszych, najbardziej tragicznych: "Ale o krwi tej, co się świeżo lała O łzach, którymi płynie Polska cała, (...) O nich pomyśleć - nie mieliśmy duszy ! (...) O, Matko Polsko ! Ty tak świeżo w grobie Złożona - nie ma sił mówić o tobie". W końcowym fragmencie "Epilogu" poeta pisze o swych marzeniach, aby jego utwory trafiły do każdego polskiego domu, a będzie to dla poety droższa nagroda niż laur z Kapitolu. Bodźcem do napisania "Pana Tadeusza" była też dręcząca poetę tęsknota do rodzinnej Litwy, którą opuścił w 1824 roku. Najpełniejszym i najbardziej wzruszającym wyrazem tej tęsknoty jest "Inwokacja" rozpoczynająca się od słów, znanych zapewne każdemu Polakowi: "Litwo ! Ojczyzno moja ! ty jesteś jak zdrowie, Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie". Poeta prosi Pannę Świętą z Częstochowy i Ostrej Bramy: "Tymczasem przenoś duszę moją utęsknioną Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem, Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem; Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała". Akcja utworu rozgrywa się na Litwie w fikcyjnej wsi Soplicowo i jej najbliższej okolicy -ziemie litewskie leżące nad Niemnem (realna, określona geograficznie, zamknięta i uporządkowana określonymi punktami topograficznymi: dwór, sad, ogród, karczma, zaścianek, zamek, las. Swoisty mikrokosmos, centrum świata). Czas fabuły obejmuje: pięć dni lata 1811 oraz jeden wieczór i niecały dzień roku 1812 Liczne epizody sięgają do: wieku XVII: najazd szwedzki (ks. VI) i czasów Stanisława Augusta (mowa Podkomorzego o modzie, ks. I). Ks. I : piątkowe popołudnie dnia pierwszego; ks. II i III toczy się dnia drugiego; ks. IV i V - trzeciego; ks. VI, VII i VIII - czwartego i ks. IX i X - we wtorek piątego dnia 1811 roku. Księgi XI i XII prezentują wydarzenia roku 1812. Tłem historycznym wydarzeń jest epoka napoleońska (sytuacja przed wkroczeniem Napoleona na Litwę: ks. I; wieści o zbliżających się wojskach: ks. VI; radosny opis wiosny 1812 r. ks. XI). Gośćmi na zaręczynach Zosi i Tadeusza są legionowi dowódcy: Jan Henryk Dąbrowski, Karol Kniaziewicz, Ludwik Pac, Kazimierz Małachowski (zgranie rytmu historii i rytmu natury). Fabułautworu jest wielowątkowa, na plan pierwszy wysuwają się tragiczne dzieje emisariusza Jacka Soplicy, kryjącego się pod kapturem księdza Robaka, perypetie miłosne Tadeusza i Zosi oraz awanturniczy wątek sporu o zamek, zakończony najazdem. Historia konfliktu sięga roku 1792, kiedy to w czasie wojny polsko-rosyjskiej, zwanej w poemacie "kościuszkowską", Rosjanie oblegali zamek magnata Horeszki. Wówczas to Jacek Soplica, zubożały szlachetka, kierując się chęcią osobistej zemsty zabija Stolnika. Targowiczanie znaczną część dóbr magnackich nadają jego rodzinie, a resztę rozdzielili między wierzycieli. Nikt wówczas nie kwapił się z przyjęciem zamku, którego remont i utrzymanie wymagało znacznych nakładów finansowych. Wreszcie romantyczny "Panicz bogaty, krewny Horeszków daleki", bo "po kądzieli" (po matce), upodobał sobie ruiny. Wówczas jednak Sędzia (brat Jacka, zarządzający majątkiem), kierowany wrodzonym pieniactwem niespodziewanie równie gorąco zapragnął pozostać jego właścicielem. Rozpoczął się więc męczący proces Z wątkiem tym nierozerwalnie związane są: dzieje Jacka Soplicy, który konflikt wywołał. Wraz z rozwojem akcji pojawia się kolejny wątek - pogmatwane losy miłości Tadeusza i Zosi przeplatające się z "polowaniem" Telimeny na męża. Watek poboczny stanowi spór o charty. Język: utwór napisany został: trzynastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie, o parzystych rymach; wierszem stychicznym umożliwiającym epicką rozlewność i potoczystość opowieści; językiem plastycznym, eksponującym ruch i barwę; z charakterystyczną dla Mickiewicza hiperbolizacją opisywanych zjawisk; dzięki nadaniu przyrodzie cech ludzkich, a ludziom - cech świata zwierząt, roślin i zjawisk natury - obydwie przestrzenie przenikają się nawzajem tworząc duchowa jedność (np. bitwa po której następuje burza; opis dwu stawów i spotkanie pokłóconych kochanków) "Pan Tadeusz" - epopeją, utwór jest dziełem łączącym cechy wielu gatunków literackich: gawędy szlacheckiej (narrator przyznaje się do niewiedzy, wprowadza nawiasowe uwagi, w których chwali lub gani bohaterów przyjmując punkt widzenia jednego z nich), baśni (przypisywanie przyrodzie cudowności, np. opis matecznika, ogrodu, astronomii Wojskiego), powieści psychologicznej (wszechwiedzący narrator ukazuje psychiczne i społeczno-historyczne czynniki wpływające na działania bohaterów), poezji lirycznej (narrator zamienia się w podmiot liryczny wyrażający swoje uczucia. Tu: oda), parodii romansu (miłosne perypetie Tadeusza i Telimeny), powieści historycznej (opisy wydarzeń wojennych), poematu heroikomicznego (sceny walki z Moskalami) Łączy tragizm (spowiedź Jacka Soplicy) z komizmem (rada w zaścianku, zaloty Hrabiego do Zosi), realizm (opis uczty) z liryzmem (opisy przyrody).Nie można więc nazwać "Pana Tadeusza" epopeja w rozumieniu czysto teoretycznym. Poemat ten stał się nim dzięki temu, że za takową zechciał go uznać naród. Ukazuje bowiem: bohaterskie czyny wybitnych postaci, rysuje wielobarwną panoramę życia, bohaterem zbiorowym uczyniony w nim został naród polski, ukazuje przełomowy moment w życiu owego narodu: zwaśniona społeczność rodowa jednoczy się przeciwko narodowemu wrogowi, przy czym chłopi podniesieni zostają do godności członków narodu, znajdujemy w nim spolszczone aluzje do tradycyjnego wzorca eposu - liczne inwokacje, w tym do Ojczyzny i do Matki Boskiej, co odzwierciedla charakterystyczny dla społeczności kult, Bohaterowie. W utworze mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym reprezentującym jednolity stan społeczny - szlachtę. Obraz szlachty w dziele jest wszechstronny i wyczerpujący ponieważ znajdujemy tu przedstawicieli wszystkich "szczebli ekonomicznych": magnaterię (Stolnik Horeszko); szlachtę średnia, folwarczną (rodzina Sopliców); szlachtę zagrodową, zaścianek Dobrzyński (Matyjasz Dobrzyński, Bartek zwany Prusakiem, Maciej zwany Kropicielem, Bartek zwany Brzytewką, Maciej zwany Konewką). Ze względu na temat utworu bohaterowie bądź to prezentują skłócone domy, bądź to sporowi sekundują. Soplicowie: Sędzia, jego starszy brat, Jacek (ksiądz Robak, Bernardyn), syn Jacka, dwudziestoletni Tadeusz. Spośród "domowych" należy wymienić: Wojskiego Hreczechę, Woźnego Protazego Baltazara Brzechalskiego. Horeszkowie: czternastoletnia wnuczka Stolnika, Zosia, krewny, "po kądzieli", Hrabia, godny obrońca dobrego imienia rodu, stary sługa, Gerwazy Rebajłło, zwany: Klucznikiem, Półkozicem, Mopankiem, Szczerpcem. Do rozstrzygnięcia sporu powołano Podkomorzego, który przybywa z żoną i córkami. Gośćmi Sopliców są ponadto: Rejent Bolesta zwany Kaznodzieją, Asesor. Bohaterowie poematu często zamiast lub obok imion noszą charakterystyczne imioniska - określenia wynikające z honorowych funkcji, jakie pełnią w tradycyjnej społeczności szlacheckiej: Wojski - w dawnej Polsce opiekun rodzin rycerzy, którzy wyruszyli na wojnę; Woźny - tu: dawny niższy urzędnik sadowy, do którego obowiązków m.in. należało ogłaszanie uchwał sądowych; Klucznik - szafarz na dawnych dworach; Podkomorzy - wysoki urzędnik ziemski, m.in. pełniący funkcję sędziego w sporach granicznych; Rejent - pomocnik pisarza sadowego; Asesor - dowódca policji ziemskiej; Stolnik - wysoki urząd ziemski. W "Panu Tadeuszu" Mickiewicz dokonuje swoistego sądu nad dawną Polską. Oskarża szlachtę o: dumę i pychę (Stolnik poświęcił szczęście córki, bywał bezwzględny w kaptowaniu zwolenników i odrzucaniu niepotrzebnych już stronników; ponad wszystko cenił sobie dumę rodową i wpływy. Ginie zamordowany przez Jacka porwanego szalonym gniewem do którego go wcześniej sprowokował), warcholstwo (Jacek nie zna granic swojej fantazji kawalerskiej; Gerwazy prowokuje bójkę w zamku), anarchię (brak autorytetu władzy, rozpędzanie sejmików - opis serwisu Wojskiego), przedkładanie prywaty ponad interes publiczny (Gerwazy niszczy plany Robaka, Jacek zabija Stolnika, gdy ten broni się przed Moskalami, Sędzia przyjmuje majątek Horeszki z rąk zaborcy) kłótliwość (ks. V "Kłótnia", ks. VII "Rada") Jednocześnie poeta idealizuje obraz przeszłości narodowej: ekspiacja Jacka (walką z bronią w ręku, przywdzianiem sukni mnisiej i działalnością emisariusza odkupił dawne grzechy; dwukrotnie własną piersią osłania "ostatniego Horeszkę" i Gerwazego; umiera w wyniku odniesionych ran szczerze wyznawszy swe winy Gerwazemu i bratu; symbol odrodzenia narodu) rezygnacja z zemsty i przebaczenie (postawa umierającego stolnika, który wybacza Jackowi, reakcja Gerwazego na spowiedź Jacka), umiłowanie kraju ojczystego (Tadeusz wysławiający piękno litewskiej przyrody; udział Horeszki w wojnie o konstytucję 3 maja; reakcja szlachty na wieść o Napoleonie; koncert Jankiela; przywiązanie do tradycji i obyczaju - Soplicowo centrum polszczyzny; gotowość do służby ojczyźnie) solidarność wobec zagrożenia bytu narodowego (przekształcenie się zajazdu w bitwę z Moskalami), młode pokolenie realizujące idee wolności i równości (uwłaszczenie chłopów przez Tadeusza i Zosię). W efekcie tych zabiegów "Pan Tadeusz" przedstawia obraz szlacheckiego raju, w którym życie toczy się w harmonii z naturą, a historia nie jest siłą niszczącą. Dominuje mit kraju lat dziecinnych i idealizacja natury. Humior osłabia tragizm i zmienia groźne wady w śmiesznostki. Brak w tekście zapowiedzi klęski wyprawy Napoleona na Moskwę. Swoiste mitologizowanie Polski szlacheckiej, świadomość odchodzenia w zapomnienie tego wszystkiego, co stanowiło istotę świata szlacheckiego, podkreśla przymiotnik "ostatni" (Woźny, Wojski, Stolnik, Gerwazy, Podkomorzy, Hrabia, reprezentanci szlachty zaściankowej; zajazd, uczta, serwis, polonez itp.) Soplicowo centrum polszczyzny. Kultywowanie obyczajów szlacheckich jest w poemacie dowodem na przywiązanie do tradycji narodowej a zatem dowodem najwyższego patriotyzmu: głębokie poszanowanie stanowiska, wieku i płci (mowa Wojskiego o grzeczności, sposób siadania i wstawania od stołu, kolejność mówienia), kultywowanie "prostych" domowych zachowań, tradycyjne podtrzymywanie dawnych rycerskich zajęć (polowanie), poszanowanie włościan i Żydów, strój (kontusz, żupan). Jacek Soplica - nowy typ bohatera romantycznego Główną postacią utworu jest Jacek Soplica, który całe swe życie poświęcił walce o wolność ojczyzny. W młodości był ulubieńcem okolicznej szlachty, typowym warchołem i zabijaką. Bywał nawet zapraszany przez miejscowego magnata Stolnika Horeszkę. Jacek był potrzebny Horeszce, ponieważ mógł dowolnie manipulować na sejmikach głosami okolicznej szlachty. Stolnik Horeszko miał córkę Ewę, młodzi szybko pokochali się. Dumny magnat nie zgodził się oddać ręki córki ubogiemu szlachcicowi - wolał unieszczęśliwić oboje. Ewa została wkrótce wydana za bogatego kasztelana, z którym podążyła na zesłanie, pozostawiając w kraju pod opieką Telimeny córkę Zosię. Jacek zaś ożenił się z "pierwszą napotkaną po drodze kobietą", która urodziła mu syna Tadeusza i w niedługim czasie zmarła. Urażona ambicja Jacka Soplicy doprowadziła go do krwawej zemsty. Często błąkał się w pobliżu zamku Horeszków, nie mogąc pogodzić się ze stratą ukochanej. Pewnego razu był więc mimowolnym świadkiem triumfalnego odpierania przez Horeszkę ataku Moskali na zamek. Emocje spowodowane wyrządzoną przez Horeszkę krzywdą zwyciężyły. Jacek wymierzył z pistoletu, a oddany strzał niestety okazał się celny. To wydarzenie spowodowało przełom w życiu Jacka Soplicy, tym bardziej że niesłusznie wzięto go za stronnika Moskali. Jacek wyjechał, udał się do Legionów, był kilkakrotnie ranny, aż wreszcie w przebraniu księdza Robaka powrócił na Litwę ze specjalną misją - miał organizować powstanie na Litwie, a wybuch jego był naznaczony na moment wkroczenia wojsk napoleońskich. Jacek z narażeniem życia wędrował od dworu do dworu, w karczmach wiejskich agitował też chłopów do powstania. Nawet własnemu synowi nie wyjawił kim jest, chociaż niejednokrotnie bardzo tego pragnął. Jacek Soplica jest wzorem prawdziwego patrioty, który wszystko poświęcił w służbie ojczyźnie, podobnie jak Konrad Wallenrod, czy Konrad z "Dziadów". Mimo to zwykło się mówić o Soplicy, że jest przykładem nowego typu bohatera w literaturze polskiej. Ta nowość polegała przede wszystkim na tym, że Jacek Soplica nie działał już samotnie, tak jak jego wielcy poprzednicy, lecz poparcia dla swej idei niepodległościowej szukał wśród szerokich mas szlacheckich oraz wśród ludu. Ta przemiana polskiego bohatera romantycznego obserwowana na przykładzie Soplicy znamienna jest dla całego pokolenia polskich rewolucjonistów, którzy po klęsce powstania listopadowego zrozumieli, jak wielkim błędem była idea samotnej walki szlachty, która nie zdecydowała się szukać poparcia i pomocy wśród polskiego ludu. Soplica posiada także wiele cech charakterystycznych dla bohatera romantycznego, a więc przeżywa nieszczęśliwą miłość, jest pełen wewnętrznego rozdarcia, przeżywa konflikty, a przede wszystkim jest postacią dynamiczną, jego charakter kształtuje się w trakcie trwania akcji utworu. Mickiewicz świadomie podkreśla - jak wielkie znaczenie w życiu człowieka odgrywa służba ojczyźnie. Żarliwy patriotyzm i poświęcanie siędla ojczyzny powoduje, że przebaczamy Jackowi Soplicy wszystkie grzechy jego młodości, stawiamy go w rzędzie tych bohaterów literackich, którzy stanowią dla nas wzory osobowe. Ostatecznie Jacek Soplica nie osiąga zamierzonego celu. Plany jego krzyżuje dawny sługa Horeszki Gerwazy, który poprzysiągł zemstę na wszystkich Soplicach. Organizuje on przy pomocy mieszkańców zaścianka - Dobrzyńskich, zajazd na Soplicowo. W momencie, kiedy interweniuje wojsko carskie, zwaśnione strony natychmiast się godzą w obliczu wspólnego wroga i zwracają przeciwko Moskalom. To zostaje poczytane za bunt, uczestnicy walki muszą uciekać za granicę, aby powrócić z wojskami Napoleona. Sam Jacek Soplica zostaje ciężko ranny i umiera, uzyskawszy przedtem przebaczenie Gerwazego. Wątek sporu o zamek między Soplicami a przedstawicielem rodu Horeszków, Hrabią, został rozwiązany w sposób tradycyjny - zwaśnione rody godzą się dzięki małżeństwu Zosi (córki Ewy Horeszkówny) z Tadeuszem (synem Jacka Soplicy). Epopeja kończy się postępowym akcentem (chociaż nierzeczywistym). Tadeusz po odziedziczeniu majątku przeprowadza w swoich dobrach uwłaszczenie chłopów. Realizm "Pana Tadeusza" "Pan Tadeusz" jest realistycznym obrazem ówczesnej Polski szlacheckiej. Szlachta polska nie była klasą jednolitą, toteż spotykamy w utworze przedstawicieli arystokracji, dumnego i zarozumiałego Stolnika Horeszkę, któremu - jak twierdzą biografowie poety - nadał Mickiewicz cechy hrabiego Ankwicza, poznanego w Rzymie, który niechętnie patrzył na młodego poetę zabiegającego o rękę jego córki. Na przykładzie rodu Horeszków Mickiewicz przedstawia zachodzący w tym czasie proces ubożenia magnatów. Majątek Horeszków został skonfiskowany, ponieważ Horeszko jest uczestnikiem konfederacji barskiej. Do bogatej szlachty można zaliczyć Podkomorzego, który cieszy się pewnym poważaniem wśród szlachty, jest dumny ze swego stanowiska, które w istocie jest mało znaczące. Natomiast Soplicowie należą do szlachty średniozamożnej. Jacek Soplica staje się wzorem obywatela i patrioty, ale także jego brat - Sędzia oczekuje na przyjście Napoleona, a swego bratanka stara się wychować duchu patriotyzmu. Podkreślić należy również jego humanitarny stosunek do służby, troskę o gospodarstwo. Typowym rezydentem, zubożałym szlachcicem jest Wojski, urodzony myśliwy, organizator polowań, słynny swą grą na rogu. Pełni on w Soplicowie rolę marszałka dworu. Natomiast Woźny Protazy - Baltazar Brzechalski i Klucznik - Gerwazy Rębajło pełnią rolę zwykłych służących, chociaż mogą udowodnić swe szlacheckie pochodzenie. Są oddani i wierni swym panom, a doskonałym przykładem tego jest Gerwazy, który po zabójstwie swojego pana poprzysiągł zemstę wszystkim Soplicom, przebaczając Jackowi dopiero przed jego śmiercią. Zupełnie odrębną grupę stanowi szlachta zaściankowa osiadła w Dobrzynie. O Dobrzyńskich dowiadujemy się, że przybyli z centralnej Polski na Litwę, dawniej byli rodem dość licznym i możnym, ale zubożeli. Oprócz posiadania herbów rodowych niczym właściwie nie różnili się od chłopów, sami musieli pracować na swych małych zagonach. Na czele zaścianka stał Maciej Dobrzyński, starzec siedemdziesięciokilkuletni, cieszący się wielkim poważaniem wśród swoich. Tę szlachtę zaściankową poeta ukazał w jasnym świetle. To właśnie Maciej Dobrzyński obok Jacka Soplicy jest przykładem wielkiego patrioty, który "tam szedł, gdzie Ojczyzny dobro upatrywał". Maciek Dobrzyński jest także nosicielem wielu innych dodatnich cech. Jest odważny i szlachetny, cechuje go wielka mądrość życiowa. Swej odwagi dowiódł walcząc w powstaniu kościuszkowskim, wracając na pole bitwy, będące pod ciągłym ostrzałem Moskali, aby zabrać stamtąd pozostawionego przez innych, ciężko rannego szlachcica. Należnej mu nagrody nie przyjął jednak, mimo że był ubogi. Cieszył się poważaniem, ponieważ znał się doskonale na gospodarstwie, jego rady były zawsze mądre i dobre, ale nie zabiegał o tę popularność, wręcz odwrotnie. Tak więc, zdaniem autora, to właśnie te szlacheckie zaścianki były ostoją patriotyzmu i polskości. Oni podtrzymywali świadomość narodową, przywiązani do swych herbów rodowych, które niezależnie od stanu majątkowego pozwalały im przynależeć do wielkiej społeczności szlacheckiej. Adam Mickiewicz z niezwykłym sentymentem opisywał szlachtę polską, z której sam się wywodził, tworząc niemal sielankowy obraz życia dworskiego. Ta sielankowa atmosfera różni "Pana Tadeusza" od innych utworów poety, czyni go jakby bardziej romantycznym. Mimo sentymentu poeta potrafi zdobyć się na obiektywizm, ukazując zarówno zalety jak i wady szlachty. Dominującą cechą polskiej szlachty jest patriotyzm i przywiązanie do tradycji. Działalność księdza Robaka pada na podatny grunt, szlachta nienawidzi Moskali i jest gotowa z nimi walczyć. Przywiązanie do tradycji uzewnętrznia się w przestrzeganiu staropolskich zwyczajów i gościnności, którym żaden szlachcic nie umiałby uchybić. Jednocześnie poeta dostrzega wady tego środowiska i pisze o nich najczęściej z dyskretnym humorem. Główną wadą szlachty jest pieniactwo, skłonność do awantur, burd, bijatyk i procesów. Takim pieniaczem był nawet w młodości Jacek Soplica, doskonałą ilustrację tej cechy stanowi spór Asesora z Rejentem, czy Doweyki z Domeyką, a przede wszystkim ciągnący się od wielu lat spór o zamek, w którym żadna ze stron nie chce ustąpić. Szlachta nie jest też dostatecznie wykształcona, o czym świadczą wykład Wojskiego o astronomii czy też niezrozumienie przez Sędziego mowy Hrabiego o gotyckiej architekturze zamku. Oprócz tych cech wspólnych, charakterystycznych dla całego środowiska szlacheckiego, zadbał autor także o indywidualizację postaci, która wyrażała się w charakterystycznym stroju, specyficznej mimice i ruchach, określonej pozie, a nawet w posługiwaniu się językiem, całkowicie odmiennym w ustach Rejenta, Protazego i Podkomorzego. Ten realistyczny obraz szlachty byłby niepełny, gdyby poeta nie zauważył szerzącego się wśród szlachty kosmopolityzmu. Bezkrytyczne zapatrzenie się w cudze wzory, lekceważenie cech narodowych, były wadami społecznymi, które wytykał już Ignacy Krasicki w satyrach. W "Panu Tadeuszu" takimi kosmopolitami są Hrabia i Telimena. śmieszna jest skłonność Hrabiego do przeżywania romantycznych przygód. Niestety nie docenia też piękna ojczystej przyrody, z zachwytem wspomina lazurowy błękit włoskiego nieba. Podobny typ reprezentuje Telimena, która mimo romantycznej pozy śmieszy czytelnika swymi zabiegami i staraniami o męża. Wiąże swe nadzieje z o wiele młodszym od siebie Tadeuszem, potem obiektem jej uczuć zostaje Hrabia, zamieniony z konieczności na Rejenta, który może zostać jej mężem, jeśli będzie się ubierał według francuskiej mody. Telimena z dumą wspomina swój pobyt w Petersburgu, chlubi się swymi znajomościami z urzędnikami carskimi. Ten obraz życia i obyczajów szlacheckich nakreślony przez autora z takim upodobaniem, pozwolił mu rzeczywiście uciec od "za późnych żalów, potępieńczych swarów" do "kraju lat dziecinnych", który "zawsze zostanie święty i czysty, jak pierwsze kochanie". Wartości artystyczne "Pana Tadeusza" "Pan Tadeusz" zyskał sobie miano epopei narodowej, ponieważ podobnie jak wielkie epopeje starożytności dawał szeroki obraz życia społeczeństwa, a losy bohaterów jednostkowych ukazywał na tle ważnych wydarzeń historycznych, w przełomowym dla narodu momencie dziejowym. Podobnie jak starożytne eposy utwór rozpoczyna się od inwokacji, z tą różnicą, że poeta nie prosi muz o natchnienie, lecz źródłem natchnienia dla niego mają być wspomnienia o dalekiej, tak bardzo umiłowanej ojczyźnie. Ponieważ romantycy programowo burzyli wszelkie reguły i prawidła w poetyce, świadomie nie przestrzegali czystości rodzajów literackich, tak więc epicki charakter dzieła został naruszony przez liczne fragmenty liryczne, w których dochodzą do głosu uczucia samego narratora. "Pan Tadeusz" nie jest też utworem "czystym" gatunkowo, ponieważ łączy w sobie elementy epopei, poematu epickiego, powieści i sielanki. To typowe dla romantyzmu pomieszanie rodzajów i gatunków literackich oraz koncepcja głównego bohatera Jacka Soplicy pozwala nazwać "Pana Tadeusza" utworem romantycznym. Zgodnie z duchem czasu były też próby połączenia słowa poetyckiego i muzyki. Wyrazem tych tendencji są między innymi dwa koncerty opisane w utworze. Pierwszy z nich to koncert Wojskiego - gra na rogu obwieszczająca zakończenie polowania. Wojski był niedoścignionym mistrzem w tej umiejętności, podobnie jak i w organizowaniu całego polowania. Umiał wydobywać z rogu takie dźwięki, które ilustrowały cały przebieg polowania - dźwięczne, rześkie dźwięki to odgłosy pobudki, potem dało się słyszeć szczekanie psów, wreszcie strzały. Wówczas dźwięki stają się coraz bardziej głośne, naśladujące wycie wilków, ryk niedźwiedzi i beczenie żubrów. Podobnie mistrzem, tyle że w grze na cymbałach, był karczmarz Jankiel, ukazany w utworze jako patriota, który wita legionistów Dąbrowskiego z takim samym wzruszeniem, jak wszyscy Polacy. Jankiel zdecydował się zagrać na usilne prośby Zosi, a w swej grze zawarł całe ówczesne dzieje narodu, zarówno chwile piękne i wzniosłe jak i te tragiczne. Słuchacze bezbłędnie odgadywali intencje grajka, sami przecież tworzyli tę historię. Pierwsze mocne i triumfalne dźwięki, radosne i skoczne, był to szczęśliwy dla narodu okres, kiedy król, sejm i cały naród podejmowali próby ratowania Rzeczypospolitej, uwieńczone Konstytucją Trzeciego Maja. Złowieszcze, fałszywe akordy, uporczywe trącanie zdradzieckiej struny przez Jankiela zostało wkrótce odczytane przez Klucznika, który zawołał: "Znam, znam głos ten ! to jest Targowica". Odgłosy szturmu, wystrzały, naśladowanie jęków rannych i płaczu matek, to były dźwięki ilustrujące powstanie kościuszkowskie i rzeź Pragi. Dźwięki piosenki o żołnierzu tułaczu, "...który borem, lasem idzie, z biedy i z głodu przymierając czasem" od razu zostały skojarzone z emigracją po powstaniu kościuszkowskim i tworzeniem się legionów oraz ich przybyciem na ziemie polskie. Dźwięki pieśni legionów "Jeszcze Polska nie zginęła" całkowicie potwierdziły te domysły słuchaczy. Koncepcja całego koncertu Jankiela została oparta na trzech wszystkim znanych utworach. Są to: "Polonez 3 Maja", pieśń "Idzie żołnierz borem, lasem" i "Mazurek Dąbrowskiego". Niezwykłe wrażenie na czytelniku wywierają także przepiękne opisy przyrody, które są dowodem miłości poety do ojczystej, nadniemeńskiej ziemi. Plastykę, niezwykłą malowniczość opisów osiąga Mickiewicz poprzez zastosowanie różnorodnych środków artystycznych. Opisy wschodu czy też zachodu słońca, chmur, burzy, stanowią arcydzieło poezji opisowej. Takim opisem wschodu słońca rozpoczyna się księga szósta. Ranek był mglisty i wilgotny. Poeta stosuje personifikację, nadając cechy ludzkie zarówno słońcu jak i rozpoczynającemu się dniu. Utwór zaś kończy się opisem zachodu słońca. Uwagę poety przykuwają obłoki płynące po niebie, oświetlone jaskrawymi promieniami zachodzącego słońca. W tych promieniach obłoki są różnokolorowe, a barwy ich ulegają ustawicznym zmianom. Przyroda niemal zawsze traktowana jest przez poetę jako żywa istota. Wystarczy wspomnieć ową brzezinę, "która jako wieśniaczka, kiedy płacze syna, lub wdowa męża, ręce załamie, roztoczy po ramionach do ziemi strumienie warkoczy". Zachodzące zaś słońce "spuszcza głowę" i zasypia "westchnąwszy ciepłym powiewem". "Pan Tadeusz" to niewątpliwie jeden z najpiękniejszych utworów w naszej literaturze, przynoszący pełen sentymentu obraz życia szlachty. Pierwszy obiektywny sąd o utworze wypowiedział Juliusz Słowacki we fragmencie "Beniowskiego": "Jednak w tej cudnej epopei żyją; W ich lasach trąba gada (...) Słuchaj i patrzaj, bo, jako zjawienie, Litwa, ubrana w tęczowe promienie, Wychodzi z lasu ...". Niezwykły hołd genialnemu poecie złożył Henryk Sienkiewicz. W noweli pt. "Latarnik" ukazał, jak wielka jest siła oddziaływania "Pana Tadeusza". Bohater noweli - były powstaniec Skawiński - otrzymawszy egzemplarz "Pana Tadeusza" zapomina o całym świecie. Już sam dźwięk ojczystej mowy wywołuje niezwykłe wzruszenie. Słowa "Litwo ! ojczyzno moja !" wyrażają pragnienia i tęsknoty samego Skawińskiego, bohater całkowicie identyfikuje się z tęskniącym do ojczystej ziemi autorem "Inwokacji". Skawiński, czytając "Pana Tadeusza" nie zapalił tego dnia latarni i stracił pracę. Lecz na dalszą tułaczkę po świecie wyruszał już jako inny człowiek, odzyskał bowiem utraconą świadomość narodową, znów poczuł się Polakiem. "Romantyczność" - A. Mickiewicz Ballada poprzedzona jest mottem z tragedii Szekspira "Hamlet". Na treść utworu składają się obrazy: obraz dziewczyny, która trwając w obłąkaniu szuka swego kochanka, mówi do niego, próbuje go dotknąć, płacze i śmieje się. "To jak martwa opoka Nie zwróci w stronę oka, To strzela wkoło oczyma, To się łzami zaleje; Coś niby chwyta, coś niby trzyma; Rozpłacze się i zaśmieje". Dziewczyna zwraca się do ukochanego Jasieńka, który zmarł przed dwoma laty, jej zdaniem, jest przy niej nadal. Widzi go i ów widok budzi w dziewczynie lęk tłumiony przez nią samą. Prosi ukochanego, aby zabrał ją z tego świata, który jest jej obcy, gdzie nie znajduje zrozumienia. Dziewczyna mówi: "Weź mię, ja umrę przy tobie, Nie lubię świata. Źle mnie w złych ludzi tłumie, Płaczę, a oni szydzą; Mówię, nikt nie rozumie; Widzę, oni nie widzą!" obraz ludu (gromady), który gromadzi się wokół dziewczyny. Lud wierzy w obecność ducha Jasia, wzywa do modlitwy. Z takim stanowiskiem utożsamia się narrator ballady. Innego zdania jest natomiast obecny wśród zebranych starzec, który obserwując opisane wypadki oraz postawę tłumu, zwraca się do zgromadzonych, mówiąc: "Ufajcie memu oku i szkiełku, Nic tu nie widzę dokoła". Ów starzec podważa istnienie innego niż realny świata, a zachowanie ludu uznaje za bluźnierstwo wobec rozumu. Z takim stanowiskiem polemizuje narrator, podkreślając wyższość "czucia i wiary" nad postawą starca, do którego narrator mówi: "Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu, Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce; Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu! Miej serce i patrzaj w serce".

    "Oda do młodości" - A. Mickiewicz

    Utwór powstał w roku 1820, w okresie kowieńskim. W tekście ody dostrzec można zapowiedź przełomu romantycznego. Jednocześnie utwór ten łączy w sobie cechy oświeceniowe i romantyczne.

    Mickiewicz kreśli obraz dwóch przeciwstawnych światów. Świata starego, istniejącego dotychczas, który scharakteryzowany został niepochlebnie jako nacechowany gnuśnością, martwotą, egoizmem i tępotą. Ludzi należących do tego właśnie świata poeta nazywa "ludami bez serc bez ducha". O tym świecie mówi również:

    "Niechaj, kogo wiek zamroczy,

    Chyląc ku ziemi poradlone czoło,

    Takie widzi świata koło,

    Jakie tępymi zakreśla oczy"

    Ten dotychczas istniejący świat rozpada się wniwecz. ("Pryskają nieczułe lody i przesądy światło ćmiące".) Ale to napawa autora jednak optymizmem, ponieważ upadek starego murszejącego świata oznacza zwycięstwo nowych idei, jakie reprezentują młodzi. Ich świat, w którym istotną rolę odgrywają: przyjaźń, entuzjazm, cnota, jest zdecydowanie różny od świata poprzedniego pokolenia. Dlatego to im, młodym, wyznaczone zostały szczytne cele, do nich autor kieruje wezwanie:

    "Razem młodzi przyjaciele!...

    W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;"

    I dalej:

    "Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy

    Opaszmy ziemskie kolisko!

    Zestrzelmy myśli w jedno ognisko

    I w jedno ognisko duchy!...

    Dalej, bryło z posad świata!

    Nowymi cię pchniemy tory,

    Aż opleśniałej zbywszy się kory,

    Zielone przypomnisz lata."

    Trzeba powiedzieć, że utwór ten z uwagi na głoszone w nim hasła nie jest w pełni rewolucyjny, ale na pewno rewolucyjny jest zapał, patos i entuzjazm, jaki towarzyszy poecie witającemu "jutrzenkę swobody". Warto również zwrócić uwagę na wspomniane wcześniej cechy klasyczne i romantyczne obecne w wierszu.

    "Pan Tadeusz" - Adam Mickiewicz

    Dzieło było pisane od 1832 roku z pewnymi przerwami przez 15 miesięcy, drukiem utwór ukazał się w Paryżu w 1834 roku. Według pierwotnego zamiaru miała to być idylla w typie "Hermana i Doroty" Goethego, ale w toku pracy utwór rozrósł się w epicką epopeję z życia szlachty w XII księgach.
    Geneza utworu została wyjaśniona przez samego poetę w "Epilogu". Praca nad utworem była dla poety ucieczką od intryg i waśni paryskiej, polskiej emigracji. Dźwięczą tu jeszcze słowa szczerego żalu poety, że nie wziął udziału w powstaniu:
    "Biada nam zbiegi, żeśmy w czas morowy Lękliwe nieśli za granicę głowy".
    Najlepszym od swarów i emigracyjnych kłótni był dla poety kraj lat dziecinnych. Poeta wyjaśnia również dlaczego nie podjął się pisania o dziejach najnowszych, najbardziej tragicznych:

    "Ale o krwi tej, co się świeżo lała
    O łzach, którymi płynie Polska cała, (...)
    O nich pomyśleć - nie mieliśmy duszy ! (...)
    O, Matko Polsko ! Ty tak świeżo w grobie
    Złożona - nie ma sił mówić o tobie".
    W końcowym fragmencie "Epilogu" poeta pisze o swych marzeniach, aby jego utwory trafiły do każdego polskiego domu, a będzie to dla poety droższa nagroda niż laur z Kapitolu.
    Bodźcem do napisania "Pana Tadeusza" była też dręcząca poetę tęsknota do rodzinnej Litwy, którą opuścił w 1824 roku. Najpełniejszym i najbardziej wzruszającym wyrazem tej tęsknoty jest "Inwokacja" rozpoczynająca się od słów, znanych zapewne każdemu Polakowi:

    "Litwo ! Ojczyzno moja ! ty jesteś jak zdrowie,
    Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
    Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
    Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie".

    Poeta prosi Pannę Świętą z Częstochowy i Ostrej Bramy:
    "Tymczasem przenoś duszę moją utęsknioną
    Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
    Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych
    Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
    Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
    Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
    Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała".

    Akcja utworu rozgrywa się na Litwie w fikcyjnej wsi Soplicowo i jej najbliższej okolicy -ziemie litewskie leżące nad Niemnem (realna, określona geograficznie, zamknięta i uporządkowana określonymi punktami topograficznymi: dwór, sad, ogród, karczma, zaścianek, zamek, las. Swoisty mikrokosmos, centrum świata).

    Czas fabuły obejmuje: pięć dni lata 1811 oraz jeden wieczór i niecały dzień roku 1812 Liczne epizody sięgają do: wieku XVII: najazd szwedzki (ks. VI) i czasów Stanisława Augusta (mowa Podkomorzego o modzie, ks. I). Ks. I : piątkowe popołudnie dnia pierwszego; ks. II i III toczy się dnia drugiego; ks. IV i V - trzeciego; ks. VI, VII i VIII - czwartego i ks. IX i X - we wtorek piątego dnia 1811 roku. Księgi XI i XII prezentują wydarzenia roku 1812.

    Tłem historycznym wydarzeń jest epoka napoleońska (sytuacja przed wkroczeniem Napoleona na Litwę: ks. I; wieści o zbliżających się wojskach: ks. VI; radosny opis wiosny 1812 r. ks. XI). Gośćmi na zaręczynach Zosi i Tadeusza są legionowi dowódcy: Jan Henryk Dąbrowski, Karol Kniaziewicz, Ludwik Pac, Kazimierz Małachowski (zgranie rytmu historii i rytmu natury).

    Fabułautworu jest wielowątkowa, na plan pierwszy wysuwają się tragiczne dzieje emisariusza Jacka Soplicy, kryjącego się pod kapturem księdza Robaka, perypetie miłosne Tadeusza i Zosi oraz awanturniczy wątek sporu o zamek, zakończony najazdem. Historia konfliktu sięga roku 1792, kiedy to w czasie wojny polsko-rosyjskiej, zwanej w poemacie "kościuszkowską", Rosjanie oblegali zamek magnata Horeszki. Wówczas to Jacek Soplica, zubożały szlachetka, kierując się chęcią osobistej zemsty zabija Stolnika. Targowiczanie znaczną część dóbr magnackich nadają jego rodzinie, a resztę rozdzielili między wierzycieli. Nikt wówczas nie kwapił się z przyjęciem zamku, którego remont i utrzymanie wymagało znacznych nakładów finansowych. Wreszcie romantyczny "Panicz bogaty, krewny Horeszków daleki", bo "po kądzieli" (po matce), upodobał sobie ruiny. Wówczas jednak Sędzia (brat Jacka, zarządzający majątkiem), kierowany wrodzonym pieniactwem niespodziewanie równie gorąco zapragnął pozostać jego właścicielem. Rozpoczął się więc męczący proces
    Z wątkiem tym nierozerwalnie związane są: dzieje Jacka Soplicy, który konflikt wywołał. Wraz z rozwojem akcji pojawia się kolejny wątek - pogmatwane losy miłości Tadeusza i Zosi przeplatające się z "polowaniem" Telimeny na męża. Watek poboczny stanowi spór o charty.

    Język: utwór napisany został:
    trzynastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie, o parzystych rymach;
    wierszem stychicznym umożliwiającym epicką rozlewność i potoczystość opowieści;
    językiem plastycznym, eksponującym ruch i barwę; z charakterystyczną dla Mickiewicza hiperbolizacją opisywanych zjawisk;
    dzięki nadaniu przyrodzie cech ludzkich, a ludziom - cech świata zwierząt, roślin i zjawisk natury - obydwie przestrzenie przenikają się nawzajem tworząc duchowa jedność (np. bitwa po której następuje burza; opis dwu stawów i spotkanie pokłóconych kochanków)
    "Pan Tadeusz" - epopeją, utwór jest dziełem łączącym cechy wielu gatunków literackich:
    gawędy szlacheckiej (narrator przyznaje się do niewiedzy, wprowadza nawiasowe uwagi, w których chwali lub gani bohaterów przyjmując punkt widzenia jednego z nich),
    baśni (przypisywanie przyrodzie cudowności, np. opis matecznika, ogrodu, astronomii Wojskiego),
    powieści psychologicznej (wszechwiedzący narrator ukazuje psychiczne i społeczno-historyczne czynniki wpływające na działania bohaterów),
    poezji lirycznej (narrator zamienia się w podmiot liryczny wyrażający swoje uczucia. Tu: oda),
    parodii romansu (miłosne perypetie Tadeusza i Telimeny),
    powieści historycznej (opisy wydarzeń wojennych),
    poematu heroikomicznego (sceny walki z Moskalami)
    Łączy tragizm (spowiedź Jacka Soplicy) z komizmem (rada w zaścianku, zaloty Hrabiego do Zosi), realizm (opis uczty) z liryzmem (opisy przyrody).Nie można więc nazwać "Pana Tadeusza" epopeja w rozumieniu czysto teoretycznym. Poemat ten stał się nim dzięki temu, że za takową zechciał go uznać naród. Ukazuje bowiem: bohaterskie czyny wybitnych postaci,
    rysuje wielobarwną panoramę życia,
    bohaterem zbiorowym uczyniony w nim został naród polski,
    ukazuje przełomowy moment w życiu owego narodu: zwaśniona społeczność rodowa jednoczy się przeciwko narodowemu wrogowi, przy czym chłopi podniesieni zostają do godności członków narodu, znajdujemy w nim spolszczone aluzje do tradycyjnego wzorca eposu - liczne inwokacje, w tym do Ojczyzny i do Matki Boskiej, co odzwierciedla charakterystyczny dla społeczności kult,

    Bohaterowie. W utworze mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym reprezentującym jednolity stan społeczny - szlachtę. Obraz szlachty w dziele jest wszechstronny i wyczerpujący ponieważ znajdujemy tu przedstawicieli wszystkich "szczebli ekonomicznych":
    magnaterię (Stolnik Horeszko);
    szlachtę średnia, folwarczną (rodzina Sopliców);
    szlachtę zagrodową, zaścianek Dobrzyński (Matyjasz Dobrzyński, Bartek zwany Prusakiem, Maciej zwany Kropicielem, Bartek zwany Brzytewką, Maciej zwany Konewką).

    Ze względu na temat utworu bohaterowie bądź to prezentują skłócone domy, bądź to sporowi sekundują.
    Soplicowie: Sędzia, jego starszy brat, Jacek (ksiądz Robak, Bernardyn), syn Jacka, dwudziestoletni Tadeusz.
    Spośród "domowych" należy wymienić:
    Wojskiego Hreczechę, Woźnego Protazego Baltazara Brzechalskiego.
    Horeszkowie:
    czternastoletnia wnuczka Stolnika, Zosia, krewny, "po kądzieli", Hrabia, godny obrońca dobrego imienia rodu, stary sługa, Gerwazy Rebajłło, zwany: Klucznikiem, Półkozicem, Mopankiem, Szczerpcem.
    Do rozstrzygnięcia sporu powołano Podkomorzego, który przybywa z żoną i córkami.
    Gośćmi Sopliców są ponadto:
    Rejent Bolesta zwany Kaznodzieją, Asesor.
    Bohaterowie poematu często zamiast lub obok imion noszą charakterystyczne imioniska - określenia wynikające z honorowych funkcji, jakie pełnią w tradycyjnej społeczności szlacheckiej:
    Wojski - w dawnej Polsce opiekun rodzin rycerzy, którzy wyruszyli na wojnę; Woźny - tu: dawny niższy urzędnik sadowy, do którego obowiązków m.in. należało ogłaszanie uchwał sądowych; Klucznik - szafarz na dawnych dworach; Podkomorzy - wysoki urzędnik ziemski, m.in. pełniący funkcję sędziego w sporach granicznych;
    Rejent - pomocnik pisarza sadowego; Asesor - dowódca policji ziemskiej; Stolnik - wysoki urząd ziemski.
    W "Panu Tadeuszu" Mickiewicz dokonuje swoistego sądu nad dawną Polską. Oskarża szlachtę o:
    dumę i pychę (Stolnik poświęcił szczęście córki, bywał bezwzględny w kaptowaniu zwolenników i odrzucaniu niepotrzebnych już stronników; ponad wszystko cenił sobie dumę rodową i wpływy. Ginie zamordowany przez Jacka porwanego szalonym gniewem do którego go wcześniej sprowokował),
    warcholstwo (Jacek nie zna granic swojej fantazji kawalerskiej; Gerwazy prowokuje bójkę w zamku),
    anarchię (brak autorytetu władzy, rozpędzanie sejmików - opis serwisu Wojskiego),
    przedkładanie prywaty ponad interes publiczny (Gerwazy niszczy plany Robaka, Jacek zabija Stolnika, gdy ten broni się przed Moskalami, Sędzia przyjmuje majątek Horeszki z rąk zaborcy)
    kłótliwość (ks. V "Kłótnia", ks. VII "Rada")

    Jednocześnie poeta idealizuje obraz przeszłości narodowej:
    ekspiacja Jacka (walką z bronią w ręku, przywdzianiem sukni mnisiej i działalnością emisariusza odkupił dawne grzechy; dwukrotnie własną piersią osłania "ostatniego Horeszkę" i Gerwazego; umiera w wyniku odniesionych ran szczerze wyznawszy swe winy Gerwazemu i bratu; symbol odrodzenia narodu)
    rezygnacja z zemsty i przebaczenie (postawa umierającego stolnika, który wybacza Jackowi, reakcja Gerwazego na spowiedź Jacka),
    umiłowanie kraju ojczystego (Tadeusz wysławiający piękno litewskiej przyrody; udział Horeszki w wojnie o konstytucję 3 maja; reakcja szlachty na wieść o Napoleonie; koncert Jankiela; przywiązanie do tradycji i obyczaju - Soplicowo centrum polszczyzny; gotowość do służby ojczyźnie)
    solidarność wobec zagrożenia bytu narodowego (przekształcenie się zajazdu w bitwę z Moskalami),
    młode pokolenie realizujące idee wolności i równości (uwłaszczenie chłopów przez Tadeusza i Zosię).
    W efekcie tych zabiegów "Pan Tadeusz" przedstawia obraz szlacheckiego raju, w którym życie toczy się w harmonii z naturą, a historia nie jest siłą niszczącą. Dominuje mit kraju lat dziecinnych i idealizacja natury. Humior osłabia tragizm i zmienia groźne wady w śmiesznostki. Brak w tekście zapowiedzi klęski wyprawy Napoleona na Moskwę.
    Swoiste mitologizowanie Polski szlacheckiej, świadomość odchodzenia w zapomnienie tego wszystkiego, co stanowiło istotę świata szlacheckiego, podkreśla przymiotnik "ostatni" (Woźny, Wojski, Stolnik, Gerwazy, Podkomorzy, Hrabia, reprezentanci szlachty zaściankowej; zajazd, uczta, serwis, polonez itp.)
    Soplicowo centrum polszczyzny. Kultywowanie obyczajów szlacheckich jest w poemacie dowodem na przywiązanie do tradycji narodowej a zatem dowodem najwyższego patriotyzmu:
    głębokie poszanowanie stanowiska, wieku i płci (mowa Wojskiego o grzeczności, sposób siadania i wstawania od stołu, kolejność mówienia),
    kultywowanie "prostych" domowych zachowań,
    tradycyjne podtrzymywanie dawnych rycerskich zajęć (polowanie),
    poszanowanie włościan i Żydów, strój (kontusz, żupan).
    Jacek Soplica - nowy typ bohatera romantycznego
    Główną postacią utworu jest Jacek Soplica, który całe swe życie poświęcił walce o wolność ojczyzny. W młodości był ulubieńcem okolicznej szlachty, typowym warchołem i zabijaką. Bywał nawet zapraszany przez miejscowego magnata Stolnika Horeszkę. Jacek był potrzebny Horeszce, ponieważ mógł dowolnie manipulować na sejmikach głosami okolicznej szlachty. Stolnik Horeszko miał córkę Ewę, młodzi szybko pokochali się. Dumny magnat nie zgodził się oddać ręki córki ubogiemu szlachcicowi - wolał unieszczęśliwić oboje. Ewa została wkrótce wydana za bogatego kasztelana, z którym podążyła na zesłanie, pozostawiając w kraju pod opieką Telimeny córkę Zosię. Jacek zaś ożenił się z "pierwszą napotkaną po drodze kobietą", która urodziła mu syna Tadeusza i w niedługim czasie zmarła. Urażona ambicja Jacka Soplicy doprowadziła go do krwawej zemsty. Często błąkał się w pobliżu zamku Horeszków, nie mogąc pogodzić się ze stratą ukochanej. Pewnego razu był więc mimowolnym świadkiem triumfalnego odpierania przez Horeszkę ataku Moskali na zamek. Emocje spowodowane wyrządzoną przez Horeszkę krzywdą zwyciężyły. Jacek wymierzył z pistoletu, a oddany strzał niestety okazał się celny. To wydarzenie spowodowało przełom w życiu Jacka Soplicy, tym bardziej że niesłusznie wzięto go za stronnika Moskali. Jacek wyjechał, udał się do Legionów, był kilkakrotnie ranny, aż wreszcie w przebraniu księdza Robaka powrócił na Litwę ze specjalną misją - miał organizować powstanie na Litwie, a wybuch jego był naznaczony na moment wkroczenia wojsk napoleońskich. Jacek z narażeniem życia wędrował od dworu do dworu, w karczmach wiejskich agitował też chłopów do powstania. Nawet własnemu synowi nie wyjawił kim jest, chociaż niejednokrotnie bardzo tego pragnął.
    Jacek Soplica jest wzorem prawdziwego patrioty, który wszystko poświęcił w służbie ojczyźnie, podobnie jak Konrad Wallenrod, czy Konrad z "Dziadów". Mimo to zwykło się mówić o Soplicy, że jest przykładem nowego typu bohatera w literaturze polskiej. Ta nowość polegała przede wszystkim na tym, że Jacek Soplica nie działał już samotnie, tak jak jego wielcy poprzednicy, lecz poparcia dla swej idei niepodległościowej szukał wśród szerokich mas szlacheckich oraz wśród ludu. Ta przemiana polskiego bohatera romantycznego obserwowana na przykładzie Soplicy znamienna jest dla całego pokolenia polskich rewolucjonistów, którzy po klęsce powstania listopadowego zrozumieli, jak wielkim błędem była idea samotnej walki szlachty, która nie zdecydowała się szukać poparcia i pomocy wśród polskiego ludu.
    Soplica posiada także wiele cech charakterystycznych dla bohatera romantycznego, a więc przeżywa nieszczęśliwą miłość, jest pełen wewnętrznego rozdarcia, przeżywa konflikty, a przede wszystkim jest postacią dynamiczną, jego charakter kształtuje się w trakcie trwania akcji utworu. Mickiewicz świadomie podkreśla - jak wielkie znaczenie w życiu człowieka odgrywa służba ojczyźnie. Żarliwy patriotyzm i poświęcanie siędla ojczyzny powoduje, że przebaczamy Jackowi Soplicy wszystkie grzechy jego młodości, stawiamy go w rzędzie tych bohaterów literackich, którzy stanowią dla nas wzory osobowe. Ostatecznie Jacek Soplica nie osiąga zamierzonego celu. Plany jego krzyżuje dawny sługa Horeszki Gerwazy, który poprzysiągł zemstę na wszystkich Soplicach. Organizuje on przy pomocy mieszkańców zaścianka - Dobrzyńskich, zajazd na Soplicowo. W momencie, kiedy interweniuje wojsko carskie, zwaśnione strony natychmiast się godzą w obliczu wspólnego wroga i zwracają przeciwko Moskalom. To zostaje poczytane za bunt, uczestnicy walki muszą uciekać za granicę, aby powrócić z wojskami Napoleona. Sam Jacek Soplica zostaje ciężko ranny i umiera, uzyskawszy przedtem przebaczenie Gerwazego. Wątek sporu o zamek między Soplicami a przedstawicielem rodu Horeszków, Hrabią, został rozwiązany w sposób tradycyjny - zwaśnione rody godzą się dzięki małżeństwu Zosi (córki Ewy Horeszkówny) z Tadeuszem (synem Jacka Soplicy). Epopeja kończy się postępowym akcentem (chociaż nierzeczywistym). Tadeusz po odziedziczeniu majątku przeprowadza w swoich dobrach uwłaszczenie chłopów. Realizm "Pana Tadeusza"
    "Pan Tadeusz" jest realistycznym obrazem ówczesnej Polski szlacheckiej. Szlachta polska nie była klasą jednolitą, toteż spotykamy w utworze przedstawicieli arystokracji, dumnego i zarozumiałego Stolnika Horeszkę, któremu - jak twierdzą biografowie poety - nadał Mickiewicz cechy hrabiego Ankwicza, poznanego w Rzymie, który niechętnie patrzył na młodego poetę zabiegającego o rękę jego córki. Na przykładzie rodu Horeszków Mickiewicz przedstawia zachodzący w tym czasie proces ubożenia magnatów. Majątek Horeszków został skonfiskowany, ponieważ Horeszko jest uczestnikiem konfederacji barskiej. Do bogatej szlachty można zaliczyć Podkomorzego, który cieszy się pewnym poważaniem wśród szlachty, jest dumny ze swego stanowiska, które w istocie jest mało znaczące.
    Natomiast Soplicowie należą do szlachty średniozamożnej. Jacek Soplica staje się wzorem obywatela i patrioty, ale także jego brat - Sędzia oczekuje na przyjście Napoleona, a swego bratanka stara się wychować duchu patriotyzmu. Podkreślić należy również jego humanitarny stosunek do służby, troskę o gospodarstwo. Typowym rezydentem, zubożałym szlachcicem jest Wojski, urodzony myśliwy, organizator polowań, słynny swą grą na rogu. Pełni on w Soplicowie rolę marszałka dworu.
    Natomiast Woźny Protazy - Baltazar Brzechalski i Klucznik - Gerwazy Rębajło pełnią rolę zwykłych służących, chociaż mogą udowodnić swe szlacheckie pochodzenie. Są oddani i wierni swym panom, a doskonałym przykładem tego jest Gerwazy, który po zabójstwie swojego pana poprzysiągł zemstę wszystkim Soplicom, przebaczając Jackowi dopiero przed jego śmiercią.
    Zupełnie odrębną grupę stanowi szlachta zaściankowa osiadła w Dobrzynie. O Dobrzyńskich dowiadujemy się, że przybyli z centralnej Polski na Litwę, dawniej byli rodem dość licznym i możnym, ale zubożeli. Oprócz posiadania herbów rodowych niczym właściwie nie różnili się od chłopów, sami musieli pracować na swych małych zagonach. Na czele zaścianka stał Maciej Dobrzyński, starzec siedemdziesięciokilkuletni, cieszący się wielkim poważaniem wśród swoich. Tę szlachtę zaściankową poeta ukazał w jasnym świetle. To właśnie Maciej Dobrzyński obok Jacka Soplicy jest przykładem wielkiego patrioty, który "tam szedł, gdzie Ojczyzny dobro upatrywał". Maciek Dobrzyński jest także nosicielem wielu innych dodatnich cech. Jest odważny i szlachetny, cechuje go wielka mądrość życiowa. Swej odwagi dowiódł walcząc w powstaniu kościuszkowskim, wracając na pole bitwy, będące pod ciągłym ostrzałem Moskali, aby zabrać stamtąd pozostawionego przez innych, ciężko rannego szlachcica. Należnej mu nagrody nie przyjął jednak, mimo że był ubogi. Cieszył się poważaniem, ponieważ znał się doskonale na gospodarstwie, jego rady były zawsze mądre i dobre, ale nie zabiegał o tę popularność, wręcz odwrotnie. Tak więc, zdaniem autora, to właśnie te szlacheckie zaścianki były ostoją patriotyzmu i polskości. Oni podtrzymywali świadomość narodową, przywiązani do swych herbów rodowych, które niezależnie od stanu majątkowego pozwalały im przynależeć do wielkiej społeczności szlacheckiej.

    Adam Mickiewicz z niezwykłym sentymentem opisywał szlachtę polską, z której sam się wywodził, tworząc niemal sielankowy obraz życia dworskiego. Ta sielankowa atmosfera różni "Pana Tadeusza" od innych utworów poety, czyni go jakby bardziej romantycznym. Mimo sentymentu poeta potrafi zdobyć się na obiektywizm, ukazując zarówno zalety jak i wady szlachty. Dominującą cechą polskiej szlachty jest patriotyzm i przywiązanie do tradycji. Działalność księdza Robaka pada na podatny grunt, szlachta nienawidzi Moskali i jest gotowa z nimi walczyć. Przywiązanie do tradycji uzewnętrznia się w przestrzeganiu staropolskich zwyczajów i gościnności, którym żaden szlachcic nie umiałby uchybić.
    Jednocześnie poeta dostrzega wady tego środowiska i pisze o nich najczęściej z dyskretnym humorem. Główną wadą szlachty jest pieniactwo, skłonność do awantur, burd, bijatyk i procesów. Takim pieniaczem był nawet w młodości Jacek Soplica, doskonałą ilustrację tej cechy stanowi spór Asesora z Rejentem, czy Doweyki z Domeyką, a przede wszystkim ciągnący się od wielu lat spór o zamek, w którym żadna ze stron nie chce ustąpić. Szlachta nie jest też dostatecznie wykształcona, o czym świadczą wykład Wojskiego o astronomii czy też niezrozumienie przez Sędziego mowy Hrabiego o gotyckiej architekturze zamku. Oprócz tych cech wspólnych, charakterystycznych dla całego środowiska szlacheckiego, zadbał autor także o indywidualizację postaci, która wyrażała się w charakterystycznym stroju, specyficznej mimice i ruchach, określonej pozie, a nawet w posługiwaniu się językiem, całkowicie odmiennym w ustach Rejenta, Protazego i Podkomorzego.
    Ten realistyczny obraz szlachty byłby niepełny, gdyby poeta nie zauważył szerzącego się wśród szlachty kosmopolityzmu. Bezkrytyczne zapatrzenie się w cudze wzory, lekceważenie cech narodowych, były wadami społecznymi, które wytykał już Ignacy Krasicki w satyrach. W "Panu Tadeuszu" takimi kosmopolitami są Hrabia i Telimena. śmieszna jest skłonność Hrabiego do przeżywania romantycznych przygód. Niestety nie docenia też piękna ojczystej przyrody, z zachwytem wspomina lazurowy błękit włoskiego nieba.
    Podobny typ reprezentuje Telimena, która mimo romantycznej pozy śmieszy czytelnika swymi zabiegami i staraniami o męża. Wiąże swe nadzieje z o wiele młodszym od siebie Tadeuszem, potem obiektem jej uczuć zostaje Hrabia, zamieniony z konieczności na Rejenta, który może zostać jej mężem, jeśli będzie się ubierał według francuskiej mody. Telimena z dumą wspomina swój pobyt w Petersburgu, chlubi się swymi znajomościami z urzędnikami carskimi.
    Ten obraz życia i obyczajów szlacheckich nakreślony przez autora z takim upodobaniem, pozwolił mu rzeczywiście uciec od "za późnych żalów, potępieńczych swarów" do "kraju lat dziecinnych", który "zawsze zostanie święty i czysty, jak pierwsze kochanie". Wartości artystyczne "Pana Tadeusza"
    "Pan Tadeusz" zyskał sobie miano epopei narodowej, ponieważ podobnie jak wielkie epopeje starożytności dawał szeroki obraz życia społeczeństwa, a losy bohaterów jednostkowych ukazywał na tle ważnych wydarzeń historycznych, w przełomowym dla narodu momencie dziejowym. Podobnie jak starożytne eposy utwór rozpoczyna się od inwokacji, z tą różnicą, że poeta nie prosi muz o natchnienie, lecz źródłem natchnienia dla niego mają być wspomnienia o dalekiej, tak bardzo umiłowanej ojczyźnie. Ponieważ romantycy programowo burzyli wszelkie reguły i prawidła w poetyce, świadomie nie przestrzegali czystości rodzajów literackich, tak więc epicki charakter dzieła został naruszony przez liczne fragmenty liryczne, w których dochodzą do głosu uczucia samego narratora.
    "Pan Tadeusz" nie jest też utworem "czystym" gatunkowo, ponieważ łączy w sobie elementy epopei, poematu epickiego, powieści i sielanki. To typowe dla romantyzmu pomieszanie rodzajów i gatunków literackich oraz koncepcja głównego bohatera Jacka Soplicy pozwala nazwać "Pana Tadeusza" utworem romantycznym.

    Zgodnie z duchem czasu były też próby połączenia słowa poetyckiego i muzyki. Wyrazem tych tendencji są między innymi dwa koncerty opisane w utworze. Pierwszy z nich to koncert Wojskiego - gra na rogu obwieszczająca zakończenie polowania. Wojski był niedoścignionym mistrzem w tej umiejętności, podobnie jak i w organizowaniu całego polowania. Umiał wydobywać z rogu takie dźwięki, które ilustrowały cały przebieg polowania - dźwięczne, rześkie dźwięki to odgłosy pobudki, potem dało się słyszeć szczekanie psów, wreszcie strzały. Wówczas dźwięki stają się coraz bardziej głośne, naśladujące wycie wilków, ryk niedźwiedzi i beczenie żubrów.
    Podobnie mistrzem, tyle że w grze na cymbałach, był karczmarz Jankiel, ukazany w utworze jako patriota, który wita legionistów Dąbrowskiego z takim samym wzruszeniem, jak wszyscy Polacy. Jankiel zdecydował się zagrać na usilne prośby Zosi, a w swej grze zawarł całe ówczesne dzieje narodu, zarówno chwile piękne i wzniosłe jak i te tragiczne. Słuchacze bezbłędnie odgadywali intencje grajka, sami przecież tworzyli tę historię. Pierwsze mocne i triumfalne dźwięki, radosne i skoczne, był to szczęśliwy dla narodu okres, kiedy król, sejm i cały naród podejmowali próby ratowania Rzeczypospolitej, uwieńczone Konstytucją Trzeciego Maja. Złowieszcze, fałszywe akordy, uporczywe trącanie zdradzieckiej struny przez Jankiela zostało wkrótce odczytane przez Klucznika, który zawołał: "Znam, znam głos ten ! to jest Targowica". Odgłosy szturmu, wystrzały, naśladowanie jęków rannych i płaczu matek, to były dźwięki ilustrujące powstanie kościuszkowskie i rzeź Pragi. Dźwięki piosenki o żołnierzu tułaczu,
    "...który borem, lasem idzie,
    z biedy i z głodu przymierając czasem"
    od razu zostały skojarzone z emigracją po powstaniu kościuszkowskim i tworzeniem się legionów oraz ich przybyciem na ziemie polskie. Dźwięki pieśni legionów "Jeszcze Polska nie zginęła" całkowicie potwierdziły te domysły słuchaczy. Koncepcja całego koncertu Jankiela została oparta na trzech wszystkim znanych utworach. Są to: "Polonez 3 Maja", pieśń "Idzie żołnierz borem, lasem" i "Mazurek Dąbrowskiego".
    Niezwykłe wrażenie na czytelniku wywierają także przepiękne opisy przyrody, które są dowodem miłości poety do ojczystej, nadniemeńskiej ziemi. Plastykę, niezwykłą malowniczość opisów osiąga Mickiewicz poprzez zastosowanie różnorodnych środków artystycznych. Opisy wschodu czy też zachodu słońca, chmur, burzy, stanowią arcydzieło poezji opisowej.
    Takim opisem wschodu słońca rozpoczyna się księga szósta. Ranek był mglisty i wilgotny. Poeta stosuje personifikację, nadając cechy ludzkie zarówno słońcu jak i rozpoczynającemu się dniu. Utwór zaś kończy się opisem zachodu słońca. Uwagę poety przykuwają obłoki płynące po niebie, oświetlone jaskrawymi promieniami zachodzącego słońca. W tych promieniach obłoki są różnokolorowe, a barwy ich ulegają ustawicznym zmianom.
    Przyroda niemal zawsze traktowana jest przez poetę jako żywa istota. Wystarczy wspomnieć ową brzezinę, "która jako wieśniaczka, kiedy płacze syna, lub wdowa męża, ręce załamie, roztoczy po ramionach do ziemi strumienie warkoczy". Zachodzące zaś słońce "spuszcza głowę" i zasypia "westchnąwszy ciepłym powiewem".
    "Pan Tadeusz" to niewątpliwie jeden z najpiękniejszych utworów w naszej literaturze, przynoszący pełen sentymentu obraz życia szlachty. Pierwszy obiektywny sąd o utworze wypowiedział Juliusz Słowacki we fragmencie "Beniowskiego":
    "Jednak w tej cudnej epopei żyją;
    W ich lasach trąba gada (...)
    Słuchaj i patrzaj, bo, jako zjawienie,
    Litwa, ubrana w tęczowe promienie,
    Wychodzi z lasu ...".
    Niezwykły hołd genialnemu poecie złożył Henryk Sienkiewicz. W noweli pt. "Latarnik" ukazał, jak wielka jest siła oddziaływania "Pana Tadeusza". Bohater noweli - były powstaniec Skawiński - otrzymawszy egzemplarz "Pana Tadeusza" zapomina o całym świecie. Już sam dźwięk ojczystej mowy wywołuje niezwykłe wzruszenie. Słowa "Litwo ! ojczyzno moja !" wyrażają pragnienia i tęsknoty samego Skawińskiego, bohater całkowicie identyfikuje się z tęskniącym do ojczystej ziemi autorem "Inwokacji". Skawiński, czytając "Pana Tadeusza" nie zapalił tego dnia latarni i stracił pracę. Lecz na dalszą tułaczkę po świecie wyruszał już jako inny człowiek, odzyskał bowiem utraconą świadomość narodową, znów poczuł się Polakiem.
    "Romantyczność" - A. Mickiewicz

    Ballada poprzedzona jest mottem z tragedii Szekspira "Hamlet".

    Na treść utworu składają się obrazy:

    obraz dziewczyny, która trwając w obłąkaniu szuka swego kochanka, mówi do niego, próbuje go dotknąć, płacze i śmieje się.
    "To jak martwa opoka

    Nie zwróci w stronę oka,

    To strzela wkoło oczyma,

    To się łzami zaleje;

    Coś niby chwyta, coś niby trzyma;

    Rozpłacze się i zaśmieje".

    Dziewczyna zwraca się do ukochanego Jasieńka, który zmarł przed dwoma laty, jej zdaniem, jest przy niej nadal. Widzi go i ów widok budzi w dziewczynie lęk tłumiony przez nią samą. Prosi ukochanego, aby zabrał ją z tego świata, który jest jej obcy, gdzie nie znajduje zrozumienia. Dziewczyna mówi:

    "Weź mię, ja umrę przy tobie,

    Nie lubię świata.

    Źle mnie w złych ludzi tłumie,

    Płaczę, a oni szydzą;

    Mówię, nikt nie rozumie;

    Widzę, oni nie widzą!"

    obraz ludu (gromady), który gromadzi się wokół dziewczyny. Lud wierzy w obecność ducha Jasia, wzywa do modlitwy. Z takim stanowiskiem utożsamia się narrator ballady.
    Innego zdania jest natomiast obecny wśród zebranych starzec, który obserwując opisane wypadki oraz postawę tłumu, zwraca się do zgromadzonych, mówiąc:

    "Ufajcie memu oku i szkiełku,

    Nic tu nie widzę dokoła".

    Ów starzec podważa istnienie innego niż realny świata, a zachowanie ludu uznaje za bluźnierstwo wobec rozumu. Z takim stanowiskiem polemizuje narrator, podkreślając wyższość "czucia i wiary" nad postawą starca, do którego narrator mówi:

    "Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,

    Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce;

    Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!

    Miej serce i patrzaj w serce".

  • userphoto
    "Testament mój" - Juliusz Słowacki Testament jest pisany przez ludzi dojrzałych, mających co po sobie zostawić. Jest wyrazem dojrzałych poglądów poety, pewnego swej mocy twórczej. Wiersz ma klasyczną formę testamentu - Horacy "Exegi monumentum", w renesansie Jan Kochanowski - "Niezwykłym i nie leda piórem opatrzonym". Wiersz ten powstał na przełomie 1839 i 1840 r. w Paryżu. Był poetyckim wyrazem nastroju, jaki towarzyszył mu w środowisku emigracyjnym. Wiersz ten ma formę testamentu, świadczą o tym motywy żegnania się z życiem i wizja duchowego życia pośmiertnego, są testamentowe apele do przyjaciół i narodu wskazujące im wolę umierającego poety, są wreszcie prośby do przyjaciół i narodu mające przez samo sformułowanie stylistyczne charakter zwrotów bezpośrednich. Słowacki boleśnie odczuwa osamotnienie, brak uznania dla własnej twórczości, pozostawia jednak swoim czytelnikom bezwzględny nakaz służby ojczyźnie, sam zaś godzi się z swym losem. Ma nadzieję jednak na to, że ludzie jednak kiedyś docenia jego potęgę i talent. Pragnie aby przyjaciele przekazywali innym o człowieku, który dla kraju sterował swoje młode lata. Chciał jak najwięcej zrobić dla ojczyzny. Dopóki mógł i miał siłę zawsze był z krajem, a gdy kraj upadł, on też musiał upaść. Odchodzi więc bardzo smutny tym bardziej, że nie zostawił następcy, który dźwigałby jego lutnię. Słowacki apeluje do narodu polskiego, aby nie tracił nadziei, a pokolenia nie załamywały się. Stawia tu sobie za przykład jako człowieka, który pomimo obelg i kłamstw pod jego adresem nie poddaje się. Również i tak, naród zawsze powinien się podnosić i iść do przodu. Osoba podmiotu lirycznego czuje się nie spełniona, czuje się samotny wśród współczesnych - świadomość, że jego poezja nie jest zrozumiana, choć przyznaje, ze nie dba o poklask, spełnienie "twardej Bożej służby. Jest świadomy, że był wieszczem i wodzem narodu, pełnił rolę przywódcy duchowego. Jest on przekonany o wysokiej wartości swojej poezji, która będzie oddziaływać na przyszłe pokolenia. Wie, że przeobrazi materialistów, "zjadaczy chleba", w ludzi idei, ducha - "aniołów". Program patriotyczny: Juliusz Słowacki, świadomy swojej misji patriotycznej, "żem dla ojczyzny sterał moje lata młode" - analogi do Kochanowskiego "Pieśń o dobrej sławie". Ukazany jest również motyw okrętu: "A póki okręt walczył - siedziałem na maszcie, A gdy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę ..." jest to romantyczna świadomość odpowiedzialności za losy ojczyzny, postawa kapitana sterującego okrętem: "Być sternikiem duchami napełnionej łodzi" i z nim idącym pod wodę. Konieczność kultywowania tradycji, idei patriotycznych - "Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny". Utwór cechuje maksymalizm patriotyczny, niezgoda na niewolę i podkreślenie konieczności zaangażowania całego narodu do powstania - program rewolucji demokratycznej. "Lalka" - Bolesław Prus Aleksander Głowacki, herbu Prus I, później używający pseudonimu Bolesław Prus urodził się 20 VIII 1847 r. w Hrubieszowie nieopodal Lublina, zmarł zaś w 19 V 1912 r. w Warszawie którą uczynił bohaterem swoich licznych opowiadań, nowel, powieści, felietonów i artykułów. "Lalka" jest jedną z trzech, obok "Faraona" i "Emancypantek", jego najważniejszych powieści. W nich najpełniej wyraził swoje pozytywistyczne poglądy, które sprowadzają się do stwierdzenia, iż pisarz poprzez dzieło powinien prezentować postawę obywatelską, a tym samym kreować bohaterów reprezentujących ludzi czynu i pożytecznej, przede wszystkim w kategoriach społecznych, pracy. Ukazywać człowieka sukcesu, bogacącego się, dostarczającego dóbr materialnych społeczeństwu i narodowi, dbającego o innych, przede wszystkim o tych, którzy są od nich zależni. Prus będąc zwolennikiem prozy realistycznej, stronił od literatury tendencyjnej, a wyrazem tego jest "Lalka". Kompozycja powieści: Osią kompozycyjna jest miłość Wokulskiego do Izabelli. Wokół wątku miłosnego autor koncentrycznie rozbudował akcję utworu, konsekwentnie stosując "technikę nawarstwiania motywów". Taka budowa fabuły dała Prusowi możność ukazania różnorodnych środowisk, konfliktów, sytuacji i związanych z nimi osób. Obok narracji odautorskiej, bezpośredniej, mamy do czynienia z narracją bezpośrednią (pamiętnik Rzeckiego). "Lalka" to powieść dwutomowa składająca się z 37 tytułowanych rozdziałów, z których każdy stanowi zamknięta całość fabularną. Wśród nich 9 rozdziałów to "Pamiętnik starego subiekta" (t.I: rozdz.3, 10, 20, 21; t.II: rozdz.7, 8, 9, 14, 16) Akcję powieści, czasowo i problemowo, otwiera rok 1878 a kończy 1879. Pamiętnik Rzeckiego opowiada przede wszystkim o przeszłości i sięga do lat trzydziestych (dzieciństwo subiekta), a poprzez wspomnienia ojca do okresu jeszcze wcześniejszego - "czasów napoleońskich". Ignacy Rzeczki ostatni przedstawiciel romantyzmu: Ignacy Rzecki, człowiek sumienny i wymagający od innych systematycznej pracy, mieszka samotnie w skromnym pokoiku za sklepem. Jest to reprezentant poprzedniego romantycznego pokolenia, wierzy w gwiazdę Bonapartych, a swoje przemyślenia, wspomnienia oraz relacje z bieżących wydarzeń zapisuje w pamiętniku. Dzięki tym notatkom poznajemy dzieje autora pamiętnika. Pochodzi z ubogiej rodziny, wychowywał go ojciec, woźny w Komisji Spraw Wewnętrznych i ciotka. To ojciec wpoił mu kult Napoleona I - cesarza rozdającego chłopom ziemię, obalającego trony i przynoszącego ludziom wolność. Od najmłodszych lat pracował w sklepie Jana Mincla, Niemca z pochodzenia, który prowadził swój interes na sposób patriarchalny. Wraz z przyjacielem, Augustem Katzem, próbował w czyn wprowadzić romantyczne hasła wolności, równości i braterstwa i walczył w 1848 r. na Węgrzech. Po samobójczej śmierci Katza (patrioty, który nie mógł znieść myśli o klęsce powstania styczniowego) przez 2 lata tułał się po Europie, wreszcie schwytany podczas próby przekroczenia granicy Królestwa rok spędził w więzieniu. Dzięki pomocy syna Mincla powrócił do Warszawy i sklepu. Do końca życia pozostał wierny swoim ideałom, naiwnie oczekując nowej koniunktury politycznej, w której raz jeszcze będzie można podjąć walkę o wolność. Idealistyczny, nierealny stosunek do życia przenosi również na sprawy prywatne. Uwielbiana przez starego subiekta pani Stawska wychodzi za mąż nie za Stacha, a za "lekkoducha" Mraczewskiego. Podziwiany Wokulski, który mógłby być, w zamyśle Rzeckiego, przywódcą w wielkiej narodowej sprawie, ginie z miłości do niegodnej go kobiety. Sklep, któremu oddał swe siły przeszedł w ręce Henryka Szlangbauma (Żyd, którego ojciec lichwiarz z powodu odejścia syna od religii przodków wydziedziczył). Cały świat, wyhodowany w wyobraźni starego subiekta, runął. Umiera w przekonaniu, iż "non omnis moriar" (nie wszystek umrę). Stanisław Wokulski bohater łączący cechy romantyka i pozytywisty: Główny bohater "Lalki" reprezentuje idealistów epoki pośredniej, z pogranicza romantyzmu i pozytywizmu. Od wczesnej młodości życie nie szczędziło mu cierpień, krzywd i poniżenia. Wybitnie zdolny został przez własnego ojca (szlachcica) zmuszony do upodlającej pracy w jadłodajni Hopfera. Tu jednak zetknął się ze studentami akademii medycznej, którzy zaszczepili mu romantyczny rewolucjonizm. To z kolei pchnęło go do powstania styczniowego. Otrzeźwiał na Syberii, zrozumiał, że idee romantyzmu przebrzmiały. Na wygnaniu zetknął się z wybitnymi uczonymi (Czerski, Czekanowski, Dybowski) i dzięki nauce poczuł się wreszcie człowiekiem wolnym. Szanowano go i podziwiano, a jego wynalazki znalazły uznanie w petersburskich towarzystwach naukowych. Pełen nowych sił i optymizmu powrócił do kraju, by mu służyć swą wiedzą. Tu jednak spotkało go rozczarowanie, nie zapomniano, że był subiektem. Z głodu i nędzy postanowił ożenić się z bogatą kupcową i u boku zazdrosnej i ograniczonej żony spędził 4 lata. Czterdziestopięcioletniego kupca z apatii wyrwała miłość, którą pojmował na sposób romantyczny. Obiektem uczuć była panna Izabella. Mając świadomość dzielącej go od ideału różnicy społecznej, całą energię wykorzystywał, by zbliżyć się do ukochanej. Postanowił wzbogacić się (narażał życie, by zarobić 300 tysięcy rubli), przyjął sposób życia sfer arystokratycznych (kupno klaczy wyścigowej, pojedynek z Krzeszowskim, udział w rautach, konieczność eksponowania blichtru zamożności, nauka j. angielskiego). Jednak zaślepienie miłosne nie zabiło w nim człowieka myślącego, dlatego też miłości towarzyszy rozdarcie wewnętrzne. Bezustannie walczy w nim pozytywista z romantykiem, społecznik ze skrajnym indywidualistą, idealista z racjonalista. Potrafił krytycznie ocenić wartość klasy do której popychało go uczucie. Jednak miłość spowodowała katastrofę. Kiedy zrezygnował z walki o uczucie panny Izabelli, zrezygnował też z egzystencji w społeczeństwie, które go nie rozumiało i odepchnęło. Stwarzając pozory samobójstwa (wysadzenie kamienia w ruinach zasławskiego zamku), testamentem pożegnał się z przyjaciółmi. Z wielu niedomówień można wnioskować, że wybrał pracownię Geista (uczonego dziwaka, który w Paryżu pracował nad wynalezieniem metalu lżejszego od powietrza) jako już jedyny życiowy cel. Julian Ochocki najmłodszy idealista: Tak jak dla Rzeckiego i Wokulskiego nie było miejsca w ówczesnym społeczeństwie, tak i nie znalazło się ono dla najmłodszego reprezentanta niepoprawnych marzycieli, Juliana Ochockiego. Urodził się w rodzinie spokrewnionej z arystokratycznymi rodami, wprawdzie zbiedniałej, ale utrzymujące przyzwoity poziom życia. W porę dostrzeżono jego zdolności i umożliwiono zdobycie dyplomu dwu wyższych uczelni (wydziału przyrodniczego na uniwersytecie i mechanicznego na politechnice). Wychowany w pozytywistycznym kulcie nauki, Ochocki wierzy w nieograniczone możliwości ludzkiego rozumu. Wrażliwy, zdolny i wykształcony marzy o zbudowaniu latającej machiny. Marzenie to nie było fantastyczną mrzonką, ale niedorzecznością była wiara wynalazcy o nadzwyczajnych możliwościach techniki w sferze przekształceń ustrojowych - młody człowiek wierzy, że cudowne odkrycie uszczęśliwi ludzkość. Obraz społeczeństwa polskiego: Na kartach powieści ukazani są reprezentanci różnych grup społecznych, środowisk i zawodów Warszawy lat siedemdziesiątych XIX w. Mieszczaństwo: stare pokolenie: Jan Mincel, spolszczony Niemiec, kupiec, który własną praca dorobił się sklepu w centrum Warszawy. Uczciwy i pracowity wzbogacił się, wychowując pokolenie równie jak on oszczędnych i zpobiegliwych handlowców (syn Jan, Rzecki); średnie pokolenie: Ignacy Rzecki, August Katz. Pracują, ale i walczą "za wolność naszą i waszą" realizując swój romantyczny światopogląd; nowe pokolenie: Stanisław Wokulski. Przedsiębiorczy i energiczny, robi błyskawiczna karierę, dziesięciokrotnie powiększając pozostawiony przez żonę majątek. Dorabia się na handlu, na dostawach międzynarodowych dzięki sytuacji jaka wytworzyła się na ziemiach polskich po powstaniu styczniowym. Grupę te cechuje brak energii, bezruch, rezygnacja ze zdobywania majątku i pozycji społecznej. Każdy objaw większej przedsiębiorczości uważany jest w tym środowisku z czyn niepoczytalny. Nic więc dziwnego, że pozycję pierwszoplanową w życiu ekonomicznym kraju zdobywają Żydzi posiadający energię, pracowitość i cierpliwość w zdobywaniu zamierzonych celów i poczucie solidarności w grupie. Arystokracja: pani Wąsowska(piękna i nieco cyniczna wdowa) baronostwo Krzeszowscy (skłócone małżeństwo, w którym baron roztrwonił majątek grając na wyścigach, a baronowa, po stracie jedynej córczki, popadła w histerię) prezesowa Zasławska (mądra staruszka, którą ze stryjem Wokulskiego łączyło wielkie uczucie. Jej wzorowo prowadzony majątek, z ochronkami dla chłopskich dzieci, dbałością o służbę i fornali to wyjątkowa szczęśliwa wysepka wśród ogólnego niedbalstwa), Tomasz Łęcki (bankrut, przekonany o swej wybitnej wartości i energii w rzeczywistości reprezentuje poziom umysłowy graniczący z tępotą. Zajmuje go jedynie salonowa etykieta) i jego córka Izbella (jej osobowość to klasyczny produkt salonów. Rozpieszczona egoistka nie potrafi z niczego sobie odmówić ani z niczego zrezygnować), Ochocki, Kazimierz Starski (amoralny i cyniczny), baron Dalski narzeczony wnuczki prezesowej, zaślepiony miłością, zdziecinniały i naiwny), książę (najbardziej wartościowa postać, popiera projekt założenia Spółki do handlu ze Wschodem, pragnie coś zrobić dla "nieszczęsnego kraju", ale brak mu energii i zdolności umysłowych) . Tę grupę społeczną oskarża pisarz o doprowadzenie kraju do upadku, o zaniedbanie interesów narodowych. Cechuje ją: -- pasożytnictwo, -- próżniactwo, -- zbytkowny tryb życia, gonitwa za rozrywkami, -- brak patriotyzmu, -- nieuzasadniona pycha z powodu swego arystokratycznego pochodzenia, pogarda dla ludzi pracy, -- brak godności własnej (gonitwa za posagiem). Lud: Wysoccy, Węgiełek (kamieniarz, Magdalenka (młoda dziewczyna, prostytutka, którą zajął się Wokulski wpierw posyłając do zakonnic na naukę szycia, a następnie umieścił pod opieką rodziny furmana Wysockiego) - ukazany jest wyłącznie marginesowo. W czasie spaceru Wokulskiego po Powiślu. Ukazany jest jako warstwa ustawicznie krzywdzona, bez możliwości rozwojowych. Przedstawiciele innych środowisk: Żydzi (Henryk Szlangbaum, doktor Szuman, który na skutek młodzieńczej miłości zrezygnował z praktyki i zajął się badaniem ludzkich włosów), studenci (Patkiewicz i Maleski), subiekci (Mraczewski, Lisiecki, Zięba), socjaliści (mizerny Klejn) oraz nieliczni reprezentanci inteligencji miejskiej (sprytny adwokat prowadzący sprawy Wokulskiego, pani Misiewiczowa - matka Heleny Stawskiej zarabiającej na życie lekcjami muzyki, żyjąca z pośrednictwa eks-nauczycielka p. Meliton). Gloria victis" - Eliza Orzeszkowa "Gloria victis" to opowiadanie relacjonujące przebieg jednego z epizodów powstania styczniowego. Autorka składa hołd poległym i wyraża przekonanie, że poniesione ofiary nie były daremne, a przyszłość doceni ich wielkość. O losie grupy powstańców opowiadają leśne drzewa, świadkowie walk, cierpień i nadziei ludzkich. Opowiadają o nich wiatrowi, który odwiedził bezimienną, leśną mogiłę. Oddziałem powstańców dowodził tam Romuald Traugutt, jedna z najpiękniejszych postaci naszych dziejów porozbiorowych. Według historii opuścił on żonę, dzieci, cały swój dorobek po to, aby "wziąć na ramiona krzyż narodu swego". Przy jego boku wsławiło się wielu powstańców. Jednym z nich był bardzo młody Tarłowski. Młodzieniec, który równie walecznie bronił ojczyzny, z natury był bardzo spokojny, rozkochany w przyrodzie. Bardzo dokładnie obserwował jej tajniki i często porównywał ją do narodu. Nie mógł bowiem uzmysłowić sobie czemu wśród narodu panuje ciągłe niezrozumienie i nienawiść, w przyrodzie zaś dopatrywał się harmonii, której brakowało w ojczyźnie. Tarłowski oprócz przyrody kochał swą siostrę, o której pamiętał nawet w chwili śmierci. Walka, która przyczyniła się do jego śmierci odbyła się w lasach horeckich, w Dziatkowiczach. Zwycięski oddział Rosjan zniszczył powstańców, nie oszczędziwszy nawet bezrobotnych i rannych żołnierzy znajdujących się w namiocie. Tarłowski, który raniony również będąc bezbronnym przed śmiercią rzucił Trauguttowi chusteczkę splamioną krwią, którą wódz miał podać siostrze konającego. Tak zakończyła się bitwa dzielnych powstańców. Nikt nie wiedział, że w głębi kraju znajduje się mogiła, na której znajduję się niewielki krzyż. Wykonała go siostra Tarłowskiego, która tylko raz odwiedziła mogiłę. Wiatr usłyszawszy całą opowieść postanowił głosić wszystkim nową prawdę - gloria victis (tzn. chwała zwyciężonym). Przeciwstawił się on w ten sposób prawdzie jaką głosił nieubłagany czas - "vae victis!" (biada zwyciężonym), przez co rozumiemy jego nadzieje na nadejście spokoju i harmonii w kraju i na świcie. "Mendel Gdański" - Maria Konopnicka Opowiadanie to napisała Konopnicka, pod wpływem narastającego w zaborze rosyjskim antysemityzmu, niosącego ze sobą pogromy Żydów i rabunek mienia przez podburzony motłoch miejski. Władze carskie milcząco sprzyjały tym zaburzeniom. Utworem tym Konopnicka protestował przeciwko narastającej fali nienawiści i zdziczenia. Sylwetkę swego bohatera, prostego, żydowskiego introligatora, wyposażyła w cechy dostojeństwa, szlachetności i mądrości. Zasadniczym problemem w noweli są przeżycia wewnętrzne Mendla. Autorka precyzyjnie tworzy portret psychologiczny bohatera: w niewielkiej przestrzeni ulicy, przy której mieszka Mendel, wśród rzeczy dobrze znanych, kształtują się i utrwalają jego głębokie przekonania o wspólnocie i związku z miastem i polskością. Mendel, mądry i doświadczony Żyd, przedstawia koncepcję owego związku zegarmistrzowi, reprezentantowi prymitywnego drobnomieszczaństwa i antysemityzmu. Dla Mendla, mieszkańców miasta, mimo różnego pochodzenia łączy wspólnota przeżyć i niedoli. Narastające niebezpieczeństwo, groźba pogromu, wreszcie rana wnuczka - Jakuba, to przyczyny tragedii Mendla, który pod ich wpływem traci, jak sam mówi, "serce do tego miasta". Na tle wcześniejszego wizerunku bohatera, jego przekonań i doświadczeń, jest to stwierdzenie niesłychanie dramatyczne. W świadomości starego Żyda załamuje się przekonanie, że należy on do prawowitych mieszkańców Warszawy.

    "Testament mój" - Juliusz Słowacki

    Testament jest pisany przez ludzi dojrzałych, mających co po sobie zostawić. Jest wyrazem dojrzałych poglądów poety, pewnego swej mocy twórczej. Wiersz ma klasyczną formę testamentu - Horacy "Exegi monumentum", w renesansie Jan Kochanowski - "Niezwykłym i nie leda piórem opatrzonym".
    Wiersz ten powstał na przełomie 1839 i 1840 r. w Paryżu. Był poetyckim wyrazem nastroju, jaki towarzyszył mu w środowisku emigracyjnym. Wiersz ten ma formę testamentu, świadczą o tym motywy żegnania się z życiem i wizja duchowego życia pośmiertnego, są testamentowe apele do przyjaciół i narodu wskazujące im wolę umierającego poety, są wreszcie prośby do przyjaciół i narodu mające przez samo sformułowanie stylistyczne charakter zwrotów bezpośrednich. Słowacki boleśnie odczuwa osamotnienie, brak uznania dla własnej twórczości, pozostawia jednak swoim czytelnikom bezwzględny nakaz służby ojczyźnie, sam zaś godzi się z swym losem. Ma nadzieję jednak na to, że ludzie jednak kiedyś docenia jego potęgę i talent. Pragnie aby przyjaciele przekazywali innym o człowieku, który dla kraju sterował swoje młode lata. Chciał jak najwięcej zrobić dla ojczyzny. Dopóki mógł i miał siłę zawsze był z krajem, a gdy kraj upadł, on też musiał upaść. Odchodzi więc bardzo smutny tym bardziej, że nie zostawił następcy, który dźwigałby jego lutnię.
    Słowacki apeluje do narodu polskiego, aby nie tracił nadziei, a pokolenia nie załamywały się. Stawia tu sobie za przykład jako człowieka, który pomimo obelg i kłamstw pod jego adresem nie poddaje się. Również i tak, naród zawsze powinien się podnosić i iść do przodu.
    Osoba podmiotu lirycznego czuje się nie spełniona, czuje się samotny wśród współczesnych - świadomość, że jego poezja nie jest zrozumiana, choć przyznaje, ze nie dba o poklask, spełnienie "twardej Bożej służby.
    Jest świadomy, że był wieszczem i wodzem narodu, pełnił rolę przywódcy duchowego. Jest on przekonany o wysokiej wartości swojej poezji, która będzie oddziaływać na przyszłe pokolenia. Wie, że przeobrazi materialistów, "zjadaczy chleba", w ludzi idei, ducha - "aniołów".

    Program patriotyczny:


    Juliusz Słowacki, świadomy swojej misji patriotycznej, "żem dla ojczyzny sterał moje lata młode" - analogi do Kochanowskiego "Pieśń o dobrej sławie".
    Ukazany jest również motyw okrętu:

    "A póki okręt walczył - siedziałem na maszcie,
    A gdy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę ..."

    jest to romantyczna świadomość odpowiedzialności za losy ojczyzny, postawa kapitana sterującego okrętem:
    "Być sternikiem duchami napełnionej łodzi"
    i z nim idącym pod wodę.
    Konieczność kultywowania tradycji, idei patriotycznych - "Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny".
    Utwór cechuje maksymalizm patriotyczny, niezgoda na niewolę i podkreślenie konieczności zaangażowania całego narodu do powstania - program rewolucji demokratycznej.

    "Lalka" - Bolesław Prus

    Aleksander Głowacki, herbu Prus I, później używający pseudonimu Bolesław Prus urodził się 20 VIII 1847 r. w Hrubieszowie nieopodal Lublina, zmarł zaś w 19 V 1912 r. w Warszawie którą uczynił bohaterem swoich licznych opowiadań, nowel, powieści, felietonów i artykułów.
    "Lalka" jest jedną z trzech, obok "Faraona" i "Emancypantek", jego najważniejszych powieści. W nich najpełniej wyraził swoje pozytywistyczne poglądy, które sprowadzają się do stwierdzenia, iż pisarz poprzez dzieło powinien prezentować postawę obywatelską, a tym samym kreować bohaterów reprezentujących ludzi czynu i pożytecznej, przede wszystkim w kategoriach społecznych, pracy. Ukazywać człowieka sukcesu, bogacącego się, dostarczającego dóbr materialnych społeczeństwu i narodowi, dbającego o innych, przede wszystkim o tych, którzy są od nich zależni.
    Prus będąc zwolennikiem prozy realistycznej, stronił od literatury tendencyjnej, a wyrazem tego jest "Lalka".
    Kompozycja powieści:
    Osią kompozycyjna jest miłość Wokulskiego do Izabelli. Wokół wątku miłosnego autor koncentrycznie rozbudował akcję utworu, konsekwentnie stosując "technikę nawarstwiania motywów". Taka budowa fabuły dała Prusowi możność ukazania różnorodnych środowisk, konfliktów, sytuacji i związanych z nimi osób.
    Obok narracji odautorskiej, bezpośredniej, mamy do czynienia z narracją bezpośrednią (pamiętnik Rzeckiego).
    "Lalka" to powieść dwutomowa składająca się z 37 tytułowanych rozdziałów, z których każdy stanowi zamknięta całość fabularną. Wśród nich 9 rozdziałów to "Pamiętnik starego subiekta" (t.I: rozdz.3, 10, 20, 21; t.II: rozdz.7, 8, 9, 14, 16)
    Akcję powieści, czasowo i problemowo, otwiera rok 1878 a kończy 1879. Pamiętnik Rzeckiego opowiada przede wszystkim o przeszłości i sięga do lat trzydziestych (dzieciństwo subiekta), a poprzez wspomnienia ojca do okresu jeszcze wcześniejszego - "czasów napoleońskich".

    Ignacy Rzeczki ostatni przedstawiciel romantyzmu:
    Ignacy Rzecki, człowiek sumienny i wymagający od innych systematycznej pracy, mieszka samotnie w skromnym pokoiku za sklepem. Jest to reprezentant poprzedniego romantycznego pokolenia, wierzy w gwiazdę Bonapartych, a swoje przemyślenia, wspomnienia oraz relacje z bieżących wydarzeń zapisuje w pamiętniku. Dzięki tym notatkom poznajemy dzieje autora pamiętnika.
    Pochodzi z ubogiej rodziny, wychowywał go ojciec, woźny w Komisji Spraw Wewnętrznych i ciotka. To ojciec wpoił mu kult Napoleona I - cesarza rozdającego chłopom ziemię, obalającego trony i przynoszącego ludziom wolność. Od najmłodszych lat pracował w sklepie Jana Mincla, Niemca z pochodzenia, który prowadził swój interes na sposób patriarchalny. Wraz z przyjacielem, Augustem Katzem, próbował w czyn wprowadzić romantyczne hasła wolności, równości i braterstwa i walczył w 1848 r. na Węgrzech. Po samobójczej śmierci Katza (patrioty, który nie mógł znieść myśli o klęsce powstania styczniowego) przez 2 lata tułał się po Europie, wreszcie schwytany podczas próby przekroczenia granicy Królestwa rok spędził w więzieniu. Dzięki pomocy syna Mincla powrócił do Warszawy i sklepu. Do końca życia pozostał wierny swoim ideałom, naiwnie oczekując nowej koniunktury politycznej, w której raz jeszcze będzie można podjąć walkę o wolność. Idealistyczny, nierealny stosunek do życia przenosi również na sprawy prywatne. Uwielbiana przez starego subiekta pani Stawska wychodzi za mąż nie za Stacha, a za "lekkoducha" Mraczewskiego. Podziwiany Wokulski, który mógłby być, w zamyśle Rzeckiego, przywódcą w wielkiej narodowej sprawie, ginie z miłości do niegodnej go kobiety. Sklep, któremu oddał swe siły przeszedł w ręce Henryka Szlangbauma (Żyd, którego ojciec lichwiarz z powodu odejścia syna od religii przodków wydziedziczył). Cały świat, wyhodowany w wyobraźni starego subiekta, runął. Umiera w przekonaniu, iż "non omnis moriar" (nie wszystek umrę).
    Stanisław Wokulski bohater łączący cechy romantyka i pozytywisty: Główny bohater "Lalki" reprezentuje idealistów epoki pośredniej, z pogranicza romantyzmu i pozytywizmu. Od wczesnej młodości życie nie szczędziło mu cierpień, krzywd i poniżenia. Wybitnie zdolny został przez własnego ojca (szlachcica) zmuszony do upodlającej pracy w jadłodajni Hopfera. Tu jednak zetknął się ze studentami akademii medycznej, którzy zaszczepili mu romantyczny rewolucjonizm. To z kolei pchnęło go do powstania styczniowego. Otrzeźwiał na Syberii, zrozumiał, że idee romantyzmu przebrzmiały. Na wygnaniu zetknął się z wybitnymi uczonymi (Czerski, Czekanowski, Dybowski) i dzięki nauce poczuł się wreszcie człowiekiem wolnym. Szanowano go i podziwiano, a jego wynalazki znalazły uznanie w petersburskich towarzystwach naukowych. Pełen nowych sił i optymizmu powrócił do kraju, by mu służyć swą wiedzą. Tu jednak spotkało go rozczarowanie, nie zapomniano, że był subiektem. Z głodu i nędzy postanowił ożenić się z bogatą kupcową i u boku zazdrosnej i ograniczonej żony spędził 4 lata. Czterdziestopięcioletniego kupca z apatii wyrwała miłość, którą pojmował na sposób romantyczny. Obiektem uczuć była panna Izabella. Mając świadomość dzielącej go od ideału różnicy społecznej, całą energię wykorzystywał, by zbliżyć się do ukochanej. Postanowił wzbogacić się (narażał życie, by zarobić 300 tysięcy rubli), przyjął sposób życia sfer arystokratycznych (kupno klaczy wyścigowej, pojedynek z Krzeszowskim, udział w rautach, konieczność eksponowania blichtru zamożności, nauka j. angielskiego). Jednak zaślepienie miłosne nie zabiło w nim człowieka myślącego, dlatego też miłości towarzyszy rozdarcie wewnętrzne. Bezustannie walczy w nim pozytywista z romantykiem, społecznik ze skrajnym indywidualistą, idealista z racjonalista. Potrafił krytycznie ocenić wartość klasy do której popychało go uczucie. Jednak miłość spowodowała katastrofę. Kiedy zrezygnował z walki o uczucie panny Izabelli, zrezygnował też z egzystencji w społeczeństwie, które go nie rozumiało i odepchnęło. Stwarzając pozory samobójstwa (wysadzenie kamienia w ruinach zasławskiego zamku), testamentem pożegnał się z przyjaciółmi. Z wielu niedomówień można wnioskować, że wybrał pracownię Geista (uczonego dziwaka, który w Paryżu pracował nad wynalezieniem metalu lżejszego od powietrza) jako już jedyny życiowy cel.

    Julian Ochocki najmłodszy idealista:
    Tak jak dla Rzeckiego i Wokulskiego nie było miejsca w ówczesnym społeczeństwie, tak i nie znalazło się ono dla najmłodszego reprezentanta niepoprawnych marzycieli, Juliana Ochockiego. Urodził się w rodzinie spokrewnionej z arystokratycznymi rodami, wprawdzie zbiedniałej, ale utrzymujące przyzwoity poziom życia. W porę dostrzeżono jego zdolności i umożliwiono zdobycie dyplomu dwu wyższych uczelni (wydziału przyrodniczego na uniwersytecie i mechanicznego na politechnice). Wychowany w pozytywistycznym kulcie nauki, Ochocki wierzy w nieograniczone możliwości ludzkiego rozumu. Wrażliwy, zdolny i wykształcony marzy o zbudowaniu latającej machiny. Marzenie to nie było fantastyczną mrzonką, ale niedorzecznością była wiara wynalazcy o nadzwyczajnych możliwościach techniki w sferze przekształceń ustrojowych - młody człowiek wierzy, że cudowne odkrycie uszczęśliwi ludzkość.

    Obraz społeczeństwa polskiego:
    Na kartach powieści ukazani są reprezentanci różnych grup społecznych, środowisk i zawodów Warszawy lat siedemdziesiątych XIX w.
    Mieszczaństwo:
    stare pokolenie: Jan Mincel, spolszczony Niemiec, kupiec, który własną praca dorobił się sklepu w centrum Warszawy. Uczciwy i pracowity wzbogacił się, wychowując pokolenie równie jak on oszczędnych i zpobiegliwych handlowców (syn Jan, Rzecki);
    średnie pokolenie: Ignacy Rzecki, August Katz. Pracują, ale i walczą "za wolność naszą i waszą" realizując swój romantyczny światopogląd;
    nowe pokolenie: Stanisław Wokulski. Przedsiębiorczy i energiczny, robi błyskawiczna karierę, dziesięciokrotnie powiększając pozostawiony przez żonę majątek. Dorabia się na handlu, na dostawach międzynarodowych dzięki sytuacji jaka wytworzyła się na ziemiach polskich po powstaniu styczniowym.
    Grupę te cechuje brak energii, bezruch, rezygnacja ze zdobywania majątku i pozycji społecznej. Każdy objaw większej przedsiębiorczości uważany jest w tym środowisku z czyn niepoczytalny. Nic więc dziwnego, że pozycję pierwszoplanową w życiu ekonomicznym kraju zdobywają Żydzi posiadający energię, pracowitość i cierpliwość w zdobywaniu zamierzonych celów i poczucie solidarności w grupie.

    Arystokracja: pani Wąsowska(piękna i nieco cyniczna wdowa) baronostwo Krzeszowscy (skłócone małżeństwo, w którym baron roztrwonił majątek grając na wyścigach, a baronowa, po stracie jedynej córczki, popadła w histerię) prezesowa Zasławska (mądra staruszka, którą ze stryjem Wokulskiego łączyło wielkie uczucie. Jej wzorowo prowadzony majątek, z ochronkami dla chłopskich dzieci, dbałością o służbę i fornali to wyjątkowa szczęśliwa wysepka wśród ogólnego niedbalstwa), Tomasz Łęcki (bankrut, przekonany o swej wybitnej wartości i energii w rzeczywistości reprezentuje poziom umysłowy graniczący z tępotą. Zajmuje go jedynie salonowa etykieta) i jego córka Izbella (jej osobowość to klasyczny produkt salonów. Rozpieszczona egoistka nie potrafi z niczego sobie odmówić ani z niczego zrezygnować), Ochocki, Kazimierz Starski (amoralny i cyniczny), baron Dalski narzeczony wnuczki prezesowej, zaślepiony miłością, zdziecinniały i naiwny), książę (najbardziej wartościowa postać, popiera projekt założenia Spółki do handlu ze Wschodem, pragnie coś zrobić dla "nieszczęsnego kraju", ale brak mu energii i zdolności umysłowych) .
    Tę grupę społeczną oskarża pisarz o doprowadzenie kraju do upadku, o zaniedbanie interesów narodowych. Cechuje ją: -- pasożytnictwo, -- próżniactwo, -- zbytkowny tryb życia, gonitwa za rozrywkami, -- brak patriotyzmu, -- nieuzasadniona pycha z powodu swego arystokratycznego pochodzenia, pogarda dla ludzi pracy, -- brak godności własnej (gonitwa za posagiem).
    Lud: Wysoccy, Węgiełek (kamieniarz, Magdalenka (młoda dziewczyna, prostytutka, którą zajął się Wokulski wpierw posyłając do zakonnic na naukę szycia, a następnie umieścił pod opieką rodziny furmana Wysockiego) - ukazany jest wyłącznie marginesowo. W czasie spaceru Wokulskiego po Powiślu.
    Ukazany jest jako warstwa ustawicznie krzywdzona, bez możliwości rozwojowych.
    Przedstawiciele innych środowisk: Żydzi (Henryk Szlangbaum, doktor Szuman, który na skutek młodzieńczej miłości zrezygnował z praktyki i zajął się badaniem ludzkich włosów), studenci (Patkiewicz i Maleski), subiekci (Mraczewski, Lisiecki, Zięba), socjaliści (mizerny Klejn) oraz nieliczni reprezentanci inteligencji miejskiej (sprytny adwokat prowadzący sprawy Wokulskiego, pani Misiewiczowa - matka Heleny Stawskiej zarabiającej na życie lekcjami muzyki, żyjąca z pośrednictwa eks-nauczycielka p. Meliton).

    Gloria victis" - Eliza Orzeszkowa

    "Gloria victis" to opowiadanie relacjonujące przebieg jednego z epizodów powstania styczniowego. Autorka składa hołd poległym i wyraża przekonanie, że poniesione ofiary nie były daremne, a przyszłość doceni ich wielkość.
    O losie grupy powstańców opowiadają leśne drzewa, świadkowie walk, cierpień i nadziei ludzkich. Opowiadają o nich wiatrowi, który odwiedził bezimienną, leśną mogiłę.
    Oddziałem powstańców dowodził tam Romuald Traugutt, jedna z najpiękniejszych postaci naszych dziejów porozbiorowych. Według historii opuścił on żonę, dzieci, cały swój dorobek po to, aby "wziąć na ramiona krzyż narodu swego". Przy jego boku wsławiło się wielu powstańców. Jednym z nich był bardzo młody Tarłowski. Młodzieniec, który równie walecznie bronił ojczyzny, z natury był bardzo spokojny, rozkochany w przyrodzie. Bardzo dokładnie obserwował jej tajniki i często porównywał ją do narodu. Nie mógł bowiem uzmysłowić sobie czemu wśród narodu panuje ciągłe niezrozumienie i nienawiść, w przyrodzie zaś dopatrywał się harmonii, której brakowało w ojczyźnie.
    Tarłowski oprócz przyrody kochał swą siostrę, o której pamiętał nawet w chwili śmierci.
    Walka, która przyczyniła się do jego śmierci odbyła się w lasach horeckich, w Dziatkowiczach. Zwycięski oddział Rosjan zniszczył powstańców, nie oszczędziwszy nawet bezrobotnych i rannych żołnierzy znajdujących się w namiocie. Tarłowski, który raniony również będąc bezbronnym przed śmiercią rzucił Trauguttowi chusteczkę splamioną krwią, którą wódz miał podać siostrze konającego.
    Tak zakończyła się bitwa dzielnych powstańców. Nikt nie wiedział, że w głębi kraju znajduje się mogiła, na której znajduję się niewielki krzyż. Wykonała go siostra Tarłowskiego, która tylko raz odwiedziła mogiłę.
    Wiatr usłyszawszy całą opowieść postanowił głosić wszystkim nową prawdę - gloria victis (tzn. chwała zwyciężonym). Przeciwstawił się on w ten sposób prawdzie jaką głosił nieubłagany czas - "vae victis!" (biada zwyciężonym), przez co rozumiemy jego nadzieje na nadejście spokoju i harmonii w kraju i na świcie.

    "Mendel Gdański" - Maria Konopnicka

    Opowiadanie to napisała Konopnicka, pod wpływem narastającego w zaborze rosyjskim antysemityzmu, niosącego ze sobą pogromy Żydów i rabunek mienia przez podburzony motłoch miejski. Władze carskie milcząco sprzyjały tym zaburzeniom. Utworem tym Konopnicka protestował przeciwko narastającej fali nienawiści i zdziczenia. Sylwetkę swego bohatera, prostego, żydowskiego introligatora, wyposażyła w cechy dostojeństwa, szlachetności i mądrości.
    Zasadniczym problemem w noweli są przeżycia wewnętrzne Mendla. Autorka precyzyjnie tworzy portret psychologiczny bohatera: w niewielkiej przestrzeni ulicy, przy której mieszka Mendel, wśród rzeczy dobrze znanych, kształtują się i utrwalają jego głębokie przekonania o wspólnocie i związku z miastem i polskością. Mendel, mądry i doświadczony Żyd, przedstawia koncepcję owego związku zegarmistrzowi, reprezentantowi prymitywnego drobnomieszczaństwa i antysemityzmu. Dla Mendla, mieszkańców miasta, mimo różnego pochodzenia łączy wspólnota przeżyć i niedoli.
    Narastające niebezpieczeństwo, groźba pogromu, wreszcie rana wnuczka - Jakuba, to przyczyny tragedii Mendla, który pod ich wpływem traci, jak sam mówi, "serce do tego miasta". Na tle wcześniejszego wizerunku bohatera, jego przekonań i doświadczeń, jest to stwierdzenie niesłychanie dramatyczne. W świadomości starego Żyda załamuje się przekonanie, że należy on do prawowitych mieszkańców Warszawy.

  • userphoto
    "Zbrodnia i kara" - Fiodor Dostojewski Dzieje Raskolnikowa: Radion Romanowisz Raskolnikow był 23 - letnim studentem wydziału prawa uniwersytetu petersburskiego. Trudna sytuacja finansowa zmusiła go do przerwania nauki po trzech latach. Na skromne życie pozwalały mu pieniądze przysyłane przez matkę - Pulcherię Aleksandrowną i siostrę Dunię (Ardoitę Romanową). Nie posiadają środków do życia daje lichwiarce - Alonie Iwanowej, cenne rzeczy w zastaw. Po kilku wizytach u staruszki Raskolnikow układa plan zabójstwa. Przypadkowo dowiaduje się o chwili, w której Alona będzie w domu sama. Wykorzystując tą sytuację zabił ją i zrabował jej dobytek. Dramat jednak powiększa niespodziewaną wizytą w momencie zabójstwa siostry Alony - Lizawiety. Przerażony Raskolnikow popełnia następnie zbrodnię na siostrze Alony. Życie mordercy staje się koszmarem. Przepełniony wewnętrznymi sporami oraz wyrzutami sumienia cierpi i toczy walkę ze samą sobą. Z wydźwignięciu z cierpienia pomaga mu Sonia Marmieładowa - córka alkoholika. Poznaje ją na pogrzenie starca i wyznaje jej prawdę o dokonanej zbrodni. Ona namawia go do zgłoszenia się na policję i poniesienia zasłużonej kary. Rodian wyznaje prawdę komendantowi Pietrowiczowi. Dzięki Soni, która razem, z nimi odbywa karę staje się nowym człowiekiem i postanawia zmienić na lepsze swoje życie. Powieść "Zbrodnia i kara" należy do nurtu powieści psychologicznych. Autor wyposażył swojego bohatera w niezwykłą wrażliwość i postawił go wobec problemu przerastającego możliwości zwykłego człowieka. Powieść to wnikliwa analiza schematu zbrodni dokonanych przez Raskolnikowa. W toku akcji obserwujemy zmiany jakie zachodzą w jego sposobie myślenia i działania, jesteśmy świadkami głębokich analiz psychicznych, spojrzenia na wnętrze bohatera (bibisekcja). "Zbrodnia i kara" jako powieść filozoficzna: "Zbrodnia i kara" przypomina powieść kryminalną, ale nią nie jest. Schemat fabularny nie został podporządkowany tropieniu zbrodniarza. Znamy go od początku, dodatkowym zaprzeczeniem poetyki detektywistycznej jest szczegółowy opis przeżyć przestępcy. Jest on świadom swego czynu. Sam go przecież teoretycznie przygotował, mimo iż proces wykonawczy przebiegał przy jego ograniczonej świadomości. Bohater przeżywa zamęt, przerażenie i odrazę do samego siebie. Te cierpienia są karą za zbrodnię, ale są również szansą odrodzenia o tym jak Roskolnikow wyrzeka się swej przestępczej idei, jak stopniowo się wali w gruzy obraz świata, który sobie wymyślił, nie wiemy prawie nic. Proces jego duchowej odnowy jest tajemnicą, bo to zjawisko niewyrażalne w słowach. "Zbrodnia i kara" ukazuje pełną dramaturgie wewnętrzną i rozdarcie bohatera oraz drogę wychodzenia z duchowej i moralnej depresji. Struktura powieści, zarówno w jej planie fabularnym, jak i filozoficznym, ma charakter otwarty, obszar zagadki, tajemnicy, niepowodzenia, aluzji jest tu elementem bardzo istotnym. Droga, którą przebył bohater zbrodni stanowi szczególne doświadczenie moralne i filozoficzne, którego przypominanie nie traci aktualności wobec współczesnych zagrożeń, kryzysów i zbyt uproszczonych odpowiedzi na wciąż te same "przeklęte pytania". "Nad Niemnem" - Eliza Orzeszkowa Kiedy ukazało się "Nad Niemnem", w 1887 r. drukował je "Tygodnik Ilustrowany, Orzeszkowa była już znaną pisarka z poważnym literackim i publicystycznym dorobkiem. Szczególne uznanie krytyki i czytelników zdobyły jej powieści w których dominowały "tematy narodowe" ujęte w ramy ideowych i literackich nurtów. Powieść syntezą pozytywizmu: "Nad Niemnem" powstało w latach 1885 - 1886, a do rąk czytelników trafiło w przededniu 25 rocznicy powstania styczniowego. Było więc nie tylko przypomnieniem i uczczeniem wielkiego narodowego wydarzenia, ale przyniosło również refleksje związane z popowstaniową rzeczywistością, podejmowało trudny temat zachowania narodowej tożsamości, mimo klęski i pogrzebania nadziei na szybką realizację niepodległościowych marzeń. Program pozytywistów - pokolenia, dla którego powstanie styczniowe stanowiło granicę "między dawnymi i nowymi laty", był próbą szukania innych dróg, przynajmniej częściowego ograniczenia zależności. W takim kontekście powieść Orzeszkowej traktować trzeba jako wykładnię tych powinności, które społeczeństwo polskie, okaleczone przez historię, musi podjąć, by stan totalnego zniewolenie i apatii ustąpił miejsca wierze w rychłe spełnienie "snów o potędze". Praca, nauka, korzystanie z osiągnięć techniki, otrzymują tu nowy wymiar - stanowią nie tylko drogę, na którą warto wstąpić dla udoskonalenia własnych umiejętności i zdobywania jednostkowych doświadczeń, ale stają się również nakazem moralnym, umożliwiają bowiem rozwój społeczny, są fundamentem przyszłej, wolnej Polski. Myśl o przyszłości nie może przesłonić pamięci o korzeniach, rodowodzie, tradycjach, tym, co najdobitniej zaświadcza o narodowym trwaniu, mimo braku realnych granic państwa. Te prawdy znalazły wyraz artystyczny w powieści Orzeszkowej. Kompozycja utworu ma charakter dwuwarstwowy. Akcja powieści rozgrywa się co prawda w latach osiemdziesiątych wieku XIX , ale retrospektywne nawiązania stale przenoszą czytelnika w rok 1863 (czas powstania traktowany jest jednoznacznie pozytywnie). Symbolika: W powieści rolę symboliczną odgrywają dwie mogiły: grób mitycznych przodków, protoplastów rodu Bohatyrowiczów, Jana i Cecylii - niejako sankcjonuje i uświęca rolę tego zaścianka na ziemi nadniemeńskiej (symboliczny grób osnuwa legenda sięgająca średniowiecza); mogiła powstańcza to: -- symbol świętego czasu powstania, kiedy to wszyscy solidarnie, i dwór i zaścianek, poszli walczyć za wielką sprawę w imię wolności, równości, demokratyzmu i współpracy, -- swoiste miejsce pamięci narodowej, którym opiekują się Bohatyrowicze przechowywający wartości przez nią symbolizowane. Symboliczną role odgrywa tu także przyroda nadniemeńska, pośród której się żyje i umiera. Jej opisy, obszerne i barwne są hołdem złożonym naturze, ale stanowią także odniesienie do spraw, wobec których rzeka, bór, pola uprawne i drogi zachowują milczenie, są tylko ich biernym świadkiem. W świecie przyrody, niekiedy tajemniczej i dzikiej, panuje wieczna harmonia, ład i wewnętrzny spokój. Świat ludzi kłóci się z tą naturalną jednością, choć powinien dążyć do życia z nią w symbiozie. Czas narodowej próby takiej zgody wymaga. Obraz ziemiaństwa po powstaniu styczniowym: W "Nad Niemnem" wszyscy bohaterowie należą do warstwy szlacheckiej. Orzeszkowa podejmuje próbę analizy zmian jakie zaszły w społeczeństwie polskim po powstaniu styczniowym. W sytuacji konkurencji ekonomicznej odchodzą w zapomnienie wielkie ideały, a środowisko szlacheckie , w dużej części, degeneruje się. Przedstawione tu środowisko można podzielić na trzy grupy: Arystokrację: Zygmunt Korczyński -- syn legendarnego w okolicy Andrzeja Korczyńskiego, wychowany na kosmopolitę i lekkoducha. Człowiek słaby i pozbawiony moralności. Ożeniony z bogatą i uwielbiającą go panna Klotyldą, szybko znudził się żoną i pargnie nawiązać romans z Justyną. Teofil Różyc -- kuzyn sąsiadów Korczyńskich, Kirłów. Posiadacz zrujnowanego, ale jeszcze znacznego majątku, człowiek zdegenerowany (morfinista), który w małżeństwie z Justyna upatruje odmiany życia. Dwór: Benedykt Korczyński -- właściciel Korczyna, dzielny, wiecznie zapracowany gospodarz zbyt jednak dosłownie traktujący patriotyczny nakaz utrzymania dobrze prosperującego majątku w polskich rękach, zapomina bowiem o niemniej ważnym obowiązku wspomagania aktywności Polaków o niższym statusie społecznym (konflikt z zaściankiem) Emilia Korczyńska -- żona Benedykta, neurotyczna, rozkapryszona piękność, nękana chorobami prawdziwymi i urojonymi. Żyje w izolowanym świecie dwu pokoi, które urządziła w stylu sentymentalnym i wypełniła bibelotami i romansami. Kontaktuje się wyłącznie z damą do towarzystwa, panną Teresą. Z życiem dworu i pracą nie chce mieć nic wspólnego. Witold Korczyński -- syn właścicieli Korczyna, młody, postępowy szlachcic pełen pozytywistycznych ideałów. Krytykuje ojca pragnąc wprowadzić wiele zmian w zarządzanym majątku, a także obwinia go o zaostrzenie konfliktu z zaściankiem. Poproszony na weselu Elżuni Bohatyrowiczówny o wstawiennictwo w związku z przegraniem przez zaścianek procesem, dzięki swemu zaangażowaniu przyczynia się do zakończenia sporu. Justyna Orzelska -- piękna, dumna i mądra, ale niestety niemajętna panna, pełni w domu wujostwa Korczyńskich rolę rezydentki. Ojciec Justyny, to zdziwaczały i zdziecinniały starszy pan. Zajmuje się tylko grą na skrzypcach i jedzeniem. Do Justyny zalecał się niegdyś Zygmunt Korczyński, ale presja środowiska udaremniła mezalians. Dziewczyna bardzo boleśnie przeżyła zawód miłosny, odczuwa swą samotność i bezsens życia "na łaskawym chlebie". Przypadkiem poznany Jan Bohatyrowicz budzi jej zainteresowanie, a coraz częstsze wizyty w zaścianku zbliżają młodych ku sobie. W czasie wizyty na mogile powstańczej stryj Jana, Anzelm opowiada jej dzieje swojej miłości do Marty Korczyńskiej, siostry Benedykta nie wspomina jednak o powodach rozstania. Ta spytana, wyznaje, że bała się pracy, a także wstydu, jaki pzreżywała, gdy dwór wyśmiewał się z jej "chłopskiego amanta". Mądra dziewczyna pzryjmuje oświdczyny Jana a odrzuca umizgi Różyca. Opuszcza dwór i odprowadzana przez wuja, kieruje się ku zagrodzie Jana. Zaścianek Anzelm i Jan Bohatyrowiczowie - głęboko przywiązani do tradycji narodowej i do rodzimej ziemi. Serdeczni i otwarci wobec przyjaznym im reprezentantom dworu (Justyna, dzieci Korczyńskich); schłopiali w wyniku trudnej sytuacji ekonomicznej, ale zachowujący godność i pamięć lepszej przeszłości. Orzeszkowa kreuje obraz idealnego ziemianina, człowieka skromnego, prawego i pracowitego, który winien upatrywać sensu i szczęścia swojego istnienia na własnej ziemi, w pracy dla dobra ojczyzny. "Chłopi" - W. Stanisław Reymont Powieść Reymonta podzielona jest na cztery części: Jesień, Zima, Wiosna, Lato. Podział taki podkreśla związek życia ludzkiego z naturą, jego ciągłość i trwałość, a jednocześnie jego dynamiczność, jego nieustanne zmiany, które zawsze się dokonują mimo odwiecznego porządku. Tytuł odzwierciedla dokładnie treść utworu, bowiem jego bohaterem są chłopi, ich życie rodzinne i gromadzkie, zajęcia rolniczo-gospodarskie, obrzędy świeckie i religijne. Język powieści oparty jest na gwarze łowickiej, którą autor znał bardzo dobrze. Nie jest to jednak czysta gwara, Reymont świadomie ją stylizuje, by stała się bardziej przystępna dla współczesnego czytelnika. Język utworu najbardziej jest zbliżony do gwary w partiach dialogowych, w narracji bezpośredniej i momentach nastrojowych autor wprowadza język literacki. Akcja powieści nie ma wyraźnego wątku centralnego. Na plan pierwszy wysuwają się wątki związane z rodziną Borynów - małżeński dramat Macieja i dzieje romansu Jagny i Antka. Są one mocno rozbudowane dlatego, że w losy Borynów wplatają się problemy istotne dla całej lipeckiej zbiorowości. To, co kształtuje życie chłopów, to zjawiska typowe dla społeczności wiejskiej, tworzące ze wsi odrębną, swoistą formację kulturową. Wieś podzielona jest na najbogatszych, średniozamożnych, biedotę i komorników. Bogacze trzymają się razem, z biedotą, którą gardzą, nie utrzymują kontaktów. Na wesele Boryny zaproszono tylko najzamożniejszych gospodarzy. Bogatego Macieja nie obchodził los biedoty. Kiedy proszono go o interwencję u dziedzica w sprawie zatrudniania najuboższych przy wyrębie dworskiego lasu, zdecydowanie odmawia. Ciekawe jest to, że ci, którzy nie mają nic, sami czują się mniej warci, jakby sam fakt posiadania podnosił człowieka we własnych oczach i oczach innych. Kiedy Hanka, jako żona Antka Boryny weszła do środowiska najpierwszych we wsi, zajmowała w kościele miejsce blisko ołtarza, przeznaczone dla najbogatszych. Kiedy została wyrzucona przez Macieja i musiała powrócić do "dziadowania", nie miała już odwagi stanąć między gospodarzami. Z kolei Kuba, zajmujący w kościele ostatnie miejsce, gdy stał się posiadaczem złotówki, pchał się śmiało ku przodowi i śpiewał pełnym głosem, rzucił ostentacyjnie pieniądz na tacę i jak inni swobodnie wybierał resztę. Niełatwy los mieli we wsi komornicy. Nikt się z nimi nie liczył, nikt o nich nie pamiętał. Przypominano sobie o nich, kiedy byli potrzebni wsi. Tak było wtedy, gdy Lipce podjęły decyzję walki o las. Kiedy jednak przestali być użyteczni, znowu się o nich zapomina. Gdy chłopi odsiadują w więzieniu karę za bijatykę z dworską służbą, zorganizowana została pomoc sąsiedzka dla lipeckich kobiet, ale do komornic nikt nie zajrzał. W niewiele lepszej sytuacji znajdowała się służba wiejska. Wprawdzie ma zapewniony jaki taki dach nad głową i posiłek, ale odpłacać za to musi ciężką pracą od świtu do nocy, a za wynagrodzenie musi jej wystarczyć byle jaki przyodziewek, para portek na rok lub kilka rubli. Swoistymi cechami, ściśle związanymi z życiem społeczności wiejskiej, charakteryzuje się postawa chłopa wobec wyboru autorytetów, którym oddaje prawo przodownictwa w gromadzie. Miernikiem wartości człowieka jest ilość posiadanej ziemi i inwentarza, siła charakteru, pracowitość oraz umiejętność dobrego gospodarowania. Dlatego poważaniem całej wsi cieszył się Maciej Boryna, właściciel 30 mórg gruntu i znakomity gospodarz. Do niego, a nie do wójta - przedstawiciela wsi z urzędu - zwracają się chłopi we wszystkich ważniejszych sprawach gromadzkich. Wprawdzie jest on czasami bezwzględnym i wyrachowanym egoistą, ale wieś mu to wybacza. Postać Boryny zyskała wyraźnie sympatię i uznanie samego Reymonta. Pracę rolnika, jej trud i efekty uznał pisarz za błogosławioną misję, która służy całej przyrodzie i całej ludzkości. Świadczy o tym niezapomniana scena śmierci Macieja Boryny. Półprzytomny chłop idzie na pole, nabiera w koszulę ziemi o rozsiewa ją ruchem ręki, z którym zrósł się od lat, który zna tak dobrze, że może go wykonać bezwiednie, bez świadomości tego, co robi. Wyrazem najwyższego hołdu złożonego trudowi rolnika jest przedśmiertna wizja Boryny, w której Bóg osobiście zaprasza go do siebie: (...) "niebo się rozwarło przed nim, a tam, w jasnościach oślepiających Bóg Ojciec, siedzący na tronie ze snopów, wyciąga ku niemu ręce i rzecze dobrotliwie: Pódzi-że, duszko człowiecza, do mnie. Pódzi-że, utrudzony parobku...". Z powyższą sprawą wiąże się ściśle następna - pragnienie posiadania ziemi. Chłop żyje dzięki ziemi, żyje dla ziemi, dla niej też się żeni. Dominikowa wydaje Jagnę za mąż za znacznie starszego Borynę tylko dlatego, że udało się jej wymusić na nim zapis 6 morgów ziemi na rzecz córki. Posiadanie ziemi to nie tylko gwarancja spokojnej egzystencji, to także szacunek otoczenia i mocna pozycja w rodzinie. "Człowiek bez gruntu to jak bez nóg, tula się ino, tula, a do nikąd nie zajdzie". Z pragnienia jego posiadania wyrósł spór pokoleniowy o ziemię. Znamienne dla chłopów myślenie kategoriami ekonomicznymi powoduje, że niektórzy z nich do końca swego życia nie chcą odpisać ziemi dzieciom. Wiedzą bowiem, jaki los spotkał tych, którzy to zrobili. Ojciec Hanki, stary Bylica, żyć musi jak dziad, godzić się na nie zawsze łaskawy chleb u córki, aż wreszcie decyduje się na żebraninę pod kościołem, by zdobyć choć trochę grosza, a tym samym choć trochę niezależności. Dzieci Jagustynki wygnały ją z domu, kiedy odpisała im gospodarkę. By jakoś żyć, wynajmuje się u gospodarzy do każdej roboty. Własne nieszczęście i własna krzywda zrodziły w niej zapiekły żal do świata i ludzi. Zepchnięta na margines życia, swój ból maskuje kpiną i śmiechem - "tyla mojego, co się pośmieję" - mówi. Tragiczny los spotkał Agatę, która każdego roku przez jesień i zimę wędruje w poszukiwaniu choćby lichego zarobku, wracając do dzieci tylko na wiosnę i lato, gdyż może przydać się w gospodarstwie, a przez to zasłużyć na strawę i kąt pod własnym przecież dachem. Strach przed pójściem "na wycug", przed życiem na łasce dzieci powoduje, że stary Boryna nie chce odpisać ziemi Antkowi. Choć jest to powodem częstych awantur, choć syn go często nienawidzi, to jednak Maciej wie, że ma w domu autorytet, a Antek go szanuje i słucha. Nie odpisuje ziemi synom Dominikowa i może być panią "całą gębą" i traktować synów jak parobków. Kolejną cechą charakteryzującą wieś jako odrębną formację społeczną jest solidarność gromadzka. Rozwarstwieni i często skłóceni ze sobą chłopi, w sprawach istotnych dla wsi potrafią stworzyć zwartą jedność. Wystarczy wymienić tu walkę o las, zebranie w sprawie rosyjskiej szkoły w Lipcach, czy historię samosądu nad Jagną. Powróćmy do Macieja i Antka. Gdy wieś podjęła decyzję walki z dworem o las, stary Boryna początkowo się waha, gdyż woli nie zrywać dobrych kontaktów, jakie go łączyły z dziedzicem, ale gdy poczuje więź, jaka go łączy ze sprawą wszystkich lipeckich gospodarzy, odda się jej bez reszty i bez wahania przyjmie stanowisko przywódcy. Dla ratowania interesów wsi nie pójdzie na żadne ustępstwa, zaryzykuje nawet własnym życiem. Podobną więzią z gromadą związany jest Antek. Kiedy wieś wypędza Jagnę, Antek nie stanie w jej obronie. Woli nie narażać się zbiorowości, by obejmując gospodarkę po ojcu zachować równy mu prestiż i przodujące stanowisko w gromadzie. Wzruszające przejawy owej więzi gromadzkiej występują wtedy, gdy którąś z rodzin los dotknie nieszczęściem, lub gdy ktoś potrzebuje po prostu ludzkiej pomocy. Wielu znajduje się wtedy takich, którzy wesprą potrzebujących, poratują materialnie, lub choćby dobrym słowem. Krytyka literacka nazwała dzieło Reymonta epopeją chłopską, zawiera bowiem to, co zgodnie z tradycją epopeja zawierać powinna - rozległy i wszechstronny obraz społeczeństwa lub reprezentatywnej jego części, ukazanych w przełomowym momencie historycznym. Bohaterem powieści są chłopi, najliczniejsza grupa narodu, ukazani w różnych sytuacjach, w konkretnych układach strukturalnych wsi, w codziennej pracy i dniach świątecznych. Poznajemy dwa istotne urzędy wiejskie - gminę i parafię, wprowadza się nas w życie parobków i komorników, do izby bogaczy i biedoty, do karczmy i kościoła, do pokojów organisty i księdza i w dostatni świat dziedzicowego dworu. Wciągają nas pasjonujące obrzędy związane z pracą na roli, jak np. sianokosy, w czasie których stosowane są reguły obyczajowe ustalone wielowiekową tradycją, czy tradycyjne jarmarki, prezentujące dorobek pracy w polu i zagrodzie. Według ustalonego porządku przebiegała uczta wigilijna. W czasie wizyt w konkretnej sprawie nie wypadało od razu przystępować do rzeczy, ale długo i zawile dyplomatyzować, by po rozmowie o wszystkim i niczym wyłożyć cel odwiedzin. Obyczaj rządzi wyprawianiem chrzcin, zaręczyn, wesela i pogrzebu, on utrwalił chodzenie z niedźwiedziem czy kogutkiem, pochowek śledzia czy dyngus, formy przyjmowania księdza przybywającego po kolędzie i obdarowywanie go za duszpasterską posługę. Szatkowanie kapusty i darcie pierza to także przyjęty obyczaj wspólnych zgromadzeń, w czasie których była okazja do zabaw, a także do posłuchania legend i baśni i poznania nowinek ze świata. Ogromną rolę, podobnie jak w "Panu Tadeuszu", odgrywa w "Chłopach" przyroda. Jest ona realną potęgą żywiołową regulującą życie chłopa jako rolnika i wpływającą na jego życie osobiste. Nieustanna zależność od przyrody powoduje, że bohaterzy powieści stają się żywiołowi, dzicy i prawdziwi jak sama natura. Takie też są rodzinne i sąsiedzkie spory kończące się nieraz krwawymi bijatykami, taka jest namiętna miłość Antka do Jagny. Takie dzikie i szalone są zabawy, podczas których rozbawiony tłum tworzy jedno zbiorowe "ja", nie pamiętające o niczym prócz własnej uciechy. Przełom XIX i XX wieku to wprawdzie jeszcze czasy starych układów i tradycji we wsi, ale jest to już zapowiedź zbliżającego się przełomu, głównie w świadomości klasowej i społecznej chłopów. Niemałą rolę odegrały w tym wydarzenia rewolucji 1905 roku, a przede wszystkim działalność oświatowa Rocha, jego wysięki obudzenia w chłopach poczucia społecznej krzywdy i świadomości tkwiącej w nich siły. Kiedy ksiądz usiłuje ostudzić bojowe nastroje we wsi przed walką o las, Antek mu odpowiada: "Póki się z nami nie ugodzi, to ani chojaka ruszyć nie damy... A nie damy i tyle... (...) Jak się parę łbów dworskich siekierami rozwali, to zaraz będzie sprawiedliwość". Nawet spychani na margines życia gromadzkiego komornicy upominają się o swoje prawa. Gdy zarysowuje się szansa parcelacji gruntów dworskich, Kobus domaga się ziemi także dla najbiedniejszych, na którą najwięcej szans mają najzamożniejsi. "Chłopi" w swoim szerokim epickim obrazie, przedstawiają więc zarówno barwną panoramę codziennego życia chłopów, jak i dokonujące się w nich zmiany, które przeistoczą kiedyś strukturę ekonomiczną i obyczajową wsi. Sonety" - Jan Kasprowicz "Sonet XV" Opisuje on dolę wieśniaczki, która najpierw traci rolę, później umiera jej mąż, swoje nieletnie córki posyła na służbę, a w końcu sama opuszcza dom i chodząc od wsi do wsi pracuje, póki starczy jej sił, na swoje utrzymanie. Kiedy jest już stara musi żebrać, liczyć na ludzką łaskę. W ostateczności, umiera w polu, zamarzła na śmierć. "Sonet XIX" Przedstawia tragedię chłopca, kiedyś najmężniejszego we wsi. Gdy był zdrowy nie bał się żadnej pracy, jednak wraz z choroba, przychodzi nędza. Nie stać go na doktora, bo jest on dostępny tylko dla bogatych osób. Biednemu pozostaje jedynie śmierć. "Sonet XXXIX" Jest to sonet autobiograficzny. Bohater utworu, młody wiejski chłopiec stara się wydostać ze wsi. Nawet w czasie, gdy pasie krowy, czyta Homera i Wergiliusza. W końcu wyrusza do stolicy, aby móc dalej się uczyć. Zostaje jednak pokonany przez biedę, gdyż umiera z powodu suchot. Jego droga do wiedzy jest łudząco podobna do drogi Kasprowicza, z tym, że Kasprowiczowi udało się pokonać nędzę, głód i przeciwieństwa losu. "Wierna rzeka" - Stefan Żeromski Powieść powstała w 1912 roku w 50 -tą rocznicę wybuchu powstania styczniowego, podczas gwałtownych polemik ideologicznych o przyszłą drogę polityczną Polski. "Wierna rzeka" została napisana na podstawie opowiadań o powstaniu styczniowych, jakie słyszał Żeromski. "Wierna rzeka" to powieść miłosna, to zarazem artystyczna synteza stosunków Żeromskiego do powstania 1803 roku. Autor odtworzył wiele szczegółów z walk powstańczych na kielecczyźnie, na przykład z takich walk jak bitwa pod Małogoszczem (24 luty 1863 r.). Żeromski nazywał opowieść "klechdą domową" podkreślając związek o "Wiernej rzeki" z rodzinnymi doświadczeniami i tradycjami. Genezą utworu jest autentyczne wydarzenie zasłyszane przez poetę w domu ciotki Józefy Saskiej w 1863 r. Dwór w Niezdołach wzorowany jest na dworze w Rudzie Zajączkowskiej, położonym nad rzeką Łosną i oddalonym zalewie. Niedaleko pola bitwy w Małogoszczu. Powieściowym Rudeckim odpowiadają Jan i Józefa Żeromscy z Sascy, synom Rudeckim: Julianowi, Ksaweremu i Gustawowi - Zygmunt, Ksawery i Gustaw Sascy - uczestnicy powstania. Salomei Brynickiej, autentyczna postać Anieli Lubowieckiej, krewnej Saskich, zaś Odrowążowi odpowiada syn księcia Michała Połubińskiego, prezesa Izby Obrachunkowej w Warszawie - Jan. Tytuł powieści: Motyw "Wiernej rzeki" pojawia się w powieści kilkakrotnie. Bohaterowie stykają się z rzeką Łosną w najdramatyczniejszych momentach swego życia, dla każdego z nich to spotkanie jest wydarzeniem niezwykle doniosłym. Gdy ranny Odrowąż uchodzi spod Małogoszczy, rzeka jest dlań najpierw poważną przeszkoda na drodze, ale gdy przepływa ją w bród, przynosi mu ulgę w cierpieniach, jakby pragnęła okazać mu współczucie. Po raz drugi "Wierna rzeka" pojawia się, gdy Hubert Olbromski, zaskoczony przez dragonów rosyjskich w Niezdołach w ucieczce pragnie ratować własne życie i torbę z ważnymi dokumentami Rządu Narodowego. Rzeka zagradza mu drogę ucieczki. Przerażony i zrozpaczony traci głowę, wówczas rzeka "podpowiada mu" co ma uczynić. Otworzyła swój czarny nurt i pochłonęła zdartą przez niego skórzaną torbę, w których znajdowały się ważne dokumenty - sekret Polski. Trzeci raz motyw rzeki pojawia się w samym zakończeniu powieści. Po odjeździe Odrowąża, zrozpaczona Salomea błąka się bez celu w pobliżu Łośni. Wrzuca do wody pieniądze, gdyż tylko rzeka zrozumiała jej męczarnie. "Wierna rzeka" potraktowana została w sposób baśniowy, klechdowy. Wchodzi ona z bohaterami utworu w bliski, intymny związek, okazuje zrozumienie dla ich cierpień, dramatów, podpowiada im co mają czynić, przychodzi im z pomocą. Wchłania w siebie ich cierpienia i ofiary (krew Odrowąża, tajne dokumenty, pieniądze Salomei), by je na wieki w sobie przechować, ocalić, ponieść w "prastarą wieczną drogę". Wiersze - Kazimierz Przerwa - Tetmajer "Nie wierzę w nic ..." W wierszu tym dominują uczucia negatywne, w których wyraża się niewiara i niechęć we wszystko co istnieje na świecie. Zostały zniszczone wszelkie ideały, marzenia i programy, poeta mówi: "nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów". Okazuję się jednak, że istnieje jedno pragnienie, "pragnienie Nirwany", czyli stanu całkowitego wyrzeczenia się woli życia, czyli siły pchającej człowieka nieustannie ku cierpieniu. Dzięki takiemu stanowi następuje osłabienie poczucia rzeczywistości i zmniejszenia odczucia cierpienia. "Koniec wieku XIX" W wierszu tym poeta wyraża rozczarowanie do wszystkich idei i do wszelkiej wiary oraz dążeń, jakie kiedykolwiek były udziałem ludzi. Proponuje kolejno rożne rodzaje postaw człowieka w stosunku do świata i odrzuca je jako niewłaściwe. Postawy te są różnorakiej wartości: przekleństwo, ironia, modlitwa, walka, wzgarda, rozpacz, czy rezygnacja. Po zadaniu szeregu retorycznych pytań, autor stwierdza, że człowiek z końca wieku przepojony jest poczuciem beznadziejności do tego stopnia, że nie znajdzie żadnego ratunku, nie potrafi odpowiedzieć na żadne z zadanych mu pytań, "Głowę zwiesił wierny". Wiersz ten charakteryzuje nie tylko postawę poety, ale ogólną postawę ludzi końca XIX w. , okresu dekadentyzmu. "Niech żyje sztuka" Wiersz ten stanowi wyraźną postawę autora wobec sztuki. Jako artysta uważa uprawianie sztuki za wielkie wyróżnienie pośród tłumu i choć nie daje pieniędzy, pozwala wyzwolić się z przyziemnych trosk, zmartwień, daje możliwość zapomnienia o nędzy i głodzie. Poeta traktuje zwykłych śmiertelników jako coś wyraźnie gorszego, szczególną pogardą obdarza mieszczaństwo. Uważa, że pogoń za dobrobytem, pieniędzmi, przesłania to ludzkie potrzeby, które wzbogacają duszę. Jego postawa to rodzaj hedonizmu, czyli dążenia do przyjemności, która jest źródłem rozwoju człowieka. Hedonizm poety to szukanie zapomnienia w sztuce. "Hymn do Nirwany" W tym wierszu podmiot liryczny zwraca się bezpośrednio do bóstwa, jakim jest Nirwana - całkowita niewiara w przyszłość, zniechęcenie, pożądanie nicości, ucieczka w niebyt, nieistnienie jest dla poety wyrazem tęsknoty za unicestwieniem. Ten tekst, utrzymany w modlitewnym tonie i w poetyce religijnych hymnów zawiera nie tylko apel do Nirwany, lecz także jest katalogiem uzasadniających go przyczyn. Życie uznane zostaje za pasmo cierpień i klęsk, zaś z listy rozczarowań na pierwszy plan poeta wysuwa podłość i małość ludzką, które odbierają sens egzystencji. "Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcickej" Wiersz ten przedstawia obraz obraz doliny pełnej spokoju i ciszy, gór osnutych przezroczystą mgłą, iskrzący się w Słońcu potok, senną zieleń lasu. Obcowanie z górską przyrodą przynosi poecie uczucie spokoju i ukojenia. Obraz tatrzańskiej przyrody jest przykładem liryki pejzażowej. Tematem jego jest krajobraz tatrzański, a przede wszystkim uczucie spokoju i ukojenia, jakie niesie ze sobą obcowanie z przyrodą. Na obraz Tatr składa się mgła przezroczysta, zieleń gór. Obraz ten wywołuje w oglądającym dziwny, niewytłumaczalny nastrój lirycznej zadumy. Pejzaż pełen jest światła i koloru, ale nie ma wyraźnych konturów. "Któż na powróci" Podmiotem lirycznym w wierszu jest pokolenie "młodych', od którego społeczeństwo oczekuje wielkich czynów, zbawień i pomocy. W nich wszyscy chcą widzieć dźwignię i obronę. Maja zarzuty, że wszyscy mówią, iż idą w złą stronę, ale nikogo nie obchodzi by powiedzieć jaką obrać inna, lepszą drogę. W słowach "młodych" można zauważyć oskarżenia pod adresem "starych". Zarzucają im brak tolerancji do nowych prądów i konserwatyzm. "Melodie mgieł nocnych" W utworze tym autor sięga do poetyki impresjonistycznej, próbując zjawiska ulotne, trudno uchwytne i wymagające niezwykle subtelnego wyczucia piękna. Tematem utworu są mgły tańczące w świetle księżyca. Mgły bawią się z "puchem mlecza", co podkreśla zwiewność i ulotność. Wiersz ma oczarować odbiorcę atmosferą, przeniknąć go ciszą i spokojem, tytułową "melodią mgieł". Pojawia się również nuta melancholijna. Mgły są świadkami śmierci gwiazdy, która osnuwa cały wiersz nutą elegijnego smutku. "Evviva l'arte!" Tytuł wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera - Evviva l'arte - oznacza neoromantyczne hasło "Niech żyje sztuka!". W przeciwieństwie do pozostałych utworów modernizmu, wiersz ten skierowany jest do artystów i stanowi swoiste podsumowanie głównych założeń epoki. Autor głosi romantyczny kult artysty i jego dzieła, wywyższa twórcę: ...patrzym na tłum z głową podniesioną, stawia go na piedesta-le i pogardza resztą świata: niechaj pasie brzuchy nędzny filistrów naród! Widzimy tu jednak ważną zmianę: podmiot liryczny nie usiłuje wysunąć się z szeregu artystów, ale solidaryzuje się z innymi twórcami. Wyraźnie można zauważyć w sformułowaniach, jakich używa: My, artyści, ...nam, królom bez ziemi. Diametralnej przemianie ulega tu również stosunek do Boga. Artysta nie podejmuje już nawet najmniejszej próby postawienia się na równi ze Stwórcą. W porównaniu do romantyków jest pełen pokory, ma świadomość, że talent to dar, który otrzymał od Boga: W piersiach naszych płoną ognie przez Boga samego włożone. Najważniejszym elementem wiersza jest postawa artysty wobec życia. Podmiot liryczny podkreśla swoją pogardę, którą czuje w stosunku do doczesności - życie nasze splunięcia niewarte - jednocze-śnie wynosząc na piedestał sztukę: ...i chociaż życie nasze nic niewarte, evviva l'arte!. Kazimierz Przerwa-Tetmajer bardzo obrazowo porównuje artystę do orła ze złamanymi skrzydłami do zwiędłego liścia. Symbolizuje to charakterystyczną bezradność wobec fin de si

    "Zbrodnia i kara" - Fiodor Dostojewski

    Dzieje Raskolnikowa:

    Radion Romanowisz Raskolnikow był 23 - letnim studentem wydziału prawa uniwersytetu petersburskiego. Trudna sytuacja finansowa zmusiła go do przerwania nauki po trzech latach. Na skromne życie pozwalały mu pieniądze przysyłane przez matkę - Pulcherię Aleksandrowną i siostrę Dunię (Ardoitę Romanową). Nie posiadają środków do życia daje lichwiarce - Alonie Iwanowej, cenne rzeczy w zastaw. Po kilku wizytach u staruszki Raskolnikow układa plan zabójstwa. Przypadkowo dowiaduje się o chwili, w której Alona będzie w domu sama. Wykorzystując tą sytuację zabił ją i zrabował jej dobytek. Dramat jednak powiększa niespodziewaną wizytą w momencie zabójstwa siostry Alony - Lizawiety. Przerażony Raskolnikow popełnia następnie zbrodnię na siostrze Alony. Życie mordercy staje się koszmarem. Przepełniony wewnętrznymi sporami oraz wyrzutami sumienia cierpi i toczy walkę ze samą sobą. Z wydźwignięciu z cierpienia pomaga mu Sonia Marmieładowa - córka alkoholika. Poznaje ją na pogrzenie starca i wyznaje jej prawdę o dokonanej zbrodni. Ona namawia go do zgłoszenia się na policję i poniesienia zasłużonej kary. Rodian wyznaje prawdę komendantowi Pietrowiczowi. Dzięki Soni, która razem, z nimi odbywa karę staje się nowym człowiekiem i postanawia zmienić na lepsze swoje życie.
    Powieść "Zbrodnia i kara" należy do nurtu powieści psychologicznych. Autor wyposażył swojego bohatera w niezwykłą wrażliwość i postawił go wobec problemu przerastającego możliwości zwykłego człowieka. Powieść to wnikliwa analiza schematu zbrodni dokonanych przez Raskolnikowa. W toku akcji obserwujemy zmiany jakie zachodzą w jego sposobie myślenia i działania, jesteśmy świadkami głębokich analiz psychicznych, spojrzenia na wnętrze bohatera (bibisekcja).
    "Zbrodnia i kara" jako powieść filozoficzna:
    "Zbrodnia i kara" przypomina powieść kryminalną, ale nią nie jest. Schemat fabularny nie został podporządkowany tropieniu zbrodniarza. Znamy go od początku, dodatkowym zaprzeczeniem poetyki detektywistycznej jest szczegółowy opis przeżyć przestępcy. Jest on świadom swego czynu. Sam go przecież teoretycznie przygotował, mimo iż proces wykonawczy przebiegał przy jego ograniczonej świadomości. Bohater przeżywa zamęt, przerażenie i odrazę do samego siebie. Te cierpienia są karą za zbrodnię, ale są również szansą odrodzenia o tym jak Roskolnikow wyrzeka się swej przestępczej idei, jak stopniowo się wali w gruzy obraz świata, który sobie wymyślił, nie wiemy prawie nic. Proces jego duchowej odnowy jest tajemnicą, bo to zjawisko niewyrażalne w słowach. "Zbrodnia i kara" ukazuje pełną dramaturgie wewnętrzną i rozdarcie bohatera oraz drogę wychodzenia z duchowej i moralnej depresji. Struktura powieści, zarówno w jej planie fabularnym, jak i filozoficznym, ma charakter otwarty, obszar zagadki, tajemnicy, niepowodzenia, aluzji jest tu elementem bardzo istotnym. Droga, którą przebył bohater zbrodni stanowi szczególne doświadczenie moralne i filozoficzne, którego przypominanie nie traci aktualności wobec współczesnych zagrożeń, kryzysów i zbyt uproszczonych odpowiedzi na wciąż te same "przeklęte pytania".

    "Nad Niemnem" - Eliza Orzeszkowa

    Kiedy ukazało się "Nad Niemnem", w 1887 r. drukował je "Tygodnik Ilustrowany, Orzeszkowa była już znaną pisarka z poważnym literackim i publicystycznym dorobkiem. Szczególne uznanie krytyki i czytelników zdobyły jej powieści w których dominowały "tematy narodowe" ujęte w ramy ideowych i literackich nurtów.

    Powieść syntezą pozytywizmu:
    "Nad Niemnem" powstało w latach 1885 - 1886, a do rąk czytelników trafiło w przededniu 25 rocznicy powstania styczniowego. Było więc nie tylko przypomnieniem i uczczeniem wielkiego narodowego wydarzenia, ale przyniosło również refleksje związane z popowstaniową rzeczywistością, podejmowało trudny temat zachowania narodowej tożsamości, mimo klęski i pogrzebania nadziei na szybką realizację niepodległościowych marzeń.
    Program pozytywistów - pokolenia, dla którego powstanie styczniowe stanowiło granicę "między dawnymi i nowymi laty", był próbą szukania innych dróg, przynajmniej częściowego ograniczenia zależności.
    W takim kontekście powieść Orzeszkowej traktować trzeba jako wykładnię tych powinności, które społeczeństwo polskie, okaleczone przez historię, musi podjąć, by stan totalnego zniewolenie i apatii ustąpił miejsca wierze w rychłe spełnienie "snów o potędze".
    Praca, nauka, korzystanie z osiągnięć techniki, otrzymują tu nowy wymiar - stanowią nie tylko drogę, na którą warto wstąpić dla udoskonalenia własnych umiejętności i zdobywania jednostkowych doświadczeń, ale stają się również nakazem moralnym, umożliwiają bowiem rozwój społeczny, są fundamentem przyszłej, wolnej Polski.
    Myśl o przyszłości nie może przesłonić pamięci o korzeniach, rodowodzie, tradycjach, tym, co najdobitniej zaświadcza o narodowym trwaniu, mimo braku realnych granic państwa.
    Te prawdy znalazły wyraz artystyczny w powieści Orzeszkowej.
    Kompozycja utworu ma charakter dwuwarstwowy. Akcja powieści rozgrywa się co prawda w latach osiemdziesiątych wieku XIX , ale retrospektywne nawiązania stale przenoszą czytelnika w rok 1863 (czas powstania traktowany jest jednoznacznie pozytywnie).

    Symbolika:
    W powieści rolę symboliczną odgrywają dwie mogiły:
    grób mitycznych przodków, protoplastów rodu Bohatyrowiczów, Jana i Cecylii - niejako sankcjonuje i uświęca rolę tego zaścianka na ziemi nadniemeńskiej (symboliczny grób osnuwa legenda sięgająca średniowiecza);
    mogiła powstańcza to:
    -- symbol świętego czasu powstania, kiedy to wszyscy solidarnie, i dwór i zaścianek, poszli walczyć za wielką sprawę w imię wolności, równości, demokratyzmu i współpracy,
    -- swoiste miejsce pamięci narodowej, którym opiekują się Bohatyrowicze przechowywający wartości przez nią symbolizowane.
    Symboliczną role odgrywa tu także przyroda nadniemeńska, pośród której się żyje i umiera.
    Jej opisy, obszerne i barwne są hołdem złożonym naturze, ale stanowią także odniesienie do spraw, wobec których rzeka, bór, pola uprawne i drogi zachowują milczenie, są tylko ich biernym świadkiem.
    W świecie przyrody, niekiedy tajemniczej i dzikiej, panuje wieczna harmonia, ład i wewnętrzny spokój. Świat ludzi kłóci się z tą naturalną jednością, choć powinien dążyć do życia z nią w symbiozie. Czas narodowej próby takiej zgody wymaga.

    Obraz ziemiaństwa po powstaniu styczniowym:
    W "Nad Niemnem" wszyscy bohaterowie należą do warstwy szlacheckiej. Orzeszkowa podejmuje próbę analizy zmian jakie zaszły w społeczeństwie polskim po powstaniu styczniowym. W sytuacji konkurencji ekonomicznej odchodzą w zapomnienie wielkie ideały, a środowisko szlacheckie , w dużej części, degeneruje się. Przedstawione tu środowisko można podzielić na trzy grupy:

    Arystokrację:
    Zygmunt Korczyński -- syn legendarnego w okolicy Andrzeja Korczyńskiego, wychowany na kosmopolitę i lekkoducha. Człowiek słaby i pozbawiony moralności. Ożeniony z bogatą i uwielbiającą go panna Klotyldą, szybko znudził się żoną i pargnie nawiązać romans z Justyną.
    Teofil Różyc -- kuzyn sąsiadów Korczyńskich, Kirłów. Posiadacz zrujnowanego, ale jeszcze znacznego majątku, człowiek zdegenerowany (morfinista), który w małżeństwie z Justyna upatruje odmiany życia.
    Dwór:
    Benedykt Korczyński -- właściciel Korczyna, dzielny, wiecznie zapracowany gospodarz zbyt jednak dosłownie traktujący patriotyczny nakaz utrzymania dobrze prosperującego majątku w polskich rękach, zapomina bowiem o niemniej ważnym obowiązku wspomagania aktywności Polaków o niższym statusie społecznym (konflikt z zaściankiem)
    Emilia Korczyńska -- żona Benedykta, neurotyczna, rozkapryszona piękność, nękana chorobami prawdziwymi i urojonymi. Żyje w izolowanym świecie dwu pokoi, które urządziła w stylu sentymentalnym i wypełniła bibelotami i romansami. Kontaktuje się wyłącznie z damą do towarzystwa, panną Teresą. Z życiem dworu i pracą nie chce mieć nic wspólnego.
    Witold Korczyński -- syn właścicieli Korczyna, młody, postępowy szlachcic pełen pozytywistycznych ideałów. Krytykuje ojca pragnąc wprowadzić wiele zmian w zarządzanym majątku, a także obwinia go o zaostrzenie konfliktu z zaściankiem. Poproszony na weselu Elżuni Bohatyrowiczówny o wstawiennictwo w związku z przegraniem przez zaścianek procesem, dzięki swemu zaangażowaniu przyczynia się do zakończenia sporu.
    Justyna Orzelska -- piękna, dumna i mądra, ale niestety niemajętna panna, pełni w domu wujostwa Korczyńskich rolę rezydentki. Ojciec Justyny, to zdziwaczały i zdziecinniały starszy pan. Zajmuje się tylko grą na skrzypcach i jedzeniem. Do Justyny zalecał się niegdyś Zygmunt Korczyński, ale presja środowiska udaremniła mezalians. Dziewczyna bardzo boleśnie przeżyła zawód miłosny, odczuwa swą samotność i bezsens życia "na łaskawym chlebie". Przypadkiem poznany Jan Bohatyrowicz budzi jej zainteresowanie, a coraz częstsze wizyty w zaścianku zbliżają młodych ku sobie. W czasie wizyty na mogile powstańczej stryj Jana, Anzelm opowiada jej dzieje swojej miłości do Marty Korczyńskiej, siostry Benedykta nie wspomina jednak o powodach rozstania. Ta spytana, wyznaje, że bała się pracy, a także wstydu, jaki pzreżywała, gdy dwór wyśmiewał się z jej "chłopskiego amanta". Mądra dziewczyna pzryjmuje oświdczyny Jana a odrzuca umizgi Różyca. Opuszcza dwór i odprowadzana przez wuja, kieruje się ku zagrodzie Jana.
    Zaścianek
    Anzelm i Jan Bohatyrowiczowie - głęboko przywiązani do tradycji narodowej i do rodzimej ziemi. Serdeczni i otwarci wobec przyjaznym im reprezentantom dworu (Justyna, dzieci Korczyńskich); schłopiali w wyniku trudnej sytuacji ekonomicznej, ale zachowujący godność i pamięć lepszej przeszłości.
    Orzeszkowa kreuje obraz idealnego ziemianina, człowieka skromnego, prawego i pracowitego, który winien upatrywać sensu i szczęścia swojego istnienia na własnej ziemi, w pracy dla dobra ojczyzny.

    "Chłopi" - W. Stanisław Reymont

    Powieść Reymonta podzielona jest na cztery części: Jesień, Zima, Wiosna, Lato. Podział taki podkreśla związek życia ludzkiego z naturą, jego ciągłość i trwałość, a jednocześnie jego dynamiczność, jego nieustanne zmiany, które zawsze się dokonują mimo odwiecznego porządku. Tytuł odzwierciedla dokładnie treść utworu, bowiem jego bohaterem są chłopi, ich życie rodzinne i gromadzkie, zajęcia rolniczo-gospodarskie, obrzędy świeckie i religijne. Język powieści oparty jest na gwarze łowickiej, którą autor znał bardzo dobrze. Nie jest to jednak czysta gwara, Reymont świadomie ją stylizuje, by stała się bardziej przystępna dla współczesnego czytelnika. Język utworu najbardziej jest zbliżony do gwary w partiach dialogowych, w narracji bezpośredniej i momentach nastrojowych autor wprowadza język literacki.
    Akcja powieści nie ma wyraźnego wątku centralnego. Na plan pierwszy wysuwają się wątki związane z rodziną Borynów - małżeński dramat Macieja i dzieje romansu Jagny i Antka. Są one mocno rozbudowane dlatego, że w losy Borynów wplatają się problemy istotne dla całej lipeckiej zbiorowości. To, co kształtuje życie chłopów, to zjawiska typowe dla społeczności wiejskiej, tworzące ze wsi odrębną, swoistą formację kulturową.
    Wieś podzielona jest na najbogatszych, średniozamożnych, biedotę i komorników. Bogacze trzymają się razem, z biedotą, którą gardzą, nie utrzymują kontaktów. Na wesele Boryny zaproszono tylko najzamożniejszych gospodarzy. Bogatego Macieja nie obchodził los biedoty. Kiedy proszono go o interwencję u dziedzica w sprawie zatrudniania najuboższych przy wyrębie dworskiego lasu, zdecydowanie odmawia.
    Ciekawe jest to, że ci, którzy nie mają nic, sami czują się mniej warci, jakby sam fakt posiadania podnosił człowieka we własnych oczach i oczach innych. Kiedy Hanka, jako żona Antka Boryny weszła do środowiska najpierwszych we wsi, zajmowała w kościele miejsce blisko ołtarza, przeznaczone dla najbogatszych. Kiedy została wyrzucona przez Macieja i musiała powrócić do "dziadowania", nie miała już odwagi stanąć między gospodarzami. Z kolei Kuba, zajmujący w kościele ostatnie miejsce, gdy stał się posiadaczem złotówki, pchał się śmiało ku przodowi i śpiewał pełnym głosem, rzucił ostentacyjnie pieniądz na tacę i jak inni swobodnie wybierał resztę. Niełatwy los mieli we wsi komornicy. Nikt się z nimi nie liczył, nikt o nich nie pamiętał. Przypominano sobie o nich, kiedy byli potrzebni wsi. Tak było wtedy, gdy Lipce podjęły decyzję walki o las.
    Kiedy jednak przestali być użyteczni, znowu się o nich zapomina. Gdy chłopi odsiadują w więzieniu karę za bijatykę z dworską służbą, zorganizowana została pomoc sąsiedzka dla lipeckich kobiet, ale do komornic nikt nie zajrzał.
    W niewiele lepszej sytuacji znajdowała się służba wiejska. Wprawdzie ma zapewniony jaki taki dach nad głową i posiłek, ale odpłacać za to musi ciężką pracą od świtu do nocy, a za wynagrodzenie musi jej wystarczyć byle jaki przyodziewek, para portek na rok lub kilka rubli.
    Swoistymi cechami, ściśle związanymi z życiem społeczności wiejskiej, charakteryzuje się postawa chłopa wobec wyboru autorytetów, którym oddaje prawo przodownictwa w gromadzie. Miernikiem wartości człowieka jest ilość posiadanej ziemi i inwentarza, siła charakteru, pracowitość oraz umiejętność dobrego gospodarowania. Dlatego poważaniem całej wsi cieszył się Maciej Boryna, właściciel 30 mórg gruntu i znakomity gospodarz. Do niego, a nie do wójta - przedstawiciela wsi z urzędu - zwracają się chłopi we wszystkich ważniejszych sprawach gromadzkich. Wprawdzie jest on czasami bezwzględnym i wyrachowanym egoistą, ale wieś mu to wybacza. Postać Boryny zyskała wyraźnie sympatię i uznanie samego Reymonta. Pracę rolnika, jej trud i efekty uznał pisarz za błogosławioną misję, która służy całej przyrodzie i całej ludzkości. Świadczy o tym niezapomniana scena śmierci Macieja Boryny. Półprzytomny chłop idzie na pole, nabiera w koszulę ziemi o rozsiewa ją ruchem ręki, z którym zrósł się od lat, który zna tak dobrze, że może go wykonać bezwiednie, bez świadomości tego, co robi.
    Wyrazem najwyższego hołdu złożonego trudowi rolnika jest przedśmiertna wizja Boryny, w której Bóg osobiście zaprasza go do siebie: (...) "niebo się rozwarło przed nim, a tam, w jasnościach oślepiających Bóg Ojciec, siedzący na tronie ze snopów, wyciąga ku niemu ręce i rzecze dobrotliwie: Pódzi-że, duszko człowiecza, do mnie. Pódzi-że, utrudzony parobku...".
    Z powyższą sprawą wiąże się ściśle następna - pragnienie posiadania ziemi. Chłop żyje dzięki ziemi, żyje dla ziemi, dla niej też się żeni. Dominikowa wydaje Jagnę za mąż za znacznie starszego Borynę tylko dlatego, że udało się jej wymusić na nim zapis 6 morgów ziemi na rzecz córki. Posiadanie ziemi to nie tylko gwarancja spokojnej egzystencji, to także szacunek otoczenia i mocna pozycja w rodzinie. "Człowiek bez gruntu to jak bez nóg, tula się ino, tula, a do nikąd nie zajdzie". Z pragnienia jego posiadania wyrósł spór pokoleniowy o ziemię. Znamienne dla chłopów myślenie kategoriami ekonomicznymi powoduje, że niektórzy z nich do końca swego życia nie chcą odpisać ziemi dzieciom. Wiedzą bowiem, jaki los spotkał tych, którzy to zrobili. Ojciec Hanki, stary Bylica, żyć musi jak dziad, godzić się na nie zawsze łaskawy chleb u córki, aż wreszcie decyduje się na żebraninę pod kościołem, by zdobyć choć trochę grosza, a tym samym choć trochę niezależności. Dzieci Jagustynki wygnały ją z domu, kiedy odpisała im gospodarkę. By jakoś żyć, wynajmuje się u gospodarzy do każdej roboty. Własne nieszczęście i własna krzywda zrodziły w niej zapiekły żal do świata i ludzi. Zepchnięta na margines życia, swój ból maskuje kpiną i śmiechem - "tyla mojego, co się pośmieję" - mówi. Tragiczny los spotkał Agatę, która każdego roku przez jesień i zimę wędruje w poszukiwaniu choćby lichego zarobku, wracając do dzieci tylko na wiosnę i lato, gdyż może przydać się w gospodarstwie, a przez to zasłużyć na strawę i kąt pod własnym przecież dachem.
    Strach przed pójściem "na wycug", przed życiem na łasce dzieci powoduje, że stary Boryna nie chce odpisać ziemi Antkowi. Choć jest to powodem częstych awantur, choć syn go często nienawidzi, to jednak Maciej wie, że ma w domu autorytet, a Antek go szanuje i słucha. Nie odpisuje ziemi synom Dominikowa i może być panią "całą gębą" i traktować synów jak parobków.
    Kolejną cechą charakteryzującą wieś jako odrębną formację społeczną jest solidarność gromadzka. Rozwarstwieni i często skłóceni ze sobą chłopi, w sprawach istotnych dla wsi potrafią stworzyć zwartą jedność. Wystarczy wymienić tu walkę o las, zebranie w sprawie rosyjskiej szkoły w Lipcach, czy historię samosądu nad Jagną. Powróćmy do Macieja i Antka. Gdy wieś podjęła decyzję walki z dworem o las, stary Boryna początkowo się waha, gdyż woli nie zrywać dobrych kontaktów, jakie go łączyły z dziedzicem, ale gdy poczuje więź, jaka go łączy ze sprawą wszystkich lipeckich gospodarzy, odda się jej bez reszty i bez wahania przyjmie stanowisko przywódcy. Dla ratowania interesów wsi nie pójdzie na żadne ustępstwa, zaryzykuje nawet własnym życiem. Podobną więzią z gromadą związany jest Antek. Kiedy wieś wypędza Jagnę, Antek nie stanie w jej obronie. Woli nie narażać się zbiorowości, by obejmując gospodarkę po ojcu zachować równy mu prestiż i przodujące stanowisko w gromadzie. Wzruszające przejawy owej więzi gromadzkiej występują wtedy, gdy którąś z rodzin los dotknie nieszczęściem, lub gdy ktoś potrzebuje po prostu ludzkiej pomocy. Wielu znajduje się wtedy takich, którzy wesprą potrzebujących, poratują materialnie, lub choćby dobrym słowem.
    Krytyka literacka nazwała dzieło Reymonta epopeją chłopską, zawiera bowiem to, co zgodnie z tradycją epopeja zawierać powinna - rozległy i wszechstronny obraz społeczeństwa lub reprezentatywnej jego części, ukazanych w przełomowym momencie historycznym. Bohaterem powieści są chłopi, najliczniejsza grupa narodu, ukazani w różnych sytuacjach, w konkretnych układach strukturalnych wsi, w codziennej pracy i dniach świątecznych. Poznajemy dwa istotne urzędy wiejskie - gminę i parafię, wprowadza się nas w życie parobków i komorników, do izby bogaczy i biedoty, do karczmy i kościoła, do pokojów organisty i księdza i w dostatni świat dziedzicowego dworu.
    Wciągają nas pasjonujące obrzędy związane z pracą na roli, jak np. sianokosy, w czasie których stosowane są reguły obyczajowe ustalone wielowiekową tradycją, czy tradycyjne jarmarki, prezentujące dorobek pracy w polu i zagrodzie. Według ustalonego porządku przebiegała uczta wigilijna. W czasie wizyt w konkretnej sprawie nie wypadało od razu przystępować do rzeczy, ale długo i zawile dyplomatyzować, by po rozmowie o wszystkim i niczym wyłożyć cel odwiedzin. Obyczaj rządzi wyprawianiem chrzcin, zaręczyn, wesela i pogrzebu, on utrwalił chodzenie z niedźwiedziem czy kogutkiem, pochowek śledzia czy dyngus, formy przyjmowania księdza przybywającego po kolędzie i obdarowywanie go za duszpasterską posługę. Szatkowanie kapusty i darcie pierza to także przyjęty obyczaj wspólnych zgromadzeń, w czasie których była okazja do zabaw, a także do posłuchania legend i baśni i poznania nowinek ze świata.
    Ogromną rolę, podobnie jak w "Panu Tadeuszu", odgrywa w "Chłopach" przyroda. Jest ona realną potęgą żywiołową regulującą życie chłopa jako rolnika i wpływającą na jego życie osobiste. Nieustanna zależność od przyrody powoduje, że bohaterzy powieści stają się żywiołowi, dzicy i prawdziwi jak sama natura. Takie też są rodzinne i sąsiedzkie spory kończące się nieraz krwawymi bijatykami, taka jest namiętna miłość Antka do Jagny. Takie dzikie i szalone są zabawy, podczas których rozbawiony tłum tworzy jedno zbiorowe "ja", nie pamiętające o niczym prócz własnej uciechy.
    Przełom XIX i XX wieku to wprawdzie jeszcze czasy starych układów i tradycji we wsi, ale jest to już zapowiedź zbliżającego się przełomu, głównie w świadomości klasowej i społecznej chłopów. Niemałą rolę odegrały w tym wydarzenia rewolucji 1905 roku, a przede wszystkim działalność oświatowa Rocha, jego wysięki obudzenia w chłopach poczucia społecznej krzywdy i świadomości tkwiącej w nich siły. Kiedy ksiądz usiłuje ostudzić bojowe nastroje we wsi przed walką o las, Antek mu odpowiada: "Póki się z nami nie ugodzi, to ani chojaka ruszyć nie damy... A nie damy i tyle... (...) Jak się parę łbów dworskich siekierami rozwali, to zaraz będzie sprawiedliwość".
    Nawet spychani na margines życia gromadzkiego komornicy upominają się o swoje prawa. Gdy zarysowuje się szansa parcelacji gruntów dworskich, Kobus domaga się ziemi także dla najbiedniejszych, na którą najwięcej szans mają najzamożniejsi.
    "Chłopi" w swoim szerokim epickim obrazie, przedstawiają więc zarówno barwną panoramę codziennego życia chłopów, jak i dokonujące się w nich zmiany, które przeistoczą kiedyś strukturę ekonomiczną i obyczajową wsi.

    Sonety" - Jan Kasprowicz

    "Sonet XV"

    Opisuje on dolę wieśniaczki, która najpierw traci rolę, później umiera jej mąż, swoje nieletnie córki posyła na służbę, a w końcu sama opuszcza dom i chodząc od wsi do wsi pracuje, póki starczy jej sił, na swoje utrzymanie. Kiedy jest już stara musi żebrać, liczyć na ludzką łaskę. W ostateczności, umiera w polu, zamarzła na śmierć.

    "Sonet XIX"

    Przedstawia tragedię chłopca, kiedyś najmężniejszego we wsi. Gdy był zdrowy nie bał się żadnej pracy, jednak wraz z choroba, przychodzi nędza. Nie stać go na doktora, bo jest on dostępny tylko dla bogatych osób. Biednemu pozostaje jedynie śmierć.

    "Sonet XXXIX"

    Jest to sonet autobiograficzny. Bohater utworu, młody wiejski chłopiec stara się wydostać ze wsi. Nawet w czasie, gdy pasie krowy, czyta Homera i Wergiliusza. W końcu wyrusza do stolicy, aby móc dalej się uczyć. Zostaje jednak pokonany przez biedę, gdyż umiera z powodu suchot. Jego droga do wiedzy jest łudząco podobna do drogi Kasprowicza, z tym, że Kasprowiczowi udało się pokonać nędzę, głód i przeciwieństwa losu.
    "Wierna rzeka" - Stefan Żeromski

    Powieść powstała w 1912 roku w 50 -tą rocznicę wybuchu powstania styczniowego, podczas gwałtownych polemik ideologicznych o przyszłą drogę polityczną Polski. "Wierna rzeka" została napisana na podstawie opowiadań o powstaniu styczniowych, jakie słyszał Żeromski.
    "Wierna rzeka" to powieść miłosna, to zarazem artystyczna synteza stosunków Żeromskiego do powstania 1803 roku. Autor odtworzył wiele szczegółów z walk powstańczych na kielecczyźnie, na przykład z takich walk jak bitwa pod Małogoszczem (24 luty 1863 r.).
    Żeromski nazywał opowieść "klechdą domową" podkreślając związek o "Wiernej rzeki" z rodzinnymi doświadczeniami i tradycjami.
    Genezą utworu jest autentyczne wydarzenie zasłyszane przez poetę w domu ciotki Józefy Saskiej w 1863 r. Dwór w Niezdołach wzorowany jest na dworze w Rudzie Zajączkowskiej, położonym nad rzeką Łosną i oddalonym zalewie. Niedaleko pola bitwy w Małogoszczu.
    Powieściowym Rudeckim odpowiadają Jan i Józefa Żeromscy z Sascy, synom Rudeckim: Julianowi, Ksaweremu i Gustawowi - Zygmunt, Ksawery i Gustaw Sascy - uczestnicy powstania. Salomei Brynickiej, autentyczna postać Anieli Lubowieckiej, krewnej Saskich, zaś Odrowążowi odpowiada syn księcia Michała Połubińskiego, prezesa Izby Obrachunkowej w Warszawie - Jan.

    Tytuł powieści:
    Motyw "Wiernej rzeki" pojawia się w powieści kilkakrotnie. Bohaterowie stykają się z rzeką Łosną w najdramatyczniejszych momentach swego życia, dla każdego z nich to spotkanie jest wydarzeniem niezwykle doniosłym.
    Gdy ranny Odrowąż uchodzi spod Małogoszczy, rzeka jest dlań najpierw poważną przeszkoda na drodze, ale gdy przepływa ją w bród, przynosi mu ulgę w cierpieniach, jakby pragnęła okazać mu współczucie.
    Po raz drugi "Wierna rzeka" pojawia się, gdy Hubert Olbromski, zaskoczony przez dragonów rosyjskich w Niezdołach w ucieczce pragnie ratować własne życie i torbę z ważnymi dokumentami Rządu Narodowego. Rzeka zagradza mu drogę ucieczki. Przerażony i zrozpaczony traci głowę, wówczas rzeka "podpowiada mu" co ma uczynić. Otworzyła swój czarny nurt i pochłonęła zdartą przez niego skórzaną torbę, w których znajdowały się ważne dokumenty - sekret Polski.
    Trzeci raz motyw rzeki pojawia się w samym zakończeniu powieści. Po odjeździe Odrowąża, zrozpaczona Salomea błąka się bez celu w pobliżu Łośni. Wrzuca do wody pieniądze, gdyż tylko rzeka zrozumiała jej męczarnie.
    "Wierna rzeka" potraktowana została w sposób baśniowy, klechdowy. Wchodzi ona z bohaterami utworu w bliski, intymny związek, okazuje zrozumienie dla ich cierpień, dramatów, podpowiada im co mają czynić, przychodzi im z pomocą. Wchłania w siebie ich cierpienia i ofiary (krew Odrowąża, tajne dokumenty, pieniądze Salomei), by je na wieki w sobie przechować, ocalić, ponieść w "prastarą wieczną drogę".

    Wiersze - Kazimierz Przerwa - Tetmajer

    "Nie wierzę w nic ..."

    W wierszu tym dominują uczucia negatywne, w których wyraża się niewiara i niechęć we wszystko co istnieje na świecie. Zostały zniszczone wszelkie ideały, marzenia i programy, poeta mówi: "nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów". Okazuję się jednak, że istnieje jedno pragnienie, "pragnienie Nirwany", czyli stanu całkowitego wyrzeczenia się woli życia, czyli siły pchającej człowieka nieustannie ku cierpieniu. Dzięki takiemu stanowi następuje osłabienie poczucia rzeczywistości i zmniejszenia odczucia cierpienia.

    "Koniec wieku XIX"

    W wierszu tym poeta wyraża rozczarowanie do wszystkich idei i do wszelkiej wiary oraz dążeń, jakie kiedykolwiek były udziałem ludzi. Proponuje kolejno rożne rodzaje postaw człowieka w stosunku do świata i odrzuca je jako niewłaściwe. Postawy te są różnorakiej wartości: przekleństwo, ironia, modlitwa, walka, wzgarda, rozpacz, czy rezygnacja. Po zadaniu szeregu retorycznych pytań, autor stwierdza, że człowiek z końca wieku przepojony jest poczuciem beznadziejności do tego stopnia, że nie znajdzie żadnego ratunku, nie potrafi odpowiedzieć na żadne z zadanych mu pytań, "Głowę zwiesił wierny".

    Wiersz ten charakteryzuje nie tylko postawę poety, ale ogólną postawę ludzi końca XIX w. , okresu dekadentyzmu.

    "Niech żyje sztuka"

    Wiersz ten stanowi wyraźną postawę autora wobec sztuki. Jako artysta uważa uprawianie sztuki za wielkie wyróżnienie pośród tłumu i choć nie daje pieniędzy, pozwala wyzwolić się z przyziemnych trosk, zmartwień, daje możliwość zapomnienia o nędzy i głodzie. Poeta traktuje zwykłych śmiertelników jako coś wyraźnie gorszego, szczególną pogardą obdarza mieszczaństwo. Uważa, że pogoń za dobrobytem, pieniędzmi, przesłania to ludzkie potrzeby, które wzbogacają duszę. Jego postawa to rodzaj hedonizmu, czyli dążenia do przyjemności, która jest źródłem rozwoju człowieka. Hedonizm poety to szukanie zapomnienia w sztuce.

    "Hymn do Nirwany"

    W tym wierszu podmiot liryczny zwraca się bezpośrednio do bóstwa, jakim jest Nirwana - całkowita niewiara w przyszłość, zniechęcenie, pożądanie nicości, ucieczka w niebyt, nieistnienie jest dla poety wyrazem tęsknoty za unicestwieniem. Ten tekst, utrzymany w modlitewnym tonie i w poetyce religijnych hymnów zawiera nie tylko apel do Nirwany, lecz także jest katalogiem uzasadniających go przyczyn. Życie uznane zostaje za pasmo cierpień i klęsk, zaś z listy rozczarowań na pierwszy plan poeta wysuwa podłość i małość ludzką, które odbierają sens egzystencji.

    "Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcickej"

    Wiersz ten przedstawia obraz obraz doliny pełnej spokoju i ciszy, gór osnutych przezroczystą mgłą, iskrzący się w Słońcu potok, senną zieleń lasu. Obcowanie z górską przyrodą przynosi poecie uczucie spokoju i ukojenia. Obraz tatrzańskiej przyrody jest przykładem liryki pejzażowej. Tematem jego jest krajobraz tatrzański, a przede wszystkim uczucie spokoju i ukojenia, jakie niesie ze sobą obcowanie z przyrodą. Na obraz Tatr składa się mgła przezroczysta, zieleń gór. Obraz ten wywołuje w oglądającym dziwny, niewytłumaczalny nastrój lirycznej zadumy. Pejzaż pełen jest światła i koloru, ale nie ma wyraźnych konturów.

    "Któż na powróci"

    Podmiotem lirycznym w wierszu jest pokolenie "młodych', od którego społeczeństwo oczekuje wielkich czynów, zbawień i pomocy. W nich wszyscy chcą widzieć dźwignię i obronę. Maja zarzuty, że wszyscy mówią, iż idą w złą stronę, ale nikogo nie obchodzi by powiedzieć jaką obrać inna, lepszą drogę. W słowach "młodych" można zauważyć oskarżenia pod adresem "starych". Zarzucają im brak tolerancji do nowych prądów i konserwatyzm.

    "Melodie mgieł nocnych"

    W utworze tym autor sięga do poetyki impresjonistycznej, próbując zjawiska ulotne, trudno uchwytne i wymagające niezwykle subtelnego wyczucia piękna. Tematem utworu są mgły tańczące w świetle księżyca. Mgły bawią się z "puchem mlecza", co podkreśla zwiewność i ulotność. Wiersz ma oczarować odbiorcę atmosferą, przeniknąć go ciszą i spokojem, tytułową "melodią mgieł". Pojawia się również nuta melancholijna. Mgły są świadkami śmierci gwiazdy, która osnuwa cały wiersz nutą elegijnego smutku.

    "Evviva l'arte!"

    Tytuł wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera - Evviva l'arte - oznacza neoromantyczne hasło "Niech żyje sztuka!". W przeciwieństwie do pozostałych utworów modernizmu, wiersz ten skierowany jest do artystów i stanowi swoiste podsumowanie głównych założeń epoki. Autor głosi romantyczny kult artysty i jego dzieła, wywyższa twórcę: ...patrzym na tłum z głową podniesioną, stawia go na piedesta-le i pogardza resztą świata: niechaj pasie brzuchy nędzny filistrów naród! Widzimy tu jednak ważną zmianę: podmiot liryczny nie usiłuje wysunąć się z szeregu artystów, ale solidaryzuje się z innymi twórcami. Wyraźnie można zauważyć w sformułowaniach, jakich używa: My, artyści, ...nam, królom bez ziemi. Diametralnej przemianie ulega tu również stosunek do Boga. Artysta nie podejmuje już nawet najmniejszej próby postawienia się na równi ze Stwórcą. W porównaniu do romantyków jest pełen pokory, ma świadomość, że talent to dar, który otrzymał od Boga: W piersiach naszych płoną ognie przez Boga samego włożone.
    Najważniejszym elementem wiersza jest postawa artysty wobec życia. Podmiot liryczny podkreśla swoją pogardę, którą czuje w stosunku do doczesności - życie nasze splunięcia niewarte - jednocze-śnie wynosząc na piedestał sztukę: ...i chociaż życie nasze nic niewarte, evviva l'arte!. Kazimierz Przerwa-Tetmajer bardzo obrazowo porównuje artystę do orła ze złamanymi skrzydłami do zwiędłego liścia. Symbolizuje to charakterystyczną bezradność wobec fin de sicle.
    Kolejnym zwrotem zasługującym na uwagę jest określenie artysty, jako króla bez ziemi. Prawdopo-dobnie autor chciał w ten sposób podkreślić nowe założenie epoki, jakim jest tworzenie dla samej sztuki (sztuka dla sztuki), tj. uzewnętrznienie duszy na papierze dla siebie, nie dla odbiorcy. Potwier-dzeniem tej tezy zdaje się być pełna dumy trzecia strofa wiersza. Artysta przestrzega młodych twór-ców przed pisaniem "pod publiczkę", gdyż taki utwór i tak nie znajdzie uznania. Podkreśla również znaczenie dumy zawodowej, która jest naszym bogiem. Tylko tworzeniem dla sztuki można coś uzy-skać. Pisanie dla odbiorcy wyniszcza młodego artystę, w wierszu symbolizowanego przez orła ze zła-manymi skrzydłami.
    Innym dwuznacznym symbolem jest jesienny liść. Autor pragnie odwieść początkujących twórców od korzystania z utartych, klasycznych zasad pisania. Za bezwładnym opadaniem liścia na wietrze może kryć się tworzenie w stanie nirwany, zapisywanie pozornie bezsensownych wrażeń, które w gruncie rzeczy stanowią dokładne odtworzenie duszy i wnętrza artysty.

  • userphoto
    "Wesele" - Stanisław Wyspiański Stanisław Wyspiański - urodzony 15 I 1869 r. w Krakowie, zmarły niespełna 37 lat później, wszechstronnie utalentowany dramatopisarz, poeta, malarz, reformator teatru, był w dniu premiery "Wesela" - 16 marca 1901 r. - znanym autorem dzieł plastycznych i literackich. Jednak prawdziwą sławę przyniósł mu dramat, który do dnia dzisiejszego cieszy się największą popularnością, jako trwała pozycja w repertuarze polskiej sceny narodowej. Geneza Bezpośrednim impulsem do napisania dramatu było autentyczne wesele poety, Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną, młodszą siostrą żony Włodzimierza Tetmajera. Wesele urządzono w domu Tetmajerów 20 listopada 1900 r. Ślub inteligenta z wiejską dziewczyną był jednym z serii związków zawieranych zgodnie z młodopolska "chłopomanią" według której małżeństwo takie traktowano jako szansę odrodzenia społeczeństwa końca XIX w. Szczególne spotkanie pochodzących z różnych środowisk gości weselnych miało miejsce w listopadzie (miesiącu rocznicy powstania), a Kraków (miasto artystów cieszący się swobodą tworzenia) biesiadowało z galicyjską biedotą, w której żyły tradycje chłopskiego udziału w zrywach zbrojnych (powstanie kościuszkowskie) Kompozycja i przebieg wydarzeń Nastrojowo-symboliczny, pełen aluzji dramat składa się z trzech aktów podzielonych na 105 scen. Akcja rozgrywa się w Bronowicach, w wiejskiej izbie, w listopadową noc. Autor bardzo dokładnie prezentuje w didaskaliach scenerię zdarzeń. Akt I można określić jako komedię realistyczną, dwa następne mają charakter symboliczny, wizyjny. Obok 28 postaci autor umieścił 7 "osób dramatu", rozszerzających akcję o plan symboliczny. Są to: Chochoł, Widmo, Stańczyk, Hetman, Rycerz Czarny, Upiór, Wernyhora. Choć postaci literackich nie można całkowicie identyfikować z ich pierwowzorami, należy pamiętać, że Wyspiański świadomie wykorzystał cechy i rysy autentycznych osób przy konstruowaniu bohaterów "Wesela". I tak: Gospodarz to Włodzimierz Tetmajer (malarz i pisarz), -- Gospodyni, siostra Panny Młodej - Anna Mikołajczykówna, żona Tetmajera, -- Poetą jest Kazimierz Przerwa-Tetmajer (jeden z najbardziej popularnych poetów Młodej Polski), -- Dziennikarzem - Rudolf Starzewski (redaktor naczelny "Czasu"), -- Radczynią - Antonina Domańska (spokrewniona z Rydlami autorka powieści dla młodzieży, m.in. "Paziów króla Zygmunta), -- Zosia, Maryna i Haneczka to kuzynki Rydla. Podobnie swoje pierwowzory mają przedstawiciele wsi: Klimina, Kasper, Jaśko, Wojtek i Marysia. Akt I Goście weselni, jakby dla odpoczynku od gwaru weselnego, zatrzymują się i wymieniają uwagi na różne tematy. Wszystkie rozmowy toczą się na tle muzyki, cechuje je sztuczna układność i wyraźnie widoczna różnica zainteresowań. Krótkie spotkania służą konfrontacji postaw, poglądów i charakterów i pozwalają określić występujące osoby. Czepiec w rozmowie z Dziennikarzem zdaniem "Cóż tam, panie, w polityce?" przywołuje krąg pierwszoplanowych zagadnień. Dziennikarz nie daje się wciągnąć w dyskusję ("Niech na całym świecie wojna,/ byle polska wieś zaciszna/ byle polska wieś spokojna"), nie uważa chłopa za odpowiedniego partnera do takich rozmów. Czepiec, zorientowawszy się w sytuacji, przypomina o znaczeniu chłopów podczas powstania kościuszkowskiego, a także o tym, że panowie nie umieją wykorzystać patriotycznych tradycji chłopskich. Zosia i Haneczka, młodziutkie, pełne radości życia dziewczyny, prezentują młode pokolenie, które garnie się do ludu. Jasiek i Kasper to prości i szczerzy parobcy prezentujący dowcip, wigor i zdrowy rozsądek charakterystyczny dla ludu. Wyniosła i dumna Radczyni traktuje środowisko wiejskie z pobłażaniem. Jej pytanie skierowane do Kliminy: "Cóż ta, gosposiu, na roli?/ Czyście sobie już posiali?" i krótką odpowiedź chłopki: "Tym ta casem się nie siwo" - przytacza się jako dowód zupełniej nieznajomości realiów życia wiejskiego prezentowanej przez inteligencję. W kolejnych scenach poznajemy szczęśliwego, radosnego i rozkochanego w pięknej żonie Pana Młodego oraz hożą, pełną rozsądku oraz naiwnej prostoty Pannę Młodą. Młoda i inteligentna Maryna, w odpowiedzi na zaloty pustego, znużonego powodzeniem u kobiet Poety, cynika pełnego niewiary w życie i sztukę, krótko stwierdza: "Przez pół drwiąco, prze pół serio/ bawi się pan galanterią". W połowie aktu na wesele przychodzi Żyd. Jego rozmowa z Panem Młodym to pierwsza poważniejsza dysputa, sygnalizująca istotne i bolesne różnice między poszczególnymi grupami społecznymi. Określenie stosunku inteligencji do mniejszości narodowych mianem przyjaciół "co się nie lubią" oraz ocena chłopskiego stroju Pana Młodego - "Pan się narodowo bawi", wnosi do dramatu poważną nutę. Zmianę nastroju pogłębi pojawienie się Racheli, rozpoetyzowanej córki Żyda. Jej rozmowa z Panem Młodym, sugestie, że scenerię własnego wesela wykorzysta jako motyw poetycki oraz wyznanie młodzieńca: "od miesiąca chodzę boso,/ od razu się czuję zdrowo,/ chadzam boso, z gołą głową; / pod spód więcej nic nie wdziewam,/ od razu się lepiej miewam - dają obraz rzeczywistego stosunku inteligencji do chłopów. Ich zainteresowanie wsią ma czysto zewnętrzny charakter, pozbawione jest autentycznego zaangażowania. Pomimo upływających godzin tempo prowadzonych rozmów nie słabnie, ale stają się coraz poważniejsze. Obecni na weselu artyści rozmawiają o sztuce, o swoich marzeniach twórczych. Poeta zwierza się Gospodarzowi z projektu dramatu "groźnego, szumnego, posuwistego". Rozmowę przerywa pojawienie się Czepca i Ojca. Kiedy z kolei w rozmowie z nimi Poeta określa się jako "żurawiec", przelotem tylko bywający w kraju - chłopi współczują mu takiego stosunku do życia, instynktownie wyczuwając, że jest w charakterze Poety jakaś skaza utrudniająca mu osiągnięcie szczęścia. Czepiec radzi z prostotą: "Weź pan sobie żonę z prosta, duza scęścia, mała kosta". Niespodziewanie następuje kolejna zmiana nastroju. Wybucha kłótnia o dług, który Czepiec winien zwrócić Żydowi. Przy okazji o swoje upomina się Ksiądz. Gospodarz, świadek sporu, przypomina "rok czterdziesty szósty", krwawą rzeź dokonaną przez chłopów na szlachcie. Słowa Pana Młodego, który zna wydarzenia tamtych czasów, ale nie chce o nich pamiętać, świadczą, że zdaje sobie sprawę z konfliktów istniejących pomiędzy poszczególnymi warstwami społecznymi. "Jak to się zmieniają ludzie" - konkluduje Pan Młody - "jak się wszystko dziwnie plecie;/ myśmy wszystko zapomnieli: o tych mękach, nędzach, brudzie;/ stroimy się w pawie pióra". Powagę sytuacji rozładowuje pojawienie się Jaśka i Kaspra, którzy z buta i pewnością siebie komentują swobodne zachowanie miejskich panienek. Na zakończenie aktu Poeta, zgodnie z sugestiami Racheli, prosi nowożeńców o zaproszenie na wesele stojącego w sadzie chochoła. Młodzi przystają na sugestię, traktując to jako doskonałą zabawę, a nawet dodają: "Sprowadź jeszcze, kogo chcesz, ciesz się z nami, ciesz godami". Pojawiające się w II akcie "Osoby Dramatu" mają związek z poruszanymi wcześniej motywami i wątkami. Rozmowy z nimi ukazują w innym świetle bohaterów dramatu, ukazują ich ukryte marzenia, lęki, kompleksy i przypominają bolesne wydarzenia z przeszłości. O północy przybycie nowych "gości" oznajmia Chochoł. Widmo ukazuje się Marysi. Zazwyczaj odczytywane jest jako zjawa młodo zmarłego malarza Ludwika de Laveaux, z którym zaręczona była trzecia z sióstr Mikołajczykówien, pierwowzór Marysi. Kolejne zjawy wydobywać będą "co się komu w duszy komu gra, co kto w swoich widzi snach". Dziennikarzowi - Stańczyk, błazen ostatnich Jagiellonów, uznany za symbol stronnictwa konserwatywnego skupionego wokół dziennika "Czas", redagowanego przez Starzewskiego. Spotkanie głęboko porusza Dziennikarza, wlewa mu "jad goryczy w krew", przypomina o trwającej niewoli narodowej, o niemocy trawiącej zarówno społeczeństwo jak i jego samego. Do Poety, postaci niewątpliwie tragicznej, przychodzi Rycerz, Zawisza Czarny, bohater napisanej przez Kazimierza Przerwę-Tetmajera fantazji dramatycznej; wzór minionej chwały i mocy narodowej. Hetman - Branicki, warchoł, symbol zdrady narodowej i szlacheckiej nawiedza Pana Młodego. Upiór - Szela, chłopski przywódca krwawych rzezi galicyjskich z 1846 r. pojawia się Dziadowi (przedstawicielowi biedoty wiejskiej). Szczególną rolę odgrywa jednak Wernyhora. Ukazuje się nie jednej tylko osobie i wywiera zasadniczy wpływ na dalsze wydarzenia. Wernyhora, na pół legendarny Kozak, wróżbita z XVIII w. przybywa z rozkazem porywającym lud do powstania. Gospodarz otrzymuje odpowiednie polecenie i złoty róg, którego głos ma być znakiem do ataku. Gospodarz powierza go jednak Jaśkowi, który ma również zwołać chłopów . Wymownym, materialnym znakiem bytności Wernyhory jest złota podkowa. Akt III rozgrywa się przed świtem, zmęczeni goście snują się po izbie. Pośród nich uwagę zwraca odrażająca postać, Nosa, dekadenta, człowieka pełnego niewiary i zniechęcenia, który tłumi swe żale i bóle alkoholem. Pośród toczących się leniwie rozmów uwagę zwraca dialog toczący się pomiędzy Panną Młodą a Poetą. Jagusia opowiada sen w którym diabły wiozły ją do Polski. Naiwna dziewczyna dopytuje "a kaz tyz ta Polska, a kaz ta?", na co Poeta wskazuje jej serce i wyjaśnia: "A to Polska właśnie". Wśród gości pojawia się Kuba i uświadamia Czepcowi powagę wizyty Wernyhory. Ten na próżno próbuje dobudzić Gospodarza i decyduje sprowadzić uzbrojonych chłopów. Kiedy zaś spotyka się z niedowierzaniem inteligencji grozi: "Panowie, jakeści som,/ jeźli nie pójdziecie z nami,/ to my na was - i z kosami!". Gotowy do czynu Czepiec próbuje zmobilizować Pana Młodego i Poetę. Pana Młodego zachwyca jedynie piękno świtu i nie zważa na powagę sytuacji. Otrzeźwiały Gospodarz przypomina sobie wydarzenia nocy, a nastrój podniecenia udziela się pozostałym gościom bronowieckim. Wszyscy oczekują obiecanego znaku, nadsłuchują tętentu koni i nieruchomieją. Niespodziewanie w drzwiach staje Jasiek. Okazuje się, że zgubił złoty róg, kiedy pochylił się po czapkę z pawich piór. Znieruchomieli goście nie dają się rozbudzić, przerażonemu Jaśkowi. Chochoł rozpoczyna śpiew: "Miałeś, chamie, złoty róg,/ miałeś, chamie, czapkę z piór:/ czapki wicher niesie,/ róg huka po lesie,/ ostał ci się ino sznur,/ ostał ci się ino sznur" w takt którego bohaterowie rozpoczynają somnabuliczny, powolny taniec. Trudno o jednoznaczną interpretację sceny kończącej dramat. Słomiany chochoł raz nazywany jest "głupim śmieciem", kiedy indziej Rachel mówi: "nie przeziębi najgorszy mróz,/ jeźli kto ma zapach róż;/ owiną go w słomę zbóż", co wskazywałoby optymistyczną interpretacje, zgodnie z którą autor wyrażałby nadzieję, że społeczeństwo polskie "ocknie się ze snu spowodowanego wieloletnią niewolę. Obraz społeczeństwa polskiego w "Weselu" Dramat jest utworem opartym na autentycznych wydarzeniach i prezentuje bohaterów nie tylko posiadających swoje pierwowzory w rzeczywistości, ale i osadzonych w konkretnych realiach epoki. Wyspiański zaprezentował jednak niepełny obraz społeczeństwa polskiego. Ograniczył się do ukazania chłopów i inteligencji widzianych w kontekście walki narodowowyzwoleńczej oraz modnej w Młodej Polsce ludomanii. Inteligenci i artyści przedstawieni zostali jako grupa skłonna do wpadania w usypiające samozadowolenie, bierna, bezradna wobec rzeczywistości i narodowej niewoli, nie umiejąca podjąć wyznaczonego jej przez historię zadania - przewodzenia narodowi (obalenie mitu o przywódczej roli inteligencji). Chłopi wykazują patriotyzm i szczery zapał do walki, brak im jednak przywództwa (obalenie mitu racławickiego kosyniera - wybawcy). "Wesele" jako dramat neoromantyczny Wyspiański w pełni wykorzystuje nowe tendencje charakterystyczne dla sztuki przełomu wieków: symbolizm i impresjonizm, zarazem jednak w sposób świadomy nawiązuje do romantycznej ideologii i poetyki (tj. charakterystycznego dla tej epoki sposobu konstruowania dzieła literackiego) Odwołania do konkretnych dzieł literackich, np. "Dziadów" cz. II i III A. Mickiewicza, "Snu srebrnego Salomei" J. Słowackiego. Kontynuacja treści patriotycznych (utwór wzywa do czynu zbrojnego, nowością jest sugestia, że żadna z grup społecznych nie nadaje się do pełnienia roli przywódczych) Zasygnalizowanie w dramacie problemu odnalezienia się w rzeczywistości artysty i przyjęcie przez niego odpowiedzialności za duchowe przewodnictwo narodowi. Obecność fantastyki, scen wizyjnych; przeplatanie się scen realistycznych z fantastycznymi. Zwrot ku ludowości, fantastyka i duchowość ludowa. "Ludzie bezdomni" Stefan Żeromski "Ludzie bezdomni" to piąta książka Stefana Żeromskiego. Pisał ja w latach 1898-1899, ale wykorzystał w niej doświadczenia i obserwacje całego dotychczasowego życia. Budulec życiorysu Joasi stanowiły wspomnienia Żeromskiego z: -- dzieciństwa w zbiedniałej rodzinie szlacheckiej ze wsi Strawczyn, -- nauki w kieleckim gimnazjum, -- okresu tułaczki po cudzych domach, kiedy po śmierci rodziców musiał zarobić na życie korepetycjami. Atmosferę konspiracji w wątkach Wiktora Judyma i Korzeckiego pozwoliły mu tak dobrze odmalować doświadczenia wyniesione z nauki w Szkole Weterynaryjnej w Warszawie (1886r.), kiedy to współtworzył intensywne życie ideowe ówczesnej młodzieży i dziesięć lat później uczestnictwo w konspiracyjnych wieczorach organizowanych przez PPS (m.in. ukrywał w swoim mieszkaniu Piłsudzkiego, był śledzony i aresztowany). Cisy są wiernym portretem Nałęczowa roku 1890, kiedy to pracował tam jako guwerner. Doktor Judym ma swój pierwowzór w Wiktorze Tomaszu Janiszewskim, lekarzu stacji klimatycznej w Zakopanem. ,"Starcy" (dyrektor, administrator, kasjer i plenipotent sanatorium w Cisowie) to częściowo osoby z kierownictwa zakładu w Nałęczowie, a częściowo ludzie z zarządu Muzeum Polskiego w Rapperswilu, gdzie pisarz pracował w latach 1894 - 1896. Inne postacie powieści też mają swoje pierwowzory: -- Korzecki to Edward Abramowski (ideolog spółdzielczości w Polsce), -- Joasia to Oktawia Rodkiewiczowa (od 1892 r. żona Żeromskiego). Materiału do cytowanego w pamiętniku Joasi listu Wacława dostarczył list przesłany z zesłania przez przyjaciela pisarza, Wacława Machajskiego. Fabryka cygar to zakład Br

    "Wesele" - Stanisław Wyspiański

    Stanisław Wyspiański - urodzony 15 I 1869 r. w Krakowie, zmarły niespełna 37 lat później, wszechstronnie utalentowany dramatopisarz, poeta, malarz, reformator teatru, był w dniu premiery "Wesela" - 16 marca 1901 r. - znanym autorem dzieł plastycznych i literackich. Jednak prawdziwą sławę przyniósł mu dramat, który do dnia dzisiejszego cieszy się największą popularnością, jako trwała pozycja w repertuarze polskiej sceny narodowej.
    Geneza
    Bezpośrednim impulsem do napisania dramatu było autentyczne wesele poety, Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną, młodszą siostrą żony Włodzimierza Tetmajera. Wesele urządzono w domu Tetmajerów 20 listopada 1900 r.
    Ślub inteligenta z wiejską dziewczyną był jednym z serii związków zawieranych zgodnie z młodopolska "chłopomanią" według której małżeństwo takie traktowano jako szansę odrodzenia społeczeństwa końca XIX w.
    Szczególne spotkanie pochodzących z różnych środowisk gości weselnych miało miejsce w listopadzie (miesiącu rocznicy powstania), a Kraków (miasto artystów cieszący się swobodą tworzenia) biesiadowało z galicyjską biedotą, w której żyły tradycje chłopskiego udziału w zrywach zbrojnych (powstanie kościuszkowskie)
    Kompozycja i przebieg wydarzeń
    Nastrojowo-symboliczny, pełen aluzji dramat składa się z trzech aktów podzielonych na 105 scen. Akcja rozgrywa się w Bronowicach, w wiejskiej izbie, w listopadową noc. Autor bardzo dokładnie prezentuje w didaskaliach scenerię zdarzeń.
    Akt I można określić jako komedię realistyczną, dwa następne mają charakter symboliczny, wizyjny. Obok 28 postaci autor umieścił 7 "osób dramatu", rozszerzających akcję o plan symboliczny. Są to: Chochoł, Widmo, Stańczyk, Hetman, Rycerz Czarny, Upiór, Wernyhora. Choć postaci literackich nie można całkowicie identyfikować z ich pierwowzorami, należy pamiętać, że Wyspiański świadomie wykorzystał cechy i rysy autentycznych osób przy konstruowaniu bohaterów "Wesela". I tak:
    Gospodarz to Włodzimierz Tetmajer (malarz i pisarz), -- Gospodyni, siostra Panny Młodej - Anna Mikołajczykówna, żona Tetmajera, -- Poetą jest Kazimierz Przerwa-Tetmajer (jeden z najbardziej popularnych poetów Młodej Polski), -- Dziennikarzem - Rudolf Starzewski (redaktor naczelny "Czasu"), -- Radczynią - Antonina Domańska (spokrewniona z Rydlami autorka powieści dla młodzieży, m.in. "Paziów króla Zygmunta), -- Zosia, Maryna i Haneczka to kuzynki Rydla. Podobnie swoje pierwowzory mają przedstawiciele wsi: Klimina, Kasper, Jaśko, Wojtek i Marysia.
    Akt I Goście weselni, jakby dla odpoczynku od gwaru weselnego, zatrzymują się i wymieniają uwagi na różne tematy. Wszystkie rozmowy toczą się na tle muzyki, cechuje je sztuczna układność i wyraźnie widoczna różnica zainteresowań. Krótkie spotkania służą konfrontacji postaw, poglądów i charakterów i pozwalają określić występujące osoby.
    Czepiec w rozmowie z Dziennikarzem zdaniem "Cóż tam, panie, w polityce?" przywołuje krąg pierwszoplanowych zagadnień. Dziennikarz nie daje się wciągnąć w dyskusję ("Niech na całym świecie wojna,/ byle polska wieś zaciszna/ byle polska wieś spokojna"), nie uważa chłopa za odpowiedniego partnera do takich rozmów. Czepiec, zorientowawszy się w sytuacji, przypomina o znaczeniu chłopów podczas powstania kościuszkowskiego, a także o tym, że panowie nie umieją wykorzystać patriotycznych tradycji chłopskich.
    Zosia i Haneczka, młodziutkie, pełne radości życia dziewczyny, prezentują młode pokolenie, które garnie się do ludu.
    Jasiek i Kasper to prości i szczerzy parobcy prezentujący dowcip, wigor i zdrowy rozsądek charakterystyczny dla ludu.
    Wyniosła i dumna Radczyni traktuje środowisko wiejskie z pobłażaniem. Jej pytanie skierowane do Kliminy: "Cóż ta, gosposiu, na roli?/ Czyście sobie już posiali?" i krótką odpowiedź chłopki: "Tym ta casem się nie siwo" - przytacza się jako dowód zupełniej nieznajomości realiów życia wiejskiego prezentowanej przez inteligencję.
    W kolejnych scenach poznajemy szczęśliwego, radosnego i rozkochanego w pięknej żonie Pana Młodego oraz hożą, pełną rozsądku oraz naiwnej prostoty Pannę Młodą.
    Młoda i inteligentna Maryna, w odpowiedzi na zaloty pustego, znużonego powodzeniem u kobiet Poety, cynika pełnego niewiary w życie i sztukę, krótko stwierdza: "Przez pół drwiąco, prze pół serio/ bawi się pan galanterią".
    W połowie aktu na wesele przychodzi Żyd. Jego rozmowa z Panem Młodym to pierwsza poważniejsza dysputa, sygnalizująca istotne i bolesne różnice między poszczególnymi grupami społecznymi. Określenie stosunku inteligencji do mniejszości narodowych mianem przyjaciół "co się nie lubią" oraz ocena chłopskiego stroju Pana Młodego - "Pan się narodowo bawi", wnosi do dramatu poważną nutę.
    Zmianę nastroju pogłębi pojawienie się Racheli, rozpoetyzowanej córki Żyda. Jej rozmowa z Panem Młodym, sugestie, że scenerię własnego wesela wykorzysta jako motyw poetycki oraz wyznanie młodzieńca: "od miesiąca chodzę boso,/ od razu się czuję zdrowo,/ chadzam boso, z gołą głową; / pod spód więcej nic nie wdziewam,/ od razu się lepiej miewam - dają obraz rzeczywistego stosunku inteligencji do chłopów. Ich zainteresowanie wsią ma czysto zewnętrzny charakter, pozbawione jest autentycznego zaangażowania.
    Pomimo upływających godzin tempo prowadzonych rozmów nie słabnie, ale stają się coraz poważniejsze. Obecni na weselu artyści rozmawiają o sztuce, o swoich marzeniach twórczych. Poeta zwierza się Gospodarzowi z projektu dramatu "groźnego, szumnego, posuwistego".
    Rozmowę przerywa pojawienie się Czepca i Ojca. Kiedy z kolei w rozmowie z nimi Poeta określa się jako "żurawiec", przelotem tylko bywający w kraju - chłopi współczują mu takiego stosunku do życia, instynktownie wyczuwając, że jest w charakterze Poety jakaś skaza utrudniająca mu osiągnięcie szczęścia. Czepiec radzi z prostotą: "Weź pan sobie żonę z prosta, duza scęścia, mała kosta".
    Niespodziewanie następuje kolejna zmiana nastroju. Wybucha kłótnia o dług, który Czepiec winien zwrócić Żydowi. Przy okazji o swoje upomina się Ksiądz. Gospodarz, świadek sporu, przypomina "rok czterdziesty szósty", krwawą rzeź dokonaną przez chłopów na szlachcie. Słowa Pana Młodego, który zna wydarzenia tamtych czasów, ale nie chce o nich pamiętać, świadczą, że zdaje sobie sprawę z konfliktów istniejących pomiędzy poszczególnymi warstwami społecznymi. "Jak to się zmieniają ludzie" - konkluduje Pan Młody - "jak się wszystko dziwnie plecie;/ myśmy wszystko zapomnieli: o tych mękach, nędzach, brudzie;/ stroimy się w pawie pióra".
    Powagę sytuacji rozładowuje pojawienie się Jaśka i Kaspra, którzy z buta i pewnością siebie komentują swobodne zachowanie miejskich panienek.
    Na zakończenie aktu Poeta, zgodnie z sugestiami Racheli, prosi nowożeńców o zaproszenie na wesele stojącego w sadzie chochoła. Młodzi przystają na sugestię, traktując to jako doskonałą zabawę, a nawet dodają: "Sprowadź jeszcze, kogo chcesz, ciesz się z nami, ciesz godami".

    Pojawiające się w II akcie "Osoby Dramatu" mają związek z poruszanymi wcześniej motywami i wątkami. Rozmowy z nimi ukazują w innym świetle bohaterów dramatu, ukazują ich ukryte marzenia, lęki, kompleksy i przypominają bolesne wydarzenia z przeszłości.
    O północy przybycie nowych "gości" oznajmia Chochoł.
    Widmo ukazuje się Marysi. Zazwyczaj odczytywane jest jako zjawa młodo zmarłego malarza Ludwika de Laveaux, z którym zaręczona była trzecia z sióstr Mikołajczykówien, pierwowzór Marysi.
    Kolejne zjawy wydobywać będą "co się komu w duszy komu gra, co kto w swoich widzi snach".
    Dziennikarzowi - Stańczyk, błazen ostatnich Jagiellonów, uznany za symbol stronnictwa konserwatywnego skupionego wokół dziennika "Czas", redagowanego przez Starzewskiego. Spotkanie głęboko porusza Dziennikarza, wlewa mu "jad goryczy w krew", przypomina o trwającej niewoli narodowej, o niemocy trawiącej zarówno społeczeństwo jak i jego samego.
    Do Poety, postaci niewątpliwie tragicznej, przychodzi Rycerz, Zawisza Czarny, bohater napisanej przez Kazimierza Przerwę-Tetmajera fantazji dramatycznej; wzór minionej chwały i mocy narodowej.
    Hetman - Branicki, warchoł, symbol zdrady narodowej i szlacheckiej nawiedza Pana Młodego.
    Upiór - Szela, chłopski przywódca krwawych rzezi galicyjskich z 1846 r. pojawia się Dziadowi (przedstawicielowi biedoty wiejskiej).
    Szczególną rolę odgrywa jednak Wernyhora. Ukazuje się nie jednej tylko osobie i wywiera zasadniczy wpływ na dalsze wydarzenia. Wernyhora, na pół legendarny Kozak, wróżbita z XVIII w. przybywa z rozkazem porywającym lud do powstania. Gospodarz otrzymuje odpowiednie polecenie i złoty róg, którego głos ma być znakiem do ataku. Gospodarz powierza go jednak Jaśkowi, który ma również zwołać chłopów . Wymownym, materialnym znakiem bytności Wernyhory jest złota podkowa.

    Akt III rozgrywa się przed świtem, zmęczeni goście snują się po izbie. Pośród nich uwagę zwraca odrażająca postać, Nosa, dekadenta, człowieka pełnego niewiary i zniechęcenia, który tłumi swe żale i bóle alkoholem.
    Pośród toczących się leniwie rozmów uwagę zwraca dialog toczący się pomiędzy Panną Młodą a Poetą. Jagusia opowiada sen w którym diabły wiozły ją do Polski. Naiwna dziewczyna dopytuje "a kaz tyz ta Polska, a kaz ta?", na co Poeta wskazuje jej serce i wyjaśnia: "A to Polska właśnie".
    Wśród gości pojawia się Kuba i uświadamia Czepcowi powagę wizyty Wernyhory. Ten na próżno próbuje dobudzić Gospodarza i decyduje sprowadzić uzbrojonych chłopów. Kiedy zaś spotyka się z niedowierzaniem inteligencji grozi: "Panowie, jakeści som,/ jeźli nie pójdziecie z nami,/ to my na was - i z kosami!". Gotowy do czynu Czepiec próbuje zmobilizować Pana Młodego i Poetę. Pana Młodego zachwyca jedynie piękno świtu i nie zważa na powagę sytuacji. Otrzeźwiały Gospodarz przypomina sobie wydarzenia nocy, a nastrój podniecenia udziela się pozostałym gościom bronowieckim. Wszyscy oczekują obiecanego znaku, nadsłuchują tętentu koni i nieruchomieją.
    Niespodziewanie w drzwiach staje Jasiek. Okazuje się, że zgubił złoty róg, kiedy pochylił się po czapkę z pawich piór. Znieruchomieli goście nie dają się rozbudzić, przerażonemu Jaśkowi. Chochoł rozpoczyna śpiew: "Miałeś, chamie, złoty róg,/ miałeś, chamie, czapkę z piór:/ czapki wicher niesie,/ róg huka po lesie,/ ostał ci się ino sznur,/ ostał ci się ino sznur" w takt którego bohaterowie rozpoczynają somnabuliczny, powolny taniec.
    Trudno o jednoznaczną interpretację sceny kończącej dramat. Słomiany chochoł raz nazywany jest "głupim śmieciem", kiedy indziej Rachel mówi: "nie przeziębi najgorszy mróz,/ jeźli kto ma zapach róż;/ owiną go w słomę zbóż", co wskazywałoby optymistyczną interpretacje, zgodnie z którą autor wyrażałby nadzieję, że społeczeństwo polskie "ocknie się ze snu spowodowanego wieloletnią niewolę.
    Obraz społeczeństwa polskiego w "Weselu" Dramat jest utworem opartym na autentycznych wydarzeniach i prezentuje bohaterów nie tylko posiadających swoje pierwowzory w rzeczywistości, ale i osadzonych w konkretnych realiach epoki. Wyspiański zaprezentował jednak niepełny obraz społeczeństwa polskiego. Ograniczył się do ukazania chłopów i inteligencji widzianych w kontekście walki narodowowyzwoleńczej oraz modnej w Młodej Polsce ludomanii. Inteligenci i artyści przedstawieni zostali jako grupa skłonna do wpadania w usypiające samozadowolenie, bierna, bezradna wobec rzeczywistości i narodowej niewoli, nie umiejąca podjąć wyznaczonego jej przez historię zadania - przewodzenia narodowi (obalenie mitu o przywódczej roli inteligencji). Chłopi wykazują patriotyzm i szczery zapał do walki, brak im jednak przywództwa (obalenie mitu racławickiego kosyniera - wybawcy). "Wesele" jako dramat neoromantyczny Wyspiański w pełni wykorzystuje nowe tendencje charakterystyczne dla sztuki przełomu wieków: symbolizm i impresjonizm, zarazem jednak w sposób świadomy nawiązuje do romantycznej ideologii i poetyki (tj. charakterystycznego dla tej epoki sposobu konstruowania dzieła literackiego)
    Odwołania do konkretnych dzieł literackich, np. "Dziadów" cz. II i III A. Mickiewicza, "Snu srebrnego Salomei" J. Słowackiego. Kontynuacja treści patriotycznych (utwór wzywa do czynu zbrojnego, nowością jest sugestia, że żadna z grup społecznych nie nadaje się do pełnienia roli przywódczych) Zasygnalizowanie w dramacie problemu odnalezienia się w rzeczywistości artysty i przyjęcie przez niego odpowiedzialności za duchowe przewodnictwo narodowi. Obecność fantastyki, scen wizyjnych; przeplatanie się scen realistycznych z fantastycznymi.
    Zwrot ku ludowości, fantastyka i duchowość ludowa.

    "Ludzie bezdomni" Stefan Żeromski

    "Ludzie bezdomni" to piąta książka Stefana Żeromskiego. Pisał ja w latach 1898-1899, ale wykorzystał w niej doświadczenia i obserwacje całego dotychczasowego życia.

    Budulec życiorysu Joasi stanowiły wspomnienia Żeromskiego z: -- dzieciństwa w zbiedniałej rodzinie szlacheckiej ze wsi Strawczyn, -- nauki w kieleckim gimnazjum, -- okresu tułaczki po cudzych domach, kiedy po śmierci rodziców musiał zarobić na życie korepetycjami.

    Atmosferę konspiracji w wątkach Wiktora Judyma i Korzeckiego pozwoliły mu tak dobrze odmalować doświadczenia wyniesione z nauki w Szkole Weterynaryjnej w Warszawie (1886r.), kiedy to współtworzył intensywne życie ideowe ówczesnej młodzieży i dziesięć lat później uczestnictwo w konspiracyjnych wieczorach organizowanych przez PPS (m.in. ukrywał w swoim mieszkaniu Piłsudzkiego, był śledzony i aresztowany).

    Cisy są wiernym portretem Nałęczowa roku 1890, kiedy to pracował tam jako guwerner.

    Doktor Judym ma swój pierwowzór w Wiktorze Tomaszu Janiszewskim, lekarzu stacji klimatycznej w Zakopanem.

    ,"Starcy" (dyrektor, administrator, kasjer i plenipotent sanatorium w Cisowie) to częściowo osoby z kierownictwa zakładu w Nałęczowie, a częściowo ludzie z zarządu Muzeum Polskiego w Rapperswilu, gdzie pisarz pracował w latach 1894 - 1896.

    Inne postacie powieści też mają swoje pierwowzory: -- Korzecki to Edward Abramowski (ideolog spółdzielczości w Polsce), -- Joasia to Oktawia Rodkiewiczowa (od 1892 r. żona Żeromskiego).

    Materiału do cytowanego w pamiętniku Joasi listu Wacława dostarczył list przesłany z zesłania przez przyjaciela pisarza, Wacława Machajskiego.

    Fabryka cygar to zakład Brhna przy ulicy Krochmalnej w Warszawie.

    Żeromski odwiedzał Dąbrowę Górniczą, by móc opisać warunki życia i pracy robotników Zagłębia, prosił też paryskich znajomych o dokładne informacje na temat domu noclegowego Chateau Rogue.

    Pisarz bardzo dokładnie przygotowywał się do pisania utworu, który w efekcie stanowi efekt pasji poznawczej i pozytywistycznych przekonań, że praca pisarska musi łączyć się z rzetelną, naukową nieomal penetracją społecznej rzeczywistości i własnych przekonań.

    Wydana w grudniu 1899 r. powieść przyczyniła się do powrotu problematyki społecznej i narodowej w polskiej literaturze.

    "Ludzie bezdomni" przynieśli Żeromskiemu pozycję "duchowego wodza pokolenia". Stał się wielkim autorytetem moralnym dla współczesnych. Wywarł bezpośredni wpływ na sposób myślenia i życia młodych ludzi z początków XX w.

    Świat przedstawiony powieści

    Akcja rozgrywa się w wielu miejscach: Paryżu, Szwajcarii, Wiedniu, Warszawie, Cisach oraz Zagłębiu. Poprzez wspomnienia Joasi Podborskiej przenosimy się do Kielc, Głogowa, Krawczyska i Mękarzyc ("Zwierzenia"). Poprzez list Wacława do siostry - aż na Syberię.

    Bohaterem zbiorowym są mieszkańcy dzielnic nędzy w Warszawie i Zagłębiu oraz wieśniacy z Cisów.

    Na tym tle umiejscowił Żeromski inteligencję:

    -- Joannę Podborska (nauczycielkę), -- Tomasza Judyma (lekarza) oraz -- Korzeckiego (inżyniera).

    Na dalszym planie znajdują się lekarze warszawscy (dr Czernisz, Żyd dr Chmielnicki) oraz dyrektor Kalinowicz.

    Inteligencja dzieli się na dwie grupy:

    -- ludzi pochodzenia szlacheckiego (pisarz obciąża ich odpowiedzialnością za krzywdy, które ich przodkowie wyrządzili ludowi) ,

    -- z pochodzenia chłopów, którzy dzięki ciężkiej pracy uzyskali wykształcenie (Żeromski przyznaje im naturalne prawo "czynnego uczestnictwa w awangardzie postępu").

    Problematyka powieści i sposób jej przedstawienia

    Tytuł powieści sygnalizuje tematykę utworu, jest wieloznaczny i wielofunkcyjny:

    w dosłownym znaczeniu (oskarżenie porządku społecznego) wskazuje na bezdomność bohaterów:

    -- ludzi świata nędzy (żyją w norach i budach, a nie w domach);

    -- wydziedziczonej Joasi, która nie ma własnego kąta i żyje u obcych;

    -- Wiktora, który tuła się z rodzina po świecie.

    w znaczeniu metaforycznym rozumiany być może w kategoriach kwalifikacji moralnych, jako:

    bezdomność społeczna ludzi, którzy opuszczają dom, bo umierają rodzice i zmuszeni są iść dalej o własnych siłach (Joasia) oraz tych, którzy dzięki wykształceniu wznieśli się ponad poziom własnego środowiska i świadomie je odrzucają, ale nie mogą znaleźć miejsca w nowym (Judym);

    bezdomność państwowa i narodowa działaczy spiskowych, romantycznych pielgrzymów do wolnej ojczyzny (Leszczykowski, brat Joasi Wacław, człowiek przynoszący bibułę Korzeckiemu, Korzecki);

    bezdomność w sensie egzystencjonalnym, obcość człowieka w świecie, niemożność pogodzenia się ze złem, dekadentyzm, ostateczne odrzucenie świata w akcie samobójczym (Korzecki)

    Jednocześnie "Dom"(zazwyczaj symbol rodziny, spokoju i stabilizacji) staje się w powieści Żeromskiego znakiem obojętności wobec krzywdy bliźniego (mieszkanie Czernisza, Kalinowicza, Krzywosąda) i pokusą, którą należy przezwyciężyć ("zakiełkuje we mnie wyschłe nasienie dorobkiewicza")

    "Ludzie bezdomni" to:

    powieść psychologiczna - przedstawia stan myśli i uczucia bohaterów; pokazuje jak zmienia się mentalność człowieka pod wpływem przeżyć. Dla oddania stanów uczuciowych pisarz posługuje się symbolem;

    powieść społeczna - ukazuje panoramę współczesnego autorowi społeczeństwa, pełnego kontrastów i konfliktów. Świat ludzi bogatych obojętnych wobec krzywdy społecznej, świat klas pracujących pełen nędzy i cierpienia, a co za tym idzie, zwyrodnienia i demoralizacji;

    powieść prezentująca różnorodne problemy filozoficzne (koncepcja człowieka otwartego na wielość uzupełniających się kierunków humanizmu europejskiego. Odrzucenie poglądów Schopenchauera, polemika z nitzschenizmem, obawa przed rewolucją)

    poglądy Schopenchauera (istota ludzkiej egzystencji bezrozumny popęd niemożliwy do zaspokojenia, poczucie bezsensu życia, kontemplacja sztuki jako jedynej wartości stałej: tęsknoty doktora Tomasza; motyw Wenus z Milo);

    poglądy Nietzschego (kult życia, siły i tężyzny biologicznej, nowa moralność nadludzi: Judym o Karbowskim; Korzecki - człowiek jedyną miara dobra i zła);

    poglądy Marksa (stosunki gospodarcze czynnikiem regulującym wszystkie procesy życia społecznego, konflikt między klasą pracującą a właścicielami środków produkcji, konieczność społecznego przewrotu);

    motywy sokratejskie i platońskie (postać Korzeckiego; pojęcie dajmoniona; prawo do samobójstwa);

    motywy ewangeliczne (dyskusja u Kalinowicza: nakaz miłości bliźniego i apostołowania)

    Kompozycja

    "Ludzie bezdomni" stanowi przykład realistycznej powieści młodopolskiej łącząc elementy typowe dla różnych prądów literackich :

    Realizm

    konkretność miejsca i czasu akcji,

    wierność przedstawienia szczegółów życia i jego tła,

    koncepcja człowieka jako istoty społecznej (program życiowy Judyma: praca organiczna i praca u podstaw),

    krytyczna prezentacja stosunków społecznych

    Impresjonizm

    opisy przyrody (zbudowane z barwnych plam, eksponują grę powietrza i światła, są zapisem ulotnego wrażenia),

    psychika głównych bohaterów (ukazana nie jako wyraźnie określona, zamknięta struktura, ale jako ciąg nastrojów, wrażeń i sprzecznych nieraz stanów nie tworzących logicznej całości),

    kompozycja utworu (zbudowany z pojedyńczych punktów czasowych i odrębnych scen nie tworzących łańcucha przyczynowo-skutkowego)

    Naturalizm

    opisy dzielnic nędzy w Warszawie i Sosnowcu (drobiazgowość i podkreślanie brzydoty; eksponowanie biologicznego widzenia świata)

    Ekspresjonizm

    łączenie patosu, ekstatyczności i deformacji,

    gwałtowne kontrasty,

    skłonność do karykatury

    Symbolizm

    opis Wenus z Milo (t.1 rozdz.1) - rzeźba podziwiana w paryskim muzeum; symbol radości i urody życia

    "Rybak" (t.1 rozdz.1) - obraz Puvis de Chavannes'a ukazujący krzywdę społeczną,

    kwiat tuberozy (t.1 rozdz.8) - postawa i życie Karbowskiego; symbol bezużytecznego piękna,

    motyw krzyku pawia (t.II rozdz. 11) - powtarzający się dwukrotnie wrzask ptaka przeraża Judyma świadomego swej bezradności w obliczu nieubłaganej śmierci zabierającej dzielną kobietę (Oleś Daszewski już niebawem podzieli los "bezdomnych"),

    zakończenie utworu i jego tytuł - "rozdarta sosna" to symbol losów Judyma i Joasi, ich rozterek i cierpień.

  • userphoto
    Granica - Zofia Nałkowska Powieść "Granica", wydana w roku 1935, jest najwybitniejszym dziełem Zofii Nałkowskiej. Pisarka wypracowała już wówczas własny styl pisarski: kunsztowną analizę psychologiczną, rekonstruując mechanizm zachowań, uczuć i odruchów jednostki uwikłanej w procesy społeczne. Głównym bohaterem powieści jest Zenon Ziembiewicz, którego losy śledzimy od wczesnej młodości aż do końcowej katastrofy. Bohater pochodzi ze zubożałej szlacheckiej rodziny, jego ojciec Walerian jest zarządcą dóbr hrabiów Tczewskich w Boleborzy. Znamienne jest to, że Walerian często i chętnie romansuje z młodymi dziewczętami, najczęściej służącymi, co spotyka się z całkowitą tolerancją żony oraz ostrą dezaprobatą syna Zenona. W czasie pobytu w gimnazjum Zenon poznaje pannę Elżbietę Biecką, którą matka - "światowa dama" - pozostawiła na wychowanie ciotce, Cecylii Kolichowskiej, właścicielce kamienicy przy ulicy Staszica. Zenon kocha się w Elżbiecie, ucząc ją matematyki, ale ona wówczas jeszcze nie odwzajemnia jego uczuć, będąc zainteresowana przystojnym rotmistrzem Awaczewiczem. Po ukończeniu gimnazjum Zenon studiuje w Paryżu nauki ekonomiczne, ale rodzice w pewnym momencie odmawiają dalszego finansowania jego nauki. Wtedy to starosta Czechliński udziela mu "stypendium" w zamian za pisanie artykułów do miejscowej "Niwy". Można powiedzieć, że w ten sposób Ziembiewicz sprzedaje się rządzącemu obozowi. W czasie wakacyjnego pobytu w Boleborzy młody Zenon poznaje młodziutką Justynę Bogutównę, córkę kucharki. Po ukończeniu studiów Zenon podejmuje pracę redaktora w "Niwie", nawiązuje też romans z Justyną, którą spotyka na ulicy w mieście. Dziewczyna jest załamana po śmierci matki, toteż Zenon chce ją jakoś pocieszyć, a więc zaprasza Justynę do hotelowego pokoju, gdzie spotykają się później wielokrotnie. To jednak nie przeszkadza Zenonowi oświadczyć się Elżbiecie, a wyznając jej miłość bohater starannie przemilcza swą znajomość z Justyną. Elżbieta dowiedziawszy się o tym próbuje nawet zerwać zaręczyny, wyjeżdżając do Warszawy do matki, w końcu jednak pozwala się przeprosić. Tymczasem Zenon szybko robi karierę polityczną, zostaje prezydentem miasta. Mógłby też cieszyć się mięością swej żony i małym synkiem, gdyby nie Justyna, która staje się dla Ziembiewicza "sekretnym" ciężarem. Zmuszona okolicznościami do przerwania ciąży, popada w apatię, wciąż prosi o znalezienie jej miejsca pracy, które wkrótce opuszcza z powodu stopniowo rozwijającej się choroby psychicznej. Mimo, że Zenon i nawet Elżbieta starają się pomóc Justynie stan jej się pogarsza. Jednocześnie świetna kariera polityczna Zenona ulega zachwianiu. Swą wysoką pozycję Zenon osiągnął na drodze moralnych kompromisów, wyrzekając się węasnych ideaęów. Teraz nie potrafi się wywiązać z pewnych obietnic danych robotnikom, na dodatek zostaje oskarżony o to, że wydał rozkaz strzelania do manifestujących tłumów. Tak więc klęska w życiu publicznym zbiega się z katastrofą w życiu osobistym. Justyna wtargnąwszy do gabinetu prezydenta oblewa jego twarz kwasem. Oślepiony Zenon popełnia samobójstwo. Tak więc fabuła utworu jest banalna, ale głównym zamierzeniem autorki jest ukazanie rozbieżności stanowisk i różnorodności widzenia tych samych wydarzeń i problemów przez różnych ludzi, czyli po prostu względności ocen. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia różnych postaci, które relacjonują to samo wydarzenie, stąd wiele sprzecznych opinii i stanowisk. W rezultacie autorka dochodzi do wniosku, wypowiedzianego słowami głównego bohatera Zenona Ziembiewicza, że "jest się takim jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my, jest się takim, jak miejsce, w którym się jest". Jednoznaczna też wydaje się interpretacja tytułu powieści. Zdaniem autorki Zenon Ziembiewicz w swym postępowaniu przekroczył granicę odpowiedzialności moralnej za swe własne czyny, postępował tak, jakby nie dostrzegał tych granic. Znamienne pod tym względem są słowa Elżbiety wypowiedziane do męża w jednym z końcowych fragmentów powieści: "Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć! Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą". Zdaniem autorki w wirze wydarzeń i zmian zachodzących we współczesnym świecie przemianom ulegają też granice między dobrem i złem. Jest jednak stałe kryterium moralne - postępujemy nieetycznie wówczas, gdy poprzez swe postępowanie krzywdzimy drugiego człowieka. Dzieje Zenona Ziembiewicza zostały ukazane na tle konkretnych warunków społecznych. Bogate ziemiaństwo reprezentuje rodzina Tczewskich, przedstawicielką drobnomieszczaństwa jest Cecylia Kolichowska, właścicielka kamienicy, w której ludzie "zdecydowali się żyć na sobie warstwami". Elżbieta Biecka mówi do Zenona: "Pan wie, że tu połowa piwnic zamieniona jest na mieszkania i tam, pod nami, mieszka więcej ludzi niż na wszystkich piętrach poza tym". Wśród tych mieszkańców piwnicy najbardziej tragiczne są losy Joasi Gołąbskiej, która zajmuje jedno ciasne, piwniczne pomieszczenie. Opuszczona przez męża przeżywa kolejno śmierć czwórki swoich dzieci oraz chorej na raka matki. Przez pewien czas mieszka tu także brat Joasi, Franek Borbocki "zredukowany" w fabryce Hettnera, a nawet przejściowo Justyna Bogutówna. Środowisko proletariackie reprezentuje także inny mieszkaniec kamienicy pani Kolichowskiej Marian Chąśba, chłopiec uzdolniony, samodzielnie przygotowujący się do matury. On również został zwolniony z fabryki za swe przekonania polityczne, z tych samych przyczyn nie mógł zamieszczać swych artykułów w "Niwie". "Proces" - Franc Kafka Józef K. Jest głównym bohaterem "Procesu" F. Kafki. Ma on 30 lat. Pracuje w banku na stosunkowo wysokim stanowisku prokurenta, czyli pełnomocnika swojej firmy, upoważnionego do działania w jej imieniu. Cieszy się uznaniem przełożonych. Większość dnia spędza w banku, niekiedy do 9.00 wieczorem. Jest to człowiek inteligentny, ambitny i prawdopodobnie przystojny, gdyż podoba się kobietą. Nie ma żony, ani dzieci, ma natomiast kochankę, którą regularnie odwiedza. Jednak pewnego dnia , niczego się nie spodziewając, zostaje postawiony w stan oskarżenia i aresztowany. Najpierw przekonany jest o swojej niewinności, z czasem, zaczyna coraz bardziej wierzyć w swoja "winę", współpracować z "sądem", wreszcie bez oporu przyjmuje tajny wyrok i okrutną egzekucję. Jakby w końcu utożsamił się z niezrozumiałym dla niego mechanizmem i poddał się wszechobejmującej, abstrakcyjnej zasadzie, od której nie ma ucieczki i której nie można ominąć. Poglądy na świat zawarte w utworze miały zdecydowanie charakter katastroficzny. Pisarz ukazywał w swoich dziełach beznadziejne zmaganie się samotnego człowieka z groźnymi siłami zbiurokratyzowanego świata. Świat ten zagraża ludzkiemu istnieniu , człowiek czuje się w nim coraz bardziej wyobcowany. Nieprzypadkowo bohater "Procesu" Józef K. Nie ma nawet nazwiska, jest tyko liczbą, jednym z wielu, symbolem w aktach sprawy. Jego życie wewnętrzne jest dotkliwie zredukowane. Jest on jakby niepełnym człowiekiem, zredukowanym do najprostszych odruchów. W "Procesie" świat pozbawiony jest sensu, nie znajdujemy dla niego żadnej racji, uzasadnienia, usprawiedliwienia. Również życie Józefa K. od momentu oskarżenia i aresztowania jest pozbawione logiki. Wizja Kafki jest zaprzeczeniem "czasów pogardy", kiedy człowiek został zdegradowany do poziomu zwierzęcia. Losy Józefa K. są groźną przestrogą dla każdego. Przestrogą przed światem, w którym jednostka jest całkowicie podległa urzędnikom i prawnikom reprezentującym wszechpotężną machinę totalitarnej władzy. Szewcy - Stanisław Ignacy Witkiewicz Ostatni z dramatów Witkiewicza zatytułowany "Szewcy" uznawany jest za arcydzieło. Autor ukazał w nim głównych aktorów i główne mechanizmy procesów dziejowych. Obserwujemy więc kolejne przewroty społeczne, które prowadzą społeczeństwo nieuchronnie do "bydlęcej mechanizacji" i "łatwego szczęścia". W centrum akcji umieszczeni są tytułowi szewcy, którzy klasowo, kulturalnie i towarzysko znajdują się w sferze "pomiędzy". Chcieliby być przedstawicielami całego ludu pracującego, ale nie są w stanie zrozumieć i w gruncie rzeczy pogardzają proletariatem fabrycznym jak i chłopskim. Utrzymują się z pracy własnych rąk, ale ta praca dopuszcza jeszcze minimum indywidualizmu i pomysłowości. Szewcy "liznęli" trochę wykształcenia, dlatego ich rozmowy są mieszaniną zwykłego prostactwa rewolucyjnej frazeologii z kiepską imitacją podsłuchanych dialogów wyższych sfer. Nie są w stanie uwolnić się od mieszczańskich idei i wzorów życiowych, które jednak potępiano. W dramacie obserwujemy rewolucyjne dążenia szewców, by zniszczyć arystokracje i objąć władzę. Dlatego warsztat szewski, staje się niejako obserwatorium, z którego widać świat. U Witkiewicza jest to teatr świata. W akcie I mamy do czynienia z rządami burżuazyjno - demokratycznymi zagrożonymi przez faszyzm z jednej strony, a z drugiej strony przez socjalizm. Finał dramatu przynosi wniosek, że obie rewolucje poniosły klęskę. Na scenę wkraczają panowie ubrani w "angielskie garnitury", którzy cichymi, pozbawionymi emocji głosami wydają polecenia, wprowadzając reguły nowego zmechanizowanego porządku. Tak powstają podwaliny warszawskiego społeczeństwa. "Przedwiośnie" - Stefan Żeromski "Przedwiośnie" (1925 r.) jest ostatnią, rozrachunkową powieścią Stefana Żeromskiego, wyrażającą bolesne rozczarowanie świeżo odzyskaną niepodległością. Wprawdzie Polska zdołała ustalić granice państwa, ustabilizować swoją pozycję międzynarodową i rozpoczęła wewnętrzne scalanie w jedno państwo i ujednolicanie prawa, to jednak borykała się z wieloma trudnościami wewnętrznymi, zwłaszcza natury politycznej. W pierwszym sejmie ustawodawczym powołanym w 1919 r. istniało aż 18 klubów parlamentarnych reprezentujących różne partie i żaden z nich nie był w stanie zdobyć większości. Rządy opierały się więc na chwiejnych koalicjach. Szczególnie drastycznym przejawem chaosu politycznego było zabójstwo prezydenta Narutowicza w 1922 r. Pogarszała się sytuacja ekonomiczna, szalała inflacja i wzrastało bezrobocie. Reakcją były gwałtowne protesty społeczne przybierające formy strajków i demonstracji, które rząd starał się tłumić siłą. Wśród mniejszości narodowych na kresach zaczęły się ujawniać tendencje separatystyczne. Stefan Żeromski, zaniepokojony rozwojem wydarzeń w kraju, prowadził różnorodną działalność publicystyczną: jeździł ze spotkaniami autorskimi po kręgach plebiscytowych na Warmii i Mazurach, w czasie wojny z bolszewikami był korespondentem wojennym, organizował krajowy odział Pen-Clubu, w swych tekstach publicystycznych angażował się w tworzenie związków zawodowych robotników i inteligencji. "Przedwiośnie" ukończył we wrześniu 1924 r., a kiedy ukazało się drukiem - wywołało żywą dyskusję. Niesłusznie zarzucano autorowi znieważanie jedności narodowej i podżegnywanie do rewolucji. Odpowiedział artykułem w którym jednoznacznie oświadczył: "... nigdy nie byłem zwolennikiem rewolucji, czyli mordowania ludzi przez ludzi z racji rzeczy, dóbr i pieniędzy - we wszystkich swoich pismach, a w "Przedwiośniu" najdobitniej potępiam rzezie i kaźnie bolszewickie. Nikogo nie wzywałem na drogę komunizmu, lecz za pomocą tego utworu literackiego usiłowałem, o ile jest to możliwe, zabiec drogę komunizmowi, ostrzec, przerazić, odstraszyć". Tytuł Tytuł powieści ma aż trzy znaczenia: jedno dosłowne -- określenie pory roku, kiedy Cezary wkracza na polską ziemię ("Był pierwszy dzień przedwiośnia..."), a także, gdy widzimy go po raz ostatni, biorącego udział w manifestacji robotniczej dwa metaforyczne -- jest to nazwa etapu wstępnego w budowaniu niepodległej Polski ("To dopiero przedwiośnie nasze" - deklaruje Gajowiec); -- okres w życiu jednostki poprzedzający dojrzałość i charakteryzujący się wybuchem nieposkromionych sił witalnych pchających ku miłości (miłosne zbliżenie kochanków to "najistotniejszy, najzdrowszy, najtęższy obraz przedwiośnia" - stwierdza sam autor w przypisie do sceny miłosnej). Konstrukcja i fabuła powieści Zasadą budowy "Przedwiośnia" jest kontrast (Polska "szklanych domów" - Polska prawdziwa, Nawłoć - Chłodek, Gajowiec - Lutek). Oś kompozycyjną utworu stanowi biografia głównego bohatera. Jej kolejne etapy zostały przedstawione w trzech częściach powieści. Utwór rozpoczyna zwięzły "Rodowód", stanowiący jak gdyby konspekt powieści. Cezary Baryka, główna postać powieści, to syn pochodzącej z Siedlec Jadwigi z Dąbrowskich i Seweryna Baryki, wnuka powstańca z 1831 r. Pnąc się po szczeblach urzędniczej kariery w rosyjskim imperium trafił do Baku i tam w 1900 r. przyszedł na świat Cezary. Jego dzieciństwo upłynęło w cieplarnianej atmosferze zamożnego domu, pod opieką rodziców dbających o staranne wychowanie jedynaka. Część pierwsza zat. "Szklane domy" obejmuje kilkadziesiąt lat życia bohatera od wybuchu I wojny światowej po rok 1918, w którym Seweryn Baryka powraca do Polski. Zaprezentowana tu została genealogia społeczna i ideowa bohatera, a także obraz komunistycznej rewolucji (totalnej i apokaliptycznej, skierowanej przeciwko wszystkim wartościom dotychczasowego świata, wywołującej wszechogarniający chaos). Ta część przypomina powieść edukacyjną, traktującą o dorastaniu pokazanym na tle gwałtownych przemian dziejowych. Opowiedziana została stylem gawędziarskim przez wszechwiedzącego narratora, stosującego niekiedy zatrzymanie toku opowiadania i zbliżenie wybranej sceny. Seweryn Baryka zostaje powołany do wojska; dorastający Cezary wymyka się spod wpływu matki, przestaje chodzić do szkoły, staje się bywalcem wieców, coraz bardziej zafascynowanym głoszonymi na nich ideami rewolucyjnymi; nowe władze rekwirują mieszkanie, a matka wyprzedaje się, by wyżywić rodzinę, pani Jadwiga, za pomoc udzieloną uciekającej z Rosji arystokratce, zostaje aresztowana i skierowana do ciężkich prac publicznych. Wkrótce umiera z wycieńczenia; wiosną 1918 r. Cezary jest świadkiem krwawych walk między Ormianami i Tatarami; jesienią władze tureckie zmuszają Barykę do pracy przy grzebaniu trupów. Tu odnajduje go ojciec (walczył w polskich legionach); zimą Barykowie z fałszywymi paszportami wyruszają do Polski (ojciec opowiada synowi o rodzącej się w wyzwolonej ojczyźnie nowej cywilizacji). W drodze pan Seweryn umiera, a Cezary patrząc na nędzę przygranicznej mieściny, pyta: "Gdzież są twoje szklane domy?...". Część druga, "Nawłoć" to autonomiczna nowela, która mogłaby ukazać się osobno. Opisuje półtora roku z życia Baryki i skupia się zwłaszcza na kilku miesiącach spędzonych przez niego na wsi, a ukazanych z epickim bogactwem szczegółów. Jest to wizja wyzwolonej Polski prowincjonalnej, której miniaturę stanowi "państwo nawłockie". Cezary, zgodnie z wolą ojca, dociera do Warszawy, do Szymona Gajowca (dawnego znajomego matki, teraz urzędnika w Ministerstwie Skarbu), który znajduje mu posadę w biurze; młodzieniec rozpoczyna studia medyczne, ale wybucha wojna z bolszewikami i wstępuje do wojska; zaprzyjaźnia się z Hipolitem Wielosławskim (ratuje mu życie) i jesienią, po demobilizacji, przyjmuje jego zaproszenie do rodowego majątku, Nawłoci; flirtuje z Karoliną Szarłatowiczówną, cioteczną siostrą Hipolita (utraciwszy posiadłość na Ukrainie, zagarniętą przez bolszewików, zarabia zajmując się drobiem), czym wzbudza zazdrość Wandy Okszyńskiej (krewnej pana Turzyńskiego, rządcy majątku). Doprowadza to do tragedii: Karolina umiera otruta przez nią. prawdziwe uczucie wiąże go jednak z piękną wdową Laurą Kościeniecką, narzeczoną nuworysza Barwickiego. Właścicielka Leńca ukrywa romans, gdyż zależy jej na majątku narzeczonego. po skandalicznej bójce z Barwickim Cezary zaszywa się w Chłodku, "folwarczku" Wielosławskich. Tu poznaje beznadziejną egzystencję chłopów, a na wieść o małżeństwie Laury, powraca do Warszawy. Część trzecia, "Wiatr od wschodu", ma zupełnie inny charakter. Podstawową formą podawczą jest tu dialog między przedstawicielami dwóch ugrupowań toczony za pośrednictwem bohatera. Autor wprowadził tu formy zbliżone do gatunków publicystycznych: reportażu i sprawozdania prasowego. Życie i sprawy bohatera znajdują się na dalszym planie, on sam schodzi na pozycje obserwatora i dopiero zakończenie stawia Cezarego Barykę w centrum zdarzeń. Cezary wznawia studia medyczne, zamieszkuje u kolegi, Buławnika, wynajmującego pokój w nędznej dzielnicy żydowskiej; Gajowiec zatrudnia go przy opracowywaniu materiałów do swojej książki analizującej ekonomiczną, społeczną i polityczną sytuację odradzającego się państwa (przyświecają mu idee dziewiętnastowiecznych pozytywistów, społeczników, socjalistów, twórców idei spółdzielczości); komunizujący student prawa, Antoni Lulek zabiera Cezarego na "konferencję organizacyjno-informacyjną" członków swojej partii, gdzie bohater poznaje gorzką i wstrząsającą prawdę o sposobach traktowania więźniów politycznych; będąc pod wrażeniem poznanych faktów polemizuje z Gajowcem, zwolennikiem stopniowych reform; na początku marca spotyka się z Laurą w Ogrodzie Saskim, gdzie następuje ostateczne zerwanie kochanków; pierwszego dnia przedwiośnia wielka manifestacja robotnicza zorganizowana przez komunistów idzie w kierunku Belwederu, kiedy jednak na jej drodze staje oddział piechoty, "Baryka wyszedł z szeregów robotników i parł oddzielnie na ten szary mur żołnierzy" na czele zabiedzonego tłumu. "Przedwiośnie" dyskusją ideową W powieści nie ma postaci, która reprezentowałaby niepodważalną rację. Główny bohater jest młodzieńcem poszukującym dla siebie idei i swojego miejsca w odrodzonej Polsce. Obcy w kraju, wyraźniej widzi jego sytuację i silniej przeżywa rozbieżność między idealnym wyobrażeniem o wolnej ojczyźnie (utopijna wizja szklanych domów) a realnością. Gdy dyskutuje z komunistami, przywołuje argumenty Gajowca (stopniowe, a zatem powolne reformy, których podstawą powinna być stabilizacja pieniądza, upowszechnienie oświaty, sprawna dobrze zorganizowana policja państwowa ), rozmawiając zaś z Gajowcem - przeciwstawia się jego poglądom powtarzając to, co usłyszał na zebraniu komunistów (a zatem proponuje rewolucję, a co za tym idzie utopienie kraju w krwi i zagrożenie jego bytu państwowego). Miota się między różnymi ideami, nie utożsamiając się z żadną z nich. Żeromski nie broni więc żadnej z koncepcji, ostrzega natomiast przed konsekwencjami, jakie grożą Polsce, jeśli nie znajdzie ona idei konkurencyjnej wobec komunizmu. Opowidania - Tadeusz Borowski Tadeusz Borowski należy do najwybitniejszych odtwórców czasów okupacji hitlerowskiej. Rzeczywistość przedstawionych przez niego obrazów faszyzmu jest wiarygodna, gdyż pisarz sam przeżył i osobiście "skosztował" goryczy obozów koncentracyjnych. W opowiadaniach: "U nas w Auschwitz ...", "Proszę państwa do gazu", wprowadza nas w świat zagłady, w którym przetrwa tylko ten, który ulegnie prawom odwróconego dekalogu, a więc ten kto kradnie, zabija, kłamie pozbawia godności innych w imię własnego dobra. Walka o przetrwanie w warunkach ekstremalnych jest u Borowskiego równoznaczna z kryzysem wszelkich wartości moralnych. Dla człowieka traktowanego jak zwierzę, dobro i zło stają się pojęciami jednoznacznymi. Nawet tym, którzy przetrwali trudno jest wrócić do normalnego życia. Wyzwolenie z rąk okupanta w odczuciu narratora opowiadań Borowskiego, nie oznacza końca zmagań o egzystencję. Przed Tadkiem w dniu wyzwolenia staje inny obóz, gdzie przejściowo amerykańscy wybawiciele przetrzymują ludzi. Ale jest to obóz tylko pozornie inny, bo jak przekonujemy się w opowiadaniu "Bitwa pod Grunwaldem", tak naprawdę zmienili się tylko strażnicy, na miejscu Niemców pojawili się Amerykanie. Faktem jest, że nie ma już przed oczami ofiar wojny okrutnych kominów, z których ludzie poczuliby się ludźmi. Upadłe wartości nie zostaną przecież odzyskane wśród brudu, głodu i smrodu, gdzie rocznic bitwy pod Grunwaldem, daje jedynie w oczach mieszkańców obozu możliwości obserwowania ładnych dziewcząt i szansę na lepszy obiad. Czy to nie świadczy o zupełnym wyniszczeniu ducha wewnętrznego, o zabiciu własnej wrażliwości? Człowiek jest wtedy zdolny utopić własnego brata w łyżce wody, wywołać rewolucję, z powodu nienasyconego głodu. Obozem kierują: zawiść, egoizm, prywata. I nagle pojawia się postać Żydówki, która żyje w swoim wewnętrznym świecie. Dzięki akceptacji tego świata przetrwała obozy, gdzie nie dawno nie miała szans przeżycia. To ona w życie ofiar faszyzmu wprowadziła iskierkę poczucia własnej wartości. Ona również wzbudza w Tadku uczucie miłości, które nie jest na pewno jednoznaczne z pojęciem nienawiści. Nadaje sens wszystkiemu, nie boi się niczego i nikogo. Pogodziła się z myślą, że będąc człowiekiem wolnym nie ma do czego wrócić. Polska, której chciała być obywatelem odtrąciła ją, a ponieważ nie czuje się Żydówką, szuka drogi na Zachód, do Belgii, gdzie ma nadzieje zacząć wszystko od początku. Natomiast Tadeusz w "Bitwie pod Grunwaldem" należy do tej większości, który żyje po to, aby przetrwać z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Sprawę sprzeczności w widzeniu przeszłości młodych ludzi rozstrzyga śmierć Żydówki. W tej sytuacji nasuwa się pytanie, czy po to przetrwała okres zagłady Żydów, aby umrzeć tak tragicznie, a zarazem tak bezsensownie. Nie należy jednak interpretować pochopnie śmierci Niny. Lecz tak naprawdę była o wiele wartościową osobą, niż drwiący z niej Profesor. Nina nie należała do obozu ludzi upadłych moralnie, była bardzo blisko Arkadii. Tadek natomiast zdał sobie sprawę, że życie ludzkie nadal jest lekceważone. Z ubolewaniem stwierdza, że "Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy, teraz strzeliliście wy, co za różnica". Rzeczywistość w opowiadaniach Borowskiego jest wielką paranoją, pomieszaniem i rozdźwiękiem między ludźmi w ich spojrzeniach na świat. Lecz to właśnie wojna dokonała takich spustoszeń w psychice ludzi, podważyła prawo do egzystencji i wartości duchowej. Borowski zwraca jednocześnie uwagę, że nie można zwyczajnie uciec od przeszłości. Czy można poddać się hierarchii, która nie stara się zrozumieć istoty ludobójstwa, czy faszyzmu? Należałoby raczej zwrócić ludziom ich prawdziwe oblicze, "ściągnąć maski" bólu. Wtedy i Grunwald odzyska swą historyczną wartość, przestanie tylko towarzyszyć bitwie o puste wartości, którą toczą ludzie głęboko dotknięci i doświadczeni prawdą o obozach zagłady. "Inny świat" - G. Herling - Grudziński Gustaw Herling - Grudziński pisze o takich przeżyciach i doświadczeniach, które jednych zamykają w milczeniu, innym odbierają głos, gdyż dają odczuć nędze mowy, niewystarczalność języka, jego przymierze z banalnością opowiadania. Ekstremalne doświadczenia natury ludzkiej poraziły więźnia - pisarza, któremu objawiła się marność literatury wcześniej wypróbowanej, dobrze ułożonej i wystylizowanej. Dlatego dotykając dna ludzkiego cierpienia, stara się zachować dystans , fakty opisać w sposób prosty, trzeźwy i kryształowo czysty. Służy temu kontrolowanie napięcia emocyjnego i trzymanie go na uwięzi. Z dystansem i należną powagą pisze Grudziński o "prawach" życia obozowego, takich jak obojętność na cierpienia i chorobę drugiego, brak reakcji na nieludzkie wydarzenia rozgrywające się na oczach więźniów. Nikt nie idzie obronić gwałcona kobiet, nikt z widzących nie podaje ręki chorym na "kurzą ślepotę". W sposób chłodny autor pisze o tym, że w obozie nie wolno marzyć o zwolnieniu, bowiem zwykle w ostatniej chwili wyrok zostawał przedłużony i wszystko kończyło się rozczarowaniem. Pomimo, że więźniowie popełniali samobójstwa, umierali z głodu, zamarzali podczas wyrębu lasów, wszystko toczyło się po dawnemu. Sami dokonywali naturalnej selekcji podczas wyłaniania ekip, odpadali starsi i słabi, wyrzucani do trupiarni. Fascynacja wypracowaną normą była nakazem instynktu życia niewolników, a gorliwymi stróżami normy byli sami więźniowie. Powodowało to zanik poczucia solidarności między więźniami, w wyniki tego silniejszych dopuszczano do tzw. "trzeciego kotła", gdzie dawano 700 gramów chleba, a nie 500, czy 400 jak w dwóch pozostałych kotłach. Jednak praca w lesie, dzięki którym dostawało się te posiłki, była bardzo ciężka, gdyż trzeba było pracować 11- 12 godzin w śniegu po pas. Praca, która zamordowała niejednego, była narzędziem tortur. Cały system pracy przymusowej, łącznie ze śledztwem, pobytem w więzieniu i życiem w obozie, nie było nastawione na ukaranie przestępcy, tylko na wyeksploatowanie jego fizyczne, gospodarcze i całkowite przeobrażenie. Tortury w czasie przesłuchań, nie było stosowane jako zasada, ale jako środek pomocniczy. Tak naprawdę nie chodziło o wymuszenie na oskarżonym podpisu pod zmyślonym i fikcyjnym aktem oskarżenia, ile o kompletną dezintegracje jego osobowości. Człowiek budzony w mocy miesiącami i latami, pozbawiony w czasie śledztwa prawa załatwienia elementarnych potrzeb fizjologicznych, oślepiany skierowaną prosto w oczy żarówką, kłuty podstępnymi pytaniami, gotów był podpisać wszystko. Na mękę psychiczną poza tęsknotą i poczuciem utraty wolności, wpływały jeszcze komplikujące się stosunki rodzinne między więźniem obozu, a pozostającymi na wolności. Rodziny poddawane naciskom nie potrafiły wytrzymać: żony prosiły o zgodę na rozwód, synowie wyrzekali się ojca albo matki, a krewni wycofywali prośby o widzenie w łagrze. Żony w czasie widzenia ledwie poznawały swoich mężów, mimo iż na tą okazje więźniowie otrzymywali czystą bieliznę i nowe ubranie. To przebranie na dwa, trzy dni odwiedzin przypominało masakrę. Łagrownicy - to ludzie zapomniani i jakby martwi. To ludzie upodleni przez przemoc, a nieludzkie warunki odsłoniły mroczne strony ich życia. "Kartoteka" - Tadeusz Różewicz Dramat "Kartoteka" rozbija tradycyjna strukturę na luźne nie łączące się ze sobą sceny, które teatr musi jakoś wygrać i uspokoić. Różewicz tak wspomina premierę "Kartoteki": "(...) z początku aktorzy i krytycy w większości odrzucali przecież ten typ teatru. Premiera "Kartoteki" była trudną sprawą, aktorzy nie chcieli tego grać. A niektórzy krytycy potem oceniali, że to nie jest sztuka teatralna. Ale publiczność przyszła." "Kartoteka" to studium o człowieku zagubionym, nie umiejącym się odnaleźć w powojennej rzeczywistości, nie potrafiącym zaakceptować otaczającego go świata. Bohater leży w łóżku w pokoju, przez który przechodzą różni ludzie, którzy są powiązani z jego przeszłością. Każdy coś o nim wie, każdy uzupełnia wiedze czytelnika o bohaterze, choć tak naprawdę do końca utworu zostaje on dla nas anonimowy. Niczym przy przeglądaniu czyjeś kartoteki poznajemy kolejne wycinki życiorysu bohatera. Aby jego życiorys nabrał określonego sensu trzeba poprzez wyobraźnię nadać chaotycznym wyrwanym strzępom biografii jakąś interpretację, związać w całość. Tytuł dramatu sugeruje więc, że lektura utworu przypomina wertowanie czyjeś kartoteki, kiedy to poznajemy kolejne fragmenty z życia bohatera. Główny bohater "Kartoteki" jest "Kolumbem". Nie znamy ani jego imienia, ani nazwiska, a raczej nie możemy go określić. Bohater bowiem ma ich bardzo dużo, w utworze nazywany jest: Wiktorem, Wacławem, Stasiem, Władkiem, Piotrem, Dzidkiem, Wackiem, Jurkiem, Zbychem, Jankiem i Tadkiem. Generalnie mówi się o nim po prostu "Bohater". Nie znamy również jego wieku. Raz ma lat siedem, innym razem czterdzieści, jeszcze kiedy indziej - 38. Z własnoręcznie napisanego przez Bohatera życiorysu wynika, że urodził się w 1920 roku. Nic pewnego nie wiadomo o jego zawodzie. Poznajemy kolejne wycinki z życiorysu Bohatera, ale nie poznajemy jego samego. Bohater jest bierny, nie reaguje na zachęty Chóru Starców, nie działają na niego słowa odwiedzających go ludzi. Cały czas tylko leży w łóżku i obserwuje ludzi przechodzących przez pokój. Dramat Różewicza jest również stadium o człowieku, który nie potrafi poskładać świata w sobie i siebie w świecie. Dezintegracja osobowości, brak celu w życiu, wszystko sprawia, że Bohater nie zdaje egzaminu z życia. "Medaliony" - Zofia Nałkowska Materiał do "Medalionów" Zofia Nałkowska zebrała w czasie prac w Głównej Komisji Badań Zbrodni Hitlerowskich w 1945 roku. Cykl Medaliony składa się w ośmiu opowidań: "Profesor Spanner" - opis niemieckiego instytutu naukowego produkującego miedzy innymi mydło ze szczątków ludzkich. "Dno" - w tym opowiadaniu ukazane są losy więzionych kobiet, transport więźniarek do obozu jenieckiego. "Kobieta cmentarna" - antysemicka postawa ludzi wobec Żydów. "Przy torze kolejowym" - okrucieństwo losów młodej Żydówki, z góry skazanej na śmierć. "Dwojra Zielona" - walka o przetrwanie, o życie, co wiąże się z ogromną odwagą i ryzykiem. "Wizja" - eksterminacja Żydów "Człowiek jest mocny" - wstrząsający dokument zbrodnii ludobójstwa dokonywanych na dzieciach i dorosłych (między innymi: komory gazowe). "Dorośli i dzieci w Oświęcimiu" Z rozmów przeprowadzonych przez pisarkę, z tomów protokołów i dokumentów, spisywanych rękami funkcjonariuszy zbrodni, stworzony został rodzaj testamentowego przesłania dla żywych. Każdy medalion odsłania tragedię jednostki i dramat powszechny, który ma autentyczne poświadczenie i symboliczną godność. Jest to zaledwie kilka stron o zwykłym dniu szalonego koszmaru, o mechanizmach mordowania człowieka i o zabijaniu jego nadziei, o przekraczaniu wszelkich norm, tego co ludzkie. W opowiadaniach ludzie zwierzają się i opowiadają o rzeczywistości ranionej faszyzmem. Nałkowska zaś nie próbuje oddać własnymi słowami przeżyć swych rozmówców. Motto cyklu opowiadań brzmi: "Ludzie ludziom zgotowali ten los" W zdaniu tym brzmi przerażenie, niepomierne zdumienie, które przecież nie wiedzie w rozpacz, w zatratę wiary ludzkim możliwością i moralnej naturze świata. Skłania do wystawienia świadectwa prawdzie. Prawdzie o zbrodni i mechanizmach faszyzmu, o twarzy człowieka - skazańca i o twarzy człowieka - kata. Ma w sobie moc do oceny moralnej, do refleksji nad istotą takich pojęć, jak "ludzkość", "człowieczeństwo", "humanizm" oraz nad istotą zatraty, dewaluacji tych pojęć. "Medaliony" spłacają ten nieustanny dług sztuki wobec życia, dowodząc prawdy pisarskiego zwierzenia: "tylko ludzie stanowią o rzeczywistości". Stanowią poświadczenie moralnych powinności literatury, ocalają głos człowieczy z apokalipsy zamordowanej ciszy. "Pamiętniki z powstania warszawskiego" - M. Białoszewski W tym utworze Białoszewski stara się zachować w maksymalnie największym stopniu formę język mówiony, podkreślając na wstępnie swej książki, że powstała ona pod naciskiem wewnętrznej potrzeby utrwalenia po latach wspomnień o wydarzeniach będących największym przeżyciem zarówno jego samego, jak jego otoczenia. Uderzająca u Białoszewskiego jest pamięć szczegółów, co jest zadziwiające u kogoś, kto spisuje swoje wspomnienia po 20 latach. Opisując budynki, ulice lub kościoły, nie omija nigdy umiejscowienia obiektu w stylu i epoce. Autor opisuje walkę narodu i przeżycia mieszkańców, nie od strony walczących w powstaniu, lecz okiem zwykłych ludzi, którzy nie biorą bezpośrednio udziału w walce. Pomagali sobie nawzajem i obserwowali jak ginie ich ukochane miasto. Autor opisuje walące się od pocisków wroga budynki, czasami zabytki kultury i architektury. Na szczególną uwagę zasługuje jeszcze stojąca katedra, w której zgromadzono liczne dzieła sztuki, a która wkrótce została zbombardowana. "Pamiętnik ..." jest potwierdzeniem teorii, że życie wykolejone z normalności nieustannie rodzi formy zastępcze, dzięki czemu ludzie oswajają się z niezwykłością, wytwarzają chaotyczną i prowizoryczna codzienność. Książka ta jest bardzo staranną rekonstrukcją 63 dni powstania. Istotna częścią tej książki oprócz chronologii, jest realizm topograficzny. Białoszewski pokazuje bardzo starannie obraz umierającej Warszawy, która w tym czasie miała w sobie jakby trzy miasta: to na powierzchni, to pod ziemią i to w kanałach. Białoszewski ukazuje jak ludzi chorowali, umierali i opłakiwali zmarłych lub zabitych. Patrząc na powstanie oczami Białoszewskiego musimy pamiętać, że ludność cywilna była 20 - krotnie liczniejsza od powstańców. To właśnie cywile, byli nieustannie sterroryzowani przez zagrożenia, a z upływem czasu ich sytuacja pogarszała się. Mimo tego wszystkiego ludzie pragnęli być razem, modlili się, śpiewali pieśni religijne, odmawiali litania. Autor chciał napisać tą książkę, tak jakby to była wypowiedź ustna. Za pomocą prostych zdań, równoważników chce on przywrócić wojnie zwyczajność. W tekście znajdujemy też fragmenty rozpisane graficznie, co dopełnia, a czasami nawet interpretuje zdarzenia. "Zdążyć przed Panem Bogiem" - Hanna Krall Tytuł książki H. Krall ma wymowę symboliczną. Chodzi tu o pewną próbę przechytrzenia Boga, który odbiera ludziom życie. Marek Edelman poznał cenę śmierci w getcie i dlatego zna wartość życia. Jeżeli przeżył powstanie w getcie i wojnę i widział tysiące ludzi skazanych na pewną śmierć, po wojnie jako wybitny kardiochirurg robi wszystko co w jego mocy, aby oszukać Boga i dać pacjentowi nadzieję na dłuższe życie. "Pan Bóg chce już zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonic płomień, wykorzystując jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć chwilę dłużej, niż On by sobie życzył". "(...)On nie jest za bardzo sprawiedliwy. To jest również przyjemne, bo jeżeli się cos uda - to bądź co bądź jego wywiodło się w pole (...)". Wyścig z Panem Bogiem to uratowanie życia choćby jednej osobie. Przy 400 tysiącach zabitych wydaje się to śmiesznym. "Ale każde życie stanowi dla każdego całe sto procent, więc może ma to jakiś sens".

    Granica - Zofia Nałkowska

    Powieść "Granica", wydana w roku 1935, jest najwybitniejszym dziełem Zofii Nałkowskiej. Pisarka wypracowała już wówczas własny styl pisarski: kunsztowną analizę psychologiczną, rekonstruując mechanizm zachowań, uczuć i odruchów jednostki uwikłanej w procesy społeczne.
    Głównym bohaterem powieści jest Zenon Ziembiewicz, którego losy śledzimy od wczesnej młodości aż do końcowej katastrofy. Bohater pochodzi ze zubożałej szlacheckiej rodziny, jego ojciec Walerian jest zarządcą dóbr hrabiów Tczewskich w Boleborzy. Znamienne jest to, że Walerian często i chętnie romansuje z młodymi dziewczętami, najczęściej służącymi, co spotyka się z całkowitą tolerancją żony oraz ostrą dezaprobatą syna Zenona. W czasie pobytu w gimnazjum Zenon poznaje pannę Elżbietę Biecką, którą matka - "światowa dama" - pozostawiła na wychowanie ciotce, Cecylii Kolichowskiej, właścicielce kamienicy przy ulicy Staszica. Zenon kocha się w Elżbiecie, ucząc ją matematyki, ale ona wówczas jeszcze nie odwzajemnia jego uczuć, będąc zainteresowana przystojnym rotmistrzem Awaczewiczem. Po ukończeniu gimnazjum Zenon studiuje w Paryżu nauki ekonomiczne, ale rodzice w pewnym momencie odmawiają dalszego finansowania jego nauki. Wtedy to starosta Czechliński udziela mu "stypendium" w zamian za pisanie artykułów do miejscowej "Niwy". Można powiedzieć, że w ten sposób Ziembiewicz sprzedaje się rządzącemu obozowi.
    W czasie wakacyjnego pobytu w Boleborzy młody Zenon poznaje młodziutką Justynę Bogutównę, córkę kucharki. Po ukończeniu studiów Zenon podejmuje pracę redaktora w "Niwie", nawiązuje też romans z Justyną, którą spotyka na ulicy w mieście. Dziewczyna jest załamana po śmierci matki, toteż Zenon chce ją jakoś pocieszyć, a więc zaprasza Justynę do hotelowego pokoju, gdzie spotykają się później wielokrotnie. To jednak nie przeszkadza Zenonowi oświadczyć się Elżbiecie, a wyznając jej miłość bohater starannie przemilcza swą znajomość z Justyną. Elżbieta dowiedziawszy się o tym próbuje nawet zerwać zaręczyny, wyjeżdżając do Warszawy do matki, w końcu jednak pozwala się przeprosić.
    Tymczasem Zenon szybko robi karierę polityczną, zostaje prezydentem miasta. Mógłby też cieszyć się mięością swej żony i małym synkiem, gdyby nie Justyna, która staje się dla Ziembiewicza "sekretnym" ciężarem. Zmuszona okolicznościami do przerwania ciąży, popada w apatię, wciąż prosi o znalezienie jej miejsca pracy, które wkrótce opuszcza z powodu stopniowo rozwijającej się choroby psychicznej. Mimo, że Zenon i nawet Elżbieta starają się pomóc Justynie stan jej się pogarsza.
    Jednocześnie świetna kariera polityczna Zenona ulega zachwianiu. Swą wysoką pozycję Zenon osiągnął na drodze moralnych kompromisów, wyrzekając się węasnych ideaęów. Teraz nie potrafi się wywiązać z pewnych obietnic danych robotnikom, na dodatek zostaje oskarżony o to, że wydał rozkaz strzelania do manifestujących tłumów. Tak więc klęska w życiu publicznym zbiega się z katastrofą w życiu osobistym. Justyna wtargnąwszy do gabinetu prezydenta oblewa jego twarz kwasem. Oślepiony Zenon popełnia samobójstwo.
    Tak więc fabuła utworu jest banalna, ale głównym zamierzeniem autorki jest ukazanie rozbieżności stanowisk i różnorodności widzenia tych samych wydarzeń i problemów przez różnych ludzi, czyli po prostu względności ocen. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia różnych postaci, które relacjonują to samo wydarzenie, stąd wiele sprzecznych opinii i stanowisk. W rezultacie autorka dochodzi do wniosku, wypowiedzianego słowami głównego bohatera Zenona Ziembiewicza, że "jest się takim jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my, jest się takim, jak miejsce, w którym się jest".
    Jednoznaczna też wydaje się interpretacja tytułu powieści. Zdaniem autorki Zenon Ziembiewicz w swym postępowaniu przekroczył granicę odpowiedzialności moralnej za swe własne czyny, postępował tak, jakby nie dostrzegał tych granic. Znamienne pod tym względem są słowa Elżbiety wypowiedziane do męża w jednym z końcowych fragmentów powieści: "Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć! Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą". Zdaniem autorki w wirze wydarzeń i zmian zachodzących we współczesnym świecie przemianom ulegają też granice między dobrem i złem. Jest jednak stałe kryterium moralne - postępujemy nieetycznie wówczas, gdy poprzez swe postępowanie krzywdzimy drugiego człowieka.
    Dzieje Zenona Ziembiewicza zostały ukazane na tle konkretnych warunków społecznych. Bogate ziemiaństwo reprezentuje rodzina Tczewskich, przedstawicielką drobnomieszczaństwa jest Cecylia Kolichowska, właścicielka kamienicy, w której ludzie "zdecydowali się żyć na sobie warstwami". Elżbieta Biecka mówi do Zenona: "Pan wie, że tu połowa piwnic zamieniona jest na mieszkania i tam, pod nami, mieszka więcej ludzi niż na wszystkich piętrach poza tym". Wśród tych mieszkańców piwnicy najbardziej tragiczne są losy Joasi Gołąbskiej, która zajmuje jedno ciasne, piwniczne pomieszczenie. Opuszczona przez męża przeżywa kolejno śmierć czwórki swoich dzieci oraz chorej na raka matki. Przez pewien czas mieszka tu także brat Joasi, Franek Borbocki "zredukowany" w fabryce Hettnera, a nawet przejściowo Justyna Bogutówna. Środowisko proletariackie reprezentuje także inny mieszkaniec kamienicy pani Kolichowskiej Marian Chąśba, chłopiec uzdolniony, samodzielnie przygotowujący się do matury. On również został zwolniony z fabryki za swe przekonania polityczne, z tych samych przyczyn nie mógł zamieszczać swych artykułów w "Niwie".

    "Proces" - Franc Kafka

    Józef K. Jest głównym bohaterem "Procesu" F. Kafki. Ma on 30 lat. Pracuje w banku na stosunkowo wysokim stanowisku prokurenta, czyli pełnomocnika swojej firmy, upoważnionego do działania w jej imieniu. Cieszy się uznaniem przełożonych. Większość dnia spędza w banku, niekiedy do 9.00 wieczorem. Jest to człowiek inteligentny, ambitny i prawdopodobnie przystojny, gdyż podoba się kobietą. Nie ma żony, ani dzieci, ma natomiast kochankę, którą regularnie odwiedza.
    Jednak pewnego dnia , niczego się nie spodziewając, zostaje postawiony w stan oskarżenia i aresztowany. Najpierw przekonany jest o swojej niewinności, z czasem, zaczyna coraz bardziej wierzyć w swoja "winę", współpracować z "sądem", wreszcie bez oporu przyjmuje tajny wyrok i okrutną egzekucję. Jakby w końcu utożsamił się z niezrozumiałym dla niego mechanizmem i poddał się wszechobejmującej, abstrakcyjnej zasadzie, od której nie ma ucieczki i której nie można ominąć.
    Poglądy na świat zawarte w utworze miały zdecydowanie charakter katastroficzny. Pisarz ukazywał w swoich dziełach beznadziejne zmaganie się samotnego człowieka z groźnymi siłami zbiurokratyzowanego świata. Świat ten zagraża ludzkiemu istnieniu , człowiek czuje się w nim coraz bardziej wyobcowany. Nieprzypadkowo bohater "Procesu" Józef K. Nie ma nawet nazwiska, jest tyko liczbą, jednym z wielu, symbolem w aktach sprawy. Jego życie wewnętrzne jest dotkliwie zredukowane. Jest on jakby niepełnym człowiekiem, zredukowanym do najprostszych odruchów.
    W "Procesie" świat pozbawiony jest sensu, nie znajdujemy dla niego żadnej racji, uzasadnienia, usprawiedliwienia. Również życie Józefa K. od momentu oskarżenia i aresztowania jest pozbawione logiki.
    Wizja Kafki jest zaprzeczeniem "czasów pogardy", kiedy człowiek został zdegradowany do poziomu zwierzęcia.
    Losy Józefa K. są groźną przestrogą dla każdego. Przestrogą przed światem, w którym jednostka jest całkowicie podległa urzędnikom i prawnikom reprezentującym wszechpotężną machinę totalitarnej władzy.

    Szewcy - Stanisław Ignacy Witkiewicz

    Ostatni z dramatów Witkiewicza zatytułowany "Szewcy" uznawany jest za arcydzieło. Autor ukazał w nim głównych aktorów i główne mechanizmy procesów dziejowych. Obserwujemy więc kolejne przewroty społeczne, które prowadzą społeczeństwo nieuchronnie do "bydlęcej mechanizacji" i "łatwego szczęścia". W centrum akcji umieszczeni są tytułowi szewcy, którzy klasowo, kulturalnie i towarzysko znajdują się w sferze "pomiędzy". Chcieliby być przedstawicielami całego ludu pracującego, ale nie są w stanie zrozumieć i w gruncie rzeczy pogardzają proletariatem fabrycznym jak i chłopskim. Utrzymują się z pracy własnych rąk, ale ta praca dopuszcza jeszcze minimum indywidualizmu i pomysłowości. Szewcy "liznęli" trochę wykształcenia, dlatego ich rozmowy są mieszaniną zwykłego prostactwa rewolucyjnej frazeologii z kiepską imitacją podsłuchanych dialogów wyższych sfer. Nie są w stanie uwolnić się od mieszczańskich idei i wzorów życiowych, które jednak potępiano.
    W dramacie obserwujemy rewolucyjne dążenia szewców, by zniszczyć arystokracje i objąć władzę. Dlatego warsztat szewski, staje się niejako obserwatorium, z którego widać świat.
    U Witkiewicza jest to teatr świata. W akcie I mamy do czynienia z rządami burżuazyjno - demokratycznymi zagrożonymi przez faszyzm z jednej strony, a z drugiej strony przez socjalizm.
    Finał dramatu przynosi wniosek, że obie rewolucje poniosły klęskę. Na scenę wkraczają panowie ubrani w "angielskie garnitury", którzy cichymi, pozbawionymi emocji głosami wydają polecenia, wprowadzając reguły nowego zmechanizowanego porządku. Tak powstają podwaliny warszawskiego społeczeństwa.

    "Przedwiośnie" - Stefan Żeromski

    "Przedwiośnie" (1925 r.) jest ostatnią, rozrachunkową powieścią Stefana Żeromskiego, wyrażającą bolesne rozczarowanie świeżo odzyskaną niepodległością.

    Wprawdzie Polska zdołała ustalić granice państwa, ustabilizować swoją pozycję międzynarodową i rozpoczęła wewnętrzne scalanie w jedno państwo i ujednolicanie prawa, to jednak borykała się z wieloma trudnościami wewnętrznymi, zwłaszcza natury politycznej. W pierwszym sejmie ustawodawczym powołanym w 1919 r. istniało aż 18 klubów parlamentarnych reprezentujących różne partie i żaden z nich nie był w stanie zdobyć większości. Rządy opierały się więc na chwiejnych koalicjach. Szczególnie drastycznym przejawem chaosu politycznego było zabójstwo prezydenta Narutowicza w 1922 r. Pogarszała się sytuacja ekonomiczna, szalała inflacja i wzrastało bezrobocie. Reakcją były gwałtowne protesty społeczne przybierające formy strajków i demonstracji, które rząd starał się tłumić siłą. Wśród mniejszości narodowych na kresach zaczęły się ujawniać tendencje separatystyczne.

    Stefan Żeromski, zaniepokojony rozwojem wydarzeń w kraju, prowadził różnorodną działalność publicystyczną: jeździł ze spotkaniami autorskimi po kręgach plebiscytowych na Warmii i Mazurach, w czasie wojny z bolszewikami był korespondentem wojennym, organizował krajowy odział Pen-Clubu, w swych tekstach publicystycznych angażował się w tworzenie związków zawodowych robotników i inteligencji. "Przedwiośnie" ukończył we wrześniu 1924 r., a kiedy ukazało się drukiem - wywołało żywą dyskusję. Niesłusznie zarzucano autorowi znieważanie jedności narodowej i podżegnywanie do rewolucji. Odpowiedział artykułem w którym jednoznacznie oświadczył: "... nigdy nie byłem zwolennikiem rewolucji, czyli mordowania ludzi przez ludzi z racji rzeczy, dóbr i pieniędzy - we wszystkich swoich pismach, a w "Przedwiośniu" najdobitniej potępiam rzezie i kaźnie bolszewickie. Nikogo nie wzywałem na drogę komunizmu, lecz za pomocą tego utworu literackiego usiłowałem, o ile jest to możliwe, zabiec drogę komunizmowi, ostrzec, przerazić, odstraszyć".

    Tytuł

    Tytuł powieści ma aż trzy znaczenia:

    jedno dosłowne -- określenie pory roku, kiedy Cezary wkracza na polską ziemię ("Był pierwszy dzień przedwiośnia..."), a także, gdy widzimy go po raz ostatni, biorącego udział w manifestacji robotniczej

    dwa metaforyczne -- jest to nazwa etapu wstępnego w budowaniu niepodległej Polski ("To dopiero przedwiośnie nasze" - deklaruje Gajowiec); -- okres w życiu jednostki poprzedzający dojrzałość i charakteryzujący się wybuchem nieposkromionych sił witalnych pchających ku miłości (miłosne zbliżenie kochanków to "najistotniejszy, najzdrowszy, najtęższy obraz przedwiośnia" - stwierdza sam autor w przypisie do sceny miłosnej).

    Konstrukcja i fabuła powieści

    Zasadą budowy "Przedwiośnia" jest kontrast (Polska "szklanych domów" - Polska prawdziwa, Nawłoć - Chłodek, Gajowiec - Lutek).

    Oś kompozycyjną utworu stanowi biografia głównego bohatera. Jej kolejne etapy zostały przedstawione w trzech częściach powieści.

    Utwór rozpoczyna zwięzły "Rodowód", stanowiący jak gdyby konspekt powieści.

    Cezary Baryka, główna postać powieści, to syn pochodzącej z Siedlec Jadwigi z Dąbrowskich i Seweryna Baryki, wnuka powstańca z 1831 r. Pnąc się po szczeblach urzędniczej kariery w rosyjskim imperium trafił do Baku i tam w 1900 r. przyszedł na świat Cezary. Jego dzieciństwo upłynęło w cieplarnianej atmosferze zamożnego domu, pod opieką rodziców dbających o staranne wychowanie jedynaka.

    Część pierwsza zat. "Szklane domy" obejmuje kilkadziesiąt lat życia bohatera od wybuchu I wojny światowej po rok 1918, w którym Seweryn Baryka powraca do Polski. Zaprezentowana tu została genealogia społeczna i ideowa bohatera, a także obraz komunistycznej rewolucji (totalnej i apokaliptycznej, skierowanej przeciwko wszystkim wartościom dotychczasowego świata, wywołującej wszechogarniający chaos).

    Ta część przypomina powieść edukacyjną, traktującą o dorastaniu pokazanym na tle gwałtownych przemian dziejowych. Opowiedziana została stylem gawędziarskim przez wszechwiedzącego narratora, stosującego niekiedy zatrzymanie toku opowiadania i zbliżenie wybranej sceny.

    Seweryn Baryka zostaje powołany do wojska;

    dorastający Cezary wymyka się spod wpływu matki, przestaje chodzić do szkoły, staje się bywalcem wieców, coraz bardziej zafascynowanym głoszonymi na nich ideami rewolucyjnymi;

    nowe władze rekwirują mieszkanie, a matka wyprzedaje się, by wyżywić rodzinę,

    pani Jadwiga, za pomoc udzieloną uciekającej z Rosji arystokratce, zostaje aresztowana i skierowana do ciężkich prac publicznych. Wkrótce umiera z wycieńczenia;

    wiosną 1918 r. Cezary jest świadkiem krwawych walk między Ormianami i Tatarami;

    jesienią władze tureckie zmuszają Barykę do pracy przy grzebaniu trupów. Tu odnajduje go ojciec (walczył w polskich legionach);

    zimą Barykowie z fałszywymi paszportami wyruszają do Polski (ojciec opowiada synowi o rodzącej się w wyzwolonej ojczyźnie nowej cywilizacji). W drodze pan Seweryn umiera, a Cezary patrząc na nędzę przygranicznej mieściny, pyta: "Gdzież są twoje szklane domy?...".

    Część druga, "Nawłoć" to autonomiczna nowela, która mogłaby ukazać się osobno. Opisuje półtora roku z życia Baryki i skupia się zwłaszcza na kilku miesiącach spędzonych przez niego na wsi, a ukazanych z epickim bogactwem szczegółów.

    Jest to wizja wyzwolonej Polski prowincjonalnej, której miniaturę stanowi "państwo nawłockie".

    Cezary, zgodnie z wolą ojca, dociera do Warszawy, do Szymona Gajowca (dawnego znajomego matki, teraz urzędnika w Ministerstwie Skarbu), który znajduje mu posadę w biurze;

    młodzieniec rozpoczyna studia medyczne, ale wybucha wojna z bolszewikami i wstępuje do wojska;

    zaprzyjaźnia się z Hipolitem Wielosławskim (ratuje mu życie) i jesienią, po demobilizacji, przyjmuje jego zaproszenie do rodowego majątku, Nawłoci;

    flirtuje z Karoliną Szarłatowiczówną, cioteczną siostrą Hipolita (utraciwszy posiadłość na Ukrainie, zagarniętą przez bolszewików, zarabia zajmując się drobiem), czym wzbudza zazdrość Wandy Okszyńskiej (krewnej pana Turzyńskiego, rządcy majątku). Doprowadza to do tragedii: Karolina umiera otruta przez nią.

    prawdziwe uczucie wiąże go jednak z piękną wdową Laurą Kościeniecką, narzeczoną nuworysza Barwickiego. Właścicielka Leńca ukrywa romans, gdyż zależy jej na majątku narzeczonego.

    po skandalicznej bójce z Barwickim Cezary zaszywa się w Chłodku, "folwarczku" Wielosławskich. Tu poznaje beznadziejną egzystencję chłopów, a na wieść o małżeństwie Laury, powraca do Warszawy.

    Część trzecia, "Wiatr od wschodu", ma zupełnie inny charakter. Podstawową formą podawczą jest tu dialog między przedstawicielami dwóch ugrupowań toczony za pośrednictwem bohatera. Autor wprowadził tu formy zbliżone do gatunków publicystycznych: reportażu i sprawozdania prasowego. Życie i sprawy bohatera znajdują się na dalszym planie, on sam schodzi na pozycje obserwatora i dopiero zakończenie stawia Cezarego Barykę w centrum zdarzeń.

    Cezary wznawia studia medyczne, zamieszkuje u kolegi, Buławnika, wynajmującego pokój w nędznej dzielnicy żydowskiej;

    Gajowiec zatrudnia go przy opracowywaniu materiałów do swojej książki analizującej ekonomiczną, społeczną i polityczną sytuację odradzającego się państwa (przyświecają mu idee dziewiętnastowiecznych pozytywistów, społeczników, socjalistów, twórców idei spółdzielczości);

    komunizujący student prawa, Antoni Lulek zabiera Cezarego na "konferencję organizacyjno-informacyjną" członków swojej partii, gdzie bohater poznaje gorzką i wstrząsającą prawdę o sposobach traktowania więźniów politycznych;

    będąc pod wrażeniem poznanych faktów polemizuje z Gajowcem, zwolennikiem stopniowych reform;

    na początku marca spotyka się z Laurą w Ogrodzie Saskim, gdzie następuje ostateczne zerwanie kochanków;

    pierwszego dnia przedwiośnia wielka manifestacja robotnicza zorganizowana przez komunistów idzie w kierunku Belwederu, kiedy jednak na jej drodze staje oddział piechoty, "Baryka wyszedł z szeregów robotników i parł oddzielnie na ten szary mur żołnierzy" na czele zabiedzonego tłumu.

    "Przedwiośnie" dyskusją ideową

    W powieści nie ma postaci, która reprezentowałaby niepodważalną rację. Główny bohater jest młodzieńcem poszukującym dla siebie idei i swojego miejsca w odrodzonej Polsce. Obcy w kraju, wyraźniej widzi jego sytuację i silniej przeżywa rozbieżność między idealnym wyobrażeniem o wolnej ojczyźnie (utopijna wizja szklanych domów) a realnością. Gdy dyskutuje z komunistami, przywołuje argumenty Gajowca (stopniowe, a zatem powolne reformy, których podstawą powinna być stabilizacja pieniądza, upowszechnienie oświaty, sprawna dobrze zorganizowana policja państwowa ), rozmawiając zaś z Gajowcem - przeciwstawia się jego poglądom powtarzając to, co usłyszał na zebraniu komunistów (a zatem proponuje rewolucję, a co za tym idzie utopienie kraju w krwi i zagrożenie jego bytu państwowego). Miota się między różnymi ideami, nie utożsamiając się z żadną z nich.

    Żeromski nie broni więc żadnej z koncepcji, ostrzega natomiast przed konsekwencjami, jakie grożą Polsce, jeśli nie znajdzie ona idei konkurencyjnej wobec komunizmu.

    Opowidania - Tadeusz Borowski

    Tadeusz Borowski należy do najwybitniejszych odtwórców czasów okupacji hitlerowskiej. Rzeczywistość przedstawionych przez niego obrazów faszyzmu jest wiarygodna, gdyż pisarz sam przeżył i osobiście "skosztował" goryczy obozów koncentracyjnych. W opowiadaniach: "U nas w Auschwitz ...", "Proszę państwa do gazu", wprowadza nas w świat zagłady, w którym przetrwa tylko ten, który ulegnie prawom odwróconego dekalogu, a więc ten kto kradnie, zabija, kłamie pozbawia godności innych w imię własnego dobra.
    Walka o przetrwanie w warunkach ekstremalnych jest u Borowskiego równoznaczna z kryzysem wszelkich wartości moralnych. Dla człowieka traktowanego jak zwierzę, dobro i zło stają się pojęciami jednoznacznymi. Nawet tym, którzy przetrwali trudno jest wrócić do normalnego życia. Wyzwolenie z rąk okupanta w odczuciu narratora opowiadań Borowskiego, nie oznacza końca zmagań o egzystencję. Przed Tadkiem w dniu wyzwolenia staje inny obóz, gdzie przejściowo amerykańscy wybawiciele przetrzymują ludzi. Ale jest to obóz tylko pozornie inny, bo jak przekonujemy się w opowiadaniu "Bitwa pod Grunwaldem", tak naprawdę zmienili się tylko strażnicy, na miejscu Niemców pojawili się Amerykanie.
    Faktem jest, że nie ma już przed oczami ofiar wojny okrutnych kominów, z których ludzie poczuliby się ludźmi. Upadłe wartości nie zostaną przecież odzyskane wśród brudu, głodu i smrodu, gdzie rocznic bitwy pod Grunwaldem, daje jedynie w oczach mieszkańców obozu możliwości obserwowania ładnych dziewcząt i szansę na lepszy obiad. Czy to nie świadczy o zupełnym wyniszczeniu ducha wewnętrznego, o zabiciu własnej wrażliwości? Człowiek jest wtedy zdolny utopić własnego brata w łyżce wody, wywołać rewolucję, z powodu nienasyconego głodu. Obozem kierują: zawiść, egoizm, prywata.
    I nagle pojawia się postać Żydówki, która żyje w swoim wewnętrznym świecie. Dzięki akceptacji tego świata przetrwała obozy, gdzie nie dawno nie miała szans przeżycia. To ona w życie ofiar faszyzmu wprowadziła iskierkę poczucia własnej wartości. Ona również wzbudza w Tadku uczucie miłości, które nie jest na pewno jednoznaczne z pojęciem nienawiści. Nadaje sens wszystkiemu, nie boi się niczego i nikogo. Pogodziła się z myślą, że będąc człowiekiem wolnym nie ma do czego wrócić. Polska, której chciała być obywatelem odtrąciła ją, a ponieważ nie czuje się Żydówką, szuka drogi na Zachód, do Belgii, gdzie ma nadzieje zacząć wszystko od początku.
    Natomiast Tadeusz w "Bitwie pod Grunwaldem" należy do tej większości, który żyje po to, aby przetrwać z dnia na dzień, z godziny na godzinę.
    Sprawę sprzeczności w widzeniu przeszłości młodych ludzi rozstrzyga śmierć Żydówki. W tej sytuacji nasuwa się pytanie, czy po to przetrwała okres zagłady Żydów, aby umrzeć tak tragicznie, a zarazem tak bezsensownie.
    Nie należy jednak interpretować pochopnie śmierci Niny. Lecz tak naprawdę była o wiele wartościową osobą, niż drwiący z niej Profesor. Nina nie należała do obozu ludzi upadłych moralnie, była bardzo blisko Arkadii. Tadek natomiast zdał sobie sprawę, że życie ludzkie nadal jest lekceważone. Z ubolewaniem stwierdza, że "Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy, teraz strzeliliście wy, co za różnica".
    Rzeczywistość w opowiadaniach Borowskiego jest wielką paranoją, pomieszaniem i rozdźwiękiem między ludźmi w ich spojrzeniach na świat. Lecz to właśnie wojna dokonała takich spustoszeń w psychice ludzi, podważyła prawo do egzystencji i wartości duchowej. Borowski zwraca jednocześnie uwagę, że nie można zwyczajnie uciec od przeszłości. Czy można poddać się hierarchii, która nie stara się zrozumieć istoty ludobójstwa, czy faszyzmu? Należałoby raczej zwrócić ludziom ich prawdziwe oblicze, "ściągnąć maski" bólu. Wtedy i Grunwald odzyska swą historyczną wartość, przestanie tylko towarzyszyć bitwie o puste wartości, którą toczą ludzie głęboko dotknięci i doświadczeni prawdą o obozach zagłady.


    "Inny świat" - G. Herling - Grudziński

    Gustaw Herling - Grudziński pisze o takich przeżyciach i doświadczeniach, które jednych zamykają w milczeniu, innym odbierają głos, gdyż dają odczuć nędze mowy, niewystarczalność języka, jego przymierze z banalnością opowiadania. Ekstremalne doświadczenia natury ludzkiej poraziły więźnia - pisarza, któremu objawiła się marność literatury wcześniej wypróbowanej, dobrze ułożonej i wystylizowanej. Dlatego dotykając dna ludzkiego cierpienia, stara się zachować dystans , fakty opisać w sposób prosty, trzeźwy i kryształowo czysty. Służy temu kontrolowanie napięcia emocyjnego i trzymanie go na uwięzi.
    Z dystansem i należną powagą pisze Grudziński o "prawach" życia obozowego, takich jak obojętność na cierpienia i chorobę drugiego, brak reakcji na nieludzkie wydarzenia rozgrywające się na oczach więźniów. Nikt nie idzie obronić gwałcona kobiet, nikt z widzących nie podaje ręki chorym na "kurzą ślepotę". W sposób chłodny autor pisze o tym, że w obozie nie wolno marzyć o zwolnieniu, bowiem zwykle w ostatniej chwili wyrok zostawał przedłużony i wszystko kończyło się rozczarowaniem. Pomimo, że więźniowie popełniali samobójstwa, umierali z głodu, zamarzali podczas wyrębu lasów, wszystko toczyło się po dawnemu. Sami dokonywali naturalnej selekcji podczas wyłaniania ekip, odpadali starsi i słabi, wyrzucani do trupiarni. Fascynacja wypracowaną normą była nakazem instynktu życia niewolników, a gorliwymi stróżami normy byli sami więźniowie. Powodowało to zanik poczucia solidarności między więźniami, w wyniki tego silniejszych dopuszczano do tzw. "trzeciego kotła", gdzie dawano 700 gramów chleba, a nie 500, czy 400 jak w dwóch pozostałych kotłach. Jednak praca w lesie, dzięki którym dostawało się te posiłki, była bardzo ciężka, gdyż trzeba było pracować 11- 12 godzin w śniegu po pas. Praca, która zamordowała niejednego, była narzędziem tortur.
    Cały system pracy przymusowej, łącznie ze śledztwem, pobytem w więzieniu i życiem w obozie, nie było nastawione na ukaranie przestępcy, tylko na wyeksploatowanie jego fizyczne, gospodarcze i całkowite przeobrażenie. Tortury w czasie przesłuchań, nie było stosowane jako zasada, ale jako środek pomocniczy. Tak naprawdę nie chodziło o wymuszenie na oskarżonym podpisu pod zmyślonym i fikcyjnym aktem oskarżenia, ile o kompletną dezintegracje jego osobowości. Człowiek budzony w mocy miesiącami i latami, pozbawiony w czasie śledztwa prawa załatwienia elementarnych potrzeb fizjologicznych, oślepiany skierowaną prosto w oczy żarówką, kłuty podstępnymi pytaniami, gotów był podpisać wszystko. Na mękę psychiczną poza tęsknotą i poczuciem utraty wolności, wpływały jeszcze komplikujące się stosunki rodzinne między więźniem obozu, a pozostającymi na wolności. Rodziny poddawane naciskom nie potrafiły wytrzymać: żony prosiły o zgodę na rozwód, synowie wyrzekali się ojca albo matki, a krewni wycofywali prośby o widzenie w łagrze. Żony w czasie widzenia ledwie poznawały swoich mężów, mimo iż na tą okazje więźniowie otrzymywali czystą bieliznę i nowe ubranie. To przebranie na dwa, trzy dni odwiedzin przypominało masakrę.
    Łagrownicy - to ludzie zapomniani i jakby martwi. To ludzie upodleni przez przemoc, a nieludzkie warunki odsłoniły mroczne strony ich życia.

    "Kartoteka" - Tadeusz Różewicz


    Dramat "Kartoteka" rozbija tradycyjna strukturę na luźne nie łączące się ze sobą sceny, które teatr musi jakoś wygrać i uspokoić. Różewicz tak wspomina premierę "Kartoteki": "(...) z początku aktorzy i krytycy w większości odrzucali przecież ten typ teatru. Premiera "Kartoteki" była trudną sprawą, aktorzy nie chcieli tego grać. A niektórzy krytycy potem oceniali, że to nie jest sztuka teatralna. Ale publiczność przyszła." "Kartoteka" to studium o człowieku zagubionym, nie umiejącym się odnaleźć w powojennej rzeczywistości, nie potrafiącym zaakceptować otaczającego go świata. Bohater leży w łóżku w pokoju, przez który przechodzą różni ludzie, którzy są powiązani z jego przeszłością. Każdy coś o nim wie, każdy uzupełnia wiedze czytelnika o bohaterze, choć tak naprawdę do końca utworu zostaje on dla nas anonimowy. Niczym przy przeglądaniu czyjeś kartoteki poznajemy kolejne wycinki życiorysu bohatera. Aby jego życiorys nabrał określonego sensu trzeba poprzez wyobraźnię nadać chaotycznym wyrwanym strzępom biografii jakąś interpretację, związać w całość. Tytuł dramatu sugeruje więc, że lektura utworu przypomina wertowanie czyjeś kartoteki, kiedy to poznajemy kolejne fragmenty z życia bohatera.
    Główny bohater "Kartoteki" jest "Kolumbem". Nie znamy ani jego imienia, ani nazwiska, a raczej nie możemy go określić. Bohater bowiem ma ich bardzo dużo, w utworze nazywany jest: Wiktorem, Wacławem, Stasiem, Władkiem, Piotrem, Dzidkiem, Wackiem, Jurkiem, Zbychem, Jankiem i Tadkiem. Generalnie mówi się o nim po prostu "Bohater". Nie znamy również jego wieku. Raz ma lat siedem, innym razem czterdzieści, jeszcze kiedy indziej - 38. Z własnoręcznie napisanego przez Bohatera życiorysu wynika, że urodził się w 1920 roku. Nic pewnego nie wiadomo o jego zawodzie. Poznajemy kolejne wycinki z życiorysu Bohatera, ale nie poznajemy jego samego. Bohater jest bierny, nie reaguje na zachęty Chóru Starców, nie działają na niego słowa odwiedzających go ludzi. Cały czas tylko leży w łóżku i obserwuje ludzi przechodzących przez pokój.
    Dramat Różewicza jest również stadium o człowieku, który nie potrafi poskładać świata w sobie i siebie w świecie. Dezintegracja osobowości, brak celu w życiu, wszystko sprawia, że Bohater nie zdaje egzaminu z życia.

    "Medaliony" - Zofia Nałkowska

    Materiał do "Medalionów" Zofia Nałkowska zebrała w czasie prac w Głównej Komisji Badań Zbrodni Hitlerowskich w 1945 roku. Cykl Medaliony składa się w ośmiu opowidań:


    "Profesor Spanner" - opis niemieckiego instytutu naukowego produkującego miedzy innymi mydło ze szczątków ludzkich.
    "Dno" - w tym opowiadaniu ukazane są losy więzionych kobiet, transport więźniarek do obozu jenieckiego.
    "Kobieta cmentarna" - antysemicka postawa ludzi wobec Żydów.
    "Przy torze kolejowym" - okrucieństwo losów młodej Żydówki, z góry skazanej na śmierć.
    "Dwojra Zielona" - walka o przetrwanie, o życie, co wiąże się z ogromną odwagą i ryzykiem.
    "Wizja" - eksterminacja Żydów
    "Człowiek jest mocny" - wstrząsający dokument zbrodnii ludobójstwa dokonywanych na dzieciach i dorosłych (między innymi: komory gazowe).
    "Dorośli i dzieci w Oświęcimiu"

    Z rozmów przeprowadzonych przez pisarkę, z tomów protokołów i dokumentów, spisywanych rękami funkcjonariuszy zbrodni, stworzony został rodzaj testamentowego przesłania dla żywych. Każdy medalion odsłania tragedię jednostki i dramat powszechny, który ma autentyczne poświadczenie i symboliczną godność. Jest to zaledwie kilka stron o zwykłym dniu szalonego koszmaru, o mechanizmach mordowania człowieka i o zabijaniu jego nadziei, o przekraczaniu wszelkich norm, tego co ludzkie. W opowiadaniach ludzie zwierzają się i opowiadają o rzeczywistości ranionej faszyzmem. Nałkowska zaś nie próbuje oddać własnymi słowami przeżyć swych rozmówców.
    Motto cyklu opowiadań brzmi:

    "Ludzie ludziom zgotowali ten los"

    W zdaniu tym brzmi przerażenie, niepomierne zdumienie, które przecież nie wiedzie w rozpacz, w zatratę wiary ludzkim możliwością i moralnej naturze świata. Skłania do wystawienia świadectwa prawdzie. Prawdzie o zbrodni i mechanizmach faszyzmu, o twarzy człowieka - skazańca i o twarzy człowieka - kata. Ma w sobie moc do oceny moralnej, do refleksji nad istotą takich pojęć, jak "ludzkość", "człowieczeństwo", "humanizm" oraz nad istotą zatraty, dewaluacji tych pojęć.
    "Medaliony" spłacają ten nieustanny dług sztuki wobec życia, dowodząc prawdy pisarskiego zwierzenia: "tylko ludzie stanowią o rzeczywistości". Stanowią poświadczenie moralnych powinności literatury, ocalają głos człowieczy z apokalipsy zamordowanej ciszy.

    "Pamiętniki z powstania warszawskiego" - M. Białoszewski


    W tym utworze Białoszewski stara się zachować w maksymalnie największym stopniu formę język mówiony, podkreślając na wstępnie swej książki, że powstała ona pod naciskiem wewnętrznej potrzeby utrwalenia po latach wspomnień o wydarzeniach będących największym przeżyciem zarówno jego samego, jak jego otoczenia.
    Uderzająca u Białoszewskiego jest pamięć szczegółów, co jest zadziwiające u kogoś, kto spisuje swoje wspomnienia po 20 latach. Opisując budynki, ulice lub kościoły, nie omija nigdy umiejscowienia obiektu w stylu i epoce. Autor opisuje walkę narodu i przeżycia mieszkańców, nie od strony walczących w powstaniu, lecz okiem zwykłych ludzi, którzy nie biorą bezpośrednio udziału w walce. Pomagali sobie nawzajem i obserwowali jak ginie ich ukochane miasto. Autor opisuje walące się od pocisków wroga budynki, czasami zabytki kultury i architektury. Na szczególną uwagę zasługuje jeszcze stojąca katedra, w której zgromadzono liczne dzieła sztuki, a która wkrótce została zbombardowana.
    "Pamiętnik ..." jest potwierdzeniem teorii, że życie wykolejone z normalności nieustannie rodzi formy zastępcze, dzięki czemu ludzie oswajają się z niezwykłością, wytwarzają chaotyczną i prowizoryczna codzienność.
    Książka ta jest bardzo staranną rekonstrukcją 63 dni powstania. Istotna częścią tej książki oprócz chronologii, jest realizm topograficzny. Białoszewski pokazuje bardzo starannie obraz umierającej Warszawy, która w tym czasie miała w sobie jakby trzy miasta: to na powierzchni, to pod ziemią i to w kanałach. Białoszewski ukazuje jak ludzi chorowali, umierali i opłakiwali zmarłych lub zabitych.
    Patrząc na powstanie oczami Białoszewskiego musimy pamiętać, że ludność cywilna była 20 - krotnie liczniejsza od powstańców. To właśnie cywile, byli nieustannie sterroryzowani przez zagrożenia, a z upływem czasu ich sytuacja pogarszała się. Mimo tego wszystkiego ludzie pragnęli być razem, modlili się, śpiewali pieśni religijne, odmawiali litania. Autor chciał napisać tą książkę, tak jakby to była wypowiedź ustna. Za pomocą prostych zdań, równoważników chce on przywrócić wojnie zwyczajność. W tekście znajdujemy też fragmenty rozpisane graficznie, co dopełnia, a czasami nawet interpretuje zdarzenia.

    "Zdążyć przed Panem Bogiem" - Hanna Krall

    Tytuł książki H. Krall ma wymowę symboliczną. Chodzi tu o pewną próbę przechytrzenia Boga, który odbiera ludziom życie. Marek Edelman poznał cenę śmierci w getcie i dlatego zna wartość życia. Jeżeli przeżył powstanie w getcie i wojnę i widział tysiące ludzi skazanych na pewną śmierć, po wojnie jako wybitny kardiochirurg robi wszystko co w jego mocy, aby oszukać Boga i dać pacjentowi nadzieję na dłuższe życie.
    "Pan Bóg chce już zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonic płomień, wykorzystując jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć chwilę dłużej, niż On by sobie życzył". "(...)On nie jest za bardzo sprawiedliwy. To jest również przyjemne, bo jeżeli się cos uda - to bądź co bądź jego wywiodło się w pole (...)". Wyścig z Panem Bogiem to uratowanie życia choćby jednej osobie. Przy 400 tysiącach zabitych wydaje się to śmiesznym.
    "Ale każde życie stanowi dla każdego całe sto procent, więc może ma to jakiś sens".

Wątek został zamknięty.