Matura / Wątek

 
userphoto

# Autor: Konto usunięte Wysłano: 7.5.2004 (15:43) Odpowiedzi: 17

40 WYPRACOWAN-BIERZCIE!!!!!

1. Człowiek w świetle poznanych utworów literatury antycznej i Biblii Czym jest człowiek? Kim jest człowiek? Były to pytania stawiane od zarania ludzkości, a właściwie od czasu, kiedy nasi przodkowie nauczyli się pisać. Stało się to 4000 tys. lat temu w Mezopotamii. Właściwie od tego momentu, od poznania umiejętności pisania, możemy liczyć nasza historię a co za tym idzie także literaturę. Okres ciągnący się przez te tysiąc lat aż do roku 476, daty upadku Rzymu, nosi nazwę antyku. Były to lata budowania cywilizacji, często oderwanych od siebie, żyjących własnym życiem z własnymi bogami, własną tożsamością i wreszcie z własnym obywatelem. Człowiek był ważnym ogniwem, przegrywał jednak w walce z bogami, półbogami i herosami. Istota ludzka była bardzo rzadko bohaterem mitów, legend czy podań ludowych będących podstawą wierzeń danej społeczności. Ówczesna istota przegrywała w walce z ideałami, żyła za skromnie, w jej egzystencji było mało ponadczasowości przynależnej bogom. Istota nie mogła rządzić z samej siebie, miała władze od bogów. Król był pomazańcem bożym, kimś wyższym, kimś z cząstką świętości, czystości. Człowiek od początku był tylko zbędnym dodatkiem, kierowanym przez bogów, którego egzystencja uzależniona była od ich woli. Najlepiej uwidacznia się to w twórczości antycznych poetów tworzących w Grecji. Sama „Biblia” Greków, czyli ich Mitologia obfitowała w trafne dowody na powyższą tezę: np. za sprzeciwienie się bogom zginąć musiał Dedal, który sprzeciwił się ojcu, w tym miejscu symbolowi władzy rodzicielskiej. Jego śmierć była zdeterminowana już wcześniej... słońce i wilgoć spełniła tylko przeznaczenie. Szczególne znaczenie mają archetypy, wzory zachowań, aktualne do dzisiaj. Podany tutaj przykład ma akurat w sobie bardzo łatwe przesłanie: jeśli sprzeciwisz się ojcu, a twoim prawdziwym ojcem jest Bóg, to poniesiesz zasłużoną karę. Postać i ideały Prometeusza poświęcającego się w imię dobra ludzkości i spełniają poważną rolę nawet w naszym „wymiętym” z zasad świecie. W mitach człowiek jest postacią prawie bez znaczenia. Decydującą rolę spełniają wyidealizowani bogowie, będący utopią, do której dąży bezwolna istota ludzka. Osobną pozycję w literaturze greckiej, prawie na równi z mitologią, zajmuje twórczość przypisywana Homerowi. Jego „Iliada” i „Odyseja” to arcydzieła epiki wzbudzające zachwyt również dzisiaj. W sferze stosunku do człowieka, dzieła te nie miały charakteru czegoś przełomowego: były kontynuacją filozofii znanej nam z Mitów. Los był zdeterminowany przez przeznaczenie, któremu musieli się poddać nawet bogowie. Rewolucyjne jest za to podejście do bohaterów. Pierwszoplanowymi aktorami są w „Iliadzie” Achilles i Hektor a w „Odysei” Odys. Achilles był półbogiem, ale Hektor był najnormalniejszym królewiczem. Przewartościowanie ideału Boga jako nieomylnego strażnika ludzkości najlepiej widać w postawie „szybkonogiego”, który nie postępował jak potomek Zeusa. Wręcz przeciwnie, był mściwy, porywczy i dumny. Jego okrucieństwo i dzikość najlepiej widać przy skontrastowaniu tych cech z postawa syna Priama, którego odwaga i szlachetność rodzi naszą sympatię. Podobnie jak los tych bohaterów spod Troi, zdeterminowany jest los Odysa, głównego bohatera „Odysei”. On wie, że musi wypełnić się przepowiednia, iż będzie usiał podrózować20 lat, aby dotrzeć do rodzinnej Itaki. Dla bogów jest ten podróżnik swego rodzaju królikiem doświadczalnym, za jego plecami rozgrywają się walki pomiędzy władcami ziemskiego padołu. Homer traktował człowieka przedmiotowo. W przeciwieństwie do tego Arystoteles twierdził, że to właśnie człowiek jest odbiorcą jego twórczości a bogowie tylko dają natchnienie. Był on jednak pomysłodawcą dramatu antycznego, zakładającego na wstępie ukazywanie świata fałszywego, co było wbrew religii. W tym „świecie” występowali bogowie, jednak przez swoja fikcyjność przestrzeń ta, nie poddawała się ich wpływowi. Wynikało to z prostego rozumowania: jeśli bogowie istnieją, to znajdują się w świecie realnym, a że są istotą idealną to nie mogą mieć swojej kopii w świecie fantastycznym. Wniosek: dramat, chociaż był poświęcony bogom był w sumie sztuką dość niezależna z elementami bardzo kontrowersyjnymi, jak na tamte czasy. Autorem, który czerpał z ideałów dramatu wyzwolonego, będącego jednak dla nas teatrem „antycznym”, był Sofokles. Napisał wiele dzieł, ale jego twórczość łatwo scharakteryzować na przykładzie „Antygony”. Istotą utworu jest konflikt pomiędzy prawami boskimi a ziemskimi, wskazuje na rozłam pomiędzy tymi światami, ukazuje sprzeczność ideałów i bezsens śmierci. Szczególna uwaga położona jest na przeżycia bohaterów, samo postawienie na równym poziomie praw króla i boga jest rewolucją w filozofii. Istota tego zjawiska jest jednak zaprzepaszczona, ponieważ Król ponosi karę za sprzeciwienie się bogom. Pozornie wracamy do schematu kary za błędy, tym razem jednak jest ona wymierzana z ręki ludzi, którzy popełniają samobójstwo. Możemy powiedzieć, że tak chciał los, nie jest to jednak prawda, ponieważ człowiek zabiera część kompetencji Boga, który daje i odbiera życie. Bunt zakończony jest więc sukcesem a prometeizm w imię ideałów Boga oprócz kary, przynosi też wyzwolenie człowieka. Zupełnie inna wizję rzeczywistości miał Wergiliusz, poeta wywodzący się z Rzymu. W swojej twórczości nawiązywał do utopijnej wizji miejsca wiecznej szczęśliwości. W swoich krótkich utworach takich jak bukoliki i georgiki sławił życie prostych pasterzy, jego zdaniem, najszczęśliwszych ludzi na Ziemi. Nie brał on jednak pod uwagę tematu przemijania, nie zaznacza w swojej poezji jej ponadczasowości, uniwersalności. To czynił jego przyjaciel, Horacy dla którego rzeczą najważniejszą był człowiek. To dla niego tworzył i to w jego pamięci chciał zostawić jakiś ślad. Był on mistrzem satyry, w poglądach filozoficznych bliski był stoikom. Przekonanie o nieśmiertelności ideałów zawartych w swoich wierszach i idei człowieka jako dziecka bogów zawarł w swojej odzie „Exegi manumentum aere perennius”. Opowiada on o twórczości poetyckiej, jest świadomy swojej wyjątkowej roli jako twórcy, nauczyciela wzniosłych ideałów. „Nie wszystek umrę” jest hasłem przewodnim, jest sensem jego życia, daje mu siły i zdolności do tworzenia. Podmiot liryczny uznaje jednak zwierzchność poezji greckiej nad rzymską, oddając hołd poprzednikom. Utworem mającym największy wpływ na późniejszy rozwój cywilizacji była jednak Biblia. Nie wiadomo ilu miała autorów, jest jednym wielkim zbiorowiskiem najróżniejszych stylów i typów literackich. Stosunek do człowieka w tym dziele jest bardzo trudny do zdefiniowania. Z jednej strony Biblia jest przesiąknięta duchem miłości, duchem z którego czerpał późniejszy humanitaryzm, z drugiej jednak pełno w niej nienawiści i fanatyzmu. Bóg jest miłością, ale to on stworzył diabła, jak więc może uważać się za dobrego?? Pierwsza księgą jest Genesis, „Księga Rodzaju”. Opowiada ona o stworzeniu świata, zasiedleniu go przez zwierzęta, o kosmosie... W tygodniu tworzenia człowieka zostawiono na ostatni moment: jedni tłumaczą to tak, że chciano pokazać, iż jest on najdoskonalszy, ukształtowany z dobrych cech istot stworzonych wcześniej, urodził się, aby panować. Mnie osobiście wydaje się, że można to też interpretować na opak: człowiek jest tylko dodatkiem do stworzonego wcześniej świata, jest kaprysem Boga, który sprawuje nad nim piecze. Niezaprzeczalne jest jednak to, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Istota ludzka narażona jest na walkę pomiędzy dwoma żywiołami: dobrem a złem. W tej walce nikt nie może wygrać, wszyscy przegrywają i wygrywają zarazem. O tych zmaganiach opowiada „Księga Hioba”. W niej opisana jest sytuacja, kiedy to człowiek dostaje się we władanie jednej z mocy wszechświata: zła. Czy wytrzyma tę próbę??? Nie jest to takie oczywiste, biorąc pod uwagę to, że Homo Sapiens w tym wypadku jest tylko pionkiem. Nawiązywałoby to, do filozofii wyrażanej przez Homera, o determinacji losu ludzkiego. Nie jest tak jednak. Hiob sam podejmuje decyzje, chociaż to, że jest gorliwym wyznawcą Jahwe, wskazuje na silne oddziaływanie Boga. W tym przypadku zasada kija i marchewki, tak powszechna w użyciu w końcu XX wieku, nie zdała egzaminu. Od tej chwili bohater księgi stał się symbolem cierpienia w imię wiary, ideałem dla fanatycznych ascetów, nie rozumiejących, że to nie Hiob sam się umartwiał, ale zesłał to na niego Bóg. To jednak ludziom, w rodzaju Szymona Słupnika, nie przeszkadzało, jeśli nie ma „próby” boskiej trzeba ja sobie samemu stworzyć. „Księga Hioba” nawiązuje do arystotelowskiej koncepcji losów: występują dramatyczne zmiany psychiki bohatera, od przerażenia do szczęścia, Obok tego ważną rolę spełnia heroizm, wyzwolony przez cierpienie, jest ukazany jako rzecz jak najbardziej sensowna, ucząca człowieka godności i cierpliwości. Postawę opozycyjną do powyższej można zaobserwować w IIX Psalmie, wchodzącym w skład „Księgi Psalmów”. Tam, człowiek przedstawiony jest jako „władca nad dziełami rąk Twoich”, w tym przypadku bożych. Ludzie to istoty „niewiele mniejsze od niebieskich mocy”... czyżby byli oni tylko „niewiele mniej” potężni od Boga??? W świetle Biblii i tej interpretacji jest to bluźnierstwo. Oczywiście psalm kończy się „standartową” formułką wyrażającą zachwyt nad dziełami Boga. „Nową falę” w Biblii reprezentują przypowieści. Są to praktycznie spisane kazania wygłaszane przez Chrystusa, który na prostych przykładach wyjaśnia skomplikowane problemy natury moralnej i psychologicznej. Człowiek przedstawiony jest jako niezależny twór boży, pragnący przenieść ideały zaczerpnięte z własnej religii do codziennego życia. Dogmatem staje się twierdzenie, zawarte w przypowieści „O Siewcy”, że nie należy oceniać człowieka od razu, trzeba mu dać czas, inaczej wśród tych odrzuconych znajdą się też ci dobrzy. Z kolej syn marnotrawny staje się symbolem błędu, ale i jednocześnie odwagi, aby ten błąd naprawić. Miłosierny Samarytanin jest zaś jedynym, który nawet wrogom udziela pomocy. W przypowieściach widzimy obraz człowieka wolnego, niezależnego, któremu jednak religia jest niezbędna do życia, do uporządkowania świata. Kolejną częścią składową Biblii jest „Księga Kohleta” podejmująca motyw rozważań na temat życia, szczęścia i egzystencji. Mottem księgi jest hasło: „venitas venitatum et venitas”. Człowiek jest istotą kruchą i przemija, podczas gdy Ziemia trwa wiecznie. Prawo przemijania powoduje, że człowiek nie zaznaje szczęścia, a życie jest tylko „gonieniem za wiatrem”. Krańcem drogi, jaką przebyła literatura antyczna, jest „Apokalipsa św. Jana”. Opowiada ona o sądzie ostatecznym, ostatnich chwilach materialnej części naszej planety. Motywem dominującym jest śmierć, będąca zakończeniem egzystencji, wybawieniem albo zagładą. Człowiek nie ma określonej pozycji. Z jednej strony jest głównym bohaterem, podsądnym, z drugiej jednak, to Bóg decyduje a człowiek może tylko słuchać. Sam mistycyzm i tajemniczość przytłacza, jest czymś szokującym dla przedmiotowo myślącego mieszkańca Ziemi. Antyk był dziwnym okresem, pełnym zarówno kultury, jak i monumentalnych budowli wznoszonych przez pokolenia niewolników. Stosunek do człowieka ewoluował wraz z czasem. Początkowo człowiek był uzależniony od bogów, później stał się wolny dzięki swojemu sprzeciwowi wobec dogmatów religii. Biblia jest tylko powrotem do źródeł, monoteistyczna wiara w swoim podstawowym założeniu musiała pochodzić od Boga. Kwestią sporną pozostaje nasz stosunek do Niego. Czy jesteśmy mu równi, stworzeni na jego podobieństwo, a może tylko jesteśmy wynikiem jakiegoś błędu w ostatnim dniu stworzenia? Czytając utwory pochodzące z Rzymu czy z Grecji patrzymy na nie przez pryzmat 2000-3000 tysięcy lat. Nie jest rzeczą łatwą zrozumieć mentalność tamtego człowieka. Większość tzw. „wartości ponadczasowych” jest dla mnie już całkowitą utopią. Oczywiście nie można wykluczyć, że w wyniku jakiegoś zbiegu okoliczności powrócimy do epoki średniowiecza. Jest to jednak mało prawdopodobne. Np. Biblia, powoli ale stopniowo, zatraca swój wyjątkowy charakter. Nie wiem czy jest to spowodowane naszą powiększającą się wiedzą o otaczającym nas świecie, czy może tym, że my Ziemianie zawsze wolimy czuć twardy grunt pod nogami. Ucieczka w mistycyzm jest różnie interpretowana: człowiek jako tchórz, albo człowiek jako wybitny myśliciel. Ta droga była zawsze otwarta. Jedna rzecz jest zastanawiająca: mimo wielu lat my wcale się tak od siebie nie różnimy, jakby mogło wynikać z powyższych faktów. Po prostu Homo Sapiens jest prawie niezniszczalne, zmieniają się religie, władcy i zwyczaje, człowieka jeszcze nikt nie unicestwił, chociaż wielu próbowało to czynić. W miarę upływu lat i zachodzących zmian w roli i znaczeniu człowieka, na przestrzeni tysięcy lat antyku i kultury biblijnej, poznana literatura przedstawia jego drogę do pozyskania głównej roli w tworzących się formacjach społecznych średniowiecza. 2. CZŁOWWIEK XX WIEKU , POSTAWA WOBEC ŻYCIA , PRZEMIJANIA , STOSUNEK CZŁOWIEKA DO ŚWIATA , DO RZECZYWISTOŚCI Wiek XX przyniósł ogromny postęp literatury polskiej i obecnej. W tym stuleciu narodziły się nowe kierunki sztuki i nowe sposoby myślenia. Ale ta epoka przyniosła również ze sobą bagaż ciężkich doświadczeń po kataklizmach jakimi były dwie wojny światowe. Najciekawszy dla rozwoju literatury był okres między dwiema wojnami , tzw. dwudziestolecie międzywojenne. W tym bowiem czasie dokonywały się doniosłe przeobrażenia w literaturze i sztuce. Epoka międzywojnia wykształciła charakterystycznego dla swej epoki bohatera , a jej problematyka była różnorodna. Obok tematów związanych z I wojną światową pojawiły się wtedy tendencje do wychwycenia skomplikowanych przeobrażeniach współczesnego świata. II wojna światowa zdominowała literaturę tematyką wojenną , tragiczną sytuacja narodu polskiego , znajdującego się pod okupacja hitlerowską. I wreszcie współczesna nam literatura zawiera przemyślenia nad ludzką chwilą , nad miejscem człowieka w świecie. Każda z nich ukazuje bohatera szukającego swojego miejsca w świecie , próbującego znaleźć odpowiedzi na pytanie jak żyć aby być szczęśliwym. W dwudziestoleciu międzywojennym w literaturze zawarte są dwie wizje człowieka w otaczającej rzeczywistości. Pierwsza ma charakter heroiczny i prezentuje ją Antoinę de Saint Exuperu w powieści „ Ziemia planeta ludzi”. Ta koncepcja bliska jest Conradowskiej , ale pozbawiona jest pesymizmu autora „ Lorda Jima”. Autor uważa ,że tylko dążenie do celu i walka z przeciwnościami losu, to normalny sprawdzian wartości człowieka. Jest przekonany o możliwości jego zwycięstwa nad zewnętrznymi okolicznościami, pod warunkiem, że zdoła on pokonać swoje własne słabości. Wierność , wytrwałość , lojalność, miłość są tym , co stawia istotę ludzką na szczycie egzystencji. „ Być człowiekiem to właśnie być odpowiedzialnym”. Katastroficzną wizję człowieka przedstawia Fronz Kawka w „ Procesie”. Jednostka w powieści zostaje pozbawiona wszelkiej harmonii , a osobiste walory nie maja żadnego znaczenia wobec absurdalnej i wszechmocnej anarchii biurokratycznej, uosobionej w powieści przez sąd. O głównym bohaterze powieści Józefie K. , dowiadujemy się bardzo niewiele. Ma trzydzieści lat ,pracuje w banku na stosunkowo wysokim stanowisku prokurenta , czyli pełnomocnika swojej firmy , upoważnionego do działania w jej imieniu. Cieszy się uznaniem przełożonych. Większość dnia spędza w banku , niekiedy do dziesiątej godziny wieczorem. Często ma zwyczaj spacerowania z po pracy sam , lub z kolegami , a potem wstępować do piwiarni , gdzie przebywał do godziny jedenastej. Czasami dyrektor banku zapraszał go do siebie na kolację. Oprócz tego raz w tygodniu odwiedzał dziewczynę Elżbietę, kelnerkę z winiarni. Józef K . pewnego dnia , niczego nie przeczuwając i nie spodziewając się zostaje postawiony w stan oskarżenia i aresztowany. Jaka jest jego wina? Kto go oskarża i sądzi? Jakie zarzuty stawia mu domniemany sąd? Na te same pytania brak odpowiedzi w książce. Co więcej , Józef K. Najpierw przekonany o swej niewinności , zaczyna coraz bardziej wierzyć w swoją winę , współpracować z sądem , wreszcie bez oporu przyjmuje tajny wyrok , okrutnej egzekucji. W końcu utożsamia się z niezrozumiałym dla niego mechanizmem i poddał się wszechobejmującej , abstrakcyjnej zasadzie , od której nie ma ucieczki , której nie można ominąć. Życie bohatera powieści od momentu aresztowania jest pozbawione logiki. Również on napotyka na milczenie otoczenia , stawia dręczące i natarczywe pytania i nie znajduje na nie odpowiedzi. Jest wiedź bohaterem absurdalnym , cierpiącym ze względu na „ niezrozumiałość otaczającej go rzeczywistości”. Jest ona dla niego czymś obcym i wrogim. Józef K . najpierw jest przekonany , że aresztowanie nastąpiło przez pomyłkę , próbuje dystansować się od niego psychicznie. Ale z biegiem czasu odbywający się za jego plecami proces coraz bardziej go desorbuje i wciąga. W końcu myśli już tylko o nim , szuka w sobie winy i czuje się wreszcie winny. W finale powieści czeka już tylko na egzekucje. W kamieniołomie dręczy się , że nie może wyręczyć swoich oprawców. Jego wcześniejsze próby buntu , sprzeciwu , wzięcia losu w swoje ręce okazują się nieudane. Ostatecznie K . kapituluje. Utwór ten jest parabolą ludzkiego losu , przypowieść o tym , jak tragicznie samotny jest człowiek wobec świata , który jest światem koszmaru wyobcowania. W podobnej sytuacji , jak bohater „ Procesu” znajdują się bohaterowie polskich powieści dwudziestolecia międzywojennego. Cezary Baryka , główna postać „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego , to zagubiony młody człowiek przeniesiony w inny świat , inną rzeczywistość , rzucony między obcych ludzi , nie potrafiący odnaleźć własnej drogi życia. Cezary przeżywa rozterki wewnętrzne. Obserwował rewolucje w Baku , a po powrocie do kraju ojczystego rodziców , Polski – konflikty , niedostatki rzeczywistości niepodległego państwa. Ta rzeczywistość w niczym nie przypominała wizji ojczyzny szklanych domów , jaką młody Baryka znał z opowieści ojca w Rosji. Nędza , brud , polityczne spory , nieustanne zmiany rządu , braki zgody narodowej oparcia społeczeństwa , trudna sytuacja robotników i chłopów- oto co zobaczył Baryka w kraju. Miotał się pośród sprzecznych idei poglądów przyznając na przemian rację Gajowcowi , reprezentującemu rząd i proponującemu powolne reformy w państwie , lub Lulkowi , który uważał że tylko rewolucja jest jedynie skuteczną drogą polepszenia sytuacji w Polsce. Dramat Cezarego Baryki był dramatem całego pokolenia , które marzyło o odzyskaniu niepodległości i ponad to wierzyli że nowo powstała Polska będzie ojczyzną wszystkich Polaków. Walkę z losem przegrywa Zenon Ziembiewicz , bohater „Granicy” Z. Nałkowskiej. Był to inteligent ziemskiego pochodzenia. Całe jego życie znalazło się pod wpływem tych właśnie klas społecznych. Jako student hołdował radykalnym poglądom , ostro przeciwstawiał się złu i niesprawiedliwości społecznej. Był jednostka ,ślącą , która nie akceptowała ziemiańskiego środowiska , rodziny w Boleborzy , a co więcej , jednostka zdecydowana na działanie , wreszcie – jednostka zbuntowana przeciw anachronicznemu modelowi obyczajowemu tej klasy. Powieść Z. Nałkowskiej przedstawia jednak historię idealisty zrujnowanego , przegranego karierowicza. Kariera doprowadziła Ziembiewicza do stanowiska prezydenta miasta. Jego życie zakończyło się katastrofą zarówno w sferze politycznej , jak i prywatnej. Śmierć Zenona to nie tylko akt zemsty porzuconej kochanki , to raczej ocena równoznaczna z karą za złamanie szlachetnych ideałów. Ambitne dążenie bohatera powieści przekonanego o zdeformowaniu stosunków społecznych uczyniła go ich ofiarą nie zaś uzdrowicielem, jak to sobie pierwotnie założył. Ziembiewicz wybrał drogę kompromisów moralnych , chociaż był człowiekiem wrażliwym na zło społeczne. Z chwila jednak , gdy stał się bezwolnym wykonawcą rozkazów wpływowych polityków , jego wrażliwość moralna staje się coraz bardziej wątpliwie. Okazał się marionetką w ich rękach. Czynem zdecydowanie haniebnym , które dowodzi zdecydowanej postawy i przekonań społecznych było wydanie rozkazu strzelania do manifestujących bezrobotnych. W sposób zupełnie nieprzekonujący usprawiedliwiał się przed własną żoną , obwiniając świat : „ Jeżeli chcesz wiedzieć , świat jest rzeczą okropną , świat jest miejscem zbrodni”. Taka argumentacja była tylko zwykła ucieczką od odpowiedzialności. Zdemaskowała go żona Elżbieta , posługując się własnymi słowami: „Chodzi o to , że musi coś przecież istnieć jakaś granica, za którą nie wolno przejść , za którą przestaje się być sobą”. W ten sposób niekonsekwencja myśli i czynów Zenona Ziembiewicza stała się przyczyną jego zmienności i chwiejności oraz szukania łatwej samoobrony poprzez dorabianie ideologii do własnych występków. Wyobrażenia jakie miał o sobie , rozwiały się z jego czynami z rzeczywistością. Pomimo krytycznego nastawienia do obyczajowego schematu społeczeństwa ziemiańskiego praktycznie sam w nim pozostawał. Ani wykształcenie , ani pogarda dla przestarzałych przekonań ziemiańskich nie powstrzymywały młodego Ziembiewicza od czynów tak przecież charakterystycznych dla jego ojca , wdał się w romans z wiejską dziewczyną Justyną. Lekkomyślnie traktował ten związek i uchylał się od odpowiedzialności. Tragizm sytuacji bohatera „Granicy” wynika przede wszystkim z upadków jego własnych ideałów , z którym rozminęło się jego życie , gdyż wybrał drogę ciągłości wobec otoczenia. „ Ferdydurka” W. Gombrowicza to powieść- analiza sytuacji społecznej człowieka oplecionego systemem nakazów i zakazów kulturowych, omotanego schematami. Bohater utworu – trzydziestoletni początkujący pisarz próbuje rozstrzygnąć dręczące go pytanie. Zdaje sobie sprawę z tego, że ogranicza go forma , a z drugiej strony jednak dzięki niej jest w stanie zbudować wspólną płaszczyznę z innymi ludźmi , po przez nią wyraża swoje „ja”. W akcji powieściowej Józio przez cały czas chce odnaleźć równowagę między formą , odbieraną jako ograniczenie i ciężar , a indywidualnością , własnym wyborem. Rozumiana bardzo szeroko , definiowana autropologicznue jest napastliwa , wszędzie obecna , ba , wręcz agresywnie nastawiona do tego, co jednostkowe , oryginalne , niepowtarzalne. Dąży do zduszenia , zniszczenia , karania , wchłonięcia indywidualizmu , po prostu narzuca swoją formą. Ostatecznie okazuje się , że od „formy” , od „ pupy” , od „ gęby” nie ma ucieczki. Odrzucenie jednej powoduje , iż wpada się w sidła drugiej : „ Gdyż nie ma ucieczki przed gębą , jak tylko w inną gębę , a przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki. Ścigajcie mnie jeśli chcecie , uciekam z gębą w rękach”. Człowieka stwarza zewnętrzność , powstaje w śród ludzi i dzięki nim określa swą jednostkowość. Sprzeciwia się ogółowi , ale jako istota społeczna pragnie zjednoczenia z grupą. Nie może pozbyć się swej maski , bo właściwie jej zawdzięcza egzystencje. Ważne jest by zdawał sobie sprawę z istniejącej opozycji , by wiedział , że forma wyznacza obszar ocen międzyludzkich. Inny jest obszar powieści Marii Dąbrowskiej, Bogumił Niechcic – autorka ceni życie oraz solidarnie i czynnie wspomaga innych. Jest to człowiek , który żyje miłością i pracą , temu poświęca się w całości. Przez cały czas pracuje jako zarządca cudzym majątkiem , a owoce jego pracy zbierają właściciele. Jednakże on nie czuje się tym skrępowany , wciąż utwierdza się w przekonaniu , że nie służy właścicielom , lecz ziemi. I ziemi serbinowska rozkwita pod jego rękami. Bogumił jest wzorowym gospodarzem , dobrym mężem i ojcem. Nawet niezrównoważenie pani Barbary przepełnia go rozgoryczeniem , zawsze znajduje satysfakcje z pracy i ziemi , którym przypisuje głębsze znaczenie , ponieważ to one nadają sens i wartość jego życiu. Postawa życiowa Bogumiła uniezależnia go od przeciwności i kaprysów losu. Jego aprobata życia jest mocniejsza nad wszystko , wiedzie aż do bezwarunkowej wiary w sens życia , które wypowiada w wielkiej „ scenie” przed śmiercią. B. Niechcic to człowiek , który nie szuka oparcia w żadnej doktrynie społecznej czy religijnej , lecz sam uosabia żywioł życia , mądrość życiowa , męstwo, sprawiedliwość , opiekuńczość , dobroć - o jego wartości decyduje przede wszystkim praca angażująca wszelkie jego zdolności. Ulepszenie jej warsztatu jest dla tego człowieka sprawą osobistego honoru. Podnosi z upadku taty majątek , przeprowadza drenowanie i naprawę czworaków. Dba o swoich pracowników- chłopów. Zmienia metody uprawy i gospodarowania , na miejsce tradycyjnej gospodarki wprowadza nowoczesne rolnictwo i wypowiada pełne naiwnej pychy słowa: „ Ja tu robię historię”. To praca daje mu prawo do tych słów. Poza granicami Serbinowa , poza siewem zbiorami Bogumił nie widzi świata. Jego postawa jest postawą stoicką. Wie doskonale ,co w jego wieku , w jego sytuacji , jego kraju zależy od niego. To , co od niego nie zależy pozostawia własnemu biegowi „ Jeśli czegoś nie można usunąć , albo na czas poradzić , trzeba to brać pod uwagę”. Stoicyzm wyrasta z dążenia do uniezależnienia się od losu , od historii od ludzi. Zaleca wiarę , której nikt , ani nic nie zniszczy. Na tej drodze Bogumił osiąga harmonię , z męstwem i z pokorą przyjmuje przeznaczenia , aby tym mocniej umiłować to co mu życie ofiaruje. Postawa i szczęście Bogumiła podszyte są wyrzeczeniem i wszelkiego właściwego człowiekowi buntu , smutnej rezygnacji- i to mimo szacunku nie pozwala przyjąć jego postawy , jako uniwersalnej. Inny jest bohater poezji Tuwima , Przybosia, K. Pawlikowskiej- Jasnożewskiej. W pierwszych wierszach skamandryty- Tuwima z tomów : „ Czyhanie na Boga”, „ Sakrament tańczony”, „ Wierszy tom czwarty” – obok żywiołowego optymizmu , biologizmu i urbanizmu pojawił się nowy bohater liryczny – mieszkaniec miasta. Charakterystyczny dla tego człowieka był witalizm, czyli postawa pełna przekonania o własnej sile i radości. Wyraźnie to widać w liryku bez tytułu : Życie ? rozprężę szeroko ramiona , Nabiorę w płuca porannego wiewu , W ziemię się skłonię , błękitnemu niebu I krzyknę radośnie krzyknę: Jakie to szczęście że krew jest czerwona !”. Zjawiska proste i naturalne napełniają podmiot liryczny powyższego szczęściem. Jednocześnie dostrzegany pewien maksymalizm Remisowa poety wydają się być tak szerokie że obejmują całą , ziemię płuca są w stanie pomieścić wiatry , a ukłon sięga od nieba do ziemi. To uczucie własnej potęgi i pewnego jakby roztopienia się w naturze jest znamienne dla postawy witalistycznej. W wielu lirykach Tuwima bohaterem jest prosty człowiek , często pokrzywdzony , sentymentalnie zakochany. Świat ukazany jest przez konkret podany w przybliżeniu , podmiot liryczny zrównuje się z bohaterem , z jego perspektywy oglądając ulice, kina, restauracje, bary : „Nie natchnij mnie hymnami , bo nie hymnów trzeba. Tym , którzy we wżartej piersi pod brudną koszulą czcze serce noszą , krzycząc za kawałkiem chleba , A biegną za orkiestrą , co gra capstrzyk królom”- pisze poeta w wierszu „ Prośba o piosenkę”. W innym utworze „ Do prostego człowieka” – podmiot liryczny ostro protestuje przeciw wojnie , do której nawołują ci , którzy czerpią z niej korzyści, którzy w imię odwiecznych wartości i szczytnych haseł okłamują ludzi i posyłają ich bez żadnych skrupułów na pole bitwy. W lirykach Juliana Przybosia bohater jest związany ze wsią , solidaryzuje się z jej społecznością : „ Codziennie skoro świt , Z każdym ranem , chłopskość ojca czerwony kur , we mnie płomienniej pieje”. Bohater wierszy Marii Jasnożewskiej – Pawlikowskiej , jest kobietą. Mówiła ona o swoim miłosnych pragnieniach , nadziejach , dążeniach do szczęścia i świadomości , że nie jest ona trwała. Ale tą kobieta , trzeba zaznaczyć znacznie śmielej i szczerzej wyznawała swoje uczucia , walczyła o szczęście i buntowała się przeciw okrucieństwu losu niż jej poprzedniczki , żyjące w zupełnie innych czasach. W wierszu „ Krawiec kulawy” bohaterka stwierdza , że czas przypomina kulawego krawca który wyciąga z szuflady różnorodne materiały. Gdy spodobał się jej złoty materiał i zażądała uszycia z niego sukni. Czas odparł: „ To sprzęt dane do nieba – Cała sztuka – szczęśliwy , kto ten skrawek widział – niech większego szczęścia – nie szuka”. Bohaterowie wierszy Tuwina , Przybosia i Jasnożewskiej – Pawlikowskiej to szary człowiek. Jego nieskomplikowana egzystencja nie przynosi mu cierpienia ani udręki. Życie wolno toczy się naprzód wraz ze wszystkimi troskami i kłopotami. Inaczej jest w poezji Władysława Broniewskiego. Jego bohater jest pełen życia i wigoru. Odważnie staje w obronie zagrożonej ojczyzny. Nic nie jest w stanie go powstrzymać : „ Kiedy przyjdę podpalić dom, ten w którym mieszkam – Polska , Kiedy rzucą przed siebie grom , kiedy runą żelaznym wojskiem i pod drzwiami staną i nocą kolbami w drzwi załomocą – ty ze snu podnosząc skroń , stań u drzwi ! Trzeba krwi” I stanęli w pierwszych szeregach : K.K. Baczyński , Tadeusz Gajuj , a wraz z nimi całe pokolenie Kolumbów. Wojna była dla nich „ apokalipsą spełnioną” dla niej poświęcili swa młodość. Walka i obcowanie ze śmiercią to główny motyw patriotyczno- państwowych liryków K. K. Baczyńskiego : W jego dorobku w formie dojrzałej artystycznie , w ujęciu pełnym symbolicznego wizjonerstwa , wyraziły się przeczucia typowe dla generacji poety : zrozumienie chwili historycznej , połączone z nakazem walki , przeczucia i obawy katastroficzne wobec , zagrożenia całego sensu dziejów przez faszyzm. Konieczność wyboru między szczęściem a obowiązkiem narodowym. Poeta wypowiedział nieszczęście pokolenia Kolumbów , któremu wojna odebrała najpiękniejsze lata młodości , a w zamian za to zaoferowała nowy , na barbarzyńskich postawach oparty kodeks etyczny: „ Was nauczono – Nie ma litości , (...) Nie ma sumienia (....)Nie ma miłości (...)”. Życie poety – żołnierza odcisnęło się na twórczości Baczyńskiego. Doświadczenie okupacyjne wywarły wielki wpływ na jego poetycką wyobraźnię. Poezja ta nawiązywała do tradycji romantycznej. Bohater liryczny jego utworów to młody żołnierz , który zmuszony był walczyć z najeźdźcą. Staną przed trudnym do rozstrzygnięcia problemem moralnego wyboru. Z jednej strony był patriotą , a to zobowiązało go do przyjęcia postawy gotowości do walki , ale przecież z drugiej strony każda walka jest zabijaniem. Kolumbowi towarzyszyła ponadto bolesną świadomość , że jego pokolenie jest ofiarą bezlitosnej gry politycznej. Baczyński pisał o sobie : „ Ja , żołnierz , poeta czasu , śmierci się nie boję”. Ponura rzeczywistość wojenna nie budziła w młodym człowieku optymizmu. W wierszu „Z lasu” podmiot liryczny ukazał dramat młodych żołnierzy , którzy zostali zmuszeni do złożenia ofiary swego życia na ołtarzu ojczyzny : „ Żołnierze smukli , Twarzy taki jasne , a moce ciemne trą się z gnidą”. W wierszu „ Niebo złote ci otworze w którym ciszy o ciała nic”. Podmiot podjął niejako próbę przeciwstawienia się obsesjom „ czasu mrocznego” i „ czasu kalekiego”, który odebrał , całe piękno i pozostawił ból i zwątpienie: „ Oczy – granaty pełne śmierci. Dlatego świadomości powrotu do normalnego życia pobudza poetę do gorzkiej ironii bo przecież znów trzeba miłować (..) a tu by trzeba w ludzi spojrzeć , i tak by Boga dojrzeć w pieśni”. Pokolenie poetów – żołnierzy , pokolenie „ Kolumbów”, poddane zostało bardzo trudnej próbie wiary w piękno i radość życia. Stanęło przed dramatycznym problemem walki i wszelkiej konsekwencji , moralnych rozterek i niepokoju , oraz śmierci. Sprzymierzeńcem była dla nich poezja , która jednak nie uspokoiła wszelkich rozterek duchowych , lecz stała się ich odzwierciedleniem. Ukazywała niepewność , przerażenie i rozpacz, pustkę i jałowość życia. Ujawniła zagładę humanizmu. Wybór walki był obowiązkiem , wiązał się z poczuciem nieszczęścia i nie dawał całkowitej satysfakcji. „ Uczyniwszy na wielki wybór w każdej chwili wybierać muszę”. Bohater obozowych opowiadań T. Borowskiego to człowiek złagrowany , któremu technika obozu , krematoria , fałsz , zakłamanie i zdrada nie są obce , który myśli tylko kategoriami życia obozowego i przystosowuje do rządzących nim praw. Świadomość człowieka obozu obejmuje inny zakres wartości i odczuć niż świadomość człowieka wolnego. Więźniowie żyjący w trudnym do zrozumienia koszmarze życia obozowego maja swoje chwile radości , a nawet szczęścia na co wskazuje opowiadanie pt. „ U nas w Auschwitzu”. Oto spotykamy tam takie stwierdzenie : „ Rozkoszne dnie bez apelów , bez obowiązków” , czy też „ Ludzie w Oświęcimiu zakochani”. Te śmiałe i prowokujące sformułowanie o pozornej normalności życia więźnia świadczą o relatywizmie odczuć i doznań. Sugerują one wolność ludzkiej psychiki i przystosowania się do każdych warunków i wygód niewoli ocierającej się każdego dnia o ból , cierpienie i śmierć. Bohater opowiadań : „ Proszę państwa do gazu”, „ Dzień na Harmenzach” , „ Ludzie którzy szli” i „ U nas w Auszwitzu” – wydaje się funkcjonować w te nowej dla siebie sytuacji, pod warunkiem odpowiedniego nastawienia do takiej rzeczywistości , zaakceptowania jej , a więc , przy zmianie systemu wartości i norm etycznych , w którym poczucie godności , odwaga , szlachetność , lub współczucie nie mają bytu. W ten sposób człowiek poddany tak okrutnemu eksperymentowi zdaje egzamin z tego „ człowieczeństwa” , które zostało zredukowane do prostych odruchowi relacji sprawnie funkcjonującej maszyny. Człowiek „ złagrowany” wie że największą szansę przeżycia ma w tedy , kiedy szybko zapomni o tym wszystkim , co do tej pory uznawał za moralne. Niewrażliwość i egoizm , są usprawiedliwione. Życie w obozie toczy się według reguły : „dziś ja , jutro oni , kto pierwszy ten lepszy”. W łagrze zwycięża tylko kto silniejszy. Bohater opowiadań obozowych Borowskiego , to człowiek ujarzmiony , zdeprymowany, zdeptany i nie zdolny do oporu, nastawiony tylko na biologiczne przetrwanie i zniszczony wewnętrznie. Taki jest przedstawiciel poezji i prozy Tadeusza Różewicza , otumaniony przez wojnę , która zbudowała dotychczasowe systemy wartości , przez co trzeba dokonywać powtórnego stworzenia świata. Jest to człowiek zgubiony, żyjący w strachu , opętany przez koszmarne wspomnienia. „ Mam 24 lata , a lałem prowadzonych na rzeź”. Trudno jest takiemu człowiekowi zapomnieć. Ale poeta podejmuje próbę i jego bohater odradza się: „ Jak dobrze, jestem z tobą. Tak mi serce bije. Myślałem- człowiek nie ma serca (....)”. bohaterowie wierszy Różewicza to ludzie należący do pokolenia „Kolumbów” , którzy przeżyli wojnę. Nie ma w nich życia , heroizmu , nie byli bohaterami. Poeta stwierdza że człowiek po prostu przystosuje się do najgorszych nawet warunków i może je przetrzymać. Ci, którzy przeżyli kataklizm , pragną jedynie zapomnienia. proszą więc by nikt nie pytał o ich młodość, gdyż nie chcą o tym pamiętać. Człowiek jest samotnym , źródłem izolacji jest zobojętnienie i oziębłość ludzi , ich okrucieństwo w codziennym życiu. Różewicz potępia taką postawę i zwraca uwagę na to , że właśnie takie postępowanie ludzi jest przyczyną wielu tragedii i wojen. Mówi o tym wiersz „ Matka powieszonych”. Stara kobieta współczesna Niobe zbolała po stracie dzieci nie znajduje współczucia. „Ociera się o szorstką skórę tłumu w którym nie ma człowieka”. Zagubienie jednostki we współczesnym świecie najlepiej oddał poeta w dramacie „ Kartoteka”. Bohaterem jest człowiek bez dokładnie określonego wieku , ujęcia i wyglądu. Nie ma on imienia , gdyż różne postacie różnie się do niego zwracają. Bohater mieszka w banalnie umeblowanym pokoju , w którym panuje nieustanny ruch , jakby „przechodziła przez mieszkanie ulica”. Różni przechodnie prowadza z bohaterem rozmowy na jego temat. Są w śród nich jego rodzice , ciągle traktujący go jak dziecko , jest i sekretarka , nauczyciel , przyjaciel z dzieciństwa – Niemka , który trafia do jego pokoju przez pomyłkę , kobieta , dziennikarz i inni przypadkowi ludzie. Bohater jest bierny , a na dodatek każda z postaci traktuje go na swój sposób. Jest więc raz dzieckiem , raz zakochanym chłopcem. Współczesna poezja i proza zajęła się zagadnieniem egzystencjalizmu , bytu i sensu istnienia człowieka , który poszukuje nowych dróg , pyta o sens własnego życia , jest słaby i zagubiony. Ma ambitne plany i dążenia , ale trudno mu je zrealizować , bo nie wie kim jest naprawdę. Takiego człowieka widzi Wiesława Szymborska. Autorka w wierszu Miniona cisza po Ludwice Warszawskiej” stwierdza : „ Tyle wiemy o sobie , ile nas sprawdzono” te słowa są prawda ogólną i drogowskazem , wyznacznikiem człowieczeństwa każdego z nas. Problem ludzkości jako gatunku biologicznego to tematyka wierszy o charakterze antropologicznym ślad za egzystencjalistami Szymborska doszukuje się istoty człowieczeństwa w wyobraźni która umożliwia negację. Stąd antynomia między naturą a człowiekiem , przepaść której nie można zniewalać z powodu braku wspólnego systemu , porozumienia się. Odróżnienie snu od jawy , rzeczywistości od marzeń „ stworzenia systemów etycznych , filozoficznych , religijnych , zdystansowało ludzi od reszty przyrody. A jednak mimo to człowiek jest ciągle ograniczony swymi nie najdoskonalszymi zmysłami skazany na to co mogło by być”, „ oczami tylko widzi , uszami tylko słyszy , rekordem jego mowy jest tryb rozumowania , Rozumem gani rozum”. Podobny portret człowieka kreśli w swoich lirykach Zbigniew Herbert. W wierszu „Apollo i Marsjasz” ukazał wyższość ludzkiego cierpienia nad innym i oschłym ideałem. Ten utwór to powieść o pojedynku muzycznym boga wszelkich sztuk i sylena Marsjasza. Ten ostatni przegrał i został za karę obdarty ze skóry. Herbert położył nacisk na wyrafinowane okrucieństwo Boga. Po dokonaniu stworzenia kaźni rozpoczyna się własny pojedynek. Mękę nieszczęsnego śpiewaka poeta przeciwstawił zimnemu estetyzmowi Apollina. Jako człowiek Marsjasz dokonał tego co nie udało się dokonać swą grą bogowi. Pod stopy Apollo spada skamieniały słowik , a obracając się widzi , że drzewo do którego przywiązany był Marsjasz osiwiało z przerażenia. Poeta w wierszu „ Ze szczytu schodów” pokazuje jak wygląda życie zwykłych ludzi , zamiataczy ulic , wykonując te same czynności każdego dnia i tych którzy sprawują władzę. Z ironią komentuje słowa rządzących , który chce zejść ze szczytu schodów i podzielić się trudem sprawowania władzy. Bohaterem wierszy Herberta jest często pan Cogito. Jego imię pochodzi od słynnego powiedzenia Kartezjusza „ Cogito ergo sum” – ( myślę , więc jestem). J ta maksyma bohater kieruje się w codziennym życiu , próbuje zmierzyć się z własną małością. Bezbronny wydany na pastwę losu – okrutnej rzeczywistości , zwykły przechodzień z końca XX wieku. Jego kredo życiowe to zachowanie godności osobistej , danie świadectwa prawdzie , obrona poniżonych i bitych, pogarda dla szpicli i tchórzy , miłość do wszystkiego , dociekanie prawdy , nie bacząc na brak nagrody , na drwiący uśmiech innych. Tylko kierowanie się podanym składem zasad pozwoli człowiekowi na utrzymanie ciągłości kulturowej , na dołączenie do wielkich tego świata. Patrząc z perspektywy na wszystkie te postaci , trudno stwierdzić jakie one są. Żadna z nich nie jest typowa ani oczywista. Każda ma sobie odwagę , strach, dumę , poniżenie , moc i słabość , radość i cierpienie. Jacy są tak naprawdę – nie wiadomo. Są po prostu ludźmi. Warto powtórzyć w tym miejscu za autorką tomiku „ Wołanie do Yeti „: „ Człowieka przez wysokie C , kocha i zawsze kochać się chce , dla niego w gardle ma lusterka , trzykrotnie słówek ćwierki , Ćwierka......”. 3. Czy antysemityzm to tylko wytwór systemów totalitarnych w czasie II wojny światowej? Antysemityzm to ruch polityczno-gospodarczy, mający na celu zwalczanie żydostwa i jego wpływu na życie publiczne. Możemy wyróżni trzy kierunki zwalczania rasy żydowskiej. Pierwszy z nich to kierunek etyczny. Uważano bowiem, że wszystkie potrzeby Żydów sprowadzały się tylko do korzyści pieniężnych i przekupstwa, a przez to do zdziczenia uczuć w wśród ludzi. Twierdzono także, że Stary Testament rzekomo głosi nienawiść i nieżyczliwość wobec nie - Żydów i stwierdza ich podrzędne stanowisko w stosunku do Żydów. To stwierdzenie spowodowało niechęć do Izraelitów, ponieważ wszyscy ludzie są równi i nikt nie chce być gorszy od drugiego człowieka. Uważano również, że Żydzi są reprezentantami kapitalizmu, a zarazem przewodnikami komunizmu, dążącego do obalenia kapitalistycznego ustroju gospodarczego. W obu wypadkach miał im przyświecać tylko jeden cel, a mianowicie zebranie wszystkich bogactw świata. Kierunek kolejny, zwalczający semityzm, tłumaczy, że Żydzi niszczą każde państwo. Antysemityzm wychodzi tutaj z założenia zupełnej odrębności ras, tak że jakiekolwiek zasymilowanie Żydów z elementami aryjskimi jest wykluczone. Co się tyczy historii, to antysemityzm znajdujemy już w starożytności, a za jego twórcę uważany jest Apion, wędrowny mówca. Ostro występowali przeciwko Żydom także Rzymianie. Tacy mówił o nich, że są „odium generis humani”, tzn. odrazą rodzaju ludzkiego. Ponowne wzmożenie się prądu antysemickiego było niewątpliwie następstwem II wojny światowej. Jednak nie można twierdzić, że antysemityzm wytworzyły systemy totalitarne w latach 1939-45, bowiem niechęć do Żydów widoczna jest już we wcześniejszych epokach i była spowodowana np. zbyt silną dominacją Izraelczyków w państwach w których żyli. Można to zaobserwować także w literaturze. W romantyzmie powstał utwór „Nie-Boska Komedia” Zygmunta Krasińskiego. Autor poruszył w nim także problem żydowski. Poeta przypisuje Żydom zamiar zniszczenia chrześcijaństwa i podporządkowania sobie świata. Uważa ich za niebezpiecznych i wyrachowanych, a także obłudnych. Izraelczycy ukazani są w sposób bardzo negatywny. Autor nazywa ich przechrztami. W utworze opisane jest także fałszywe zachowanie się Żydów. Udają oni, że pomagają rewolucjonistom, a w istocie życzą im zguby. Świadczą o tym słowa: „Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę im - oni panów zabiją po błoniach - rozwieszą po ogrodach i borach - a my ich potem zabijem, powiesim. - Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jechowy się ustroją, słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. -Pluńmy po trzykroć na zgubę im!” Żydzi ukazani są również jako wrogowie chrześcijaństwa, bowiem mówią: „Cieszmy się bracia moi. - Krzyż, wróg nasz, podcięty, zbutwiały, stoi dziś nad kałużą krwi, a jak raz się powali, nie powstanie więcej. - Dotąd pany go bronią”. „Nasi ludzie krwawo pracowali przez czterdzieści dni i nocy, aż wreszcie zburzyli ostatni kościół na tych równinach”. W utworze Przechrzci oznaczają także ludzi, którzy kochają się w dobrach materialnych, bowiem jeden z nich mówi: „Dlaczegożeś dzieci nie wychowała sobie na obrońców - na rycerzy? - Teraz by ci się, zdały na coś. - Aleś kochała Żydów, adwokatów - proś o ich życie teraz.” Zdanie „aleś kochała Żydów” oznacza interesy pieniężne i przedkładanie ponad wszystko dóbr materialnych. Tak więc cały dramat Krasińskiego jest przesiąknięty niechęcią do Żydów i jest to spowodowane tym, że w autorze budzili oni najgorsze obawy i podejrzenia. Poeta przypisywał im tendencję wyłącznie niszczycielski. ”Nie-Boska Komedia” jest przykładem utworu, w którym sam autor wyraża nieżyczliwość i złośliwość w stosunku do Żydów. Są jednak książki, których autorzy są przychylni Izraelitom, antysemitami są tylko opisywani przez nich ludzie. Przykładem takiego utworu może być „Mendel Gdański” napisany przez Marię Konopnicką. Utwór ten był próbą przeciwstawienia się pisarki fali antysemityzmu , która przetaczała się pod koniec XIX w. Przez Polskę i spowodowała liczne pogromy Żydów. Bohaterem noweli jest Mendel Gdański, stary rzemieślnik żydowski, introligator. Od lat związany jest z Warszawą, czuje się Polakiem. Mendel ciężko i uczciwie pracuje, nie rozumie więc, dlaczego odmawia się mu prawa bycia pełnoprawnym obywatelem polskim. Jednak już sam fakt, że jest Żydem wystarcza, aby stary introligator stał się ofiarą programu antyżydowskiego. Wtedy, choć uratowany z pogromu, traci serce dla Polski. Utwór stanowi gorzką refleksję, że są wśród nas Polacy, którzy potrafią zniszczyć najbardziej wartościowych ludzi tylko za ich inność i „niewłaściwe” pochodzenie. Dla Konopnickiej antysemityzm był czymś strasznym, czemu należało się absolutnie przeciwstawić. Inny utwór opisujący pogardę wobec Żydów, to „Chłopi” W.S. Reymonta. Jednym z nich w tej książce jest Jankiel, właściciel miejscowej Karczmy. Jest on ukazany jako przebiegły i podstępny człowiek, myślący tylko o powiększeniu swojego majątku. Namówił on też parobka Kubę do kłusownictwa. Mami go obietnicami dobrej zapłaty za nielegalnie upolowane zające, kuropatwy i sarny. Obiecał też dać Kubie strzelbę. Chce również, aby parobek okradał swego gospodarza - Borynę z owsa. Kuba, który zamroczony jest alkoholem i wizją łatwego i dużego zarobku, zgodził się na to. Polacy czuli niechęć do Żydów z tego względu, że dbali oni wyłącznie o swoje interesy. Przyczynili się także do tego, że Niemcy wykupili Polesi. Można ogólnie powiedzieć, że naród polski nie był przyjaźnie nastawiony do Żydów, a świadczyć o tym magą następujące wypowiedzi bohaterów utworu: „Juści, że Żydzi, a nie kto drugi, juści, że te zapowietrzone.” „Z drogi, psiakrew, Żydzie, bo cię zakatrupię”. „Żydzie, harocku z esensją, a w ten mig, bo przetrącę”. Kolejnym utworem opisującym antysemityzm są „Medaliony” Zofii Nałkowskiej. Motto książki „ludzie ludziom zgotowali ten los” wydaje się być uzasadnione, opowiadania Nałkowskiej można bowiem traktować jako wezwanie do rozważań nad ludzką naturą i zdolnością człowieka do popełniania najgorszych „nieludzkich” czynów. Czytając opisy niektórych zbrodni można mieć faktycznie wątpliwości, czy dokonała ich nawet najbardziej, zdegenerowana istota ludzka, a nie jakaś dzika bestia. Każdy rozdział tego utworu jest odrębną historią dotyczącą okupacyjnej rzeczywistości. W opowiadaniu „Kobieta cmentarna” bohaterką jest prosta, niewykształcona kobieta, opiekująca się cmentarzem. Niedaleko od niego znajduje się getto żydowskie otoczone murami. Według relacji kobiety, mieszkańcy sąsiednich domów nie mogą żyć spokojnie, ponieważ słyszą nieustannie dochodzące zza murów krzyki, płacz i strzały. Kobieta wprawdzie wie, że Żydzi nienawidzą Polaków, bo nieraz słyszała o tym w radio, a nawet sami Niemcy tak mówią. Mimo to jednak żal jej ginących ludzi. Wie, że nie ma dla nich żadnego ratunku. Są wywożeni na śmierć, a ci którzy się bronią, zabijani są na miejscu, podpalani w domach giną w płomieniach lub wyskakują na bruk. Inny rozdział książki „Dwojra Zielina” mówi o losach tytułowej bohaterki - Żydówki. Po bombardowaniu Warszawy i stracie domu przeniosła się ona wraz z mężem do Janowa Podlaskiego, a stamtąd została wysiedlona do getta w Międzyrzeczu. Stąd wywożono ludzi do obozu zagłady w Treblince. W czasie akcji Dwojra chowała się na strychu, gdzie spędzała wiele dni prawie bez żywności. Zimą 1943 roku straciła oko, gdy Niemcy z okazji nocy sylwestrowej strzelali do Żydów. Potem znalazła się w obozie koncentracyjnym w Majdanku, gdzie była bita i głodzona. Następnie dostała się do fabryki amunicji w Skarżysku Kamiennej. Tam wyrwała sobie wszystkie złote zęby, żeby kupić sobie chleb. Tuż przed zakończeniem wojny Niemcy przenieśli fabrykę do Częstochowy. Tu Dwojra doczekała wkroczenia wojsk radzieckich. „Człowiek jest mocny” to opowiadanie, którego bohaterem jest Michał P., polski Żyd, który przywieziony został do Chełmna. Tutaj znajdował się pałac, będący przed wojną Zakładem Kąpielowym. Przywożono tu Żydów z całej okolicy i przeprowadzano przez wnętrze pałacu na podwórko, na którym stał olbrzymi wóz z hermetycznymi drzwiami. Żydom kazano rozbierać się jak do kąpieli, po czym zapędzano ich do samochodu i zatruwano spalinami. Zwłoki przewożono do pobliskiego lasu, gdzie ekipa silnych Żydów kopała zbiorowe mogiły dla swych rodaków. W takim zespole pracował Michał P. W lesie Żuławskim, dokąd przewożono zwłoki, były one poddawane specjalnemu przeglądowi przez dwóch Ukraińców, którzy szukali złota, wyrywali trupom złote zęby, zdzierali obrączki i zegarki. Pewnego dnia Michał P. wśród wyrzuconych z samochodu zwłok odnalazł swoją żonę i dwie małych dzieci. Położył się na nich i poprosił, aby go zastrzelono, ale Niemcy odmówili, stwierdzając, że że jest to jeszcze mocny człowiek i może jeszcze popracować. W końcu Michał uciekł któregoś dnia z samochodu w czasie dojazdu do lasu. „Medaliony” to wstrząsające studium ludzkiego strachu, determinacji i degeneracji człowieka. Książka, która jest często porównywana z „Medalionami” są „Opowiadania” Tadeusza Borowskiego. Auto tak samo, jak Naukowska, mówi nie tylko o prześladowaniach Żydów, ale także i innych narodów. W obu utworach mamy do czynienia z dążeniem do maksymalnej obiektywizacji świata przedstawionego oraz z przekonaniem, że skutki faszyzmu przerażają ogromem spustoszeń moralnych i duchowych. Najbardziej niepojęty jest fakt, że człowiek się do tego przyzwyczaił, pozostał bierny wobec zbrodni. Naukowska przedstawia obóz dzięki relacjom ludzi, którym udawało się przeżyć, Borowski zaś był jednym z nich. Model człowieka przedstawiony przez autora jest obrazem naturalistycznym. Walkę o byt wygrywa silniejszy i sprytniejszy, przetrwa ten, kto potrafi zapomnieć o konwencjonalnych zasadach moralnych, kto potrafi kraść i oszukiwać, pozostać obojętnym na cudzy głód, cierpienie i śmierć. Podstawą funkcjonowania ludzi w obozie jest nadzieja, która każe człowiekowi wierzyć, że wojna się skończy, że nadejdzie „inny świat” , że wrócą prawa człowieka. Nadzieja przetrwania powoduje, że matki wyrzekają się własnych dzieci, żony sprzedają się za kawałek chleba, a ich mężowie zabijają. Ta złudna nadzieja spowodowała, że Żyd z Mławy, pracujący przy transporcie kierowanym do gazu, spotyka swego ojca, powiedział doń, aby się wykąpał w łaźni, a potem pogadają, chociaż wiedział, że łaźnia, to komora gazowa. „Opowiadania” mówią także o bezsensownej śmierci, bowiem pewnego dnia Tadek, bohater utworu poznał pewną żydówkę - Nin. Wyszli nielegalnie na spacer do lasu, poza obóz. W drodze powrotnej Nina została zastrzelona przez jednego z amerykańskich żołnierzy, ponieważ wracając do obozu nie zatrzymała się na wezwanie. Oto Żydówka, która cudem uniknęła krematoryjnego pieca, ginie nagle i niepotrzebnie po zakończeniu wojny. Głównym tematem utworu Hanny Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem” jest powstanie w getcie. Te wydarzenia opisuje Marek Edelman, główny bohater powieści. Powstanie Żydowskie rozpoczęło się 17 kwietnia 1943r. I stanowiło jeden z najtragiczniejszych epizodów okupacji hitlerowskiej w Polsce. Bojownicy, w liczbie około dwustu, nie mieli bynajmniej zamiaru pokonania Niemców, było to praktycznie i teoretycznie nierealne. Hitlerowcy byli wielokrotnie liczniejsi io wiele lepiej uzbrojeni, musieli więc zwyciężyć. Żydowscy powstańcy, należeli do Żydowskiej Organizacji Bojowej i Żydowskiego Związku Wojskowego, pragnęli jedynie pokazać światu, że można umierać z godnością i można samemu wybrać rodzaj i moment śmierci. Powstańcy musieli zginąć. Fakt wybuchu powstania stanowił zaprzeczenie obiegowego wizerunku Żyda, bezbronnego człowieka, bez oporu idącego na śmierć i biernie pozwalającego hitlerowcom na znęcanie się nad nim. Ten stereotyp najlepiej charakteryzuje sam Edelman, opowiadając o wydarzeniu z czasów okupacji, którego był świadkiem. Dwóch niemieckich oficerów dla zabawy postawiło starego Żyda na beczce i po kawałeczku, wśród śmiechu i docinków licznych gapiów krawieckimi nożycami obcinali mu brodę. Żyd stał spokojnie, nie protestował, Niemcy byli absolutnie bezkarni. Ginący powstańcy żydowscy czuli się wreszcie wolni, umierali godnie, z karabinem w dłoni. Problematyka holocaustu pojawiła się również w utworze Andrzeja Szczypiorskiego „Początek”. Prezentowane w utworze postacie należą do dwóch innych światów: „początku” i „końca”. Do bohaterów „początku” należą m.in.: Miriom Weber czyli Joasia Fichtelbaum, czy też Arturek Hirschfeld - Władysław Groszewski. Dla nich wojna była kluczowym przeżyciem. Należeli do pokolenia wojennego. Od początku skazani byli na dramatyczny wybór, dojrzewanie w okresie kryzysu wszelkich wartości i po wojnie musieli budować swe życie na nowo. Bohaterami: „ końca” jest także Henio Fichtelbaum, doktor Seidenmann i jego żona Irma. Szczególnym bohaterem „końca” jest także Henio Fichtelbaum. Jedna z bohaterek Iram Seidenmann, która przeżyła holocaust, uświadamia sobie po wojnie, w roku 1968, że antysemityzm nie był jedynie produktem hitleryzmu, a wojna stanowiła jego zaledwie początek. Nie tylko prozaicy pisali o prześladowaniach i zagładzie Żydów, temat ten pojawia się w wierszach poetów. Utwór Czesława Miłosza „Campo di Fiori” porusza problematykę wojenną, związaną z zagładą warszawskiego getta i klęską powstania Żydów. Tytuł utworu nawiązuje do placu w Rzymie, na którym w 1600r. Został spalony Giordano Bruno, oskarżony o herezję. Miłosz zestawia te dwa tak odległe od siebie w czasie i wymowie wydarzenia, aby ukazać problem obojętności ludzi na nieszczęście drugiego człowieka. Śmierć filozofa wywołała jedynie przelotne zainteresowanie. Podobnie w Warszawie, kiedy płonęło getto, ludzie bawili się na ustawionej przez Niemców koło muru karuzeli, z których widać było agonie Żydów. Według poety człowiek w obliczu śmierci jest samotny, a jego cierpienie nie interesuje nikogo, nikogo nie wzrusza. Inny poeta Władysław Broniewski w „Balladach i romansach” opisuje tragiczne losy małej Żydówki, sieroty. Przypadkowi ludzie pomagają nieszczęśliwej dziewczynie, ofiarując jej bułkę, grosik, lecz oto przejeżdżający SS-mani rozstrzeliwują żydowskie dziecko. Śmierć Żydówki - Ryfki jest porównywana z ufantastycznioną wizją śmierci Jezusa. To porównanie wzmaga tragizm wiersza, ukazuje całe okrucieństwo wojny i hitlerowskich najeźdźców. Pisarze lat wojny i okupacji zaniepokojeni byli nietolerancją państwa totalitarnego wobec wszystkiego, co odmienne. Dlatego też zainteresowali się tematyką żydowską. Powstało wiele utworów mówiących o holocauście, a także o stosunku Polaków do Żydów. Andrzej Szczypiorski powiedział kiedyś, że „polski antysemityzm jest pozorny: Żyd jest synonimem zła, źle idących spraw”. Myślę, że to stwierdzenie jest słuszne. Potwierdzeniem tego może być pewna scena z „Początku”, kiedy to Henio Fichtelbaum przyszedł do cukierni. Nie - Żydzi natychmiast zaczęli niechęć wobec niego, która powodowana była strachem o własne życie, bowiem utrzymywanie stosunków z Izraelitami groziło śmiercią. Jednak nie wszyscy Polacy odnosili się nieżyczliwie do Żydów. Byli tacy, którzy im pomagali jak, np. niektórzy bohaterowie „Początku”. W różnych epokach różnie odnoszona się do Izraelczyków. I tak np. W „Ludziach bezdomnych” Żydzi, którzy wegetowali na ulicy Krochmalnej i Chmielnej wzbudzali u Polaków litość oraz współczucie. Żyd z „Wesela” i Jankiel z „Pana Tadeusza” traktowani byli przez Polaków z szacunkiem, przyjaźnią i życzliwością. Nie można więc powiedzieć, że cały naród polski pałał nienawiścią do Żydów, tak samo jak i nie można stwierdzić, że antysemityzm zrodził się dopiero w czasie II wojny światowej. Jak już powiedziałem na wstępie, nienawiść do Żydów można było obserwować już w starożytności. Należy tutaj wymienić krwawe powstanie Żydów za panowania Trojana, czy też zburzenie państwa żydowskiego w roku 70. Jednak właściwe systematyczne zebranie zarzutów przeciw Żydom nastąpiło dopiero w nowszych czasach. 4. Czy poświęcić się zdobywaniu pieniędzy ,czy też poświęcić się dla idei służebnej wobec ludzkości np. nauce , wynalazkom . W jakim stopniu można odpowiedzieć na to pytanie na podstawie "LALKI" Bolesława Prusa, A w jakim z wiedzy dotyczącej życia? Sytuacja społeczna epoki pozytywizmu i dzisiejsze spojrzenie na służbę ludzkości. Lalka jako powieść nie dająca w pełni odpowiedzi na pytanie o cel życia człowieka współczesności. Pogodzenie praw życia w społeczeństwie kapitalistycznym z zaangażowaniem w pracę - źródłem satysfakcji dla człowieka, chcącego zrealizować cele życiowe. Właściwie przystępując do jakiegokolwiek tematu związanego z celem życia w kontekście współczesności, a jest ta praca z tym niewątpliwie związana, należy zastanowić się nad egzystencjalnym pytaniem "być, czy mieć". Chciałbym tu nawiązać do jednego z moich wcześniejszych wypracowań związanego bezpośrednio z tą problematyką. Chodzi tu o temat "Być czy mieć", którego analizą zajmowaliśmy się na podstawie sztuki Mrożka "Emigranci". W wielu bowiem zasadniczych problemach sztuka ta może stanowić oparcie dla rozważań na temat znaczenia pieniędzy we współczesnym świecie. Tak, ten problem, często poruszany jest przez moralistów naszej epoki, nie ma bowiem nic bardziej zastraszającego od procesu, który obecnie zachodzi w mentalności ludzkiej. Przez wieki pieniądz stanowił o statusie ludzi, dzielił ich, uzależniał, ale nigdy jeszcze, na tak szeroką skalę, nie odgrywał tak istotnej roli dla sfery duchowej człowieka, nigdy nie miał na nią tak dużego wpływu. W miarę rozwoju cywilizacji, człowiek coraz bardziej uzależniał się od własnych wynalazków. Podobnie dzieje się dziś również z pieniądzem. Jest to bardzo szczególny przedmiot. Ponieważ posiada wymierną wartość, często zostaje utożsamiony z jedyną, dla wielu ludzi, skalą wartościowania, niekiedy także w sferze pozamaterialnej. I coraz częściej dochodzimy do przekonania o tym, że to pieniądz rządzi światem, że wszystko można "kupić". Taki obraz jest bardzo zafałszowany, gdyż w rzeczywistości, sfera intelektualna człowieka nigdy nie jest, aż do tego stopnia, spłacona przez materialistyczną żądzę posiadania. "Lalka" Prusa dostarcza nam do rozważania na ten temat w miarę bogaty materiał. Trzej bohaterowie tej powieści są bowiem bezpośrednio związani z problemem poświęcenia się dla, w tym wypadku niemal symbolicznej, mistycznej, nauki, a przyziemną sferą interesów, pieniędzy, które wydają się być złem koniecznym. Ci ludzie to Wokulski, Ochocki i Geist. Wywodzą się oni z różnych środowisk, z różnych kultur, ale cel, który wyznaczyli sobie w młodości jest jeden - poświęcenie dla nauki. Ich losy układają się różnie. Ochocki pozostaje idealistą szukającym ciągle swej życiowej szansy i przedkładający te poszukiwania nad wszystko. Geist, który swą szanse wykorzystuje, nie jest jeszcze do końca pewien swego sukcesu. I wreszcie Wokulski, który jest najbardziej chyba odpowiednią postacią dla naszych rozważań. Jest to człowiek, który odszedł od swych ideałów z młodości. Człowiek, który ciągle zmaga się z myślą o powrocie do ideałów młodości. Osobiście odniosłem wrażenie, że nauka, o której jest tu mowa, jest raczej pewną wartością intelektualną, nieskażonym pojęciem, oznaczającym ciągłe dążenie do ideału, poprzez doskonalenie własnego umysłu. Nauka, w takim rozumieniu staje się symbolem utylitaryzmu, skupia w sobie pewien zasób wartości ponadczasowych. I niczym Faust przepełniony chęcią poznania, gotów jest zaprzedać duszę diabłu, tak i ten idealny bohater powinien poświęcić się całkowicie, bez reszty żądzy posiadania wiedzy i jej wykorzystania dla dobra ogółu. Ale czy Wokulski jest w stanie spełnić taką życiową misję. Wokulski jest człowiekiem, który takiemu zadaniu nie jest w stanie sprostać, jego bowiem życie, bardziej przecież dojrzałe niż Ochockiego, czy Geista, którzy są ucieleśnieniem niezrealizowanych marzeń Wokulskiego z młodości, uzależnione jest od świata realnego, którego niemoc i pokusy znacznie bardziej oddziaływują na Stacha Wokulskiego, niż na niedojrzałych zapaleńców. Tu pojawia się zasadnicza płaszczyzna porównawcza. Wokulski to człowiek z jednej strony wyznający idee scientyzmu, z drugiej zaś strony człowiek opanowany przez romantyczne rządze, które powodują, że ich realizację Wokulski widzi w zdobywaniu pieniędzy. Zauroczenie w Izabeli jest silniejsze od przekonania o słuszności scientyzmu. Jeszcze większą rolę w zerwaniu z ideałami młodości pełni kariera, której pieniądze są niewątpliwym sprawcą. Dla Wokulskiego nauka była w młodości celem życia. Wszystko chciał jej podporządkować, ale los chciał, by to nie wynalazki uczyniły go szczęśliwym, lecz szczęście to odnalazł (tak mu się przynajmniej wydawało) w zauroczeniu do kobiety. Kiedy Wokulski wkracza w dojrzałe życie na pierwszy plan wysuwa się czysto materialistyczne dążenie do posiadania stabilnej sytuacji majątkowej. Kiedy taką już posiada (po ślubie z Minclową), jego ideały młodości znów ustępują na rzecz kariery, której celem ma być zdobycie awansu społecznego, a co najważniejsze zdobycie serca Izabeli. Wokulski jednak często powraca wtedy do swych marzeń o podboju świata nauki. Ale jest to już nieco sztuczne i raczej jest tylko próbą oderwania się od emocjonalnego związku z Izabelą. Tak dzieje się w Paryżu. I nawet cudowny metal Geista, dla którego jest najwspanialszym odkryciem naukowym, w efekcie "ląduje" na szyi Izabeli jako wisiorek podarowany przecież w imię miłości, jako talizman. Tak oto można najlepiej podsumować starcie duszy romantyka z umysłem scientysty, czyli wewnętrzny pojedynek Wokulskeigo. Pozostaje jednak pytanie, czy w takim razie można uznać Wokulskiego za człowieka, k

1. Człowiek w świetle poznanych utworów literatury antycznej i Biblii

Czym jest człowiek? Kim jest człowiek? Były to pytania stawiane od zarania ludzkości, a właściwie od czasu, kiedy nasi przodkowie nauczyli się pisać. Stało się to 4000 tys. lat temu w Mezopotamii. Właściwie od tego momentu, od poznania umiejętności pisania, możemy liczyć nasza historię a co za tym idzie także literaturę. Okres ciągnący się przez te tysiąc lat aż do roku 476, daty upadku Rzymu, nosi nazwę antyku. Były to lata budowania cywilizacji, często oderwanych od siebie, żyjących własnym życiem z własnymi bogami, własną tożsamością i wreszcie z własnym obywatelem. Człowiek był ważnym ogniwem, przegrywał jednak w walce z bogami, półbogami i herosami. Istota ludzka była bardzo rzadko bohaterem mitów, legend czy podań ludowych będących podstawą wierzeń danej społeczności. Ówczesna istota przegrywała w walce z ideałami, żyła za skromnie, w jej egzystencji było mało ponadczasowości przynależnej bogom. Istota nie mogła rządzić z samej siebie, miała władze od bogów. Król był pomazańcem bożym, kimś wyższym, kimś z cząstką świętości, czystości.
Człowiek od początku był tylko zbędnym dodatkiem, kierowanym przez bogów, którego egzystencja uzależniona była od ich woli. Najlepiej uwidacznia się to w twórczości antycznych poetów tworzących w Grecji. Sama „Biblia” Greków, czyli ich Mitologia obfitowała w trafne dowody na powyższą tezę: np. za sprzeciwienie się bogom zginąć musiał Dedal, który sprzeciwił się ojcu, w tym miejscu symbolowi władzy rodzicielskiej. Jego śmierć była zdeterminowana już wcześniej... słońce i wilgoć spełniła tylko przeznaczenie. Szczególne znaczenie mają archetypy, wzory zachowań, aktualne do dzisiaj. Podany tutaj przykład ma akurat w sobie bardzo łatwe przesłanie: jeśli sprzeciwisz się ojcu, a twoim prawdziwym ojcem jest Bóg, to poniesiesz zasłużoną karę. Postać i ideały Prometeusza poświęcającego się w imię dobra ludzkości i spełniają poważną rolę nawet w naszym „wymiętym” z zasad świecie.
W mitach człowiek jest postacią prawie bez znaczenia. Decydującą rolę spełniają wyidealizowani bogowie, będący utopią, do której dąży bezwolna istota ludzka.
Osobną pozycję w literaturze greckiej, prawie na równi z mitologią, zajmuje twórczość przypisywana Homerowi. Jego „Iliada” i „Odyseja” to arcydzieła epiki wzbudzające zachwyt również dzisiaj. W sferze stosunku do człowieka, dzieła te nie miały charakteru czegoś przełomowego: były kontynuacją filozofii znanej nam z Mitów. Los był zdeterminowany przez przeznaczenie, któremu musieli się poddać nawet bogowie. Rewolucyjne jest za to podejście do bohaterów. Pierwszoplanowymi aktorami są w „Iliadzie” Achilles i Hektor a w „Odysei” Odys. Achilles był półbogiem, ale Hektor był najnormalniejszym królewiczem. Przewartościowanie ideału Boga jako nieomylnego strażnika ludzkości najlepiej widać w postawie „szybkonogiego”, który nie postępował jak potomek Zeusa. Wręcz przeciwnie, był mściwy, porywczy i dumny. Jego okrucieństwo i dzikość najlepiej widać przy skontrastowaniu tych cech z postawa syna Priama, którego odwaga i szlachetność rodzi naszą sympatię.
Podobnie jak los tych bohaterów spod Troi, zdeterminowany jest los Odysa, głównego bohatera „Odysei”. On wie, że musi wypełnić się przepowiednia, iż będzie usiał podrózować20 lat, aby dotrzeć do rodzinnej Itaki. Dla bogów jest ten podróżnik swego rodzaju królikiem doświadczalnym, za jego plecami rozgrywają się walki pomiędzy władcami ziemskiego padołu.
Homer traktował człowieka przedmiotowo. W przeciwieństwie do tego Arystoteles twierdził, że to właśnie człowiek jest odbiorcą jego twórczości a bogowie tylko dają natchnienie. Był on jednak pomysłodawcą dramatu antycznego, zakładającego na wstępie ukazywanie świata fałszywego, co było wbrew religii. W tym „świecie” występowali bogowie, jednak przez swoja fikcyjność przestrzeń ta, nie poddawała się ich wpływowi. Wynikało to z prostego rozumowania: jeśli bogowie istnieją, to znajdują się w świecie realnym, a że są istotą idealną to nie mogą mieć swojej kopii w świecie fantastycznym. Wniosek: dramat, chociaż był poświęcony bogom był w sumie sztuką dość niezależna z elementami bardzo kontrowersyjnymi, jak na tamte czasy.
Autorem, który czerpał z ideałów dramatu wyzwolonego, będącego jednak dla nas teatrem „antycznym”, był Sofokles. Napisał wiele dzieł, ale jego twórczość łatwo scharakteryzować na przykładzie „Antygony”. Istotą utworu jest konflikt pomiędzy prawami boskimi a ziemskimi, wskazuje na rozłam pomiędzy tymi światami, ukazuje sprzeczność ideałów i bezsens śmierci. Szczególna uwaga położona jest na przeżycia bohaterów, samo postawienie na równym poziomie praw króla i boga jest rewolucją w filozofii. Istota tego zjawiska jest jednak zaprzepaszczona, ponieważ Król ponosi karę za sprzeciwienie się bogom. Pozornie wracamy do schematu kary za błędy, tym razem jednak jest ona wymierzana z ręki ludzi, którzy popełniają samobójstwo. Możemy powiedzieć, że tak chciał los, nie jest to jednak prawda, ponieważ człowiek zabiera część kompetencji Boga, który daje i odbiera życie. Bunt zakończony jest więc sukcesem a prometeizm w imię ideałów Boga oprócz kary, przynosi też wyzwolenie człowieka.
Zupełnie inna wizję rzeczywistości miał Wergiliusz, poeta wywodzący się z Rzymu. W swojej twórczości nawiązywał do utopijnej wizji miejsca wiecznej szczęśliwości. W swoich krótkich utworach takich jak bukoliki i georgiki sławił życie prostych pasterzy, jego zdaniem, najszczęśliwszych ludzi na Ziemi. Nie brał on jednak pod uwagę tematu przemijania, nie zaznacza w swojej poezji jej ponadczasowości, uniwersalności. To czynił jego przyjaciel, Horacy dla którego rzeczą najważniejszą był człowiek. To dla niego tworzył i to w jego pamięci chciał zostawić jakiś ślad. Był on mistrzem satyry, w poglądach filozoficznych bliski był stoikom. Przekonanie o nieśmiertelności ideałów zawartych w swoich wierszach i idei człowieka jako dziecka bogów zawarł w swojej odzie „Exegi manumentum aere perennius”. Opowiada on o twórczości poetyckiej, jest świadomy swojej wyjątkowej roli jako twórcy, nauczyciela wzniosłych ideałów. „Nie wszystek umrę” jest hasłem przewodnim, jest sensem jego życia, daje mu siły i zdolności do tworzenia. Podmiot liryczny uznaje jednak zwierzchność poezji greckiej nad rzymską, oddając hołd poprzednikom.
Utworem mającym największy wpływ na późniejszy rozwój cywilizacji była jednak Biblia. Nie wiadomo ilu miała autorów, jest jednym wielkim zbiorowiskiem najróżniejszych stylów i typów literackich. Stosunek do człowieka w tym dziele jest bardzo trudny do zdefiniowania. Z jednej strony Biblia jest przesiąknięta duchem miłości, duchem z którego czerpał późniejszy humanitaryzm, z drugiej jednak pełno w niej nienawiści i fanatyzmu. Bóg jest miłością, ale to on stworzył diabła, jak więc może uważać się za dobrego??
Pierwsza księgą jest Genesis, „Księga Rodzaju”. Opowiada ona o stworzeniu świata, zasiedleniu go przez zwierzęta, o kosmosie... W tygodniu tworzenia człowieka zostawiono na ostatni moment: jedni tłumaczą to tak, że chciano pokazać, iż jest on najdoskonalszy, ukształtowany z dobrych cech istot stworzonych wcześniej, urodził się, aby panować. Mnie osobiście wydaje się, że można to też interpretować na opak: człowiek jest tylko dodatkiem do stworzonego wcześniej świata, jest kaprysem Boga, który sprawuje nad nim piecze.
Niezaprzeczalne jest jednak to, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Istota ludzka narażona jest na walkę pomiędzy dwoma żywiołami: dobrem a złem. W tej walce nikt nie może wygrać, wszyscy przegrywają i wygrywają zarazem.
O tych zmaganiach opowiada „Księga Hioba”. W niej opisana jest sytuacja, kiedy to człowiek dostaje się we władanie jednej z mocy wszechświata: zła. Czy wytrzyma tę próbę??? Nie jest to takie oczywiste, biorąc pod uwagę to, że Homo Sapiens w tym wypadku jest tylko pionkiem. Nawiązywałoby to, do filozofii wyrażanej przez Homera, o determinacji losu ludzkiego. Nie jest tak jednak. Hiob sam podejmuje decyzje, chociaż to, że jest gorliwym wyznawcą Jahwe, wskazuje na silne oddziaływanie Boga. W tym przypadku zasada kija i marchewki, tak powszechna w użyciu w końcu XX wieku, nie zdała egzaminu. Od tej chwili bohater księgi stał się symbolem cierpienia w imię wiary, ideałem dla fanatycznych ascetów, nie rozumiejących, że to nie Hiob sam się umartwiał, ale zesłał to na niego Bóg. To jednak ludziom, w rodzaju Szymona Słupnika, nie przeszkadzało, jeśli nie ma „próby” boskiej trzeba ja sobie samemu stworzyć. „Księga Hioba” nawiązuje do arystotelowskiej koncepcji losów: występują dramatyczne zmiany psychiki bohatera, od przerażenia do szczęścia, Obok tego ważną rolę spełnia heroizm, wyzwolony przez cierpienie, jest ukazany jako rzecz jak najbardziej sensowna, ucząca człowieka godności i cierpliwości.
Postawę opozycyjną do powyższej można zaobserwować w IIX Psalmie, wchodzącym w skład „Księgi Psalmów”. Tam, człowiek przedstawiony jest jako „władca nad dziełami rąk Twoich”, w tym przypadku bożych. Ludzie to istoty „niewiele mniejsze od niebieskich mocy”... czyżby byli oni tylko „niewiele mniej” potężni od Boga??? W świetle Biblii i tej interpretacji jest to bluźnierstwo. Oczywiście psalm kończy się „standartową” formułką wyrażającą zachwyt nad dziełami Boga.
„Nową falę” w Biblii reprezentują przypowieści. Są to praktycznie spisane kazania wygłaszane przez Chrystusa, który na prostych przykładach wyjaśnia skomplikowane problemy natury moralnej i psychologicznej. Człowiek przedstawiony jest jako niezależny twór boży, pragnący przenieść ideały zaczerpnięte z własnej religii do codziennego życia. Dogmatem staje się twierdzenie, zawarte w przypowieści „O Siewcy”, że nie należy oceniać człowieka od razu, trzeba mu dać czas, inaczej wśród tych odrzuconych znajdą się też ci dobrzy. Z kolej syn marnotrawny staje się symbolem błędu, ale i jednocześnie odwagi, aby ten błąd naprawić. Miłosierny Samarytanin jest zaś jedynym, który nawet wrogom udziela pomocy.
W przypowieściach widzimy obraz człowieka wolnego, niezależnego, któremu jednak religia jest niezbędna do życia, do uporządkowania świata.
Kolejną częścią składową Biblii jest „Księga Kohleta” podejmująca motyw rozważań na temat życia, szczęścia i egzystencji. Mottem księgi jest hasło: „venitas venitatum et venitas”. Człowiek jest istotą kruchą i przemija, podczas gdy Ziemia trwa wiecznie. Prawo przemijania powoduje, że człowiek nie zaznaje szczęścia, a życie jest tylko „gonieniem za wiatrem”.
Krańcem drogi, jaką przebyła literatura antyczna, jest „Apokalipsa św. Jana”. Opowiada ona o sądzie ostatecznym, ostatnich chwilach materialnej części naszej planety. Motywem dominującym jest śmierć, będąca zakończeniem egzystencji, wybawieniem albo zagładą. Człowiek nie ma określonej pozycji. Z jednej strony jest głównym bohaterem, podsądnym, z drugiej jednak, to Bóg decyduje a człowiek może tylko słuchać. Sam mistycyzm i tajemniczość przytłacza, jest czymś szokującym dla przedmiotowo myślącego mieszkańca Ziemi.
Antyk był dziwnym okresem, pełnym zarówno kultury, jak i monumentalnych budowli wznoszonych przez pokolenia niewolników. Stosunek do człowieka ewoluował wraz z czasem. Początkowo człowiek był uzależniony od bogów, później stał się wolny dzięki swojemu sprzeciwowi wobec dogmatów religii. Biblia jest tylko powrotem do źródeł, monoteistyczna wiara w swoim podstawowym założeniu musiała pochodzić od Boga. Kwestią sporną pozostaje nasz stosunek do Niego. Czy jesteśmy mu równi, stworzeni na jego podobieństwo, a może tylko jesteśmy wynikiem jakiegoś błędu w ostatnim dniu stworzenia?
Czytając utwory pochodzące z Rzymu czy z Grecji patrzymy na nie przez pryzmat 2000-3000 tysięcy lat. Nie jest rzeczą łatwą zrozumieć mentalność tamtego człowieka. Większość tzw. „wartości ponadczasowych” jest dla mnie już całkowitą utopią. Oczywiście nie można wykluczyć, że w wyniku jakiegoś zbiegu okoliczności powrócimy do epoki średniowiecza. Jest to jednak mało prawdopodobne. Np. Biblia, powoli ale stopniowo, zatraca swój wyjątkowy charakter. Nie wiem czy jest to spowodowane naszą powiększającą się wiedzą o otaczającym nas świecie, czy może tym, że my Ziemianie zawsze wolimy czuć twardy grunt pod nogami. Ucieczka w mistycyzm jest różnie interpretowana: człowiek jako tchórz, albo człowiek jako wybitny myśliciel. Ta droga była zawsze otwarta.
Jedna rzecz jest zastanawiająca: mimo wielu lat my wcale się tak od siebie nie różnimy, jakby mogło wynikać z powyższych faktów. Po prostu Homo Sapiens jest prawie niezniszczalne, zmieniają się religie, władcy i zwyczaje, człowieka jeszcze nikt nie unicestwił, chociaż wielu próbowało to czynić.
W miarę upływu lat i zachodzących zmian w roli i znaczeniu człowieka, na przestrzeni tysięcy lat antyku i kultury biblijnej, poznana literatura przedstawia jego drogę do pozyskania głównej roli w tworzących się formacjach społecznych średniowiecza.

2. CZŁOWWIEK XX WIEKU , POSTAWA WOBEC ŻYCIA , PRZEMIJANIA , STOSUNEK CZŁOWIEKA DO ŚWIATA , DO RZECZYWISTOŚCI

Wiek XX przyniósł ogromny postęp literatury polskiej i obecnej. W tym stuleciu narodziły się nowe kierunki sztuki i nowe sposoby myślenia. Ale ta epoka przyniosła również ze sobą bagaż ciężkich doświadczeń po kataklizmach jakimi były dwie wojny światowe. Najciekawszy dla rozwoju literatury był okres między dwiema wojnami , tzw. dwudziestolecie międzywojenne. W tym bowiem czasie dokonywały się doniosłe przeobrażenia w literaturze i sztuce. Epoka międzywojnia wykształciła charakterystycznego dla swej epoki bohatera , a jej problematyka była różnorodna. Obok tematów związanych z I wojną światową pojawiły się wtedy tendencje do wychwycenia skomplikowanych przeobrażeniach współczesnego świata. II wojna światowa zdominowała literaturę tematyką wojenną , tragiczną sytuacja narodu polskiego , znajdującego się pod okupacja hitlerowską. I wreszcie współczesna nam literatura zawiera przemyślenia nad ludzką chwilą , nad miejscem człowieka w świecie. Każda z nich ukazuje bohatera szukającego swojego miejsca w świecie , próbującego znaleźć odpowiedzi na pytanie jak żyć aby być szczęśliwym.
W dwudziestoleciu międzywojennym w literaturze zawarte są dwie wizje człowieka w otaczającej rzeczywistości. Pierwsza ma charakter heroiczny i prezentuje ją Antoinę de Saint Exuperu w powieści „ Ziemia planeta ludzi”. Ta koncepcja bliska jest Conradowskiej , ale pozbawiona jest pesymizmu autora „ Lorda Jima”. Autor uważa ,że tylko dążenie do celu i walka z przeciwnościami losu, to normalny sprawdzian wartości człowieka. Jest przekonany o możliwości jego zwycięstwa nad zewnętrznymi okolicznościami, pod warunkiem, że zdoła on pokonać swoje własne słabości. Wierność , wytrwałość , lojalność, miłość są tym , co stawia istotę ludzką na szczycie egzystencji. „ Być człowiekiem to właśnie być odpowiedzialnym”. Katastroficzną wizję człowieka przedstawia Fronz Kawka w „ Procesie”. Jednostka w powieści zostaje pozbawiona wszelkiej harmonii , a osobiste walory nie maja żadnego znaczenia wobec absurdalnej i wszechmocnej anarchii biurokratycznej, uosobionej w powieści przez sąd. O głównym bohaterze powieści Józefie K. , dowiadujemy się bardzo niewiele. Ma trzydzieści lat ,pracuje w banku na stosunkowo wysokim stanowisku prokurenta , czyli pełnomocnika swojej firmy , upoważnionego do działania w jej imieniu. Cieszy się uznaniem przełożonych. Większość dnia spędza w banku , niekiedy do dziesiątej godziny wieczorem. Często ma zwyczaj spacerowania z po pracy sam , lub z kolegami , a potem wstępować do piwiarni , gdzie przebywał do godziny jedenastej. Czasami dyrektor banku zapraszał go do siebie na kolację. Oprócz tego raz w tygodniu odwiedzał dziewczynę Elżbietę, kelnerkę z winiarni. Józef K . pewnego dnia , niczego nie przeczuwając i nie spodziewając się zostaje postawiony w stan oskarżenia i aresztowany. Jaka jest jego wina? Kto go oskarża i sądzi? Jakie zarzuty stawia mu domniemany sąd? Na te same pytania brak odpowiedzi w książce. Co więcej , Józef K. Najpierw przekonany o swej niewinności , zaczyna coraz bardziej wierzyć w swoją winę , współpracować z sądem , wreszcie bez oporu przyjmuje tajny wyrok , okrutnej egzekucji. W końcu utożsamia się z niezrozumiałym dla niego mechanizmem i poddał się wszechobejmującej , abstrakcyjnej zasadzie , od której nie ma ucieczki , której nie można ominąć. Życie bohatera powieści od momentu aresztowania jest pozbawione logiki. Również on napotyka na milczenie otoczenia , stawia dręczące i natarczywe pytania i nie znajduje na nie odpowiedzi. Jest wiedź bohaterem absurdalnym , cierpiącym ze względu na „ niezrozumiałość otaczającej go rzeczywistości”. Jest ona dla niego czymś obcym i wrogim. Józef K . najpierw jest przekonany , że aresztowanie nastąpiło przez pomyłkę , próbuje dystansować się od niego psychicznie. Ale z biegiem czasu odbywający się za jego plecami proces coraz bardziej go desorbuje i wciąga. W końcu myśli już tylko o nim , szuka w sobie winy i czuje się wreszcie winny. W finale powieści czeka już tylko na egzekucje. W kamieniołomie dręczy się , że nie może wyręczyć swoich oprawców. Jego wcześniejsze próby buntu , sprzeciwu , wzięcia losu w swoje ręce okazują się nieudane. Ostatecznie K . kapituluje. Utwór ten jest parabolą ludzkiego losu , przypowieść o tym , jak tragicznie samotny jest człowiek wobec świata , który jest światem koszmaru wyobcowania. W podobnej sytuacji , jak bohater „ Procesu” znajdują się bohaterowie polskich powieści dwudziestolecia międzywojennego. Cezary Baryka , główna postać „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego , to zagubiony młody człowiek przeniesiony w inny świat , inną rzeczywistość , rzucony między obcych ludzi , nie potrafiący odnaleźć własnej drogi życia. Cezary przeżywa rozterki wewnętrzne. Obserwował rewolucje w Baku , a po powrocie do kraju ojczystego rodziców , Polski – konflikty , niedostatki rzeczywistości niepodległego państwa. Ta rzeczywistość w niczym nie przypominała wizji ojczyzny szklanych domów , jaką młody Baryka znał z opowieści ojca w Rosji. Nędza , brud , polityczne spory , nieustanne zmiany rządu , braki zgody narodowej oparcia społeczeństwa , trudna sytuacja robotników i chłopów- oto co zobaczył Baryka w kraju. Miotał się pośród sprzecznych idei poglądów przyznając na przemian rację Gajowcowi , reprezentującemu rząd i proponującemu powolne reformy w państwie , lub Lulkowi , który uważał że tylko rewolucja jest jedynie skuteczną drogą polepszenia sytuacji w Polsce. Dramat Cezarego Baryki był dramatem całego pokolenia , które marzyło o odzyskaniu niepodległości i ponad to wierzyli że nowo powstała Polska będzie ojczyzną wszystkich Polaków. Walkę z losem przegrywa Zenon Ziembiewicz , bohater „Granicy” Z. Nałkowskiej. Był to inteligent ziemskiego pochodzenia. Całe jego życie znalazło się pod wpływem tych właśnie klas społecznych. Jako student hołdował radykalnym poglądom , ostro przeciwstawiał się złu i niesprawiedliwości społecznej. Był jednostka ,ślącą , która nie akceptowała ziemiańskiego środowiska , rodziny w Boleborzy , a co więcej , jednostka zdecydowana na działanie , wreszcie – jednostka zbuntowana przeciw anachronicznemu modelowi obyczajowemu tej klasy. Powieść Z. Nałkowskiej przedstawia jednak historię idealisty zrujnowanego , przegranego karierowicza. Kariera doprowadziła Ziembiewicza do stanowiska prezydenta miasta. Jego życie zakończyło się katastrofą zarówno w sferze politycznej , jak i prywatnej. Śmierć Zenona to nie tylko akt zemsty porzuconej kochanki , to raczej ocena równoznaczna z karą za złamanie szlachetnych ideałów. Ambitne dążenie bohatera powieści przekonanego o zdeformowaniu stosunków społecznych uczyniła go ich ofiarą nie zaś uzdrowicielem, jak to sobie pierwotnie założył. Ziembiewicz wybrał drogę kompromisów moralnych , chociaż był człowiekiem wrażliwym na zło społeczne. Z chwila jednak , gdy stał się bezwolnym wykonawcą rozkazów wpływowych polityków , jego wrażliwość moralna staje się coraz bardziej wątpliwie. Okazał się marionetką w ich rękach. Czynem zdecydowanie haniebnym , które dowodzi zdecydowanej postawy i przekonań społecznych było wydanie rozkazu strzelania do manifestujących bezrobotnych. W sposób zupełnie nieprzekonujący usprawiedliwiał się przed własną żoną , obwiniając świat : „ Jeżeli chcesz wiedzieć , świat jest rzeczą okropną , świat jest miejscem zbrodni”. Taka argumentacja była tylko zwykła ucieczką od odpowiedzialności. Zdemaskowała go żona Elżbieta , posługując się własnymi słowami: „Chodzi o to , że musi coś przecież istnieć jakaś granica, za którą nie wolno przejść , za którą przestaje się być sobą”. W ten sposób niekonsekwencja myśli i czynów Zenona Ziembiewicza stała się przyczyną jego zmienności i chwiejności oraz szukania łatwej samoobrony poprzez dorabianie ideologii do własnych występków. Wyobrażenia jakie miał o sobie , rozwiały się z jego czynami z rzeczywistością. Pomimo krytycznego nastawienia do obyczajowego schematu społeczeństwa ziemiańskiego praktycznie sam w nim pozostawał. Ani wykształcenie , ani pogarda dla przestarzałych przekonań ziemiańskich nie powstrzymywały młodego Ziembiewicza od czynów tak przecież charakterystycznych dla jego ojca , wdał się w romans z wiejską dziewczyną Justyną. Lekkomyślnie traktował ten związek i uchylał się od odpowiedzialności. Tragizm sytuacji bohatera „Granicy” wynika przede wszystkim z upadków jego własnych ideałów , z którym rozminęło się jego życie , gdyż wybrał drogę ciągłości wobec otoczenia. „ Ferdydurka” W. Gombrowicza to powieść- analiza sytuacji społecznej człowieka oplecionego systemem nakazów i zakazów kulturowych, omotanego schematami. Bohater utworu – trzydziestoletni początkujący pisarz próbuje rozstrzygnąć dręczące go pytanie. Zdaje sobie sprawę z tego, że ogranicza go forma , a z drugiej strony jednak dzięki niej jest w stanie zbudować wspólną płaszczyznę z innymi ludźmi , po przez nią wyraża swoje „ja”. W akcji powieściowej Józio przez cały czas chce odnaleźć równowagę między formą , odbieraną jako ograniczenie i ciężar , a indywidualnością , własnym wyborem. Rozumiana bardzo szeroko , definiowana autropologicznue jest napastliwa , wszędzie obecna , ba , wręcz agresywnie nastawiona do tego, co jednostkowe , oryginalne , niepowtarzalne. Dąży do zduszenia , zniszczenia , karania , wchłonięcia indywidualizmu , po prostu narzuca swoją formą. Ostatecznie okazuje się , że od „formy” , od „ pupy” , od „ gęby” nie ma ucieczki. Odrzucenie jednej powoduje , iż wpada się w sidła drugiej : „ Gdyż nie ma ucieczki przed gębą , jak tylko w inną gębę , a przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki. Ścigajcie mnie jeśli chcecie , uciekam z gębą w rękach”. Człowieka stwarza zewnętrzność , powstaje w śród ludzi i dzięki nim określa swą jednostkowość. Sprzeciwia się ogółowi , ale jako istota społeczna pragnie zjednoczenia z grupą. Nie może pozbyć się swej maski , bo właściwie jej zawdzięcza egzystencje. Ważne jest by zdawał sobie sprawę z istniejącej opozycji , by wiedział , że forma wyznacza obszar ocen międzyludzkich. Inny jest obszar powieści Marii Dąbrowskiej, Bogumił Niechcic – autorka ceni życie oraz solidarnie i czynnie wspomaga innych. Jest to człowiek , który żyje miłością i pracą , temu poświęca się w całości. Przez cały czas pracuje jako zarządca cudzym majątkiem , a owoce jego pracy zbierają właściciele. Jednakże on nie czuje się tym skrępowany , wciąż utwierdza się w przekonaniu , że nie służy właścicielom , lecz ziemi. I ziemi serbinowska rozkwita pod jego rękami. Bogumił jest wzorowym gospodarzem , dobrym mężem i ojcem. Nawet niezrównoważenie pani Barbary przepełnia go rozgoryczeniem , zawsze znajduje satysfakcje z pracy i ziemi , którym przypisuje głębsze znaczenie , ponieważ to one nadają sens i wartość jego życiu. Postawa życiowa Bogumiła uniezależnia go od przeciwności i kaprysów losu. Jego aprobata życia jest mocniejsza nad wszystko , wiedzie aż do bezwarunkowej wiary w sens życia , które wypowiada w wielkiej „ scenie” przed śmiercią. B. Niechcic to człowiek , który nie szuka oparcia w żadnej doktrynie społecznej czy religijnej , lecz sam uosabia żywioł życia , mądrość życiowa , męstwo, sprawiedliwość , opiekuńczość , dobroć - o jego wartości decyduje przede wszystkim praca angażująca wszelkie jego zdolności. Ulepszenie jej warsztatu jest dla tego człowieka sprawą osobistego honoru. Podnosi z upadku taty majątek , przeprowadza drenowanie i naprawę czworaków. Dba o swoich pracowników- chłopów. Zmienia metody uprawy i gospodarowania , na miejsce tradycyjnej gospodarki wprowadza nowoczesne rolnictwo i wypowiada pełne naiwnej pychy słowa: „ Ja tu robię historię”. To praca daje mu prawo do tych słów. Poza granicami Serbinowa , poza siewem zbiorami Bogumił nie widzi świata. Jego postawa jest postawą stoicką. Wie doskonale ,co w jego wieku , w jego sytuacji , jego kraju zależy od niego. To , co od niego nie zależy pozostawia własnemu biegowi „ Jeśli czegoś nie można usunąć , albo na czas poradzić , trzeba to brać pod uwagę”. Stoicyzm wyrasta z dążenia do uniezależnienia się od losu , od historii od ludzi. Zaleca wiarę , której nikt , ani nic nie zniszczy. Na tej drodze Bogumił osiąga harmonię , z męstwem i z pokorą przyjmuje przeznaczenia , aby tym mocniej umiłować to co mu życie ofiaruje. Postawa i szczęście Bogumiła podszyte są wyrzeczeniem i wszelkiego właściwego człowiekowi buntu , smutnej rezygnacji- i to mimo szacunku nie pozwala przyjąć jego postawy , jako uniwersalnej. Inny jest bohater poezji Tuwima , Przybosia, K. Pawlikowskiej- Jasnożewskiej. W pierwszych wierszach skamandryty- Tuwima z tomów : „ Czyhanie na Boga”, „ Sakrament tańczony”, „ Wierszy tom czwarty” – obok żywiołowego optymizmu , biologizmu i urbanizmu pojawił się nowy bohater liryczny – mieszkaniec miasta. Charakterystyczny dla tego człowieka był witalizm, czyli postawa pełna przekonania o własnej sile i radości. Wyraźnie to widać w liryku bez tytułu : Życie ? rozprężę szeroko ramiona , Nabiorę w płuca porannego wiewu , W ziemię się skłonię , błękitnemu niebu I krzyknę radośnie krzyknę: Jakie to szczęście że krew jest czerwona !”. Zjawiska proste i naturalne napełniają podmiot liryczny powyższego szczęściem. Jednocześnie dostrzegany pewien maksymalizm Remisowa poety wydają się być tak szerokie że obejmują całą , ziemię płuca są w stanie pomieścić wiatry , a ukłon sięga od nieba do ziemi. To uczucie własnej potęgi i pewnego jakby roztopienia się w naturze jest znamienne dla postawy witalistycznej. W wielu lirykach Tuwima bohaterem jest prosty człowiek , często pokrzywdzony , sentymentalnie zakochany. Świat ukazany jest przez konkret podany w przybliżeniu , podmiot liryczny zrównuje się z bohaterem , z jego perspektywy oglądając ulice, kina, restauracje, bary :
„Nie natchnij mnie hymnami , bo nie hymnów trzeba.
Tym , którzy we wżartej piersi pod brudną koszulą czcze serce noszą , krzycząc za kawałkiem chleba ,
A biegną za orkiestrą , co gra capstrzyk królom”- pisze poeta w wierszu „ Prośba o piosenkę”. W innym utworze „ Do prostego człowieka” – podmiot liryczny ostro protestuje przeciw wojnie , do której nawołują ci , którzy czerpią z niej korzyści, którzy w imię odwiecznych wartości i szczytnych haseł okłamują ludzi i posyłają ich bez żadnych skrupułów na pole bitwy. W lirykach Juliana Przybosia bohater jest związany ze wsią , solidaryzuje się z jej społecznością : „ Codziennie skoro świt , Z każdym ranem , chłopskość ojca czerwony kur , we mnie płomienniej pieje”. Bohater wierszy Marii Jasnożewskiej – Pawlikowskiej , jest kobietą. Mówiła ona o swoim miłosnych pragnieniach , nadziejach , dążeniach do szczęścia i świadomości , że nie jest ona trwała. Ale tą kobieta , trzeba zaznaczyć znacznie śmielej i szczerzej wyznawała swoje uczucia , walczyła o szczęście i buntowała się przeciw okrucieństwu losu niż jej poprzedniczki , żyjące w zupełnie innych czasach. W wierszu „ Krawiec kulawy” bohaterka stwierdza , że czas przypomina kulawego krawca który wyciąga z szuflady różnorodne materiały. Gdy spodobał się jej złoty materiał i zażądała uszycia z niego sukni. Czas odparł: „ To sprzęt dane do nieba – Cała sztuka – szczęśliwy , kto ten skrawek widział – niech większego szczęścia – nie szuka”. Bohaterowie wierszy Tuwina , Przybosia i Jasnożewskiej – Pawlikowskiej to szary człowiek. Jego nieskomplikowana egzystencja nie przynosi mu cierpienia ani udręki. Życie wolno toczy się naprzód wraz ze wszystkimi troskami i kłopotami. Inaczej jest w poezji Władysława Broniewskiego. Jego bohater jest pełen życia i wigoru. Odważnie staje w obronie zagrożonej ojczyzny. Nic nie jest w stanie go powstrzymać : „ Kiedy przyjdę podpalić dom, ten w którym mieszkam – Polska , Kiedy rzucą przed siebie grom , kiedy runą żelaznym wojskiem i pod drzwiami staną i nocą kolbami w drzwi załomocą – ty ze snu podnosząc skroń , stań u drzwi ! Trzeba krwi” I stanęli w pierwszych szeregach : K.K. Baczyński , Tadeusz Gajuj , a wraz z nimi całe pokolenie Kolumbów. Wojna była dla nich „ apokalipsą spełnioną” dla niej poświęcili swa młodość. Walka i obcowanie ze śmiercią to główny motyw patriotyczno- państwowych liryków K. K. Baczyńskiego : W jego dorobku w formie dojrzałej artystycznie , w ujęciu pełnym symbolicznego wizjonerstwa , wyraziły się przeczucia typowe dla generacji poety : zrozumienie chwili historycznej , połączone z nakazem walki , przeczucia i obawy katastroficzne wobec , zagrożenia całego sensu dziejów przez faszyzm. Konieczność wyboru między szczęściem a obowiązkiem narodowym. Poeta wypowiedział nieszczęście pokolenia Kolumbów , któremu wojna odebrała najpiękniejsze lata młodości , a w zamian za to zaoferowała nowy , na barbarzyńskich postawach oparty kodeks etyczny: „ Was nauczono – Nie ma litości , (...) Nie ma sumienia (....)Nie ma miłości (...)”. Życie poety – żołnierza odcisnęło się na twórczości Baczyńskiego. Doświadczenie okupacyjne wywarły wielki wpływ na jego poetycką wyobraźnię. Poezja ta nawiązywała do tradycji romantycznej. Bohater liryczny jego utworów to młody żołnierz , który zmuszony był walczyć z najeźdźcą. Staną przed trudnym do rozstrzygnięcia problemem moralnego wyboru. Z jednej strony był patriotą , a to zobowiązało go do przyjęcia postawy gotowości do walki , ale przecież z drugiej strony każda walka jest zabijaniem. Kolumbowi towarzyszyła ponadto bolesną świadomość , że jego pokolenie jest ofiarą bezlitosnej gry politycznej. Baczyński pisał o sobie : „ Ja , żołnierz , poeta czasu , śmierci się nie boję”. Ponura rzeczywistość wojenna nie budziła w młodym człowieku optymizmu. W wierszu „Z lasu” podmiot liryczny ukazał dramat młodych żołnierzy , którzy zostali zmuszeni do złożenia ofiary swego życia na ołtarzu ojczyzny : „ Żołnierze smukli , Twarzy taki jasne , a moce ciemne trą się z gnidą”. W wierszu „ Niebo złote ci otworze w którym ciszy o ciała nic”. Podmiot podjął niejako próbę przeciwstawienia się obsesjom „ czasu mrocznego” i „ czasu kalekiego”, który odebrał , całe piękno i pozostawił ból i zwątpienie: „ Oczy – granaty pełne śmierci. Dlatego świadomości powrotu do normalnego życia pobudza poetę do gorzkiej ironii bo przecież znów trzeba miłować (..) a tu by trzeba w ludzi spojrzeć , i tak by Boga dojrzeć w pieśni”. Pokolenie poetów – żołnierzy , pokolenie „ Kolumbów”, poddane zostało bardzo trudnej próbie wiary w piękno i radość życia. Stanęło przed dramatycznym problemem walki i wszelkiej konsekwencji , moralnych rozterek i niepokoju , oraz śmierci. Sprzymierzeńcem była dla nich poezja , która jednak nie uspokoiła wszelkich rozterek duchowych , lecz stała się ich odzwierciedleniem. Ukazywała niepewność , przerażenie i rozpacz, pustkę i jałowość życia. Ujawniła zagładę humanizmu. Wybór walki był obowiązkiem , wiązał się z poczuciem nieszczęścia i nie dawał całkowitej satysfakcji. „ Uczyniwszy na wielki wybór w każdej chwili wybierać muszę”. Bohater obozowych opowiadań T. Borowskiego to człowiek złagrowany , któremu technika obozu , krematoria , fałsz , zakłamanie i zdrada nie są obce , który myśli tylko kategoriami życia obozowego i przystosowuje do rządzących nim praw. Świadomość człowieka obozu obejmuje inny zakres wartości i odczuć niż świadomość człowieka wolnego. Więźniowie żyjący w trudnym do zrozumienia koszmarze życia obozowego maja swoje chwile radości , a nawet szczęścia na co wskazuje opowiadanie pt. „ U nas w Auschwitzu”. Oto spotykamy tam takie stwierdzenie : „ Rozkoszne dnie bez apelów , bez obowiązków” , czy też „ Ludzie w Oświęcimiu zakochani”. Te śmiałe i prowokujące sformułowanie o pozornej normalności życia więźnia świadczą o relatywizmie odczuć i doznań. Sugerują one wolność ludzkiej psychiki i przystosowania się do każdych warunków i wygód niewoli ocierającej się każdego dnia o ból , cierpienie i śmierć. Bohater opowiadań : „ Proszę państwa do gazu”, „ Dzień na Harmenzach” , „ Ludzie którzy szli” i „ U nas w Auszwitzu” – wydaje się funkcjonować w te nowej dla siebie sytuacji, pod warunkiem odpowiedniego nastawienia do takiej rzeczywistości , zaakceptowania jej , a więc , przy zmianie systemu wartości i norm etycznych , w którym poczucie godności , odwaga , szlachetność , lub współczucie nie mają bytu. W ten sposób człowiek poddany tak okrutnemu eksperymentowi zdaje egzamin z tego „ człowieczeństwa” , które zostało zredukowane do prostych odruchowi relacji sprawnie funkcjonującej maszyny. Człowiek „ złagrowany” wie że największą szansę przeżycia ma w tedy , kiedy szybko zapomni o tym wszystkim , co do tej pory uznawał za moralne. Niewrażliwość i egoizm , są usprawiedliwione. Życie w obozie toczy się według reguły : „dziś ja , jutro oni , kto pierwszy ten lepszy”. W łagrze zwycięża tylko kto silniejszy. Bohater opowiadań obozowych Borowskiego , to człowiek ujarzmiony , zdeprymowany, zdeptany i nie zdolny do oporu, nastawiony tylko na biologiczne przetrwanie i zniszczony wewnętrznie. Taki jest przedstawiciel poezji i prozy Tadeusza Różewicza , otumaniony przez wojnę , która zbudowała dotychczasowe systemy wartości , przez co trzeba dokonywać powtórnego stworzenia świata. Jest to człowiek zgubiony, żyjący w strachu , opętany przez koszmarne wspomnienia. „ Mam 24 lata , a lałem prowadzonych na rzeź”. Trudno jest takiemu człowiekowi zapomnieć. Ale poeta podejmuje próbę i jego bohater odradza się: „ Jak dobrze, jestem z tobą. Tak mi serce bije. Myślałem- człowiek nie ma serca (....)”. bohaterowie wierszy Różewicza to ludzie należący do pokolenia „Kolumbów” , którzy przeżyli wojnę. Nie ma w nich życia , heroizmu , nie byli bohaterami. Poeta stwierdza że człowiek po prostu przystosuje się do najgorszych nawet warunków i może je przetrzymać. Ci, którzy przeżyli kataklizm , pragną jedynie zapomnienia. proszą więc by nikt nie pytał o ich młodość, gdyż nie chcą o tym pamiętać. Człowiek jest samotnym , źródłem izolacji jest zobojętnienie i oziębłość ludzi , ich okrucieństwo w codziennym życiu. Różewicz potępia taką postawę i zwraca uwagę na to , że właśnie takie postępowanie ludzi jest przyczyną wielu tragedii i wojen. Mówi o tym wiersz „ Matka powieszonych”. Stara kobieta współczesna Niobe zbolała po stracie dzieci nie znajduje współczucia. „Ociera się o szorstką skórę tłumu w którym nie ma człowieka”. Zagubienie jednostki we współczesnym świecie najlepiej oddał poeta w dramacie „ Kartoteka”. Bohaterem jest człowiek bez dokładnie określonego wieku , ujęcia i wyglądu. Nie ma on imienia , gdyż różne postacie różnie się do niego zwracają. Bohater mieszka w banalnie umeblowanym pokoju , w którym panuje nieustanny ruch , jakby „przechodziła przez mieszkanie ulica”. Różni przechodnie prowadza z bohaterem rozmowy na jego temat. Są w śród nich jego rodzice , ciągle traktujący go jak dziecko , jest i sekretarka , nauczyciel , przyjaciel z dzieciństwa – Niemka , który trafia do jego pokoju przez pomyłkę , kobieta , dziennikarz i inni przypadkowi ludzie. Bohater jest bierny , a na dodatek każda z postaci traktuje go na swój sposób. Jest więc raz dzieckiem , raz zakochanym chłopcem.
Współczesna poezja i proza zajęła się zagadnieniem egzystencjalizmu , bytu i sensu istnienia człowieka , który poszukuje nowych dróg , pyta o sens własnego życia , jest słaby i zagubiony. Ma ambitne plany i dążenia , ale trudno mu je zrealizować , bo nie wie kim jest naprawdę. Takiego człowieka widzi Wiesława Szymborska. Autorka w wierszu Miniona cisza po Ludwice Warszawskiej” stwierdza : „ Tyle wiemy o sobie , ile nas sprawdzono” te słowa są prawda ogólną i drogowskazem , wyznacznikiem człowieczeństwa każdego z nas. Problem ludzkości jako gatunku biologicznego to tematyka wierszy o charakterze antropologicznym ślad za egzystencjalistami Szymborska doszukuje się istoty człowieczeństwa w wyobraźni która umożliwia negację. Stąd antynomia między naturą a człowiekiem , przepaść której nie można zniewalać z powodu braku wspólnego systemu , porozumienia się. Odróżnienie snu od jawy , rzeczywistości od marzeń „ stworzenia systemów etycznych , filozoficznych , religijnych , zdystansowało ludzi od reszty przyrody. A jednak mimo to człowiek jest ciągle ograniczony swymi nie najdoskonalszymi zmysłami skazany na to co mogło by być”, „ oczami tylko widzi , uszami tylko słyszy , rekordem jego mowy jest tryb rozumowania ,
Rozumem gani rozum”. Podobny portret człowieka kreśli w swoich lirykach Zbigniew Herbert. W wierszu „Apollo i Marsjasz” ukazał wyższość ludzkiego cierpienia nad innym i oschłym ideałem. Ten utwór to powieść o pojedynku muzycznym boga wszelkich sztuk i sylena Marsjasza. Ten ostatni przegrał i został za karę obdarty ze skóry. Herbert położył nacisk na wyrafinowane okrucieństwo Boga. Po dokonaniu stworzenia kaźni rozpoczyna się własny pojedynek. Mękę nieszczęsnego śpiewaka poeta przeciwstawił zimnemu estetyzmowi Apollina. Jako człowiek Marsjasz dokonał tego co nie udało się dokonać swą grą bogowi. Pod stopy Apollo spada skamieniały słowik , a obracając się widzi , że drzewo do którego przywiązany był Marsjasz osiwiało z przerażenia. Poeta w wierszu „ Ze szczytu schodów” pokazuje jak wygląda życie zwykłych ludzi , zamiataczy ulic , wykonując te same czynności każdego dnia i tych którzy sprawują władzę. Z ironią komentuje słowa rządzących , który chce zejść ze szczytu schodów i podzielić się trudem sprawowania władzy. Bohaterem wierszy Herberta jest często pan Cogito. Jego imię pochodzi od słynnego powiedzenia Kartezjusza „ Cogito ergo sum” – ( myślę , więc jestem). J ta maksyma bohater kieruje się w codziennym życiu , próbuje zmierzyć się z własną małością. Bezbronny wydany na pastwę losu – okrutnej rzeczywistości , zwykły przechodzień z końca XX wieku. Jego kredo życiowe to zachowanie godności osobistej , danie świadectwa prawdzie , obrona poniżonych i bitych, pogarda dla szpicli i tchórzy , miłość do wszystkiego , dociekanie prawdy , nie bacząc na brak nagrody , na drwiący uśmiech innych. Tylko kierowanie się podanym składem zasad pozwoli człowiekowi na utrzymanie ciągłości kulturowej , na dołączenie do wielkich tego świata.
Patrząc z perspektywy na wszystkie te postaci , trudno stwierdzić jakie one są. Żadna z nich nie jest typowa ani oczywista. Każda ma sobie odwagę , strach, dumę , poniżenie , moc i słabość , radość i cierpienie. Jacy są tak naprawdę – nie wiadomo. Są po prostu ludźmi. Warto powtórzyć w tym miejscu za autorką tomiku „ Wołanie do Yeti „:
„ Człowieka przez wysokie C , kocha i zawsze kochać się chce , dla niego w gardle ma lusterka , trzykrotnie słówek ćwierki , Ćwierka......”.


3. Czy antysemityzm to tylko wytwór systemów totalitarnych w czasie II wojny światowej?

Antysemityzm to ruch polityczno-gospodarczy, mający na celu zwalczanie żydostwa i jego wpływu na życie publiczne. Możemy wyróżni trzy kierunki zwalczania rasy żydowskiej. Pierwszy z nich to kierunek etyczny. Uważano bowiem, że wszystkie potrzeby Żydów sprowadzały się tylko do korzyści pieniężnych i przekupstwa, a przez to do zdziczenia uczuć w wśród ludzi. Twierdzono także, że Stary Testament rzekomo głosi nienawiść i nieżyczliwość wobec nie - Żydów i stwierdza ich podrzędne stanowisko w stosunku do Żydów. To stwierdzenie spowodowało niechęć do Izraelitów, ponieważ wszyscy ludzie są równi i nikt nie chce być gorszy od drugiego człowieka. Uważano również, że Żydzi są reprezentantami kapitalizmu, a zarazem przewodnikami komunizmu, dążącego do obalenia kapitalistycznego ustroju gospodarczego. W obu wypadkach miał im przyświecać tylko jeden cel, a mianowicie zebranie wszystkich bogactw świata. Kierunek kolejny, zwalczający semityzm, tłumaczy, że Żydzi niszczą każde państwo. Antysemityzm wychodzi tutaj z założenia zupełnej odrębności ras, tak że jakiekolwiek zasymilowanie Żydów z elementami aryjskimi jest wykluczone.
Co się tyczy historii, to antysemityzm znajdujemy już w starożytności, a za jego twórcę uważany jest Apion, wędrowny mówca. Ostro występowali przeciwko Żydom także Rzymianie. Tacy mówił o nich, że są „odium generis humani”, tzn. odrazą rodzaju ludzkiego. Ponowne wzmożenie się prądu antysemickiego było niewątpliwie następstwem II wojny światowej. Jednak nie można twierdzić, że antysemityzm wytworzyły systemy totalitarne w latach 1939-45, bowiem niechęć do Żydów widoczna jest już we wcześniejszych epokach i była spowodowana np. zbyt silną dominacją Izraelczyków w państwach w których żyli. Można to zaobserwować także w literaturze.
W romantyzmie powstał utwór „Nie-Boska Komedia” Zygmunta Krasińskiego. Autor poruszył w nim także problem żydowski. Poeta przypisuje Żydom zamiar zniszczenia chrześcijaństwa i podporządkowania sobie świata. Uważa ich za niebezpiecznych i wyrachowanych, a także obłudnych. Izraelczycy ukazani są w sposób bardzo negatywny. Autor nazywa ich przechrztami. W utworze opisane jest także fałszywe zachowanie się Żydów. Udają oni, że pomagają rewolucjonistom, a w istocie życzą im zguby.
Świadczą o tym słowa:
„Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę im - oni panów zabiją po błoniach - rozwieszą po ogrodach i borach - a my ich potem zabijem, powiesim. - Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jechowy się ustroją, słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. -Pluńmy po trzykroć na zgubę im!”
Żydzi ukazani są również jako wrogowie chrześcijaństwa, bowiem mówią:
„Cieszmy się bracia moi. - Krzyż, wróg nasz, podcięty, zbutwiały, stoi dziś nad kałużą krwi, a jak raz się powali, nie powstanie więcej. - Dotąd pany go bronią”.
„Nasi ludzie krwawo pracowali przez czterdzieści dni i nocy, aż wreszcie zburzyli ostatni kościół na tych równinach”.
W utworze Przechrzci oznaczają także ludzi, którzy kochają się w dobrach materialnych, bowiem jeden z nich mówi:
„Dlaczegożeś dzieci nie wychowała sobie na obrońców - na rycerzy? - Teraz by ci się, zdały na coś. - Aleś kochała Żydów, adwokatów - proś o ich życie teraz.”
Zdanie „aleś kochała Żydów” oznacza interesy pieniężne i przedkładanie ponad wszystko dóbr materialnych. Tak więc cały dramat Krasińskiego jest przesiąknięty niechęcią do Żydów i jest to spowodowane tym, że w autorze budzili oni najgorsze obawy i podejrzenia. Poeta przypisywał im tendencję wyłącznie niszczycielski. ”Nie-Boska Komedia” jest przykładem utworu, w którym sam autor wyraża nieżyczliwość i złośliwość w stosunku do Żydów. Są jednak książki, których autorzy są przychylni Izraelitom, antysemitami są tylko opisywani przez nich ludzie. Przykładem takiego utworu może być „Mendel Gdański” napisany przez Marię Konopnicką. Utwór ten był próbą przeciwstawienia się pisarki fali antysemityzmu , która przetaczała się pod koniec XIX w. Przez Polskę i spowodowała liczne pogromy Żydów. Bohaterem noweli jest Mendel Gdański, stary rzemieślnik żydowski, introligator. Od lat związany jest z Warszawą, czuje się Polakiem. Mendel ciężko i uczciwie pracuje, nie rozumie więc, dlaczego odmawia się mu prawa bycia pełnoprawnym obywatelem polskim. Jednak już sam fakt, że jest Żydem wystarcza, aby stary introligator stał się ofiarą programu antyżydowskiego. Wtedy, choć uratowany z pogromu, traci serce dla Polski. Utwór stanowi gorzką refleksję, że są wśród nas Polacy, którzy potrafią zniszczyć najbardziej wartościowych ludzi tylko za ich inność i „niewłaściwe” pochodzenie. Dla Konopnickiej antysemityzm był czymś strasznym, czemu należało się absolutnie przeciwstawić.
Inny utwór opisujący pogardę wobec Żydów, to „Chłopi” W.S. Reymonta. Jednym z nich w tej książce jest Jankiel, właściciel miejscowej Karczmy. Jest on ukazany jako przebiegły i podstępny człowiek, myślący tylko o powiększeniu swojego majątku. Namówił on też parobka Kubę do kłusownictwa. Mami go obietnicami dobrej zapłaty za nielegalnie upolowane zające, kuropatwy i sarny. Obiecał też dać Kubie strzelbę. Chce również, aby parobek okradał swego gospodarza - Borynę z owsa. Kuba, który zamroczony jest alkoholem i wizją łatwego i dużego zarobku, zgodził się na to. Polacy czuli niechęć do Żydów z tego względu, że dbali oni wyłącznie o swoje interesy. Przyczynili się także do tego, że Niemcy wykupili Polesi.
Można ogólnie powiedzieć, że naród polski nie był przyjaźnie nastawiony do Żydów, a świadczyć o tym magą następujące wypowiedzi bohaterów utworu:
„Juści, że Żydzi, a nie kto drugi, juści, że te zapowietrzone.”
„Z drogi, psiakrew, Żydzie, bo cię zakatrupię”.
„Żydzie, harocku z esensją, a w ten mig, bo przetrącę”.
Kolejnym utworem opisującym antysemityzm są „Medaliony” Zofii Nałkowskiej. Motto książki „ludzie ludziom zgotowali ten los” wydaje się być uzasadnione, opowiadania Nałkowskiej można bowiem traktować jako wezwanie do rozważań nad ludzką naturą i zdolnością człowieka do popełniania najgorszych „nieludzkich” czynów. Czytając opisy niektórych zbrodni można mieć faktycznie wątpliwości, czy dokonała ich nawet najbardziej, zdegenerowana istota ludzka, a nie jakaś dzika bestia. Każdy rozdział tego utworu jest odrębną historią dotyczącą okupacyjnej rzeczywistości. W opowiadaniu „Kobieta cmentarna” bohaterką jest prosta, niewykształcona kobieta, opiekująca się cmentarzem. Niedaleko od niego znajduje się getto żydowskie otoczone murami. Według relacji kobiety, mieszkańcy sąsiednich domów nie mogą żyć spokojnie, ponieważ słyszą nieustannie dochodzące zza murów krzyki, płacz i strzały. Kobieta wprawdzie wie, że Żydzi nienawidzą Polaków, bo nieraz słyszała o tym w radio, a nawet sami Niemcy tak mówią. Mimo to jednak żal jej ginących ludzi. Wie, że nie ma dla nich żadnego ratunku. Są wywożeni na śmierć, a ci którzy się bronią, zabijani są na miejscu, podpalani w domach giną w płomieniach lub wyskakują na bruk. Inny rozdział książki „Dwojra Zielina” mówi o losach tytułowej bohaterki - Żydówki. Po bombardowaniu Warszawy i stracie domu przeniosła się ona wraz z mężem do Janowa Podlaskiego, a stamtąd została wysiedlona do getta w Międzyrzeczu. Stąd wywożono ludzi do obozu zagłady w Treblince. W czasie akcji Dwojra chowała się na strychu, gdzie spędzała wiele dni prawie bez żywności. Zimą 1943 roku straciła oko, gdy Niemcy z okazji nocy sylwestrowej strzelali do Żydów. Potem znalazła się w obozie koncentracyjnym w Majdanku, gdzie była bita i głodzona. Następnie dostała się do fabryki amunicji w Skarżysku Kamiennej. Tam wyrwała sobie wszystkie złote zęby, żeby kupić sobie chleb. Tuż przed zakończeniem wojny Niemcy przenieśli fabrykę do Częstochowy. Tu Dwojra doczekała wkroczenia wojsk radzieckich.
„Człowiek jest mocny” to opowiadanie, którego bohaterem jest Michał P., polski Żyd, który przywieziony został do Chełmna. Tutaj znajdował się pałac, będący przed wojną Zakładem Kąpielowym. Przywożono tu Żydów z całej okolicy i przeprowadzano przez wnętrze pałacu na podwórko, na którym stał olbrzymi wóz z hermetycznymi drzwiami. Żydom kazano rozbierać się jak do kąpieli, po czym zapędzano ich do samochodu i zatruwano spalinami. Zwłoki przewożono do pobliskiego lasu, gdzie ekipa silnych Żydów kopała zbiorowe mogiły dla swych rodaków. W takim zespole pracował Michał P. W lesie Żuławskim, dokąd przewożono zwłoki, były one poddawane specjalnemu przeglądowi przez dwóch Ukraińców, którzy szukali złota, wyrywali trupom złote zęby, zdzierali obrączki i zegarki. Pewnego dnia Michał P. wśród wyrzuconych z samochodu zwłok odnalazł swoją żonę i dwie małych dzieci. Położył się na nich i poprosił, aby go zastrzelono, ale Niemcy odmówili, stwierdzając, że że jest to jeszcze mocny człowiek i może jeszcze popracować. W końcu Michał uciekł któregoś dnia z samochodu w czasie dojazdu do lasu.
„Medaliony” to wstrząsające studium ludzkiego strachu, determinacji i degeneracji człowieka. Książka, która jest często porównywana z „Medalionami” są „Opowiadania” Tadeusza Borowskiego. Auto tak samo, jak Naukowska, mówi nie tylko o prześladowaniach Żydów, ale także i innych narodów. W obu utworach mamy do czynienia z dążeniem do maksymalnej obiektywizacji świata przedstawionego oraz z przekonaniem, że skutki faszyzmu przerażają ogromem spustoszeń moralnych i duchowych. Najbardziej niepojęty jest fakt, że człowiek się do tego przyzwyczaił, pozostał bierny wobec zbrodni. Naukowska przedstawia obóz dzięki relacjom ludzi, którym udawało się przeżyć, Borowski zaś był jednym z nich. Model człowieka przedstawiony przez autora jest obrazem naturalistycznym. Walkę o byt wygrywa silniejszy i sprytniejszy, przetrwa ten, kto potrafi zapomnieć o konwencjonalnych zasadach moralnych, kto potrafi kraść i oszukiwać, pozostać obojętnym na cudzy głód, cierpienie i śmierć. Podstawą funkcjonowania ludzi w obozie jest nadzieja, która każe człowiekowi wierzyć, że wojna się skończy, że nadejdzie „inny świat” , że wrócą prawa człowieka. Nadzieja przetrwania powoduje, że matki wyrzekają się własnych dzieci, żony sprzedają się za kawałek chleba, a ich mężowie zabijają. Ta złudna nadzieja spowodowała, że Żyd z Mławy, pracujący przy transporcie kierowanym do gazu, spotyka swego ojca, powiedział doń, aby się wykąpał w łaźni, a potem pogadają, chociaż wiedział, że łaźnia, to komora gazowa. „Opowiadania” mówią także o bezsensownej śmierci, bowiem pewnego dnia Tadek, bohater utworu poznał pewną żydówkę - Nin. Wyszli nielegalnie na spacer do lasu, poza obóz. W drodze powrotnej Nina została zastrzelona przez jednego z amerykańskich żołnierzy, ponieważ wracając do obozu nie zatrzymała się na wezwanie. Oto Żydówka, która cudem uniknęła krematoryjnego pieca, ginie nagle i niepotrzebnie po zakończeniu wojny.
Głównym tematem utworu Hanny Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem” jest powstanie w getcie. Te wydarzenia opisuje Marek Edelman, główny bohater powieści. Powstanie Żydowskie rozpoczęło się 17 kwietnia 1943r. I stanowiło jeden z najtragiczniejszych epizodów okupacji hitlerowskiej w Polsce. Bojownicy, w liczbie około dwustu, nie mieli bynajmniej zamiaru pokonania Niemców, było to praktycznie i teoretycznie nierealne. Hitlerowcy byli wielokrotnie liczniejsi io wiele lepiej uzbrojeni, musieli więc zwyciężyć. Żydowscy powstańcy, należeli do Żydowskiej Organizacji Bojowej i Żydowskiego Związku Wojskowego, pragnęli jedynie pokazać światu, że można umierać z godnością i można samemu wybrać rodzaj i moment śmierci. Powstańcy musieli zginąć. Fakt wybuchu powstania stanowił zaprzeczenie obiegowego wizerunku Żyda, bezbronnego człowieka, bez oporu idącego na śmierć i biernie pozwalającego hitlerowcom na znęcanie się nad nim. Ten stereotyp najlepiej charakteryzuje sam Edelman, opowiadając o wydarzeniu z czasów okupacji, którego był świadkiem. Dwóch niemieckich oficerów dla zabawy postawiło starego Żyda na beczce i po kawałeczku, wśród śmiechu i docinków licznych gapiów krawieckimi nożycami obcinali mu brodę. Żyd stał spokojnie, nie protestował, Niemcy byli absolutnie bezkarni. Ginący powstańcy żydowscy czuli się wreszcie wolni, umierali godnie, z karabinem w dłoni.
Problematyka holocaustu pojawiła się również w utworze Andrzeja Szczypiorskiego „Początek”. Prezentowane w utworze postacie należą do dwóch innych światów: „początku” i „końca”. Do bohaterów „początku” należą m.in.: Miriom Weber czyli Joasia Fichtelbaum, czy też Arturek Hirschfeld - Władysław Groszewski. Dla nich wojna była kluczowym przeżyciem. Należeli do pokolenia wojennego. Od początku skazani byli na dramatyczny wybór, dojrzewanie w okresie kryzysu wszelkich wartości i po wojnie musieli budować swe życie na nowo. Bohaterami: „ końca” jest także Henio Fichtelbaum, doktor Seidenmann i jego żona Irma. Szczególnym bohaterem „końca” jest także Henio Fichtelbaum. Jedna z bohaterek Iram Seidenmann, która przeżyła holocaust, uświadamia sobie po wojnie, w roku 1968, że antysemityzm nie był jedynie produktem hitleryzmu, a wojna stanowiła jego zaledwie początek.
Nie tylko prozaicy pisali o prześladowaniach i zagładzie Żydów, temat ten pojawia się w wierszach poetów.
Utwór Czesława Miłosza „Campo di Fiori” porusza problematykę wojenną, związaną z zagładą warszawskiego getta i klęską powstania Żydów. Tytuł utworu nawiązuje do placu w Rzymie, na którym w 1600r. Został spalony Giordano Bruno, oskarżony o herezję. Miłosz zestawia te dwa tak odległe od siebie w czasie i wymowie wydarzenia, aby ukazać problem obojętności ludzi na nieszczęście drugiego człowieka. Śmierć filozofa wywołała jedynie przelotne zainteresowanie. Podobnie w Warszawie, kiedy płonęło getto, ludzie bawili się na ustawionej przez Niemców koło muru karuzeli, z których widać było agonie Żydów. Według poety człowiek w obliczu śmierci jest samotny, a jego cierpienie nie interesuje nikogo, nikogo nie wzrusza.
Inny poeta Władysław Broniewski w „Balladach i romansach” opisuje tragiczne losy małej Żydówki, sieroty. Przypadkowi ludzie pomagają nieszczęśliwej dziewczynie, ofiarując jej bułkę, grosik, lecz oto przejeżdżający SS-mani rozstrzeliwują żydowskie dziecko. Śmierć Żydówki - Ryfki jest porównywana z ufantastycznioną wizją śmierci Jezusa. To porównanie wzmaga tragizm wiersza, ukazuje całe okrucieństwo wojny i hitlerowskich najeźdźców.
Pisarze lat wojny i okupacji zaniepokojeni byli nietolerancją państwa totalitarnego wobec wszystkiego, co odmienne. Dlatego też zainteresowali się tematyką żydowską. Powstało wiele utworów mówiących o holocauście, a także o stosunku Polaków do Żydów. Andrzej Szczypiorski powiedział kiedyś, że „polski antysemityzm jest pozorny: Żyd jest synonimem zła, źle idących spraw”. Myślę, że to stwierdzenie jest słuszne. Potwierdzeniem tego może być pewna scena z „Początku”, kiedy to Henio Fichtelbaum przyszedł do cukierni. Nie - Żydzi natychmiast zaczęli niechęć wobec niego, która powodowana była strachem o własne życie, bowiem utrzymywanie stosunków z Izraelitami groziło śmiercią. Jednak nie wszyscy Polacy odnosili się nieżyczliwie do Żydów. Byli tacy, którzy im pomagali jak, np. niektórzy bohaterowie „Początku”.
W różnych epokach różnie odnoszona się do Izraelczyków. I tak np. W „Ludziach bezdomnych” Żydzi, którzy wegetowali na ulicy Krochmalnej i Chmielnej wzbudzali u Polaków litość oraz współczucie. Żyd z „Wesela” i Jankiel z „Pana Tadeusza” traktowani byli przez Polaków z szacunkiem, przyjaźnią i życzliwością. Nie można więc powiedzieć, że cały naród polski pałał nienawiścią do Żydów, tak samo jak i nie można stwierdzić, że antysemityzm zrodził się dopiero w czasie II wojny światowej. Jak już powiedziałem na wstępie, nienawiść do Żydów można było obserwować już w starożytności. Należy tutaj wymienić krwawe powstanie Żydów za panowania Trojana, czy też zburzenie państwa żydowskiego w roku 70. Jednak właściwe systematyczne zebranie zarzutów przeciw Żydom nastąpiło dopiero w nowszych czasach.


4. Czy poświęcić się zdobywaniu pieniędzy ,czy też poświęcić się dla idei służebnej wobec ludzkości np. nauce , wynalazkom . W jakim stopniu można odpowiedzieć na to pytanie na podstawie "LALKI" Bolesława Prusa, A w jakim z wiedzy dotyczącej życia?


Sytuacja społeczna epoki pozytywizmu i dzisiejsze spojrzenie na służbę ludzkości. Lalka jako powieść nie dająca w pełni odpowiedzi na pytanie o cel życia człowieka współczesności. Pogodzenie praw życia w społeczeństwie kapitalistycznym z zaangażowaniem w pracę - źródłem satysfakcji dla człowieka, chcącego zrealizować cele życiowe.
Właściwie przystępując do jakiegokolwiek tematu związanego z celem życia w kontekście współczesności, a jest ta praca z tym niewątpliwie związana, należy zastanowić się nad egzystencjalnym pytaniem "być, czy mieć". Chciałbym tu nawiązać do jednego z moich wcześniejszych wypracowań związanego bezpośrednio z tą problematyką. Chodzi tu o temat "Być czy mieć", którego analizą zajmowaliśmy się na podstawie sztuki Mrożka "Emigranci". W wielu bowiem zasadniczych problemach sztuka ta może stanowić oparcie dla rozważań na temat znaczenia pieniędzy we współczesnym świecie. Tak, ten problem, często poruszany jest przez moralistów naszej epoki, nie ma bowiem nic bardziej zastraszającego od procesu, który obecnie zachodzi w mentalności ludzkiej. Przez wieki pieniądz stanowił o statusie ludzi, dzielił ich, uzależniał, ale nigdy jeszcze, na tak szeroką skalę, nie odgrywał tak istotnej roli dla sfery duchowej człowieka, nigdy nie miał na nią tak dużego wpływu. W miarę rozwoju cywilizacji, człowiek coraz bardziej uzależniał się od własnych wynalazków. Podobnie dzieje się dziś również z pieniądzem. Jest to bardzo szczególny przedmiot. Ponieważ posiada wymierną wartość, często zostaje utożsamiony z jedyną, dla wielu ludzi, skalą wartościowania, niekiedy także w sferze pozamaterialnej. I coraz częściej dochodzimy do przekonania o tym, że to pieniądz rządzi światem, że wszystko można "kupić". Taki obraz jest bardzo zafałszowany, gdyż w rzeczywistości, sfera intelektualna człowieka nigdy nie jest, aż do tego stopnia, spłacona przez materialistyczną żądzę posiadania.
"Lalka" Prusa dostarcza nam do rozważania na ten temat w miarę bogaty materiał. Trzej bohaterowie tej powieści są bowiem bezpośrednio związani z problemem poświęcenia się dla, w tym wypadku niemal symbolicznej, mistycznej, nauki, a przyziemną sferą interesów, pieniędzy, które wydają się być złem koniecznym. Ci ludzie to Wokulski, Ochocki i Geist.
Wywodzą się oni z różnych środowisk, z różnych kultur, ale cel, który wyznaczyli sobie w młodości jest jeden - poświęcenie dla nauki. Ich losy układają się różnie. Ochocki pozostaje idealistą szukającym ciągle swej życiowej szansy i przedkładający te poszukiwania nad wszystko. Geist, który swą szanse wykorzystuje, nie jest jeszcze do końca pewien swego sukcesu. I wreszcie Wokulski, który jest najbardziej chyba odpowiednią postacią dla naszych rozważań. Jest to człowiek, który odszedł od swych ideałów z młodości. Człowiek, który ciągle zmaga się z myślą o powrocie do ideałów młodości. Osobiście odniosłem wrażenie, że nauka, o której jest tu mowa, jest raczej pewną wartością intelektualną, nieskażonym pojęciem, oznaczającym ciągłe dążenie do ideału, poprzez doskonalenie własnego umysłu. Nauka, w takim rozumieniu staje się symbolem utylitaryzmu, skupia w sobie pewien zasób wartości ponadczasowych. I niczym Faust przepełniony chęcią poznania, gotów jest zaprzedać duszę diabłu, tak i ten idealny bohater powinien poświęcić się całkowicie, bez reszty żądzy posiadania wiedzy i jej wykorzystania dla dobra ogółu. Ale czy Wokulski jest w stanie spełnić taką życiową misję.
Wokulski jest człowiekiem, który takiemu zadaniu nie jest w stanie sprostać, jego bowiem życie, bardziej przecież dojrzałe niż Ochockiego, czy Geista, którzy są ucieleśnieniem niezrealizowanych marzeń Wokulskiego z młodości, uzależnione jest od świata realnego, którego niemoc i pokusy znacznie bardziej oddziaływują na Stacha Wokulskiego, niż na niedojrzałych zapaleńców. Tu pojawia się zasadnicza płaszczyzna porównawcza. Wokulski to człowiek z jednej strony wyznający idee scientyzmu, z drugiej zaś strony człowiek opanowany przez romantyczne rządze, które powodują, że ich realizację Wokulski widzi w zdobywaniu pieniędzy. Zauroczenie w Izabeli jest silniejsze od przekonania o słuszności scientyzmu. Jeszcze większą rolę w zerwaniu z ideałami młodości pełni kariera, której pieniądze są niewątpliwym sprawcą.
Dla Wokulskiego nauka była w młodości celem życia. Wszystko chciał jej podporządkować, ale los chciał, by to nie wynalazki uczyniły go szczęśliwym, lecz szczęście to odnalazł (tak mu się przynajmniej wydawało) w zauroczeniu do kobiety. Kiedy Wokulski wkracza w dojrzałe życie na pierwszy plan wysuwa się czysto materialistyczne dążenie do posiadania stabilnej sytuacji majątkowej. Kiedy taką już posiada (po ślubie z Minclową), jego ideały młodości znów ustępują na rzecz kariery, której celem ma być zdobycie awansu społecznego, a co najważniejsze zdobycie serca Izabeli. Wokulski jednak często powraca wtedy do swych marzeń o podboju świata nauki. Ale jest to już nieco sztuczne i raczej je

  • userphoto
    15. "Być czy mieć?" - rozważania na temat kondycji współczesnego człowieka końca XX wieku. "Być czy mieć" - pytanie, które chyba po raz pierwszy tak silnie zostało zaakcentowane właśnie dziś, pod koniec dwudziestego wieku. Oddaje ono całą głębie problemów człowieka naszej ery. Przed podjęciem dyskusji na ten temat, należy zastanowić się, co jest przyczyną, że pytanie to, dotyczy każdego bez wyjątku człowieka świata "kultury zachodu". Dlaczego tak się dzieje, że człowiek, żyjący właśnie w centrum Europy, boi się jasno i otwarcie powiedzieć - "chcę mieć, nie ważne kim jestem i kim się stanę". Prawda jest szokująca. Wystarczy sięgnąć do rocznika statystycznego - konsumpcja w krajach europejskich i bogatych państwach świata znacznie przekracza zapotrzebowanie ludności tych krajów. To ona jest przyczyną problemu, który przejawia się zagubieniem wartości intelektualnych, kosztem masowego podporządkowania jednostki wobec kultu przedmiotu. Koniec wieku XIX i początek XX przyniósł ludzkości, erę przemysłu masowego, ciągłego obniżania kosztów produkcji i unifikację i jednolitość samego przedmiotu, który stawał się, z jednej strony ciągle doskonalszy jakościowo, z drugiej zaś nieodróżnialny od innego. Przedmiot, który do tej pory, posiadał coś, co nazwałbym "duszą", ponieważ rzemieślnik wkładał w jego produkcję nie tylko swój czas i wysiłek, ale był z nim związany, czymś na kształt więzi nawet uczuciowej, stał się zupełnie bezpodmiotowy. Nie ma już produkcji rzemieślniczej. Automat produkuje kolejny, seryjny model samochodu, swetra, dzbanka (być może to jest powodem sentymentu do starych przedmiotów). Przedmiot kupowany w sklepie nie posiada wartości "duchowej", trudniej się do niego jest przywiązać, wszystko staje się jednorazowe, do wyrzucenia. To z kolei rodzi inne zjawisko, a mianowicie kult pieniądza. Człowiek XX wieku to jednostka bardzo rozdwojona. Mam tu na myśli dwa aspekty życia we współczesnym społeczeństwie, które także może być oskarżone o sprzyjanie tworzenia "ludzi - portfeli", a na pewno o kreowanie i popieranie modelu konsumpcyjnego życia. Jednostka ludzka w dzisiejszym społeczeństwie ma rozległe prawa, które dają bardzo duże poczucie pseudowolności. Demokracja jest systemem, który doskonale zapewnia spektakularne poczucie współrządzenia swoim państwem, a więc kierowania całym społeczeństwem. Człowiek czuje się jak władca, kiedy w czasie kampanii wyborczych padają slogany podkreślające słowo "Ty". Człowiek dzisiejszy ma ogromne poczucie prywatności. Nikt nie jest mu w stanie zabronić, by posiadał, by miał. W myśl zasady "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" tworzy własne "miniaturowe państewko", otacza się stertą automatycznie wyprodukowanych, bezwartościowych duchowo przedmiotów, dzięki którym staje się ich panem i władcą. Wydaje mu się, że jest ich jedynym panem i za wszelką cenę usiłuje nie dostrzegać tego, że obok niego setki ludzi postępuje tak samo. Powoli staje się poddanym tychże przedmiotów. Nie jest w stanie bez nich żyć - bo one dają mu władzę. I tak toczy się dramat każdego człowieka, który staje się i królem, i poddanym jednocześnie. Całe to przekonanie staje się iluzją, gdy uświadomimy sobie, że wszystko to jest jedynie pozorem prawdziwej wolności, gdyż całością steruje jedynie nieokiełznana chęć posiadania, a całość stosunków międzyludzkich opiera się na zimnej kalkulacji. Przejawy bezinteresowności są tępione już w zarodku, gdyż mogłyby zachwiać misterną równowagę. Kiedy nawet coś takiego się stanie, to najczęściej kręci się o tym film, aby pokazać "tak się powinno robić", aby wytłumaczyć się z tego, że sami nic nie robimy, albo też traktuje się tego człowieka jako indywiduum i zamyka go w "klatce" obojętności. Społeczeństwo nie jest wolne, stwarza jedynie mit o własnych zasługach dla jednostki. Każdy teraz będzie się usprawiedliwiał, że on nie, on się temu nie podaje, jest z boku. Błąd. To jest właśnie umiejętne propagowanie tych ideałów pseudowolności. Ktoś kto zrozumie, że właśnie takim człowiekiem jest i odważnie się do tego przyzna - on wyzwoli się z konwenansów, i będzie w stanie naprawdę zrozumieć "czy być, czy mięć". Dlatego należy od razu powiedzieć - tacy jesteśmy, taka jest ludzka natura. To, że człowiek chce posiadać nie jest niczym nowym. Kiedy tysiące lat temu pierwotni ludzie po raz pierwszy zrozumieli czym jest posiadanie (Na marginesie należy zaznaczyć, że właśnie pierwsi ludzie zostali odróżnieni od małp człekokształtnych wg. teorii Darwina, kiedy raz użyte narzędzie, nie wyrzucili, lecz pozostawili by posłużyć się nim jeszcze raz), od tej pory każdy człowiek coś miał. Z czasem przypisywał przedmiotom moce magiczne. Stąd wzięły się talizmany, które miały dawać szczęście, tylko dla tego kto je posiadał. Pierwotne religie bazowały na przedmiocie, który symbolizował bóstwo i należał do określonej grupy społecznej. I tak rozwiała się historia. Ludzie zaczęli walczyć aby posiąść, aby dostać, aby mieć. I tak do chwili obecnej toczy się walka , by mieć jak najwięcej, nie ma specjalnego znaczenia, czy akurat jest to potrzebne. Niektórzy stan nadmiernego posiadania nazywają luksusem. Lecz słowo to ma zbyt pozytywne, przynajmniej dla współczesnego człowieka, zabarwienie. Do tej pory mówiłem głównie o przedmiotach, ale człowiek jest zbyt pomysłowy, by ograniczyć swą chęć posiadania jedynie do przedmiotów. Dlaczego by nie można posiadać innych ludzi (patrz: niewolnictwo), posiadać władzy nad nimi (czyt.: polityka), krępować im umysły (propaganda). Wydaje się, że tylko jedno niechcący gubi się podczas wymieniania co chcielibyśmy - to rozum i myślenie. Był człowiek, który jednak chciał mądrości - nazywał się Salomon i całe wydarzenie opisane jest w Biblii w Drugiej Księdze Kronik (2 Krn - 1) - Bóg obdarowuje go nie tylko mądrością, ale również bogactwami. Świadczy to o tym, że by posiadać trzeba nie tylko chcieć, ale również umieć wybrać mądrość, o czym często się zapomina. Mądrość opiera się na myśleniu, a stąd już nie daleko do maksymy "myślę więc jestem". Człowiek zapomina, będąc częścią społeczeństwa, że należy myśleć, by nie zagubić własnego bytu. Wspólnota, zwłaszcza współczesna "zwalnia" często z myślenia, ktoś inny podejmuje decyzję, ktoś inny martwi się z mnie, ja tylko żyje. Lecz cóż to jest - to ma być życie - przecież życie wymaga odpowiedzialności za samego siebie, tymczasem tajemnicza siła pozbawia nas często prawa do odpowiedzialności, zrzucając winę na "obiektywne trudności...". Świat się zmienia bardzo dynamicznie i niestety, co trzeba ze smutkiem stwierdzić, ludzie nigdy już nie "dorosną" do sytuacji. Kiedy jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności, kiedy wytwory naszych umysłów, podejmują za nas decyzję, kiedy one zaczynają naprawdę myśleć, człowiek przestaje, zanika u nas właśnie możliwość swobodnego myślenia (znów teoria biologiczna - narząd nieużywany zanika). Jesteśmy skażeni kapitalistycznym przekonaniem o wyższości pieniądza nad autentycznymi wartościami. Powoli pieniądz staje się wyznacznikiem wartości wszystkiego, nawet myślenia. Jedyną "nieskażoną", zresztą być może nie całkiem, sferą pozostają uczucia. I tak jak romantycy stawiali ją ponad wszystko, być może dzisiaj staną się one ratunkiem dla tego, co zostało z człowieka współczesnego. Nie chodzi tu jednak bynajmniej o wszystkich ludzi, są przecież tacy, którzy rozumieją, jakie zagrożenie niesie współczesny świat dla humanizmu - tego prawdziwego. Nadal jednak ogromne rzesze ludzi pozostają pod wpływem nieokiełznanej chęci posiadania. Swe zagubienie intelektualne tłumaczą przymusem zdobycia środków do luksusowego życia, lub też wzbogacenia się w celu poznania "wielkiego świata", który może być utożsamiany ze światem elit intelektualnych. Gdy jednak tacy ludzie, "dorobkiewicze" staną się elitą to kim staną się ludzie z robotniczych slumsów, którzy nie mają innych wzorów. Media "karmią" nas znaczną ilością informacji, których jednak nie każdy potrafi krytycznie ocenić i zrozumieć ich sens. Co więcej informacja staje się przedmiotem pożądania, tak jak pieniądze, gdyż posiada ona już obecnie realną wartość. Gdzie więc wolność wypowiadania się, i dostępu do informacji. Człowiek przestaje myśleć - przestaje żyć. To wcale nie jest slogan. Jego ciało nie ginie. On umiera zupełnie inną śmiercią - on umiera sam dla siebie. Byt, egzystencja jest jedyną pewną rzeczą dla człowieka, póki żyje, jest w stanie oceniać i kształtować świat, swoje otoczenie. Tymczasem mamy do czynienia we współczesnym świecie z czymś zupełnie nowym - chorobą cywilizacyjną. Byt człowieka, jednostki jest zagrożony, i to wcale nie w sposób fizyczny (choć i w taki również), poprzez ukształtowane przez wieki stosunki społeczne oraz sytuację materialną jednostki, diametralnie różniącą się od jakichkolwiek wcześniejszych. Człowiek dopiero uczy się jak żyć z wytworami własnego umysłu i z innymi ludźmi, z którymi musi przestać walczyć, by opanować swą własną psychikę. Człowiek współczesny musi wyzbyć się chęci posiadania, by lepiej poznać samego siebie gdyż inaczej zostanie wplątany w wir materialistycznej ideologii absurdu. Posiadanie musi zostać ograniczone, gdyż jednostka zagubi się w tłumie identycznych ludzi, pragnących tego samego, robiących to samo, zagubi swą indywidualność. Oczywiście te wskazówki są marzeniem ściętej głowy. Na razie wszystko wskazuje, że ludzie są zbyt słabi, aby stawić czoło wyzwaniom nowej epoki. Popadają w obsesję posiadania, gdyż jest to najłatwiejszy sposób przetrwania w dzisiejszym świecie. Umiera duch ludzkości. Czy uda się go komukolwiek uratować? Moim zdaniem kondycja współczesnego człowieka jest zła, stoimy na skraju przepaści, i co gorsze, nie wiemy co zrobić. Trudno jest odbierać prawo do posiadania, gdyż nikt nie jest w stanie przeżyć bez własności (W Związku Sowieckim Stalin prowadził na wielomilionowej rzeszy ludzi takie "badania" - których owocem było zniewolenie ich na trzy pokolenia i utratę tożsamości przez wiele narodów). Jest ona decydującym elementem zachowania prywatności i w pewnym sensie również celem życia. Jedynym sposobem na wyrwanie się z niewoli jest zmiana mentalności społeczeństwa już teraz ogólnoświatowego i wyrównanie dysproporcji. Myślę, że nie nastąpi to jednak szybko. Zniszczona pozostaje również sfera duchowa człowieka. Przesadne traktowanie pieniędzy jako celu - a nie środka prowadzi do zniszczenia marzeń, które nagle przybierają realną postać ilości zer po jedynce na koncie w szwajcarskim banku. Jaką więc dać odpowiedź na początkowe pytanie? Powiem tak: trudno jest być nie mając nic, lecz mając wszystko przestajemy być. Umiejmy ocenić swe potrzeby i do nich dostosować nasze posiadanie! 16. Chłop i wieś w znanych utworach XIX i początku XX wieku. Na przełomie XIX i XX wieku we wszystkich dziedzinach życia polskiego przenikało głębokie niezadowolenie z panujących stosunków społeczno – politycznych i kulturalnych. Niektórzy poeci i pisarze skupili swe zainteresowania na osobistych przeżyciach i nastrojach oraz problemach moralnych. Inni, choć bronili swej niezależności artystycznej, to jednak związali się z dążeniami społeczeństwa, wyrażali uczucia patriotyczne rodaków i protest przeciw niesprawiedliwości społecznej. Pisarze ci ukazali nam wstrząsający, naturalistyczny obraz życia chłopa na wsi. Odkryli przerażającą prawdę, która mówiła, że przeludniona wieś żyła w warunkach, które graniczyły ze skrajną nędzą. Chłopi byli traktowani jak zwierzęta. Głodni i wyczerpani pracowali do upadłego. Literatura polska okresu pozytywizmu przesiąknięta była głębokim współczuciem dla cierpiących i wyzyskiwanych. W utworach Orzeszkowej, Konopnickiej, Prusa i Sienkiewicza znajdujemy bohaterów z najniższych warstw społecznych i głęboką wiedzę o psychice ludzkiej. Nędzę i poniżenie człowieka w ustroju kapitalistycznym dostrzegła E. Orzeszkowa. W swych utworach zaczęła protestować przeciw krzywdzie ludzkiej. Ukazała nam nędzę, zacofanie gospodarcze i kulturalne polskiej wsi. Pisarka przede wszystkim opowiadała się za uwłaszczeniem chłopów, oraz zwalczała przesądy klasowe. Drugą powieściopisarką, która stała się bojowniczką o prawa dla ludzi pokrzywdzonych przez ustrój kapitalistyczny, była Maria Konopnicka. Największą sympatią darzyła lud. Domagała się dla chłopów ziemi i oświaty. Nie popierała rewolucji i głosiła solidaryzm społeczny. Z jej wierszy dowiadujemy się o tragedii dziecka wiejskiego “Jaś nie doczekał”. Poetka dowodzi, że kiedyś na świecie istniała równość społeczna, nie było panów, ani poddanych. Autorka jest przekonana, że głównym źródłem występków bywa nędza i brak oświaty. W utworze “Wolny najmita” stwierdziła z sarkazmem, że wolność osobista chłopów przy panującej dalej niewoli gospodarczej sprowadzała się do wolności umierania z głodu. Odkrywa przed nami wstrząsający obraz nędzy proletariatu z Powiśla. Jest przekonana, że wyzysk pojawił się wraz z ustrojem feudalnym. Zróżnicowanie społeczne krytykuje również Bolesław Prus. W swych utworach zwalczał także pozostałości feudalizmu oraz przesądy stanowe. Pisarz ukazuje nam w swoich opowiadaniach ciężką dolę dzieci chłopskich i ludzi dorosłych, wywodzących się z plebsu. W “Lalce” która jest najpiękniejszą powieścią realizmu krytycznego w okresie pozytywizmu, Prus ukazuje warstwę biedoty warszawskiej, która jest skazana na wieczną wegetację żyjąc na Powiślu najuboższej dzielnicy Warszawy. Pisarz staje w obronie chłopów, rolników oraz nawołuje do solidaryzmu społecznego. Jest on za wprowadzeniem mechanizacji oraz oświaty do najniższych warstw społeczeństwa. Prus jest głęboko wstrząśnięty brakiem wspólnego języka chłopów z inteligencją. Czwartym pisarzem pozytywizmu, wrażliwym na dolę najniższej warstwy społecznej – proletariatu był Henryk Sienkiewicz. W swych opowiadaniach stawał w obronie pokrzywdzonych chłopów i jak jego poprzednicy ostro krytykował pozostałości feudalizmu. W noweli “Szkice węglem” przedstawia nam obraz wsi pouwłaszczeniowej. Na podstawie historii pewnej ubogiej rodziny chłopskiej ukazuje stan w jakim znajduje się społeczeństwo polskie a przede wszystkim chłopów. Opisuje nam ciemnotę i zacofanie panujące na wsi, które w pełni wykorzystywane są przez polską szlachtę. Krytykuje Sienkiewicz ludzi, którzy obojętnie patrzą na wyzysk chłopa. Pisarz jest wstrząśnięty brakiem zrozumienia w społeczeństwie. W swoich nowelach przejawia swój głęboki patriotyzm i zgodny z ideologią pozytywistyczną kult hasła “pracy u podstaw”, której domaga się od szlachty i duchowieństwa, ukazując wymownie tragiczne skutki nieinterwencji w sprawy własnej wsi. Ciemnotę panującą po wsiach napiętnował Sienkiewicz m.in. w noweli “Janko Muzykant”. Przedstawił nam w niej wrażliwe, muzykalne dziecko chłopskie. Mógł z Janka wyrosnąć wielki artysta, nieszczęściem urodził się w zaniedbanej, nędznej wiosce polskiej, w której spotkała go śmierć. Talent jego, jak i wielu innych, został zmarnowany. W literaturze polskiej nastąpił odwrót od realizmu i pozytywizmu. Rozpoczął się nowy okres zwany Młodą Polską. W okresie tym znalazło się również wielu pisarzy, którzy ukazywali w swych utworach nędzę i wyzysk polskiego chłopa. Poetą, który protestował przeciw wszelkim formom wyzysku, był Jan Kasprowicz. Był on człowiekiem wybitnie postępowym, gdyż interesował się rzeczywistością i problematyką społeczną. Świadczą o tym utwory “Z chłopskiego zagonu”, “Z chałupy”. W cyklu sonetów “Z chałupy” przedstawił w sposób realistyczny życie biednej wsi kujawskiej, do której wyraził swe głębokie przekonanie. Poeta ukazał nam głębokie rozwarstwienie klasowe wśród chłopów, ich wyzysk przez kułaków i księży, przedstawił nędzę biedoty wiejskiej, ciemnotę i przesądy klasowe oraz trudną drogę dzieci wiejskich do oświaty. Z wierszy tych przemawia poeta, który sam wyszedł z ludu. W swojej poezji ukazuje pełny, realistyczny i zwarty obraz życia wsi, oparty na faktach o wielkiej sile oskarżycielskiej. Kasprowicz staje się poetyckim kronikarzem życia wiejskiego. Wybiera te elementy, które są protestem przeciwko panującym stosunkom. Jego poezja przedstawia nam wstrząsający obraz życia chłopa, jego nędzę i wyzysk. “Płot się wali, piołun na podwórkach…” Jego wiersze wstrząsają czytelnikiem i wzbudzają w nim współczucie. Drugim człowiekiem, który wypowiedział się na temat chłopa był Stanisław Wyspiański. W swoim dramacie “Wesele” poeta przez usta Gospodarza osądził chłopów. Stwierdził, że byli oni najstarszą, najsilniejszą i najważniejszą warstwą w narodzie polskim. Wyróżnił u nich powagę, przywiązanie do ziemi ojczystej i tradycji oraz wielką religijność. Wyspiański mówi, że chłop jest gotowy do walki, nie chce być bierny, lecz czynnie brać udział w życiu politycznym. Poeta dzieli chłopów na młodych, którym zarzuca zmaterializowanie i brak patriotyzmu, oraz na chłopów starych, którzy pragną za pomocą walki odzyskać niepodległość. Wyspiański udowodnił, że nie mogło dojść do sojuszu pomiędzy dwoma warstwami społecznymi – inteligencją i chłopami. Chłopi garnęli się do inteligencji i pragnęli, aby im przewodziła, wyczuwali jednak, że panowie traktowali ich z góry, jak ubogich krewnych. Między inteligencją a chłopstwem panowała wielka przepaść. “Wyście sobie, a my sobie” Pierwszą wielką epicką powieść ukazującą całokształt życia wsi polskiej stworzył Stanisław Reymont w swojej największej powieści “Chłopi”. Bohaterem utworu są właśnie chłopi, zbiorowość wiejska, życie potężnej i najliczniejszej warstwy narodu. Reymont ukazał antagonizm pomiędzy bogatymi chłopami a biedotą wiejską, dzieje komorników i proletariatu wiejskiego oraz rozwarstwienie wśród mieszkańców wsi Lipce. Wątek Jagustynki i Wątek Kuby wykorzystał autor do ukazania wyzysku kułackiego oraz niedoli komorników i parobków. Z powieści dowiadujemy się, że reguły i zwyczaje życia towarzyskiego kształtowane były przez podział klasowy oraz antagonizmy. Miejsce w kościele zajmowane było w zależności od pozycji społecznej. Biedak wiejski stał w czasie mszy św. z dala od ołtarza. Pozycja społeczna przesądzała także o więzi towarzyskiej, o zaproszeniach na śluby czy chrzciny. W czasie procesji dostrzegł Reymont rys podziału klasowego na wsi. W pierwszym tomie pt. “Jesień” zdobył się na pełne ukazanie wyzysku kapitalistycznego, w obrazie stosunków między Boryną a Kubą, który ciężko pracując zarabiał zaledwie na chleb. Chcąc zdobyć pieniądze na inne wydatki chwycił się kłusownictwa. Został postrzelony i umarł na skutek gangrenny. Aby śmierć jego uczynić typowym wydarzeniem obrazującym dolę proletariatu umiejscowił śmierć w momencie wielkiego wesela Macieja Boryny. Z innych rozdziałów dowiadujemy się o przeciwieństwach pomiędzy interesami bogaczy i biedoty. Reymont zaprzeczył tutaj jednolitości wsi. Nie było bowiem nic, co mogłoby łączyć np.: Borynę z Kubą. Z poszczególnych części “Chłopów” dowiadujemy się wiele o straszliwych warunkach życiowych właścicieli karłowatych gospodarstw oraz biedoty. Oni to właśnie przymierali głodem (Agata, Bylica…). Małżeństwo wśród chłopów traktowane było niekiedy jak transakcja handlowa (za sześć morgów ziemi kupił Stary Boryna Jagusię Paczesiównę). Podtytuły utworu będące nazwami pór roku dowodzą o tym, że ważną rolę w życiu chłopów odgrywała przyroda. Ona właśnie wpływała na ich charaktery i nastroje. Reymont odtworzył doskonale psychikę chłopów. Podkreślił ich przywiązanie do ziemi i tradycji, specyficzną moralność, religijność, pracowitość, nieufność wobec ziemian i brak solidarności. Głównym motywem życia chłopów była walka o byt. W Lipcach możemy wyróżnić: bogaczy, żyjących dostatnie, chłopów średniorolnych i głodujących. Wszyscy chłopi walczyli o ziemię z dziedzicem oraz z Niemcami, ale nie wszyscy wynieśli z niej jednakowe korzyści. Problem walki z krzywdą społeczną podejmował również w swoich utworach Stefan Żeromski. Ukazywał w nich: piękno ziemi ojczystej, sprzeczności panujące w ustroju kapitalistycznym. Protestował przeciw krzywdzie i wyzyskowi. Wczesne opowiadania Żeromskiego stanowią najwybitniejsze osiągnięcia realizmu w literaturze polskiej końca XIX wieku. Autor pokazał w nich wyzysk proletariatu przez burżuazję i jego przyczyny. Żeromski ukazuje konflikty pomiędzy ziemiaństwem a bezradną biedotą wiejską (“Zmierzch”). Bezradni chłopi byli zdani na bezlitosny wyzysk, szczególnie tam, gdzie trudno było o pracę. W swojej najsłynniejszej powieści “Ludzie bezdomni” pisarz ukazuje życie różnych grup społecznych. W utworze poznajemy warunki pracy robotników polskich (fabryka cygar, stalownia). Ludzie ci pracowali w niezmiernie trudnych warunkach. Brak było opieki lekarskiej i troski o robotników ze strony kapitalistów. Warunki pracy były okropne. Brak mechanizacji, brak warunków higienicznych. Ludzie mieszkali w śmierdzących i wilgotnych suterenach luba na poddaszach. Ulice miały otwarte rynsztoki, pełno na nich było błota i gnijących odpadów. W jednej izbie mieszkało kilka osób. Nikt nie opiekował się dziećmi, które wychowywały się na ulicy. Nie było dla nich żłobków ani przedszkoli. Proletariat Zagłębia mieszkał w ciemnych budach, przed którymi znajdowały się kałuże pomyj. Poziom kultury proletariatu był niski. Ludzie z tej warstwy myśleli tylko o prymitywnych potrzebach życiowych. Mężczyźni mieli wygląd zmęczonych a kobiety były spłoszone i smutne. Żeromski mówi, iż wśród robotników rozwijała się jednak świadomość społeczno – polityczna. Utwory wymienionych pisarzy są żarliwym protestem przeciw układom, systemom, instytucjom, konwencjom skazującym człowieka na klęskę. Są wołaniem w obronie człowieka. Tak więc literatura polska XIX i początku XX wieku często podejmowała problem niesprawiedliwości społecznej. Często schodziła na samo dno życia społecznego i ukazywała wstrząsające obrazy nędzy i upadku moralnego. Chłopi to warstwa wyzyskiwana i krzywdzona od zarania dziejów. W swej niedoli zawsze byli zdani na własne siły. Nikt nie wskazywał im drogi wyjścia, nikogo nie interesował ich los. Dużo uwagi zaczęto poświęcać chłopom dopiero w XIX i na początku XX wieku. Na wsi dokonywał się przełom. Wieś i chłop zyskiwała coraz większe znaczenie. Wzrastała świadomość chłopska i poczucie godności osobistej. Chłopi byli warstwą solidarną, silną i zwartą dlatego też mogli odegrać doniosłą rolę w walce o niepodległość Polski. Siłę chłopską nigdy jednak nie wykorzystano w zrywach powstańczych i to był główny błąd szlachty. Uprzedzenia stanowe nie pozwoliły na zjednoczenie się w walce o wolność Polski. Może wówczas okres niewoli byłby krótszy. Dawna patriarchalna społeczność chłopów odeszła w przeszłość, miejsce jej poczęła zajmować generacja chłopów świadomych współuczestników i współtwórców dziejów narodu. 17. CZŁOWIEK - ISTOTA ZDETERMINOWANA CZY WOLNA? ROZWAŻ TEN PROBLEM POPRZEZ WYBRANE UTWORY LITERATURY POLSKIEJ I OBCEJ. Człowiek od zawsze starał się kierować swoim losem, chciał mieć wpływ na niego. Faktem jednak jest, że większość wydarzeń w jego życiu jest dziełem przypadku. Są to chociażby codzienne wypadki samochodowe. Ktoś wychodzi z domu, aby zrobić zakupy, przekonany, że niedługo będzie znów ze swoją rodziną, a tym czasem nie wraca. Zginął w wypadku samochodowym, spowodowanym przez jakiegoś pijanego kierowcę. Czyż nie przypadkiem, zrządzeniem losu było to, że to właśnie ten człowiek znalazł się w tym właśnie miejscu, o tej właśnie porze. Wydawało mu się, że jest istotą wolną, że może pokierować swoimi sprawami, czynami, okazało się jednak, że jest inaczej. W ludzkim życiu tej wolności jest bowiem ilość minimalna, prawie wszystko zależy od przypisanego nam losu. Czy ten los zapisany jest w gwiazdach? Czy ustala go Bóg w momencie narodzin? Czy też jest to w planach ludzi wyżej postawionych w hierarchii społecznej i stworzonego przez nich, panującego ustroju politycznego? Nie wiadomo. Ludzie słuchają porad wróżek i jasnowidzów, wierzą w to, co mówią karty i kryształowa kula, odczytują w sennikach znaczenie swoich snów. To wszystko jednak i tak nie pozwoli im zmienić swego przeznaczenia, zmienić tego, co jest im przypisane. Myślę, że każdy zdaje sobie z tego sprawę i dlatego w tak wielu utworach literackich odnajdujemy bohaterów zdeterminowanych przez los, własną psychikę, sytuację, w której się znaleźli. Takie postacie odnajdujemy w,, DŻUMIE’’ Alberta Camusa. Ludzie mieszkający w Oranie, gdzie rozgrywa się akcja utworu zostali zaskoczeni przez epidemię. Choroba nie pozostawiła im żadnego wyboru, musieli pozostać w mieście i stawić jej czoła. Miasto zostało zamknięte, nie można się było z niego wydostać. Jednak i w tej sytuacji mieszkańcom pozostała ta odrobina wolności, mieli pewną swobodę ruchów. Swoboda ta pozwoliła im na przyjęcie właściwej sobie postawy, postawy biernego poddania się chorobie lub też walki z nią, oczywiście na miarę ludzkich możliwości. Jedni więc, zamykali się w swoich mieszkaniach, zatrzaskiwali okiennice i cały dzień trzymali chusteczkę przy ustach starając się do minimum ograniczyć ryzyko zakażenia. Całymi dniami myśleli tylko o uniknięciu kontaktu z zadżumionym miastem. Inni przyjęli postawę korzystania z życia póki trwa. Oddawali się wszystkiemu z podwójną namiętnością zdając sobie sprawę, że być może za kilka dni mogą już nie żyć. Jeszcze inni postanowili stawić czoła chorobie, postanowili z nią walczyć. Organizowali się w formacje sanitarne, które pracowały w szpitalach pomagając lekarzom, jeździli ambulansami po chorych, pracowali w obozach kwarantanny, gdzie przebywały rodziny, w których ktoś zachorował. Narażali się oni na ciągłe niebezpieczeństwo, na ciągły kontakt z chorobą, ale może to właśnie dawało im siłę trwania, opierania się chorobie. Wielu z tych ludzi zmarło, może nawet większość, ale wiedzieli oni, że się nie poddali, że zrobili wszystko, co było w ich mocy, aby powstrzymać chorobę. Byli to ludzie, którzy zdawali sobie sprawę z tego, że gdyby przeżyli to zawsze mieli by świadomość, że nie zrobili nic aby walczyć. Takim właśnie bohaterem DŻUMY jest Raymond Robert, dziennikarz z Paryża, który chwilowo przebywał w Oranie. Zaskoczył go wybuch epidemii, zamknięcie miasta i niemożność opuszczenia go. Postanowił on jednak wyjechać i znalazł na to sposób. Skontaktował się z członkami kontrabandy, którzy zobowiązali się pomóc mu w wydostaniu się z miasta. Wszystko już było przygotowane, jednak Rambert niemalże w ostatniej chwili po rozmowie z Tarrou i doktorem Rieux postanowił pozostać w mieście, przyłączyć się do formacji sanitarnych i walczyć z dżumą. W jego przypadku tą determinantą była nie tyle dżuma, ponieważ znalazł on sposób na ucieczkę przed nią, ale jego własna psychika, jego świadomość ludzkiej godności. Są ludzie, którzy przez całe życie robią rzeczy straszne, ale chociaż zdają sobie sprawę z tego ile zła czynią, to nie przeszkadza im to uważać siebie za człowieka. Rambert do takich ludzi nie należał. Gdyby wtedy uciekł z miasta, w momencie gdy dżuma zbierała najobfitsze żniwo, pozbawiłby się tam honoru. Zachowałby się jak tchórz zostawiając wszystkich tych ludzi, dbając tylko o ratowanie ,, własnej skóry ‘’. Postanowił zostać i walczyć razem z innymi, postanowił zasłużyć na miano człowieka przez duże,, C’’. Mieszkańcy Oranu (i nie tylko ) zostali więc zdeterminowani przez chorobę, to ona zmusiła ich do pozostania w mieście, ale jednocześnie mieli tę odrobinę wolności, która dała im możliwość wyboru między ucieczką i walką. Odpowiedzi na pytanie o to, czy człowiek jest istotą zdeterminowaną, czy wolną odnajdujemy także w utworach mówiących o okresie wojny i okupacji hitlerowskiej. Mówią o tym opowiadania Tadeusza Borowskiego,, U nas w Auschwitzu ‘’,,, Dzień na Harmenzach ‘’czy,, Proszę państwa do gazu ‘’. Dwa pierwsze utwory traktują o życiu więźniów w niemieckich obozach koncentracyjnych. Tutaj główną determinantą ludzkiego życia były instynkty biologiczne, a zwłaszcza instynkt zachowania tego życia i wszystko jemu zostało podporządkowane. Wszystkie zasady, którymi kierowano się na wolności, które były właściwe, postępowanie zgodne z morale człowieka w obozie okazało się nieprzydatne. Każdy musiał wyzbyć się ludzkich uczuć, pozbawić się współczucia, litości, poczucia sprawiedliwości, poświęcenia. Kto chciał przeżyć, musiał dbać tylko o siebie, nie mógł przejmować się losem innego człowieka. W obozie codziennością była kradzież, kombinacje w zdobyciu jedzenia, morderstwo, donosicielstwo, służalczość i uniżona grzeczność wobec obozowych kapo i oficerów. Tutaj nie można zwracać uwagi na to, co się dzieje z innym człowiekiem, nie można mu było współczuć, gdyż to oznaczałoby załamanie psychicznej siły ducha i w rezultacie strata szansy na przeżycie. Więzień zdeterminowany był przez instynkt życia i wszystko temu instynktowi podporządkowywał, bo przecież Niemcy nie zdążą wszystkich wymordować, ktoś przy życiu pozostanie i dlatego należało podtrzymywać to życie. W obozie codziennością było zamienianie kotłów z zupą zostawiając innemu komandu mniejszy tak jak mówi Tadeusz, bohater opowiadania,, Dzień na Harmenzach ‘’, ale to była właśnie ta codzienność, gdyż dzisiaj my, a jutro oni. Także praca na rampie jak chociażby w opowiadaniu Borowskiego,, Proszę państwa do gazu ‘’ wymagała wyzbycia się ludzkich uczuć. Tadeusz nie był jeszcze tak odporny psychicznie jak inni, dlatego też to, co się tam działo wywołało u niego torsje. Nie mógł znieść widoku ludzi po tygodniowej podróży w zamkniętych wagonach bydlęcych, z wagonami we własnych odchodach, brudnych, śmierdzących stojących na trupach. Nie mógł znieść widoku kalek rzuconych na jeden stos z trupami i świadomości tego, że wraz z nimi spłonął oni żywcem. Nie mógł znieść widoku matek, które uciekają od swoich dzieci licząc na to, że będzie im dane żyć, a ich dzieci i tak już nic nie uratuje, instynkt przeżycia okazał się silniejszy od macierzyńskiego. Nie mógł znieść widoku poduszonych, podeptanych, obrudzonych odchodami niemowląt wynoszonych z wagonów jak kurczęta po kilka w jednej ręce. Wiedział on jednak, że musi się uodpornić, musi, jeżeli chce przeżyć. Wojna i okupacja, życie obozowe, instynkt przeżycia były to główne determinanty ludzkiego istnienia. Podporządkowały one człowieka swoim zasadom, zmusiły do wyzbycia się ludzkich uczuć, do przestania bycia człowiekiem. O podobnej determinacji dowiadujemy się z cyklu opowiadań Zofii Nałkowskiej ,, Medaliony ‘’. W utworze,, Kobieta cmentarna ‘’ mamy obraz zachowania Żydów w czasie likwidacji warszawskiego getta w 1943r. Niemcy planowo niszczyli ten naród, każdy dzień akcji przebiegał według wcześniej ustalonych zasad. Mieszkańcom getta nie pozostawiono możliwości przeżycia, każdy musiał zginąć, ale pozostawiono mu możliwość wyboru rodzaju śmierci. Mogli zginąć śmiercią gwałtowną przy spotkaniu z brukiem ulicznym gdy wyskakiwali z domu, w męczarniach, w płomieniach palących się budynków, od kuli karabinu, lub też jadąc w bydlęcych wagonach do krematorium była to nie ironia losu kierowała ich życiem? Jak można tu mówić o wolności, o możliwości wyboru, jeżeli, każdy wybór sprowadzał się do jednego - do rodzaju śmierci. Wyraźny obraz zdeterminowania człowieka przez sytuację panującą w czasie wojny mamy także w opowiadaniu,, Profesor Spanner ‘’. Autorka przedstawia tu obraz psychiki młodego gdańszczanina. Wojna i okupacja odcisnęły na jego jeszcze nieukształtowanej psychice niezatarte piętno, które będzie miało wpływ na całe jego życie. Ten młody człowiek codziennie widział śmierć, cierpienie, ludzkie zwłoki. Dlatego te ludzkie zwłoki przestały stanowić dla niego jakąkolwiek wartość. Nie czuł żadnych oporów przeciwko pracy przy przeróbce ludzkich zwłok na mydło. Czuł niemalże zachwyt i podziw dla człowieka, który potrafił zrobić mydło z tłuszczu wytopionego z ludzkiego ciała, dla człowieka, który potrafił,, zrobić coś z niczego ‘’. Najprawdopodobniej, gdyby żył w innym czasie, gdyby widok trupów nie stał się dla niego codziennością, przypuszczalnie nigdy nie zgodziłby się na taką pracę, ale to właśnie wojna i okupacja popchnęły go do tego. Nie dały mu możliwości wyboru. Musiał on utrzymać siebie i swoją rodzinę, był więc wdzięczny, że znalazł pracę. Ten młody gdańszczanin miał możliwość wyboru, mógł nie przyjąć tej pracy, ale jego zdeterminowanie było zbyt silne, jego świat wartości został zachwiany przez sytuację, w jakiej się znalazł, stracił zdolność odróżniania dobra od zła i dlatego z tej możliwości nie skorzystał. Musiał żyć, a praca dawała mu środki utrzymania. Jako o człowieku zdeterminowanym możemy też mówić o Henryczku Fichtelbaumie bohaterze powieści Andrzeja Szczypiorskiego,, Początek ‘’. Jego życie zostało podporządkowane sytuacji, na jaką zostali skazani Żydzi w czasie wojny. W 1940r wraz z rodziną przeprowadził się do getta warszawskiego, jednak czuł, że za tymi murami jedyne co może go spotkać to śmierć. Uciekł więc i przez blisko rok ukrywał się w części aryjskiej, najpierw mieszkając na strychu u zegarmistrza, później u jakiegoś chłopa na wsi, a potem znów w Warszawie, kryjąc się po zakamarkach ulic, klatek schodowych i podwórzy. Tę ciągłą ucieczkę powodowała jego chęć życia, instynkt życia. W pewnym momencie tej swojej tułaczki, gdy przebywał w mieszkaniu warszawskiej prostytutki, która pozwoliła mu umyć się, wyspać, nakarmiła go i obdarzyła miłością cielesną zrozumiał, że nie ma sensu ta jego ucieczka i chęć życia. Zrozumiał, że kiedyś zostanie odnaleziony przez jakiegoś,, szmalcownika ‘’ i dopełni swe życie samotnie na gestapo. Postanowił więc wrócić,, do swoich ‘’, do getta, gdzie w tym czasie trwało już powstanie. Zdawał sobie sprawę z tego, że tam najprawdopodobniej także czeka go śmierć, ale będzie to przynajmniej śmierć z honorem, wśród tych, których kochał i z którymi się utożsamiał. Życie Henrysia zostało więc zdeterminowane przez wojnę, ale on skorzystał z tej małej możliwości wyboru, która mu pozostała, z tej odrobiny wolności. Wrócił do getta aby umrzeć godnie, aby do końca zachować swe człowieczeństwo, by mieć przez samym sobą świadomość tego, że nie był tchórzem, by w momencie śmierci być pewnym, że postąpił słusznie. Obraz zupełnego uzależnienia od jego losu mamy także w powieści Haliny Auderskiej,, Ptasi gościniec ‘’. Bohater utworu Szymon Drozd żyje w błogim szczęściu i radości w swej rodzinnej wsi Moroczne, aż do momentu wybuchu wojny w 1939r. Sądził, że skoro on nic nie wie o świecie to i świat nie ma wiadomości o jego istnieniu. Okazało się jednak, że gdy wojsko polskie potrzebowało żołnierzy to odnaleziono także i Szymona Drozda z pochodzenia Polaka, żyjącego w zapadłej głuszy, w rozlewiskach Prypeci. Po dezercji z wojska i powrocie do domu sądził, że wszystko wróciło do normy, ale los spłatał mu znów niemałego figla. Pozbawiono go możliwości pozostania we wsi ze swoją rodziną, gdyż był tu na Polesiu obcy. O ironio! Był obcy we własnym domu, we wsi gdzie żył i gdzie przyszedł na świat. Musiał jednak wyjechać. Wywieziono go na Syberię, znalazł się w Czugunce, w której spędził cztery lata pracując w kołchozie. Później znalazł się w oddziałach wojska polskiego, w Dywizji Kościuszkowskiej tworzonej na terenie ZSRR. Jednak ten człowiek przerzucany wichrami wojny z jednego miejsca na drugie, pozbawiany przez los każdego kogo pokochał, wszystkiego do czego się przyzwyczaił nie poddał się. Nie poddał się nawet wtedy gdy stracił dzieci, a jego żona postradała zmysły. Postanowił, że zacznie żyć od nowa, chociaż nie jeden człowiek załamałby się pod takim naporem krzywd wyrządzonych mu przez los. Ożenił się ponownie,, z córką Wilniuka ‘’, zamieszkał na Ziemiach Odzyskanych, ale nigdy nie stał się ponownie tym człowiekiem, którym był przed wojną. To życie odcisnęło tak na nim swe piętno. W jego życiu nic nie zależało od niego. Nikt nie zwracał uwagi na to kogo on kocha, czy czego pragnie. Jego los został zdeterminowany przez historię i ten człowiek nic nie mógł na to poradzić. Jedyną możliwość wyboru, jaką posiadał, to załamać się lub zebrać w sobie resztki sił i zacząć wszystko od początku. Jemu udało się to i tu okazał się człowiekiem wolnym. Z tych rozważań wynika, że człowieka nie można nazwać istotą w pełni wolną lub też w pełni zdeterminowaną. Nigdy nie jest on istotą wolną do końca, nigdy wszystko nie zależy od niego, a czasem wręcz przeciwnie to, co jest zależne od jego woli jest tak minimalne, że czasami trudno to dostrzec. Jak już powiedziałam na początku te determinanty ludzkiego życia są różne, ale wszystko polega na tym, aby podporządkowując się im nie utracić własnej godności i nie przestać być człowiekiem, w pełni tego słowa znaczeniu. 18. „ ... Człowiek człowiekowi wilkiem” Lecz ty nie daj się zwilczyć... Czasy w których obecnie żyjemy to dość dziwny, trudny i specyficzny okres - schyłek drugiego tysiąclecia. Szczególnie ostatnie kilkadziesiąt lat, ostatni wiek to czas zmian, przeobrażeń, wojen i rewolucji zarówno militarnych jak i umysłowych. Bogusław Wołoszański - wybitny historyk i publicysta naszych czasów wydał książkę w której opisuje politykę państw w XX wieku, pierwszą i drugą wojnę światową, manipulowanie ludzkim życiem, zagrywki polityczne mające na celu wzrost potęgi militarnej mocarstw europejskich. Książce tej nadał tytuł „Ten okrutny wiek”. Zgadzam się w pełni z tym określeniem, gdyż wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat są aż nadto przepełnione okrucieństwem. Są dowodem na to, że stosunki międzyludzkie mogą być niejednokrotnie szokujące dla naszych czworonożnych przyjaciół - dla zwierząt. W żadnym innym okresie czasu ludzka godność nie została aż tak podeptana, tak upodlona znieważona. Któż ją tak podeptał? - oczywiście człowiek, druga taka sama istota ludzka, mająca te same prawa do szczęścia, miłości i życia, czująca się podobnie i oddychająca tym samym powietrzem. „Medaliony” to jeden z utworów, który w sposób przejmujący, można powiedzieć drastyczny, ukazuje nam wielkość wypaczeń ludzkiej psychiki, jej zezwierzęcenia, podeptanie wszystkich zasad i norm moralnych w okresie wojny i okupacji. Mottem tych kilku opowiadań Zofii Nałkowskiej są słowa: „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Wybierając najbardziej drastyczne epizody z życia autorka chciała podkreślić duchowe i moralne zniszczenia ludzkiej psychiki powodowane stałym obcowaniem człowieka ze zbrodnią i śmiercią. Opowiada ona o planowanym mordowaniu ogromnej liczby ludzi, których ciała stały się surowcem do produkcji mydła. Na pytanie: „Czy nikt wam nie powiedział, że robienie mydła z ludzkiego tłuszczu jest przestępstwem?” bohater jednego z opowiadań („Profesor Spanner”) odpowiada, że „Tego nikt mu nie powiedział:. Wojna i jej okrucieństwa uodporniły ludzi na największe zbrodnie popełnione przez faszystów. Śmierć stała się zjawiskiem codziennym. Ludzie stali się nieczuli Najdobitniej świadczy o tym opowiadanie „Przy torze kolejowym”. Młoda Żydówka uciekająca z transportu kolejowego jadącego do obozu koncentracyjnego została ranna w kolano. Ludzie nie starali się jej pomóc, byli sparaliżowani strachem o własne życie. Leżała wśród nich ale nie liczyła na pomóc. Została zastrzelona przez jednego z otaczających ją gapiów, który wierzył, że postąpił humanitarnie skracając jej cierpienie. Jak bardzo można zniszczyć ludzką osobowość, doprowadzić do stanu w którym jak wierzy walczy tylko o zachowanie bytu i miejsca w pewnej hierarchii, obserwujemy analizując sylwetkę Jurgena Stroopa - współwięźnia Kazimierza Moczarskiego, bohatera książki „Rozmowy z katem”. Życiorys Stroopa jest typowym życiorysem hitlerowskiego oprawcy. W czasie wojny był oddelegowywany do różnych miejsc w Europie, był w Grecji, Czechach, na Ukrainie, na Zakałkaziu i w Polsce gdzie został najbardziej zapamiętany jako główny likwidator getta warszawskiego. Wszędzie zachowywał się jak prawdziwy hitlerowiec - szowinista. Precyzyjnie wykonywał poleceń swoich przełożonych, nie zadawał sobie żadnych pytań natury etycznej. W ostatnich dniach wojny został aresztowany przez Amerykanów i przekazany jako zbrodniarz wojenny Polakom. Został skazany na śmierć, wyrok wykonano w 1952 roku. Jego portret psychologiczny jest nie tyle odrażający co interesujący. Jego świadomość była produktem wychowania domowego, niemieckiej obyczajowości, własnych ambicji i faszystowskiej propagandy. W rozmowach z Moczarskim powtarzał, że rozkaz jest rozkazem, a porządek porządkiem. Nie zadawał sobie nigdy pytań o sens własnego postępowania, o jego skutki. Hitlerowska propaganda wmówiła mu, że jest „ubermenschem” i on w to głęboko uwierzył. Filozofia ta dopowiadała jego życiowemu programowi, pozwalała mu na zrobienie kariery. Stroop do końca swoich dni pozostał hitlerowcem i zbrodniarzem, nie czuł się winny, nie okazywał skruchy, nie przyznał się do zbrodni. Swój pobyt w więzieniu traktował jako skutek przegranej wojny, a nie dokonanych przez niego zbrodni. Jurgen Stroop to „człowiek - wilk”, który idąc przez życie zostawiał za sobą krwawy ślad zamordowanych setek tysięcy ludzkich istnień. Zadziwiający jest fakt, że ludzka psychika, jeżeli w odpowiedni sposób się do niej podejdzie, jest tak podatna na wszelkie zwyrodnienia i chore wartości. Psychika Stroopa stanowiła zlepek faszystowskich obłędnych ideologii, tysięcy bzdur i frazesów, była nieuleczalnym chorym ludzkim umysłem kształtowanym przez genialnie pomyślany program morderców. Jednak nie wszyscy ulegli totalitaryzmowi, nie wszyscy „dali się zwilczyć”. Wśród bohaterów literackich są także postacie przy których wypadałoby się dłużej zatrzymać, gdyż swoją postawą zasługują naprawdę na uznanie i podziw. „Inny świat” Gustawa Herlinga Grudzińskiego jest dokumentem, który uwiecznił świat łagrów sowieckich, a zarazem dziełem filozoficznym analizującym funkcjonowanie niepowtarzalnych zdawałoby się, zasad etycznych w ekstremalnych warunkach. Kompozycja utworu przypomina układ przewodnika - poszczególne rozdziały relacjonują mechanizm funkcjonowania obozowych instytucji, są także zapisem przerażającej i upadlającej człowiek codzienności. Narrator analizuje wpływ obozu- sowieckiego łagru - na psychikę więźniów. Aby w nim żyć trzeba się poddać prawom obowiązującym w społeczeństwie obozowym, wyzbyć współczucia, litości i humanitaryzmu. Do rozważań posłużyła mu biografia Michała Kostylewa. To on właśnie był autorem ratowania człowieczeństwa przez męczeństwo. Jego historia wydaje się wręcz nieprawdopodobną. Został wychowany w rodzinie komunistycznej, oddanej do głębi partii, wykonywał wszystkie jej polecenia. Przełomem w jego życiu stała się lektura powieści francuskiego realizmu. Wówczas to uzmysłowił sobie w jakim żył błędzie, na podstawie przeczytanych książek poznał czym jest prawdziwa wolność i szczęście. Aresztowano go przypadkowo, jako jednego z kręgu znajomych właściciela biblioteki i oskarżono o szpiegostwo. Wyrok jaki otrzymał, skazywał go na wieloletni pobyt w łagrze za próbę obalenia ustroju w Związku Radzieckim przy pomocy obcych mocarstw. Spowodowało to załamanie psychiczne. Mówił, że za kawałek chleba zrobiłby wtedy wszystko. Zmartwychwstanie zawdzięcza ponownej lekturze przeczytanych niegdyś książek. Sam opalił sobie rękę w ogniu, aby nie stracić wrażliwości na cierpienie. Przypalał ją sobie codziennie wieczorem i dzięki temu przebywał na zwolnieniu. Powodowało to jednak u niego zmiany w psychice, które doprowadziły w końcu do samobójczej śmierci. Umiera w straszliwych mękach po oblaniu się wrzątkiem. Kostylew nie poddał się otaczającemu go złu, nie uległ stalinizmowi, zachował swoją ludzką godność czyniąc się prawdziwym bohaterem. Kolejnym utworem w którym ukazana jest ludzka walka ze złem otaczającego świata, oraz zwycięstwo wiary i nadziei w zachowanie godności i człowieczeństwa jest „Dżuma” Alberta Camusa. Doktor Rieux, Tarrou, Rambert, Grand, ksiądz Paneloux i Cottard to główni bohaterowie powieści. Każdy z nich reprezentuje inną postawę, w swoich działaniach kieruje się odmiennymi racjami. Wiele ich dzieli, ale też wiele łączy, przede wszystkim wspólną walką z zarazą. Wszyscy oprócz Cottarda, biorą udział w akcji przeciw epidemii. Doktor Rieux przez cały czas leczy chorych, należycie wypełniając swoje obowiązki. Tarrou wraz z Rambertem i Grandem zajmują się tworzeniem ochotniczych oddziałów sanitarnych. Ich działanie jest heroiczne, gdyż walczą oni bez nadziei zwycięstwa, wiedzą, że z dżumą się nie wygra, gdyż ta przychodzi i odchodzi kiedy chce. Nie jest to jednak podniosły heroizm, otoczony podziwem i uznaniem, odwołujący się do wielkich słów. Bohaterowie robią to co do nich należy, wypełniają swoje obowiązki, które wydają się im oczywiste. Bohaterowie powieści podejmują walkę ze złem, walkę o zachowanie godności i wychodzą z tej walki zwycięsko. Obraz samej zarazy jest przenośnią oznaczającą stan zagrożenia, powodujący u człowieka występowanie różnych zachowań. Podobne do nich występowały w czasie wojny i okupacji. Podobne występują również w czasach współczesnych i są aktualne w każdym czasie. Kolejnym bohaterem, który pokazuje nam czym jest ludzka godność, ludzkie życie, w imię jakich wartości należy żyć aby godnie przeżyć lub godnie umrzeć jest Marek Edelman z reportażu Hanny Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Edelman - uczestnik powstania w getcie warszawskim, a po wojnie wybitny kardiochirurg pracujący w zespole prof. Molla - mówi o tym co najbardziej nim wstrząsnęło, co najgłębiej zapadło w pamięci. Opisuje powstanie w getcie, mówi o podpalaniu przez Niemców domów z ludźmi, o wyskakiwaniu przez okna mieszkańców tych domów i o ich okrutnej śmierci. Dla Edelmana powstanie miało wyjątkowy podtekst. Żydzi nie wierzyli w swoje zwycięstwo, nie zorganizowali powstania by zniszczyć wroga. Mieli świadomość bliskiej i nieuchronnej śmierci/. W powstaniu zademonstrowali własną wolność i godność. To oni wybrali sposób śmierci, ich zdaniem znacznie godniejszy, bo z karabinem w ręku. Śmierć w walce miała zupełnie inny wymiar, niż śmierć w komorze gazowej. Reportaż Hanny Krall jest nie tylko o umieraniu i bohaterstwie. Jest utworem o żuciu i jego sensie. Edelman przeplata swoje wspomnienia opowiadaniami o dokonaniach prof. Mola, który pierwszy w świecie dokonał operacji na otwartym sercu. Edelman nie tylko opisuje rewolucyjne zabiegi chirurgiczne, mówi o dyskusjach w zespole kardiochirurgów, o ich zmaganiu się z niewiedzą, o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie jak uratować pacjenta gdy jego serce przestaje bić. Pisarka pyta się Edelmana czy warto jest ratować jedno życie, kiedy w świadomości tkwi śmierć niewinnych zdrowych zamordowanych żydów. Edelman odpowiada jej, że każde ludzkie życie podobne jest do płonącej świeczki. Bóg tę świeczkę zapala i gasi. On jako lekarz stara się ubiec Pana Boga i przedłużyć palenie się świeczki. Jego praca jest miła Bogu, Bóg nie sprzeciwia się tym, którzy w imię dobra człowieka nie zgadzają się na jego wyroki. Powstanie w getcie było również próbą zdążenia przed Panem Bogiem. Bóg gasił świeczkę życia tysięcy Żydów, a oni swoim bohaterstwem sprawili, że gaśnięcie tej świeczki było po ludzku godniejsze. Edelman to przykład człowieka, który tak jak inni uczestnicy powstania w getcie nie zgodził się na poniżająca śmierć. Wybierając odejście z tego świata, chciał odejść z honorem z karabinem w ręku. Swym bohaterstwem sprawił, że Bóg nie zdmuchnął tak szybko świeczki jego życia. Pozwolił mu przeżyć aby ten z kolei ratował swoją pracą gasnące świeczki swoich pacjentów. Edelman zrozumiał swoje powołanie i głęboki sens okrutnej proporcji: jeden uratowany pacjent do czterystu tysięcy zamordowanych Żydów. Analizując postawy bohaterów literackich XX wieku zauważamy iż nie wszyscy „ dali się zwilczyć”, wielu pozostało ludźmi. Według mnie to oni rzucają światło na miniony czas, to oni sprawią, że utwory literackie, których są bohaterami zawierają głęboki sens i posiadają ogromną wartość. Wielu z nas również w obecnym czasie styka się na co dzień z ludźmi „zwilczonymi”, może nie aż tak bardzo jak prof. Spanner czy Jurgen Stroop. Jednak są dzisiaj ludzie, którzy dbają wyłącznie o swoje własne interesy wyzyskując w okrutny sposób innych. Są ludzie pozbawieni uczuć, pozostający obojętni na ludzką krzywdę i zło, są wreszcie i ci, którzy sieją zło wokół siebie, ludzie, którzy tak naprawdę mają mało wspólnego z człowiekiem. Nie można ich jednak potępiać. Takim ludziom należy pomóc, a potępić należy zło w nich tkwiące. Nie wolno nam „dać się zwilczyć”, nie wolno uczynić z siebie maszyny pozbawionej uczuć, która co gorsze może pozbawić uczuć innych. Siłę do takiego postępowania, które będzie w pełni zgodne z naszym sumieniem i ludzką etyką odnajdziemy w postawach bohaterów, którzy nie zapomnieli o swojej godności i o tym, że człowiek to najdoskonalsza istota żyjąca na Ziemi. 19. Człowiek jest zdumiewający , ale arcydziełem nie jest – Joseph Conrad. Przedstaw swoje refleksje na temat złożoności ludzkiej natury na podstawie dowolnie wybranych utworów. Człowiek - któż to taki? Istota pełna miłości do świata i wewnętrznego ciepła duchowego, czy egoista walczący wyłącznie o wymiar swojego życia? Twórca wielkich i wspaniałych budowli, czy morderca potrafiący zabijać dziesiątki innych ludzi w imię politycznych interesów swoich przywódców? “Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce” powtarzali pisarze renesansu za Terencjuszem. Czy rzeczywiście nikt nas nie jest w stanie zaskoczyć, otaczający ludzie są dla nas zrozumiali? Natura ludzka jest bardzo złożona. O prymat walczą w niej ustawicznie między innymi wielkie idee oraz zasady przeciwko żądzom i namiętnościom. Szala zwycięstwa w tej walce przechyla się na różne strony zaskakując nie tylko wszystkich obserwujących te zmagania, ale również same igrzysko walki: pojedynczego człowieka. Poznając postaci bohaterów literackich często odnajdujemy w ich sylwetkach siebie samych. Wtedy dopiero uzmysławiamy sobie potęgę naszego gatunku. Potęgę - ale zarazem marność. “Człowiek jest tylko człowiekiem a ta odrobina rozumu, którą posiada jest niczym, gdy szaleje namiętność a granice człowieczeństwa uciskają.” W ten sposób nasze postawy wobec tysięcy wyborów, jakie niesie ze sobą życie, próbuje usprawiedliwić główny bohater opowiadania Alberta Camusa pod tytułem “Upadek”. Sam nie potrafi sobie wybaczyć obojętności jaką zareagował na wołanie o pomoc tonącej dziewczyny. Szuka zapomnienia w różnych doczesnych rozrywkach, ale ciężar tej winy nie daje mu spokoju, nie pozwala pracować i normalnie żyć. Przybiera zajęcie sędziego - pokutnika, opowiadając innym o swoich błędach, próbuje im pokazać ich samych. Jego zaiste zdumiewający i pełen zaskakujących przełomów życiorys pomaga słuchaczom zrozumieć swoje zachowanie, ustrzec się powielania tych samych błędów. Z drugiej strony głównemu bohaterowi daleko jest do doskonałości - jego życie obfituje w wydarzenia godne niejednego kryminalisty. Osobowością równie wewnętrznie skomplikowaną, lecz nie aż tak sprzeczną z ogólnie przyjętymi zasadami moralnymi obowiązującymi we współczesnym świecie charakteryzuje się Stanisław Wokulski - główny bohater powieści “Lalka” Bolesława Prusa. W jego wnętrzu trwa nieustannie walka pomiędzy wartościami idealistów - romantyków i pozytywistów patrzących realnie i krytycznie na otaczający świat. Z jednej strony jest wybitnym kupcem, człowiekiem sukcesu, z drugiej - ze względu na nieodwzajemnioną miłość Izabeli Łęckiej decyduje się popełnić samobójstwo. Jego zachowanie może niejednego czytelnika wprawić w zdumienie. Jednak Bolesław Prus ma bardzo dużo racji: tacy właśnie jesteśmy. Potrafimy w chwilach uniesień dokonywać czynów przekreślających dorobek całego naszego życia. Im więcej posiadamy, tym więcej pragniemy mieć i to prowadzi do tragedii. Stanisław Wokulski nie jest jednak postacią negatywną (Czy w ogóle wolno nam oceniać innych ludzi? Czy mamy do tego moralne prawo?).Reprezentuje tylko model człowieka, który poszukuje szczęścia i dochodzi do przekonania, iż takie nie może istnieć bez odwzajemnionej miłości. Zachłanność typowo materialną, potężną cechę natury człowieka, reprezentują między innymi dwie bohaterki powieści Honoriusza Balzaka p.t. “Ojciec Goriot”. Autor przedstawia dwie córki Joachima Goriota, które pod wpływem swoich arystokratycznych mężów, odwracają się od własnego ojca traktując go wyłącznie jako źródło pieniędzy. Nie opiekują się nim, gdy przychodzi na niego czas choroby, nie zauważają jego ubóstwa. Liczą się dla nich tylko pieniądze. Dla nas, żyjących współcześnie ludzi, fakt taki jest chyba coraz mniej rażący, przejmujący, ale patrząc z boku nie trzeba dużo wysiłku by spostrzec, iż posuwająca się materializacja życia wygląda przerażająco. Bardzo ciekawą osobą jest sam tytułowy ojciec Goriot. Dla szczęścia swoich najukochańszych córek poświęca całe swoje życie i majątek. Nie myśli o sobie - jest człowiekiem żyjącym wyłącznie dla innych. Gdy dosięga go nędza i ubóstwo nie skarży się na swój los, cały czas myśli tylko jak pomóc i uprzyjemnić życie tym dwóm dziewczynom. Balzak wydaje się to podkreślać - miłość rodzicielska może “przenosić góry”. Żadna inna istota na Ziemi nie potrafi tak poświęcić się dla dobra swoich najbliższych. Nie wszystkich stać jednak na takie poświęcenia. W ekstremalnie ciężkich warunkach, w sytuacji gdy człowiek walczy już nie o życie, ale o przeżycie bardzo często wybór pomiędzy człowieczeństwem a szansą na przetrwanie pada na to drugie. Wiele dowodów na to możemy spotkać w literaturze czasów wojny i okupacji. W powieści “Inny świat” Gustawa Herlinga - Grudzińskiego jeden z więźniów zwierza się narratorowi, iż dla uratowania swojego życia musiał wydać innych czterech współwięźniów. W opowiadaniach “Pożegnanie z Marią” Tadeusza Borowskiego odnajdujemy epizodyczną sylwetkę młodej dziewczyny, która wyrzeka się swojego małego synka, aby uchronić swoje własne życie. Zofia Nałkowska w opowiadaniu “Przy torze kolejowym” w “Medalionach” opisuje dramat Żydówki, która uciekła z transportu kolejowego, ale z powodu rany w kolano nie mogła uciec. Ludzie ze wsi obserwują jej cierpienia i męki, jednak nikt nie decyduje się jej pomóc. Boją się narażać własne życie... Także w wierszu “Campo di Fiori” Czesław Miłosz opowiada o obojętności (powodowanej lękiem) ludzi wobec cierpień innych. Autor męczy się ze świadomością, iż przez wieki, od śmierci na stosie Giordano Bruno, aż po tragiczne wypadki płonącego getta warszawskiego, mentalność ludzka nie uległa przemianie - nadal większość milczy i przechodzi bez zastanowienia obok niewinnie umierających. Natura ludzka jest nieprzenikniona. W wielu przypadkach strach o własną egzystencję decyduje o wszystkim, często jednak liczy się zupełnie coś innego... Jak bowiem wytłumaczyć zachowanie starej Żydówki opisane we wspomnianych już opowiadaniach Tadeusza Borowskiego? Gdy zagłada getta wyglądała coraz poważniej i okazało się, że żadnym sposobem nie można wyrwać z tego “piekła” jej najukochańszej córki, kobieta ta, pomimo iż sama wielkim kosztem i prawie cudem uciekła stamtąd, zdecydowała się wrócić spowrotem. Wybrała śmierć przy najbliższej osobie w zamian za samotne i pełne poczucia winy życie. Przykłady wielkiego heroizmu, na którego stać człowieka, odnajdujemy także w powieści “Kolumbowie - rocznik dwudziesty” Romana Bratnego. Młodzi ludzie potrafią nie ugiąć się pod nawet najcięższymi i najbardziej drastycznymi torturami i zachować tajemnice partyzanckiego podziemia. Najbardziej utkwiło mi w pamięci zachowanie dziewczyny - Basi, która męczona w sposób najbrutalniejszy z brutalnych (chciałoby się powiedzieć zwierzęcy, ale czy zwierzęta są zdolne do takiego okrucieństwa?) potrafi zachować godność aż do ostatniej chwili swojego życia. Jaki więc przypisać charakter człowiekowi? Czy można powiedzieć, że jesteśmy egoistami zapatrzonymi w nasz własny interes, czy wręcz przeciwnie - jesteśmy istotami zdolnymi do wielkich czynów? Literatura nie daje na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Może w rzeczywistości każdy ma w sobie obie te cechy, które się nieustannie w nim spierają? Jedno jest tylko pewne: Jesteśmy pozostawieni samym sobie i tylko od nas zależy, czy swoimi czynami wprawimy innych w zdumienie wynikające z podziwu, czy z odrazy. Wielkiego pogubienia we własnym wewnętrznym świecie wartości, walka między dwiema, lub kilkoma równorzędnymi racjami bardzo często jest motywem wykorzystywanym w literaturze. Już w czasach antycznych Sofokles przedstawił w “Antygonie” problem rozdarcia kobiety poszukującej rozwiązania sporu pomiędzy miłością a praworządnością, dobrem ogółu a szczęściem jednostki. Podobne problemy trapiły ludzi przez wszystkie wieki i męczą do dziś. Szekspir w jednym z najsłynniejszych dramatów świata pod tytułem “Hamlet”, George Byron w “Giaurze”, Johan Goethe w “Cierpieniach młodego Wertera”, większość pisarzy-poetów romantycznych a także współcześni twórcy zastanawiają się nad tym co jest ważniejsze: miłość czy życie, szczęście wszystkich czy jednostki, prawo ludzkie czy naturalne, boskie. “Człowiek jest skazany na wolność” mówi egzystencjonalista Jean Paul Sartre. Ta wolność właśnie jest przyczyną naszej różnorodności i nieprzewidywalności. Człowiek sam dla siebie jest zagadką. Nie potrafimy zrozumieć naszej natury, nie potrafimy poznać siebie. “Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” - twierdzi Wisława Szymborska i trudno naszej noblistce nie przyznać racji. Po lekturze kilku utworów literatury czasów wojny i okupacji bardzo dręczy mnie ogromny problem: Czy stać mnie na takie bohaterstwo? Czy umiałbym zachować się równie heroicznie jak bohaterzy “Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego, czy też wspomnianych “Kolumbów”? Chyba właśnie dlatego Joseph Conrad ma rację: Jakże daleko mi do arcydzieła, które powinno mieć opracowany jasny i szlachetny plan działania i być pewnym, że będzie w stanie go zrealizować... Jedną z cech naszej natury jest drzemiąca w nas agresja i okrucieństwo. Pod wpływem różnych czynników, między innymi umiejętnie prowadzonej indoktrynacji i propagandzie, niektórzy zaczęli wykorzystywać te cechy do własnych rozgrywek skierowując je przeciwko drugiemu człowiekowi. Bardzo pasjonującym studium na ten temat można znaleźć w “Rozmowach z katem” Kazimierza Moczarskiego. Jurgen Stroop pod wpływem ciągłej propagandy faszystowskich mediów i organizacji do tego stopnia posuwa się w swoim okrucieństwie i obojętności, iż zatraca podstawowe odruchy ludzkiej moralności. Niestety wszyscy (jedni w mniejszym stopniu, inni w większym) jesteśmy “plastyczną masą”, która umiejętnie “ugniatana” rodzi potwory... Wewnętrzne bogactwo człowieka może wywoływać zrozumiałe zdumienie, gdyż stać nas na bardzo wiele. Arcydziełem jednak nie jesteśmy, gdyż bardzo często nie potrafimy z tego wewnętrznego bogactwa właściwie korzystać - żyć nie tylko dla siebie, ale również dla innych. Powinniśmy jednak starać się docierać do głębi swojego człowieczeństwa, bo musimy pamiętać, iż, jak napisał nasz wielki wieszcz Adam Mickiewicz: “Kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże”... 20. Jakie wartości literatury staropolskiej pozostają aktualne także dzisiaj - polemika z tematem. Prawie każdy młody chłopak czytał kiedyś „Potop” czy „Pana Wołodyjowskiego” i zachwycał się bohaterstwem Małego Rycerza. Przez lata był on ideałem żołnierza: odważny, pełny poświęcenia - po prostu patriota. Ale czy te piękne obrazy XVII wiecznych wiktorii oddziaływają jeszcze na umysły ludzi końca XX wieku? Nie wydaje się żeby czytanie dzieł Kochanowskiego, Reja, Sępa-Szarzyńskiego czy Naborowskiego było dzisiaj szczególnie popularne. Czy popadliśmy w zupełną tandetę książek, które czyta się wieczorem, aby ich rano już ich nie pamiętać? Czy może w dzisiejszym świecie nie ma już miejsca na ideały Małego Rycerza, ks. Kordeckiego czy Piotra Skargi? Wiele na to wskazuje. Ludzie powoli stają się egoistami żyjącymi w swoim małym i zamkniętym świecie. Najważniejszy staje się pieniądz i ten rządzi człowiekiem od urodzenia aż do śmierci. Zejście z tego padołu także pozbawione jest całej swojej tajemniczości - medycyna wyjaśniła już dużo z procesu umierania ciała. Szczególnie brutalna jest prawda, że po śmierci człowiek staje się towarem, trzeba mu kupić trumnę, wyprawić pogrzeb; nawet na martwym ciele można zarobić judaszowe pieniądze. Czy wiec w takim świecie jest miejsce na Boga i wiarę w jego dobroć? Czy jest miejsce na zmiany, kiedy każdy chce jak najwięcej na nich zyskać, a jeśli jest to niemożliwe to je blokuje? Otóż wydaje mi się że tak, ponieważ człowiek ma jeszcze swoją duszę, która odpowiednio chroniona i doskonalona może wydać doskonałe owoce. Ducha nie da się zabić, dopóki dopóty człowiek zdaje sobie sprawę, że go jeszcze posiada. Można go zniewolić, ale mimo tego będzie cały czas istniał. Polegając na duszy i na umyśle możemy dojść do stanu szczęśliwości, prawie Nirwany, kiedy to zrozumiemy istotę człowieczeństwa. Taką mini-przemianę przeżywamy za każdym razem, gdy widzimy głowy ucięte dzieciom, ludzi, którzy ćwiartują meczetami jeszcze oddychających pobratymców, czy 6 letnich „bojowników” wypuszczonych na pole minowe w charakterze żywych wykrywaczy, a raczej detonatorów, min przeciwpiechotnych. Czy to jest dobre? Oczywiście że nie ale mimo wszystko żyjemy w świecie, w którym to wszystko ma miejsce. Przez setki lat ludzie chcieli ten świat zmienić, zrozumieć i obronić. Czy im się to udało? Chyba nie ale mimo wszystko próbowali. Literatura staropolska daje nam kilkanaście doskonałych przykładów utworów, które podjęły temat ideałów filozoficznych jednostki i społeczeństwa. Okres odrodzenia i baroku to apogeum

    15. "Być czy mieć?" - rozważania na temat kondycji współczesnego człowieka końca XX wieku.


    "Być czy mieć" - pytanie, które chyba po raz pierwszy tak silnie zostało zaakcentowane właśnie dziś, pod koniec dwudziestego wieku. Oddaje ono całą głębie problemów człowieka naszej ery. Przed podjęciem dyskusji na ten temat, należy zastanowić się, co jest przyczyną, że pytanie to, dotyczy każdego bez wyjątku człowieka świata "kultury zachodu". Dlaczego tak się dzieje, że człowiek, żyjący właśnie w centrum Europy, boi się jasno i otwarcie powiedzieć - "chcę mieć, nie ważne kim jestem i kim się stanę". Prawda jest szokująca. Wystarczy sięgnąć do rocznika statystycznego - konsumpcja w krajach europejskich i bogatych państwach świata znacznie przekracza zapotrzebowanie ludności tych krajów. To ona jest przyczyną problemu, który przejawia się zagubieniem wartości intelektualnych, kosztem masowego podporządkowania jednostki wobec kultu przedmiotu. Koniec wieku XIX i początek XX przyniósł ludzkości, erę przemysłu masowego, ciągłego obniżania kosztów produkcji i unifikację i jednolitość samego przedmiotu, który stawał się, z jednej strony ciągle doskonalszy jakościowo, z drugiej zaś nieodróżnialny od innego. Przedmiot, który do tej pory, posiadał coś, co nazwałbym "duszą", ponieważ rzemieślnik wkładał w jego produkcję nie tylko swój czas i wysiłek, ale był z nim związany, czymś na kształt więzi nawet uczuciowej, stał się zupełnie bezpodmiotowy. Nie ma już produkcji rzemieślniczej. Automat produkuje kolejny, seryjny model samochodu, swetra, dzbanka (być może to jest powodem sentymentu do starych przedmiotów). Przedmiot kupowany w sklepie nie posiada wartości "duchowej", trudniej się do niego jest przywiązać, wszystko staje się jednorazowe, do wyrzucenia. To z kolei rodzi inne zjawisko, a mianowicie kult pieniądza.

    Człowiek XX wieku to jednostka bardzo rozdwojona. Mam tu na myśli dwa aspekty życia we współczesnym społeczeństwie, które także może być oskarżone o sprzyjanie tworzenia "ludzi - portfeli", a na pewno o kreowanie i popieranie modelu konsumpcyjnego życia. Jednostka ludzka w dzisiejszym społeczeństwie ma rozległe prawa, które dają bardzo duże poczucie pseudowolności. Demokracja jest systemem, który doskonale zapewnia spektakularne poczucie współrządzenia swoim państwem, a więc kierowania całym społeczeństwem. Człowiek czuje się jak władca, kiedy w czasie kampanii wyborczych padają slogany podkreślające słowo "Ty". Człowiek dzisiejszy ma ogromne poczucie prywatności. Nikt nie jest mu w stanie zabronić, by posiadał, by miał. W myśl zasady "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" tworzy własne "miniaturowe państewko", otacza się stertą automatycznie wyprodukowanych, bezwartościowych duchowo przedmiotów, dzięki którym staje się ich panem i władcą. Wydaje mu się, że jest ich jedynym panem i za wszelką cenę usiłuje nie dostrzegać tego, że obok niego setki ludzi postępuje tak samo. Powoli staje się poddanym tychże przedmiotów. Nie jest w stanie bez nich żyć - bo one dają mu władzę. I tak toczy się dramat każdego człowieka, który staje się i królem, i poddanym jednocześnie. Całe to przekonanie staje się iluzją, gdy uświadomimy sobie, że wszystko to jest jedynie pozorem prawdziwej wolności, gdyż całością steruje jedynie nieokiełznana chęć posiadania, a całość stosunków międzyludzkich opiera się na zimnej kalkulacji. Przejawy bezinteresowności są tępione już w zarodku, gdyż mogłyby zachwiać misterną równowagę. Kiedy nawet coś takiego się stanie, to najczęściej kręci się o tym film, aby pokazać "tak się powinno robić", aby wytłumaczyć się z tego, że sami nic nie robimy, albo też traktuje się tego człowieka jako indywiduum i zamyka go w "klatce" obojętności. Społeczeństwo nie jest wolne, stwarza jedynie mit o własnych zasługach dla jednostki.

    Każdy teraz będzie się usprawiedliwiał, że on nie, on się temu nie podaje, jest z boku. Błąd. To jest właśnie umiejętne propagowanie tych ideałów pseudowolności. Ktoś kto zrozumie, że właśnie takim człowiekiem jest i odważnie się do tego przyzna - on wyzwoli się z konwenansów, i będzie w stanie naprawdę zrozumieć "czy być, czy mięć". Dlatego należy od razu powiedzieć - tacy jesteśmy, taka jest ludzka natura. To, że człowiek chce posiadać nie jest niczym nowym. Kiedy tysiące lat temu pierwotni ludzie po raz pierwszy zrozumieli czym jest posiadanie (Na marginesie należy zaznaczyć, że właśnie pierwsi ludzie zostali odróżnieni od małp człekokształtnych wg. teorii Darwina, kiedy raz użyte narzędzie, nie wyrzucili, lecz pozostawili by posłużyć się nim jeszcze raz), od tej pory każdy człowiek coś miał. Z czasem przypisywał przedmiotom moce magiczne. Stąd wzięły się talizmany, które miały dawać szczęście, tylko dla tego kto je posiadał. Pierwotne religie bazowały na przedmiocie, który symbolizował bóstwo i należał do określonej grupy społecznej. I tak rozwiała się historia. Ludzie zaczęli walczyć aby posiąść, aby dostać, aby mieć. I tak do chwili obecnej toczy się walka , by mieć jak najwięcej, nie ma specjalnego znaczenia, czy akurat jest to potrzebne. Niektórzy stan nadmiernego posiadania nazywają luksusem. Lecz słowo to ma zbyt pozytywne, przynajmniej dla współczesnego człowieka, zabarwienie. Do tej pory mówiłem głównie o przedmiotach, ale człowiek jest zbyt pomysłowy, by ograniczyć swą chęć posiadania jedynie do przedmiotów. Dlaczego by nie można posiadać innych ludzi (patrz: niewolnictwo), posiadać władzy nad nimi (czyt.: polityka), krępować im umysły (propaganda). Wydaje się, że tylko jedno niechcący gubi się podczas wymieniania co chcielibyśmy - to rozum i myślenie. Był człowiek, który jednak chciał mądrości - nazywał się Salomon i całe wydarzenie opisane jest w Biblii w Drugiej Księdze Kronik (2 Krn - 1) - Bóg obdarowuje go nie tylko mądrością, ale również bogactwami. Świadczy to o tym, że by posiadać trzeba nie tylko chcieć, ale również umieć wybrać mądrość, o czym często się zapomina. Mądrość opiera się na myśleniu, a stąd już nie daleko do maksymy "myślę więc jestem". Człowiek zapomina, będąc częścią społeczeństwa, że należy myśleć, by nie zagubić własnego bytu. Wspólnota, zwłaszcza współczesna "zwalnia" często z myślenia, ktoś inny podejmuje decyzję, ktoś inny martwi się z mnie, ja tylko żyje. Lecz cóż to jest - to ma być życie - przecież życie wymaga odpowiedzialności za samego siebie, tymczasem tajemnicza siła pozbawia nas często prawa do odpowiedzialności, zrzucając winę na "obiektywne trudności...".

    Świat się zmienia bardzo dynamicznie i niestety, co trzeba ze smutkiem stwierdzić, ludzie nigdy już nie "dorosną" do sytuacji. Kiedy jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności, kiedy wytwory naszych umysłów, podejmują za nas decyzję, kiedy one zaczynają naprawdę myśleć, człowiek przestaje, zanika u nas właśnie możliwość swobodnego myślenia (znów teoria biologiczna - narząd nieużywany zanika). Jesteśmy skażeni kapitalistycznym przekonaniem o wyższości pieniądza nad autentycznymi wartościami. Powoli pieniądz staje się wyznacznikiem wartości wszystkiego, nawet myślenia. Jedyną "nieskażoną", zresztą być może nie całkiem, sferą pozostają uczucia. I tak jak romantycy stawiali ją ponad wszystko, być może dzisiaj staną się one ratunkiem dla tego, co zostało z człowieka współczesnego. Nie chodzi tu jednak bynajmniej o wszystkich ludzi, są przecież tacy, którzy rozumieją, jakie zagrożenie niesie współczesny świat dla humanizmu - tego prawdziwego. Nadal jednak ogromne rzesze ludzi pozostają pod wpływem nieokiełznanej chęci posiadania. Swe zagubienie intelektualne tłumaczą przymusem zdobycia środków do luksusowego życia, lub też wzbogacenia się w celu poznania "wielkiego świata", który może być utożsamiany ze światem elit intelektualnych. Gdy jednak tacy ludzie, "dorobkiewicze" staną się elitą to kim staną się ludzie z robotniczych slumsów, którzy nie mają innych wzorów. Media "karmią" nas znaczną ilością informacji, których jednak nie każdy potrafi krytycznie ocenić i zrozumieć ich sens. Co więcej informacja staje się przedmiotem pożądania, tak jak pieniądze, gdyż posiada ona już obecnie realną wartość. Gdzie więc wolność wypowiadania się, i dostępu do informacji. Człowiek przestaje myśleć - przestaje żyć. To wcale nie jest slogan. Jego ciało nie ginie. On umiera zupełnie inną śmiercią - on umiera sam dla siebie.

    Byt, egzystencja jest jedyną pewną rzeczą dla człowieka, póki żyje, jest w stanie oceniać i kształtować świat, swoje otoczenie. Tymczasem mamy do czynienia we współczesnym świecie z czymś zupełnie nowym - chorobą cywilizacyjną. Byt człowieka, jednostki jest zagrożony, i to wcale nie w sposób fizyczny (choć i w taki również), poprzez ukształtowane przez wieki stosunki społeczne oraz sytuację materialną jednostki, diametralnie różniącą się od jakichkolwiek wcześniejszych. Człowiek dopiero uczy się jak żyć z wytworami własnego umysłu i z innymi ludźmi, z którymi musi przestać walczyć, by opanować swą własną psychikę. Człowiek współczesny musi wyzbyć się chęci posiadania, by lepiej poznać samego siebie gdyż inaczej zostanie wplątany w wir materialistycznej ideologii absurdu.

    Posiadanie musi zostać ograniczone, gdyż jednostka zagubi się w tłumie identycznych ludzi, pragnących tego samego, robiących to samo, zagubi swą indywidualność. Oczywiście te wskazówki są marzeniem ściętej głowy. Na razie wszystko wskazuje, że ludzie są zbyt słabi, aby stawić czoło wyzwaniom nowej epoki. Popadają w obsesję posiadania, gdyż jest to najłatwiejszy sposób przetrwania w dzisiejszym świecie. Umiera duch ludzkości. Czy uda się go komukolwiek uratować?

    Moim zdaniem kondycja współczesnego człowieka jest zła, stoimy na skraju przepaści, i co gorsze, nie wiemy co zrobić. Trudno jest odbierać prawo do posiadania, gdyż nikt nie jest w stanie przeżyć bez własności (W Związku Sowieckim Stalin prowadził na wielomilionowej rzeszy ludzi takie "badania" - których owocem było zniewolenie ich na trzy pokolenia i utratę tożsamości przez wiele narodów). Jest ona decydującym elementem zachowania prywatności i w pewnym sensie również celem życia. Jedynym sposobem na wyrwanie się z niewoli jest zmiana mentalności społeczeństwa już teraz ogólnoświatowego i wyrównanie dysproporcji. Myślę, że nie nastąpi to jednak szybko.

    Zniszczona pozostaje również sfera duchowa człowieka. Przesadne traktowanie pieniędzy jako celu - a nie środka prowadzi do zniszczenia marzeń, które nagle przybierają realną postać ilości zer po jedynce na koncie w szwajcarskim banku. Jaką więc dać odpowiedź na początkowe pytanie? Powiem tak: trudno jest być nie mając nic, lecz mając wszystko przestajemy być. Umiejmy ocenić swe potrzeby i do nich dostosować nasze posiadanie!


    16. Chłop i wieś w znanych utworach XIX i początku XX wieku.

    Na przełomie XIX i XX wieku we wszystkich dziedzinach życia polskiego przenikało głębokie niezadowolenie z panujących stosunków społeczno – politycznych i kulturalnych.
    Niektórzy poeci i pisarze skupili swe zainteresowania na osobistych przeżyciach i nastrojach oraz problemach moralnych. Inni, choć bronili swej niezależności artystycznej, to jednak związali się z dążeniami społeczeństwa, wyrażali uczucia patriotyczne rodaków i protest przeciw niesprawiedliwości społecznej. Pisarze ci ukazali nam wstrząsający, naturalistyczny obraz życia chłopa na wsi. Odkryli przerażającą prawdę, która mówiła, że przeludniona wieś żyła w warunkach, które graniczyły ze skrajną nędzą. Chłopi byli traktowani jak zwierzęta. Głodni i wyczerpani pracowali do upadłego.
    Literatura polska okresu pozytywizmu przesiąknięta była głębokim współczuciem dla cierpiących i wyzyskiwanych. W utworach Orzeszkowej, Konopnickiej, Prusa i Sienkiewicza znajdujemy bohaterów z najniższych warstw społecznych i głęboką wiedzę o psychice ludzkiej. Nędzę i poniżenie człowieka w ustroju kapitalistycznym dostrzegła E. Orzeszkowa. W swych utworach zaczęła protestować przeciw krzywdzie ludzkiej. Ukazała nam nędzę, zacofanie gospodarcze i kulturalne polskiej wsi. Pisarka przede wszystkim opowiadała się za uwłaszczeniem chłopów, oraz zwalczała przesądy klasowe.
    Drugą powieściopisarką, która stała się bojowniczką o prawa dla ludzi pokrzywdzonych przez ustrój kapitalistyczny, była Maria Konopnicka. Największą sympatią darzyła lud. Domagała się dla chłopów ziemi i oświaty. Nie popierała rewolucji i głosiła solidaryzm społeczny. Z jej wierszy dowiadujemy się o tragedii dziecka wiejskiego “Jaś nie doczekał”. Poetka dowodzi, że kiedyś na świecie istniała równość społeczna, nie było panów, ani poddanych. Autorka jest przekonana, że głównym źródłem występków bywa nędza i brak oświaty. W utworze “Wolny najmita” stwierdziła z sarkazmem, że wolność osobista chłopów przy panującej dalej niewoli gospodarczej sprowadzała się do wolności umierania z głodu. Odkrywa przed nami wstrząsający obraz nędzy proletariatu z Powiśla. Jest przekonana, że wyzysk pojawił się wraz z ustrojem feudalnym.
    Zróżnicowanie społeczne krytykuje również Bolesław Prus. W swych utworach zwalczał także pozostałości feudalizmu oraz przesądy stanowe. Pisarz ukazuje nam w swoich opowiadaniach ciężką dolę dzieci chłopskich i ludzi dorosłych, wywodzących się z plebsu. W “Lalce” która jest najpiękniejszą powieścią realizmu krytycznego w okresie pozytywizmu, Prus ukazuje warstwę biedoty warszawskiej, która jest skazana na wieczną wegetację żyjąc na Powiślu najuboższej dzielnicy Warszawy. Pisarz staje w obronie chłopów, rolników oraz nawołuje do solidaryzmu społecznego. Jest on za wprowadzeniem mechanizacji oraz oświaty do najniższych warstw społeczeństwa. Prus jest głęboko wstrząśnięty brakiem wspólnego języka chłopów z inteligencją.
    Czwartym pisarzem pozytywizmu, wrażliwym na dolę najniższej warstwy społecznej – proletariatu był Henryk Sienkiewicz. W swych opowiadaniach stawał w obronie pokrzywdzonych chłopów i jak jego poprzednicy ostro krytykował pozostałości feudalizmu. W noweli “Szkice węglem” przedstawia nam obraz wsi pouwłaszczeniowej. Na podstawie historii pewnej ubogiej rodziny chłopskiej ukazuje stan w jakim znajduje się społeczeństwo polskie a przede wszystkim chłopów. Opisuje nam ciemnotę i zacofanie panujące na wsi, które w pełni wykorzystywane są przez polską szlachtę. Krytykuje Sienkiewicz ludzi, którzy obojętnie patrzą na wyzysk chłopa. Pisarz jest wstrząśnięty brakiem zrozumienia w społeczeństwie. W swoich nowelach przejawia swój głęboki patriotyzm i zgodny z ideologią pozytywistyczną kult hasła “pracy u podstaw”, której domaga się od szlachty i duchowieństwa, ukazując wymownie tragiczne skutki nieinterwencji w sprawy własnej wsi. Ciemnotę panującą po wsiach napiętnował Sienkiewicz m.in. w noweli “Janko Muzykant”. Przedstawił nam w niej wrażliwe, muzykalne dziecko chłopskie. Mógł z Janka wyrosnąć wielki artysta, nieszczęściem urodził się w zaniedbanej, nędznej wiosce polskiej, w której spotkała go śmierć. Talent jego, jak i wielu innych, został zmarnowany.
    W literaturze polskiej nastąpił odwrót od realizmu i pozytywizmu. Rozpoczął się nowy okres zwany Młodą Polską. W okresie tym znalazło się również wielu pisarzy, którzy ukazywali w swych utworach nędzę i wyzysk polskiego chłopa.
    Poetą, który protestował przeciw wszelkim formom wyzysku, był Jan Kasprowicz. Był on człowiekiem wybitnie postępowym, gdyż interesował się rzeczywistością i problematyką społeczną. Świadczą o tym utwory “Z chłopskiego zagonu”, “Z chałupy”. W cyklu sonetów “Z chałupy” przedstawił w sposób realistyczny życie biednej wsi kujawskiej, do której wyraził swe głębokie przekonanie. Poeta ukazał nam głębokie rozwarstwienie klasowe wśród chłopów, ich wyzysk przez kułaków i księży, przedstawił nędzę biedoty wiejskiej, ciemnotę i przesądy klasowe oraz trudną drogę dzieci wiejskich do oświaty. Z wierszy tych przemawia poeta, który sam wyszedł z ludu. W swojej poezji ukazuje pełny, realistyczny i zwarty obraz życia wsi, oparty na faktach o wielkiej sile oskarżycielskiej. Kasprowicz staje się poetyckim kronikarzem życia wiejskiego. Wybiera te elementy, które są protestem przeciwko panującym stosunkom. Jego poezja przedstawia nam wstrząsający obraz życia chłopa, jego nędzę i wyzysk. “Płot się wali, piołun na podwórkach…”
    Jego wiersze wstrząsają czytelnikiem i wzbudzają w nim współczucie.
    Drugim człowiekiem, który wypowiedział się na temat chłopa był Stanisław Wyspiański. W swoim dramacie “Wesele” poeta przez usta Gospodarza osądził chłopów. Stwierdził, że byli oni najstarszą, najsilniejszą i najważniejszą warstwą w narodzie polskim. Wyróżnił u nich powagę, przywiązanie do ziemi ojczystej i tradycji oraz wielką religijność. Wyspiański mówi, że chłop jest gotowy do walki, nie chce być bierny, lecz czynnie brać udział w życiu politycznym. Poeta dzieli chłopów na młodych, którym zarzuca zmaterializowanie i brak patriotyzmu, oraz na chłopów starych, którzy pragną za pomocą walki odzyskać niepodległość. Wyspiański udowodnił, że nie mogło dojść do sojuszu pomiędzy dwoma warstwami społecznymi – inteligencją i chłopami. Chłopi garnęli się do inteligencji i pragnęli, aby im przewodziła, wyczuwali jednak, że panowie traktowali ich z góry, jak ubogich krewnych. Między inteligencją a chłopstwem panowała wielka przepaść. “Wyście sobie, a my sobie”
    Pierwszą wielką epicką powieść ukazującą całokształt życia wsi polskiej stworzył Stanisław Reymont w swojej największej powieści “Chłopi”. Bohaterem utworu są właśnie chłopi, zbiorowość wiejska, życie potężnej i najliczniejszej warstwy narodu. Reymont ukazał antagonizm pomiędzy bogatymi chłopami a biedotą wiejską, dzieje komorników i proletariatu wiejskiego oraz rozwarstwienie wśród mieszkańców wsi Lipce. Wątek Jagustynki i Wątek Kuby wykorzystał autor do ukazania wyzysku kułackiego oraz niedoli komorników i parobków. Z powieści dowiadujemy się, że reguły i zwyczaje życia towarzyskiego kształtowane były przez podział klasowy oraz antagonizmy. Miejsce w kościele zajmowane było w zależności od pozycji społecznej. Biedak wiejski stał w czasie mszy św. z dala od ołtarza. Pozycja społeczna przesądzała także o więzi towarzyskiej, o zaproszeniach na śluby czy chrzciny. W czasie procesji dostrzegł Reymont rys podziału klasowego na wsi. W pierwszym tomie pt. “Jesień” zdobył się na pełne ukazanie wyzysku kapitalistycznego, w obrazie stosunków między Boryną a Kubą, który ciężko pracując zarabiał zaledwie na chleb. Chcąc zdobyć pieniądze na inne wydatki chwycił się kłusownictwa. Został postrzelony i umarł na skutek gangrenny. Aby śmierć jego uczynić typowym wydarzeniem obrazującym dolę proletariatu umiejscowił śmierć w momencie wielkiego wesela Macieja Boryny. Z innych rozdziałów dowiadujemy się o przeciwieństwach pomiędzy interesami bogaczy i biedoty. Reymont zaprzeczył tutaj jednolitości wsi. Nie było bowiem nic, co mogłoby łączyć np.: Borynę z Kubą. Z poszczególnych części “Chłopów” dowiadujemy się wiele o straszliwych warunkach życiowych właścicieli karłowatych gospodarstw oraz biedoty. Oni to właśnie przymierali głodem (Agata, Bylica…). Małżeństwo wśród chłopów traktowane było niekiedy jak transakcja handlowa (za sześć morgów ziemi kupił Stary Boryna Jagusię Paczesiównę). Podtytuły utworu będące nazwami pór roku dowodzą o tym, że ważną rolę w życiu chłopów odgrywała przyroda. Ona właśnie wpływała na ich charaktery i nastroje. Reymont odtworzył doskonale psychikę chłopów. Podkreślił ich przywiązanie do ziemi i tradycji, specyficzną moralność, religijność, pracowitość, nieufność wobec ziemian i brak solidarności. Głównym motywem życia chłopów była walka o byt. W Lipcach możemy wyróżnić: bogaczy, żyjących dostatnie, chłopów średniorolnych i głodujących. Wszyscy chłopi walczyli o ziemię z dziedzicem oraz z Niemcami, ale nie wszyscy wynieśli z niej jednakowe korzyści.
    Problem walki z krzywdą społeczną podejmował również w swoich utworach Stefan Żeromski. Ukazywał w nich: piękno ziemi ojczystej, sprzeczności panujące w ustroju kapitalistycznym. Protestował przeciw krzywdzie i wyzyskowi. Wczesne opowiadania Żeromskiego stanowią najwybitniejsze osiągnięcia realizmu w literaturze polskiej końca XIX wieku. Autor pokazał w nich wyzysk proletariatu przez burżuazję i jego przyczyny. Żeromski ukazuje konflikty pomiędzy ziemiaństwem a bezradną biedotą wiejską (“Zmierzch”). Bezradni chłopi byli zdani na bezlitosny wyzysk, szczególnie tam, gdzie trudno było o pracę.
    W swojej najsłynniejszej powieści “Ludzie bezdomni” pisarz ukazuje życie różnych grup społecznych. W utworze poznajemy warunki pracy robotników polskich (fabryka cygar, stalownia). Ludzie ci pracowali w niezmiernie trudnych warunkach. Brak było opieki lekarskiej i troski o robotników ze strony kapitalistów. Warunki pracy były okropne. Brak mechanizacji, brak warunków higienicznych. Ludzie mieszkali w śmierdzących i wilgotnych suterenach luba na poddaszach. Ulice miały otwarte rynsztoki, pełno na nich było błota i gnijących odpadów. W jednej izbie mieszkało kilka osób. Nikt nie opiekował się dziećmi, które wychowywały się na ulicy. Nie było dla nich żłobków ani przedszkoli. Proletariat Zagłębia mieszkał w ciemnych budach, przed którymi znajdowały się kałuże pomyj. Poziom kultury proletariatu był niski. Ludzie z tej warstwy myśleli tylko o prymitywnych potrzebach życiowych. Mężczyźni mieli wygląd zmęczonych a kobiety były spłoszone i smutne. Żeromski mówi, iż wśród robotników rozwijała się jednak świadomość społeczno – polityczna.
    Utwory wymienionych pisarzy są żarliwym protestem przeciw układom, systemom, instytucjom, konwencjom skazującym człowieka na klęskę. Są wołaniem w obronie człowieka. Tak więc literatura polska XIX i początku XX wieku często podejmowała problem niesprawiedliwości społecznej. Często schodziła na samo dno życia społecznego i ukazywała wstrząsające obrazy nędzy i upadku moralnego. Chłopi to warstwa wyzyskiwana i krzywdzona od zarania dziejów. W swej niedoli zawsze byli zdani na własne siły. Nikt nie wskazywał im drogi wyjścia, nikogo nie interesował ich los. Dużo uwagi zaczęto poświęcać chłopom dopiero w XIX i na początku XX wieku. Na wsi dokonywał się przełom. Wieś i chłop zyskiwała coraz większe znaczenie. Wzrastała świadomość chłopska i poczucie godności osobistej. Chłopi byli warstwą solidarną, silną i zwartą dlatego też mogli odegrać doniosłą rolę w walce o niepodległość Polski. Siłę chłopską nigdy jednak nie wykorzystano w zrywach powstańczych i to był główny błąd szlachty. Uprzedzenia stanowe nie pozwoliły na zjednoczenie się w walce o wolność Polski. Może wówczas okres niewoli byłby krótszy. Dawna patriarchalna społeczność chłopów odeszła w przeszłość, miejsce jej poczęła zajmować generacja chłopów świadomych współuczestników i współtwórców dziejów narodu.


    17. CZŁOWIEK - ISTOTA ZDETERMINOWANA CZY WOLNA?
    ROZWAŻ TEN PROBLEM POPRZEZ WYBRANE UTWORY LITERATURY POLSKIEJ I OBCEJ.

    Człowiek od zawsze starał się kierować swoim losem, chciał mieć wpływ na niego. Faktem jednak jest, że większość wydarzeń w jego życiu jest dziełem przypadku. Są to chociażby codzienne wypadki samochodowe. Ktoś wychodzi z domu, aby zrobić zakupy, przekonany, że niedługo będzie znów ze swoją rodziną, a tym czasem nie wraca. Zginął w wypadku samochodowym, spowodowanym przez jakiegoś pijanego kierowcę. Czyż nie przypadkiem, zrządzeniem losu było to, że to właśnie ten człowiek znalazł się w tym właśnie miejscu, o tej właśnie porze. Wydawało mu się, że jest istotą wolną, że może pokierować swoimi sprawami, czynami, okazało się jednak, że jest inaczej. W ludzkim życiu tej wolności jest bowiem ilość minimalna, prawie wszystko zależy od przypisanego nam losu. Czy ten los zapisany jest w gwiazdach? Czy ustala go Bóg w momencie narodzin? Czy też jest to w planach ludzi wyżej postawionych w hierarchii społecznej i stworzonego przez nich, panującego ustroju politycznego?
    Nie wiadomo. Ludzie słuchają porad wróżek i jasnowidzów, wierzą w to, co mówią karty i kryształowa kula, odczytują w sennikach znaczenie swoich snów. To wszystko jednak i tak nie pozwoli im zmienić swego przeznaczenia, zmienić tego, co jest im przypisane. Myślę, że każdy zdaje sobie z tego sprawę i dlatego w tak wielu utworach literackich odnajdujemy bohaterów zdeterminowanych przez los, własną psychikę, sytuację, w której się znaleźli.
    Takie postacie odnajdujemy w,, DŻUMIE’’ Alberta Camusa. Ludzie mieszkający w Oranie, gdzie rozgrywa się akcja utworu zostali zaskoczeni przez epidemię.
    Choroba nie pozostawiła im żadnego wyboru, musieli pozostać w mieście i stawić jej czoła.
    Miasto zostało zamknięte, nie można się było z niego wydostać. Jednak i w tej sytuacji mieszkańcom pozostała ta odrobina wolności, mieli pewną swobodę ruchów. Swoboda ta pozwoliła im na przyjęcie właściwej sobie postawy, postawy biernego poddania się chorobie lub też walki z nią, oczywiście na miarę ludzkich możliwości. Jedni więc, zamykali się w swoich mieszkaniach, zatrzaskiwali okiennice i cały dzień trzymali chusteczkę przy ustach starając się do minimum ograniczyć ryzyko zakażenia. Całymi dniami myśleli tylko o uniknięciu kontaktu z zadżumionym miastem. Inni przyjęli postawę korzystania z życia póki trwa. Oddawali się wszystkiemu z podwójną namiętnością zdając sobie sprawę, że być może za kilka dni mogą już nie żyć. Jeszcze inni postanowili stawić czoła chorobie, postanowili z nią walczyć. Organizowali się w formacje sanitarne, które pracowały w szpitalach pomagając lekarzom, jeździli ambulansami po chorych, pracowali w obozach kwarantanny, gdzie przebywały rodziny, w których ktoś zachorował. Narażali się oni na ciągłe niebezpieczeństwo, na ciągły kontakt z chorobą, ale może to właśnie dawało im siłę trwania, opierania się chorobie. Wielu z tych ludzi zmarło, może nawet większość, ale wiedzieli oni, że się nie poddali, że zrobili wszystko, co było w ich mocy, aby powstrzymać chorobę. Byli to ludzie, którzy zdawali sobie sprawę z tego, że gdyby przeżyli to zawsze mieli by świadomość, że nie zrobili nic aby walczyć. Takim właśnie bohaterem DŻUMY jest Raymond Robert, dziennikarz z Paryża, który chwilowo przebywał w Oranie. Zaskoczył go wybuch epidemii, zamknięcie miasta i niemożność opuszczenia go. Postanowił on jednak wyjechać i znalazł na to sposób. Skontaktował się z członkami kontrabandy, którzy zobowiązali się pomóc mu w wydostaniu się z miasta. Wszystko już było przygotowane, jednak Rambert niemalże w ostatniej chwili po rozmowie z Tarrou i doktorem Rieux postanowił pozostać w mieście, przyłączyć się do formacji sanitarnych i walczyć z dżumą. W jego przypadku tą determinantą była nie tyle dżuma, ponieważ znalazł on sposób na ucieczkę przed nią, ale jego własna psychika, jego świadomość ludzkiej godności. Są ludzie, którzy przez całe życie robią rzeczy straszne, ale chociaż zdają sobie sprawę z tego ile zła czynią, to nie przeszkadza im to uważać siebie za człowieka. Rambert do takich ludzi nie należał. Gdyby wtedy uciekł z miasta, w momencie gdy dżuma zbierała najobfitsze żniwo, pozbawiłby się tam honoru. Zachowałby się jak tchórz zostawiając wszystkich tych ludzi, dbając tylko o ratowanie
    ,, własnej skóry ‘’. Postanowił zostać i walczyć razem z innymi, postanowił zasłużyć na miano człowieka przez duże,, C’’. Mieszkańcy Oranu (i nie tylko ) zostali więc zdeterminowani przez chorobę, to ona zmusiła ich do pozostania w mieście, ale jednocześnie mieli tę odrobinę wolności, która dała im możliwość wyboru między ucieczką i walką. Odpowiedzi na pytanie o to, czy człowiek jest istotą zdeterminowaną, czy wolną odnajdujemy także w utworach mówiących o okresie wojny i okupacji hitlerowskiej. Mówią o tym opowiadania Tadeusza Borowskiego,, U nas w Auschwitzu ‘’,,, Dzień na Harmenzach ‘’czy,, Proszę państwa do gazu ‘’. Dwa pierwsze utwory traktują o życiu więźniów w niemieckich obozach koncentracyjnych. Tutaj główną determinantą ludzkiego życia były instynkty biologiczne, a zwłaszcza instynkt zachowania tego życia i wszystko jemu zostało podporządkowane. Wszystkie zasady, którymi kierowano się na wolności, które były właściwe, postępowanie zgodne z morale człowieka w obozie okazało się nieprzydatne. Każdy musiał wyzbyć się ludzkich uczuć, pozbawić się współczucia, litości, poczucia sprawiedliwości, poświęcenia. Kto chciał przeżyć, musiał dbać tylko o siebie, nie mógł przejmować się losem innego człowieka. W obozie codziennością była kradzież, kombinacje w zdobyciu jedzenia, morderstwo, donosicielstwo, służalczość i uniżona grzeczność wobec obozowych kapo i oficerów. Tutaj nie można zwracać uwagi na to, co się dzieje z innym człowiekiem, nie można mu było współczuć, gdyż to oznaczałoby załamanie psychicznej siły ducha i w rezultacie strata szansy na przeżycie. Więzień zdeterminowany był przez instynkt życia i wszystko temu instynktowi podporządkowywał, bo przecież Niemcy nie zdążą wszystkich wymordować, ktoś przy życiu pozostanie i dlatego należało podtrzymywać to życie. W obozie codziennością było zamienianie kotłów z zupą zostawiając innemu komandu mniejszy tak jak mówi Tadeusz, bohater opowiadania,, Dzień na Harmenzach ‘’, ale to była właśnie ta codzienność, gdyż dzisiaj my, a jutro oni. Także praca na rampie jak chociażby w opowiadaniu Borowskiego,, Proszę państwa do gazu ‘’ wymagała wyzbycia się ludzkich uczuć. Tadeusz nie był jeszcze tak odporny psychicznie jak inni, dlatego też to, co się tam działo wywołało u niego torsje. Nie mógł znieść widoku ludzi po tygodniowej podróży w zamkniętych wagonach bydlęcych, z wagonami we własnych odchodach, brudnych, śmierdzących stojących na trupach.
    Nie mógł znieść widoku kalek rzuconych na jeden stos z trupami i świadomości tego, że wraz z nimi spłonął oni żywcem. Nie mógł znieść widoku matek, które uciekają od swoich dzieci licząc na to, że będzie im dane żyć, a ich dzieci i tak już nic nie uratuje, instynkt przeżycia okazał się silniejszy od macierzyńskiego. Nie mógł znieść widoku poduszonych, podeptanych, obrudzonych odchodami niemowląt wynoszonych z wagonów jak kurczęta po kilka w jednej ręce. Wiedział on jednak, że musi się uodpornić, musi, jeżeli chce przeżyć. Wojna i okupacja, życie obozowe, instynkt przeżycia były to główne determinanty ludzkiego istnienia. Podporządkowały one człowieka swoim zasadom, zmusiły do wyzbycia się ludzkich uczuć, do przestania bycia człowiekiem. O podobnej determinacji dowiadujemy się z cyklu opowiadań Zofii Nałkowskiej
    ,, Medaliony ‘’. W utworze,, Kobieta cmentarna ‘’ mamy obraz zachowania Żydów w czasie likwidacji warszawskiego getta w 1943r. Niemcy planowo niszczyli ten naród, każdy dzień akcji przebiegał według wcześniej ustalonych zasad. Mieszkańcom getta nie pozostawiono możliwości przeżycia, każdy musiał zginąć, ale pozostawiono mu możliwość wyboru rodzaju śmierci.
    Mogli zginąć śmiercią gwałtowną przy spotkaniu z brukiem ulicznym gdy wyskakiwali z domu, w męczarniach, w płomieniach palących się budynków, od kuli karabinu, lub też jadąc w bydlęcych wagonach do krematorium była to nie ironia losu kierowała ich życiem? Jak można tu mówić o wolności, o możliwości wyboru, jeżeli, każdy wybór sprowadzał się do jednego - do rodzaju śmierci. Wyraźny obraz zdeterminowania człowieka przez sytuację panującą w czasie wojny mamy także w opowiadaniu,, Profesor Spanner ‘’. Autorka przedstawia tu obraz psychiki młodego gdańszczanina. Wojna i okupacja odcisnęły na jego jeszcze nieukształtowanej psychice niezatarte piętno, które będzie miało wpływ na całe jego życie. Ten młody człowiek codziennie widział śmierć, cierpienie, ludzkie zwłoki. Dlatego te ludzkie zwłoki przestały stanowić dla niego jakąkolwiek wartość. Nie czuł żadnych oporów przeciwko pracy przy przeróbce ludzkich zwłok na mydło. Czuł niemalże zachwyt i podziw dla człowieka, który potrafił zrobić mydło z tłuszczu wytopionego z ludzkiego ciała, dla człowieka, który potrafił,, zrobić coś z niczego ‘’.
    Najprawdopodobniej, gdyby żył w innym czasie, gdyby widok trupów nie stał się dla niego codziennością, przypuszczalnie nigdy nie zgodziłby się na taką pracę, ale to właśnie wojna i okupacja popchnęły go do tego. Nie dały mu możliwości wyboru. Musiał on utrzymać siebie i swoją rodzinę, był więc wdzięczny, że znalazł pracę. Ten młody gdańszczanin miał możliwość wyboru, mógł nie przyjąć tej pracy, ale jego zdeterminowanie było zbyt silne, jego świat wartości został zachwiany przez sytuację, w jakiej się znalazł, stracił zdolność odróżniania dobra od zła i dlatego z tej możliwości nie skorzystał. Musiał żyć, a praca dawała mu środki utrzymania. Jako o człowieku zdeterminowanym możemy też mówić o Henryczku Fichtelbaumie bohaterze powieści Andrzeja Szczypiorskiego,, Początek ‘’. Jego życie zostało podporządkowane sytuacji, na jaką zostali skazani Żydzi w czasie wojny. W 1940r wraz z rodziną przeprowadził się do getta warszawskiego, jednak czuł, że za tymi murami jedyne co może go spotkać to śmierć. Uciekł więc i przez blisko rok ukrywał się w części aryjskiej, najpierw mieszkając na strychu u zegarmistrza, później u jakiegoś chłopa na wsi, a potem znów w Warszawie, kryjąc się po zakamarkach ulic, klatek schodowych i podwórzy. Tę ciągłą ucieczkę powodowała jego chęć życia, instynkt życia. W pewnym momencie tej swojej tułaczki, gdy przebywał w mieszkaniu warszawskiej prostytutki, która pozwoliła mu umyć się, wyspać, nakarmiła go i obdarzyła miłością cielesną zrozumiał, że nie ma sensu ta jego ucieczka i chęć życia. Zrozumiał, że kiedyś zostanie odnaleziony przez jakiegoś,, szmalcownika ‘’ i dopełni swe życie samotnie na gestapo. Postanowił więc wrócić,, do swoich ‘’, do getta, gdzie w tym czasie trwało już powstanie. Zdawał sobie sprawę z tego, że tam najprawdopodobniej także czeka go śmierć, ale będzie to przynajmniej śmierć z honorem, wśród tych, których kochał i z którymi się utożsamiał. Życie Henrysia zostało więc zdeterminowane przez wojnę, ale on skorzystał z tej małej możliwości wyboru, która mu pozostała, z tej odrobiny wolności. Wrócił do getta aby umrzeć godnie, aby do końca zachować swe człowieczeństwo, by mieć przez samym sobą świadomość tego, że nie był tchórzem, by w momencie śmierci być pewnym, że postąpił słusznie.
    Obraz zupełnego uzależnienia od jego losu mamy także w powieści Haliny Auderskiej,, Ptasi gościniec ‘’. Bohater utworu Szymon Drozd żyje w błogim szczęściu i radości w swej rodzinnej wsi Moroczne, aż do momentu wybuchu wojny w 1939r. Sądził, że skoro on nic nie wie o świecie to i świat nie ma wiadomości o jego istnieniu. Okazało się jednak, że gdy wojsko polskie potrzebowało żołnierzy to odnaleziono także i Szymona Drozda z pochodzenia Polaka, żyjącego w zapadłej głuszy, w rozlewiskach Prypeci. Po dezercji z wojska i powrocie do domu sądził, że wszystko wróciło do normy, ale los spłatał mu znów niemałego figla. Pozbawiono go możliwości pozostania we wsi ze swoją rodziną, gdyż był tu na Polesiu obcy. O ironio! Był obcy we własnym domu, we wsi gdzie żył i gdzie przyszedł na świat. Musiał jednak wyjechać. Wywieziono go na Syberię, znalazł się w Czugunce, w której spędził cztery lata pracując w kołchozie. Później znalazł się w oddziałach wojska polskiego, w Dywizji Kościuszkowskiej tworzonej na terenie ZSRR. Jednak ten człowiek przerzucany wichrami wojny z jednego miejsca na drugie, pozbawiany przez los każdego kogo pokochał, wszystkiego do czego się przyzwyczaił nie poddał się. Nie poddał się nawet wtedy gdy stracił dzieci, a jego żona postradała zmysły. Postanowił, że zacznie żyć od nowa, chociaż nie jeden człowiek załamałby się pod takim naporem krzywd wyrządzonych mu przez los. Ożenił się ponownie,, z córką Wilniuka ‘’, zamieszkał na Ziemiach Odzyskanych, ale nigdy nie stał się ponownie tym człowiekiem, którym był przed wojną. To życie odcisnęło tak na nim swe piętno. W jego życiu nic nie zależało od niego. Nikt nie zwracał uwagi na to kogo on kocha, czy czego pragnie. Jego los został zdeterminowany przez historię i ten człowiek nic nie mógł na to poradzić. Jedyną możliwość wyboru, jaką posiadał, to załamać się lub zebrać w sobie resztki sił i zacząć wszystko od początku. Jemu udało się to i tu okazał się człowiekiem wolnym.
    Z tych rozważań wynika, że człowieka nie można nazwać istotą w pełni wolną lub też w pełni zdeterminowaną. Nigdy nie jest on istotą wolną do końca, nigdy wszystko nie zależy od niego, a czasem wręcz przeciwnie to, co jest zależne od jego woli jest tak minimalne, że czasami trudno to dostrzec. Jak już powiedziałam na początku te determinanty ludzkiego życia są różne, ale wszystko polega na tym, aby podporządkowując się im nie utracić własnej godności i nie przestać być człowiekiem, w pełni tego słowa znaczeniu.



    18. „ ... Człowiek człowiekowi wilkiem”
    Lecz ty nie daj się zwilczyć...

    Czasy w których obecnie żyjemy to dość dziwny, trudny i specyficzny okres - schyłek drugiego tysiąclecia. Szczególnie ostatnie kilkadziesiąt lat, ostatni wiek to czas zmian, przeobrażeń, wojen i rewolucji zarówno militarnych jak i umysłowych. Bogusław Wołoszański - wybitny historyk i publicysta naszych czasów wydał książkę w której opisuje politykę państw w XX wieku, pierwszą i drugą wojnę światową, manipulowanie ludzkim życiem, zagrywki polityczne mające na celu wzrost potęgi militarnej mocarstw europejskich. Książce tej nadał tytuł „Ten okrutny wiek”. Zgadzam się w pełni z tym określeniem, gdyż wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat są aż nadto przepełnione okrucieństwem. Są dowodem na to, że stosunki międzyludzkie mogą być niejednokrotnie szokujące dla naszych czworonożnych przyjaciół - dla zwierząt. W żadnym innym okresie czasu ludzka godność nie została aż tak podeptana, tak upodlona znieważona. Któż ją tak podeptał? - oczywiście człowiek, druga taka sama istota ludzka, mająca te same prawa do szczęścia, miłości i życia, czująca się podobnie i oddychająca tym samym powietrzem.
    „Medaliony” to jeden z utworów, który w sposób przejmujący, można powiedzieć drastyczny, ukazuje nam wielkość wypaczeń ludzkiej psychiki, jej zezwierzęcenia, podeptanie wszystkich zasad i norm moralnych w okresie wojny i okupacji. Mottem tych kilku opowiadań Zofii Nałkowskiej są słowa: „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Wybierając najbardziej drastyczne epizody z życia autorka chciała podkreślić duchowe i moralne zniszczenia ludzkiej psychiki powodowane stałym obcowaniem człowieka ze zbrodnią i śmiercią. Opowiada ona o planowanym mordowaniu ogromnej liczby ludzi, których ciała stały się surowcem do produkcji mydła. Na pytanie: „Czy nikt wam nie powiedział, że robienie mydła z ludzkiego tłuszczu jest przestępstwem?” bohater jednego z opowiadań („Profesor Spanner”) odpowiada, że „Tego nikt mu nie powiedział:. Wojna i jej okrucieństwa uodporniły ludzi na największe zbrodnie popełnione przez faszystów. Śmierć stała się zjawiskiem codziennym. Ludzie stali się nieczuli Najdobitniej świadczy o tym opowiadanie „Przy torze kolejowym”. Młoda Żydówka uciekająca z transportu kolejowego jadącego do obozu koncentracyjnego została ranna w kolano. Ludzie nie starali się jej pomóc, byli sparaliżowani strachem o własne życie. Leżała wśród nich ale nie liczyła na pomóc. Została zastrzelona przez jednego z otaczających ją gapiów, który wierzył, że postąpił humanitarnie skracając jej cierpienie.
    Jak bardzo można zniszczyć ludzką osobowość, doprowadzić do stanu w którym jak wierzy walczy tylko o zachowanie bytu i miejsca w pewnej hierarchii, obserwujemy analizując sylwetkę Jurgena Stroopa - współwięźnia Kazimierza Moczarskiego, bohatera książki „Rozmowy z katem”.
    Życiorys Stroopa jest typowym życiorysem hitlerowskiego oprawcy. W czasie wojny był oddelegowywany do różnych miejsc w Europie, był w Grecji, Czechach, na Ukrainie, na Zakałkaziu i w Polsce gdzie został najbardziej zapamiętany jako główny likwidator getta warszawskiego. Wszędzie zachowywał się jak prawdziwy hitlerowiec - szowinista. Precyzyjnie wykonywał poleceń swoich przełożonych, nie zadawał sobie żadnych pytań natury etycznej. W ostatnich dniach wojny został aresztowany przez Amerykanów i przekazany jako zbrodniarz wojenny Polakom. Został skazany na śmierć, wyrok wykonano w 1952 roku. Jego portret psychologiczny jest nie tyle odrażający co interesujący. Jego świadomość była produktem wychowania domowego, niemieckiej obyczajowości, własnych ambicji i faszystowskiej propagandy. W rozmowach z Moczarskim powtarzał, że rozkaz jest rozkazem, a porządek porządkiem. Nie zadawał sobie nigdy pytań o sens własnego postępowania, o jego skutki. Hitlerowska propaganda wmówiła mu, że jest „ubermenschem” i on w to głęboko uwierzył. Filozofia ta dopowiadała jego życiowemu programowi, pozwalała mu na zrobienie kariery. Stroop do końca swoich dni pozostał hitlerowcem i zbrodniarzem, nie czuł się winny, nie okazywał skruchy, nie przyznał się do zbrodni. Swój pobyt w więzieniu traktował jako skutek przegranej wojny, a nie dokonanych przez niego zbrodni.
    Jurgen Stroop to „człowiek - wilk”, który idąc przez życie zostawiał za sobą krwawy ślad zamordowanych setek tysięcy ludzkich istnień. Zadziwiający jest fakt, że ludzka psychika, jeżeli w odpowiedni sposób się do niej podejdzie, jest tak podatna na wszelkie zwyrodnienia i chore wartości. Psychika Stroopa stanowiła zlepek faszystowskich obłędnych ideologii, tysięcy bzdur i frazesów, była nieuleczalnym chorym ludzkim umysłem kształtowanym przez genialnie pomyślany program morderców.
    Jednak nie wszyscy ulegli totalitaryzmowi, nie wszyscy „dali się zwilczyć”. Wśród bohaterów literackich są także postacie przy których wypadałoby się dłużej zatrzymać, gdyż swoją postawą zasługują naprawdę na uznanie i podziw.
    „Inny świat” Gustawa Herlinga Grudzińskiego jest dokumentem, który uwiecznił świat łagrów sowieckich, a zarazem dziełem filozoficznym analizującym funkcjonowanie niepowtarzalnych zdawałoby się, zasad etycznych w ekstremalnych warunkach. Kompozycja utworu przypomina układ przewodnika - poszczególne rozdziały relacjonują mechanizm funkcjonowania obozowych instytucji, są także zapisem przerażającej i upadlającej człowiek codzienności. Narrator analizuje wpływ obozu- sowieckiego łagru - na psychikę więźniów. Aby w nim żyć trzeba się poddać prawom obowiązującym w społeczeństwie obozowym, wyzbyć współczucia, litości i humanitaryzmu. Do rozważań posłużyła mu biografia Michała Kostylewa. To on właśnie był autorem ratowania człowieczeństwa przez męczeństwo. Jego historia wydaje się wręcz nieprawdopodobną. Został wychowany w rodzinie komunistycznej, oddanej do głębi partii, wykonywał wszystkie jej polecenia. Przełomem w jego życiu stała się lektura powieści francuskiego realizmu. Wówczas to uzmysłowił sobie w jakim żył błędzie, na podstawie przeczytanych książek poznał czym jest prawdziwa wolność i szczęście. Aresztowano go przypadkowo, jako jednego z kręgu znajomych właściciela biblioteki i oskarżono o szpiegostwo. Wyrok jaki otrzymał, skazywał go na wieloletni pobyt w łagrze za próbę obalenia ustroju w Związku Radzieckim przy pomocy obcych mocarstw. Spowodowało to załamanie psychiczne. Mówił, że za kawałek chleba zrobiłby wtedy wszystko. Zmartwychwstanie zawdzięcza ponownej lekturze przeczytanych niegdyś książek. Sam opalił sobie rękę w ogniu, aby nie stracić wrażliwości na cierpienie. Przypalał ją sobie codziennie wieczorem i dzięki temu przebywał na zwolnieniu. Powodowało to jednak u niego zmiany w psychice, które doprowadziły w końcu do samobójczej śmierci. Umiera w straszliwych mękach po oblaniu się wrzątkiem.
    Kostylew nie poddał się otaczającemu go złu, nie uległ stalinizmowi, zachował swoją ludzką godność czyniąc się prawdziwym bohaterem.
    Kolejnym utworem w którym ukazana jest ludzka walka ze złem otaczającego świata, oraz zwycięstwo wiary i nadziei w zachowanie godności i człowieczeństwa jest „Dżuma” Alberta Camusa.
    Doktor Rieux, Tarrou, Rambert, Grand, ksiądz Paneloux i Cottard to główni bohaterowie powieści. Każdy z nich reprezentuje inną postawę, w swoich działaniach kieruje się odmiennymi racjami. Wiele ich dzieli, ale też wiele łączy, przede wszystkim wspólną walką z zarazą. Wszyscy oprócz Cottarda, biorą udział w akcji przeciw epidemii. Doktor Rieux przez cały czas leczy chorych, należycie wypełniając swoje obowiązki. Tarrou wraz z Rambertem i Grandem zajmują się tworzeniem ochotniczych oddziałów sanitarnych. Ich działanie jest heroiczne, gdyż walczą oni bez nadziei zwycięstwa, wiedzą, że z dżumą się nie wygra, gdyż ta przychodzi i odchodzi kiedy chce. Nie jest to jednak podniosły heroizm, otoczony podziwem i uznaniem, odwołujący się do wielkich słów. Bohaterowie robią to co do nich należy, wypełniają swoje obowiązki, które wydają się im oczywiste. Bohaterowie powieści podejmują walkę ze złem, walkę o zachowanie godności i wychodzą z tej walki zwycięsko.
    Obraz samej zarazy jest przenośnią oznaczającą stan zagrożenia, powodujący u człowieka występowanie różnych zachowań. Podobne do nich występowały w czasie wojny i okupacji. Podobne występują również w czasach współczesnych i są aktualne w każdym czasie.
    Kolejnym bohaterem, który pokazuje nam czym jest ludzka godność, ludzkie życie, w imię jakich wartości należy żyć aby godnie przeżyć lub godnie umrzeć jest Marek Edelman z reportażu Hanny Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem”.
    Edelman - uczestnik powstania w getcie warszawskim, a po wojnie wybitny kardiochirurg pracujący w zespole prof. Molla - mówi o tym co najbardziej nim wstrząsnęło, co najgłębiej zapadło w pamięci. Opisuje powstanie w getcie, mówi o podpalaniu przez Niemców domów z ludźmi, o wyskakiwaniu przez okna mieszkańców tych domów i o ich okrutnej śmierci. Dla Edelmana powstanie miało wyjątkowy podtekst. Żydzi nie wierzyli w swoje zwycięstwo, nie zorganizowali powstania by zniszczyć wroga. Mieli świadomość bliskiej i nieuchronnej śmierci/. W powstaniu zademonstrowali własną wolność i godność. To oni wybrali sposób śmierci, ich zdaniem znacznie godniejszy, bo z karabinem w ręku. Śmierć w walce miała zupełnie inny wymiar, niż śmierć w komorze gazowej.
    Reportaż Hanny Krall jest nie tylko o umieraniu i bohaterstwie. Jest utworem o żuciu i jego sensie. Edelman przeplata swoje wspomnienia opowiadaniami o dokonaniach prof. Mola, który pierwszy w świecie dokonał operacji na otwartym sercu. Edelman nie tylko opisuje rewolucyjne zabiegi chirurgiczne, mówi o dyskusjach w zespole kardiochirurgów, o ich zmaganiu się z niewiedzą, o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie jak uratować pacjenta gdy jego serce przestaje bić. Pisarka pyta się Edelmana czy warto jest ratować jedno życie, kiedy w świadomości tkwi śmierć niewinnych zdrowych zamordowanych żydów. Edelman odpowiada jej, że każde ludzkie życie podobne jest do płonącej świeczki. Bóg tę świeczkę zapala i gasi. On jako lekarz stara się ubiec Pana Boga i przedłużyć palenie się świeczki. Jego praca jest miła Bogu, Bóg nie sprzeciwia się tym, którzy w imię dobra człowieka nie zgadzają się na jego wyroki. Powstanie w getcie było również próbą zdążenia przed Panem Bogiem. Bóg gasił świeczkę życia tysięcy Żydów, a oni swoim bohaterstwem sprawili, że gaśnięcie tej świeczki było po ludzku godniejsze.
    Edelman to przykład człowieka, który tak jak inni uczestnicy powstania w getcie nie zgodził się na poniżająca śmierć. Wybierając odejście z tego świata, chciał odejść z honorem z karabinem w ręku. Swym bohaterstwem sprawił, że Bóg nie zdmuchnął tak szybko świeczki jego życia. Pozwolił mu przeżyć aby ten z kolei ratował swoją pracą gasnące świeczki swoich pacjentów. Edelman zrozumiał swoje powołanie i głęboki sens okrutnej proporcji: jeden uratowany pacjent do czterystu tysięcy zamordowanych Żydów.
    Analizując postawy bohaterów literackich XX wieku zauważamy iż nie wszyscy „ dali się zwilczyć”, wielu pozostało ludźmi. Według mnie to oni rzucają światło na miniony czas, to oni sprawią, że utwory literackie, których są bohaterami zawierają głęboki sens i posiadają ogromną wartość. Wielu z nas również w obecnym czasie styka się na co dzień z ludźmi „zwilczonymi”, może nie aż tak bardzo jak prof. Spanner czy Jurgen Stroop. Jednak są dzisiaj ludzie, którzy dbają wyłącznie o swoje własne interesy wyzyskując w okrutny sposób innych. Są ludzie pozbawieni uczuć, pozostający obojętni na ludzką krzywdę i zło, są wreszcie i ci, którzy sieją zło wokół siebie, ludzie, którzy tak naprawdę mają mało wspólnego z człowiekiem. Nie można ich jednak potępiać. Takim ludziom należy pomóc, a potępić należy zło w nich tkwiące. Nie wolno nam „dać się zwilczyć”, nie wolno uczynić z siebie maszyny pozbawionej uczuć, która co gorsze może pozbawić uczuć innych. Siłę do takiego postępowania, które będzie w pełni zgodne z naszym sumieniem i ludzką etyką odnajdziemy w postawach bohaterów, którzy nie zapomnieli o swojej godności i o tym, że człowiek to najdoskonalsza istota żyjąca na Ziemi.


    19. Człowiek jest zdumiewający , ale arcydziełem nie jest – Joseph Conrad. Przedstaw swoje refleksje na temat złożoności ludzkiej natury na podstawie dowolnie wybranych utworów.
    Człowiek - któż to taki? Istota pełna miłości do świata i wewnętrznego ciepła duchowego, czy egoista walczący wyłącznie o wymiar swojego życia? Twórca wielkich i wspaniałych budowli, czy morderca potrafiący zabijać dziesiątki innych ludzi w imię politycznych interesów swoich przywódców?
    “Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce” powtarzali pisarze renesansu za Terencjuszem. Czy rzeczywiście nikt nas nie jest w stanie zaskoczyć, otaczający ludzie są dla nas zrozumiali?
    Natura ludzka jest bardzo złożona. O prymat walczą w niej ustawicznie między innymi wielkie idee oraz zasady przeciwko żądzom i namiętnościom. Szala zwycięstwa w tej walce przechyla się na różne strony zaskakując nie tylko wszystkich obserwujących te zmagania, ale również same igrzysko walki: pojedynczego człowieka. Poznając postaci bohaterów literackich często odnajdujemy w ich sylwetkach siebie samych. Wtedy dopiero uzmysławiamy sobie potęgę naszego gatunku. Potęgę - ale zarazem marność.
    “Człowiek jest tylko człowiekiem a ta odrobina rozumu, którą posiada jest niczym, gdy szaleje namiętność a granice człowieczeństwa uciskają.” W ten sposób nasze postawy wobec tysięcy wyborów, jakie niesie ze sobą życie, próbuje usprawiedliwić główny bohater opowiadania Alberta Camusa pod tytułem “Upadek”. Sam nie potrafi sobie wybaczyć obojętności jaką zareagował na wołanie o pomoc tonącej dziewczyny. Szuka zapomnienia w różnych doczesnych rozrywkach, ale ciężar tej winy nie daje mu spokoju, nie pozwala pracować i normalnie żyć. Przybiera zajęcie sędziego - pokutnika, opowiadając innym o swoich błędach, próbuje im pokazać ich samych. Jego zaiste zdumiewający i pełen zaskakujących przełomów życiorys pomaga słuchaczom zrozumieć swoje zachowanie, ustrzec się powielania tych samych błędów. Z drugiej strony głównemu bohaterowi daleko jest do doskonałości - jego życie obfituje w wydarzenia godne niejednego kryminalisty.
    Osobowością równie wewnętrznie skomplikowaną, lecz nie aż tak sprzeczną z ogólnie przyjętymi zasadami moralnymi obowiązującymi we współczesnym świecie charakteryzuje się Stanisław Wokulski - główny bohater powieści “Lalka” Bolesława Prusa. W jego wnętrzu trwa nieustannie walka pomiędzy wartościami idealistów - romantyków i pozytywistów patrzących realnie i krytycznie na otaczający świat. Z jednej strony jest wybitnym kupcem, człowiekiem sukcesu, z drugiej - ze względu na nieodwzajemnioną miłość Izabeli Łęckiej decyduje się popełnić samobójstwo. Jego zachowanie może niejednego czytelnika wprawić w zdumienie. Jednak Bolesław Prus ma bardzo dużo racji: tacy właśnie jesteśmy. Potrafimy w chwilach uniesień dokonywać czynów przekreślających dorobek całego naszego życia. Im więcej posiadamy, tym więcej pragniemy mieć i to prowadzi do tragedii. Stanisław Wokulski nie jest jednak postacią negatywną (Czy w ogóle wolno nam oceniać innych ludzi? Czy mamy do tego moralne prawo?).Reprezentuje tylko model człowieka, który poszukuje szczęścia i dochodzi do przekonania, iż takie nie może istnieć bez odwzajemnionej miłości.
    Zachłanność typowo materialną, potężną cechę natury człowieka, reprezentują między innymi dwie bohaterki powieści Honoriusza Balzaka p.t. “Ojciec Goriot”. Autor przedstawia dwie córki Joachima Goriota, które pod wpływem swoich arystokratycznych mężów, odwracają się od własnego ojca traktując go wyłącznie jako źródło pieniędzy. Nie opiekują się nim, gdy przychodzi na niego czas choroby, nie zauważają jego ubóstwa. Liczą się dla nich tylko pieniądze. Dla nas, żyjących współcześnie ludzi, fakt taki jest chyba coraz mniej rażący, przejmujący, ale patrząc z boku nie trzeba dużo wysiłku by spostrzec, iż posuwająca się materializacja życia wygląda przerażająco. Bardzo ciekawą osobą jest sam tytułowy ojciec Goriot. Dla szczęścia swoich najukochańszych córek poświęca całe swoje życie i majątek. Nie myśli o sobie - jest człowiekiem żyjącym wyłącznie dla innych. Gdy dosięga go nędza i ubóstwo nie skarży się na swój los, cały czas myśli tylko jak pomóc i uprzyjemnić życie tym dwóm dziewczynom. Balzak wydaje się to podkreślać - miłość rodzicielska może “przenosić góry”. Żadna inna istota na Ziemi nie potrafi tak poświęcić się dla dobra swoich najbliższych.
    Nie wszystkich stać jednak na takie poświęcenia. W ekstremalnie ciężkich warunkach, w sytuacji gdy człowiek walczy już nie o życie, ale o przeżycie bardzo często wybór pomiędzy człowieczeństwem a szansą na przetrwanie pada na to drugie. Wiele dowodów na to możemy spotkać w literaturze czasów wojny i okupacji. W powieści “Inny świat” Gustawa Herlinga - Grudzińskiego jeden z więźniów zwierza się narratorowi, iż dla uratowania swojego życia musiał wydać innych czterech współwięźniów. W opowiadaniach “Pożegnanie z Marią” Tadeusza Borowskiego odnajdujemy epizodyczną sylwetkę młodej dziewczyny, która wyrzeka się swojego małego synka, aby uchronić swoje własne życie. Zofia Nałkowska w opowiadaniu “Przy torze kolejowym” w “Medalionach” opisuje dramat Żydówki, która uciekła z transportu kolejowego, ale z powodu rany w kolano nie mogła uciec. Ludzie ze wsi obserwują jej cierpienia i męki, jednak nikt nie decyduje się jej pomóc. Boją się narażać własne życie... Także w wierszu “Campo di Fiori” Czesław Miłosz opowiada o obojętności (powodowanej lękiem) ludzi wobec cierpień innych. Autor męczy się ze świadomością, iż przez wieki, od śmierci na stosie Giordano Bruno, aż po tragiczne wypadki płonącego getta warszawskiego, mentalność ludzka nie uległa przemianie - nadal większość milczy i przechodzi bez zastanowienia obok niewinnie umierających.
    Natura ludzka jest nieprzenikniona. W wielu przypadkach strach o własną egzystencję decyduje o wszystkim, często jednak liczy się zupełnie coś innego... Jak bowiem wytłumaczyć zachowanie starej Żydówki opisane we wspomnianych już opowiadaniach Tadeusza Borowskiego? Gdy zagłada getta wyglądała coraz poważniej i okazało się, że żadnym sposobem nie można wyrwać z tego “piekła” jej najukochańszej córki, kobieta ta, pomimo iż sama wielkim kosztem i prawie cudem uciekła stamtąd, zdecydowała się wrócić spowrotem. Wybrała śmierć przy najbliższej osobie w zamian za samotne i pełne poczucia winy życie.
    Przykłady wielkiego heroizmu, na którego stać człowieka, odnajdujemy także w powieści “Kolumbowie - rocznik dwudziesty” Romana Bratnego. Młodzi ludzie potrafią nie ugiąć się pod nawet najcięższymi i najbardziej drastycznymi torturami i zachować tajemnice partyzanckiego podziemia. Najbardziej utkwiło mi w pamięci zachowanie dziewczyny - Basi, która męczona w sposób najbrutalniejszy z brutalnych (chciałoby się powiedzieć zwierzęcy, ale czy zwierzęta są zdolne do takiego okrucieństwa?) potrafi zachować godność aż do ostatniej chwili swojego życia.
    Jaki więc przypisać charakter człowiekowi? Czy można powiedzieć, że jesteśmy egoistami zapatrzonymi w nasz własny interes, czy wręcz przeciwnie - jesteśmy istotami zdolnymi do wielkich czynów? Literatura nie daje na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Może w rzeczywistości każdy ma w sobie obie te cechy, które się nieustannie w nim spierają? Jedno jest tylko pewne: Jesteśmy pozostawieni samym sobie i tylko od nas zależy, czy swoimi czynami wprawimy innych w zdumienie wynikające z podziwu, czy z odrazy.
    Wielkiego pogubienia we własnym wewnętrznym świecie wartości, walka między dwiema, lub kilkoma równorzędnymi racjami bardzo często jest motywem wykorzystywanym w literaturze. Już w czasach antycznych Sofokles przedstawił w “Antygonie” problem rozdarcia kobiety poszukującej rozwiązania sporu pomiędzy miłością a praworządnością, dobrem ogółu a szczęściem jednostki. Podobne problemy trapiły ludzi przez wszystkie wieki i męczą do dziś. Szekspir w jednym z najsłynniejszych dramatów świata pod tytułem “Hamlet”, George Byron w “Giaurze”, Johan Goethe w “Cierpieniach młodego Wertera”, większość pisarzy-poetów romantycznych a także współcześni twórcy zastanawiają się nad tym co jest ważniejsze: miłość czy życie, szczęście wszystkich czy jednostki, prawo ludzkie czy naturalne, boskie. “Człowiek jest skazany na wolność” mówi egzystencjonalista Jean Paul Sartre. Ta wolność właśnie jest przyczyną naszej różnorodności i nieprzewidywalności.
    Człowiek sam dla siebie jest zagadką. Nie potrafimy zrozumieć naszej natury, nie potrafimy poznać siebie. “Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” - twierdzi Wisława Szymborska i trudno naszej noblistce nie przyznać racji. Po lekturze kilku utworów literatury czasów wojny i okupacji bardzo dręczy mnie ogromny problem: Czy stać mnie na takie bohaterstwo? Czy umiałbym zachować się równie heroicznie jak bohaterzy “Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego, czy też wspomnianych “Kolumbów”? Chyba właśnie dlatego Joseph Conrad ma rację: Jakże daleko mi do arcydzieła, które powinno mieć opracowany jasny i szlachetny plan działania i być pewnym, że będzie w stanie go zrealizować...
    Jedną z cech naszej natury jest drzemiąca w nas agresja i okrucieństwo. Pod wpływem różnych czynników, między innymi umiejętnie prowadzonej indoktrynacji i propagandzie, niektórzy zaczęli wykorzystywać te cechy do własnych rozgrywek skierowując je przeciwko drugiemu człowiekowi. Bardzo pasjonującym studium na ten temat można znaleźć w “Rozmowach z katem” Kazimierza Moczarskiego. Jurgen Stroop pod wpływem ciągłej propagandy faszystowskich mediów i organizacji do tego stopnia posuwa się w swoim okrucieństwie i obojętności, iż zatraca podstawowe odruchy ludzkiej moralności. Niestety wszyscy (jedni w mniejszym stopniu, inni w większym) jesteśmy “plastyczną masą”, która umiejętnie “ugniatana” rodzi potwory...
    Wewnętrzne bogactwo człowieka może wywoływać zrozumiałe zdumienie, gdyż stać nas na bardzo wiele. Arcydziełem jednak nie jesteśmy, gdyż bardzo często nie potrafimy z tego wewnętrznego bogactwa właściwie korzystać - żyć nie tylko dla siebie, ale również dla innych. Powinniśmy jednak starać się docierać do głębi swojego człowieczeństwa, bo musimy pamiętać, iż, jak napisał nasz wielki wieszcz Adam Mickiewicz: “Kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże”...


    20. Jakie wartości literatury staropolskiej pozostają aktualne także dzisiaj - polemika z tematem.

    Prawie każdy młody chłopak czytał kiedyś „Potop” czy „Pana Wołodyjowskiego” i zachwycał się bohaterstwem Małego Rycerza. Przez lata był on ideałem żołnierza: odważny, pełny poświęcenia - po prostu patriota. Ale czy te piękne obrazy XVII wiecznych wiktorii oddziaływają jeszcze na umysły ludzi końca XX wieku? Nie wydaje się żeby czytanie dzieł Kochanowskiego, Reja, Sępa-Szarzyńskiego czy Naborowskiego było dzisiaj szczególnie popularne. Czy popadliśmy w zupełną tandetę książek, które czyta się wieczorem, aby ich rano już ich nie pamiętać? Czy może w dzisiejszym świecie nie ma już miejsca na ideały Małego Rycerza, ks. Kordeckiego czy Piotra Skargi? Wiele na to wskazuje. Ludzie powoli stają się egoistami żyjącymi w swoim małym i zamkniętym świecie. Najważniejszy staje się pieniądz i ten rządzi człowiekiem od urodzenia aż do śmierci. Zejście z tego padołu także pozbawione jest całej swojej tajemniczości - medycyna wyjaśniła już dużo z procesu umierania ciała. Szczególnie brutalna jest prawda, że po śmierci człowiek staje się towarem, trzeba mu kupić trumnę, wyprawić pogrzeb; nawet na martwym ciele można zarobić judaszowe pieniądze. Czy wiec w takim świecie jest miejsce na Boga i wiarę w jego dobroć? Czy jest miejsce na zmiany, kiedy każdy chce jak najwięcej na nich zyskać, a jeśli jest to niemożliwe to je blokuje? Otóż wydaje mi się że tak, ponieważ człowiek ma jeszcze swoją duszę, która odpowiednio chroniona i doskonalona może wydać doskonałe owoce. Ducha nie da się zabić, dopóki dopóty człowiek zdaje sobie sprawę, że go jeszcze posiada. Można go zniewolić, ale mimo tego będzie cały czas istniał. Polegając na duszy i na umyśle możemy dojść do stanu szczęśliwości, prawie Nirwany, kiedy

  • userphoto
    masz cos jeszcze?np o unii

    masz cos jeszcze?np o unii

  • userphoto
    21. Krajobraz jako motyw literacki - przedstaw jego funkcjonowanie w twórczości pisarzy różnych epok. „ Siądź z książką na fontanny krawędzi kamiennej Gdzie ogród się odbija i błękit czysty Połóż przy sobie uschły kwiat, pożółkłe listy Wstążkę i mandolinę - instrument piosenny”. To słowa Leopolda Staffa z wiersza Jak czytać wiersze, w których melancholia uschłych kwiatów, pożółkłych listów, wstążek - wypłowiałych zapewne, przesyconych zapachem wspomnień, równoważona jest przez przywołanie motywu wody - odwiecznego symbolu życia; wody czystej, przezroczystej, w której jak w zwierciadle odbija się ludzka egzystencja - ta najprostsza, a może najbardziej wysublimowana - nie jest to ważne; ludzka w każdym razie - moja i Twoja również... W wodzie odbija się również ogród - specyficzna forma realizacji krajobrazowej przestrzeni w utworze literackim; motyw ponadczasowy, bardzo mocno zakodowany w ludzkiej świadomości ( czy raczej podświadomości) jako odpowiednik tej pierwotnej przestrzeni, w której człowiek kiedyś się narodził - Raju, edenu, Arkadii - a której drżąca kopia lśni za fontanny krawędzią kamienną Rozważania na temat funkcji krajobrazu w literaturze warto rozpocząć właśnie od przykładu przestrzeni roślinnej, do której człowiek wbrew pozorom dąży, z którą czuje nieodparty związek (tłumiony zresztą dość skutecznie przez cywilizację). To krajobraz ogrodu. Nikt nie zaproponował dotychczas piękniejszej organizacji roślinnej przestrzeni niż Anglicy w XVIII wieku. Tak zwany ogród angielski, sprawiający wrażenie dzikiego, nietkniętego ludzką ręką, odpowiada chyba najpełniej tym, którym zew natury, sentymentalizm i melancholia jednocześnie nie pozwalają zapomnieć o korzeniach, źródło, Raju chyba również - o rajskim ogrodzie - motywie literacko spenetrowanym przez anonimowych pisarzy biblijnych, średniowiecznych, potem Dantego, Miltona. Właśnie taki ogród - dziki, naturalny - pojawia się w utworze Frances Hoggson Burnett - Tajemniczy ogród - książce przeznaczonej dla młodzieży, której ukryte sensy przesłania, symbolizm (również samego krajobrazu) sprawiają, że wbrew pozorom jest to lektura w pełni możliwa do zrozumienia już raczej tylko przez osobę dorosłą, dojrzałą (literacko w szczególności). Ogród... ale nie ten, który znamy ze średniowiecznej symboliki. Nie jest to ogród rozkoszy, wręcz przeciwnie to ogród milczenia, a może nawet śmierci. Pamiętający cudowną miłość małżonków, teraz wydaje się być skazany ostatecznie na zapomnienie, na cichą egzystencję za murem, za bramą zamkniętą przez wdowca - nieodwołalnie (klucz zakopany na zawsze). Będąc ogrodem smutku i milczenia, wydaje się przestrzenią krajobrazową, w którą wkroczyć można jedynie po to, by "(...) liście zrywać kolejno / jakby godziny istnienia (...)" (Edward Stachura Jesień). Ogród jesienny - poważny, dostojny, nie tak doskonale kamienny i monumentalny jak zimowy wydaje się jeszcze smutniejszy - zawieszony między witalizmem lata a ostatecznym (pomijając cykliczność zmian) zimowym skostnieniem. Może pogrążyć człowieka psychicznie, pogłębić depresję, odzwierciedlić stan ducha. Podmiot liryczny zanurzający się w ogrody rudej jesieni jawi się człowiekiem kontemplującym swoją sytuację jako kogoś, kto najpiękniejsze chwile życia ma już za sobą, kto zbliża się ku drugiemu brzegowi, który każdy z nas musi kiedyś osiągnąć... "Chodzić od drzewa do drzewa Od bólu i znów do bólu (...) I liście zrywać kolejno z uśmiechem ciepłym i smutnym A mały listek ostatni Zostawić komuś i umrzeć (...)" (Edward Stachura Jesień) Mały listek ostatni wydaje się pozostawionym komuś wspomnieniem, tą cząstka nas, która pozostając w czyjejś pamięci nie pozwala nam umrzeć do końca, ostatecznie zapaść się w nicość, zbawia nas od totalnej śmiertelności. Może pozostać jako fragment bolesnego krajobrazu naszej duchowej samo świadomości lub jako strzęp niedookreślonego wspomnienia, obrazu, ogrodu jesiennego lub wiosennego - odzwierciedlającego symbolicznie nas samych... Mary z Tajemniczego ogrodu staje na początku, a nie na końcu swojej życiowej wędrówki, co znajduje wyraz w symbolicznej (jak prawie wszystko w utworze) kreacji krajobrazowej przestrzeni. Otwierając samowolnie ogród, uczestniczy w całości cyklu wegetacyjnego przyrody - to symbol ewolucji, przekształcanie się wewnętrznego, samopoznania... Sama kształtuje ten krajobraz - początkowo samotnie okopując grządki, później już z przyjaciółmi, których ogród łączy, scala, integruje. Dla nich zawsze pozostanie w słonecznym blasku, będzie symbolem dzieciństwa, młodości, będzie przypominał najpiękniejsze chwile życia. Cóż z tego, że "Ogród w słonecznym blasku stygnie już krzepnie w zmierzch, Nie zamkniesz chwil w więzieniu Ich własnych złotych wież (...)" (L.Mc Neice***) Nie ma sensu błagać czasu o łaskę, gdyż nikt i nic naszych próśb nie wysłucha. Warto skupić się na wspomnieniach, ich nikt nam nie odbierze, nikomu na to nie pozwolimy. Pamięć o krajobrazie lat dziecinnych (rozumianym oczywiście w bardzo szeroki sposób) pozwoli nam na komfort wyboru, możliwość powrotu tam, gdzie czas się zatrzymał. Co prawda możliwość ta, wybór, tkwi między dwoma żywiołami – naturą i transcedencją (Jaspers) - jednak samo zwycięstwo nad przemijaniem, zapomnieniem, śmiercią tkwi w tym, że ...żyliśmy, mieliśmy świadomość najwyższą - świadomość człowieka po tysiącach lat rozwoju gatunku... (Mieczysław Jastrun Wolność wyboru) "Nie oczekując łaski, wiem - W sercu skrzepnie zmierzch, Lecz dobrze, że choć razem mieliśmy grzmot i deszcz I ogród też i ogród w słonecznym blasku" (L.Mc Neice***) Krajobraz w deszczu, w ulewie, w słońcu, upale, zimnie. Ogród, przez który z głuchym pomrukiem przetaczają się grzmoty, to zapewne literackie ujęcie wielkich emocji, uczuć, być może miłości; zapomnianej co prawda, wygasłej, po której pozostało jednak wspomnienie. Ono jest najwyższe. Emocje towarzyszą także bohaterom powieści Burnett. Co prawda są to tylko kilkunastoletnie dzieci, lecz rodzi się między nimi coś na kształt wielkiej fascynacji - prawie pierwsza miłość. Współgra z nią przestrzeń, którą odkryli. Patrząc z tej perspektywy - ogród, misterium wykopywania klucza otwierającego drzwi ku jednemu w swoim rodzaju z wszystkich ziemskich krajobrazów (freudowska symbolika inicjacji seksualnej) poszerza możliwości interpretacyjne utworu. Wspólne odkrywanie ziem zakazanych - przekształca tych dwoje wewnętrznie. Ogród rozkwita, świadomość dzieci ewoluuje pod jego wpływem. Kontakt z przyrodą, odkrywanie misterium życia sprawia, że Mary przestaje myśleć tylko o samej sobie, a Colin z histerycznego hipochondryka zmienia się w normalnego chłopca wolnego od egotycznych pretensji. O ile ogród to subtelna, złożona tajemnicza struktura, o tyle druga wersja krajobrazu w utworze - wrzosowiska - to symbol naturalności, swobody, prostoty równej prostocie (w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu) chłopca z wrzosowisk - Dicka. Warto wspomnieć, że angielskie moors (wrzosowiska) stanowią nieodłączny element wiejskiego krajobrazu. Zgodnie z angielską mentalnością - trudno wyobrazić sobie bezludne wiejskie przestrzenie w jakiś inny sposób wykreowane (wiatr od wrzosowisk w Wichrowych Wzgórzach Emily Bronte). Jak niezwykle trafnie spostrzega Andrzej Sulikowski (Otworzyć ogród, pracować w ogrodzie), ogród stanowi dla Mary i Dicka coś na kształt przyrodniczego wszechświata, przez który dzieci te poznają całość stworzenia. To krajobraz ocalający dziecięcą świadomość - świadomość jedności z otaczającą przyrodą. Trudno w tym momencie nie przypomnieć sobie pięknego utworu Edwarda Stachury Wszechświat "Cudu wszechświata, nocny ład Niewysłowiony bukiet gwiazd. Każda z gwiazd samotna (...) Wszystkie razem zaś- Wiszący Ogród! Promienny Park!" Gwiezdny krajobraz nad naszymi głowami, to przestrzeń będąca marzeniem wielu -spokój, jedność, wieczność...Szkoda tylko, że my - zapatrzeni w te światy tam - na górze - nie jesteśmy w stanie pojąć tej metafizycznej struktury jedności gwiezdnych punktów, pozostajemy samotni... "Każdy z nas samotny Każdy z nas samotny Czemuż, czemuż więc my, Gwiezdne dzieci, w krajobraz piękny przepiękny wręcz Nie skupimy serc?" (E.Stachura Wszechświat) Krajobraz ogrodu to symbol pierwotnej, metafizycznej, doskonałej integracji z samym sobą - ciała z duszą, duszy z ciałem, świadomości z transcedencją, specyficznego wewnętrznego ułożenia, uładzenia, tak potrzebnego człowiekowi od zawsze, odkąd stał się istotą myślącą Pozbawiony kontaktu z samym sobą i ze światem staje się martwy, pusty wewnętrznie. Krajobraz jego duszy staje się pustynią, jak w innym wierszu Leopolda Staffa Deszcz jesienny" Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie i zmienił go w straszną, okropną pustelnię z ponurym na piersi zwieszonym szedł czołem i kwiaty kwitnące posypał popiołem. Trawniki zarzucił bryłami kamienia i posiał szał trwogi i śmierć przerażenia. Aż strwożon swym dziełem - brzemieniem ołowiu położył się na tym kamiennym pustkowiu (...)" Pustka, szarość, próżnia. Szatan, który wielokrotnie pojawiał się w twórczości okresu Młodej Polski jako postać dynamiczna, uwikłana często w konflikt dobra i zła (wiersze i poematy prozą Tadeusza Micińskiego) tutaj jest smutny śmiertelnie, strwożon swym dziełem – śmiercią złem, przerażeniem, które posiał na ziemi. Ta kamienna pustka to w moim przekonaniu odzwierciedlenie duszy autora. Krajobraz tchnie typowo młodopolską melancholią. Nie ma w sobie, na szczęście, nic z katastroficzno - przerażającej wizji poetów późnego dwudziestolecia międzywojennego. To nie jest ta potworna, sucha pustynia drugiego przejścia Wiliama Buttlera Yeatea. Tutaj nie zrodził się bestia o oku pustym jak słońce, pełznąca w stronę "Betlejem by tam się narodzić" "Dwadzieścia stuleci kamiennego snu rozkołysała w koszmar dziecinna kolebka". W koszmar naszej epoki, realizacji odwiecznego ludzkiego barbarzyństwa. Nie piszemy jednak o tej pustyni, w którą zmieniło się pół Europy w połowie wieku, zbyt boli... Sięgnijmy po doświadczenia krajobrazowe Młodej Polski. Zamki, podziemia, bezkresne łąki, wulkany, grożący katastrofą świat planet - różne były sposoby organizowania krajobrazowej przestrzeni tego okresu. Istniała jednak wspólna cecha łącząca - pustka - przerażająca, klaustrofobiczna lub uspokajająca święta.. Krajobrazy młodopolskie z reguły pozbawione są ludzi. W zamian pojawiają się różnego typu postaci quasi - ludzkie widma, upersonifikowane pojęcia, szybujące w przestworzach, których zapatrzone w wieczność, nie dostrzegają. Próżnia natomiast jest wszechobecna, świat spowity jest w mgły jak w utworze Oeconomia divina Czesława Miłosza czy kreacyjnych światach Tomasza Stearnsa Eliota. "To nie jest pstka, to jest głusza Ja tu własnego głosu nie słyszę" pisał młodopolski poeta. Młodopolska pustka to także krajobraz wegetacyjnej klęski. W okresie pozytywizmu pojawia się niwa chętnie orana. Teraz nic - ugór - jałowa ziemia jak w utworze Leopolda Staffa pod tym tytułem. Jeżeli pojawia się ziemia uprawna (w formie motywu), to pozbawiona jest ona najważniejszego wyznacznika płodności - zboża – pozostają jedynie puste kłosy, jak w utworach Jana Kasprowicza "a jęk się niesie po pustych zagonach na rżyskach rusza rozrzucone kłosy". Kompletny ugór, klęska, pustka - wyraz dekadenckich nastrojów. Krajobraz może stanowić również obszar przytłaczająco klaustrofobiczny, przygniatający człowieka: "Niebo ciemne, strop się chmurzy ale burza i orkan daleko" S.Wyspiański Wesele strop pozbawiony epitetu niebieski ewidentnie zamyka, ogranicza przestrzeń. Człowiek czuje się uwięziony. Szary, zamglony krajobraz wydaje się nieruchomy śmiertelnie - żadnego ożywczego wiatru, nawet powiewu... Człowiek jest jak zwierzę pochwycone w pułapkę, samotne Sam już na wielkiej pustej scenie S.Wyspiański Wyzwolenie Pustka może mieć jednak inny wymiar - może wyrażać spokój i absolut niemalże. Pustka gór ...święta, przeczysta pustka... jak pisał Kazimierz Przerwa- Tetmajer. Podobna przestrzeń wyzwalająca do lotu, czysta świeża ukazana jest w Albatrosie tegoż autora. To wolność - chmury, niebo, morze, przestrzeń. Bezludna, ale dzięki temu ocalająca skołataną świadomość człowieka końca wieku. Góry i morze - antynomie jak mogłoby się wydawać a jednak... Pusty młodopolski krajobraz, to samotność ludzka jej symbol i wyraz. To samotność genialnej jednostki - to wymarzona, stawiająca utalentowanego twórcę ponad innymi i ta stanowiąca więzienie z odwróconych pleców jak w wierszach Marii Konopnickiej czy jej utworze prozatorskim napisanym wespół z Wacławem Nałkowskim Forpoczty. To także samotność człowieka na świecie, gdzie "(...) niebo nad wodami zda się być bez Boga (...)" K. Przerwa-Tetmajer Młodopolscy poeci są pewni, że są w duszy głębie i otchłanie (L.Staff). Krajobrazy górskie - szczyty, jeziora inspirowały twórców. Pojawiają się również motywy ocalające - kładki, mosty - ratujące człowieka przed całkowitą próżnią, przed górskimi przepaściami i otchłaniami. Z czasem pojawiają się tendencje odrodzeńcze - krajobraz ulega zmianie - impresjonizmu Melodia mgieł nocnych...Tetmajera najdobitniej o tym świadczy. W miejscu uschłych, chorych, spróchniałych drzew (Próchno W.Berenta) pojawia się pustka, ale co najważniejsze skrysztalona jak w Albatrosie Tetmajera (zważmy na ponadczasową dodatnią wykładnię kryształu). W miejscu ugoru pojawia się żyzna ziemia - Bierzcie, dla was pracowałem... pisze Leopold Staff. Krajobraz ożywa, człowiek rezygnuje z chorej mizantropii... Pustką wciąż nieoswojoną pozostaje natomiast dom w Tajemniczym ogrodzie. O chorej wyobraźni świadczyłoby nazwanie jego komnat - pustych, zduszonych - krajobrazem nawet w cudzysłowie. Ja jednak nazwę krajobrazem po klęsce emocjonalnej, której wielokrotnie doświadczały dzieci rodzin mieszkających w domach, gdzie posłuszeństwo i przywiązanie do bogactwa liczyło się bardziej niż okazanie choć w minimalnym stopniu uczuć, miłości w szczególności... Ten dom, to symbol labiryntu (kolejnego odwiecznego motywu, archetypu wręcz). Odpowiada on zagmatwanym drogom rzeczywistości, po których musi poruszać się człowiek - gubić, odnajdywać swój szlak. Na szczęście istnieje przestrzeń ocalająca: "... te strony gdzieś są, gdzieś daleko za mgłą" E.Stachura Dookoła mgła Krajobraz rodzinnych stron - bliski sercu - ucieczka od szarej, okrutnej często rzeczywistości, która nie jest tą prawdziwą, autentyczną Jest obca nieznośnie ciasna, pełna pułapek, nieprzyjazna. Człowiek dąży ku temu, aby drogę dostrzec tam: "na drzewach owoce i strąca je wiatr do kosza je zbiera ta ręka jak kwiat" E.Stachura Dookoła mgła To cudowna przestrzeń, kojarząca się z domem, miłością, ciszą i spokojem. Nie warto z niej rezygnować. Leopold Staff również chce powrócić tam, gdzie kwitną niebem dziecinne niezapominajki (Niedziela). Taka przestrzeń potrzebna jest człowiekowi tych czasów, w których relatywizm moralny, ludzkie tragedie, śmierć, okrucieństwo, doprowadziły do sytuacji najpotworniejszej z możliwych - człowiek zagubił gdzieś w zgiełku i pomieszaniu życia (Desiderata XVI w.) swoje własne ja, swoją tożsamość. "Po nocach szalonych mordem i grabieżą... ...obudzić się w godzinie wschodu I na słońce, na zieleń niewinną i świeżą. Otworzyć drzwi do OGRODU" (L.Staff W tych czasach) Otworzyć drzwi, pochłonąć niemalże wzrokiem tę przestrzeń, ten krajobraz - żywy, pełen witalizmu, radości. Nie pozwolić jednocześnie, aby ktokolwiek wrzucił do niego kamień i zmącił naszą rozmowę z ptakami (Leopolda Staff Jesień) - ratując człowieka przed okrucieństwem, przed odwiecznym ludzkim vae victis. Krajobraz to pojęcie bardzo szerokie - mające wiele znaczeń - rzeczywistych, prawdziwych lub ukrytych, symbolicznych. W mojej pracy starałam się ukazać, na przykładzie utworów pisarzy - tak poetów, jak i ludzi wiernych epickim formom twórczości, w jaki sposób ludzkie wnętrze odnajduje swój wyraz na papierze, w ramach krajobrazowych kreacji (w których kształt ewoluuje, jak zresztą i świadomość samego człowieka). W twórczości średniowiecznej i renesansowej wielokrotnie pojawiała się przestrzeń ogrodu różanego, doliny lilij ,które zostały określone przez Tomasza z Kempis jako miejsce, gdzie człowiek doświadcza samotności. Pozostaje sam ze sobą, wsłuchany w wewnętrzny głos - głos absolutu. Tej przestrzeni warto było poświęcić więcej uwagi, co też uczyniłam... Od wieków pozwalała ona ludziom odczuwać jedność z przyrodą, powstałą tak jak my z tej pierwotnej, czystej siły, z którą człowiek po raz pierwszy zetknął się tam, gdzie: "...promień za promieniem cały winograd uplótł, a gdy wiatr blask pchnął dalej, stał się jednym (promieniem) Promieniejący ogród" K.I.Gałczyński Noctes aninenses 22. Krytyka szlachty w literaturze polskiej Szlachta przez wiele wieków naszej historii była nie najliczniejszą, ale za to najważniejszą grupą społeczną, dbając o obronę granic, tworząc kulturę i tradycję narodową. Mimo to wielokrotnie była wówczas krytykowana i atakowana przez przedstawicieli samej szlachty. Pierwsze słowa krytyki pojawiają się już w epoce renesansu. Mikotaj Rej w "Krótkiej rozprawie między trzema osobami Panem, Wójtem i Plebanem" krytykuje szlachtę za przekupstwo panujące w sejmach, w których pomyślność wyroku uzależniona jest od wysokości łapówki. Jeszcze bardziej boli Mikołaja Reja brak troski o losy kraju i prywata oraz niezgoda panująca w polskim sejmie. Każdy na swe skrzydło goni (...) Pewnie Pospolitej rzeczy Żarty tam nie ma na pieczy Także najwybitniejszy poeta polskiego renesansu nie szczędzi stów krytyki pod adresem szlachty. W pieśni "O spustoszeniu Podola" stwierdza, że Polacy okryli się wieczną hańbą, dopuszczając do najazdu Tatarów na Podole. Pozwolili się zawojować narodowi dzikiemu, koczowniczemu, który nie umie nawet zbudować wsi ani miast. Kochanowski zarzuca też polskiej szlachcie krótkowzroczność i lekkomyślność. Nie umieją oni skutecznie odeprzeć ataku Tatarów, a przecież rośnie w oczach nowa potęga - Turcja, która już ingeruje w sprawy wewnętrzne Polski, próbując wpłynąć na wybór króla. Poeta przestrzega też tak mafio odpowiedzialnych Polaków, żeby porzucili wystawne życie, przetopili talerze na talary i pomyśleli o obronie. W "Odprawie postów greckich" Jan Kochanowski krytykuje społeczeństwo trojańskie przekupne, pozbawione troski o losy kraju. Czytelnik jednak doskonale orientuje się, że poecie chodzi o społeczeństwo polskie. Świadczą o tym takie szczegóły jak marszałek obrad z laską, głosowanie przez rozstąpienie się itp. Społeczeństwo to pozbawione jest silnego rządu, brak w nim poszanowania prawa i sprawiedliwości, wszystko zaś "złotem kupić trzeba". Także słowa skierowane pod adresem młodzieży trojańskiej, dotyczą młodzieży polskiej, Ienistwo, obżarstwo, pijaństwo doprowadziło do tego, że ledwo zdołają się oni poruszać w lekkich jedwabiach, a cóż dopiero mówić o ciężkiej zbroi. Śpią, wylegują się do południa, nie potrafią więc stanąć na warcie. Są zupełnie nieprzydatni do obrony ojczyzny, Podobnie problem ten dostrzega Wacław Potocki we fraszce "Pospolite ruszenie". Ta formacja polskiej szlachty zwoływana tylko na wypadek wojny również była całkowicie nieprzydatna do obrony granic. Świadczy o tym przedstawiony przez poetę epizod rozgrywający się w obozie. Rotmistrz przed spodziewanym, nocnym atakiem wroga rozkazuje szlachcie, aby zajęta wcześniej wyznaczone stanowiska. Szlachta jednak obrażona jest zuchwalstwem rotmistrza, który odważył się przerwać im pierwszy, najbardziej brogi sen. Wacław Potocki krytykuje także niezwykłe zamiłowanie polskiej szlachty do przepychu, bogactwa i życia ponad stan w satyrze pod tytułem "Zbytki polskie": O czymże Polska myśli i we dnie, i w nocy? Żeby sześć zaprzgano koni do karocy, Żeby srebrem pachołków od głowy da stopy, Sługi odziać koralem, burkatelą stopy; Żeby na panie] perły albo djamenty, A po służbach złociste świeciły się sprzęty. Dziwi go też niepomiernie niezwykła niefrasobliwość polskiej szlachty, która nie chce zrozumieć, że jeśli Polska utraci niepodległość, wówczas przepadną wszystkie jej bogactwa. Natomiast w jednym z fragmentów "Wojny chocimskiej" Wacław Potocki ubolewa nad upadkiem ducha rycerskiego. To właśnie zamiłowanie do wystawnego życia i zbyt wyszukanego, obfitego jedzenia doprowadziło szlachtę niegdyś odważną, pełną wigoru i gotową do obrony ojczyzny do całkowitej zmiany postawy: Patrzmy też, co Za ludzi mialy tamte wieki, Którzy nam tę ojczyznę dali do opieki! (...) Przebóg! Cóż w nas w tak drobne przerobiło mrówki? Zbytkami nieszczęsnymi, lakomymi garły Samiśmy się w pigmejów postrzygli i w karty. Wszechstronną krytykę polskiej szlachty przynosi dydaktyczna literatura wieku Oświecenia, której głównym celem stało się pouczanie społeczeństwa poprzez wyszydzanie i piętnowanie jego wad. Bezlitosnym szydercą był przede wszystkim Ignacy Krasicki. W satyrze "Do króla", stosując subtelną ironię, ośmieszył polską szlachtę, która stawiała królowi bezsensowne zarzuty dotyczące jego młodego wieku, szlacheckiego i polskiego pochodzenia, wykształcenia i łagodnego sposobu rządzenia. W ten sposób nie król lecz polska szlachta została wyszydzona za swą ciemnotę, konserwatyzm, brak zmysłu politycznego. Skłonność szlachty do naśladowania cudzych wzorów przedstawił Ignacy Krasicki w satyrze "Żona modna". Bohaterka utworu jest całkowitą niewolnicą cudzoziemskiej mody. Zabawna jest scena wyjazdu młodej pani na wieś - w karecie musi pomieścić się suczka, kotka z kociętami, kanarek i mysz na łańcuszku - pan Piotr z trudem znajduje miejsce dla siebie. Niezwykle skutecznie trwoni szlachecką fortunę żona modna po przybyciu do posiadłości męża. Wkrótce szlachecki dworek upodabnia się do warszawskich pałaców, a w ogrodzie zgodnie z aktualną, sentymentalną modą znajdują się meczeciki, cyprysy, świątynie dumania i szemrzące strumyczki. W czasie fajerwerków płoną zabudowania gospodarcze, stodoły pełne zboża. Nie żal nam jednak pana Piotra, wszak ożenił się, mając na uwadze "owe wsie dziedziczne" przyszłej żony, graniczące z jego dobrami. Podsumowaniem krytycznego obrazu szlachty zawartego w "Satyrach" jest utwór pod tytułem "Świat zepsuty". Poetę oburza panujące w kraju bezprawie, rozpusta, egoizm szlachty, brak troski o losy ojczyzny. W zakończeniu wiersza poeta przedstawia alegorię ojczyzny w postaci tonącego okrętu, który należy ocalić lub razem z nim zginąć. Komedia doby stanisławowskiej także walczyła z wadami i przywarami szlachty. Julian Ursyn Niemcewicz w utworze "Powrót posła" przedstawia patriotyczny obóz, reprezentowany przez Podkomorzego i jego rodzinę. Popierają oni wszystkie postępowe projekty reform politycznych takich jak zniesienie liberum veto, wolnej elekcji i wprowadzenie dziedziczności tronu, wzmocnienie władzy królewskiej. Natomiast obóz konserwatywny został przez poetę ośmieszony i skrytykowany. Starosta Gadulski jest człowiekiem pozbawionym wszelkich uczuć patriotycznych. Tęskni za saskimi czasami anarchii, kiedy to "robiono co chciano". Niefrasobliwie też przyznaje, że "wcale nie czyta lub przynajmniej mało". Broni też z uporem szkodliwych dla Rzeczypospolitej starych przywilejów szlacheckich. Majątek swój pomnożył różnymi, często nielegalnymi sposobami. Jest także starosta człowiekiem odpychającym w życiu prywatnym. Wciąż gada dużo i bez sensu, jest chciwy, gotów jest poświęcić szczęście swej jedynej córki Teresy i wydać ją za mąż, za takiego kawalera, który nie będzie żądał posagu. Równie negatywnie został scharakteryzowany modny kawaler Szarmancki, typowy ówczesny "łowca posagów", dla którego sprawy ojczyzny są zupełnie obce. Kiedy przebywa w Londynie nie interesują go obrady tamtejszego parlamentu, lecz aktualnie obowiązująca tam moda, a bawiąc w Warszawie też nie myśli o obradach sejmu lecz odwiedza warszawskie lokale. Krytyczny obraz polskiej szlachty odnajdujemy też w satyrze Adama Namszewicza pod tytułem "Chudy literat". Chudy, gdyż "rzadko kto czyta księgi, rzadko kto je kupi". Szlachta nie interesuje się rodzimą kulturą ani literaturą, prowadzi gnuśne, próżniacze życie, ulega nałogowi pijaństwa, prowadzi ustawiczne spory z sąsiadami. Jednym gnuśne stępiło umysł próżnowanie Drugi rozum i serce utopi we dzbanie, Ów się tylko pieniactwem szarga, a z sąsiady Ustawicznie o lada zagon wszczyna zwady, Ten pańskiej pacholkując dumie i zawiści, Zwodzi, kłamie, namawia, a nuż do skarzyści". Szlachta nie potrafi służyć ojczyźnie w sejmie, gdyż wielu jej przedstawicieli w ogóle nie umie przemawiać, ponieważ nigdy nic nie czytali. Szlachta została więc skrytykowana przez twórców oświecenia za swą głupotę, pychę, ciemnotę, ograniczone horyzonty umysłowe, chciwość, przebiegłość, bezmyślne naśladowanie cudzoziemskich wzorów, pijaństwo i obłudę. Romantycy, którzy głosili ideę walki narodowowyzwoleńczej nieco mniej krytycznie odnosili się do szlachty, być mole dlatego, że to właśnie szlachta dźwigała na sobie ciężar powstań narodowych i ponosiła największe ofiary. Literatura więc stawiła przede wszystkim bohaterów narodowych, którzy gotowi byli oddać życie za ojczyznę. Pojawiają się jednak i głosy krytyczne. Adam Mickiewicz w "Dziadach" cz. III ukazuje patriotyczną młodzież wileńską uwięzioną w celach klasztoru bazylianów, ale już w salonie warszawskim dzieli wyraźnie społeczeństwo na dwie grupy: towarzystwo przy drzwiach i towarzystwo stolikowe. Tu wiośnie skupiła się polska arystokracja, wyżsi urzędnicy i generałowie, damy z towarzystwa. Są to kosmopolici całkowicie pozbawieni uczuć patriotycznych. Damy wolą czytać francuską poezję niż polskie wiersze, wszyscy żałują, że Nowosilcow wyjechał z Warszawy, gdyż umiał on organizować wspaniałe bale. Po wysłuchaniu tragicznej historii o męczeństwie Cichowskiego polscy literaci stwierdzają, że jest to temat zbyt świeży; a w dodatku za bardzo prozaiczny, gdyż trzeba było opisywać, jak ktoś jadał śledzie. Przede wszystkim jednak historia jest zbyt krwawa, a Polacy jako Słowianie wolą sielanki. Oburzeni patrioci skupieni przy drzwiach nazywają polskich arystokratów łotrami, a w końcu Piotr Wysocki w następujących słowach charakteryzuje polskie społeczeństwo: Nasz naród jak lawa. Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa Lecz wewnętrznego ognia sto dat nie wyziębi, Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi. Gorąca lawa to patriotyczna młodzież polska, zaś twarda skorupa to pozbawiona uczuć polska arystokracja. Zdarzali się w narodzie polskim także jawni zdrajcy ojczyzny. W "Dziadach" byli to ludzie z otoczenia Nowosilcowa, postacie autentyczne Pelikan (Wacław Pelikan) i Doktor (August Becu, ojczym Juliusza Słowackiego). Rywalizują oni między sobą spiesząc z komplementami dla senatora oraz z donosami. Zdradzają własny naród, prześladują polską młodzież, jeden jest bardziej gorliwy od drugiego. Pelikan na polecenie Doktora policzkuje księdza Piotra, który odważył się wystąpić w obronie prześladowanej młodzieży i wdowy Rollisonowej. Obaj zdrajcy obmyślają też perfidny plan zgładzenia niewygodnego więźnia, młodego Rollisona, który nie mogąc znieść tortur stosowanych w czasie śledztwa popada w obłęd. Otwierają okno jego celi na piętrze, umożliwiając mu w ten sposób samobójstwo. Ich okrucieństwo i podłość nie pozostaną jednak bez kary, a jej pierwszą zapowiedzią jest uderzenie pioruna, od którego zginął Doktor. Wszechstronny obraz polskiej szlachty przedstawił Adam Mickiewicz w epopei szlacheckiej "Pan Tadeusz". Akcję utworu umieścił poeta na Litwie, gdyż wspomnienia o "kraju lat dziecinnych", tym najszczęśliwszym i najpiękniejszym okresie w życiu byty potrzebne poecie-wygnańcowi "na paryskim baroku". Szlachta polska została tu przedstawiona w całym swym zróżnicowaniu materialnym, kulturalnym, światopoglądowym. Adam Mickiewicz dostrzegł też jej wady, chociaż nie mógł o nich pisać inaczej, jak tylko z dobrotliwym, pełnym pobłażania uśmiechem. Cudzoziemska moda i skłonność do naśladowania obcych wzorów została skrytykowana na przykładzie Telimeny i Hrabiego. Telimena niestety przypomina modną żonę z satyry Ignacego Krasickiego. Pozuje na sentymentalną damę, a w rzeczywistości po prostu poluje na męża. Początkowo zarzuca sidła na Tadeusza, potem próbuje zaręczyć się z Hrabią, aby w końcu zadowolić się Rejentem, który w intercyzie ślubnej musi jej przyrzec, że będzie się ubierał zgodnie z francuską modą. Uczucia patriotyczne też jej są chyba obce, skoro wciąż chwali się, że mieszkała kiedyś w Petersburgu i ten okres w życiu uważa za najciekawszy. Z dumą wspomina też o swych znajomościach w środowisku carskich urzędników. Także Hrabiego można nazwać "modnym kawalerem", gdyż ubiera się po francusku, własny kraj wydaje mu się nudny, pozbawiony tajemniczości i poezji, z sentymentem wspomina swe wojaże po Włoszech, a w szczególności spotkania ze zbójami. Dopiero tragiczna historia rodu Horeszków, miłość Jacka, zabójstwo Stolnika zaczyna go interesować jako prawdziwie romantyczna historia. Wyraża nawet zdziwienie, że mogła ona rozegrać się w Polsce, a nie wśród tajemniczych zamków Anglii (lub Szkocji. W istocie Hrabia pozbawiony jest uczuć patriotycznych, w znanym epizodzie chwali uroki lazurowego, włoskiego nieba, przyznaje też, że cywilizacja większa u Moskali. W Soplicowie, w tym ośrodku patriotycznym goszczony jest jednak Asesor, który w istocie jest carskim urzędnikiem i w czasie najazdu na Soplicowo zwraca się do Hrabiego z następującym rozkazem: ..Areszt kładę. W imię Imperatorskiej Mości, oddaj szpadę, Panie Hrabio, ba wezwę wojskowej pomocy!" Jednocześnie Mickiewicz podkreśla, że większość szlachty polskiej kochała swą ojczyznę, pragnęła odzyskania niepodległości, nienawidziła Moskali tak jak Maciek Dobrzyński i gotowa była poświęcić dla niej życie tak jak Jacek Soplica. Poeta dostrzegał także inne wady litewskiej szlachty, chociaż traktował je dość pobłażliwie. Skrytykował ograniczone horyzonty umysłowe Dobrzyńskich, Woźnego a nawet Sędziego, pieniactwo czyli skłonność do prowadzenia procesów, warcholstwo, protekcjonalną wyższość wobec niższych urodzeniem, konserwatyzm a także niezdolność do zorganizowania się i wspólnego działania, o czym świadczy narada w Dobrzynie. Bardziej krytycznym obserwatorem szlachty był Juliusz Słowacki, który dostrzegał jej wady, a w wierszu "Grób Agamemnona" przeprowadził bolesny rozrachunek z narodem, stwierdzając, że przyczyny klęski powstania listopadowego tkwią w wadach szlachetczyzny. Na wstępie przypomina polskiemu, zniewolonemu narodowi o bohaterskiej postawie Spartan pod Termopilami. Żaden Polak, skrępowany łańcuchem rosyjskiej niewoli nie ma prawa stanąć nad tetmopilską mogiłą, nie może "spojrzeć w oczy" krążącemu tam wciąż duchowi bohaterskiego wodza Leonidasa. Wiadomo bowiem powszechnie, że wszyscy Spartanie woleli oddać życie za ojczyznę niż dostać się do niewoli perskiej. Polacy niestety nie umieli wykazać takiego bohaterstwa w walce z wrogiem. Winą za upadek niepodległości obarcza Słowacki polską szlachtę, nazywa ją pogardliwie "czerepem rubasznym" pod którym została uwięziona "anielska dusza narodu". Oddziaływanie szlachty na naród polski zostało porównane do zabójczego działania koszuli Dejaniry, będącej przyczyną śmierci Heraklesa. Wreszcie oskarża Polaków o zamiłowanie do przepychu i zbytków oraz o bezkrytyczne przyjmowanie cudzoziemskich wzorów. W związku z tym Polacy zostali nazwani "pawiem i papugą narodów". Jesteśmy też narodem lekkomyślnym, niestałym w poglądach, krajem "gdzie nie trwa myśl ani godziny". Krytyczny obraz szlachty, a przede wszystkim idei szlacheckiego rewolucjonizmu odnajdujemy w "Kordianie" Juliusza Słowackiego. W "Przygotowaniu" poeta skrytykował, a niejednokrotnie i ośmieszył wszystkich szlacheckich przywódców powstania. Generał Józef Chłopicki ma "sprzeczne z naturą nazwisko", gdyż gardzi ludem i nie dopuszcza go do udziału w powstaniu. Książę Adam Czattoryski, jedyny "człowiek godny" też został wyśmiany, gdyż jego zabiegi dyplomatyczne na Zachodzie nie przyniosły rezultatu. Generał Jan Skrzynecki nie wykorzystał planów wojskowych zdolnego stratega generała Prądzyńskiego, a Julian Niemcewicz, starzec jak skowronek prezentuje zbyt konserwatywne poglądy. Dyktator ostatniej fazy powstania generał tan Krukowiecki, który doprowadził do poddania Warszawy Rosjanom zostanie nazwany jawnym zdrajcą: On rycerzy ginących porzuci (...) Kraj przedany on wyda pod miecz. Poeta skrytykował też ogół szlacheckich rewolucjonistów, ukazując; ich błędy na przykładzie losów głównego bohatera Kordiana. Tak więc ulegli oni błędnej wierze, że sami bez pomocy chłopów potrafią wywalczyć niepodległość. Ilustracją tej zgubnej i jakże błędnej idei jest śpiew Nieznajomego: Pijcie wino! Idźcie spać! My weźmiemy win puchary, By je w szklany sztylet zlać. Sam Kordian natomiast wierzy naiwnie, że samo zabicie cara rozwiąże sprawę niepodległości Polski. Spiskowcy nie mieli też jasno sprecyzowanego programu politycznego, toteż w podziemiach katedry św. Jana nie umieli argumentom Prezesa przeciwstawić żadnych konkretnych kontrargumentów. Tak więc zgubiła szlacheckich rewolucjonistów nie tylko niedojrzałość polityczna, której Kordian dał rozliczne dowody, ale także słabość psychiczna. To ona właśnie sprawiła, że Kordian pada zemdlony przed sypialnią cara, po bezskutecznej walce z własnym strachem i Imaginacją. Bezsensowność jego własnych poczynań uświadamia Kordianowi Doktor w szpitalu wariatów, gdzie obłąkany człowiek, trzymając ustawicznie ręce w górze wyobraża sobie, że zasłania ludzkość przed "nieba potopem". Czyżby poświęcenie Kordiana było równie bezsensowne i bezowocne? Z dwóch różnych punktów widzenia została przedstawiona szlachta w utworze Zygmunta Krasińskiego pod tytułem "Nie-boska komedia". W trakcie rozmowy z hrabią Henrykiem Pankracy ostro atakuje arystokrację, stwierdzając, iż wybuch rewolucji jest następstwem jej występków, grzechów, ucisku wobec poddanych. Arystokraci chełpią się, że bronią odwiecznych, świętych ideałów, honoru i religii, a przecież to właśnie oni są małoduszni, pozbawieni poczucia honoru, tchórzliwi, gdyż myślą tylko o ratowaniu własnego życia w obliczu zagrożenia. Arystokracja jest zdegradowana moralnie, majątki swe zdobyła na drodze oszustw i fałszerstw, a w stosunku do swych poddanych potrafiła być wyjątkowo okrutna. Pankracy słowa gorzkiego oskarżenia rzuca hrabiemu Henrykowi prosto w twarz: Ów starosta baby strzelał po drzewach i żydów piekl żywcem. Ten z pieczęcią w dłoni i podpisem kanclerz - sfałszował akta, spalił archiwa, przekupił sędziów, trucizna przyspieszył spadki. Tamten czarniawy cudzołożył po domach przyjaciół, ów służył u cudzoziemców, a ta pani blada kaziła się z giermkiem swoim - tamta królowi była nałożnicą. Hrabia Henryk próbuje oczywiście bronić arystokracji twierdząc, że szlachta w przeszłości była główną siłą narodu, broniła granic, tworzyła kulturę narodową, ale czasy jej świetności niestety minęły bezpowrotnie. Zdegenerowana, zdeprawowana szlachta sama poprzez swe nadużycia i okrucieństwo wobec poddanych doprowadziła do wybuchu rewolucji. Zygmunt Krasiński obawiał się jednak rewolucji społecznej, o czym świadczy nie tylko jej wizja zawarta w "Nie-boskiej komedii", ale także utwór pod tytułem "Psalmy przyszłości", który został wydany w 1845 r. Rzeź szlachty (bo tak rozumiał Zygmunt Krasiński rewolucję społeczną) byłaby grzechem wobec Boga, uniemożliwiałaby rozwój i postęp. Poeta bronił Polski szlacheckiej i magnaterii, widząc w niej siłę duchową. W "Psalmie miłości" poeta prosi, aby nie zachęcać polskiego ludu do mordowania szlachty, bo to ona właśnie poprowadzi naród w przyszłość. "Rzeź dziecinna" nie jest jakimś wielkim, czy bohaterskim czynem, toteż poeta rzuca zgoła odmienne hasło: Jeden tylko, jeden cud Z szlachtą polską - polski lud. Jest to jakby zespolenie żywej duszy szlachty z żywym ciałem ludu, a z tego zespolenia powstanie jeden olbrzymi i potężny naród. Z szlachtą polską - polski lud Dusza żywa z żywym ciałem, zespolone świętym szalem. Z tego ślubu jeden Duch. Wielki naród polski sam. Poeta wymienia zasługi szlachty wobec; narodu, gdyż składała ona wciąż ofiary na ołtarzu ojczyzny. Nie robili tego ani kupcy, ani żydzi, ani mieszczanie. Szlachta zaś pędzona była na Sybir ze s3owem ojczyzna na ustach, z mieczem w dłoni. Nie zgadza się z takim stanowiskiem poety Juliusz Słowacki, dając wyraz swej dezaprobacie w wierszu "Odpowiedź na Psalmy Przyszłości" Jest to płomienne wyznanie wiary w siłę i moc mas ludowych. Arystokracja natomiast jest skazana na zagładę, a hasła pojednania i sojuszu podyktowała Krasickiemu obawa przed rewolucją. Boi się on jako magnat nie tylko ukraińskich kos, ale też mieszczan. Jeszcze nie doszło do żadnych czynów a już przerażony arystokrata wota "nie rżnij szlachty". Wybitne powieści pozytywistyczne także przynoszą obraz polskiego społeczeństwa. Ponieważ tematem tej pracy jest krytyka wad szlacheckich milczeniem należy pominąć dzieje tych bohaterów, którzy oddawali swe życie za ojczyznę Lub służyli jej swoją pracą. W powieści Elity Orzeszkowej "Nad Niemnem", obok pozytywnych bohaterów odnajdujemy też zwykłych pasożytów, ludzi pozbawionych uczuć patriotycznych, czci i honoru. Spotykamy ich jednak tylko w szeregach szlachty, nigdy zaś w bohatyrowickim zaścianku. Jedną z ciekawszych pod tym względem postaci jest Dominik Korczyński, uczestnik powstania zesłany na Syberię. Spotkała go tam - jakby powiedział Mickiewicz - "najsroższa niebios kara". Kara, gdyż uległ wynarodowieniu, po odbyciu kary pozostał w Rosji, aby tam robić karierę. Utracił całkowicie wieź z własnym krajem, zapomniał o dawnych ideałach, namawiał nawet brata Benedykta, aby opuścił ojczyznę, sprzedał ziemię ojców i osiedlił się w Rosji. Całkowicie pozbawiony uczuć patriotycznych jest także Darzecki - szwagier Benedykta. Proponuje on sprzedaż Lasu, w którym znajduje się powstańcza mogiła, aby tylko odzyskać należny mu posag żony. Niezwykle negatywną postacią jest także Zygmunt Korczyński, syn Andrceja, który jak typowy kosmopolita trwoni za granicą rodzinny majątek. Matka marsy o tym, aby wyrósł na artystę, który upamiętni kiedyś czyn ojca. On jednak nazywa powstanie romantyczną mrzonką, obce są mu uczucia patriotyczne, jest egoistą, pozbawionym ideałów życiowych a także skrupułów moralnych. Podobny typ szlacheckiego utracjusza reprezentuje Teofil Różyc, który do wad Zygmunta dodał jeszcze chorobę nadchodzącego wieku - był monistą, czyli po prostu narkomanem. Do tego samego grona należy jeszcze zaliczyć Kirłę - salonowego bawidamka, który ciężar utrzymania dość licznej rodziny spycha na barki żony. Negatywny obraz polskiej arystokracji odnajdujemy również w "Lalce" Bolesława Prusa. Autor przedstawia tę klasę na przykładzie rodziny Łęckich, Krzeszowskich, do tej samej grupy należy Starski, hrabia Dalski, prezesowa Zasławska, Ochotki. Są to ludzie zdegenerowani, niezdolni do jakiegokolwiek pożytecznego działania, do aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym. Nie wiedzą co to jest praca, w życiu szukają przyjemności, bawią się, podróżują, trwonią rod2inne fortuny. Jednocześnie gardzą ludźmi niższymi stanem, tworzą zamknięty klan, do którego tak bardzo trudno się wedrzeć. Świadczą o tym trudności, przeżycia i upokorzenia na jakie naraził się Wokulski, chcąc zdobyć rękę Izabeli Łęckiej. Arystokracja przedstawiona w "Lalce" pozbawiona też jest uczuć patriotycznych, jej rola w społeczeństwie jest wręcz szkodliwa. Na tle tego negatywnego obrazu wyjątkiem może być jedynie prezesowa Zasławska, kobieta rozumna i szlachetna, która ocenia ludzi według ich prawdziwej wartości, a także Julian Ochocki, jedyny w tym środowisku człowiek wykształcony, który ma ambicje twórczej i społecznie pożytecznej pracy. W epoce Młodej Polski krytyczny obraz społeczeństwa został przedstawiony w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego. Artystę interesuje przede wszystkim stosunek szlachty do walki narodowo wyzwoleńczej. Szlachecka inteligencja, która przybyła na wesele Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną nie nadaje się do odegrania wielkiej dziejowej roli. Widzimy na weselu znudzonych paniczów, artystów chętnie zaglądających do kieliszka, zauroczonych barwną ludową kulturą. Do chłopów jednak odnoszą się nieufnie, pamiętając zapewne krwawe wydarzenia rzezi galicyjskiej. Boją się broni w rękach chłopa, o czym świadczy życzenie Dziennikarza, wyrażone w rozmowie z Czepcem: Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna. Nic nadają się też do podjęcia walki o wolność. Przecież reprezentujący szlachtę Gospodarz składa uroczystą przysięgę Wemyhorze, że będzie strzegł czarodziejskiego złotego rogu jak oka w głowie, po czym oddaje złoty róg Jaśkowi. Taki właśnie beztroski, obojętny, lekceważący jest stosunek polskiej szlachty do walki u wolność. Końcowy chocholi taniec ukazuje społeczeństwo pogrążone w apatii, w półuśpieniu, niezdolne do działania, poruszające się w takt muzyki Chochoła. Negatywny obraz życia szlachty znajduje się też w "Przedwiośniu" Stefana Żeromskiego. Autor stara się przedstawić i zanalizować sytuację w nowo powstałym państwie polskim. Główny bohater Cezary Baryka ma okazję obserwować życie nawłockiej arystokracji. Ludzie ci prowadzą całkowicie beztroskie życie, wolne od kłopotów i problemów dnia codziennego. Ich dzień powszedni to spacery, przejażdżki konne, polowania, gra w karty, słuchanie muzyki, a przede wszystkim kilka posiłków dziennie, w czasie których cała gromadka służących czuwa, aby jaśnie państwu niczego nie brakowało. Wieczory wypełniają spotkania towarzyskie, często też organizuje się bale, rauty i zabawy. Nikt tak naprawdę nie myśli o losie nowej ojczyzny, nikt nie dostrzega skrajnej nędzy chłopów w Chłodku. Witold Gombrowicz, który tak skutecznie atakował wszystkie tradycje i przeżytki zaatakował i wyszydził w "Ferdydurke" także dwór szlachecki. Bohater powieści Józio trafia tam, przypadkowo wraz z Miętusem w trakcie "poszukiwania parobka". Na dodatek jest to dom ciotki Józia - Hurleckiej. W tym szlacheckim domu panuje duszna atmosfera przeraźliwej nudy, sztucznej grzeczności, odrętwienia. Między państwem a służbą funkcjonują od dawna ustalone normy zachowań. Dziedzic więc bardzo dobrze pierze po gębie, a lokaj musi to znosić w milczeniu i dobrze panu służyć. Syn Zygmunt na pewno będzie godnym następcą swego ojca w tym względzie, gdyż już potrafi go naśladować. Można więc powiedzieć, że obraz polskiej szlachty nie wypadł zbyt pozytywnie. Takie jednak zadanie wyznaczał temat tej pracy - należało szukać wad szlacheckich w utworach literackich. Nie znaczy to jednak wcale, że szlachta była tylko pasożytem narodu. W dawnych wiekach to ona tworzyła kulturę narodową, jej najlepsi synowie walczyli o wolność narodu, a nawet poświęcali swe życie. 23. „Nie bez powabów jest ten straszny świat, nie bez poranków dla których warto się zbudzić” (W. Szymborska) Lektury optymistyczne głoszące pochwałę życia i potrzebę zgody człowieka ze światem w Twoich doświadczeniach czytelniczych. Temat sensu życia, tajemnicy celu ludzkiego istnienia, ciągłe poszukiwania, rozterki, stawianie pytań, na które nie sposób odpowiedzieć to domena filozofów, którzy stworzyli wiele teorii mających ułatwić życie i w sposób klarowny przedstawić „receptę” na szczęśliwy byt. Równie szeroki repertuar spojrzeń i odbioru tego skomplikowanego świata podaje nam literatura. Wybitni poeci, pisarze, jednostki o ponadprzeciętnych umysłach, ale i wyobraźni na przeróżne sposoby wyrażają się o rzeczywistości. Utwory pisane w różnych krajach, dla których inspiracją były odmienne sytuacje życiowe i temperamenty autorów, mogą przyprawić o ból głowy. Niestety autorzy zgłębiający sens życia w większości nie odnajdują celu istnienia. Ludzka egzystencja staje się bezsensowna, ziemskie starania wydają się być syzyfową pracą. Jednak znaleźli się również optymiści, którzy ludzki byt stawiali w innym świetle, dając płomyk nadziei, światełko w tunelu, ale także przyczynę kolejnych kontrowersji i rozważań. I tak bez końca... Poprzez wszystkie epoki kontrastujące ze sobą ,uzupełniające się wzajemnie i tworzące coraz to nowe teorie. Od Platona, Epikura poprzez świętego Franciszka z Asyżu, aż po Bolesława Leśmiana i poetów współczesnych. Odpowiedź na pytanie i prawdziwa weryfikacja poglądów filozoficznych zapewne nigdy nie zostanie osiągnięta, a zna ją tylko Najwyższy, ten, który świat stworzył. Póki co jednak musimy być cierpliwi i nie ustawać w poszukiwaniach. Oczywiście utwory pisane w tonie napawającym optymizmem są odbierane z większym entuzjazmem i mogą tchnąć nadzieję i wiarę w serca stargane ciągłymi, niekończącymi się rozmyślaniami. Takich pozytywnych akcentów starało się doszukać wielu i rzeczywiście w literaturze światowej odnaleźć możemy ogrom przykładów przeciwstawiających ponurej beznadziei świeży powiew optymizmu. Nawet jeśli w literaturze przeciągała się zła passa, zawsze znajdował się ktoś, kto w swoim indywidualnym spojrzeniu na świat odnajdował i tworzył poglądy przeciwstawne. Nawet w takiej epoce jak Młoda Polska jednoznaczny ton wypowiedzi został zakłócony i w sposób radykalny przerwany przez wybitne i mądre jednostki. Doktryny filozoficzne tworzone przez ludzi kolejnych epok miały służyć człowiekowi jako drogowskazy w poszukiwaniu szczęścia i odkrywaniu piękna świata. Dlatego w swojej pracy chcielibyśmy skoncentrować się właśnie na systemach filozoficznych i zawartej w nich mądrości, a następnie poprzeć je przykładami z literatury. Pierwsza epoka – starożytność – dała początek rozmyślaniom. Antyczni myśliciele stworzyli podwaliny wspaniałych systemów filozoficznych. Na tych solidnych podstawach opierali się twórcy następnych epok aż po współczesność. Podobno ktoś kiedyś stwierdził, że pierwsza myśl jest najtrafniejsza. Cóż, to właśnie starożytni są prekursorami filozofii i może warto się nad tym zastanowić. Na plan pierwszy wysuwają się dwie główne, przeciwstawiające się sobie doktryny – stoicyzm i epikureizm. Drugi z wymienionych prądów, którego nazwa pochodzi od twórcy – Epikura – był szkołą filozoficzną nakazującą cieszyć się życiem i korzystać z radości czynienia dobra. Słynny epikurejczyk Horacy powiedział:„Carpe diem” i ta myśl przyświeca wielu ludziom do dziś jako przewodnia. Horacy potrafił we wszystkim dostrzec piękno, namawiał do korzystania z wszelkich dóbr, jakimi obdarowuje nas życie. Niektóre z tych myśli wyraził w swoich utworach lirycznych i podkreślił słowami „chwytaj dzień”. Kolejnym myślicielem starożytności jest Lucjusz Anneusz Seneka (I wiek p.n.e.). W swym utworze „O życiu szczęśliwym” namawia do szukania ukrytych wartości, twierdzi, że szczęście jest blisko. Aby je osiągnąć nieodzowne jest życie w zgodzie z naturą. Należy odrzucać wszelkie pokusy i lęki, zrozumieć, że bardzo ważna jest cnota, która daje szczęście. Twierdził, że duchowość przewyższa materializm. Kolejny utwór „O co poeta prosi Apollina” prezentuje postawę życiową Horacego i wypracowanej przez niego filozofii. Jest to swego rodzaju synteza poglądów stoików i epikurejczyków poprzez zasadę „złotego środka”: rozumu i umiarkowania w korzystaniu z dóbr materialnych. To pozwoli na osiągnięcie szczęścia i umiejętnego korzystania z piękna, jakie kryje w sobie świat. Niemal najdoskonalsze naszym zdaniem przykłady cieszenia się życiem wbrew wszelkim przeciwnością daje „Biblia”. Dobry przykład stanowi „Księga Hioba”. Tytułowy bohater, bogaty i szczęśliwy mężczyzna, prowadzi spokojne życie, jednak sielanka ta nie trwa wiecznie. Bóg, chcąc sprawdzić jego wiarę, dopuścił do utraty majątku, śmierci dzieci i zesłał na niego poważną chorobę – trąd. Hiob nie umiał również znaleźć wspólnego języka ze swymi przyjaciółmi. Mimo tego w spojrzeniu na świat nie tracił optymizmu i jeszcze bardziej ufał Bogu, co w dużym stopniu opierało się na jego wielkiej wierze. Dzięki temu na nowo odnalazł w życiu szczęście. Piewcą wina i miłości był Anakreont. Zaliczał się do tej grupy starożytnych, którzy szczęście upatrywali w korzystaniu z uroków życia. Swoje poglądy przedstawił w utworach „Słodki bój” czy „Piosenka”. Wergiliusz jest autorem utworu pt. „Opiewałem pastwiska, wieś i wodzów”. Sam tytuł wskazuje, że jest to utwór pochwalny. Średniowiecze to okres uznawany za epokę cieni i zacofania. Po bliższym zapoznaniu się z tym niedocenionym czasem, możemy się przekonać, że wcale tak nie jest. Kolektyw europejski i zgoda, w jakiej ludzie żyli na Starym Kontynencie ze sobą i innymi państwami, zapewnione były przez uniwersalizm. Polegał on na tym, że wszystkie kraje Europy były podporządkowane władzy kościelnej i jej zwierzchnikowi - papieżowi oraz władzy świeckiej ze zwierzchnikiem - cesarzem. Poza tym językiem urzędowym była łacina. Jednym z podstawowych kierunków omawianej epoki był tomizm. Była to tzw. filozofia harmonijna, stworzona przez świętego Tomasza z Akwinu. Prąd ten zakładał tzw. „rozumny ład świata”, świat jako „drabina bytów”, na której każde istnienie ma swoje własne, celowe i naturalne miejsce. Uchwycenie społeczności w tych kategoriach zapewniało wspólną zgodę życia jak i zgodę człowieka ze światem. Pewne analogie możemy tu odnaleźć z założeniami pozytywizmu, ale tym zajmiemy się później. Nieco więcej polotu i radości niesie ze sobą franciszkanizm. Tak być musi, bo to filozofia radosna, stworzona przez świętego Franciszka z Asyżu, który głosił miłość i uwielbienie świata oraz jego piękna. „Kwiatki świętego Franciszka z Asyżu” to zbiór legend dotyczących jego życia. W hymnie pochodzącym z tego dzieła święty Franciszek zachłystując się pięknem świata chwali Boga za jego dzieło stworzenia. Nakazuje szacunek dla każdego kamienia, drzewa, źdźbła trawy. Utwór przesycony jest pozytywnymi epitetami, nawet niebezpieczne żywioły pokazuje od jak najlepszej strony. Tak więc ogólnie jego filozofię określić można jako prostą umiejętność cieszenia się życiem. Franciszkanizm to jednocześnie wszechogarniająca miłość do świata i wszelkiego stworzenia. Jako sposób na osiągnięcie szczęścia podaje nam pokorę i prostotę. Obce mu są wszelkie wyrafinowane metody. Czegóż więcej trzeba? Odrodzenie to kolejna epoka, której istotą było dążenie do stworzenia kultury antropocentrycznej, czyli stawiającej człowieka w centrum nauki i zainteresowania. W literaturze nastąpił nawrót do kultury antycznej. Wykorzystano przede wszystkim niektóre poglądy myślicieli starożytnych, takie jak stoicyzm, epikureizm, czy hedonizm. Znaczenie dwóch pierwszych jest nam dobrze znane. Hedonizm natomiast (zgodnie z definicją słownikową) to doktryna etyczna uznająca rozkosz za cel i najwyższe dobro człowieka, za główny motyw działania, a uniknięcie bólu i przykrości za warunek szczęścia. Znaczącą rolę, w inspirowaniu renesansu w Europie, odegrali myśliciele tacy jak: Erazm z Rotterdamu, Nicollo Machiavelii i Tomasz Morus. To właśnie do ich filozofii odwoływali się poeci i z ich poglądów korzystali. Chcielibyśmy jednak skupić się na filozofii dwóch z nich, a mianowicie Erazma z Rotterdamu i Tomasza Morusa, albowiem oni głównie głosili poglądy optymistyczne. Dostrzegali zło panujące na świecie, widzieli fałsz, obłudę i zakłamanie warstw wyższych; próbowali z tym jednak walczyć. Erazm z Rotterdamu propagował ideę irenizmu, czyli pochwalał pokój, a przeciwstawiał się wojnom. Tomasz Morus marzył o wyspie Utopii, gdzie panować miało życie zgodne z naturą, nie był potrzebny pieniądz, istniała równość między ludźmi. Pisząc o filozofii tego okresu nie możemy zapominać o najbardziej rozpowszechnionych, wynikających z antropocentryzmu i humanizmu, hasłach odrodzenia. Mowa tu oczywiście o słynnym „Carpe diem” Horacego i „Człowiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce” Terencjusza. Ich znaczenie było bardzo wymowne. Należy żyć z dnia na dzień, cieszyć się życiem i walczyć z przeciwnościami losu. Literatura odrodzenia w pewnym stopniu korzystała z kultury antyku, wyrastała na jej bazie i przejmowała z niej wiele elementów, tj. kult rycerstwa, realistyczna obserwacja codzienności naświetlonej nieraz satyrycznie i wiele innych. Nic więc dziwnego, że renesans cechował się tak ogromną różnorodnością i bogactwem. Pojawiły się z jednej strony utwory pesymistyczne, krytyczne, a z drugiej optymistyczne, głoszące pochwałę życia i zgodę człowieka z otaczającym światem. Do czołowych twórców tego okresu zaliczymy: Mikołaja Reja, Jana Kochanowskiego, Mikołaja Sępa Sarzyńskiego, Piotra Skargę. Mikołaj Rej uznawany jest za ojca polskiej literatury. Był jednym z pierwszych twórców, którzy pisali w języku polskim. Przeciwstawiał się w ten sposób wszechobecnej łacinie. Jego twórczość w ogromnej większości stanowiła polemikę z katolicyzmem, często sięgał więc po ostre środki wyrazu, obraźliwe epitety itp. W utworach Reja odnajdziemy szereg trafnych spostrzeżeń światopoglądowych i obyczajowych, co świadczy o geniuszu tego pisarza. Do najsłynniejszych utworów należą „Krótka rozprawa między trzema osobami: Panem, Wójtem i Plebanem” oraz „Żywot człowieka poczciwego”. Pierwszy z nich skonstruowany jest na zasadzie dialogu, który wiodą między sobą reprezentanci trzech stanów społecznych. W ich rozmowie widać troskę autora o sprawy kraju. Zdaje on sobie sprawę z tego, iż każda z tych klas pełna jest wad i negatywnych cech, jednak staje w obronie chłopstwa, bowiem to właśnie oni uciskani są przez duchowieństwo i szlachtę. W utworze autor obwinia te dwie warstwy społeczne i jednocześnie pragnie, by ludzie reprezentujący to środowisko, zmienili się wewnętrznie i zastanowili nad własnym postępowaniem. Rej wie jednak, że są to tylko marzenia, których spełnienie jest mało prawdopodobne. Kolejny utwór, który w pewnym stopniu jest uzupełnieniem poprzedniego, to „Żywot człowieka poczciwego”. Rej, jako przedstawiciel szlachty, podejmuje próbę przedstawienia idealnego wzorca osobowego tej warstwy społecznej. Przedstawia cechy charakteru, dobre maniery, wystrzega przed wadami i ukazuje, jego zdaniem, jaki powinien być właściwy stosunek szlachcica do otaczającego go świata. Nieobca Rejowi jest wspomniana wcześniej zasada złotego środka, czyli egzystencja zgodna z naturą, umiejętność cieszenia się życiem ale również umiar, powściąganie ambicji i namiętności. Powyższe dwa przykłady dowodzą, iż Rej żył w „strasznym świecie”, pełnym jednostek chciwych, zepsutych i dwulicowych. Próbował on jednak walczyć, wierzył, iż uda mu się wyplenić wszelkie negatywne cechy warstw wyższych, dlatego rozpoczął od krytyki. Uznał, iż jest to jedyna droga, która może przynieść jakikolwiek rezultat. W pięknie działań jednostki widzimy więc piękno świata. Osobny rozdział należy poświęcić dumie Polaków, Janowi Kochanowskiemu. Był on poetą, o którym bez przesady i z pełną powagą można powiedzieć, że wyznaczył drogi rozwoju polskiej poezji na kilkaset lat. O wielkości jego dokonań świadczą pieśni, fraszki i treny. Jego twórczość z całą pewnością możemy uznać za ponadczasową, a z poglądami głoszonymi w jego utworach musi się liczyć każdy. Bliskie były Janowi z Czarnolasu radości życia dworskiego, żarty i swoboda. Ta radość dominuje we fraszkach, które tworzył będąc dworzaninem możnowładców i żyjąc w ciszy – w Czarnolesiu. Miały one charakter żartobliwy. Poeta dostrzegał jednak obłudę i zakłamanie życia światowego. Stosunkowo szybko, bo około 1571 roku, poeta decyduje się na wycofanie z życia publicznego i osiada w swym majątku w Czarnolesiu. W swoim życiu Kochanowski pragnie bliskości Boga i jego opieki w życiu codziennym, dziękuje mu za piękny dom i spokojne życie, za natchnienie. O tych wszystkich wartościach mówi fraszka „Na dom w Czarnolesie”. Jan Kochanowski w swojej twórczości bardzo często odwoływał się do słów Horacego „Carpe diem”. Człowiek, który kocha życie, zachwyca się pięknem przyrody. Cudownym elementem przyrody stała się lipa czarnoleska (fraszka „Na lipę”), która dawała cień, wytchnienie, sprawiała, że człowiek zmuszony był do poważniejszej refleksji. Jan z Czarnolasu interesował się twórczością antycznych autorów m.in. Epikura, Zenona z Kition, dlatego też w jego utworach odnajdujemy elementy filozofii propagowanej przez tych myślicieli. We fraszce „Na swoje księgi” odnajdujemy elementy filozofii epikurejskiej. Do głębszych refleksji zmuszają nas pieśni. Jan z Czarnolasu wiele z nich napisał przebywając, w ciszy, w swym rodzinnym miejscu. Poeta przedstawia w tych utworach samego siebie, w całej okazałości. Zwrócił uwagę na źródła radości życia. Kochanowskiemu zbrzydło szybko bogate życie dworskie, obłuda, fałszywa pobożność i zakłamanie szlachciców. Najlepiej czuje się na wsi, gdzie odnalazł spokój i harmonię życia. Stał się wrażliwy na piękno otaczającej go przyrody. W „Pieśni Świętojańskiej o Sobótce” Kochanowski próbuje przedstawić uroki życia na wsi. Jest to życie pracowite, poddane rytmowi pór roku, życie zgodne z naturą. Poeta bardzo wysoko ceni pracę na roli. Tu, w kręgu rodzinnym, młodzież wychowuje się w poszanowaniu tradycji. Jan z Czarnolasu twierdził, że nie należy załamywać się z powodu jakiegoś niepowodzenia, jak również zbyt przesadnie wyrażać swoich emocji. Autor porównuje zmienność losu ludzkiego do zmian w przyrodzie. Zawsze przecież po zimie następuje wiosna, czyli po chwilach smutku nadejdzie uspokojenie. Jan Kochanowski cenił sobie w życiu każdego człowieka, jedną z ważniejszych wartości – cnotę. Marzył, aby ludzie doceniali jego twórczość i wybierali z niej wskazówki najbardziej wartościowe. Utwory tego wielkiego, polskiego poety stały się dla wielu czytelników drogowskazem pokazującym jak żyć i postępować zgodnie z wszystkimi zasadami moralnymi i etycznymi. W „Pieśni o cnocie” poeta napisał, że cecha ta jest nagrodą samą w sobie, a ostatecznym wynagrodzeniem za pokorne życie jest zbawienie w niebie. Jak nietrudno zauważyć Jan Kochanowski potrafił docenić najwspanialszy dar twórcy – życie. Piękno świata upatruje w posiadaniu zdrowia, spokoju, kochającej rodziny, podkreśla wartość cnoty. To jeden z najdobitniejszych przykładów jakie odnaleźć możemy w historii literatury. My możemy być dumni, że za sprawą Polaka łatwiej dostrzegamy piękno rzeczywistości. Na koniec kolejny, typowo polski akcent. Stanowi go twórczość następnego autora, którym chcielibyśmy się zająć, Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Był on pisarzem politycznym, a także publicystą. Stał się symbolem polskiego humanizmu i demokracji. Jego głębokie zaangażowanie w sprawy związane z równością wszystkich obywateli wobec prawa i wolnością wyznania sprawiło, iż zyskał sobie miano „ojca demokracji polskiej”. A.F.Modrzewski wykorzystywał teorię Erazma z Notterdamu, był także zwolennikiem irenizmu. Najbardziej znanym dziełem tego autora jest utwór „O poprawie Rzeczypospolitej”, w którym przedstawia i naświetla wszystkie wady systemu politycznego państwa polskiego. Autor w swoim utworze przede wszystkim krytykuje niedoskonałe polskie prawo, domaga się jego poprawienia. Cały utwór podzielony jest na księgi „O obyczajach”, „O prawach”, „O wojnie”, „O kościele” i „O szkole”. Celem tego podziału było przede wszystkim zyskanie możliwości bardziej szczegółowego opisu poszczególnych systemów prawnych i rządzących, które zakwalifikowane zostały do poszczególnych ksiąg. Autor domaga się równości wszystkich obywateli wobec prawa, reformy systemu szkolnictwa, rozważa cnoty i cechy charakteru, jakimi powinien odznaczać się porządny obywatel kraju. Modrzewski opisuje więc własny, idealny ustrój polityczny, który ma wiele wspólnego z utopią. Dlatego też miejscami działo może uchodzić za nierealne, jest jednak wspaniałym dokumentem niezależnej i wolnej myśli człowieka. Podobnie więc, jak w utworach Mikołaja Reja, także w tym Modrzewskiego został ukazany świat, który rządzi się jedynie prawami dżungli, w którym nie ma żadnych przepisów, a człowiek jest jedynie nosicielem wszelkich negatywnych i nieludzkich cech. Modrzewski próbował to zmienić i także wybrał drogę krytyki, tym razem nie ludzi, ale systemów prawnych i politycznych państwa polskiego. Wierzył on w swych rodaków i liczył na to, że jego utwór zostanie zrozumiany i przyczyni się do zmiany sytuacji. Podobną postawę prezentował inny publicysta, Piotr Skarga. Człowiek ten był niezwykle utalentowany i pracowity, pozostawił po sobie wiele pism, m.in. słynne „Kazania sejmowe”. Jako motyw przewodni Skarga obiera choroby „toczące” Rzeczpospolitą. Określił osiem głównych chorób, omawia poszczególne z nich, ich zgubny wpływ jaki mają na Polskę, oraz udziela rad, jak z nimi walczyć. Należy również przypomnieć, iż Piotr Skarga był kaznodzieją, katolikiem, dlatego też jego przemyślenia w dużym stopniu nawiązują do motywów pochodzących z Biblii. Wspomnianymi chorobami, według Skargi, są: brak miłości do ojczyzny, odstępstwo od wiary katolickiej, osłabienie władzy króla, niepraworządność, upadek moralności i obyczajowości w Rzeczypospolitej oraz niezgoda wewnętrzna. Piotr Skarga był wizjonerem, dostrzegał to, czego nie widzieli inni ludzie. Próbował więc uchronić Polaków od nadchodzącej zguby. Nieszczęścia, jakie spadły na Polskę w późniejszym czasie, zostały przepowiedziane i określone w „Kazaniach sejmowych” już pod koniec XVI wieku. Barok to epoka, w której również możemy się dopatrzyć optymistycznych akcentów i wskazówek, aczkolwiek nie w takim natężeniu jak miało to miejsce w innych epokach. W utworze „Marność”, wbrew tytułowi, autor nie obrał radykalnie pesymistycznego podejścia do życia. Wprawdzie krytykuje ludzi za brak pamięci o wyższych wartościach i pisze „świat hołduje marności”, jednak przedstawia przy tym „receptę na życie”, wskazuje właściwy kierunek. Zaleca wiarę w Boga i życie w harmonii ze stwórcą, przez co śmierć będzie fraszką. Poetą, który potrafi i kocha korzystanie z uroków życia jest Andrzej Morsztyn. Tworzy typowo dworską, czasem „rozrywkową” poezję – sławi miłość, zmysły, analizuje odczucia zakochanych. Epoka oświecenia również nie jest pozbawiona przykładów na umiejętność dostrzegania piękna świata przez jednostkę. Tytułowa bohaterka utworu „Żona modna” potrafi ko

    21. Krajobraz jako motyw literacki - przedstaw jego funkcjonowanie w twórczości pisarzy różnych epok.

    „ Siądź z książką na fontanny krawędzi kamiennej Gdzie ogród się odbija i błękit czysty Połóż przy sobie uschły kwiat, pożółkłe listy Wstążkę i mandolinę - instrument piosenny”. To słowa Leopolda Staffa z wiersza Jak czytać wiersze, w których melancholia uschłych kwiatów, pożółkłych listów, wstążek - wypłowiałych zapewne, przesyconych zapachem wspomnień, równoważona jest przez przywołanie motywu wody - odwiecznego symbolu życia; wody czystej, przezroczystej, w której jak w zwierciadle odbija się ludzka egzystencja - ta najprostsza, a może najbardziej wysublimowana - nie jest to ważne; ludzka w każdym razie - moja i Twoja również... W wodzie odbija się również ogród - specyficzna forma realizacji krajobrazowej przestrzeni w utworze literackim; motyw ponadczasowy, bardzo mocno zakodowany w ludzkiej świadomości ( czy raczej podświadomości) jako odpowiednik tej pierwotnej przestrzeni, w której człowiek kiedyś się narodził - Raju, edenu, Arkadii - a której drżąca kopia lśni za fontanny krawędzią kamienną Rozważania na temat funkcji krajobrazu w literaturze warto rozpocząć właśnie od przykładu przestrzeni roślinnej, do której człowiek wbrew pozorom dąży, z którą czuje nieodparty związek (tłumiony zresztą dość skutecznie przez cywilizację). To krajobraz ogrodu. Nikt nie zaproponował dotychczas piękniejszej organizacji roślinnej przestrzeni niż Anglicy w XVIII wieku. Tak zwany ogród angielski, sprawiający wrażenie dzikiego, nietkniętego ludzką ręką, odpowiada chyba najpełniej tym, którym zew natury, sentymentalizm i melancholia jednocześnie nie pozwalają zapomnieć o korzeniach, źródło, Raju chyba również - o rajskim ogrodzie - motywie literacko spenetrowanym przez anonimowych pisarzy biblijnych, średniowiecznych, potem Dantego, Miltona. Właśnie taki ogród - dziki, naturalny - pojawia się w utworze Frances Hoggson Burnett - Tajemniczy ogród - książce przeznaczonej dla młodzieży, której ukryte sensy przesłania, symbolizm (również samego krajobrazu) sprawiają, że wbrew pozorom jest to lektura w pełni możliwa do zrozumienia już raczej tylko przez osobę dorosłą, dojrzałą (literacko w szczególności). Ogród... ale nie ten, który znamy ze średniowiecznej symboliki. Nie jest to ogród rozkoszy, wręcz przeciwnie to ogród milczenia, a może nawet śmierci. Pamiętający cudowną miłość małżonków, teraz wydaje się być skazany ostatecznie na zapomnienie, na cichą egzystencję za murem, za bramą zamkniętą przez wdowca - nieodwołalnie (klucz zakopany na zawsze). Będąc ogrodem smutku i milczenia, wydaje się przestrzenią krajobrazową, w którą wkroczyć można jedynie po to, by "(...) liście zrywać kolejno / jakby godziny istnienia (...)" (Edward Stachura Jesień). Ogród jesienny - poważny, dostojny, nie tak doskonale kamienny i monumentalny jak zimowy wydaje się jeszcze smutniejszy - zawieszony między witalizmem lata a ostatecznym (pomijając cykliczność zmian) zimowym skostnieniem. Może pogrążyć człowieka psychicznie, pogłębić depresję, odzwierciedlić stan ducha. Podmiot liryczny zanurzający się w ogrody rudej jesieni jawi się człowiekiem kontemplującym swoją sytuację jako kogoś, kto najpiękniejsze chwile życia ma już za sobą, kto zbliża się ku drugiemu brzegowi, który każdy z nas musi kiedyś osiągnąć... "Chodzić od drzewa do drzewa Od bólu i znów do bólu (...) I liście zrywać kolejno z uśmiechem ciepłym i smutnym A mały listek ostatni Zostawić komuś i umrzeć (...)" (Edward Stachura Jesień) Mały listek ostatni wydaje się pozostawionym komuś wspomnieniem, tą cząstka nas, która pozostając w czyjejś pamięci nie pozwala nam umrzeć do końca, ostatecznie zapaść się w nicość, zbawia nas od totalnej śmiertelności. Może pozostać jako fragment bolesnego krajobrazu naszej duchowej samo świadomości lub jako strzęp niedookreślonego wspomnienia, obrazu, ogrodu jesiennego lub wiosennego - odzwierciedlającego symbolicznie nas samych... Mary z Tajemniczego ogrodu staje na początku, a nie na końcu swojej życiowej wędrówki, co znajduje wyraz w symbolicznej (jak prawie wszystko w utworze) kreacji krajobrazowej przestrzeni. Otwierając samowolnie ogród, uczestniczy w całości cyklu wegetacyjnego przyrody - to symbol ewolucji, przekształcanie się wewnętrznego, samopoznania... Sama kształtuje ten krajobraz - początkowo samotnie okopując grządki, później już z przyjaciółmi, których ogród łączy, scala, integruje. Dla nich zawsze pozostanie w słonecznym blasku, będzie symbolem dzieciństwa, młodości, będzie przypominał najpiękniejsze chwile życia. Cóż z tego, że "Ogród w słonecznym blasku stygnie już krzepnie w zmierzch, Nie zamkniesz chwil w więzieniu Ich własnych złotych wież (...)" (L.Mc Neice***) Nie ma sensu błagać czasu o łaskę, gdyż nikt i nic naszych próśb nie wysłucha. Warto skupić się na wspomnieniach, ich nikt nam nie odbierze, nikomu na to nie pozwolimy. Pamięć o krajobrazie lat dziecinnych (rozumianym oczywiście w bardzo szeroki sposób) pozwoli nam na komfort wyboru, możliwość powrotu tam, gdzie czas się zatrzymał. Co prawda możliwość ta, wybór, tkwi między dwoma żywiołami – naturą i transcedencją (Jaspers) - jednak samo zwycięstwo nad przemijaniem, zapomnieniem, śmiercią tkwi w tym, że ...żyliśmy, mieliśmy świadomość najwyższą - świadomość człowieka po tysiącach lat rozwoju gatunku... (Mieczysław Jastrun Wolność wyboru) "Nie oczekując łaski, wiem - W sercu skrzepnie zmierzch, Lecz dobrze, że choć razem mieliśmy grzmot i deszcz I ogród też i ogród w słonecznym blasku" (L.Mc Neice***) Krajobraz w deszczu, w ulewie, w słońcu, upale, zimnie. Ogród, przez który z głuchym pomrukiem przetaczają się grzmoty, to zapewne literackie ujęcie wielkich emocji, uczuć, być może miłości; zapomnianej co prawda, wygasłej, po której pozostało jednak wspomnienie. Ono jest najwyższe. Emocje towarzyszą także bohaterom powieści Burnett. Co prawda są to tylko kilkunastoletnie dzieci, lecz rodzi się między nimi coś na kształt wielkiej fascynacji - prawie pierwsza miłość. Współgra z nią przestrzeń, którą odkryli. Patrząc z tej perspektywy - ogród, misterium wykopywania klucza otwierającego drzwi ku jednemu w swoim rodzaju z wszystkich ziemskich krajobrazów (freudowska symbolika inicjacji seksualnej) poszerza możliwości interpretacyjne utworu. Wspólne odkrywanie ziem zakazanych - przekształca tych dwoje wewnętrznie. Ogród rozkwita, świadomość dzieci ewoluuje pod jego wpływem. Kontakt z przyrodą, odkrywanie misterium życia sprawia, że Mary przestaje myśleć tylko o samej sobie, a Colin z histerycznego hipochondryka zmienia się w normalnego chłopca wolnego od egotycznych pretensji. O ile ogród to subtelna, złożona tajemnicza struktura, o tyle druga wersja krajobrazu w utworze - wrzosowiska - to symbol naturalności, swobody, prostoty równej prostocie (w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu) chłopca z wrzosowisk - Dicka. Warto wspomnieć, że angielskie moors (wrzosowiska) stanowią nieodłączny element wiejskiego krajobrazu. Zgodnie z angielską mentalnością - trudno wyobrazić sobie bezludne wiejskie przestrzenie w jakiś inny sposób wykreowane (wiatr od wrzosowisk w Wichrowych Wzgórzach Emily Bronte). Jak niezwykle trafnie spostrzega Andrzej Sulikowski (Otworzyć ogród, pracować w ogrodzie), ogród stanowi dla Mary i Dicka coś na kształt przyrodniczego wszechświata, przez który dzieci te poznają całość stworzenia. To krajobraz ocalający dziecięcą świadomość - świadomość jedności z otaczającą przyrodą. Trudno w tym momencie nie przypomnieć sobie pięknego utworu Edwarda Stachury Wszechświat "Cudu wszechświata, nocny ład Niewysłowiony bukiet gwiazd. Każda z gwiazd samotna (...) Wszystkie razem zaś- Wiszący Ogród! Promienny Park!" Gwiezdny krajobraz nad naszymi głowami, to przestrzeń będąca marzeniem wielu -spokój, jedność, wieczność...Szkoda tylko, że my - zapatrzeni w te światy tam - na górze - nie jesteśmy w stanie pojąć tej metafizycznej struktury jedności gwiezdnych punktów, pozostajemy samotni... "Każdy z nas samotny Każdy z nas samotny Czemuż, czemuż więc my, Gwiezdne dzieci, w krajobraz piękny przepiękny wręcz Nie skupimy serc?" (E.Stachura Wszechświat) Krajobraz ogrodu to symbol pierwotnej, metafizycznej, doskonałej integracji z samym sobą - ciała z duszą, duszy z ciałem, świadomości z transcedencją, specyficznego wewnętrznego ułożenia, uładzenia, tak potrzebnego człowiekowi od zawsze, odkąd stał się istotą myślącą Pozbawiony kontaktu z samym sobą i ze światem staje się martwy, pusty wewnętrznie. Krajobraz jego duszy staje się pustynią, jak w innym wierszu Leopolda Staffa Deszcz jesienny" Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie i zmienił go w straszną, okropną pustelnię z ponurym na piersi zwieszonym szedł czołem i kwiaty kwitnące posypał popiołem. Trawniki zarzucił bryłami kamienia i posiał szał trwogi i śmierć przerażenia. Aż strwożon swym dziełem - brzemieniem ołowiu położył się na tym kamiennym pustkowiu (...)" Pustka, szarość, próżnia. Szatan, który wielokrotnie pojawiał się w twórczości okresu Młodej Polski jako postać dynamiczna, uwikłana często w konflikt dobra i zła (wiersze i poematy prozą Tadeusza Micińskiego) tutaj jest smutny śmiertelnie, strwożon swym dziełem – śmiercią złem, przerażeniem, które posiał na ziemi. Ta kamienna pustka to w moim przekonaniu odzwierciedlenie duszy autora. Krajobraz tchnie typowo młodopolską melancholią. Nie ma w sobie, na szczęście, nic z katastroficzno - przerażającej wizji poetów późnego dwudziestolecia międzywojennego. To nie jest ta potworna, sucha pustynia drugiego przejścia Wiliama Buttlera Yeatea. Tutaj nie zrodził się bestia o oku pustym jak słońce, pełznąca w stronę "Betlejem by tam się narodzić" "Dwadzieścia stuleci kamiennego snu rozkołysała w koszmar dziecinna kolebka". W koszmar naszej epoki, realizacji odwiecznego ludzkiego barbarzyństwa. Nie piszemy jednak o tej pustyni, w którą zmieniło się pół Europy w połowie wieku, zbyt boli... Sięgnijmy po doświadczenia krajobrazowe Młodej Polski. Zamki, podziemia, bezkresne łąki, wulkany, grożący katastrofą świat planet - różne były sposoby organizowania krajobrazowej przestrzeni tego okresu. Istniała jednak wspólna cecha łącząca - pustka - przerażająca, klaustrofobiczna lub uspokajająca święta.. Krajobrazy młodopolskie z reguły pozbawione są ludzi. W zamian pojawiają się różnego typu postaci quasi - ludzkie widma, upersonifikowane pojęcia, szybujące w przestworzach, których zapatrzone w wieczność, nie dostrzegają. Próżnia natomiast jest wszechobecna, świat spowity jest w mgły jak w utworze Oeconomia divina Czesława Miłosza czy kreacyjnych światach Tomasza Stearnsa Eliota. "To nie jest pstka, to jest głusza Ja tu własnego głosu nie słyszę" pisał młodopolski poeta. Młodopolska pustka to także krajobraz wegetacyjnej klęski. W okresie pozytywizmu pojawia się niwa chętnie orana. Teraz nic - ugór - jałowa ziemia jak w utworze Leopolda Staffa pod tym tytułem. Jeżeli pojawia się ziemia uprawna (w formie motywu), to pozbawiona jest ona najważniejszego wyznacznika płodności - zboża – pozostają jedynie puste kłosy, jak w utworach Jana Kasprowicza "a jęk się niesie po pustych zagonach na rżyskach rusza rozrzucone kłosy". Kompletny ugór, klęska, pustka - wyraz dekadenckich nastrojów. Krajobraz może stanowić również obszar przytłaczająco klaustrofobiczny, przygniatający człowieka: "Niebo ciemne, strop się chmurzy ale burza i orkan daleko" S.Wyspiański Wesele strop pozbawiony epitetu niebieski ewidentnie zamyka, ogranicza przestrzeń. Człowiek czuje się uwięziony. Szary, zamglony krajobraz wydaje się nieruchomy śmiertelnie - żadnego ożywczego wiatru, nawet powiewu... Człowiek jest jak zwierzę pochwycone w pułapkę, samotne Sam już na wielkiej pustej scenie S.Wyspiański Wyzwolenie Pustka może mieć jednak inny wymiar - może wyrażać spokój i absolut niemalże. Pustka gór ...święta, przeczysta pustka... jak pisał Kazimierz Przerwa- Tetmajer. Podobna przestrzeń wyzwalająca do lotu, czysta świeża ukazana jest w Albatrosie tegoż autora. To wolność - chmury, niebo, morze, przestrzeń. Bezludna, ale dzięki temu ocalająca skołataną świadomość człowieka końca wieku. Góry i morze - antynomie jak mogłoby się wydawać a jednak... Pusty młodopolski krajobraz, to samotność ludzka jej symbol i wyraz. To samotność genialnej jednostki - to wymarzona, stawiająca utalentowanego twórcę ponad innymi i ta stanowiąca więzienie z odwróconych pleców jak w wierszach Marii Konopnickiej czy jej utworze prozatorskim napisanym wespół z Wacławem Nałkowskim Forpoczty. To także samotność człowieka na świecie, gdzie "(...) niebo nad wodami zda się być bez Boga (...)" K. Przerwa-Tetmajer Młodopolscy poeci są pewni, że są w duszy głębie i otchłanie (L.Staff). Krajobrazy górskie - szczyty, jeziora inspirowały twórców. Pojawiają się również motywy ocalające - kładki, mosty - ratujące człowieka przed całkowitą próżnią, przed górskimi przepaściami i otchłaniami. Z czasem pojawiają się tendencje odrodzeńcze - krajobraz ulega zmianie - impresjonizmu Melodia mgieł nocnych...Tetmajera najdobitniej o tym świadczy. W miejscu uschłych, chorych, spróchniałych drzew (Próchno W.Berenta) pojawia się pustka, ale co najważniejsze skrysztalona jak w Albatrosie Tetmajera (zważmy na ponadczasową dodatnią wykładnię kryształu). W miejscu ugoru pojawia się żyzna ziemia - Bierzcie, dla was pracowałem... pisze Leopold Staff. Krajobraz ożywa, człowiek rezygnuje z chorej mizantropii... Pustką wciąż nieoswojoną pozostaje natomiast dom w Tajemniczym ogrodzie. O chorej wyobraźni świadczyłoby nazwanie jego komnat - pustych, zduszonych - krajobrazem nawet w cudzysłowie. Ja jednak nazwę krajobrazem po klęsce emocjonalnej, której wielokrotnie doświadczały dzieci rodzin mieszkających w domach, gdzie posłuszeństwo i przywiązanie do bogactwa liczyło się bardziej niż okazanie choć w minimalnym stopniu uczuć, miłości w szczególności... Ten dom, to symbol labiryntu (kolejnego odwiecznego motywu, archetypu wręcz). Odpowiada on zagmatwanym drogom rzeczywistości, po których musi poruszać się człowiek - gubić, odnajdywać swój szlak. Na szczęście istnieje przestrzeń ocalająca: "... te strony gdzieś są, gdzieś daleko za mgłą" E.Stachura Dookoła mgła Krajobraz rodzinnych stron - bliski sercu - ucieczka od szarej, okrutnej często rzeczywistości, która nie jest tą prawdziwą, autentyczną Jest obca nieznośnie ciasna, pełna pułapek, nieprzyjazna. Człowiek dąży ku temu, aby drogę dostrzec tam: "na drzewach owoce i strąca je wiatr do kosza je zbiera ta ręka jak kwiat" E.Stachura Dookoła mgła To cudowna przestrzeń, kojarząca się z domem, miłością, ciszą i spokojem. Nie warto z niej rezygnować. Leopold Staff również chce powrócić tam, gdzie kwitną niebem dziecinne niezapominajki (Niedziela). Taka przestrzeń potrzebna jest człowiekowi tych czasów, w których relatywizm moralny, ludzkie tragedie, śmierć, okrucieństwo, doprowadziły do sytuacji najpotworniejszej z możliwych - człowiek zagubił gdzieś w zgiełku i pomieszaniu życia (Desiderata XVI w.) swoje własne ja, swoją tożsamość. "Po nocach szalonych mordem i grabieżą... ...obudzić się w godzinie wschodu I na słońce, na zieleń niewinną i świeżą. Otworzyć drzwi do OGRODU" (L.Staff W tych czasach) Otworzyć drzwi, pochłonąć niemalże wzrokiem tę przestrzeń, ten krajobraz - żywy, pełen witalizmu, radości. Nie pozwolić jednocześnie, aby ktokolwiek wrzucił do niego kamień i zmącił naszą rozmowę z ptakami (Leopolda Staff Jesień) - ratując człowieka przed okrucieństwem, przed odwiecznym ludzkim vae victis. Krajobraz to pojęcie bardzo szerokie - mające wiele znaczeń - rzeczywistych, prawdziwych lub ukrytych, symbolicznych.
    W mojej pracy starałam się ukazać, na przykładzie utworów pisarzy - tak poetów, jak i ludzi wiernych epickim formom twórczości, w jaki sposób ludzkie wnętrze odnajduje swój wyraz na papierze, w ramach krajobrazowych kreacji (w których kształt ewoluuje, jak zresztą i świadomość samego człowieka). W twórczości średniowiecznej i renesansowej wielokrotnie pojawiała się przestrzeń ogrodu różanego, doliny lilij ,które zostały określone przez Tomasza z Kempis jako miejsce, gdzie człowiek doświadcza samotności. Pozostaje sam ze sobą, wsłuchany w wewnętrzny głos - głos absolutu. Tej przestrzeni warto było poświęcić więcej uwagi, co też uczyniłam... Od wieków pozwalała ona ludziom odczuwać jedność z przyrodą, powstałą tak jak my z tej pierwotnej, czystej siły, z którą człowiek po raz pierwszy zetknął się tam, gdzie: "...promień za promieniem cały winograd uplótł, a gdy wiatr blask pchnął dalej, stał się jednym (promieniem) Promieniejący ogród" K.I.Gałczyński Noctes aninenses


    22. Krytyka szlachty w literaturze polskiej

    Szlachta przez wiele wieków naszej historii była nie najliczniejszą, ale za to najważniejszą grupą społeczną, dbając o obronę granic, tworząc kulturę i tradycję narodową. Mimo to wielokrotnie była wówczas krytykowana i atakowana przez przedstawicieli samej szlachty.
    Pierwsze słowa krytyki pojawiają się już w epoce renesansu. Mikotaj Rej w "Krótkiej rozprawie między trzema osobami Panem, Wójtem i Plebanem" krytykuje szlachtę za przekupstwo panujące w sejmach, w których pomyślność wyroku uzależniona jest od wysokości łapówki. Jeszcze bardziej boli Mikołaja Reja brak troski o losy kraju i prywata oraz niezgoda panująca w polskim sejmie.
    Każdy na swe skrzydło goni (...) Pewnie Pospolitej rzeczy
    Żarty tam nie ma na pieczy
    Także najwybitniejszy poeta polskiego renesansu nie szczędzi stów krytyki pod adresem szlachty. W pieśni "O spustoszeniu Podola" stwierdza, że Polacy okryli się wieczną hańbą, dopuszczając do najazdu Tatarów na Podole. Pozwolili się zawojować narodowi dzikiemu, koczowniczemu, który nie umie nawet zbudować wsi ani miast. Kochanowski zarzuca też polskiej szlachcie krótkowzroczność i lekkomyślność. Nie umieją oni skutecznie odeprzeć ataku Tatarów, a przecież rośnie w oczach nowa potęga - Turcja, która już ingeruje w sprawy wewnętrzne Polski, próbując wpłynąć na wybór króla. Poeta przestrzega też tak mafio odpowiedzialnych Polaków, żeby porzucili wystawne życie, przetopili talerze na talary i pomyśleli o obronie.
    W "Odprawie postów greckich" Jan Kochanowski krytykuje społeczeństwo trojańskie przekupne, pozbawione troski o losy kraju. Czytelnik jednak doskonale orientuje się, że poecie chodzi o społeczeństwo polskie. Świadczą o tym takie szczegóły jak marszałek obrad z laską, głosowanie przez rozstąpienie się itp. Społeczeństwo to pozbawione jest silnego rządu, brak w nim poszanowania prawa i sprawiedliwości, wszystko zaś "złotem kupić trzeba". Także słowa skierowane pod adresem młodzieży trojańskiej, dotyczą młodzieży polskiej, Ienistwo, obżarstwo, pijaństwo doprowadziło do tego, że ledwo zdołają się oni poruszać w lekkich jedwabiach, a cóż dopiero mówić o ciężkiej zbroi. Śpią, wylegują się do południa, nie potrafią więc stanąć na warcie. Są zupełnie nieprzydatni do obrony ojczyzny,
    Podobnie problem ten dostrzega Wacław Potocki we fraszce "Pospolite ruszenie". Ta formacja polskiej szlachty zwoływana tylko na wypadek wojny również była całkowicie nieprzydatna do obrony granic. Świadczy o tym przedstawiony przez poetę epizod rozgrywający się w obozie. Rotmistrz przed spodziewanym, nocnym atakiem wroga rozkazuje szlachcie, aby zajęta wcześniej wyznaczone stanowiska. Szlachta jednak obrażona jest zuchwalstwem rotmistrza, który odważył się przerwać im pierwszy, najbardziej brogi sen.
    Wacław Potocki krytykuje także niezwykłe zamiłowanie polskiej szlachty do przepychu, bogactwa i życia ponad stan w satyrze pod tytułem "Zbytki polskie":
    O czymże Polska myśli i we dnie, i w nocy? Żeby sześć zaprzgano koni do karocy,
    Żeby srebrem pachołków od głowy da stopy, Sługi odziać koralem, burkatelą stopy; Żeby na panie] perły albo djamenty, A po służbach złociste świeciły się sprzęty.
    Dziwi go też niepomiernie niezwykła niefrasobliwość polskiej szlachty, która nie chce zrozumieć, że jeśli Polska utraci niepodległość, wówczas przepadną wszystkie jej bogactwa. Natomiast w jednym z fragmentów "Wojny chocimskiej" Wacław Potocki ubolewa nad upadkiem ducha rycerskiego. To właśnie zamiłowanie do wystawnego życia i zbyt wyszukanego, obfitego jedzenia doprowadziło szlachtę niegdyś odważną, pełną wigoru i gotową do obrony ojczyzny do całkowitej zmiany postawy:
    Patrzmy też, co Za ludzi mialy tamte wieki, Którzy nam tę ojczyznę dali do opieki! (...) Przebóg! Cóż w nas w tak drobne przerobiło mrówki?
    Zbytkami nieszczęsnymi, lakomymi garły Samiśmy się w pigmejów postrzygli i w karty.
    Wszechstronną krytykę polskiej szlachty przynosi dydaktyczna literatura wieku Oświecenia, której głównym celem stało się pouczanie społeczeństwa poprzez wyszydzanie i piętnowanie jego wad.
    Bezlitosnym szydercą był przede wszystkim Ignacy Krasicki. W satyrze "Do króla", stosując subtelną ironię, ośmieszył polską szlachtę, która stawiała królowi bezsensowne zarzuty dotyczące jego młodego wieku, szlacheckiego i polskiego pochodzenia, wykształcenia i łagodnego sposobu rządzenia. W ten sposób nie król lecz polska szlachta została wyszydzona za swą ciemnotę, konserwatyzm, brak zmysłu politycznego.
    Skłonność szlachty do naśladowania cudzych wzorów przedstawił Ignacy Krasicki w satyrze "Żona modna". Bohaterka utworu jest całkowitą niewolnicą cudzoziemskiej mody. Zabawna jest scena wyjazdu młodej pani na wieś - w karecie musi pomieścić się suczka, kotka z kociętami, kanarek i mysz na łańcuszku - pan Piotr z trudem znajduje miejsce dla siebie. Niezwykle skutecznie trwoni szlachecką fortunę żona modna po przybyciu do posiadłości męża. Wkrótce szlachecki dworek upodabnia się do warszawskich pałaców, a w ogrodzie zgodnie z aktualną, sentymentalną modą znajdują się meczeciki, cyprysy, świątynie dumania i szemrzące strumyczki. W czasie fajerwerków płoną zabudowania gospodarcze, stodoły pełne zboża. Nie żal nam jednak pana Piotra, wszak ożenił się, mając na uwadze "owe wsie dziedziczne" przyszłej żony, graniczące z jego dobrami.
    Podsumowaniem krytycznego obrazu szlachty zawartego w "Satyrach" jest utwór pod tytułem "Świat zepsuty". Poetę oburza panujące w kraju bezprawie, rozpusta, egoizm szlachty, brak troski o losy ojczyzny. W zakończeniu wiersza poeta przedstawia alegorię ojczyzny w postaci tonącego okrętu, który należy ocalić lub razem z nim zginąć.
    Komedia doby stanisławowskiej także walczyła z wadami i przywarami szlachty. Julian Ursyn Niemcewicz w utworze "Powrót posła" przedstawia patriotyczny obóz, reprezentowany przez Podkomorzego i jego rodzinę. Popierają oni wszystkie postępowe projekty reform politycznych takich jak zniesienie liberum veto, wolnej elekcji i wprowadzenie dziedziczności tronu, wzmocnienie władzy królewskiej.
    Natomiast obóz konserwatywny został przez poetę ośmieszony i skrytykowany. Starosta Gadulski jest człowiekiem pozbawionym wszelkich uczuć patriotycznych. Tęskni za saskimi czasami anarchii, kiedy to "robiono co chciano". Niefrasobliwie też przyznaje, że "wcale nie czyta lub przynajmniej mało". Broni też z uporem szkodliwych dla Rzeczypospolitej starych przywilejów szlacheckich. Majątek swój pomnożył różnymi, często nielegalnymi sposobami. Jest także starosta człowiekiem odpychającym w życiu prywatnym. Wciąż gada dużo i bez sensu, jest chciwy, gotów jest poświęcić szczęście swej jedynej córki Teresy i wydać ją za mąż, za takiego kawalera, który nie będzie żądał posagu.
    Równie negatywnie został scharakteryzowany modny kawaler Szarmancki, typowy ówczesny "łowca posagów", dla którego sprawy ojczyzny są zupełnie obce. Kiedy przebywa w Londynie nie interesują go obrady tamtejszego parlamentu, lecz aktualnie obowiązująca tam moda, a bawiąc w Warszawie też nie myśli o obradach sejmu lecz odwiedza warszawskie lokale.
    Krytyczny obraz polskiej szlachty odnajdujemy też w satyrze Adama Namszewicza pod tytułem "Chudy literat". Chudy, gdyż "rzadko kto czyta księgi, rzadko kto je kupi". Szlachta nie interesuje się rodzimą kulturą ani literaturą, prowadzi gnuśne, próżniacze życie, ulega nałogowi pijaństwa, prowadzi ustawiczne spory z sąsiadami.
    Jednym gnuśne stępiło umysł próżnowanie Drugi rozum i serce utopi we dzbanie,
    Ów się tylko pieniactwem szarga, a z sąsiady Ustawicznie o lada zagon wszczyna zwady, Ten pańskiej pacholkując dumie i zawiści, Zwodzi, kłamie, namawia, a nuż do skarzyści".
    Szlachta nie potrafi służyć ojczyźnie w sejmie, gdyż wielu jej przedstawicieli w ogóle nie umie przemawiać, ponieważ nigdy nic nie czytali. Szlachta została więc skrytykowana przez twórców oświecenia za swą głupotę, pychę, ciemnotę, ograniczone horyzonty umysłowe, chciwość, przebiegłość, bezmyślne naśladowanie cudzoziemskich wzorów, pijaństwo i obłudę.
    Romantycy, którzy głosili ideę walki narodowowyzwoleńczej nieco mniej krytycznie odnosili się do szlachty, być mole dlatego, że to właśnie szlachta dźwigała na sobie ciężar powstań narodowych i ponosiła największe ofiary. Literatura więc stawiła przede wszystkim bohaterów narodowych, którzy gotowi byli oddać życie za ojczyznę.
    Pojawiają się jednak i głosy krytyczne. Adam Mickiewicz w "Dziadach" cz. III ukazuje patriotyczną młodzież wileńską uwięzioną w celach klasztoru bazylianów, ale już w salonie warszawskim dzieli wyraźnie społeczeństwo na dwie grupy: towarzystwo przy drzwiach i towarzystwo stolikowe. Tu wiośnie skupiła się polska arystokracja, wyżsi urzędnicy i generałowie, damy z towarzystwa. Są to kosmopolici całkowicie pozbawieni uczuć patriotycznych. Damy wolą czytać francuską poezję niż polskie wiersze, wszyscy żałują, że Nowosilcow wyjechał z Warszawy, gdyż umiał on organizować wspaniałe bale. Po wysłuchaniu tragicznej historii o męczeństwie Cichowskiego polscy literaci stwierdzają, że jest to temat zbyt świeży; a w dodatku za bardzo prozaiczny, gdyż trzeba było opisywać, jak ktoś jadał śledzie. Przede wszystkim jednak historia jest zbyt krwawa, a Polacy jako Słowianie wolą sielanki. Oburzeni patrioci skupieni przy drzwiach nazywają polskich arystokratów łotrami, a w końcu Piotr Wysocki w następujących słowach charakteryzuje polskie społeczeństwo:
    Nasz naród jak lawa. Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa Lecz wewnętrznego ognia sto dat nie wyziębi, Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.
    Gorąca lawa to patriotyczna młodzież polska, zaś twarda skorupa to pozbawiona uczuć polska arystokracja. Zdarzali się w narodzie polskim także jawni zdrajcy ojczyzny. W "Dziadach" byli to ludzie z otoczenia Nowosilcowa, postacie autentyczne Pelikan (Wacław Pelikan) i Doktor (August Becu, ojczym Juliusza Słowackiego). Rywalizują oni między sobą spiesząc z komplementami dla senatora oraz z donosami. Zdradzają własny naród, prześladują polską młodzież, jeden jest bardziej gorliwy od drugiego. Pelikan na polecenie Doktora policzkuje księdza Piotra, który odważył się wystąpić w obronie prześladowanej młodzieży i wdowy Rollisonowej. Obaj zdrajcy obmyślają też perfidny plan zgładzenia niewygodnego więźnia, młodego Rollisona, który nie mogąc znieść tortur stosowanych w czasie śledztwa popada w obłęd. Otwierają okno jego celi na piętrze, umożliwiając mu w ten sposób samobójstwo. Ich okrucieństwo i podłość nie pozostaną jednak bez kary, a jej pierwszą zapowiedzią jest uderzenie pioruna, od którego zginął Doktor.
    Wszechstronny obraz polskiej szlachty przedstawił Adam Mickiewicz w epopei szlacheckiej "Pan Tadeusz". Akcję utworu umieścił poeta na Litwie, gdyż wspomnienia o "kraju lat dziecinnych", tym najszczęśliwszym i najpiękniejszym okresie w życiu byty potrzebne poecie-wygnańcowi "na paryskim baroku".
    Szlachta polska została tu przedstawiona w całym swym zróżnicowaniu materialnym, kulturalnym, światopoglądowym. Adam Mickiewicz dostrzegł też jej wady, chociaż nie mógł o nich pisać inaczej, jak tylko z dobrotliwym, pełnym pobłażania uśmiechem. Cudzoziemska moda i skłonność do naśladowania obcych wzorów została skrytykowana na przykładzie Telimeny i Hrabiego.
    Telimena niestety przypomina modną żonę z satyry Ignacego Krasickiego. Pozuje na sentymentalną damę, a w rzeczywistości po prostu poluje na męża. Początkowo zarzuca sidła na Tadeusza, potem próbuje zaręczyć się z Hrabią, aby w końcu zadowolić się Rejentem, który w intercyzie ślubnej musi jej przyrzec, że będzie się ubierał zgodnie z francuską modą. Uczucia patriotyczne też jej są chyba obce, skoro wciąż chwali się, że mieszkała kiedyś w Petersburgu i ten okres w życiu uważa za najciekawszy. Z dumą wspomina też o swych znajomościach w środowisku carskich urzędników.
    Także Hrabiego można nazwać "modnym kawalerem", gdyż ubiera się po francusku, własny kraj wydaje mu się nudny, pozbawiony tajemniczości i poezji, z sentymentem wspomina swe wojaże po Włoszech, a w szczególności spotkania ze zbójami. Dopiero tragiczna historia rodu Horeszków, miłość Jacka, zabójstwo Stolnika zaczyna go interesować jako prawdziwie romantyczna historia. Wyraża nawet zdziwienie, że mogła ona rozegrać się w Polsce, a nie wśród tajemniczych zamków Anglii (lub Szkocji. W istocie Hrabia pozbawiony jest uczuć patriotycznych, w znanym epizodzie chwali uroki lazurowego, włoskiego nieba, przyznaje też, że cywilizacja większa u Moskali.
    W Soplicowie, w tym ośrodku patriotycznym goszczony jest jednak Asesor, który w istocie jest carskim urzędnikiem i w czasie najazdu na Soplicowo zwraca się do Hrabiego z następującym rozkazem:
    ..Areszt kładę. W imię Imperatorskiej Mości, oddaj szpadę, Panie Hrabio, ba wezwę wojskowej pomocy!"
    Jednocześnie Mickiewicz podkreśla, że większość szlachty polskiej kochała swą ojczyznę, pragnęła odzyskania niepodległości, nienawidziła Moskali tak jak Maciek Dobrzyński i gotowa była poświęcić dla niej życie tak jak Jacek Soplica.
    Poeta dostrzegał także inne wady litewskiej szlachty, chociaż traktował je dość pobłażliwie. Skrytykował ograniczone horyzonty umysłowe Dobrzyńskich, Woźnego a nawet Sędziego, pieniactwo czyli skłonność do prowadzenia procesów, warcholstwo, protekcjonalną wyższość wobec niższych urodzeniem, konserwatyzm a także niezdolność do zorganizowania się i wspólnego działania, o czym świadczy narada w Dobrzynie.
    Bardziej krytycznym obserwatorem szlachty był Juliusz Słowacki, który dostrzegał jej wady, a w wierszu "Grób Agamemnona" przeprowadził bolesny rozrachunek z narodem, stwierdzając, że przyczyny klęski powstania listopadowego tkwią w wadach szlachetczyzny. Na wstępie przypomina polskiemu, zniewolonemu narodowi o bohaterskiej postawie Spartan pod Termopilami. Żaden Polak, skrępowany łańcuchem rosyjskiej niewoli nie ma prawa stanąć nad tetmopilską mogiłą, nie może "spojrzeć w oczy" krążącemu tam wciąż duchowi bohaterskiego wodza Leonidasa. Wiadomo bowiem powszechnie, że wszyscy Spartanie woleli oddać życie za ojczyznę niż dostać się do niewoli perskiej. Polacy niestety nie umieli wykazać takiego bohaterstwa w walce z wrogiem. Winą za upadek niepodległości obarcza Słowacki polską szlachtę, nazywa ją pogardliwie "czerepem rubasznym" pod którym została uwięziona "anielska dusza narodu". Oddziaływanie szlachty na naród polski zostało porównane do zabójczego działania koszuli Dejaniry, będącej przyczyną śmierci Heraklesa. Wreszcie oskarża Polaków o zamiłowanie do przepychu i zbytków oraz o bezkrytyczne przyjmowanie cudzoziemskich wzorów. W związku z tym Polacy zostali nazwani "pawiem i papugą narodów". Jesteśmy też narodem lekkomyślnym, niestałym w poglądach, krajem "gdzie nie trwa myśl ani godziny".
    Krytyczny obraz szlachty, a przede wszystkim idei szlacheckiego rewolucjonizmu odnajdujemy w "Kordianie" Juliusza Słowackiego. W "Przygotowaniu" poeta skrytykował, a niejednokrotnie i ośmieszył wszystkich szlacheckich przywódców powstania. Generał Józef Chłopicki ma "sprzeczne z naturą nazwisko", gdyż gardzi ludem i nie dopuszcza go do udziału w powstaniu. Książę Adam Czattoryski, jedyny "człowiek godny" też został wyśmiany, gdyż jego zabiegi dyplomatyczne na Zachodzie nie przyniosły rezultatu. Generał Jan Skrzynecki nie wykorzystał planów wojskowych zdolnego stratega generała Prądzyńskiego, a Julian Niemcewicz, starzec jak skowronek prezentuje zbyt konserwatywne poglądy. Dyktator ostatniej fazy powstania generał tan Krukowiecki, który doprowadził do poddania Warszawy Rosjanom zostanie nazwany jawnym zdrajcą:
    On rycerzy ginących porzuci (...) Kraj przedany on wyda pod miecz.
    Poeta skrytykował też ogół szlacheckich rewolucjonistów, ukazując; ich błędy na przykładzie losów głównego bohatera Kordiana. Tak więc ulegli oni błędnej wierze, że sami bez pomocy chłopów potrafią wywalczyć niepodległość. Ilustracją tej zgubnej i jakże błędnej idei jest śpiew Nieznajomego:
    Pijcie wino! Idźcie spać! My weźmiemy win puchary, By je w szklany sztylet zlać.
    Sam Kordian natomiast wierzy naiwnie, że samo zabicie cara rozwiąże sprawę niepodległości Polski. Spiskowcy nie mieli też jasno sprecyzowanego programu politycznego, toteż w podziemiach katedry św. Jana nie umieli argumentom Prezesa przeciwstawić żadnych konkretnych kontrargumentów.
    Tak więc zgubiła szlacheckich rewolucjonistów nie tylko niedojrzałość polityczna, której Kordian dał rozliczne dowody, ale także słabość psychiczna. To ona właśnie sprawiła, że Kordian pada zemdlony przed sypialnią cara, po bezskutecznej walce z własnym strachem i Imaginacją. Bezsensowność jego własnych poczynań uświadamia Kordianowi Doktor w szpitalu wariatów, gdzie obłąkany człowiek, trzymając ustawicznie ręce w górze wyobraża sobie, że zasłania ludzkość przed "nieba potopem". Czyżby poświęcenie Kordiana było równie bezsensowne i bezowocne?
    Z dwóch różnych punktów widzenia została przedstawiona szlachta w utworze Zygmunta Krasińskiego pod tytułem "Nie-boska komedia". W trakcie rozmowy z hrabią Henrykiem Pankracy ostro atakuje arystokrację, stwierdzając, iż wybuch rewolucji jest następstwem jej występków, grzechów, ucisku wobec poddanych. Arystokraci chełpią się, że bronią odwiecznych, świętych ideałów, honoru i religii, a przecież to właśnie oni są małoduszni, pozbawieni poczucia honoru, tchórzliwi, gdyż myślą tylko o ratowaniu własnego życia w obliczu zagrożenia.
    Arystokracja jest zdegradowana moralnie, majątki swe zdobyła na drodze oszustw i fałszerstw, a w stosunku do swych poddanych potrafiła być wyjątkowo okrutna. Pankracy słowa gorzkiego oskarżenia rzuca hrabiemu Henrykowi prosto w twarz:
    Ów starosta baby strzelał po drzewach i żydów piekl żywcem. Ten z pieczęcią w dłoni i podpisem kanclerz - sfałszował akta, spalił archiwa, przekupił sędziów, trucizna przyspieszył spadki. Tamten czarniawy cudzołożył po domach przyjaciół, ów służył u cudzoziemców, a ta pani blada kaziła się z giermkiem swoim - tamta królowi była nałożnicą.
    Hrabia Henryk próbuje oczywiście bronić arystokracji twierdząc, że szlachta w przeszłości była główną siłą narodu, broniła granic, tworzyła kulturę narodową, ale czasy jej świetności niestety minęły bezpowrotnie. Zdegenerowana, zdeprawowana szlachta sama poprzez swe nadużycia i okrucieństwo wobec poddanych doprowadziła do wybuchu rewolucji.
    Zygmunt Krasiński obawiał się jednak rewolucji społecznej, o czym świadczy nie tylko jej wizja zawarta w "Nie-boskiej komedii", ale także utwór pod tytułem "Psalmy przyszłości", który został wydany w 1845 r. Rzeź szlachty (bo tak rozumiał Zygmunt Krasiński rewolucję społeczną) byłaby grzechem wobec Boga, uniemożliwiałaby rozwój i postęp. Poeta bronił Polski szlacheckiej i magnaterii, widząc w niej siłę duchową. W "Psalmie miłości" poeta prosi, aby nie zachęcać polskiego ludu do mordowania szlachty, bo to ona właśnie poprowadzi naród w przyszłość. "Rzeź dziecinna" nie jest jakimś wielkim, czy bohaterskim czynem, toteż poeta rzuca zgoła odmienne hasło:
    Jeden tylko, jeden cud
    Z szlachtą polską - polski lud.
    Jest to jakby zespolenie żywej duszy szlachty z żywym ciałem ludu, a z tego zespolenia powstanie jeden olbrzymi i potężny naród.
    Z szlachtą polską - polski lud Dusza żywa z żywym ciałem, zespolone świętym szalem.
    Z tego ślubu jeden Duch. Wielki naród polski sam.
    Poeta wymienia zasługi szlachty wobec; narodu, gdyż składała ona wciąż ofiary na ołtarzu ojczyzny. Nie robili tego ani kupcy, ani żydzi, ani mieszczanie. Szlachta zaś pędzona była na Sybir ze s3owem ojczyzna na ustach, z mieczem w dłoni.
    Nie zgadza się z takim stanowiskiem poety Juliusz Słowacki, dając wyraz swej dezaprobacie w wierszu "Odpowiedź na Psalmy Przyszłości"
    Jest to płomienne wyznanie wiary w siłę i moc mas ludowych. Arystokracja natomiast jest skazana na zagładę, a hasła pojednania i sojuszu podyktowała Krasickiemu obawa przed rewolucją. Boi się on jako magnat nie tylko ukraińskich kos, ale też mieszczan. Jeszcze nie doszło do żadnych czynów a już przerażony arystokrata wota "nie rżnij szlachty".
    Wybitne powieści pozytywistyczne także przynoszą obraz polskiego społeczeństwa. Ponieważ tematem tej pracy jest krytyka wad szlacheckich milczeniem należy pominąć dzieje tych bohaterów, którzy oddawali swe życie za ojczyznę Lub służyli jej swoją pracą.
    W powieści Elity Orzeszkowej "Nad Niemnem", obok pozytywnych bohaterów odnajdujemy też zwykłych pasożytów, ludzi pozbawionych uczuć patriotycznych, czci i honoru. Spotykamy ich jednak tylko w szeregach szlachty, nigdy zaś w bohatyrowickim zaścianku.
    Jedną z ciekawszych pod tym względem postaci jest Dominik Korczyński, uczestnik powstania zesłany na Syberię. Spotkała go tam - jakby powiedział Mickiewicz - "najsroższa niebios kara". Kara, gdyż uległ wynarodowieniu, po odbyciu kary pozostał w Rosji, aby tam robić karierę. Utracił całkowicie wieź z własnym krajem, zapomniał o dawnych ideałach, namawiał nawet brata Benedykta, aby opuścił ojczyznę, sprzedał ziemię ojców i osiedlił się w Rosji. Całkowicie pozbawiony uczuć patriotycznych jest także Darzecki - szwagier Benedykta. Proponuje on sprzedaż Lasu, w którym znajduje się powstańcza mogiła, aby tylko odzyskać należny mu posag żony. Niezwykle negatywną postacią jest także Zygmunt Korczyński, syn Andrceja, który jak typowy kosmopolita trwoni za granicą rodzinny majątek. Matka marsy o tym, aby wyrósł na artystę, który upamiętni kiedyś czyn ojca. On jednak nazywa powstanie romantyczną mrzonką, obce są mu uczucia patriotyczne, jest egoistą, pozbawionym ideałów życiowych a także skrupułów moralnych. Podobny typ szlacheckiego utracjusza reprezentuje Teofil Różyc, który do wad Zygmunta dodał jeszcze chorobę nadchodzącego wieku - był monistą, czyli po prostu narkomanem. Do tego samego grona należy jeszcze zaliczyć Kirłę - salonowego bawidamka, który ciężar utrzymania dość licznej rodziny spycha na barki żony.
    Negatywny obraz polskiej arystokracji odnajdujemy również w "Lalce" Bolesława Prusa. Autor przedstawia tę klasę na przykładzie rodziny Łęckich, Krzeszowskich, do tej samej grupy należy Starski, hrabia Dalski, prezesowa Zasławska, Ochotki.
    Są to ludzie zdegenerowani, niezdolni do jakiegokolwiek pożytecznego działania, do aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym. Nie wiedzą co to jest praca, w życiu szukają przyjemności, bawią się, podróżują, trwonią rod2inne fortuny. Jednocześnie gardzą ludźmi niższymi stanem, tworzą zamknięty klan, do którego tak bardzo trudno się wedrzeć. Świadczą o tym trudności, przeżycia i upokorzenia na jakie naraził się Wokulski, chcąc zdobyć rękę Izabeli Łęckiej.
    Arystokracja przedstawiona w "Lalce" pozbawiona też jest uczuć patriotycznych, jej rola w społeczeństwie jest wręcz szkodliwa. Na tle tego negatywnego obrazu wyjątkiem może być jedynie prezesowa Zasławska, kobieta rozumna i szlachetna, która ocenia ludzi według ich prawdziwej wartości, a także Julian Ochocki, jedyny w tym środowisku człowiek wykształcony, który ma ambicje twórczej i społecznie pożytecznej pracy.
    W epoce Młodej Polski krytyczny obraz społeczeństwa został przedstawiony w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego. Artystę interesuje przede wszystkim stosunek szlachty do walki narodowo wyzwoleńczej. Szlachecka inteligencja, która przybyła na wesele Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną nie nadaje się do odegrania wielkiej dziejowej roli. Widzimy na weselu znudzonych paniczów, artystów chętnie zaglądających do kieliszka, zauroczonych barwną ludową kulturą. Do chłopów jednak odnoszą się nieufnie, pamiętając zapewne krwawe wydarzenia rzezi galicyjskiej. Boją się broni w rękach chłopa, o czym świadczy życzenie Dziennikarza, wyrażone w rozmowie z Czepcem:
    Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna,
    byle polska wieś spokojna.
    Nic nadają się też do podjęcia walki o wolność. Przecież reprezentujący szlachtę Gospodarz składa uroczystą przysięgę Wemyhorze, że będzie strzegł czarodziejskiego złotego rogu jak oka w głowie, po czym oddaje złoty róg Jaśkowi. Taki właśnie beztroski, obojętny, lekceważący jest stosunek polskiej szlachty do walki u wolność. Końcowy chocholi taniec ukazuje społeczeństwo pogrążone w apatii, w półuśpieniu, niezdolne do działania, poruszające się w takt muzyki Chochoła.
    Negatywny obraz życia szlachty znajduje się też w "Przedwiośniu" Stefana Żeromskiego. Autor stara się przedstawić i zanalizować sytuację w nowo powstałym państwie polskim. Główny bohater Cezary Baryka ma okazję obserwować życie nawłockiej arystokracji. Ludzie ci prowadzą całkowicie beztroskie życie, wolne od kłopotów i problemów dnia codziennego. Ich dzień powszedni to spacery, przejażdżki konne, polowania, gra w karty, słuchanie muzyki, a przede wszystkim kilka posiłków dziennie, w czasie których cała gromadka służących czuwa, aby jaśnie państwu niczego nie brakowało. Wieczory wypełniają spotkania towarzyskie, często też organizuje się bale, rauty i zabawy. Nikt tak naprawdę nie myśli o losie nowej ojczyzny, nikt nie dostrzega skrajnej nędzy chłopów w Chłodku.
    Witold Gombrowicz, który tak skutecznie atakował wszystkie tradycje i przeżytki zaatakował i wyszydził w "Ferdydurke" także dwór szlachecki. Bohater powieści Józio trafia tam, przypadkowo wraz z Miętusem w trakcie "poszukiwania parobka". Na dodatek jest to dom ciotki Józia - Hurleckiej. W tym szlacheckim domu panuje duszna atmosfera przeraźliwej nudy, sztucznej grzeczności, odrętwienia. Między państwem a służbą funkcjonują od dawna ustalone normy zachowań. Dziedzic więc bardzo dobrze pierze po gębie, a lokaj musi to znosić w milczeniu i dobrze panu służyć. Syn Zygmunt na pewno będzie godnym następcą swego ojca w tym względzie, gdyż już potrafi go naśladować.
    Można więc powiedzieć, że obraz polskiej szlachty nie wypadł zbyt pozytywnie. Takie jednak zadanie wyznaczał temat tej pracy - należało szukać wad szlacheckich w utworach literackich. Nie znaczy to jednak wcale, że szlachta była tylko pasożytem narodu. W dawnych wiekach to ona tworzyła kulturę narodową, jej najlepsi synowie walczyli o wolność narodu, a nawet poświęcali swe życie.

    23. „Nie bez powabów jest ten straszny świat, nie bez poranków dla których warto się zbudzić” (W. Szymborska) Lektury optymistyczne głoszące pochwałę życia i potrzebę zgody człowieka ze światem w Twoich doświadczeniach czytelniczych.

    Temat sensu życia, tajemnicy celu ludzkiego istnienia, ciągłe poszukiwania, rozterki, stawianie pytań, na które nie sposób odpowiedzieć to domena filozofów, którzy stworzyli wiele teorii mających ułatwić życie i w sposób klarowny przedstawić „receptę” na szczęśliwy byt. Równie szeroki repertuar spojrzeń i odbioru tego skomplikowanego świata podaje nam literatura. Wybitni poeci, pisarze, jednostki o ponadprzeciętnych umysłach, ale i wyobraźni na przeróżne sposoby wyrażają się o rzeczywistości. Utwory pisane w różnych krajach, dla których inspiracją były odmienne sytuacje życiowe i temperamenty autorów, mogą przyprawić o ból głowy. Niestety autorzy zgłębiający sens życia w większości nie odnajdują celu istnienia. Ludzka egzystencja staje się bezsensowna, ziemskie starania wydają się być syzyfową pracą.
    Jednak znaleźli się również optymiści, którzy ludzki byt stawiali w innym świetle, dając płomyk nadziei, światełko w tunelu, ale także przyczynę kolejnych kontrowersji i rozważań. I tak bez końca... Poprzez wszystkie epoki kontrastujące ze sobą ,uzupełniające się wzajemnie i tworzące coraz to nowe teorie. Od Platona, Epikura poprzez świętego Franciszka z Asyżu, aż po Bolesława Leśmiana i poetów współczesnych.
    Odpowiedź na pytanie i prawdziwa weryfikacja poglądów filozoficznych zapewne nigdy nie zostanie osiągnięta, a zna ją tylko Najwyższy, ten, który świat stworzył. Póki co jednak musimy być cierpliwi i nie ustawać w poszukiwaniach. Oczywiście utwory pisane w tonie napawającym optymizmem są odbierane z większym entuzjazmem i mogą tchnąć nadzieję i wiarę w serca stargane ciągłymi, niekończącymi się rozmyślaniami. Takich pozytywnych akcentów starało się doszukać wielu i rzeczywiście w literaturze światowej odnaleźć możemy ogrom przykładów przeciwstawiających ponurej beznadziei świeży powiew optymizmu. Nawet jeśli w literaturze przeciągała się zła passa, zawsze znajdował się ktoś, kto w swoim indywidualnym spojrzeniu na świat odnajdował i tworzył poglądy przeciwstawne. Nawet w takiej epoce jak Młoda Polska jednoznaczny ton wypowiedzi został zakłócony i w sposób radykalny przerwany przez wybitne i mądre jednostki. Doktryny filozoficzne tworzone przez ludzi kolejnych epok miały służyć człowiekowi jako drogowskazy w poszukiwaniu szczęścia i odkrywaniu piękna świata. Dlatego w swojej pracy chcielibyśmy skoncentrować się właśnie na systemach filozoficznych i zawartej w nich mądrości, a następnie poprzeć je przykładami z literatury.
    Pierwsza epoka – starożytność – dała początek rozmyślaniom. Antyczni myśliciele stworzyli podwaliny wspaniałych systemów filozoficznych. Na tych solidnych podstawach opierali się twórcy następnych epok aż po współczesność. Podobno ktoś kiedyś stwierdził, że pierwsza myśl jest najtrafniejsza. Cóż, to właśnie starożytni są prekursorami filozofii i może warto się nad tym zastanowić.
    Na plan pierwszy wysuwają się dwie główne, przeciwstawiające się sobie doktryny – stoicyzm i epikureizm. Drugi z wymienionych prądów, którego nazwa pochodzi od twórcy – Epikura – był szkołą filozoficzną nakazującą cieszyć się życiem i korzystać z radości czynienia dobra.
    Słynny epikurejczyk Horacy powiedział:„Carpe diem” i ta myśl przyświeca wielu ludziom do dziś jako przewodnia.
    Horacy potrafił we wszystkim dostrzec piękno, namawiał do korzystania z wszelkich dóbr, jakimi obdarowuje nas życie. Niektóre z tych myśli wyraził w swoich utworach lirycznych i podkreślił słowami „chwytaj dzień”.
    Kolejnym myślicielem starożytności jest Lucjusz Anneusz Seneka (I wiek p.n.e.). W swym utworze „O życiu szczęśliwym” namawia do szukania ukrytych wartości, twierdzi, że szczęście jest blisko. Aby je osiągnąć nieodzowne jest życie w zgodzie z naturą. Należy odrzucać wszelkie pokusy i lęki, zrozumieć, że bardzo ważna jest cnota, która daje szczęście. Twierdził, że duchowość przewyższa materializm.
    Kolejny utwór „O co poeta prosi Apollina” prezentuje postawę życiową Horacego i wypracowanej przez niego filozofii. Jest to swego rodzaju synteza poglądów stoików i epikurejczyków poprzez zasadę „złotego środka”: rozumu i umiarkowania w korzystaniu z dóbr materialnych. To pozwoli na osiągnięcie szczęścia i umiejętnego korzystania z piękna, jakie kryje w sobie świat.
    Niemal najdoskonalsze naszym zdaniem przykłady cieszenia się życiem wbrew wszelkim przeciwnością daje „Biblia”.
    Dobry przykład stanowi „Księga Hioba”. Tytułowy bohater, bogaty i szczęśliwy mężczyzna, prowadzi spokojne życie, jednak sielanka ta nie trwa wiecznie. Bóg, chcąc sprawdzić jego wiarę, dopuścił do utraty majątku, śmierci dzieci i zesłał na niego poważną chorobę – trąd. Hiob nie umiał również znaleźć wspólnego języka ze swymi przyjaciółmi. Mimo tego w spojrzeniu na świat nie tracił optymizmu i jeszcze bardziej ufał Bogu, co w dużym stopniu opierało się na jego wielkiej wierze. Dzięki temu na nowo odnalazł w życiu szczęście.
    Piewcą wina i miłości był Anakreont. Zaliczał się do tej grupy starożytnych, którzy szczęście upatrywali w korzystaniu z uroków życia. Swoje poglądy przedstawił w utworach „Słodki bój” czy „Piosenka”.
    Wergiliusz jest autorem utworu pt. „Opiewałem pastwiska, wieś i wodzów”. Sam tytuł wskazuje, że jest to utwór pochwalny.
    Średniowiecze to okres uznawany za epokę cieni i zacofania. Po bliższym zapoznaniu się z tym niedocenionym czasem, możemy się przekonać, że wcale tak nie jest. Kolektyw europejski i zgoda, w jakiej ludzie żyli na Starym Kontynencie ze sobą i innymi państwami, zapewnione były przez uniwersalizm. Polegał on na tym, że wszystkie kraje Europy były podporządkowane władzy kościelnej i jej zwierzchnikowi - papieżowi oraz władzy świeckiej ze zwierzchnikiem - cesarzem. Poza tym językiem urzędowym była łacina.
    Jednym z podstawowych kierunków omawianej epoki był tomizm. Była to tzw. filozofia harmonijna, stworzona przez świętego Tomasza z Akwinu. Prąd ten zakładał tzw. „rozumny ład świata”, świat jako „drabina bytów”, na której każde istnienie ma swoje własne, celowe i naturalne miejsce. Uchwycenie społeczności w tych kategoriach zapewniało wspólną zgodę życia jak i zgodę człowieka ze światem. Pewne analogie możemy tu odnaleźć z założeniami pozytywizmu, ale tym zajmiemy się później.
    Nieco więcej polotu i radości niesie ze sobą franciszkanizm. Tak być musi, bo to filozofia radosna, stworzona przez świętego Franciszka z Asyżu, który głosił miłość i uwielbienie świata oraz jego piękna. „Kwiatki świętego Franciszka z Asyżu” to zbiór legend dotyczących jego życia. W hymnie pochodzącym z tego dzieła święty Franciszek zachłystując się pięknem świata chwali Boga za jego dzieło stworzenia. Nakazuje szacunek dla każdego kamienia, drzewa, źdźbła trawy. Utwór przesycony jest pozytywnymi epitetami, nawet niebezpieczne żywioły pokazuje od jak najlepszej strony. Tak więc ogólnie jego filozofię określić można jako prostą umiejętność cieszenia się życiem. Franciszkanizm to jednocześnie wszechogarniająca miłość do świata i wszelkiego stworzenia. Jako sposób na osiągnięcie szczęścia podaje nam pokorę i prostotę. Obce mu są wszelkie wyrafinowane metody. Czegóż więcej trzeba?
    Odrodzenie to kolejna epoka, której istotą było dążenie do stworzenia kultury antropocentrycznej, czyli stawiającej człowieka w centrum nauki i zainteresowania. W literaturze nastąpił nawrót do kultury antycznej. Wykorzystano przede wszystkim niektóre poglądy myślicieli starożytnych, takie jak stoicyzm, epikureizm, czy hedonizm. Znaczenie dwóch pierwszych jest nam dobrze znane. Hedonizm natomiast (zgodnie z definicją słownikową) to doktryna etyczna uznająca rozkosz za cel i najwyższe dobro człowieka, za główny motyw działania, a uniknięcie bólu i przykrości za warunek szczęścia. Znaczącą rolę, w inspirowaniu renesansu w Europie, odegrali myśliciele tacy jak: Erazm z Rotterdamu, Nicollo Machiavelii i Tomasz Morus. To właśnie do ich filozofii odwoływali się poeci i z ich poglądów korzystali. Chcielibyśmy jednak skupić się na filozofii dwóch z nich, a mianowicie Erazma z Rotterdamu i Tomasza Morusa, albowiem oni głównie głosili poglądy optymistyczne. Dostrzegali zło panujące na świecie, widzieli fałsz, obłudę i zakłamanie warstw wyższych; próbowali z tym jednak walczyć. Erazm z Rotterdamu propagował ideę irenizmu, czyli pochwalał pokój, a przeciwstawiał się wojnom. Tomasz Morus marzył o wyspie Utopii, gdzie panować miało życie zgodne z naturą, nie był potrzebny pieniądz, istniała równość między ludźmi. Pisząc o filozofii tego okresu nie możemy zapominać o najbardziej rozpowszechnionych, wynikających z antropocentryzmu i humanizmu, hasłach odrodzenia. Mowa tu oczywiście o słynnym „Carpe diem” Horacego i „Człowiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce” Terencjusza. Ich znaczenie było bardzo wymowne. Należy żyć z dnia na dzień, cieszyć się życiem i walczyć z przeciwnościami losu.
    Literatura odrodzenia w pewnym stopniu korzystała z kultury antyku, wyrastała na jej bazie i przejmowała z niej wiele elementów, tj. kult rycerstwa, realistyczna obserwacja codzienności naświetlonej nieraz satyrycznie i wiele innych. Nic więc dziwnego, że renesans cechował się tak ogromną różnorodnością i bogactwem. Pojawiły się z jednej strony utwory pesymistyczne, krytyczne, a z drugiej optymistyczne, głoszące pochwałę życia i zgodę człowieka z otaczającym światem. Do czołowych twórców tego okresu zaliczymy: Mikołaja Reja, Jana Kochanowskiego, Mikołaja Sępa Sarzyńskiego, Piotra Skargę.
    Mikołaj Rej uznawany jest za ojca polskiej literatury. Był jednym z pierwszych twórców, którzy pisali w języku polskim. Przeciwstawiał się w ten sposób wszechobecnej łacinie. Jego twórczość w ogromnej większości stanowiła polemikę z katolicyzmem, często sięgał więc po ostre środki wyrazu, obraźliwe epitety itp. W utworach Reja odnajdziemy szereg trafnych spostrzeżeń światopoglądowych i obyczajowych, co świadczy o geniuszu tego pisarza. Do najsłynniejszych utworów należą „Krótka rozprawa między trzema osobami: Panem, Wójtem i Plebanem” oraz „Żywot człowieka poczciwego”. Pierwszy z nich skonstruowany jest na zasadzie dialogu, który wiodą między sobą reprezentanci trzech stanów społecznych. W ich rozmowie widać troskę autora o sprawy kraju. Zdaje on sobie sprawę z tego, iż każda z tych klas pełna jest wad i negatywnych cech, jednak staje w obronie chłopstwa, bowiem to właśnie oni uciskani są przez duchowieństwo i szlachtę. W utworze autor obwinia te dwie warstwy społeczne i jednocześnie pragnie, by ludzie reprezentujący to środowisko, zmienili się wewnętrznie i zastanowili nad własnym postępowaniem. Rej wie jednak, że są to tylko marzenia, których spełnienie jest mało prawdopodobne. Kolejny utwór, który w pewnym stopniu jest uzupełnieniem poprzedniego, to „Żywot człowieka poczciwego”. Rej, jako przedstawiciel szlachty, podejmuje próbę przedstawienia idealnego wzorca osobowego tej warstwy społecznej. Przedstawia cechy charakteru, dobre maniery, wystrzega przed wadami i ukazuje, jego zdaniem, jaki powinien być właściwy stosunek szlachcica do otaczającego go świata. Nieobca Rejowi jest wspomniana wcześniej zasada złotego środka, czyli egzystencja zgodna z naturą, umiejętność cieszenia się życiem ale również umiar, powściąganie ambicji i namiętności. Powyższe dwa przykłady dowodzą, iż Rej żył w „strasznym świecie”, pełnym jednostek chciwych, zepsutych i dwulicowych. Próbował on jednak walczyć, wierzył, iż uda mu się wyplenić wszelkie negatywne cechy warstw wyższych, dlatego rozpoczął od krytyki. Uznał, iż jest to jedyna droga, która może przynieść jakikolwiek rezultat. W pięknie działań jednostki widzimy więc piękno świata.
    Osobny rozdział należy poświęcić dumie Polaków, Janowi Kochanowskiemu. Był on poetą, o którym bez przesady i z pełną powagą można powiedzieć, że wyznaczył drogi rozwoju polskiej poezji na kilkaset lat. O wielkości jego dokonań świadczą pieśni, fraszki i treny. Jego twórczość z całą pewnością możemy uznać za ponadczasową, a z poglądami głoszonymi w jego utworach musi się liczyć każdy.
    Bliskie były Janowi z Czarnolasu radości życia dworskiego, żarty i swoboda. Ta radość dominuje we fraszkach, które tworzył będąc dworzaninem możnowładców i żyjąc w ciszy – w Czarnolesiu. Miały one charakter żartobliwy. Poeta dostrzegał jednak obłudę i zakłamanie życia światowego.
    Stosunkowo szybko, bo około 1571 roku, poeta decyduje się na wycofanie z życia publicznego i osiada w swym majątku w Czarnolesiu. W swoim życiu Kochanowski pragnie bliskości Boga i jego opieki w życiu codziennym, dziękuje mu za piękny dom i spokojne życie, za natchnienie. O tych wszystkich wartościach mówi fraszka „Na dom w Czarnolesie”. Jan Kochanowski w swojej twórczości bardzo często odwoływał się do słów Horacego „Carpe diem”. Człowiek, który kocha życie, zachwyca się pięknem przyrody. Cudownym elementem przyrody stała się lipa czarnoleska (fraszka „Na lipę”), która dawała cień, wytchnienie, sprawiała, że człowiek zmuszony był do poważniejszej refleksji. Jan z Czarnolasu interesował się twórczością antycznych autorów m.in. Epikura, Zenona z Kition, dlatego też w jego utworach odnajdujemy elementy filozofii propagowanej przez tych myślicieli. We fraszce „Na swoje księgi” odnajdujemy elementy filozofii epikurejskiej. Do głębszych refleksji zmuszają nas pieśni. Jan z Czarnolasu wiele z nich napisał przebywając, w ciszy, w swym rodzinnym miejscu. Poeta przedstawia w tych utworach samego siebie, w całej okazałości. Zwrócił uwagę na źródła radości życia. Kochanowskiemu zbrzydło szybko bogate życie dworskie, obłuda, fałszywa pobożność i zakłamanie szlachciców. Najlepiej czuje się na wsi, gdzie odnalazł spokój i harmonię życia. Stał się wrażliwy na piękno otaczającej go przyrody. W „Pieśni Świętojańskiej o Sobótce” Kochanowski próbuje przedstawić uroki życia na wsi. Jest to życie pracowite, poddane rytmowi pór roku, życie zgodne z naturą. Poeta bardzo wysoko ceni pracę na roli. Tu, w kręgu rodzinnym, młodzież wychowuje się w poszanowaniu tradycji. Jan z Czarnolasu twierdził, że nie należy załamywać się z powodu jakiegoś niepowodzenia, jak również zbyt przesadnie wyrażać swoich emocji. Autor porównuje zmienność losu ludzkiego do zmian w przyrodzie. Zawsze przecież po zimie następuje wiosna, czyli po chwilach smutku nadejdzie uspokojenie. Jan Kochanowski cenił sobie w życiu każdego człowieka, jedną z ważniejszych wartości – cnotę. Marzył, aby ludzie doceniali jego twórczość i wybierali z niej wskazówki najbardziej wartościowe. Utwory tego wielkiego, polskiego poety stały się dla wielu czytelników drogowskazem pokazującym jak żyć i postępować zgodnie z wszystkimi zasadami moralnymi i etycznymi. W „Pieśni o cnocie” poeta napisał, że cecha ta jest nagrodą samą w sobie, a ostatecznym wynagrodzeniem za pokorne życie jest zbawienie w niebie. Jak nietrudno zauważyć Jan Kochanowski potrafił docenić najwspanialszy dar twórcy – życie. Piękno świata upatruje w posiadaniu zdrowia, spokoju, kochającej rodziny, podkreśla wartość cnoty. To jeden z najdobitniejszych przykładów jakie odnaleźć możemy w historii literatury. My możemy być dumni, że za sprawą Polaka łatwiej dostrzegamy piękno rzeczywistości.
    Na koniec kolejny, typowo polski akcent. Stanowi go twórczość następnego autora, którym chcielibyśmy się zająć, Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Był on pisarzem politycznym, a także publicystą. Stał się symbolem polskiego humanizmu i demokracji. Jego głębokie zaangażowanie w sprawy związane z równością wszystkich obywateli wobec prawa i wolnością wyznania sprawiło, iż zyskał sobie miano „ojca demokracji polskiej”. A.F.Modrzewski wykorzystywał teorię Erazma z Notterdamu, był także zwolennikiem irenizmu. Najbardziej znanym dziełem tego autora jest utwór „O poprawie Rzeczypospolitej”, w którym przedstawia i naświetla wszystkie wady systemu politycznego państwa polskiego. Autor w swoim utworze przede wszystkim krytykuje niedoskonałe polskie prawo, domaga się jego poprawienia. Cały utwór podzielony jest na księgi „O obyczajach”, „O prawach”, „O wojnie”, „O kościele” i „O szkole”. Celem tego podziału było przede wszystkim zyskanie możliwości bardziej szczegółowego opisu poszczególnych systemów prawnych i rządzących, które zakwalifikowane zostały do poszczególnych ksiąg. Autor domaga się równości wszystkich obywateli wobec prawa, reformy systemu szkolnictwa, rozważa cnoty i cechy charakteru, jakimi powinien odznaczać się porządny obywatel kraju. Modrzewski opisuje więc własny, idealny ustrój polityczny, który ma wiele wspólnego z utopią. Dlatego też miejscami działo może uchodzić za nierealne, jest jednak wspaniałym dokumentem niezależnej i wolnej myśli człowieka. Podobnie więc, jak w utworach Mikołaja Reja, także w tym Modrzewskiego został ukazany świat, który rządzi się jedynie prawami dżungli, w którym nie ma żadnych przepisów, a człowiek jest jedynie nosicielem wszelkich negatywnych i nieludzkich cech. Modrzewski próbował to zmienić i także wybrał drogę krytyki, tym razem nie ludzi, ale systemów prawnych i politycznych państwa polskiego. Wierzył on w swych rodaków i liczył na to, że jego utwór zostanie zrozumiany i przyczyni się do zmiany sytuacji.
    Podobną postawę prezentował inny publicysta, Piotr Skarga. Człowiek ten był niezwykle utalentowany i pracowity, pozostawił po sobie wiele pism, m.in. słynne „Kazania sejmowe”. Jako motyw przewodni Skarga obiera choroby „toczące” Rzeczpospolitą. Określił osiem głównych chorób, omawia poszczególne z nich, ich zgubny wpływ jaki mają na Polskę, oraz udziela rad, jak z nimi walczyć. Należy również przypomnieć, iż Piotr Skarga był kaznodzieją, katolikiem, dlatego też jego przemyślenia w dużym stopniu nawiązują do motywów pochodzących z Biblii. Wspomnianymi chorobami, według Skargi, są: brak miłości do ojczyzny, odstępstwo od wiary katolickiej, osłabienie władzy króla, niepraworządność, upadek moralności i obyczajowości w Rze

  • userphoto
    24. Literatura i sztuka wobec ludzkiego cierpienia. Ale ten płacz Antygony, Co szuka swojego brata, To jest zaiste nad miarę Wytrzymałości (Czesław Miłosz) Jesienią 1846 roku ulicą Petersburga szedł młody, dwudziestokilkuletni człowiek. Gdy zobaczył idącego z przeciwnej strony Turgieniewa, krzyknął: Nikt mi niestraszny, nikt, dajcie mi tylko czasu, a ja was wszystkich wdepczę w błoto! Dostojewski, bo to on był owym młodym człowiekiem, pytany potem o ten gwałtowny wybuch, odpowiedział, iż jego celem i największym marzeniem jest ukazanie tragizmu ludzkiego losu, jakiegoś wewnętrznego rozdarcia i cierpienia, które są udziałem każdego z nas. Gdy przeczytałam o tym incydencie, to (choć sama postać Dostojewskiego jest niewątpliwie postacią fascynującą) uwagę moją zwróciło nie zachowanie pisarza, a fakt nieco inny. Otóż pewnym zaskoczeniem stała się dla mnie świadomość, iż największym marzeniem jednego z najdoskonalszych, według mnie, twórców było oddanie pełni ludzkiego cierpienia. Wniknięcie w jego przyczyny, głęboka analiza, próba odnalezienia jego sensu – oto zadanie, które postawił przed sobą Dostojewski, ale chyba nie tylko on... Słowa przez niego wypowiedziane są dla mnie bowiem swoistym symptomem zjawiska pojawiającego się w literaturze i sztuce wszystkich epok. Problem ludzkiego cierpienia w twórczości wielu artystów jawi się jako niezwykle istotny, czasem wręcz fundamentalny. Warto więc go przeanalizować. Patrząc na to, czym jest dla twórcy cierpienie, w jaki sposób stara się je udokumentować, zrozumieć, wyjaśnić, dość wyraźnie dostrzegamy pewną ewolucję patrzenia na ten problem, jakby kolejne etapy na drodze poznawania i przedstawiania cierpienia. Odczuwanie cierpienia z pewnością nie jest obce nikomu. Nieważne, czy jest to „ból istnienia” Wertera czy „dramat bezideowości” Kordiana, ból Antygony czy nie mniej bolesna samotność pani Bovary. Jakimkolwiek to cierpienie by było, to oprócz lęku i bólu niesie ze sobą pragnienie nazywania go, zarysowania choćby jego konturów. U twórców pragnienie to jest tak silne, że często jak gdyby zagłusza samą istotę cierpienia. Tak więc artysta, człowiek wrażliwy, z pewnością na cierpienie nie pozostaje obojętny, podejmuje próbę poznania go, przekazania poprzez swoje dzieło. Niejednokrotnie ta próba okazuje się trudna i dramatyczna. Wystarczy wspomnieć wypowiedź Tuwima szukającego słów dla żywego świata: Boże dobry moich lat chłopięcych Moich jasnych świtów Boże święty Czy już nigdy nie będzie więcej Szumiącej nad słowem mięty Czy to już tak zawsze i wszędzie Będą słowa wyrywał z rozpaczy I sitowia, sitowia zwyczajnego Nigdy zwyczajnie nie zobaczę. Być może spostrzeżenia podmiotu lirycznego są subiektywne, ale nie ma dla mnie w całej literaturze słów dobitniej mówiących o cierpieniu. Co prawda, mowa tu jest o odczuciach twórcy nie znajdującego słów, by nazywać to uczucie, ale jednak przecież o cierpieniu. Istotny jednak wydaje mi się tutaj jeszcze jeden fakt – ukazanie ludzkiego cierpienia poprzez literaturę i sztukę jest co najmniej niełatwe, a być może w ogóle nie jest do zrealizowania. Jednakże wobec ogromu cierpienia, o którym wspomniałam wcześniej, próba ta będzie, moim zdaniem, na nowo podejmowana. I w tym momencie rozpoczyna się jakby kolejny etap. Artysta zaczyna szukać przyczyn cierpienia, analizować motywy postępowania, konsekwencji czynów człowieka, chce dotrzeć do najgłębiej ukrytych zakamarków jego duszy. W efekcie powstaje swoiste studium cierpienia. Wystarczy tu wspomnieć chociażby rozterki Raskolnikowa czy Makbeta. Od twórcy tylko zależy, na ile dokładnie i na ile doskonale odda to, co dzieje się w jego wnętrzu. Nie sposób nie odwołać się tutaj do (moim zdaniem) jednej z najdoskonalszych, najbardziej udanych realizacji tego zamierzenia, mianowicie do Niepokojów wychowanka T

    24. Literatura i sztuka wobec ludzkiego cierpienia.

    Ale ten płacz Antygony,
    Co szuka swojego brata,
    To jest zaiste nad miarę
    Wytrzymałości
    (Czesław Miłosz)

    Jesienią 1846 roku ulicą Petersburga szedł młody, dwudziestokilkuletni człowiek. Gdy zobaczył idącego z przeciwnej strony Turgieniewa, krzyknął: Nikt mi niestraszny, nikt, dajcie mi tylko czasu, a ja was wszystkich wdepczę w błoto! Dostojewski, bo to on był owym młodym człowiekiem, pytany potem o ten gwałtowny wybuch, odpowiedział, iż jego celem i największym marzeniem jest ukazanie tragizmu ludzkiego losu, jakiegoś wewnętrznego rozdarcia i cierpienia, które są udziałem każdego z nas.

    Gdy przeczytałam o tym incydencie, to (choć sama postać Dostojewskiego jest niewątpliwie postacią fascynującą) uwagę moją zwróciło nie zachowanie pisarza, a fakt nieco inny. Otóż pewnym zaskoczeniem stała się dla mnie świadomość, iż największym marzeniem jednego z najdoskonalszych, według mnie, twórców było
    oddanie pełni ludzkiego cierpienia. Wniknięcie w jego przyczyny, głęboka analiza, próba odnalezienia jego sensu – oto zadanie, które postawił przed sobą Dostojewski, ale chyba nie tylko on...
    Słowa przez niego wypowiedziane są dla mnie bowiem swoistym symptomem zjawiska pojawiającego się w literaturze i sztuce wszystkich epok. Problem ludzkiego cierpienia w twórczości wielu artystów jawi się jako niezwykle istotny, czasem wręcz fundamentalny. Warto więc go przeanalizować.

    Patrząc na to, czym jest dla twórcy cierpienie, w jaki sposób stara się je udokumentować, zrozumieć, wyjaśnić, dość wyraźnie dostrzegamy pewną ewolucję patrzenia na ten problem, jakby kolejne etapy na drodze poznawania i przedstawiania cierpienia. Odczuwanie cierpienia z pewnością nie jest obce nikomu. Nieważne, czy jest to „ból istnienia” Wertera czy „dramat bezideowości” Kordiana, ból Antygony czy nie mniej bolesna samotność pani Bovary. Jakimkolwiek to cierpienie by było, to oprócz lęku i bólu niesie ze sobą pragnienie nazywania go, zarysowania choćby jego konturów. U twórców pragnienie to jest tak silne, że często jak gdyby zagłusza samą istotę cierpienia. Tak więc artysta, człowiek wrażliwy, z pewnością na cierpienie nie pozostaje obojętny, podejmuje próbę poznania go, przekazania poprzez swoje dzieło. Niejednokrotnie ta próba okazuje się trudna i dramatyczna. Wystarczy wspomnieć wypowiedź Tuwima szukającego słów dla żywego świata:

    Boże dobry moich lat chłopięcych
    Moich jasnych świtów Boże święty
    Czy już nigdy nie będzie więcej
    Szumiącej nad słowem mięty
    Czy to już tak zawsze i wszędzie
    Będą słowa wyrywał z rozpaczy
    I sitowia, sitowia zwyczajnego
    Nigdy zwyczajnie nie zobaczę.

    Być może spostrzeżenia podmiotu lirycznego są subiektywne, ale nie ma dla mnie w całej literaturze słów dobitniej mówiących o cierpieniu. Co prawda, mowa tu jest o odczuciach twórcy nie znajdującego słów, by nazywać to uczucie, ale jednak przecież o cierpieniu. Istotny jednak wydaje mi się tutaj jeszcze jeden
    fakt – ukazanie ludzkiego cierpienia poprzez literaturę i sztukę jest co najmniej niełatwe, a być może w ogóle nie jest do zrealizowania.

    Jednakże wobec ogromu cierpienia, o którym wspomniałam wcześniej, próba ta będzie, moim zdaniem, na nowo podejmowana. I w tym momencie rozpoczyna się jakby kolejny etap. Artysta zaczyna szukać przyczyn cierpienia, analizować motywy postępowania, konsekwencji czynów człowieka, chce dotrzeć do najgłębiej
    ukrytych zakamarków jego duszy. W efekcie powstaje swoiste studium cierpienia. Wystarczy tu wspomnieć chociażby rozterki Raskolnikowa czy Makbeta. Od twórcy tylko zależy, na ile dokładnie i na ile doskonale odda to, co dzieje się w jego wnętrzu. Nie sposób nie odwołać się tutaj do (moim zdaniem) jednej z najdoskonalszych, najbardziej udanych realizacji tego zamierzenia, mianowicie do Niepokojów wychowanka Trlessa Roberta Musila. Opisy cierpień i rozterek bohatera czującego między swoim najwewnętrzniejszym „ja” a tym, co wypowiada i nazywa – jakąś odległość nie do pokonania, mur nie do rozbicia – są wręcz mistrzowskim zapisem ludzkiego cierpienia. Tak głęboka analiza, obecna przecież u wielu twórców, prowadzi także do poznania różnych rodzajów cierpienia, specyfiki takiego stanu. Różni się przecież bardzo cierpienie Syzyfa czy Prometeusza od cierpienia Hioba. Inaczej czuje się opuszczona małżonka św. Aleksego, inaczej Justyna Bogutówna. Cierpień Lorda Jima nie można porównać z przeżyciami Wertera.

    A więc potrafi artysta w większym lub w mniejszym stopniu, dokonując analizy zachowań, reakcji, sposobu myślenia, dotrzeć do „środka duszy” swojego cierpiącego bohatera. I w tym momencie możliwe są dwie drogi. Temat wymaga, abym przedstawiła obie, choć jedna z nich wydaje mi się bardziej warta uwagi. Gdy stwierdzimy bowiem, że znamy człowieka, jego pragnienia, ograniczenia, cele, z których wypływa cierpienie (bo w zasadzie literatura i sztuka wykazały, iż cierpienie to nic innego, jak dramat bezideowości lub niemożności realizacji tejże), to jedynym, co nam pozostaje, jest poszukiwanie wyjścia z tego swoistego labiryntu bólu i lęku. Pomijam oczywiście modernistyczną rezygnację z wszystkiego i chęć „zanurzenia się w nirwanie”, gdyż koncepcja ta, według mnie, jest raczej ucieczką od problemu niż próbą jego rozwiązania. Poszukiwanie drogi do szczęścia w zasadzie znane jest chyba każdemu człowiekowi, więc jest ono niezwykle istotne. W artystyczny sposób powinno być cenne i niezastąpione.

    I po raz kolejny słuszne wydaje mi się nawiązanie do Zbrodni i kary Dostojewskiego, a mianowicie do postaci Soni, która sugeruje Raskolnikowowi, by przyjął cierpienie i tym sposobem odkupił swoje winy. Jest to chyba pewien fenomen – zarówno w prozie, w poezji, dramacie, jak i malarstwie. Sposobem na wyjście z kryzysu, na zrozumienie cierpienia staje się etyka chrześcijańska.
    Nieprzypadkowo bowiem obok „przegranego”, wydawałoby się, Raskolnikowa pojawia się Sonia. W pewien sposób do niego podobna, bo oboje „sprzedali siebie”, staje się jednak swoistym cudem, który (tak jak w przypowieści o Łazarzu) pozwala odzyskać wiarę, nadzieję, oddalić smutek, cierpienie i rozpacz.

    Piszę tak dużo o tej sytuacji, gdyż jest ona charakterystyczna dla wielu twórców. Wystarczy przypomnieć treny Kochanowskiego, wizję Pankracego w ostatniej scenie Nie–Boskiej komedii czy hymny Kasprowicza, by zobaczyć, jak istotne miejsce zajmuje etyka chrześcijańska. Warto przypomnieć niezawinione cierpienie Hioba, który z pokorą poddał się woli Boga, choć nie rozumiał,
    dlaczego Stwórca tak okrutnie go karze (bogobojny Hiob utracił rodzinę, majątek i zdrowie). Hiob rozumiał, że plany Boga nigdy nie będą zrozumiałe dla człowieka i że jedyne, co może zrobić, to cierpliwie czekać na boskie iłosierdzie.

    Cierpienie nierozerwalnie złączone jest z miłością i wiarą, dzięki którym człowiekowi łatwiej jest je znosić. To zagadnienie ukazane jest w filmie Kieślowskigo Niebieski. Kiedy cierpienie staje się doświadczeniem większym niż cokolwiek, dane nam było poznać w życiu (bohaterka filmu Julie traci w wypadku męża i dziecko), a na dodatek zabiera nawet wspomnienia, mogące przecież stać się – jak pisał o tym Borges – swoistym „rajem utraconym” (Julie nie zostają nawet wspomnienia, bo małżeństwo, które wydawało się jej szczęśliwe, było złudą i jakimś totalnym fałszem, jedynie iluzją – jej mąż związany był jeszcze z inną kobietą), to okazuje się, że tylko niezwykle silna wiara, wielka nadzieja i ogarniająca wszystkich miłość mogą stać się większe niż cierpienie.

    Próby odnalezienia sensu cierpienia, jego wyjaśnienia, zwykle zakończone zostają sukcesem, bo człowiek potrafi chyba jednak rozwiązywać każdy problem. Lecz napisałam wcześniej, że kiedy człowiek pozna swoje cierpienie, to zwykle są dwie możliwości działania. Dokładna analiza, wyciąganie wniosków, swojego rodzaju „wyzwalanie się” dokonywane przez twórców jest na pewno trudne, ważne, ale czy... potrzebne? Moja ocena jest oczywiście subiektywna, ale przyznam, że czasami czuję przesyt, nuży mnie zbyt drobiazgowa analiza, zbyt boleśnie i dramatycznie przeżywane życie. Czytając Antygonę, nie mogłam oprzeć się dziwnemu wrażeniu, iż jej ból, rozpacz są trochę sztuczne, trochę „nad miarę wytrzymałości”. Jej trwanie w podjętej decyzji ocierało się czasem o jakąś przekorę, a nawet wręcz fanatyzm. Jej płacz nie wzbudzał we mnie współczucia, a drażnił i irytował, to jej dziwny upór (a nie istnienie dwóch równorzędnych, lecz przeciwstawnych racji) był dla mnie przyczyną zaistniałej tragedii.

    Celowo dopiero w tym momencie nawiązałam do fragmentu wiersza Czesława Miłosza – dopiero teraz bowiem mogę pokazać to, wcale nie tak rzadkie, zjawisko przedstawienia ludzkiego cierpienia tak, iż jest ono „zaiste nad miarę wytrzymałości”. Bolesław Prus w jednym z wywiadów porównał kiedyś dzieło literackie do obrazu, na którym jest las. Powiedział, że czasami widać dokładnie wszystkie drzewa, a nie widać... lasu. Tymczasem zadaniem artysty, i to nie tylko literata, jest przede wszystkim ukazanie owego lasu. I trochę podobnie jest z przedstawieniem ludzkiego cierpienia – widać mnóstwo detali, tymczasem zatarta zostaje sama istota takiego stanu. Postacie (jak chociażby Antygona) stają się zbyt sztuczne, zresztą chyba dlatego, że ich twórca chce, by były jak najbardziej naturalne.

    A więc wręcz ciśnie się na usta pytanie: czy taki sposób przedstawienia, obrazowania ludzkiego cierpienia jest sposobem najdoskonalszym? Otóż, moim zdaniem, nie! Jest bowiem jeszcze owa druga możliwość, o której już wspomniałam, dużo bardziej pociągająca i atrakcyjna, bo przynosząca znacznie lepsze efekty.

    Jest taki obraz Muncha, który artysta zatytułował Krzyk – kilka barwnych plam, nieskomplikowana linia, a jednak...
    A jednak krzyk ukazanej postaci jest na tyle przejmujący, że gdy patrzę
    na ten obraz, to mam wrażenie, iż to ten potworny wrzask wręcz „niebo w pasy drze”, sprawia, że wszystko zamiera w bezruchu. A owa postać, mimo prostej przecież linii, ma na twarzy wypisane więcej niż gdyby była namalowana realistycznie. Jej nieme cierpienie (nieme – bo swoistym paradoksem tego obrazu jest, według mnie, to, że zawiera on w sobie jednocześnie najpotworniejszy krzyk, jak i najbardziej upiorną, przerażającą ciszę, łączy
    dynamikę i statystykę) wyraża dużo więcej niż potrafi zrobić jakikolwiek inny obraz. Krzyk jest jednym z moich ulubionych obrazów, bo stanowi swoisty symbol tego, o co (według mnie) chodzi w sztuce.

    Realne i wierne oddanie cierpienia nie jest możliwe, tak więc dużo doskonalsze i dojrzalsze artystycznie będzie przyjęcie nieco innej konwencji. Mam na myśli wykorzystanie tylko pewnego symbolu, niedomówienia, niejasności, by wyrazić to, co teoretycznie niewyrażalne. I nie jest konieczne posługiwanie się, tak jak Munch, techniką symbolizmu i ekspresjonizmu. Przed oczami stają mi bowiem także grafiki Bruna Schulza, którego o ekspresjonizm trudno posądzić. Jednakże grafiki, na których pokazywał Edzia czy Adelę i jej adoratorów będące,notabene, ilustracjami do utworów), mimo zupełnie innego charakteru, są czasami równie wymowne jak obrazy Muncha. Wobec pewnego ciepła, pogody, które zawsze niesie ze sobą twórczość Schulza, niekiedy jeszcze brutalniej potrafią obnażyć ludzką samotność.

    Co jednak będzie się działo, gdy droga artystyczna pójdzie właśnie w kierunku owej umowności i symboliczności w ukazywaniu cierpienia? Od symbolu niedaleko chyba do karykatury i groteski, do czegoś, co dla mnie jest szczytem artyzmu w pokazywaniu ludzkiego bólu.

    Widziałam niedawno reprodukcję obrazu, który podobno obejrzał Beckett, zanim napisał Czekając na Godota. Obraz niezwykle prosty – noc, droga, księżyc, dwie postacie zaznaczone dość grubą kreską. Skojarzenie z Estragonem i Vladimirem jest natychmiastowe. W zasadzie, znając ten obraz, sztukę Becketta, jak i liczne interpretacje sceniczne, można zastanawiać się, czy „to” w ogóle jest o cierpieniu, przecież bohaterowie są śmieszni, karykaturalni, nie mają żadnej idei (bo trudno potraktować czekanie jako ideę – jeśli nawet, to nie mają szansy realizacji), nie poszukują – próba samobójstwa kończy się ze złamaniem jedynej uschniętej gałęzi – a jednak... A jednak jest to chyba „rzecz o cierpieniu”, i to bardziej wymowna niż analizy Dostojewskiego czy Szekspira, niż rozpacz Kochanowskiego w trenach czy porywy namiętności Wertera. Taki człowiek najpierw budzący śmiech, najwyżej litość, staje się swoistym fenomenem literatury, bo litość szybko przeradza się w coraz głębsze współczucie, aż w pewnym momencie, nagle, ukazuje się nam ktoś, czyja sytuacja jest o wiele trudniejsza i bardziej tragiczna niż rozpaczającej Antygony czy Hioba. Gdy czytamy jedną z powieści Dostojewskiego, autor przygotowuje nas w pewien sposób do tego, iż ukaże cierpienie; nasza świadomość takiego stanu rośnie stopniowo, u Becketta jest ona szokiem. Przypomina mi to trochę ekranizację powieści Homo Faber Maxa Frischa. O ile czytając książkę, ma się świadomość rozgrywającej się tragedii, o tyle oglądając film, w pewnym momencie czuje się zaskoczenie. Cierpienie pokazane jest w ten sposób, że właśnie szokuje, ma dużo istotniejszą moc przekazu. Pusta scena w sztukach Becketta (uschłe drzewko w Czekając na Gogota lub góra piasku w Radosnych dniach stanowią jedyny jej wystrój) dużo więcej powiedziała o cierpieniu niż przebogata czasami scenografia dramatów szekspirowskich. Są jednak sytuacje, których ująć w ramy przedstawionego przeze mnie schematu nie można.

    Dotychczas rozważałam jedynie problem cierpienia jednostki, co jednak robić, gdy cierpią miliony? Myślę o twórcach okresu wojny i okupacji. To, co działo się wtedy (obojętne czy opisane jest to w Innym świecie czy Dzienniku pisanym nocą G. Herlinga–Grudzińskiego, czy w chaotycznej relacji w Pamiętniku z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego), przekracza ludzką wyobraźnię. Każdy z ludzi, który doświadczył cierpienia, jakie niesie ze sobą wojna, mógłby powtórzyć za Krzysztofem Kamilem Baczyńskim:

    Boże mój ja przed Tobą
    Ołtarz ciała rozdarty
    Jedynym sumieniem zrodzony
    Dymię tysiącem martwych

    I każdy taki zapis będzie dokumentem ludzkiego cierpienia. Dokumentem w pewien sposób doskonałym, bo nie wymagającym jakiejkolwiek analizy; każdy komentarz, analiza takiej literatury czy sztuki będzie tylko jej spłyceniem.

    Ludzie zawsze cierpieli. Motyw cierpienia pojawia się więc literaturze i sztuce od zawsze. Myślę, że artysta nigdy na ból nie zareaguje obojętnością, jednak każdy przedstawia ten motyw w sposób bardzo różny. Artystycznym rozważaniom o cierpieniu towarzyszyć musi zawsze nadzieja, bo tak naprawdę tylko ona jest silniejsza niż samo cierpienie. Dlatego też chciałabym zakończyć te rozważania fragmentem wiersza Adama Asnyka:

    Miejcie nadzieję nie tę lichą naszą
    Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera
    Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
    Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.


    25. „Dziełami wielkimi i moralnymi są tylko dzieła prawdy (Emil Zola). Skomentuj tę opinię, odwołując się do wybranych utworów literackich.

    Sztuka, tworzona przez człowieka i dla człowieka, jest nieodłącznym elementem naszej egzystencji. Jako stałej towarzyszce ludzkiego życia, zwykliśmy wyznaczać jej funkcję nośnika ponadczasowych prawd i uniwersalnych wskazówek. Wielkimi dziełami określamy więc utwory, które – oprócz walorów estetycznych – zawierają naukę moralną. Dla mnie wzorem takiego arcydzieła jest Biblia, która nie tylko mówi o świętości, ale także nią jest. Idealnym dziełem jest bowiem utwór, który, mówiąc o życiu, jest zarazem jego częścią. Mam na myśli jedność pracy z rzeczywistością, a więc „zlanie się” jej z naturą. Pamiętając jednak o arystotelesowskim mimesis, czyli naśladowczym charakterze sztuki, mam świadomość, że osiągnięcie takiego ideału jest praktycznie niemożliwe.
    Możliwe jednak jest zbliżenie się do tego wzorca, poprzez realistyczne obrazowanie świata. Prawdy wielkie i moralne płyną bowiem z samego życia.

    Źródłem ludzkiej moralności są, moim zdaniem, prawdy pierwotne, prawdy czerpane z natury. Według filozofii taoistycznej, która dla mnie stała się podstawą do odnalezienia własnej „drogi życia”, najistotniejsze prawdy tkwią w naturze i codzienności. Trzeba umieć obserwować rzeczywistość, dostrzec, jakie prawa
    rządzą ludzkim działaniem, aby z nich zbudować własny kodeks moralny.

    Światem jednak często kierują fałszywe odruchy ludzkie, dlatego aby odnaleźć istotę jego funkcjonowania, należy przebić się przez grubą warstwę zakłamania. Trzeba odnaleźć prawdę o ludziach, która często skrywana jest pod płaszczem pozorów. Wysiłek ten chyba najczęściej podejmują literaci, jako ci, których szczególna wrażliwość nie pozwala na tolerowanie zakłamania. Na przestrzeni wieków wielu twórców usiłowało odsłaniać prawdziwe oblicze świata, ale niewielu jest takich, którym się to udało.

    Dla mnie twórca, który napiętnował zakłamanie, w obojętnie jakiej dziedzinie życia, godzien jest miana mistrza, jego utwór zaś gotowa jestem okrzyknąć arcydziełem.

    Wydaje mi się bowiem, że literatura powinna być w pewien sposób utylitarna, jeżeli chodzi o jej treści moralne. Chciałabym przytoczyć kilka przykładów dzieł literackich, które właśnie ze względu na zawartą w sobie prawdę o życiu nazwać można „wielkimi i moralnymi”.

    Jak już wspomniałam, problem prawdy o życiu nękał literatów już od najdawniejszych czasów.

    Dla udowodnienia własnych słów, chciałabym podać przykład Antygony Sofoklesa – utworu z IV wieku p.n.e. Tytułowa bohaterka, wbrew woli władcy państwa, Kreona, postanawia pochować zwłoki swego brata, Polinejkesa. Sofokles ukazuje prawdę o bohaterce, która, będąc rozdartą wewnętrznie, popada w konflikt tragiczny. Chcąc być w zgodzie z prawami boskimi, Antygona łamie zakazy Kreona. Decyduje się na pochowanie brata, a tym samym skazuje się na śmierć.

    Kreon jest przykładem władcy–tyrana, który, pragnąc realizować własne wyobrażenia na temat państwa, postępuje wbrew prawu boskiemu. Przyrównać go można do Hitlera lub Stalina, którzy w miejsce tradycyjnej religii wprowadzają kult silnej władzy. Przypomnijmy sobie w tym miejscu decyzję Stalina o zburzeniu cerkwi Chrystusa Zbawiciela i planie budowy na jej miejscu Pałacu Sowietów, aby zobrazować proces wypierania religii jednowładztwem. Ofiarami takiego procesu padają zwykle ludzie, tacy jak Antygona lub jej współczesny odpowiednik – ks. Popiełuszko.

    Sofokles sugeruje nam refleksję, że mimo śmierci Antygony, triumfuje moralność. Antygona jest reprezentantką całego społeczeństwa, Kreon zaś – jednostką o wielkiej władzy. Moim zdaniem racja tkwi więc w zbiorowej świadomości, a nie w umyśle i wyobrażeniach jednostki. Sofokles pokazuje nam prawdę na temat relacji władza–społeczeństwo, a także wskazuje rozbieżności między prawem boskim a ziemskim. Opisując określone postawy, skłania do wyciągnięcia wniosków z przedstawionych faktów. Prawda niesie bowiem ze sobą naukę moralną. Tylko odwieczna i ciągle ta sama etyka, nakazująca miłość do drugiego człowieka i głęboka wiara są wartościami ponadczasowymi. Prawo boskie zawsze zwycięża ziemskie zakazy. Człowieka można zabić, ale jego racje pozostaną niepodważalne i wciąż żywe. Antygona zginęła, ale klęskę poniósł Kreon. Popiełuszko został zabity, ale nadal funkcjonuje w społeczeństwie polskim przeświadczenie o słuszności jego poglądów i działania, którego się podjął.

    Według mnie Antygonę należy zaliczyć się do tych utworów, które, ze względu na zawartą w nich prawdę o człowieku, wzbogacają nasze wnętrze i niosą bezwzględne nakazy walki o własną moralność, o zgodę z samym sobą i zachowanie godności.

    Myślę, że rozważając problem moralności na podstawie odkrywania prawdy o człowieku, warto wspomnieć o Innym świecie Herlinga–Grudzińskiego. Lagier sowiecki, przedstawiony przez Grudzińskiego, zupełnie inaczej wygląda „zza drutów”, a inaczej widziany od wewnątrz. Czyżby prawda miała dwa oblicza?

    Pokój przeznaczony dla odwiedzających, utrzymany w przytulnej, prawie domowej atmosferze, daje podstawę, aby sądzić, że cały obóz wygląda podobnie. Rzeczywistość jest jednak całkowicie odmienna. Prawdziwy jest tylko obraz postrzegany przez więźniów, oni tylko upoważnieni są do wypowiadania opinii na temat swoich warunków życia. Tylko ci, którzy doświadczą konkretnej rzeczy,
    znajdą się w określonej sytuacji lub spróbują życia w danych warunkach, mają prawo do nazywania swoich spostrzeżeń prawdziwymi. Prawda nie uznaje bowiem światłocieni. Herling–Grudziński, obrazując nieludzkie warunki życia w obozie i bestialski sposób traktowania więźniów, wskazuje na sylwetki bohaterów, którzy
    pośród odczłowieczenia umieli zachowywać się jak ludzie. Michaił Kostylew i Natalia Lwowna potrafili postępować zgodnie z samym sobą, być godnymi i wolnymi tym specjalnym rodzajem wolności, która pozwala decydować o własnej śmierci. I choć autor ma świadomość, że podobne postępowanie wymagało heroicznego wysiłku, nie usprawiedliwia jednak tych, którzy go nie podjęli, a tym samym dali się odczłowieczyć, skrzywdzić i poniżyć.

    Manichejska struktura dzieła (prześwity w mrokach) wskazuje na dualizm natury ludzkiej oraz daje bezwzględny nakaz walki o zachowanie godności. Herling–Grudziński na przykładzie bolesnej prawdy o obozie przekazuje czytelnikowi naukę moralną. Naukę, która mówi o konieczności zachowania silnego charakteru nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Głosi potrzebę stworzenia sobie ugruntowanego systemu wartości, który może stać się dla człowieka „ostatnią deską ratunku”. Herling–Grudziński, poprzez ukazanie prawdy o człowieku, w naturze którego leży uzależnienie własnych poglądów od sytuacji, udowadnia, że relatywizm zasad moralnych prowadzi do zabicia osobowości. Wydaje mi się, że właśnie ukazanie łagrowej rzeczywistości w sposób realistyczny jest punktem wyjścia do rozważań nad ludzką moralnością. Tylko ukazanie prawdy o zachowaniu się ludzi w warunkach ekstremalnych może doprowadzić do właściwych wniosków. Poznanie warunków determinuje bowiem ich analizę.

    Kolejnym utworem, który pragnę zaprezentować jako nośnik ponadczasowych prawd, jest III część Dziadów. Mickiewicz, wskazując na podział społeczeństwa na część zainteresowaną losami kraju i obojętną wobec nich, demaskuje prawdziwe oblicze Polaków. Podczas gdy młodzież i weterani torturowani są za swą działalność niepodległościową, arystokracja stara się nie angażować w politykę. Jedni widzą w Nowosilcowie kata narodu, inni – doskonałego wodzireja balów. Mickiewicz wyraźnie wartościuje obie części Polaków. Jego sympatia jest zdecydowanie po stronie aktywnych, którzy zachowali honor, uczciwość i chęć walki o ojczyznę.
    Są oni spadkobiercami najlepszych polskich tradycji, do których należą: głęboka wiara, rycerskość i służba krajowi. Młodzi pozostali wierni ojczyźnie, zachowali ideę niepodległościową, wbrew ogólnemu przeświadczeniu o klęsce Polski. Arystokracja natomiast zaprzedała się Rosji. Postawami arystokratów rządzi chęć zysku – zdobywania kontaktów, urzędów i pieniędzy. Analiza podziału społecznego w Polsce dziewiętnastowiecznej skłania nas do refleksji na temat uczciwości wobec własnego kraju.

    Można powiedzieć, że arystokracja zdradziła Polskę, niczym Piłat umyła ręce od odpowiedzialności. Mickiewicz wyraźnie krytykuje podobne zachowanie. Popiera natomiast Polaków aktywnych, którym nawet zadedykował swoją pracę:

    Narodowej chwały męczennikom poświęcam – Autor

    Poparcie młodzieży jest zarazem pochwałą moralności, nakazującej wierność własnym przekonaniom, rycerską odpowiedzialność za ojczyznę oraz zdolność do poświęceń.

    Bywają sytuacje, w których bezpośrednie przekazywanie prawdy jest niemożliwe. Realistyczny przekaz zastępuje wówczas metafora, a konkretne cechy uosabiają np. zwierzęta. Mam na myśli bajki I. Krasickiego, które stanowią krytykę określonych postaw i zachowań. Krasicki piętnuje ludzkie wady, a żeby krytyka nie była
    zbyt zjadliwa, okrywa ją płaszczem metafory. Lis u niego staje się symbolem sprytu i chytrości, ptak – wolności, jagnię – potulności. Prawda nie jest przekazana w sposób dosłowny, ale niesie jednak naukę moralną.

    Prawda pozwala na stworzenie zasad moralnych, obrazuje złe lub dobre postawy, ale jej nadrzędną funkcją jest, jak sądzę, przekaz istotnych zdarzeń lub informacji. Tylko za sprawą rzeczywistego opisu możemy poznać fakty dotyczące historii. Przypomnijmy sobie reportaż Zofii Nałkowskiej pt. Dwojra Zielona. Jest w nim zawarty wizerunek kobiety, która za wszelką cenę pragnie przeżyć wojnę. Nie ma co jeść, nie ma gdzie spać, jest ranna i zmęczona, ale tkwi w niej ogromna wola przetrwania. Dlaczego? W kilka lat po wojnie Dwojra przyzna się reporterce, że w ciągu tych strasznych dni wojennych czuła, że musi przeżyć, aby móc opowiedzieć o cierpieniach innych. Niech świat wie, co oni robili – powie Dwojra, tłumacząc pragnienie przeżycia.

    Prawdziwa relacja obiektywnej osoby jest jedyną możliwością odtworzenia dziejów. Medaliony Nałkowskiej są właśnie takim beznamiętnym, suchym, pozbawionym komentarza zapisem faktów. Dają czytelnikowi wierny obraz rzeczywistości, pozostawiając mu ocenę. Aby udowodnić wartość dzieła zawierającego obiekty–
    wny opis zdarzeń, chciałabym podać przykład Kroniki Wincentego Kadłubka, która, mimo że ma duże walory artystyczne, jest pracą zupełnie bezwartościową z punktu widzenia nauki. Kadłubek upiększał bowiem swoje dzieło, do historii Polski wplatał fikcyjne wątki, dodawał cytaty.

    Zastanawiając się nad istotą prawdy, dochodzę do wniosku, że jej największą zaletą jest krytycyzm. Prawda ma ściśle określone granice, a jej łagodzenie, zaostrzenie lub jakiekolwiek koloryzowanie sprawia, że granice te przesuwają się. Prawda przestaje być prawdą. Dzieła prawdy godzą w ludzkość, a zarazem doskonalą ją.

    Wydaje mi się, że ludziom bardzo trudno jest pogodzić się z krytycznymi uwagami na ich temat, a jeszcze trudniej wykorzystać je do pracy nad sobą. Realistyczne prace pełnią więc rolę wychowawcy – wskazują błędy i nawołują do poprawy poprzez naśladowanie określonych wzorów.


    26. Etos rycerza i spiskowca.

    Etos rycerza, który jest powszechnie znany i propagowany, pochodzi z epoki średniowiecza To właśnie wieki średnie ukształtowały ideał rycerza o nieskazitelnej reputacji, człowieka honoru, walczącego do ostatniej krwi o słuszna sprawę, odważnego i zdolnego do poswiecen.
    Ten wzorzec moralny, mocno zakorzeniony w sredniowieczu, pozostawil takze swoje slady w pozniejszych okresach literackich.Mozna jednak zauwazyc, ze ow etos zmienial sie z uplywem czasu, a dokladniej, tworcy wzbogacali swoje postacie rowniez innymi cechami, ktore niekoniecznie byly przymiotami rycerza. Albowiem juz w dobie romantyzmu pojawiali sie bohaterowie reprezentujacy wprawdzie idealy rycerskie, jednazke czesto ich zamiary byly rozne od wykonywanych dzialan, niweczacych conty, ktore posiadali. W ten sposob mozna stwierdzic, ze stawali sie oni tylko czesciowo rycerzami, gdyz przeszkadzala im w tym, chec zmian, w ich mniemaniu na lepsze, czesto konczaca sie spiskiem. Zas spisek to juz sprzeniewierzenie sie kodeksowi rycerskiemu. Aczkolwiek mozna polaczyc oba te etosy, gdyz nie wykluczaja sie one wzajemnie. Poniewaz mozliwe jest bycie jednoczesnie i rycerzem i spiskowcem, literatura ma na to wiele przykladow. Natomiast postawa taka byla stawiana jako wzorzec postepowania mlodemu pokoleniu, model rycerza odpowiadal owczesnym zapotrzebowaniom. Lecz nie oznacza to, ze ideal prawdziwego rycerza calkowicie zanikl. Wrecz przeciwnie, nawet we wspolczesnych utworach literackich mozna taka postawe odnalezc, a jej przykladem jest chociazby doktor Rieux, bohater powiesc Alberta Camusa pt. '' Dzuma''.
    Na poczatek jednak nalezy przedstawic wzor rycerza na podtawie tytulowego bohatera z sredniowiecznej '' Piesni o Rolandzie'', aby w ten sposob blizej przyjrzec sie etosowi rycerza, jego roli i przemianom, ktore sie dokonaly zgodnie ze zmiana zapotrzebowan spoleczenstwa, a szczegolnie pragne ukazac etos rycerza i spiskowca, szeroko rozwinietego w romantyzmie.
    Zatem '' Piesn o Rolandzie'' opowiada o rycerzu, ktory dowodzil tylna straza krola Karola Wielkiego. Roland jest wlasnie wzorem rycerza chrzescijanskiego i stal sie nawet najbardziej bohaterska postacia oraz legendarna osobowoscia literatury sredniowiecznej. jego dzieje sa burzliwe i skonczyly sie smiercia rolanda, ktora byla bohaterska i pelna wznioslosci. Podczas krotkiej akcji tego utworu, zostaly ukazane wszystkie cechy jakimi powinien charakteryzowac sie rycerz.. Przede wszystkim bylo to kierowanie sie miloscia do ojczyzny i do swego wladcy oraz wiara w Boga, prowadzaca do walki z poganami. Zas rzecza, ktora rycerz najbardziej cenil byl honor, a z nim wiazaly sie jeszcze dwa przymioty: mestwo i walecznosc. Idealny rycerz byl czlowiekiem o surowych obyczajach. Nie przeszkadzalo to jednak temu, by byl szarmancki wobec dam i umial zachowac sie na dworze. Dzieki ukazywaniu tak wspanialych cech, literatura rycerska miala niewatpliwie dodatni wplyw na ksztaltowanie charakterow owczesnej mlodziezy. Nie tylko bowiem opiewala prawosc, szlachetnosc, mestwo, lecz takze ostrzegala przed zdrada i zlym postepowaniem, za ktore predzej cz pozniej, ponoszono kare. Tak oto przedstawial sie rycerz sredniowieczny, czlowiek bez skazy, bez plam na honorze i bez pokus. Lecz odmiennie ksztaltowal sie etos rycerza w pozniejszych czasach.
    Jego przyklad posluzy mi epoka romantyzmu, ktora byla doba niewoli i rozdarcia Polski miedzy trzech zaborcow. W tym okresie pojawil sie niemal nowy epos rycerski, a bylo to spowodowane wlasnie boiegiem historii. To ona, w pewien sposob, narzucila taki model postepowania, gdyz dla mlodych ludzi owczesne czasy oznaczaly spiski i dzialalnosc konspiracyjna, zagrozenie wiezieniem, zeslaniem i wreszcie udzial w powstaniu. Zas sprawy prywatne zeszly na dalszy plan. Nowy bohater rzucil sie w wir walki o wolnosc i jest to cecha jak najbardziej pozytywna, gdyby nie sposob owej walki. A byla to metoda podstepu, spisku i zdrady, ktora nie zawsze godzila sie z owczesna moralnoscia. Dlatego postaci tych nie mozna jednoznacznie oceniac. I tak Wallenrod uzywal podstepu i zdrady, Konrad z III czesci Dziadow bluznil przeciw Bogu, a Kordian byl bliski krolobojstwa. Kazdy z nich w pewnym sensie spiskowal wobec czegos, co uwazal za niesluszne i niesprawiedliwe. Wprawdzie takiego postepowania nie pochwalal zaden z nich, lecz nie widieli innego sposobu na osiagniecie swoich celow.
    Na miano spiskowca najbardziej zasluzyl moim zdaniem Kordian, tylylowy bohater z utworu Juliusza Slowackiego. Jego spisek mial na celu zabicie cara. Niestety okazalo sie to zadaniem ponad jego sily, gdyz taki czyn jest sprzeczny z etosem rycerskim, ktoremu wbrew sobie Kordian byl wierny. Lecz jego mlodzieniec wyobcowany i samotny, podjal sie misji dokonania zamachu. Mozna, wiec zauwazyc, ze nawet w takiej dramatycznej sytuacji, etos rycerza nie zanika. Dlugo planowany i analizowany spisek nie byl w stanie zniszczyc podstawowych cech prawowitego meza, ktorym byl w glebi duszy, ajk kazdy czlowiek. Niektorzy moga stwierdzic, ze Kordian byl po prostu za slaby psychicznie, aby dokonac tego czynu. Jednak nie jest to do konca prawda. Pomimo przegranej walki jaka stoczyl ze Strachem i Imaginacja, przed sypialnia cara, zdal sobie sprawe, ze zabicie wladcy nie rozwiazaloby problemu niepodlegolsci Polski.To, ze Kordian byl rycerzem, swiadczy o tym jego zapal do walki, chec czynienia swiata lepszym, wiara w wyidealizowana milosc, sprawiedliwosc i Kosciol, ktora pod wplywem brutalnej rzeczywistosci, powoli zanikla i to byc moze stalo sie przyczyna jego buntu i spisku.
    Kolejnym ''spiskowcem'' byl Konrad, bohater III czesci Dziadow Adama Mickiewicza. Zasluguje on na to miano, poniewaz wystapil przeciwko Bobu, co rowniez jest pewnego rodzaju spiskiem. Wszystko to rozegralo sie, kiedy konrad wyglosil monolg zwany '' Wiela Improwizacja''. nie mogl on pogodzic sie z niewola swojego narodu. konrad podobnie jak sredniowieczny Roland zduntowal sie przeciw nieszczesciom i szukal ratunku w ufnosci religijnej, ale rownoczesnie oskarzyl Boga o obojetnosc wobec wlasnego narodu. natomiast w szczytowym momencie niezwyklego uniesienia Konrada, ogarnelo go poczucie niezwylkej potegi, rownej mocy boskiej. Mowil on o swojej milosci do ojczyzny, ktora tak bardzo pragnal widziec szczesliwa i wolna.
    W tym celu zarzadal od Boga, aby mu dal moc panowania nad swiatem, wowczas moglby rzadzic ludzmi czystym aktem woli - uczuciem. Bunt i spisek przeciwko obojetnemu na nieszczescie ludzi, Bogu, wyrazal sie w trzch kolejnych bluznierstwach: Bog nie jest miloscia, lecz madroscia, milosc to tylko omylka Boga, a Bog nie jest ojcem swiata, lecz jego carem. Konrad czul, ze nadeszla wielka chwila, w ktorej moze podjac samotna walke z Bogiem w celu uszczesliwienia narodu. Mimo to poniosl on kleske, a bylo to spowodowane jego samotnoscia i swiadomym wywyzszeniem sie poand ludzi, o ktorych szczescie i wolnosc chcial walczyc. Wlasnie podobnie jak spiskowcy zaprzepascili wielka szanse zwyciestwa, poniewaz nie pomysleli o tym, aby zaangazowac do walki caly narod.Jednak konrada usprawiedliwiaja jego szlachetne pobudki, ktore moge nazwac rycerskimi.
    Etos rycerza io spiskowca podjal rowniez Adam Mickiewicz w poowiesci '' Konrad Wallenrod'', na podstawie tytulowego bohatera. On to wlasnie poprzez uzycie podstepu zniweczyl swoj honor, ktory jest, jak powszechnie wiadomo, glowna cecha prawdziwego rycerza.Wallenrod musial klamac i dokonac zdrady, aby zwyciezyc nad Krzyzakami, a takie czyny nie mieszcza sie w kodeksie rycerskim. Gdyby jednak postepowal etycznie, stanal do walki twarza w twarz z Krzyzakami i gdyby nie spiskowal przeciwko nim, udajac ich przyjaciela, to ponioslby kleske i zaprzepascil przyszlosc ojczyzny. Jego sposob na zwyciestwo byl bowiem taki: opuscil zone i ojczyzne, przedostal sie do krzyzackich szeregow, zdobyl tam jako Konrad Wallenrod wladze kontura i uznanie. Zwlekal z bitwa i prowadzil ja tak, by Krzyzacy przegrali . Mozna powiedziec, ze skruszyl on zakon od srodka, uzyl podstepu i sam jeden pokonal wroga. Nie oznaczazlo to jednak powrotu do prywatnego szczescia, gdyz Krzyzacy wykryli zdrade, lecz Konrad postanowil zginac z wlasnej reki. tak, wiec drogo okupil on zwyciestwo nad wrogiem, swoja miloscia, ojczyzna i honorem. Ale jego postawajest oparta na etosie rycerza, zatem nie jest do konca potepiona.
    Uwazam, wiec, ze etos rycerza i spiskowca mozna rozwazac dwojako: z jednej strony bowiem jest to prawdziwy ideal czystej rycerskiej, pozbawionej obludy i falszu, a z drugiej natomiast to natezeniem cech obu etosow czyli walka w obronie ojczyzny prZy uzyciu przymiotow typowych dla spiskowca. Gdyz taki czlowiek dzialal w imie dobra ludzkosci, chociaz byla to czesto droga podstepu, chytra i konspiracyjna. Jednakze taczylo go wiele wspolnego z sredniowiecznym rycerzem. On po prostu chcial zwyciezyc w nierownej walce z zaborcami i jak juz wspominalem taka postawe narzucily mu owczesne czasy. A dlaczego ta postawe mozna nazwac etosem? Dlatego, ze taki wzorzec zostal postawiony mlodemu pokoleniu, ktore mialo dokonac wyboru, jak walczyc.Natomiast literatura w pewien sposob dawala przyklad i ksztaltowala zachowanie tych ludzi.
    Mit rycerza przetrwal, az do dzisiaj i pomimo, ze coraz rzadziej mozna go spotkac, co jest takze uwarunkowane rzeczywistoscia, to zachowal sie on nawet po okresie'' burz i niepokojow'' . Przykladem moze byc wspomniany juz przeze mnie doktor Rieux, bedacy z powolania lekarzem, ktory niosl pomoc bez wzgledu na wynagrodzenie. Prezentowal on bohaterska i aktywna postawe oraz uosabial szlachetnosc i uczciwosc. A wartosci, w ktore wierzyl to przyjazn i milosc.Tak, wiec etos ten przezyl stulecia, ale i spiskowiec pojawial sie wsrod prtawdziwych rycerzy. Rzecz nie jest to jednostka zla czy tez pozbawiona ludzkich uczuc. To jedynie czlowiek wyobcowany, szukajac swojej drogi zycia, ktora byc moze rozni sie nieco od przyjetych ogolnie kanonow moralnych.


    27. Ignacy Krasicki jako nauczyciel i wychowawca ówczesnego społeczeństwa.

    Znakomity filozof niemiecki Immanuel Kant określił oświecenie jako "wyjście człowieka z niepełnoletniości, w którą popadł z własnej winy", przy czym niepełnoletniość rozumiał jako "niezdolność człowieka do posługiwania się własnym rozumem". Dlatego, dowodził, hasło oświecenia brzmi: "Sapere aude", co znaczy: "miej odwagę posługiwać się własnym rozumem". Również słowa Kartezjusza "cogito ergo sum" ("myślę więc jestem") podkreślały znaczenie i możliwości ludzkiego umysłu, uznawały rozum za najbardziej istotny i twórczy element każdego człowieka. Na podstawie tych dwóch wypowiedzi widzimy potrzebę szerzenia oświaty i wpajania w społeczeństwo przekonania o konieczności powszechnej edukacji. Tak więc zadanie wychowania światłego, rozumnego obywatela przyjęła na siebie literatura, a nauczycielami stali się pisarze i poeci. Najwybitniejszym poetą polskiego oświecenia, nazywanym "księciem poetów" był Ignacy Krasicki i on to właśnie podjął się realizacji powyższych postulatów - stał się nauczycielem i wychowawcą, mentorem i mistrzem dla jemu współczesnych. Rozpoczął działalność literacką jako współpracownik "Monitora". Treść jego artykułów i felietonów obejmowała rozmaite tematy. Krasicki bowiem interesował się zarówno zagadnieniami społecznymi i moralnymi, jak też problemami kultury i literatury. W jednym z artykułów rozważał przymioty sędziego i znaczenie sprawiedliwości w życiu publicznym, w innym uzasadniał potrzebę powszechności handlu i rzemiosła w kraju, dowodząc, że "łokieć, warsztat i pług" to "pierwszej szlachetności naszej instrumenta". Potępiając pogardę, jaką szlachta okazywała kupcom i rzemieślnikom, tłumaczył Krasicki konieczność przezwyciężenia przestarzałych przesądów i wskazywał, że "już narody, z których wykwintności czerpany, przetarły oczy w tak grubym błędzie". W innych felietonach rozważał problem edukacji, uzasadniając wyższość wychowania publicznego nad kształceniem domowym, głosił pochwałę pracy, gromił pijaństwo i próżniactwo. Wypowiadał się także na temat sztuki poetyckiej, teatru i doskonalenia mowy ojczystej.
    "Nie wstydźmy się języka naszego" pisał i dowodził, że "jeżeli inne są w pospolitym używaniu, nasza rzecz i polski wsławić, co stać się może, gdy w nim wychodzić będą księgi godne tłumaczenia".
    Początki drogi poetyckiej Krasickiego odnoszą się również do sfery poezji obywatelskiej i patriotycznej. Na łamach "Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych" ogłosił on wiersz, rozpoczynający się do słów:
    "Święta miłości kochanej ojczyzny,
    Czują cię tylko umysły poczciwe!
    Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,
    Dla ciebie więzy, pęta niezelżywe..."
    Utwór ten znany jako "Hymn do miłości ojczyzny", surowy w swej prostocie, zwięźle i wyraziście określa istotę patriotyzmu, wymagającego ofiary od każdego obywatela. Każda ofiara złożona ojczyźnie dla jej wolności przynosi chlubę, tak więc:
    "byle ją można wspomóc, byle wspierać,
    Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać"
    Do utworów przepojonych tendencją wychowawczą należą również poematy heroikomiczne "Myszeidos pieśni X", "Monachomachia" i "Antymonachomachia", które odznaczają się lekkością, ironią i humorem.
    "Myszeida" godziła w anarchię szlachecką i prywatę, ośmieszała także sferę obyczajów i rozpowszechnione maniery literackie, nie oszczędzała ciemnoty zagnieżdżonej w klasztorach.
    Znacznie ostrzejszym w tonie jest drugi poemat heroikomiczny "Monachomachia". Satyryczny obraz "świętych próżniaków" to świadomy cios poety wymierzony w oświatę kierowaną przez duchowieństwo zakonne. O intencjach autora świadczą słowa jednego z bohaterów: "Szanujmy mądrych, przykładnych, chwalebnych Śmiejmy się z głupich, choć i przewielebnych"
    W okresie, gdy Komisja Edukacji Narodowej dokonywała reformy szkolnictwa, gdy walczono o jego świecki charakter, utwór Krasickiego był ważnym narzędziem w rękach wszystkich zwolenników w walce o postęp i oświatę. Broniąc się przed rozgniewanymi i obrażonymi czytelnikami Krasicki napisał "Antymonachomachię", w której tylko pozornie wycofuje się z wcześniej przedstawionych poglądów. Udowadnia, że skoro "prawdziwa cnota krytyk się nie boi", nie powinni "Monachomachią" poczuć się dotknięci ci, którzy są w porządku, a ci, których dotknęła, widocznie na krytykę zasłużyli.
    Wyżyny artyzmy Krasicki osiągnął w "Satyrach" oraz "Bajkach i przypowieściach". "Satyry" Krasickiego są przede wszystkim satyrami obyczajowymi. Piętnują one pogoń za modą cudzoziemską i życie nad stan, odsłaniają zdrożności życia dworskiego i zamiłowanie do pijaństwa, krytykują rozrzutność i marnotrawstwo, słowem - poddają krytyce wszelkie ujemne zjawiska społeczne, szkodliwe dla moralności narodu. Nie brak w nich także akcentów społecznych ("Pan nie wart sługi") i politycznych ("Do króla"). Występują tutaj satyry-kazania, skupiające uwagę na zjawiskach ogólnych, znamionujących kulturę XVIII wieku. Kultura ta budzi uwagi krytyczne: pomaga bowiem z jednej strony postępowi w nauce, usuwa przesądy i zabobony, z drugiej zaś niepokoi obniżeniem poziomu moralnego. Poeta dostrzegł sprzeczności tkwiące we współczesnym świecie i ujawnił je, krytykując to wszystko, co było złe i niebezpieczne dla moralności indywidualnej i społecznej.
    "Pijaństwo" jest nie tylko krytyką zgubnego nałogu, odbierającego człowiekowi jego godność, ale zawiera również smutną refleksję nad słabością natury ludzkiej i bezsilnością racjonalnych argumentów.
    Za podsumowanie sądów Krasickiego o czasach, w jakich mu przyszło żyć, należy uznać satyrę "Świat zepsuty". Nie ma w niej nic zabawnego. Jest pełna gorzkiego szyderstwa, ostro atakuje zepsuty świat, który stworzyło zepsute społeczeństwo.
    "Gdzieżeś, cnoto ? gdzieś, prawdo ? gdzieście się podziały ?" - pyta poeta niemal z rozpaczą.
    Dobre obyczaje minęły, uczciwość i prawda nie popłaca, "wszędzie nierząd, rozpusta, występki szkaradne". Jak pisze Krasicki od tego wzięła początek słabość naszego kraju, od tego zaczął się początek końca potęgi Rzeczpospolitej:
    "Ten nas nierząd, o bracia, pokonał i zgubił, Ten nas cudzym w łup oddał..."
    Autor uważa jednak, że nie można poddawać się ani rozpaczy, ani zaistniałej sytuacji. Bez względu na rezultat, bronić trzeba kraju, jak tonącego okrętu: "Okręt nie zatonie, Majtki, zgodnie z żeglarzem, gdy staną w obronie; A choć bezpieczniej okręt opuścić i płynąć, Podściwiej być w okręcie, ocalić lub zginąć."
    Cechy satyry występują także w listach poetyckich, w których krytykuje zbytkowne wojaże zagraniczne, atakuje przesądy stanowe, wskazuje na snobizm magnatów trwoniących majątki.
    Prawdziwe mistrzostwo osiągnął Krasicki w bajkach, które podobnie jak satyry, stanowiły gatunek literacki rozpowszechniony w dobie oświecenia. Oprócz bajek o treści społecznej i politycznej, występują bajki o problematyce moralnej, które wyrażają filozofię poety, głoszą określone zasady postępowania, formułują ideały życiowe i przynoszą praktyczne wskazania. Mądrość bajek płynie z obserwacji świata i ludzi. A świat ten przedstawia się posępnie. Rządzi w nim siła przed prawem. Władca, a jest nim władca absolutny, kieruje się interesem własnym, podporządkowuje sobie poddanych i robi to w sposób przewrotny pod maską praworządności. Wiele jest w życiu obłudy, zarówno w społecznym i politycznym, jak i w stosunkach osobistych. Trudno o prawdziwą przyjaźń, która sprawdza się w chwilach próby. Bajki są znakomitym zwierciadłem stosunków i układów międzyludzkich o ponadczasowej wartości, gdyż i dzisiaj znajdziemy w nich naszą wiedzę o życiu i ludziach nam współczesnych, a przestrogi w nich zawarte i mądrość morałów mogą zawsze służyć jako broń przeciwko skutkom ludzkiej głupoty i niespodziankom codzienności. Krasicki jest moralistą. Uczy skromności i umiaru, głosi zasadę "złotego środka", ostrzega przed złudnymi pozorami. Chwali pracowitość i rzetelność, ceni zdrowy rozsądek i doświadczenie, potępia natomiast próżność, zarozumialstwo i lekkomyślność. O tym, że zadaniem bajek jest nie tylko bawić ale także uczyć, mówi sam autor: "Jeśli z nich zdatna nauka nie płynie; Natenczas blaskiem czczym tylko jaśnieją I, na kształt próchna, świecą, a nie grzeją".
    Ważną rolę odegrał Krasicki w dziejach powieści polskiej. Z jego imieniem łączy się bowiem powstanie pierwszej nowoczesnej powieści "Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki". Na przykładzie dziejów swego głównego bohatera pragnął Krasicki pouczyć czytelników, jak wygląda życie przeciętnego szlachcica, jak się przedstawia jego wychowanie, jakie grożą mu niebezpieczeństwa, gdy dostanie się pod złe wpływy, jak nie dobrze kończą się wojaże zagraniczne dla niedoświadczonych i lekkomyślnych młodzieńców. Bohater powieści odradza się moralnie dopiero dzięki pracy. Praca stanowi bowiem wartość moralną i jest także źródłem zdrowia fizycznego. "Zabawa rolnictwa jak pożądane za sobą prowadzi skutki, uczułem własnym doświadczeniem. Praca, która z początku zdawała mi się nieznośna, stała się z czasem zabawą przyjemną. Spazmy, wapory, reumatyzmy, z których mnie nie mogły wyprowadzić wody salcerskie i karlsbadzkie, ustąpiły dobrowolnie z rzęsistym potem... Praca i myśl wolna wzmocniły słaby niegdyś mój temperament". Powieść Krasickiego stanowi w literaturze polskiej zjawisko nowe. Wątek przygodowy splata się tu z dydaktyką. Przygody bohatera zabawiają, a jego działalność jako gospodarza i obywatela uczy i może być wzorem do naśladowania. Druga powieść Krasickiego "Pan Podstoli" jest po części traktatem społeczno-polityczno-filozoficznym. Konstrukcja fabularna sprowadza się do podróży narratora oraz do rozmów, które prowadzi on ze wzorowym gospodarzem. Treścią tych rozmów są aktualne zagadnienia społeczne, ekonomiczne, obyczajowe i pedagogiczne. "Moribus antiquis" - motto położone na wstępie powieści można uznać za dewizę pana Podstolego. Oznacza ona, że "dawnymi obyczajami trwa Rzeczpospolita", inaczej mówiąc, że w reformach nie należy iść za daleko, a tradycja i doświadczenie przeszłości stanowi trwałą wartość kultury.
    Twórczość Krasickiego obejmuje poematy heroikomiczne, epos, satyry, bajki, listy poetyckie, komedie, powieści, wiersze, rozprawy o treści moralno-filozoficznej i estetycznej. Ale w tym bogactwie i w tej różnorodności wyczuwa się jednolity pion duchowy wyznawcy ideologii oświecenia. Jako satyryk, bajkopisarz i powieściopisarz czuł się wychowawcą społeczeństwa, wskazując i krytykując zjawiska ujemne, ale kreując także wzory pozytywne. Szerzył filozofię "złotego środka", upatrując w umiarkowaniu i w skromności cnoty godne pochwały. Uwydatniał wartość pracy, uczciwości i rozsądku. Walczył z ciemnotą, gdziekolwiek się ona objawiła. Podstawowe cechy twórczości Krasickiego: trafność obserwacji, jasność i precyzja języka, mistrzostwo w zamykaniu ważkich treści w aforystycznym skrócie oraz w operowaniu dowcipem, ironią, kpiną, parodią, znakomicie przystawały do przyjętej przez poetę koncepcji literatury jako narzędzia społecznej edukacji. Bo przecież jako pisarz był też Krasicki przede wszystkim wychowawcą.


    28. „Polska to rzecz wielka” ,czy „Polska to wszystko hołota, tylko im złota?”
    Intelektualna wędrówka przez wybrane epoki literackie w poszukiwaniu prawdy o polskim społeczeństwie.

    Polskie społeczeństwo jest bardzo kontrowersyjnym społeczeństwem. Posiada bardzo wiele zalet, ale i także bardzo wiele wad. Polacy nigdy nie wiedzą, czego tak naprawdę chcą? Kiedy trzeba walczyć o niepodległość to walczą wszyscy z całego serca, z wielką zawziętością i nienawiścią do wroga, ale kiedy mają już tą niepodległość, to kłócą się między sobą. Jest nawet takie stare powiedzenie: „Gdzie Polaków trzech, tam cztery zdania”.
    W różnych epokach literackich, autorzy w swoich dziełach, różnie przedstawiali naród polski. Raz bardziej pozytywnie, raz mniej. Jednak, ilość wad i zalet przeważnie się równoważyły, choć nie zawsze. Takim przykładem jest epoka Oświecenia, gdzie pisarze głównie atakowali społeczeństwo polskie, wytykając im wszystkie wady.
    Do takich pisarzy zalicza, się przede wszystkim Ignacy Krasicki. To on właśnie w swoich satyrach, wytykał Polakom wszystko co złe i niedobre. I tak było np. w satyrze pt. „Pijaństwo”. Poeta kreśli tu, na zasadzie kontrastu, charakterystykę dwóch postaci. Pierwsza, to tępawy XVIII – wieczny szlachcic, nie stroniący od alkoholu, zabaw, bijatyk, rozumiejący szkodliwość pijaństwa, ale postępujący wbrew rozumowi. Dobrze wie, że człowiek pijany traci pamięć, zdolność logicznego myślenia, nadweręża zdrowie i skraca sobie życie. Druga postać, to człowiek oświecony, który na pierwszym miejscu stawia rozum, cnotę i umiarkowanie. Poddając się woli rozumu, człowiek zachowuje zdrowie, energię, jasną myśl, zyskuje majątek, zdobywa zaszczyt, sławę i szacunek ludzi. Krasicki w tej satyrze, nie tylko ukazuje i piętnuje prześladującą Polaków plagę pijaństwa, ale również potępia źle pojętą przez rodaków gościnność, rozumianą jako wspólne pijaństwo.
    Podobnie rzecz się ma w satyrze pt. „Żona modna”. Krasicki krytykuje w tym utworze, tendencje współczesnej sobie szlachty, do powierzchownego przejmowania zagranicznych, a zwłaszcza francuskich obyczajów, co prowadzi do rozrzutności i nie daje w zamian żadnych korzyści duchowych ani kulturowych, w konsekwencji zaś, wiedzie do ruiny majątkowej i upadku szlachty.
    Inną satyrą Krasickiego, wytykającą wady społeczeństwa polskiego, jest „Świat zepsuty”. Zasadnicza część tej satyry, skomponowana jest na zasadzie kontrastu. Zestawiony zostaje obraz przodków, którzy starali się zachowywać i rozwijać cnotę, oraz wszelkie pozytywne cechy – z obrazem współczesnego pokolenia, które porzuciło drogę cnoty i prawości charakteru, pogrążając się w otchłani kłamstwa, bezbożności i rozpusty. Powodem podstawowym owego zepsucia obyczajów, jest – według podmiotu lirycznego – „jawnego sprośność niedowiarstwa”, które szerzy się bez przeszkód w całym społeczeństwie. Dalej następuje wyliczenie innych nieprawości i wad: nienawiść, chciwość, niestatek, rozwiązłość, „jawna kradzież”, obłuda i przewrotność, ukazująca upadek moralny epoki. Podmiot liryczny formułuje wniosek, będący przestrogą, iż złe obyczaje doprowadziły do upadku tak wielką potęgę, jaką niegdyś było Cesarstwo Rzymskie.
    Ostatnim utworem Ignacego Krasickiego jaki przytoczę, jest „Monachomachia”. Główną ideą poematu jest, ukazanie i krytyka ujemnych stron życia polskich zakonów żebraczych. Już na wstępie autor zaznacza, że „nie wszystko złoto co się świeci z góry”. Utwór ma więc na celu, nakreślenie bez retuszu obrazu życia wielu ówczesnych zakonników. Posługując się subtelną drwiną i ironią, autor piętnuje takie ich wady, jak pijaństwo, lenistwo, próżność, głupotę i brak chęci do poszerzania swych horyzontów intelektualnych. Krasicki nie szczędzi kłótliwym i rozpitym mnichom krytyki, złośliwych docinków, zgodnie zresztą z zasadami: „Prawdziwa cnota krytyk się nie boi” oraz „Szanujmy mądrych, przykładnych, chwalebnych,/Śmiejmy się z głupich, choć i przewielebnych”.
    W następnych epokach nie ma już tak dosadnej krytyki społeczeństwa polskiego, jak w Oświeceniu. Autorzy zaczęli ukazywać także dobre jego strony, a głównie patriotyzm. Choć nie zawsze im się to udawało. Śmiało mogę tu przytoczyć, kilka bardzo trafnych przykładów z epoki Romantyzmu.
    Jednym z nich, jest fragment pieśni VIII poematu „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu” pt. „Grób Agamemnona”. Jest to hymn, nawołujący Polskę, do podjęcia aktywnej walki w celu odzyskania niepodległości. Winą za niepowodzenia, obarcza poeta zbyt konserwatywną szlachtę, przeciwniczkę zbrojnego czynu. Uczucia patriotyczne, wciąż żywe w narodzie, przytłumione zostały przez ideologię bierności i obawy. Słowacki wyraźnie przeciwstawia się cierpiętniczej postawie narodu, który, rozpamiętując swe klęski, niezdolny jest do czynu. Bierność Polski, zafascynowanie cudzymi wzorami i zagubienie patriotycznych wartości, doprowadziły według poety do upadku. Oskarżycielska pasja ma na celu obudzenie narodu i poderwanie go do zbrojnego czynu.
    Ten sam problem, lecz nieco inaczej, jest przedstawiony w „Dziadach” części trzeciej, Adama Mickiewicza. Poeta, ukazuje w niektórych scenach, podział narodu polskiego. Zgromadzenie w Salonie Warszawskim, dzieli się na dwie grupy: patriotów i zdrajców. Pierwsi, rozmawiają o prześladowaniu narodu polskiego, natomiast drudzy, o balach, organizowanych przez Nowosilcowa. W scenie u Senatora, poeta skontrastował postaci zdrajców ojczyzny, którzy ze strachu o własne życie, żądni zaszczytów i podsycani chciwością służą carowi, z cierpieniem pani Rollinson oraz jej więzionego i torturowanego syna. Poeta, świadomy tragicznego podziału narodu polskiego, wskazuje na tkwiące w nim siły, które świadczą o tkwiącym w nim patriotyzmie, zdolnym doprowadzić Polskę do wolności.
    Tak samo ma się sprawa w epopei narodowej, również Adama Mickiewicza, pt. „Pan Tadeusz”. Autor, starał się stworzyć w „Panu Tadeuszu”, możliwie pełny obraz szlachty polskiej: zarówno tej zamożnej, jak i zubożałej, zaściankowej. Nadrzędną wartością, określającą szlachtę, jest patriotyzm przejawiający się przede wszystkim, w przywiązaniu się do tradycji i polskości oraz odrzuceniu wzorów cudzoziemskich. Charakteryzując szlachtę polską, Mickiewicz nie zapomniał wszakże o jej wadach: kłótliwości, skłonności do procesowania się, warcholstwie i brawurze. Opisując polską szlachtę, autor przedstawia świat sarmacki z jego wszystkimi wadami i zaletami. Jest to obraz pełen nostalgii, za odchodzącą w przeszłość rzeczywistością, dlatego poeta nie wyolbrzymia szlacheckich przywar, ale traktuje społeczność z Soplicowa z sympatią.
    Podobną wymowę ma także „Kordian” Juliusza Słowackiego. Szatan z „Kordiana” pragnie buntu narodu, ale równocześnie marzy o jego klęsce. Wykorzystując magiczne moce, diabły stwarzają przywódców powstania listopadowego, którzy przyczynią się do klęski niepodległościowego zrywu. Jednak bierność i konserwatywność tych przywódców powstania, wynikająca z podeszłego wieku i nieumiejętności podejmowania decyzji, przyczyniły się, zdaniem poety, do upadku zrywu z 1830r. Młodzieńczy zapał i zryw niepodległościowy, który mógł przynieść Polsce wymierne efekty, został, zdaniem poety, zaprzepaszczony przez konserwatywnych, z racji swego sędziwego wieku, należących do przeszłości, działaczy.
    W bardzo podobny sposób, zostało przedstawione społeczeństwo polskie w Pozytywizmie. Pod tym względem jest to bardzo zbliżona epoka do Romantyzmu. Na dowód tego, pozwolę sobie na przytoczenie kilku przykładów.
    Można do nich śmiało zaliczyć „Potop” Henryka Sienkiewicza – jedną z części trylogii – która, najtrafniej odzwierciedla ten temat. Na początku powieści, ukazuje autor upadek moralny społeczeństwa polskiego, zdradę, zaprzedanie wrogom przez klasę rządzącą własnego kraju, odstępowanie od władcy, przechodzenie na stronę Szwedów, apatię i rezygnację dochodzącą do szczytu, piętnując zdradę magnatów przeciwstawionych patriotycznej szlachcie, mieszczaństwu i ludowi. Później następuje punkt zwrotny, zmieniający nastroje w społeczeństwie i budzący wiarę. Następnie, podźwignięcie się narodu i stopniowe jego odradzanie się duchowe. Przy końcu powieści widzimy już, odrodzenie moralne całego społeczeństwa. Nawet Szwedzi nie mogą się nadziwić zmianie, jak zaszła w narodzie, który od niedawna nie stawiał im żadnego oporu. Motyw odrodzenia narodu w powieści „Potop” – to tylko właściwy powrót do stanu wyjścia. Zbrodnia, zło zostaje ukarane, a satysfakcja osobista, moralna, dotyczy tych, którzy wiernie trwali przy królu i Rzeczypospolitej lub tych, którzy – jak Kmicic – okupili swoje niegodne czyny. Sienkiewicz pokazuje w „Potopie”, że Polacy w sytuacjach krytycznych potrafią się zjednoczyć i walczyć o niepodległość.
    Temat patriotyczny również podjęła Maria Konopnicka, w swym utworze pt. „Rota”. Jest to odezwa, skierowana do wszystkich Polaków, zwłaszcza zaś mieszkańców zaboru pruskiego. Wiersz wypełnia duma z przynależności do „królewskiego szczepu Piastowskiego” i wola walki o niepodległość kraju, wolność narodu. Ostatnie strofy szczególnie dobitnie wyrażają wiarę, w możliwość odzyskania suwerenności i niezawisłości kraju.
    Również w „Lalce” Bolesława Prusa, mamy do czynienia, ze zróżnicowanym społeczeństwie polskim. Dzieli się ono, na arystokrację, szlachtę i mieszczaństwo. Arystokrację tradycyjnie charakteryzuje próżniactwo, pasożytnictwo, pogarda dla pracy, fałsz, zakłamanie, obłuda, egoizm, pycha, wystawny tryb życia, brak patriotyzmu. Lecz wyjątek od tego, stanowi osoba baronowej Zasławskiej i Juliana Ochockiego. Szlachta zaś jest warstwą zamierającą, po uwłaszczeniu chłopów nie potrafi gospodarować, trwoni pieniądze, zadłuża się i wyprzedaje. Mieszczaństwo natomiast, wykazuje brak inicjatywy, energii i wiary we własne siły, brak chęci do pracy, brak zapobiegliwości i oszczędności. Nie posiada szerszych aspiracji ani ambicji, jest słabe, skłócone, niedołężne, bierne i zacofane. Ogólnie rzecz biorąc, Polska jest krajem, w którym „jedni giną z niedostatku, a drudzy z rozpusty (...)”. Społeczeństwo polskie marnotrawi dorobek pokoleń, niszczy jednostki nieprzeciętne, wartościowe. Prus, domaga się od narodu polskiego, szacunku dla pracy i nauki.
    W przeciwieństwie do „Lalki” Prusa, Eliza Orzeszkowa starała się ukazać, w swojej powieści pt. „Nad Niemnem”, pozytywnie – stan społeczeństwa polskiego. Przedstawiciele, najmłodszego pokolenia w powieści (Marysia, Witold) – to ludzie świadomi zadań, które mają do spełnienia jako jednostki wykształcone, orientujące się w sprawach społeczno – politycznych. Nieco starsi, Justyna i Janek odważnie podejmują decyzję, są samodzielni, uczciwi, pracowici, stworzą dobre małżeństwo i będą wychowywać pokolenia Polaków – patriotów. Pokolenie ludzi dojrzałych – Benedykt i Anzelm powraca do dawnych ideałów, odżywa w nich pamięć wielkich narodowych wystąpień i pięknego okresu jedności i zgody. W powieści, zaprezentowane zostały sylwetki pierwszych polskich emancypantek: Maria Kirłowa, Justyna Orzelska. Jest też, co prawda na drugim planie, pokazana nauczycielska działalność Marysi Kirłówny, która uczy chłopskie dzieci. Są także w powieści bohaterowie negatywni, ale oni ostatecznie schodzą na dalszy plan.
    Nieco krytyczniej co do wyrażenia opinii o społeczeństwie polskim, wyrażano się w epoce Modernizmu. Dobrym tego przykładem jest dramat naturalistyczny Gabrieli Zapolskiej pt. „Moralność pani Dulskiej”. Na przykładzie Dulskiej i jej rodziny, autorka przeprowadziła krytykę mieszczaństwa. Jest ona wymierzona przeciwko takim cechom jak: moralne zakłamanie, skąpstwo, egoizm, pogarda dla ludzi stojących niżej, prymitywizm umysłowy. Nazwisko bohaterki, dało początek pojęcia dulszczyzny, czyli kołtuńskiej, mieszczańskiej hipokryzji, ciasnocie horyzontów i wysokim mniemaniu o własnych walorach moralnych i intelektualnych. Moralność Dulskiej, ogranicza się do zasady „prania brudów we własnym domu”, tuszowaniu skandalów, dbałością o pozory, przekonaniu, że pieniądz nie cuchnie. Nazwisko Dulskiej stało się synonimem ciemnoty, zacofania, cech kołtuna i filistra.
    Z podobną oceną, lecz nieco innym problemem, narodu polskiego spotykamy się w noweli Stefana Żeromskiego pt. „Siłaczka”. Pozorne wyakcentowanie postaci doktora Obareckiego jest tu mistrzowskim posunięciem, dzięki któremu, autor uzyskał oparte na zasadzie kontrastu porównanie dwóch postaw moralnych: egoizmu i swoistego lenistwa doktora, z krańcowym poświęceniem ludziom i idei młodej nauczycielki. Obarecki, jest postacią o chwiejnej woli i słabej psychice, dlatego w końcu zostaje pokonany i przyłącza się do zła, z którym początkowo walczył. Panna Stanisława zaś – w myśl idei „pracy u podstaw” – do samego końca trwa na swym posterunku, walcząc z ciemnotą chłopstwa i nieustraszenie przezwyciężając mnożące się na jej drodze przeszkody, czym też zyskuje sobie miłość tych, którym poświęciła swoje życie. Stąd też, pochodzi określenie „siłaczka” wykorzystane jako tytuł, a będące również w pewnym okresie synonimem określonej pracy ideowej.
    W tych utworach, które teraz przytoczę ponownie, pojawia się problem próby odzyskania niepodległości przez Polskę. W utworze pt. „Rozdziobią nas kruki, wrony...” Żeromski twierdzi, że główną przyczyną klęski było osłabienie ducha w narodzie, który nie wytrzymał ciężkiej próby i szybko się załamał. Autor, ukazuje obojętność ludu wiejskiego wobec powstania, sugerując jednocześnie, że taki stan rzeczy spowodowany został, wielowiekowym wyzyskiem pańszczyźnianym i ciemnotą, której winni byli posiadacze ziemscy. Oskarżeniem skierowanym przeciw wyższym klasom polskiego społeczeństwa, jest również metaforyczny obraz stada wron, którego działania są przedstawione za pomocą określeń, przypominających słownictwo zaczerpnięte z debat i polemik ówczesnego polskiego obozu ugodowego.
    Utworem, kończącym mo

  • userphoto
    wszystkie wypracowania pod koniec postów są urwane.. no ale liczą sie dobre chęci

    wszystkie wypracowania pod koniec postów są urwane.. no ale liczą sie dobre chęci

  • userphoto
    luzik :-P może sie przydadzą ,a jak nie to i tak dzieki:-)

    luzik :-P może sie przydadzą ,a jak nie to i tak dzieki:-)

  • userphoto
    !!!!!!!!5. Rozważania nad sensem życia na podstawie literatury antycznej, staropolskiej i współczesnej. * Człowiek od zarania dziejów poszukuje odpowiedzi na pytanie o sens życia. UWAGA! Wyobrażcie sobie jaskiniowca, który własnie upolował zwierzynę(u zarania dziejów oczywiście)i myśli sobie ----"być albo nie być"? GRrrrrrrrrrrrrrrr...........:|

    !!!!!!!!5. Rozważania nad sensem życia na podstawie literatury antycznej, staropolskiej i współczesnej.

    *
    Człowiek od zarania dziejów poszukuje odpowiedzi na pytanie o sens życia.


    UWAGA! Wyobrażcie sobie jaskiniowca, który własnie upolował zwierzynę(u zarania dziejów oczywiście)i myśli sobie ----"być albo nie być"?
    GRrrrrrrrrrrrrrrr...........:|

  • userphoto
    spoko jest kilka wzielam :-D

    spoko jest kilka wzielam
    :-D

  • userphoto
    potrzebuję czegoś o antysemityzmie i holocauscie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:-|

    potrzebuję czegoś o antysemityzmie i holocauscie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:-|

  • userphoto
    Witam Proszę o szybką pomoc jeżeli posiadasz jakieś wypracowanie na jednen z poniższych tematów to proszę o wysłanie na meila : stahus@o2.pl będę bardzo wdzięczny za pomoc. 1. Biblia i antyk źródłem kultury śródziemnomorskiej. 2. Biblia i antyk w polskiej tradycji i kulturze 3.Postacie mitologiczne i biblijne jako symbole wartosci uniwersalnych. Jeżeli nie macie wypracowania to podajcie linik z kąd mogę zaczerpnąć więcej informacji na jakis temat., Pozdrawiam i z góry dzięki za Pomoc.

    Witam

    Proszę o szybką pomoc jeżeli posiadasz jakieś wypracowanie na jednen z poniższych tematów to proszę o wysłanie na meila : stahus@o2.pl będę bardzo wdzięczny za pomoc.

    1. Biblia i antyk źródłem kultury śródziemnomorskiej.

    2. Biblia i antyk w polskiej tradycji i kulturze

    3.Postacie mitologiczne i biblijne jako symbole wartosci uniwersalnych.

    Jeżeli nie macie wypracowania to podajcie linik z kąd mogę zaczerpnąć więcej informacji na jakis temat.,

    Pozdrawiam i z góry dzięki za Pomoc.

Wątek został zamknięty.

JAK DOBRZE ZNASZ JĘZYK ANGIELSKI? x ads

Otrzymałaś kupon na darmowe lekcje angielskiego.

3 MIESIĄCE NAUKI MOŻESZ MIEĆ GRATIS.
Odbierz kupon rabatowy